środa, 16 sierpnia 2017

Blog ma już rok! :)))


Rok minął :) ... Z początku nie do końca chyba wierzyłem, że to się uda :) ... Że ktoś tu będzie zaglądał, czytał ... :) ... Dziękuję! :) Za to, że byliście tutaj ze mną przez ostatnie 365 dni :) Mam wielką nadzieję, że będziecie tu i przez dni kolejne - w zamierzeniu duuużo dłużej niż następne 365 ;)

Dziękuję przede wszystkim [ :) ] tym, którzy we mnie i w tego bloga wierzyli. Szczególnie [ :) :) ] dziękuję tym, którzy... świętowali (choć z braku czasu i możliwości nie zawsze ;) - ale świętowali, i to się liczy!) razem ze mną każdą nową recenzję :) ... I każde nowe Wydawnictwo, które nawiązało ze mną i z tym blogiem współpracę :) Ci, których mam w tym miejscu na myśli - wiedzą, że to do nich ;) Dziękuję!

Podziękowania należą się też tym, którzy kopali mnie w... :) :) ... w 4 litery ;) - żebym działał dalej. Czasem człowiek ma gorsze dni, czasem za dużo spraw na głowie, czasem po prostu się temu człowiekowi nie chce... Dziękuję też Tobie, Ande' :) - gdyby nie Twoja pomoc i inspiracja Twoim blogiem (Krótko acz treściwie - zapraszam wszystkich z tego miejsca! :) ), to mój blog by prawdopodobnie nie powstał :) Na szczęście jak widać jest na kogo liczyć :) Jesteście, kopiecie mnie (tak pozytywnie ;) - jeśli trzeba :P ) ... i za to bardzo bardzo bardzo Wam wszystkim dziękuję! :)

Nie sposób nie podziękować też wszystkim Wydawnictwom i ich przedstawicielom, którzy dali temu projektowi szansę i wspierają go do dzisiaj. Osób, Wydawnictw, przyjaznych dusz, mnóstwa sympatycznych ludzi... tego wszystkiego, tego faktu że jesteście - nie sposób nie docenić. Wam również, Moi Drodzy, dziękuję :) Tak jak i oficjalnym stronom i Wydawnictwom, z którymi współpracuję, więc - z prawdziwą przyjemnością! :) - raz jeszcze (poza stopką z prawej strony na blogu) pozwolę sobie te szacowne, ale i bardzo sympatyczne w osobach swoich przedstawicieli :) , instytucje tutaj wymienić :) : KojroBezdrożaAlbatrosEgmont Polskacała Grupa Wydawnicza HelionFabryka SłówWydawnictwo EdukacyjneForever Young BooksBukowy LasMedia RodzinaNapoleon VInsignisCzarna OwcaCzyTamSQNWydawnictwo PsychoskokGdańskie Wydawnictwo PsychologiczneSensusEdipresse KsiążkiSeptem. Dziękuję Wam wszystkim razem i każdemu z osobna! :) :)

Czas na ciąg dalszy blogowania ;) Z okazji roku istnienia tej maleńkiej strony w morzu internetu mam dla Was coś, co napisałem na temat mojego najukochańszego autora - Stephena Kinga :) Znajdziecie na blogu zamieszczone dziś recenzje wszystkich tomów "Mrocznej Wieży", jak i obszerny (jak na warunki czasowe którymi dysponuję po godzinach, w których Moje Dziecko pada i zasypia ;) ) artykuł -"Mroczna Wieża - czym innym książki, czym innym film" , na temat tego, co King napisał w książkach, w zderzeniu z tym, co od ostatniego weekendu możecie oglądać w kinach. Miłej lektury! :)

Pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejny rok tutaj będzie równie (lub bardziej!) udany od minionego :) Oby! ;)

Raz jeszcze dziękuję Wam wszystkim! - za wszystko :)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Mroczna Wieża - czym innym książki, czym innym film


W miniony weekend każdy fan Stephena Kinga doczekał się tego, na co czekał latami - premiery kinowej "Mrocznej Wieży". Ok, nie każdy fan na to czekał ;) ... Wieżę można bowiem albo tylko kochać, albo tylko nienawidzić - a nie wszyscy ją kochają... Jednak to wielkie wydarzenie. Wieża to coś, co w zamyśle samego Kinga jest zwieńczeniem jego twórczości. Jego opus magnum. Choćby tylko dlatego sprawa zasługuje na to, żeby się nad nią pochylić.

Zacznijmy więc od książek :) ... Kocham ten cykl! To, co będę za chwilę pisał, na pewno nie będzie więc obiektywne - tak do końca. Trudno ;) ... "Mroczna Wieża" to coś, co jest lepsze nawet od "Władcy Pierścieni", a Tolkiena przez dłuuugie długie lata stawiałem na piedestale na miejscu nr 1. Ale kilka lat temu to się zmieniło - dokładnie w chwili, kiedy wziąłem do ręki "Rolanda" . Zakochałem się w tym cyklu z miejsca :) ... Dlaczego? Bo tam jest wszystko :) ... Inne światy, coś z samego "Władcy...", legendy arturiańskie, westernowy klimat (Roland to wypisz wymaluj Clint Eastwood z dawnych filmów Sergia Leone; sam King pisał kiedyś, że to był jego wzorzec), skakanie w czasie i przestrzeni rodem z filmowej trylogii "Powrót do przyszłości" (tam mieliśmy samochodowy wehikuł czasu - tutaj mamy drzwi między światami, kamienne kręgi i portale), multum nawiązań do współczesności ("Gwiezdne Wojny", Harry Potter")... i do innych książek Kinga :) (by tylko "Bastion" i moje ukochane "Miasteczko Salem" wymienić). I to jest coś, co powala na kolana. Wbija w fotel. Można Kingowi zarzucać, że pisał to wszystko bez ładu i składu, prawie że na kolanie, że wymyślał i dorabiał ideologię tego świata jak mu pasowało... ok. Ale całość jednakowoż wyszła :) ... I to nie byle jak według mnie. Wyszła bardzo dobrze :)

W skrócie - w centrum wszystkiego stoi Mroczna Wieża. Gdzieś na krańcu świata. I grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Jeśli runie... zginą wszystkie światy, a tych jest nieskończenie wiele. Ktoś to wszystko musi powstrzymać... tym kimś jest Roland - ostatni rewolwerowiec, stróż prawa i porządku, strażnik Wieży, przeklęty podróżnik w czasie i przestrzeni. Człowiek złamany po trosze przeszłością, która ciąży mu już od najmłodszych lat... (przeszłość Rolanda przedstawiono w "Czarnoksiężniku i krysztale", a częściowo również w "Wietrze przez dziurkę od klucza"). Od lat wędruje ku Wieży ścigając Człowieka w czerni. Nie może jednak wędrować i walczyć sam - po konfrontacji z Człowiekiem w czerni powołuje kolejnych towarzyszy swej wędrówki ("Powołanie trójki"). Wraz z nimi przemierza Świat Pośredni, uzupełniając ka-tet rewolwerowców o Jake'a, chłopca z naszego świata ("Ziemie jałowe"). Toczą wiele bitew ("Wilki z Calla"), przeskakują między światami ("Pieśń Susannah"), by w końcu... osiągnąć cel ("Mroczna Wieża"). Cel okupiony krwią... cierpieniem... tak, także łzami. Choć bowiem rewolwerowiec nie płacze, takie uczucia są mu bowiem z reguły obce, nie rozumie ich... to jednak płakać może za niego czytelnik. A jest nad czym... tym bardziej, że "ka"... jest kołem. A podróże w czasie i przestrzeni... sama Wieża i dotarcie do niej nie muszą oznaczać ich końca. Ten kto czytał cykl - wie o czym mówię...

Zdaję sobie sprawę, że powyższe podsumowanie 8 tomów (7,5?) jest obrazoburcze, okrojone straszliwie i nie powinno mieć racji bytu... Stąd linki do moich recenzji wszystkich tomów w akapicie powyżej. Wybaczcie te skróty... To wszystko co piszę ma dotyczyć i książek i filmu - przejdźmy zatem do tego ostatniego.

Film... wiem, budzi skrajne emocje. Czy jednak mógł zostać nakręcony inaczej? I to przy tym, uszczuplonym zresztą, budżecie? Czy dało się nakręcić coś, co było by zrozumiałe dla nie znających książek widzów, i to tak, żeby coś pojęli? Według mnie nie. Film bazuje głównie na tomach pierwszym, trzecim i siódmym. I to jest dobre rozwiązanie. Reżyser wziął z sagi to, co można było sklecić w jakąś logiczną całość i przedstawić jako dosyć czytelny obraz na ekranie. A przy tym, miejmy nadzieję, wstęp do innych, na chwilę obecną do zaplanowanych jeszcze dwóch, filmów (co zależy od wyników kasowych pierwszego, więc... lećcie do kina!). Ci, którzy liczyli na wierną adaptację pierwszego tomu... taaak, są zawiedzeni. Pamiętajmy jednak, że to jest przede wszystkim filmowa wariacja na temat alternatywnej podróży Rolanda! :) No i, jak już pisałem, musiało to wyglądać jako jakaś zrozumiała dla laika tematu całość... Czy gdybyście, znając cały cykl, poszli do kina na adaptację "Rolanda", to, powiedzcie sami, czy stawiając się na miejscu kogoś, kto Wieży nie zna... to czy cokolwiek byście zrozumieli? Albo inaczej - czy gdybyście za kilka lat poszli, po tej pierwszej ekranizacji, na filmową wersję tomu drugiego (potem trzeciego, czwartego, etc)- było by to dla Was, wciąż załóżmy nie czytających laików, zrozumiałe? Mając w pamięci wrażenia z wiernej adaptacji pierwszego tomu? Bardzo bardzo bardzo wątpię. A w zasadzie mówię wprost: nie. A zatem to musiało wyglądać na ekranie tak, jak wyglądało...

Roland, Jake, Człowiek w czerni - to główne tryby tej kinowej machiny. Matthew McConaughey tworzy show nie z tej ziemi! :) Warto było obsadzić go w tej roli! Jednak i jego, według mnie, przyćmił... Jake. Chłopak z castingu, a udźwignął cały film. To on jest tu główną postacią. I fajnie to wyszło. Dał chłopak radę. Roland... już dawno przebolałem, że gra go Idris Elba. Przekonałem się do tego aktora w tej roli w zasadzie po tym, jak sam King publicznie powiedział, że to jest ok. Skoro Mistrz to widzi - ok, dajmy temu szansę. Elba poza tym jest na ekranie naprawdę dobry. I oceniłbym tę postać wyżej, gdyby nie... odarcie jej z książkowego nimbu celu, niezłomności... filmowy Roland ma ewidentny stres pourazowy po wojnie i nie chodzi mu o Wieżę, lecz o zemstę (przy okazji - nie podobało mi się strasznie zastąpienie przyjaciół Rolanda pod Jericho Hill jego ojcem - to akurat ni w ząb mi nie pasuje...). I to jest słabe niestety... gdzieś ulotnił się trochę rolandowy duch... Idris nadrabia to całą resztą, ale... to nie było potrzebne.

Film technicznie jest ok - lecz ma braki. Ewidentnie przez cięcia budżetowe w ostatniej chwili. Jak bowiem inaczej wyjaśnić choćby to, że na rysunkach z wizji Jake'a Wieżę podtrzymują promienie, a w filmie, w dalszej części ekranowego show, ich nie ma? I Łamacze atakują nie promienie, lecz bezpośrednio Wieżę? Cięcia... one są ewidentne. Skopana jest też końcówka... i to akurat mówię obiektywnie... Po zastanowieniu... może i musiała taka być, żeby, po pierwsze, zostawić furtkę twórcom do kontynuowania historii w nowych filmach, a po drugie... żeby film był zamknięty jako jakaś całość, w razie gdyby kolejne filmy nie powstały (która to okoliczność, miejmy nadzieję, nie będzie mieć miejsca). Zastrzeżenia można by mieć też co do długości filmu. Około półtorej godziny... to może się wydawać mało. Ale z drugiej strony... tu ukłon w stronę moich początkowych refleksji o filmie... być może to też dobre wyjście, bo osnowę świata podano w pigułce, po skleceniu kilku części sagi w jedną całość, a dłuższy czas ekranowy... to mogłoby, w teorii, nużyć niezaznajomionego z tematem widza. Więc, ok - chciałbym dłuższego filmu, ale nie jest to zarzut dyskwalifikujący.

Szalenie mi się gęba rozszerzyła w uśmiechu przy mrugnięciach okiem z ekranu do fanów innych książek Kinga :) Autko rodem z "Christine", ruiny parku zabaw w Świecie Pośrednim nawiązujące do Pennywise'a i "To" :) ... Ooooch, to mi się szalenie podobało! :) Oby później było tego więcej. I oby... było jakieś "później". Planowany jest serial na bazie tomu czwartego - super. To chyba jest już nawet klepnięte. Martwiłbym się tylko o dalsze losy następnych kinowych filmów... Jeśli ludzie zmieszają to, co od kilku dni widzą na ekranie, z błotem... może być ciężko. Oby tak się nie stało... Dlatego zastanówcie się, zanim to, co zobaczycie / zobaczyliście, zmieszacie z rzeczonym błotem... I przemyślcie proszę, jeśli jesteście "na nie", to, o czym tutaj napisałem. Według mnie naprawdę nie dało się tego nakręcić inaczej... Zakładam, że czytaliście książki, a zatem wiecie - świetnie wiecie - jaki tygiel pełen chaosu zaserwował w książkach King... Ok, dla fanów to jest zrozumiałe. Ale dla przypadkowego widza nie... Kinowe ekranizacje... one są też dla tych, którzy książek nie znają. Tak działa współczesna machina komercji... I trzeba się z tym pogodzić.

Mam nadzieję, ze tych kilka słów przypadło Wam do gustu ;) Wpadajcie na bloga, jeśli macie ochotę. King - i Wieża ;) - zajmują tu od zawsze szczególne miejsce :)

Pozdrawiam!

"Mroczna Wieża" - Stephen King

Tytuł: Mroczna Wieża (tytuł oryginału: The Dark Tower)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 7)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 18.11.2015r.
Liczba stron: 766


Ostatni tom... wszyscy, którzy czytali poprzednie, dotarli więc aż tutaj... niemal jak "do polany na końcu ścieżki"...

Koniec wieńczy dzieło... I jest to koniec godny całego cyklu. Monumentalny. Wielki. O, tak... Ta książka to rewelacyjne i porywające zakończenie monumentalnej sagi... To przy tym niewiarygodnie smutna, piękna i urzekająca historia. Książka wieńcząca cykl będący opus magnum Stephena Kinga... Jest tu tyle śmierci, smutku i krwi, że stojąc wraz z Rolandem na skraju Can-'Ka No Rey...  żądałem wręcz od Mrocznej Wieży, by była tego warta. Czy była?... Sami się przekonajcie.

Akcja pędzi w tej książce jak szalona... Trup ściele się gęsto. Jedno rozwiązanie zagadki goni drugie, zupełnie jakby King chciał nas tymi rozwiązaniami zasypać - po tak długim trzymaniu w niepewności. To dobrze :) ... Niektóre odpowiedzi są jednak bardzo smutne. A odpowiedź ostateczna, otrzymana w chwili gdy Roland dotrze do Wieży (tak, dotrze tam... nie powiem jednak, czy sam)... może przerażać...

King genialnie wplótł w fabułę kolejne elementy... tygla :) ... Między innymi swój wypadek z 1999 roku. I dorobił piękną ideologię do zamachu na WTC z 11 września :) ... W końcu Wieża rządzi wszystkimi światami... i wydarzeniami w nich... czemu by więc nie miała mieć związku z WTC?... Kinga można nazywać szaleńcem... ale czasami jest też geniuszem. I to częściej niż rzadziej :)

Zakończenie jest niewiarygodne. Pod koniec ostatnich stron osłupiałem. Potem pojawiła się złość, niedowierzanie... Dopiero po trzech dniach zrozumiałem, że zakończenie po prostu nie mogło być inne. "Ka" jest kołem... Bezlitosnym i ostatecznym. Lecz mimo to... ciężko jest nie ulec jego sile. Tak więc i Rolandowi się to nie udało... Jego historia to tak naprawdę opowieść o przeznaczeniu i przekleństwie. Czasem to jedno i to samo... Czy jest w tym wszystkim miejsce na odkupienie? I tak i nie... I musi tak być. Gorąco wszystkim polecam...  Ale muszę też ostrzec: kiedy nie pozostanie już ani jedna strona, ciężko jest znów nie sięgnąć po pierwszy tom. W końcu... "ka" jest kołem... Niesamowicie mnie korci, żeby Wam to wytłumaczyć, zdradzić koniec tej książki :)... Nie mogę. Ale sam... a robiłem to już trzy razy :)... znów za chwilę sięgnę po pierwszy tom ;) ...

"Pieśń Susannah" - Stephen King

Tytuł: Pieśń Susannah (tytuł oryginału: Song of Susannah)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 6)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Alabtros
Data wydania: 04.11.2015r.
Liczba stron: 462


Im bliżej końca cyklu, tym prędkość tej jazdy bez trzymanki jest coraz większa!

Początek ostatecznej rozgrywki w walce o istnienie wszystkich światów... Tak w skrócie można by podsumować tę książkę. "Pieśń Susannah" momentami jest tylko ciekawa, ale są chwile kiedy wbija po prostu w fotel... I to w zasadzie w każdym "gdzieś" i "niegdyś":) ... Akcja przeskakuje między światami, bohaterowie ocierają się o śmierć, lecz... są bliżej Mrocznej Wieży niż kiedykolwiek. Czy do niej dotrą? O tym zdecyduje "ka" - coś na kształt pojmowanego przez nas współcześnie przeznaczenia... Jak zawsze... "Ka" zawsze decyduje o wszystkim.

Jeśli w piątym tomie King pojechał po bandzie... to w szóstym przeszedł samego siebie. Ba!, mało tego! - z samego siebie uczynił na kartach tej powieści jednego z bohaterów! :) ... Co za facet ... :) Autor "Mrocznej Wieży", a na kartach powieści jednocześnie... jej strażnik :) ... Nieźle. Naprawdę nieźle.

Tym co wbija w tej części w fotel są podróże Rolanda i Eddiego między światami. Już wiemy, że róża na pustej parceli w Nowym Jorku i Wieża gdzieś na końcu wszechświata - to jedno... Dowiadujemy się też, że współczesny Nowy Jork, w którym rośnie róża, to Świat Kluczowy - jeśli tam zginie róża... Wieża może runąć... Trzeba więc chronić ten kwiat za wszelką cenę. Również za cenę życia... 

Jest też poważny problem... Podczas przejścia Jake'a do Świata Pośredniego w trzecim tomie Susannah została zgwałcona przez demona i teraz... jest w ciąży. Synem jej ma być Mordred - ten, którego przeznaczeniem jest zabić Rolanda... Pachnie legendami arturiańskimi? :) I owszem. To jeszcze jeden element kingowego tygla w Mrocznej Wieży. Sam w końcu Arthur Eld, którego Roland jest potomkiem... Roland nosi rewolwery przekute ze stopionego miecza swego przodka... oczywiście :), miecz ten zwano, zdaje się, Excalibur :) ... Ja wiem... ktoś, kto tego cyklu nie czytał, będzie zagubiony... może i zniechęcony... bo kołowrotek zbyt duży, tygiel i chaos powiązań na prawo i lewo zbyt straszny... Mówiłem już o tym: tę sagę można albo pokochać, albo się do niej bardzo szybko zniechęcić... ;)

Myślę, że ten, kto dotarł aż tutaj, nie zatrzyma się na tej drodze i sięgnie po ostatni tom. Bardzo dobrze :) ... Tam są odpowiedzi na wszystkie pytania :) Ale... czy rzeczywiście na wszystkie? :) ...

"Wilki z Calla" - Stephen King

Tytuł: Wilki z Calla (tytuł oryginału: Wolves of the Calla)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 5)
Autor: Stephen King
Data wydania: 09.10.2015r.
Liczba stron: 702


No i doczekaliśmy się czegoś z pozoru niewiarygodnego - kingowego westernu w stylu "Siedmiu wspaniałych" :)

Calla... małe miasteczko (jedno z wielu), z którego co kilkadziesiąt lat znikają dzieci... tylko bliźnięta... Jedno znika na zawsze... drugie wraca jako ograniczona umysłowo, cierpiąca istota... Jakby coś... wyssało z niej siły życiowe... Dzieci są porywane. Przez tytułowe Wilki... zamaskowane istoty na koniach, z którymi ka-tet Rolanda przyjdzie się zmierzyć... Niemalże "w samo południe" ;) Świetna część serii :) Western w czystej postaci... to było chyba nieuchronne w tej sadze! ;)

King... pojechał przy tym wszystkim po bandzie aż miło :) W znakomitym zresztą, właściwym sobie, stylu :) I można się oburzać, że ten tygiel ma już zbyt wiele składników, ale... nie, wcale tak nie jest :) A dodanie do kolejnych elementów układanki czegoś z "Gwiezdnych Wojen" (miecze świetlne!) i z "Harry'ego Pottera" (tak!, właśnie z Pottera! :) - znicze ;) ... tym razem nie takie niewinne, wprost ze stadionu do gry w Quidditcha... te tutaj są dużo bardziej zabójcze)... uff... to tylko podkręca zabawę z czytania i podnosi adrenalinę:) I chyba o to chodzi... a im więcej powiązań Świata Pośredniego z naszym... również z tym współczesnym... to tylko coraz bardziej uwiarygadnia całą historię... Jest świetnie :) Uwielbiam Kinga za takie improwizacje!

Western w Świecie Pośrednim... Brzmi ciekawie, i tak też było przez wszystkie 702 strony. Powiązania z naszym światem stają się coraz bardziej wyraziste, powracają bohaterowie innych powieści Kinga... Jestem tym faktem zachwycony, wrócił bowiem jeden z bohaterów książki, którą prócz Wieży cenię u Kinga najbardziej - powrócił ktoś z "Miasteczka Salem"! :) ... Do tego wszechobecna jest na każdym kroku walka z czasem, i to w kilku światach, są majaczące na horyzoncie problemy i wisząca w powietrzu groźba, które wszystkie razem sprawiają, że serce bije mocniej i czytając aż chce się pędzić przez kolejne strony. Książka jest pożeraczem czasu, ale to tylko wystawia świadectwo jej jakości, bo nie jest to bynajmniej czas stracony. Po lekturze ręka sama sięga na półkę po kolejny tom.

"Wiatr przez dziurkę od klucza" - Stephen King

Tytuł: Wiatr przez dziurkę od klucza (tytuł oryginału: The Wind Through the Keyhole)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 4,5)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 25.09.2015r.
Liczba stron: 400


Jeszcze jeden, napisany przez Kinga po latach, przerywnik fabularny w serii.

Znów mamy historię z młodości Rolanda... ale napisaną w 2012 roku, a więc osiem lat po zakończeniu przez Kinga właściwego cyklu. Chyba się Stephen stęsknił nieco za Światem Pośrednim ;)... Nie narzekam na to :) Zawsze chętnie to miejsce odwiedzę :)

"Wiatr..." to taka... opowieść w opowieści. I to na kilka sposobów; niby osią fabuły jest zadanie Rolanda z młodości, lecz w czasie jego wykonywania opowiada on pewnemu chłopcu legendę o tytułowym "Wietrze przez dziurkę od klucza", która, sama w sobie, zawiera jeszcze jedną, osobną historię... Dużo tu baśniowego klimatu. Nie pasuje to całkiem do całej koncepcji Wieży jako cyklu według mnie... No niestety... Osobną, niezwiązaną z całym cyklem historią jednak ta książka nie może być postrzegana... Jest więc z tym pewien problem. Nie oznacza to wcale, że ten powrót po latach jest czymś złym. O, nie. Jednak... fani Wieży z pewnością nie tego się spodziewali... a z drugiej strony... czy King mógł napisać nową część historii o Rolandzie z Gilead inaczej, bez naruszania siedmiu pełnoprawnych części sprzed ośmiu lat? Chyba nie... Więc nie ma co narzekać.

Książka ta jest częścią cyklu "Mroczna Wieża", a jednocześnie nią nie jest...  Czegoś jej zdecydowanie brakuje, ale ciężko jest powiedzieć... czego. Niestety widać, że została napisana osiem lat po zakończeniu siódmego i ostatniego - na tamtą chwilę - tomu. Stephen King napisał w posłowiu, że cieszy się z powrotu do Świata Pośredniego oraz z tego, że okazało się, iż Jego bohaterowie mają po latach jeszcze coś do powiedzenia. Cieszę się razem z autorem, jednak liczyłem na to, że Roland i jego towarzysze mają do powiedzenia... nieco więcej niż się okazało w rzeczywistości. Ale i tak chylę czoła przed Kingiem za jego zręczność przy wkomponowaniu tej historii w resztę cyklu. Mogło to wyjść lepiej, ale nie jest tak całkiem źle. Książka przynosi odpowiedzi na kilka pytań pozostawionych bez odpowiedzi w głównych tomach. Ma przy tym coś z baśni, i ta cecha chyba najbardziej odróżnia ją od reszty cyklu. Osobiście umieściłbym "Wiatr przez dziurkę od klucza" nie w ramach sagi, ale w jej bliskim sąsiedztwie - jako historię ściśle z nią związaną.

"Czarnoksiężnik i kryształ" - Stephen King

Tytuł: Czarnoksiężnik i kryształ (tytuł oryginału: Wizard and Glass)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 4)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 23.09.2015r.
Liczba stron: 672

"Długich dni i przyjemnych nocy" :) ...

Mały (och, bardzo mały, jedynie 672-stronicowy) przerywnik w cyklu. Przerywnik na ukazanie... młodości Rolanda. Jego pierwszej miłości (!; tak, on kiedyś umiał kochać), pierwszego zadania... i pierwszego wielkiego niebezpieczeństwa z którym musiał stanąć twarzą w twarz. Brzmi zachęcająco? :) Jak najbardziej!

Na początek jednak poznajemy zakończenie turnieju zagadek pomiędzy demonicznym pociągiem, a Rolandem i jego nowymi przyjaciółmi. Cóż... saga ma osiem tomów, więc... chyba można się domyślić, jaki był finał turnieju ;) W końcu pozostałe tomy powstały ;) Na koniec (po opowieści o młodości Rolanda) pojawia się też ponownie Człowiek w czerni. A King do całego serwowanego czytelnikowi rollercoastera dokłada jeszcze nawiązanie do "Czarnoksiężnika z Oz" :) ... Do swoich innych książek zresztą też ("Bastion" :). King wiele razy pisał, że Wieża mniej lub bardziej wiąże się z jego innymi książkami - i to prawda. Ale to są smaczki głównie dla fanów ;)


Pomiędzy pociągiem (tu jeszcze mała dygresja... po przeczytaniu o Blainie nigdy nie mogłem spokojnie patrzeć razem z córką na bajki w rodzaju "Tomek i przyjaciele"... o, nie... po postaci Blaine'a to niewykonalne), a "Czarnoksiężnikiem z Oz" mamy treść właściwą - przeszłość Rolanda. Burzliwą, pełną emocji... miłości... i wojny, która już wtedy się zaczęła. Poznajemy też (wreszcie) dawnych przyjaciół Rolanda: Cuthberta i Alaina. Okazuje się, że jeden jest szalenie podobny do Eddie'go, a drugi do Jake'a :) ... Tamtych jednak zabrała śmierć... Lecz jeszcze nie w tym tomie. I nie na tym etapie opowieści. Tak czy inaczej - śmierć już w młodości Rolanda wisiała niczym widmo nad całym Światem Pośrednim. I już wkrótce świat ten miał pójść przez to naprzód jeszcze bardziej...

Po premierze, jaką kilka dni temu miała filmowa "Mroczna Wieża" pojawiła się, pewna już, informacja, że "Czarnoksiężnik i kryształ" doczeka się realizacji w formie serialu. Świetna wiadomość! :) Oj, będzie co oglądać... :) Osobiście nie mogę się już doczekać :)

"Czarnoksiężnik i kryształ" zdecydowanie nie wpisuje się w główny nurt twórczości Kinga - podobnie jak cały cykl "Mroczna Wieża". Jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to książka rewelacyjna. Nostalgiczna i smutna opowieść o miłości, przedstawiona na tle walki dobra ze złem... to porusza i wciąga coraz bardziej z każdą następną stroną. Jeśli mogę coś doradzić... czyta się ten tom najlepiej w ciepłe, wiosenne wieczory :) Czytajcie więc :) ... życzę Wam przy tym raz jeszcze "długich dni i przyjemnych nocy" :)

"Ziemie jałowe" - Stephen King

Tytuł: Ziemie jałowe (tytuł oryginału: The Wastelands)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 3)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 05.08.2015r.
Liczba stron: 560


Czas poznać lepiej Świat Pośredni :) I dowiedzieć się wreszcie czegoś więcej o Wieży.

O ile w drugim tomie "Mrocznej Wieży" zaczęła się zabawa, to w trzecim zabawa ta coraz bardziej się rozkręca. Historia wkracza wreszcie na właściwe tory. Jake wraca (jeśli pamiętacie, stracił się w pierwszym tomie) do Świata Pośredniego przez drzwi między światami w kamiennym kręgu. Eddie i Susannah stają się prawdziwymi rewolwerowcami, pojawia się Ej (takie skrzyżowanie... psa z szopem ;) i mówi :). Jednym słowem tworzy się "ka-tet" - "jedność z wielości"... nowa drużyna Rolanda... Sam Roland zaś, bliski postradania zmysłów (co jest związane z osobą Jake'a i Jacka Morta) wraca do równowagi. I wszystko byłoby świetnie...

... gdyby nie pewien pociąg, który nasz "zespół" musi odwiedzić na swojej drodze. To nie jest zwykły pociąg... Blaine Mono to diaboliczna sztuczna inteligencja na szynach, która w dodatku... oszalała. Roland i inni muszą wsiąść do pociągu by odbyć kolejny etap swojej wędrówki, lecz nie będzie to zadanie łatwe... Blaine bowiem przystał tylko i wyłącznie na jedno, jedyne rozwiązanie: odbędzie się turniej zagadek... jeśli wygrają rewolwerowcy - Blaine dowiezie ich na miejsce... jeśli zaś nie... zabije i ich i siebie... Ciekawa perspektywa, prawda? Na domiar złego King kończy książkę tuż przed końcem turnieju... (wrrr).

Uff... W "Ziemiach jałowych" poznajemy dużo lepiej Świat Pośredni. Świat, który "poszedł naprzód"... Świetnie widać co King miał przez ten zwrot na myśli po miasteczku River Crossing, które odwiedzają rewolwerowcy... Postapo pełną gębą, ale... nie tylko. Boże, to co wykreował King ma taką moc oddziaływania! ... Wiem, że nie każdy się z tym zgodzi, ale Świat Pośredni, jego historia, sukcesywnie opowiadana przez Rolanda, to, jak ten świat wygląda obecnie, Wieża... to wciąga jak wszyscy diabli! No a sama Wieża...

... dowiadujemy się o niej coraz więcej. Stoi w centrum wszystkiego, a podtrzymują ją promienie. Z których każdy ma swojego strażnika (jednego nota bene nasza ekipa spotyka już na początku książki; nie było to miłe spotkanie). Promienie słabną... wydaje się, że ktoś je atakuje, zrywa... Wieża jest w wielkim niebezpieczeństwie... tak jak pewna róża rosnąca na pustej parceli w Nowym jorku, bardzo z Wieżą związana... Jeszcze nie wiemy jak bardzo, King tego póki co nie wyjaśnia, ale... róża i Wieża są bardzo ważne. Dla wszystkich światów.

Książka wciąga, ale nie w tym samym stopniu co tom drugi. Trzyma poziom, ale jest chyba tego typu częścią, której najważniejszym zadaniem jest przeprowadzić czytelnika do kolejnej części opowiadanej historii. Potwierdza to zakończenie "Ziemi jałowych". Pozostawia, delikatnie mówiąc niedosyt, i... może sprawiać wrażenie niedokończonego. To nie jest złe, bo zaostrza apetyt na więcej, ale... cieszę się, że przeczytałem "Mroczną Wieżę" gdy cykl był już od dawna ukończony. Gdybym musiał tak jak setki tysięcy czytelników czekać sześć lat na zakończenie ostatniej sceny trzeciego tomu... wyszedłbym chyba z siebie. Ale to też może nie byłoby takie złe? Podobno nie o to chodzi by złapać króliczka, lecz o to, by gonić go ;) ...

"Powołanie trójki" - Stephen King

Tytuł: Powołanie trójki (tytuł oryginału: The Drawing of the Three)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 2)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 10.07.2015r.
Liczba stron: 448


Wędrówka Rolanda rozpoczyna się na dobre... Wieża czeka... a że z brzegu Morza Zachodniego (na którym zaczyna się akcja tego tomu) jest do niej ładny kawałek drogi... zatem ruszamy :)

Zadanie dotarcia do Wieży i jej ochrony... to nie byle co... Rewolwerowiec nie może zatem dążyć ku niej sam, potrzebuje towarzyszy... o nich właśnie, o ich tytułowym "powołaniu", jest ten tom. Jazda bez trzymanki zaczyna się na dobre w miarę jak King rozkręca się na kolejnych stronach :) ... A głównym motywem są drzwi... Nowy Jork... i jego różne "niegdyś"... gdzieś, w kilku punktach w czasie w XX wieku... Przez drzwi zwykle się przechodzi ;) ... co też Roland czyni. I sprowadza swych nowych towarzyszy.. Nowych... miał bowiem kiedyś innych... dawno temu, w rodzinnym Gilead. Zabrała ich śmierć... i Wieża... Roland bowiem nie zna innego celu, innej wartości (choć kiedyś znał... ale o tym dopiero w czwartym tomie sagi)... i jest gotów poświęcić dla tego celu wszystko... Czy jest przez to przeklęty? Czy poświęci i straci również nowych towarzyszy, Eddie'go i Susannah? Jak kiedyś po trosze poświęcił, a na pewno stracił Cuthberta, Alaina?... Dowiemy się tego... lecz jeszcze nie w tym tomie.

"Powołanie trójki" to jedna z tych części "Mrocznej Wieży", która najbardziej działa na wyobraźnię. Inne światy, różne "niegdyś" w czasie, zderzenie postapokaliptycznego wędrowca w czasie i przestrzeni z naszym, współczesnym światem... narkoman w szponach nałogu (Eddie), cierpiąca na rozdwojenie jaźni ciemnoskóra dziewczyna na wózku (Susannah... lecz wpierw Detta i Odetta w jednej osobie, Susannah pojawi się w ich miejsce dopiero później)... czy mogą być z nich dobrzy rewolwerowcy? Pamiętający, tak jak Roland, oblicze swego ojca? To się okaże ... ;) Tytuł tej książki mówi, że powołana ma być trójka... jednak mamy póki co tylko dwójkę... Roland wszakże przechodzi i przez trzecie drzwi... nie ma za nimi jednak trzeciego towarzysza wędrówki, lecz jest tam Jack Mort, człowiek odpowiedzialny za pojawienie się w pierwszym tomie Jake'a, chłopca z naszego świata... i za kilka innych rzeczy, w tym za kalectwo Susannah. To wszystko, te związki, będą rozwinięte później, w trzecim tomie. W drugim... mamy po prostu świetną zabawę! :)

Cóż jeszcze dodać?... Czytałem tę książkę jak urzeczony. Drugi tom "Mrocznej Wieży" niezaprzeczalnie ma w sobie coś z magii. Jeśli w całej sadze jest jakiś moment, w którym zaczyna się zabawa, to właśnie na kartach tego tomu. Podróże w czasie do innych gdzieś i niegdyś, świetne tempo akcji, niepowtarzalny nigdzie indziej klimat - King serwuje to wszystko jak na tacy. Dla mnie to jedna z jego najważniejszych książek. Udowodnił mi nią ostatecznie, że jest mistrzem nie tylko horroru. Co jeszcze mogę powiedzieć na temat "Powołania trójki"? Myślę, że w okolicach połowy książki zrozumiałem, że "Mroczna Wieża" będzie moją ulubioną serią :) ... i to spośród wszystkich kiedykolwiek przeze mnie przeczytanych :)

Polecam!

"Roland" - Stephen King

Tytuł: Roland (tytuł oryginału: The Gunslinger)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 1)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 19.07.2017r.
Liczba stron: 320


"Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim"...

Te słynne słowa to początek dzieła będącego opus magnum autora, który rozpala czytelniczą wyobraźnię od dobrych kilkudziesięciu lat. Autora, który głównie z powodzeniem straszy, przeraża, lecz... nie tym razem. "Mroczna Wieża" to coś całkiem odmiennego od tego, do czego King nas przyzwyczaił. 

"Roland" ukazał się po raz pierwszy w 1982 roku. W 2003 roku przeszedł dokonaną przez Kinga korektę, dziś natomiast dostajemy do ręki wydanie w kształcie z 2003 roku, wzbogacone o opowiadanie "Siostrzyczki z Elurii" (które pierwotnie ukazało się w zbiorze opowiadań "Wszystko jest względne"). Moim zdaniem dodanie tu tego opowiadania - o wydarzeniach de facto sprzed akcji "Rolanda" - jest trochę bez sensu, nie pasuje bowiem do reszty książki (dodano je w dodatku na sam koniec, po zakończeniu właściwej fabuły)... ale niech tam... Skoro jest, to niech jest ;)

Pierwszy tom sagi w wersji przed i po dokonanej przez Stephena Kinga korekcie z 2003 roku to tak naprawdę dwie dość mocno różniące się od siebie książki. Wersja sprzed 2003 roku jest dużo cięższa w odbiorze (lecz to w dalszym ciągu bardzo dobra książka). Wielu czytelników jest zdania, że ciężko jest przebrnąć przez ten tom, i... w pewnym stopniu się z tym zgadzam. Jednak toporny czy nie, pierwszy tom sagi, w swej pierwotnej wersji, jest w dalszym ciągu początkiem mrocznej i wyboistej drogi Rolanda ku jego przeznaczeniu. Nieważne wszakże w jakiej wersji, pierwszy tom sagi jest zdecydowanie... najbardziej ponury i tajemniczy. Znajdujemy w nim najwięcej pytań bez odpowiedzi, ale w końcu pierwszy tom to tylko pierwszy krok do celu - celu, którym jest Mroczna Wieża w centrum odległego Can'-Ka No Rey... Dokonana przez Kinga w 2003 roku korekta tomu zdecydowanie dobrze mu zrobiła. Jak pisał sam autor, wcześniej "Roland" był najbardziej oderwaną od reszty częścią cyklu, a po dokonanych poprawkach stał się w końcu - również według mnie - pełnoprawną częścią większej całości.

O czym tak naprawdę jest ten tom? Troszkę o Rolandzie i jego przeszłości, po trosze o jego misji, lecz przede wszystkim o pełnej mroku, ciszy i o ścielących się za bohaterem, pełnej trupów, wędrówce przez postapokaliptyczny Świat Pośredni... wszystko w jednym celu: schwytania Człowieka w czerni, który jest odpowiedzialny zarówno za wszystkie nieszczęścia Rolanda, jak i za to, czym stał się jego świat... Jest też Jake, chłopiec z naszego, współczesnego świata... niczym przybrany syn, którego poświęcenie w swoistej ofierze... dla Wieży... zależy tylko od Rolanda... są więc też trudne, bolesne wybory postawione przed Rolandem i decyzje, w których, nieważne za jaką cenę... wybiera Wieżę. Na końcu zaś mamy konfrontację z Człowiekiem w czerni... która wcale wszystkiego nie wyjaśni. Przeciwnie - zostawi ona jeszcze więcej pytań bez odpowiedzi niż wcześniej. "Roland" to także wstęp do czegoś... co na przestrzeni ośmiu tomów jest jednym wielkim... rollercoasterem :) Zmiksowania "Władcy Pierścieni", "Powrotu do przyszłości", westernów, świata postapo przenikającego się z naszą rzeczywistością nie da się bowiem nazwać inaczej, niż szaloną jazdą bez trzymanki :) A to dopiero pierwszy tom! :) ...

Czym zaś jest sama Wieża?... Nie wiemy tego po tym tomie na pewno... Wiemy tyle, że jest centrum wszystkiego. Że jest niezwykle ważna i że coś jej grozi... Jest szalenie ważna dla wszystkich światów, tych jest bowiem nieskończenie wiele... Jak bowiem stwierdził pod koniec książki Jake: "Idź więc. Są światy inne niż ten"... O tak, są... jak kolejne pytania bez odpowiedzi...

Odpowiedzi zaś... są w kolejnych tomach. Warto je poznać. A w niektórych przypadkach, po lekturze tego tomu... poznać je po prostu trzeba, czuje się ku temu niepowstrzymany, wewnętrzny przymus ;) ... Prawda jest bowiem taka, że po "Rolandzie" albo się tę sagę pokocha, albo o niej zapomni (i to z niesmakiem). Może nawet znienawidzi się ją za to, że jest tak bardzo różna od tego, co poza nią napisał Mistrz Grozy. Ja ją pokochałem. Dla mnie "Mroczna Wieża" to, obok "Miasteczka Salem", najlepsza rzecz jaką King kiedykolwiek napisał. Tak bardzo odmienna od reszty jego książek... tak, zgoda. Jednak ta opowieść ma w sobie moc. I to ogromną!

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 13 sierpnia 2017

"F**k it! Oto jest odpowiedź!" - John C. Parkin, Gaia Pollin

Tytuł: F**k it! Oto jest odpowiedź! (tytuł oryginału: F**k it is the Answer)
Autor: John C. Parkin, Gaia Pollin
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 14.04.2017r.
Liczba stron: 248


"F**k it" i już - jakie to proste, prawda? ;)

Przeurocza książeczka :)) O czym? O dystansie ;) Do czego? Do WSZYSTKIEGO! :) Czyż nie jest to bowiem proste? - wystarczy to wszystko olać, pomyśleć o czymś innym, zająć się czymś zupełnie od innej strony... albo i wcale :) ... po prostu: f**k it ;)

Takie lektury przypominają może bardziej pismo obrazkowe dla ćwierćinteligentów niż książkę, ale to tylko pozory. Wszyscy lecimy gdzieś na złamanie karku. Po co ten pęd? Zwolnij :) Zastanów się nad problemem, a jeśli (chwilowo bądź nie) jest zbyt wielki... olej go ;) (by nie nadużywać zwrotu z tytułu :P ). Proste? :) O, tak... prostsze niż można by sądzić ;) 

Jeśli macie ochotę się nieco odstresować, zdystansować, chwilę dobrze się pobawić, wyśmiać problem(y), pomyśleć chwilę o czymś innym... to jest książeczka w sam raz dla Was :) Rewolucyjnych treści tu nie ma, ale... to co jest, podano na tacy tak fajnie, jak tylko można :) 

Cóż więcej dodać? Po prostu czasem... just "f**k it!" ;)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.


"Kodeks wygranych. X przykazań człowieka sukcesu" - Krzysztof Król


Tytuł: Kodeks wygranych. X przykazań człowieka sukcesu
Autor: Krzysztof Król
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 2010
Liczba stron: 328


Kompleksowa zmiana samego siebie? Proszę bardzo!

"Życie nie składa się tylko z sumy oddechów, lecz z chwil, które zapierają dech w piersi" - to jedno zdanie z opisu mówi trochę samo za siebie. Książka jest, w czystej teorii, o tym, jak skupić się na tych właśnie chwilach... Pompatyczne słowa? Może ;) Ale po lekturze... chyba choć przez chwilę coś jest jednak w stanie człowieka zainspirować ;)

Zmiana od a do z - oto sedno sprawy. Pozytywna zmiana (zwrotu "dobra zmiana" nie używam celowo ;) . Patrząc przez kolejne strony, czysto teoretycznie, to jest coś osiągalnego i do zrobienia. Bardzo fajnie pokazano koleje kroki na tej drodze. Wszystko brzmi... fajnie :) Takie tylko dygresyjne pytanie... czy można w tym całym "procesie potencjalnej zmiany" zachować samego siebie? Tak naprawdę i do końca? Hm... pytanie jest chyba na osobną dyskusję. Ale warto się nad nim pochylić (po lekturze).

Cóż - polecam :) Książka daje do myślenia. Jeśli nawet nie zmusza jakoś do pędu ku zmianie (tak już-natychmiast), to skłania do zastanowienia się nad tym i owym. Komuś z pewnością da to wszystko pozytywnego kopa w d... ;) A wtedy książka osiągnie swój cel. Samą treścią, jak i zawartymi w niej ćwiczeniami (dodatkowo mamy tu bonus na dvd!). Jeśli chcecie - spróbujcie ;)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"101 pomysłów na randkę" - Krzysztof Król


Tytuł: 101 pomysłów na randkę
Autor: Krzysztof Król
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 2012
Liczba stron: 272


To gdzie dzisiaj na małe rendez-vous? :)

101 pomysłów na randkę - część pomysłów fajna, część tylko ciekawa, część, mówiąc wprost, słaba (to na szczęście mniejszość), kilka z koncepcji śmiesznych... :) Generalnie książka bardzo bardzo fajna. Pomysłowa ;) A w końcu o pomysłowość po trosze w każdej randce chodzi, prawda? 

Jako poradnik, małe vademecum w pigułce dla kogoś z ograniczonym czasem na wymyślanie i kombinowanie (bo o brak wyobraźni i spontaniczności nikogo broń Boże nie posądzam) - dla tego kręgu odbiorców to świetna rzecz. Książka ma przy tym jedną wielką, genialną zaletę: pomysłami na randkę autor strzela po kolei, ale każdy jest dodatkowo opisany pod kątem tego, w jakiej porze roku go stosować, ile dana randka będzie kosztować nasz portfel, ile czasowo może potrwać, w jakiej porze dnia najlepiej dany pomysł zastosować i, dodatkowo, na jakim etapie związku dany pomysł jest wskazany :) Bomba! ;) Jak już wspomniałem - dla nie mających czasu na kombinowanie to jest książkowy podpowiadacz wręcz idealny.

Parę pomysłów mnie zaskoczyło :) I na plus i na minus. Na plus te, które są w moim stylu ;) , a na minus... małe kretyństwa (przepraszam Pani Krzysztofie, inaczej tego nie mogę nazwać ;) ...) ... jak np. randka na spotkaniu AA ... czy w wynajętym na okoliczność randki pokoju zabaw dla dzieci w McDonald's (ażeby wydobyć z partnerów "magię dzieciństwa" ... taaaak, to z pewnością się "uda", zwłaszcza, że przypuszczalnie parę metrów obok ktoś inny, wśród fast-foodowego gwaru będzie właśnie dojadał swojego cheeseburgera z kapiącym zeń na tackę ketchupem... ) ... :) Ale, poza tymi kilkoma małymi bzdurami - to bardzo fajna skarbnica pomysłów. No i jest bonus! - kilka pomysłów na zaręczyny ;)

To była miła lektura. Konwencja randki jest rzeczą gustu, więc... nie bardzo rozumiem, a poza tym w ogóle się nie zgadzam z głosami krytycznymi o tej książce. Jeśli coś się komuś nie podoba - nie musi tego przecież od razu zastosować, prawda? Teorie o wybujałym ego autora tego poradnika i o jego rzekomym "chwaleniu się podbojami"... jeśli niekoniecznie się lektura podobała, to trzeba było książki nie kończyć :) To tak tytułem małej dygresji ;)

Polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"Druga szansa, czyli jak odzyskać swoją byłą partnerkę" - Marcin Szabelski


Tytuł: Druga szansa, czyli jak odzyskać swoją byłą partnerkę
Autor: Marcin Szabelski
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 2015
Liczba stron: 144


Czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki? ;)

Kiedy poproszono mnie o recenzję tego poradnika, szalenie byłem ciekaw, co też tutaj wyczytam na kolejnych stronach :) Z czysto teoretycznego punktu widzenia to jest małe, wiarygodne (patrząc na zaprezentowane techniki), logiczne i budzące uśmiech zrozumienia "poradnikowe arcydzieło" ;) Należy do tego jednak - KONIECZNIE! - dołożyć myśl przewodnią autora, dotyczącą ewentualnych pobudek tego, kto zamierza zawarte tu porady wdrożyć w życie: "My nie oceniamy motywów, my pomagamy osiągnąć cel!";) :) ... Ewentualne motywy NIE SĄ przedmiotem tej książki. Jej przedmiotem i meritum jest CEL ;) Czy cel jednak jest do osiągnięcia? I czy gra jest warta świeczki? To inna sprawa, zależna zawsze chyba od tego, kto to czyta ;) I czy czyta w konkretnym celu, czy tylko z czysto teoretycznego punktu widzenia ;)

Umówmy się - to NIE JEST książka dla Pań :) Wybaczcie, taka prawda. I naprawdę lepiej będzie, jeśli panie do tej książki... nie zajrzą ;) Czemu? ... :) Cóż... rozłożono tutaj płeć piękną na czynniki pierwsze :) , a chyba żadna z pań nie chce być przejrzana na wylot, prawda? ;) ... Nie zaglądajcie tu zatem Drogie Panie :) Przepraszam najmocniej, ale ta recenzja nie jest dla Was :) Jeśli więc możecie... nie czytajcie dalej :) , przejdźcie proszę do innej recenzji ;)



..................................................................................................................................................



Panowie, Wy jeszcze jesteście? ;) Ok :) Jeśli macie chęć spróbować wejść drugi raz do tej samej rzeki - to jest coś dla Was! :) Nie mogę za bardzo zdradzać w czym rzecz i jak osiągnąć cel (odsyłam do książki!), ale cel ten jest wykonalny ;) Zacytujmy może w tym miejscu autora :) : "Czytelniku, pamiętaj - byłeś już w jej obwodach emocjonalnych, neuronach, myślach i majtkach!" ;) I nie patrzcie na aspekty moralne, jeśli już tę książkę zaczniecie czytać - ta mała, (maleńka!) domieszka technik socjotechnicznych, odrobina (maciupkich!) manipulacji, żonglowania (wręcz niezauważalnego!) rzeczywistością, emocjami...:) ... to przecież nie przesłoni Wam, Panowie, celu - prawda? ;) Pamiętajcie o credo autora - "nie oceniamy, pomagamy osiągnąć cel!" :)

A tak na poważnie - fajny poradnik. Ciekawy, zabawny ;) , trafny. Jeśli trafi na tę recenzję ktoś, kto rzeczywiście myśli o tytułowej "drugiej szansie" - cóż Kolego, trafiłeś we właściwe miejsce. Jeszcze bardziej właściwym miejscem będzie sama książka, tak jak i wszystkie inne lektury i blogi napisane & prowadzone przez Marcina Szabelskiego ps. "Adept". Polecam więc Drogi Kolego (Drodzy Koledzy) i zapraszam ;)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"Częstotliwość serca Jak żyć w zgodzie z samym sobą i ze światem" - Iliana Ramírez Rangel


Tytuł: Częstotliwość serca Jak żyć w zgodzie z samym sobą i ze światem
Autor: Iliana Ramírez Rangel
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 11.04.2017r.
Liczba stron: 224


Naturalna medycyna, filozofia życia, medytacja... dlaczego nie?

Tym razem wszystko w wydaniu wprost z Ameryki Środkowej. Konkretnie od "curanderos", ludowych uzdrowicieli, którzy swą liczbą - jak można się dowiedzieć już z opisu - czterokrotnie przewyższają w tamtych rejonach konwencjonalnych lekarzy. I czegóż możemy się o nich z tej książki dowiedzieć? Bardzo wiele. Jak się okazuje, nie są to bowiem tylko "ludowi lekarze", lecz także, po trosze, myśliciele, duchowi przewodnicy, a nawet, można by rzec - "filozofowie życia". Z książki dowiemy się zatem nie tylko jak można oczyścić i "ulepszyć" swój organizm na poziomie fizycznym, ale także na poziomie duchowym.

Trąci szarlataństwem? ;) Może i tak... dlatego właśnie polecam wpierw coś na ten temat poczytać (np. tę książkę), zanim wydacie osąd. Sam miałem kilka sceptycznych myśli, jednak po lekturze... jakoś zniknęły. Nie widzę w tym wszystkim co przeczytałem ani nic złego, ani głupiego. Żadna z opisanych na 224 stronach technik oczyszczenia organizmu, usprawnienia jego pracy, czy wyciszenia duchowego nie jest według mnie w żaden sposób "zdrożna", czy też pachnąca Ciemnogrodem. Nic nie szkodzi spróbować. A przynajmniej przeczytać coś na ten temat.

Autorka jest doktorem farmakologii, a jednocześnie wywodzi się z kręgów bardzo mocno powiązanych z "curanderos"; ta wzmianka miała być może na celu już na wstępie przygasić nieco sceptycyzm tych, którzy postrzegają to wszystko jako Ciemnogród. Fakt, że pisze tę książkę, jakby nie było, medyk, miał chyba na celu małe uwiarygodnienie całokształtu, ale chyba... nie jest to potrzebne. Książka jak na mój gust broni się sama. I jest naprawdę ciekawa. Jeśli więc wpadnie Wam w ręce - nie skreślajcie jej od razu. Sprawdźcie najpierw, czego możecie się dowiedzieć ;)

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sensus i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"Cudowna moc roślinnych koktajli. Blenduj dla zdrowia i urody!" - Magdalena Olszewska, Tomasz Olszewski


Tytuł: Cudowna moc roślinnych koktajli. Blenduj dla zdrowia i urody!
Autor: Magdalena Olszewska, Tomasz Olszewski 
Wydawnictwo: Septem
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 216


W zdrowym ciele zdrowy duch ;)

Roślinne koktajle - któż by pomyślał, że można ich tyle wyczarować ;) Kolejne strony tej książki pokazują, że jest to jak najbardziej wykonalne. I że można tego zblendować dużo więcej, niż można by z pozoru sądzić. A tym bardziej, niż mógłby sądzić jakiś laik - taki, jak na przykład ten, który spisuje właśnie tę recenzję ;)

Tym, co mnie zaciekawiło i sukcesywnie pacyfikowało mój sceptycyzm, były kolorowe zdjęcia - każdy koktajl wygląda nad wyraz zachęcająco na każdej fotce i tak sobie pomyślałem "kurczę, może to wcale nie jest takie złe?". No i chyba wcale takie złe to nie jest ;) A i książka fachowa, podzielona na sekcje dotyczące koktajli na każdą niemal okoliczność: są tu takowe na wzmocnienie odporności, oczyszczające organizm, wspomagające odchudzanie, podnoszące poziom energii, koktajle dla aktywnych fizycznie... Całość zaś uzupełniono o porady sprzętowe dla blendujących. Nieźle :) , naprawdę nieźle.

Znam mnóstwo osób, które byłyby tą książką zachwycone. Co znamienne, sam się nieco zainteresowałem ;) , a to już świadczy o tym, że książka zachęca do tego, czemu jest poświęcona. Chyba o to chodziło ;) Cóż więcej dodać? ... blendujcie więc :) I żyjcie zdrowo ;)

Dziękuję Wydawnictwu Septem za egzemplarz recenzencki.

sobota, 12 sierpnia 2017

"Zapiski podglądacza" - Gay Talese


Tytuł: Zapiski podglądacza (tytuł oryginału: The Voyeur's Motel)
Autor: Gay Talese
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 24.05.2017r.
Liczba stron: 240



Podpatrzone - zapisane... ;)

Nie dziwię się człowiekowi, który przez szereg lat podglądając swoich hotelowych gości i ich łóżkowe igraszki nie chciał się ujawnić ;) W końcu jednak to zrobił i powstała ta książka... I... cóż? Hm... Ciężko się odnieść jednoznacznie powiem szczerze. Sam pomysł podglądacza na to, jak (i żeby w ogóle) podglądać... miał facet tupet :) I szczęście, ani razu go bowiem nie przyłapano. A... treść? No cóż... :)

Treść nie bije może na głowę, ale... ciekawi :) Ludzie mają jednak naprawdę różne pomysły i choć nie są one z innej planety, to uśmiech [i aprobatę? ;) ] budzi fakt, że jednak ludzie decydują się na realizację tych fantazji ;) Budujące na pewno jest to, że ludzie nie zawsze - jak widać - chowają się w swojej skorupie wraz ze swoimi fantazjami zamkniętymi na cztery spusty w czarnych szufladkach w ich głowach :) O ile dawać wiarę treści tej książki od a do z, są bowiem głowy, że niekoniecznie wszystko spisane na tych stronach ma coś wspólnego z rzeczywistością. Cóż... nawet jeśli nie ma, to chwała Panowi Podglądaczowi za wyobraźnię i pomysłowość :) Inną sprawą jest ocena tejże pomysłowości ;) , no ale w końcu... każdy lubi to, co mu pasuje, prawda? ;) Dotyczy to zarówno Pana Podglądacza, jak i jego hotelowych gości. I nic nikomu do tego :) Generalnie, do sedna sprawy wracając, umówmy się - ma facet szczęście, że go nigdy nie przyłapano.

Czy można podtrzymać wniosek autora książki, że obrazuje ona zmiany w seksualności Amerykanów na przestrzeni lat? Czy ja wiem... Nie ma tu według mnie czegoś odkrywczego. Czegoś, co przed laty mogło nie istnieć w jednostkowych podświadomościach jako "niespełnialne fantazje", a potem, po latach, nagle tam zaistniało (i się ziściło). Według mnie to dość naciągana teza o tej lekturze. Co nie zmienia faktu, że... nieźle się czyta. Choć nie jest to literatura górnych lotów i (co dziwne, bo autor w pewnych kręgach jest znany i ceniony) jakiegoś świetnego pióra. Rzecz to jednak ciekawa, a zatem... polecam :) (przy wszystkich głosach krytycznych, z jakimi się zetknąłem w trakcie czytania opinii o tej książce - niech każdy wyrobi sobie opinię sam, takie moje zdanie w tej sprawie).

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki :)

"Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości" - Matthieu Ricard, Christophe André, Alexandre Jollien


Tytuł: Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości (tytuł oryginału: Trois amis en quête de sagesse)
Autor: Matthieu Ricard, Christophe André, Alexandre Jollien
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 10.05.2017r.
Liczba stron: 440



Dysputa-rzeka... o życiu.

Ciekawa forma i treść. Trzech przyjaciół - mnich, filozof i psychiatra. Temat: życie... Tytuł książki sugeruje wprawdzie, że "mądrość", lecz tak naprawdę tematem głównym jest tutaj po prostu "życie". I według mnie to, jak odnaleźć w nim szczęście... Pachnie patosem, prawda? ;) ... Owszem, pachnie. I momentami nawet zalatuje, ale... nie jest tak źle. Całość ciekawi i wciąga, a trzy różne punkty widzenia są naprawdę interesujące. Może niewiele tu "odkrywczych prawd"... lecz czyta się to wszystko przyjemnie.

Czy któryś punkt widzenia jest najbardziej godny uwagi? Psychiatry, filozofa lub mnicha? Ciężko stwierdzić. Chyba najwięcej - według mnie - ciekawych rzeczy miał do powiedzenia psychiatra ;) A spektrum tematów - ze wspólnym mianownikiem - było zaiste szerokie. Własne wnętrze, emocje, znaczenie rozmów i wymiany myśli, wewnętrzny spokój, cierpienie, wierność (samemu sobie i innym), altruizm, prostota, sztuka przebaczania, wolność... Wszystko o czymś i coś o wszystkim ;) ... Ta książka byłaby fajnym wstępem do jakiegoś cyklu książek o dysputach tych trzech panów; jako pojedyncza lektura jest ciekawa, lecz chyba nieco zbyt... szeroka tematycznie przy jednoczesnych ograniczeniach objętości. 

Czy warto sięgnąć po tę książkę? Myślę, że tak. Nie dało się na jej kartach uciec od patosu, miejscami od lania wody, niewiele tu też, jak wspominałem, czegoś odkrywczego, ale całość jest na szczęście bardzo zgrabnie napisana. I szybko się czyta. Tak więc, jeśli macie ochotę na kilka popołudni, w czasie których poznacie czyjś inny punkt widzenia na życie, wnętrze człowieka i to, jak żyć w zgodzie z samym sobą... to zapraszam ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

"Złodziej luster" - Martin Seay


Tytuł: Złodziej luster (tytuł oryginału: The Mirror Thief)
Autor: Martin Seay
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 10.05.2017r.
Liczba stron: 704



Niejednoznaczna, wielowątkowa, wciągająca powieść z historią w tle.

Martin Seay stworzył bardzo oryginalną i ciekawą konstrukcję fabularną. Trzy główne wątki tej książki (XVI-wieczny wenecki, Venice Beach z 1958r., Las Vegas z 2003r.) łączy wszechobecna metafora luster, tajemnic, zagadek... i pewnego dreszczyku emocji, którego książce odmówić nie sposób. Z pozoru wątki te są w żaden sposób ze sobą niezwiązane, ciężko znaleźć w głowie jakiś ich wspólny mianownik... a jednak takowy jest ;) I przewija się on przez całą książkę aż do samego finału. Co to takiego - oczywiście, że nie zdradzę ;) ... Po prostu przeczytajcie ;)

Fabularnie książka stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Jeśli zagłębić się w szczegóły, to powiem, że podobała mi się w "Złodzieju luster" zwłaszcza narracja i przeplatanie się wątków w czasie i przestrzeni. Zabieg znany, lecz nieczęsto spotykany. A przeze mnie osobiście bardzo dawno nie widziany (choć może to kwestia doboru lektur). Czasem może to zaburzać proces czytania, irytować, burzyć obraz książki, lecz nie tutaj. Fajnie to, przyznam, wyszło. Tak więc sam zabieg - jak najbardziej na plus.

Cóż jeszcze dodać żeby nie spoilerować? Jeśli lubicie sensację, trochę thrillera, ciekawą fabułę, kilka wątków z różnych punktów w czasie i przestrzeni, a wszystko z dodatkiem historii w tle - to książka właśnie dla Was. Tak, jest dość spora objętościowo. Ale nie czuje się tego w trakcie lektury. Ani się obejrzycie kiedy dotrzecie do finału. A warto wyczekać te 700 stron ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

"Bombowce nad Europą 1939-1945" - Richard J. Overy


Tytuł: Bombowce nad Europą 1939-1945 (tytuł oryginału: The Bombing War: Europe 1939-1945)
Autor: Richard J. Overy
Wydawnictwo: Napoleon V
Data wydania: 10.05.2017r.
Liczba stron: 794




Śmierć wprost z powietrza.

Wyczerpująca, fachowa, bardzo obszerna pozycja traktująca o historii działań bombowych w Europie w trakcie II Wojny Światowej. Książka poświęcona jednemu tylko aspektowi, lecz dzięki temu umożliwiająca wnikliwe przedstawienie danego zagadnienia. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem tego, co przeczytałem. Jak i pod wrażeniem pracy wykonanej przez autora. Działania bombowe jakoś nie są specjalnie szeroko omawiane w kontekście całej II Wojny Światowej (takie moje skromne zdanie), a wielka szkoda - ten aspekt to ważna część wojny, będącej bez wątpienia największą katastrofą ludzką XX wieku, nie tylko na naszym kontynencie.

Overy przedstawia wydarzenia i działania wojenne z perspektywy zarówno hitlerowskich Niemiec, jak i połączonych sił aliantów, co według mnie bardzo dobrze robi całej książce. Można by się oczywiście spierać, czy podejście autora do tematu nie jest aby stronnicze na korzyść którejś ze stron, jednak osobiście nie odniosłem takiego wrażenia. Książka skupia się przede wszystkim na faktach. Wzbogaconych dodatkowo o kontekst wydarzeń, przedstawiający działania wojenne z perspektywy właśnie działań bombowych. Szalenie ciekawa i zajmująca rzecz. Cenię sobie niezwykle takie opracowania. Na tym polu bynajmniej się nie zawiodłem.

"Bombowce nad Europą..." mają też zaletę tego rodzaju, że, generalnie rzecz ujmując, nie uciekają - jako książka - od tematu skutków, ofiar; od wszystkich kwestii moralnych związanych z bombardowaniami. Zwykle te zagadnienia i kwestie nie są zbyt chętnie w takich opracowaniach podnoszone. Tutaj jest inaczej. Nie wolno bowiem zapominać, że II Wojna Światowa była najstraszliwszą w skutkach wojną totalną, niosącą ze sobą największe w historii, zatrważające w liczbach straty ludzkie i materialne. Wszystko rzecz jasna za sprawą działań wojennych, a wśród tych właśnie bombardowania zajmują szczególne miejsce. Szczególnie destrukcyjne miejsce dodajmy. Ważne, że nie ominięto na łamach tej pozycji takiego tematu. To tylko dodaje książce obiektywizmu i autentyczności w oczach czytelnika.

Lektura niesamowita. Pouczająca. To trochę historia IIWŚ przedstawiona nieco na nowo z perspektywy... powietrza. Nieba. I tego, co z tego nieba spadało na ziemię przez wszystkie lata wojny. Każdy pasjonat IIWŚ będzie usatysfakcjonowany. Każdy po prostu tylko ciekaw tematu - również.

Gorąco polecam.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Napoleon V za egzemplarz recenzencki.