niedziela, 1 października 2017

"Miłość szczęśliwa. Terapia par Berta Hellingera" - Johannes Neuhauser (red.)


Tytuł: Miłość szczęśliwa. Terapia par Berta Hellingera (tytuł oryginału: Wie Liebe gelingt. Paartherapie Bert Helingers)
Cykl: Biblioteka Hellingerowska
Autor: Johannes Neuhauser (red.)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 24.11.2004r.
Liczba stron: 356


Miłość szczęśliwa... brzmi jak kolejny banał, prawda? :)

Ewentualnie brzmi to jak potencjalne "rzyganie tęczą" ;) ... To jednak nie Disney i szczęśliwie pasące się na łące Tęczowe Jednorożce :) - nie, zupełnie nie :) ... W zasadzie ta książka... jest bardzo trudna. Dotyka znów (choć w tytule nie ma o tym ani słowa) problemu tego, do czego wszyscy dążymy: SZCZĘŚCIA... A ten temat wcale nie jest taki prosty... Ani łatwy. Nie tylko do osiągnięcia - również, jak się okazuje, nie jest to łatwy temat także do czytania...

Hellinger budzi moją coraz większą ciekawość... To jego druga książka na moim koncie książek przeczytanych - znowu ciekawa, tym razem trudna... lecz znów bez dwóch zdań się z nim zgadzam. Mądry gość ;) ... (co do mojej osoby się nie wypowiadam ;) ). Trudne tematy międzyludzkie to, jak widać, hellingerowska specjalność... Przeczytałem już nieco pozycji z zakresu psychologii i, muszę powiedzieć, nie spotkałem się jeszcze - jak u Hellingera - z TAK DOBRYM połączeniem kwestii trudnych z życiowego punktu widzenia, przy jednoczesnym podaniu ich na tacy i rozpracowaniu (mimo stopnia skomplikowania) w sposób... ok, z tym można dyskutować, ale według mnie w sposób tak prosty oraz całkowicie i totalnie zgodny z tym... co sam myślę ;) ... Może dlatego tak dobrze mi się to czyta(ło) ;)

O czym jest ta właśnie książka? O związku :)... czyli o tym, co - mówcie, co chcecie, taka prawda - daje człowiekowi największe szczęście. Spełnienie. Radość. Miłość. Codzienną pewność, że ktoś jest - i faktem swojemu istnienia w naszym życiu daje siłę. Wiarę. Chęć do tego, by wstać z łóżka na spotkanie następnego dnia. Taaak... to książka właśnie o tym :) A w zasadzie o tym, jak o ten związek DBAĆ. Jak nad nim pracować, jak naprawiać małe (i duże) wyrwy w codziennie stawianej razem budowli wspólnego życia tak, żeby nie runęła... Co więc jest kluczem?

U Hellinegera jest to - co chyba stanowi normę w jego książkach ;) - nieco skomplikowane (jak to w życiu...), lecz, w gruncie rzeczy... po przemyśleniu sprawy... proste. Proste, bo sprowadzone do rozłożonej na czynniki pierwsze istoty rzeczy. Co jest więc istotą rzeczy?... Zrozumienie. Zaufanie. Otwarcie się na drugiego człowieka. ROZMOWA. Pożądanie. Ogień, chemia... I - "bo do tanga trzeba dwojga" ;) - CHĘĆ drugiej (obydwóch?) stron do tego wszystkiego... Można by mówić dalej (i to wiele), ale to są właśnie pewne PODSTAWY. 

Hellinger (w osobie redagującego tę książkę Neuhausera) o tych podstawach mówi, lecz w sposób... trudny. Chyba dlatego, że patrzy na sprawę z perspektywy wieloletnich doświadczeń i rozważań... Trzeba też pamiętać, że ta książka jest de facto o terapii dla par będących na pewnych życiowych zakrętach, a do tego jest napisana w oparciu o sesje terapeutyczne pacjentów Hellingera... To jednak nie umniejsza i nie wypacza pewnego sedna lektury, czyli tego, na czym powinien opierać się związek. I szczęście dwojga ludzi... Pewne filary tutaj (chyba) z tej książki (i tak naprawdę wprost z życia) wyłuskałem... ;) ... Ale każdy z Was może śmiało zrobić to samemu - do czego wszystkich Was zapraszam :)

Warto :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

1 komentarz:

  1. Mmm, powiem szczerze, że trochę źle czytało mi się tekst. Jestem przeciwnikiem jasnych czcionek na ciemnym tle, szczególnie, jeśli tym tłem jest obraz, jak tutaj. Już po kilku linijkach słowa plątały się przed oczami.

    Porównanie do kucyków, gdzie wyczułem nawiązanie do "My little pony", oraz Disney'a nie jest dobre przy tym kontekście, w mojej opinii. Ogólnie, uwielbiam zarówno MLP jak i Disney'a i wiem, że te bajki potrafią przekazać wiele wartości w sposób trafiający głównie do dzieci, a sytuacje postaci nie zawsze są proste. (Przykładowo dzisiaj oglądałem "Lilo i Stich" po latach, uświadomiłem sobie, jak w trudnej sytuacji znalazły się siostry. A "Król Lew" to brutalna bajka, tam Skaza nie owija w bawełnę, mówi w prost "Zabić go". Wszystko kończy się dobrze, to fakt, ale z pewnością nie są to "proste bajki", jak miałem wrażenie, że zostały określone).

    Przyznam szczerze, że osobiście opis mnie nie porywa, ale widzę, że książka należy do tych wartościowych, nad którymi należy się skupić. Być może kiedyś znajdę czas, aby sięgnąć po lekturę.

    Pozdrawiam
    Nikodem z https://zaczytanejeze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń