czwartek, 16 stycznia 2020

PREMIERA "SALVATORA" JUŻ DZIŚ - PATRONAT MEDIALNY OBEJMUJE M.IN. COŚ NA PÓŁCE!!! :)



FANTASTYCZNA OPOWIEŚĆ O TAJEMNICACH, SZTUCE ORAZ O MOCY ŻYCIA I ŚMIERCI BĘDĄCYCH W RĘKU TEGO, KTO TRZYMA PĘDZEL I PALETĘ Z FARBAMI; Z PRZYJEMNOŚCIĄ PRZEDSTAWIAM TRZECI PATRONAT BLOGA COŚ NA PÓŁCE! :) :) :) 



#salvator #tomaszkozlowski #wydawnictwopsychoskok #partonatmedialny #kubizm #tajemnice #fantasy





środa, 15 stycznia 2020

Gałęziste - Artur Urbanowicz


Tytuł: Gałęziste
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 458


Co się czai w lesie...?

Im dalej w las - tym więcej drzew. Tak mówi przysłowie. Jednakże przysłowie nie bierze pod uwagę tego, co jest wprawdzie oczywiste, ale często umyka: w lesie bywa strasznie... W lesie łatwo zabłądzić... W lesie może coś na człowieka czyhać... Polować... I niekoniecznie musi być to dziki zwierz. Może to być coś znacznie gorszego i może się okazać, że z tym "CZYMŚ" szalenie trudno jest walczyć. A co dopiero... wygrać... Przed nami "Gałęziste" - znakomity przykład (i dowód!) na to, że rodzima literatura grozy ma się dobrze i to pomimo faktu, że nie jest o niej jakoś specjalnie głośno. Głośno jednak być powinno. I to nie tylko o rodzimych powieściach z tego gatunku, ale także o jednym autorze - ów pan zwie się Artur Urbanowicz.

Przyznam szczerze, że podchodziłem do tej lektury z pewną dozą optymizmu i rezerwy zarazem,a optymizm był bardzo ostrożny. Horror (tudzież literatura grozy) w polskim wydaniu nie jest czymś, co gości na co dzień w najpopularniejszych wydawniczych mediach i/lub rozreklamowanych wydarzeniach, nawet przy okazji książkowych premier. Z jakością książek tego gatunku także bywa(ło) nad Wisłą różnie... Stąd optymizm co prawda był, ale ostrożny. No cóż... okazało się, że (w tym przynajmniej wypadku) niepotrzebnie :) "Gałęziste" ma co prawda kilka mankamentów, ale jako zwarta, spójna historia robi wrażenie i spełnia swoje zadanie: STRASZY! Końcowy clifhanger z kolei jest w stanie wbić w fotel, a to tylko podbija wartość całej książki - i to wybitnie in plus!

Rzecz dotyczy z pozoru niewinnej wycieczki warszawskiej pary na Suwalszczyznę. Ot - urlop na łonie przyrody. A i w celu naprawy tego i owego w związku dwojga ludzi, Tomek i Karolina przeżywają bowiem coś na kształt kryzysu. Jeśli przypatrzeć się przyczynom - w sumie nic dziwnego... Oboje młodzi, nabuzowani młodzieńczą energią... STOP! To opis Tomka - młodego chłopaka, który lubi się (za)bawić i (co tu kryć) ma swoje potrzeby... ;) Karolina jednak, jako praktykująca katoliczka, jest chwilami wybitnie ortodoksyjna ("siebie dam po ślubie"...). Dzielą ich też kwestie wyżej wspomnianej wiary, Tomek bowiem jest zdeklarowanym ateistą. Jak widać - łatwo nie jest... Wspólny urlop z dala od zgiełku wielkiego miasta ma pomóc obojgu naprawić to i owo.

Na miejscu okazuje się, że rezerwacja domku z przyczyn (z pozoru) niezależnych od wynajmujących nie jest możliwa. Gospodarze kierują młodych w ostatniej chwili, poniekąd zastępczo, do zaprzyjaźnionych ludzi w innej wiosce. W nowym miejscu Tomek i Karolina poznają nowych gospodarzy: ponętną Natalię (która wpada w oko Tomkowi) i jej stetryczałą babcię. Babcia wybitnie odstrasza... I w tym miejscu pojawia się pierwszy zgrzyt i lampka ostrzegawcza: gospodarze mają w domu nieboszczyka! Dziadek Natalii zmarł i jeszcze nie został pochowany. Jego doczesne szczątki wciąż znajdują się w domu... Dlaczego zatem rodzina Prusów zgodziła się przyjąć młodych pod swój dach - czy to nie dziwne?...

Od tego momentu Artur Urbanowicz stopniowo zagęszcza ("zagałęzia" ;) ) atmosferę, która staje się zauważalnie pełna wyczuwalnego napięcia. Zarówno Tomek jak i Karolina zaczynają mieć dziwne wizje, sny... Droga w lesie podczas ich samochodowych wypadów raz prowadzi ich prosto, raz jak gdyby znika... Las zdaje się ich otaczać, napierać na nich, a z każdym kolejnym dniem jest coraz gorzej. Zarówno Karolinę jak i Tomka (który wobec wdzięków Natalii nie pozostaje obojętny) prześladuje obraz mrocznej postaci, która po otwarciu oczu ma w ich miejscu żółte, ZŁE gadzie ślepia... Co się dzieje? I czy ma to wszystko jakiś związek z odstraszającym cmentarzyskiem Jaćwingów leżącym nieopodal wioski w której goszczą Tomek i Karolina?

MAM W TYM MIEJSCU NIE LADA ZAGWOZDKĘ... Aż rwę się do spoilerowania, a jednocześnie nie o spoiler mi w tej recenzji chodzi. A bez jakiegoś małego spoilera trudno będzie uchwycić sedno tej opowieści... Cóż - spróbujmy!

Sednem "Gałęzistego" jest odwieczny strach wzbudzany przez las, dzicz i wszystko to, czego jako ucywilizowany gatunek boimy się we wszelkiego rodzaju głuszy (zwłaszcza po ciemku). Artur Urbanowicz znalazł sposób na to, ażeby ten strach uwypuklić i nadać mu formę namacalnej grozy, którą po mistrzowsku powiązano z tępionymi przez Krzyżaków ludami i... z pogańską mitologią :) Co do owego tępionego krzyżackim mieczem ludu zdradzę, że chodzi o pogańskich Jaćwingów - okazuje się, że mają się całkiem dobrze i - choć ostrożnie oraz po cichu - wciąż praktykują swą wiarę i obrzędy. Co do mitologii z kolei... nie powiem nic więcej :) Zdradzenie czegokolwiek więcej w tej materii byłoby spoilerem zbyt wielkim. Sami spróbujcie zgadnąć ;)  A nuż powiążecie jedno z drugim i zgadniecie w czym rzecz? :) 

Artur Urbanowicz bardzo fajnie prowadzi narrację książki i jest w stanie bardzo dobrze uśpić czujność czytelnika. W momencie w którym nie spodziewamy się niczego złego - BACH! O to między innymi w tego rodzaju literaturze chodzi :) Wielkie brawa za osiągnięty efekt! Las i na pół dzikie okolice też robią swoje; głusza = zagrożenie i bardzo dobrze wysunięto w "Gałęzistym" ten pierwotny lęk na pierwszy plan. Jest się momentami czego bać!

Cała książka przypominała mi trochę (z racji leśnych możliwości zabłądzenia) "Dziewczynę, która kochała Toma Gordona" Stephena Kinga. Możecie traktować to jako zawoalowany spoiler - nie musicie; ja nic nie sugeruję ;) Wskazuję tylko na pewne podobieństwa jeśli chodzi o powieściowy klimat. Skoro przy tym jesteśmy, to zastanawiam się na ile Artur Urbanowicz inspirował się Kingiem i jego w/w książką jeśli chodzi o klimat i styl prowadzenia narracji... Ciekawe pytanie. Ja (być może trafnie) inspirację dostrzegam. 

Minusy... Niestety - są. Na szczęście nie jest ich wiele. Główny i naczelny z nich to do bólu chwilami irytujące dialogi pomiędzy Tomkiem i Karoliną. Naprawdę? Musiały być chwilami tak płytkie, błahe, a przez to irytujące?... Niestety, to mi się w książce nie podobało. Podchodzę jednak do tej kwestii dość (jak na siebie) łagodnie, bo jestem w stanie dostrzec, że w pewnych momentach ta błahość i wzbudzana u czytelnika przy czytaniu dialogów w/w dwójki irytacja była celowa, a prowadzić miała do uśpienia czujności przed tym, co za chwilę w książce nastąpi. Tak więc... ok; minus jest, ale w tabeli plusów i minusów jest on do wybaczenia. Z innych mankamentach do wymienienia są jeszcze nieścisłości fabularne, ale autor sam się z nimi rozprawia i sam się w nich w posłowiu tłumaczy. I to jest uczciwe, bardzo fajne podejście do czytelnika. Dzięki za to :)

Na uwagę zasługuje w "Gałęzistym" znakomita znajomość topografii i geografii Suwalszczyzny. Sam owych rejonów co prawda nie znam, ale na pierwszy rzut oka książkowe opisy są spójne, szczegółowe, a przez to wiarygodne - a jeśli pogrzebie się trochę w sieci (to dla znudzonych ;) ), to okazuje się, że autor odwalił kawał dobrej roboty jeśli chodzi o realizm osadzenia fabuły w rzeczywistych lokacjach. Brawo!

"Gałęziste" - podsumowując WIELKIE, WIELKIE BRAWA ZA TĘ KSIĄŻKĘ DLA ARTURA URBANOWICZA! Nie spotkałem się w rodzimej literaturze z tak dobrym połączeniem grozy, horroru, mitologii słowiańskiej, pogańskich i (rzekomo) wymarłych ludów z realizmem odniesionym do rzeczywiście istniejących zakątków Polski oraz z pierwotnym lękiem jaki budzą w człowieku nieujarzmione i dzikie leśne ostępy. Ta lektura na długo zapadnie mi w pamięć. Wielkie dzięki dla autora za ten książkowy dowód na to, że rodzima literatura grozy ma coś do powiedzenia szerszemu odbiorcy :)

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl



Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/galeziste-artur-urbanowicz-p-1313433.html

#galeziste #artururbanowicz #taniaksiazka #horror #groza #suwalszczyzna #poganie #jacwingowie #demonyslowianskie





Przyjaciel człowieka - Andrzej Pilipiuk


Tytuł: Przyjaciel człowieka
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 15.01.2020r.
Liczba stron: 400


DZIŚ PREMIERA!

Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć.

Andrzej Pilipiuk powraca z nowym zbiorem opowiadań - tym razem bezjakubowych. Dla mało wtajemniczonych - o ile tacy są ;) - chodzi o opowiadania nie traktujące o przygodach osławionej postaci Jakuba Wędrowycza. Zbiór nosi tytuł "Przyjaciel człowieka"... Nieco to przewrotne jeśli weźmie się pod uwagę, że (jak sugeruje opis) czterem opowiadaniom odpowiadają Czterej jeźdźcy Apokalipsy: Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć. Czy rzeczywiście jest to zbiór tak przewrotny - także w swej treści? Poniekąd tak - wszak (w ramach pewnej zabawy słowem) przyznać trzeba, że zarówno wróg może udawać przyjaciela, a przyjaciel może być największym zagrożeniem, tudzież przyczyną nieszczęścia uosobionego w apokaliptycznych jeźdźcach ;) Ale nie o takie semantyczne zabawy Panu Andrzejowi w "Przyjacielu człowieka" chodzi. Chodzi o to, w czym Andrzej Pilipiuk jest najlepszy: o opowiedzenie kolejnych świetnych historii.

Jako się rzekło - opowiadania znajdziemy w książce cztery. Wraz z nimi powrócą nasi dobrzy znajomi: Robert Strom i Paweł Skórzewski (Skórzewski dwukrotnie). Same opowiadania przypisano jeźdźcom Apokalipsy: "Duchy Poveglii" Wojnie, tytułowego "Przyjaciela człowieka" Zarazie, "Inne możliwości" Głodowi, ostatnie zaś opowiadanie, "My, bohaterowie..." - Śmierci. Po lekturze muszę przyznać, że owo przypisanie opowiadań poszczególnym jeźdźcom okazało się, wbrew moim obawom, dosyć trafne.

"Duchy Poveglii" są opowieścią o duchach, zjawach nawiedzających ludzkie myśli oraz o obłędzie - zarówno tym prawdziwym jak urojonym. Opowiadanie osadzono fabularnie we Włoszech tuż przez IIWŚ, w 1938 roku: faszystowscy lekarze eksperymentują na pacjentach szpitala psychiatrycznego, którzy borykają się z niepokojąco do siebie podobnymi wizjami z przepełnionych śmiercią czasów, gdy tereny te pustoszyła zaraza. Czy są to faktycznie urojenia? Czy też może duchy zmarłych usiłują przekazać coś żywym? Doktor Paweł Skórzewski zostanie wplątany w historię rozwikłania tej zagadki. Będzie rzeczywiście nadprzyrodzona? A może okaże się, że to tylko sprawka bestialskich eksperymentów faszystów próbujących gmerać w ludzkim umyśle?

Tytułowy "Przyjaciel człowieka" przenosi nas w bliżej nieokreśloną postapokaliptyczną przyszłość. Wszystko leży w ruinie, a zdziesiątkowani minioną zarazą ludzie chronią się w ufortyfikowanych osiedlach. Przed czym? Głównie przed innymi, absolutnie nie nastawionymi przyjaźnie... ludźmi (określenie "ludzie" pod kątem gatunkowo-biologicznym się zgadza, jednak biorąc pod uwagę wynaturzenie, bestialstwo i okrucieństwo napastników - już niekoniecznie) Dwie dziewczyny odnajdują wojskowego psa-robota, który (być może) pomoże ich społeczności odeprzeć atak wrogich sił. Świetny tekst! Nie wiem czy nie najlepszy z tego zbioru :)

W "Innych możliwościach" powraca do nas Robert Strom. Powraca zaś z racji - a jakże! - reliktów przeszłości. Tajemnice i głód wiedzy sprawiają, że wyrusza na greckie wyspy w poszukiwaniu kolekcji sztuki pewnego hrabiego. Zagadek będzie sporo, w tym te wielce zaskakujące, albowiem mało kto się spodziewał, że poszukiwana kolekcja sztuki może mieć cokolwiek wspólnego z grecką mitologią(!). Opowiadanie bardzo dobre, szkoda jednak, że takie krótkie... Potencjał tej historii, przy całym szacunku dla autora, nie został chyba do końca wykorzystany...

Ostatni tekst, "My, bohaterowie..." to drugie w tym zbiorze spotkanie z Pawłem Skórzewskim. Tym razem doktor opowiada historię swojego udziału w pewnej nazistowskiej misji, której zadaniem było zdobycie broni biologicznej na terenie Finlandii. Skórzewski wykaże się sporym sprytem i umiejętnościami, które - o dziwo - w tym przypadku będą mieć tyle samo wspólnego z jego wiedzą medyczną, co z partyzancko-bojowymi ciągotami, o które chyba niewielu mogło podejrzewać tego staruszka u kresu życia. No ale kto jak kto, ale Polak potrafi! :) Bezapelacyjnie tekst plasujący się w moim osobistym rankingu tuż za "Przyjacielem człowieka" (jeśli chodzi o niniejszy zbiór ;) ).

Co łączy wszystkie opowiadania? Na pewno wspomniane na wstępie analogie do Apokalipsy i jej jeźdźców. Ale nie tylko. To także historie o drzemiących w ludziach możliwościach, o tym do czego są zdolni w konfrontacji z losem, z bliskością śmierci oraz z wszelkimi możliwymi zagrożeniami. Stojąc pod ścianą człowiek się zmienia. Działa szybko, bo wie, że czasu może być już niewiele. Czasem udaje mu się przetrwać - czasem nie. Jeźdźcy Apokalipsy jadą zaś dalej, w poszukiwaniu kolejnych ofiar. Czasem kogoś dopadną... Andrzej Pilipiuk zawarł w nowych tekstach małą metaforę życia: raz się w nim wygrywa, a raz przegrywa. Wiele jest w naszych rękach, ale i tak nad wszystkim unosi się chichot losu, z którym nie zawsze da się wygrać.

Andrzej Pilipiuk raz jeszcze udowadnia, że jest znakomitym obserwatorem i znawcą ludzkiej natury. Fantastyczna jest łatwość z jaką tworzy kolejne historie i wpasowuje je w wybrane przez siebie ramy - zarówno sytuacyjne, jak społeczne i historyczne. Ludzie są zawsze w centrum owych historii i "Przyjaciel człowieka" nie odbiega od tej zasady. Same historie zaś po raz kolejny są świetne i wciągające. Wielkie dzięki dla Pana Andrzeja za to, że nam je opowiedział.

Polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.


#przyjacielczlowieka #andrzejpilipiuk #opowiadaniabezjakubowe #pawelskorzewski #robertstorm #fabrykaslow





wtorek, 14 stycznia 2020

Salvator - Tomasz Kozłowski


Tytuł: Salvator
Autor: Tomasz Kozłowski
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 16.01.2020r.
Liczba stron: 74


PRZEDPREMIEROWO


Kubistyczne tajemnice.

„Salvator” – z pozoru krótka nowela, która od a do z pełna jest jednak treści. A treścią tą są kubistyczne wariacje na temat zarówno malarstwa (którego w książce nie brak), ale także na temat opisanych na kolejnych stronach ludzkich historii, które – podobnie jak ma się rzecz w kubizmie – nacechowane są w dużym stopniu odrzuceniem zwykłych reguł rządzących ludzkim życiem.

Nowela fabularnie rozwijana jest dwutorowo – akcja książki rozgrywa się z jednej strony współcześnie, z drugiej zaś strony w przeszłości sięgającej stu lat wstecz. Wątki współczesne to głównie wstęp, a także początkowe, wprowadzające w opowieść rozdziały oraz epilog. Główną (a przy tym lwią) część książki stanowią retrospektywne wspomnienia z początków rodzenia się we Francji kubizmu, i to one są główną osią fabularną książki. A owa oś, poza wartościami z przyczyn oczywistych malarskimi, pełna będzie tajemnic i budzących obawy umiejętności pewnego malarza, który kilkoma pociągnięciami pędzla jest w stanie uzdrawiać… Lecz jeśli dane płótno zostanie zniszczone…

Od początku jednak. Głównym bohaterem książki jest Jacek Frontenierski, dziennikarz pracujący w redakcji „De Arte” – pisma poświęconemu sztuce. Akcja rozpoczyna się w 2012 roku wraz z otrzymaniem przez redakcję zaproszenia do Francji na obchody 100-lecia powstania kubizmu. Jacek zostaje wytypowany jako akredytowany dziennikarz na owo wydarzenie. Korzystając z okazji Jacek odwiedza we Francji dawno nie widzianego krewnego, Floriana Beterawskiego. Cztery lata później staruszek umiera, a Jacek zostaje zaproszony do Francji na odczytanie testamentu. Wujek pozostawia mu w spadku szachy, zamknięte w piwnicy obrazy oraz kilka pamiętników, które w pośmiertnym liście poleca Jackowi przeczytać w pierwszej kolejności.

Wydaje się to wszystko niewinne i całkiem zwyczajne. Wszystko to jednak do czasu gdy Frontenierski odkrywa, że przetrzymywane w piwnicy płótna są… puste. To skłania go do lektury pamiętników (od których oczywiście nie zaczął). Z nich zaś wyłania się obraz francuskiej bohemy z początków XX wieku,  w których to czasach kubizm dopiero się rodził, a pewien mało znany malarz otrzymał od jeszcze mniej znanej Cyganki przepowiednię, iż stanie się za sprawą pędzla i płótna panem życia i śmierci swych bliźnich…

„Salvator” w zasadzie od tego właśnie miejsca zaczyna nabierać tempa, a wraz z nim fabularnych rumieńców, odbiegając z każdą kolejną stroną coraz dalej od racjonalności na rzecz literackich doznań z pogranicza snu i jawy, fikcji i prawdy oraz w kierunku doświadczeń wybitnie pozazmysłowych, urągających wręcz zdrowemu rozsądkowi. I w tym zdecydowanie tkwi największa siła tej książki. Tomasz Kozłowski w bardzo ciekawy operuje słowem sprawiając, że cała treść oraz fabuła są bardzo plastyczne, żywo oddziałujące na wyobraźnię. Sposób narracji sprawia, że książka – pomimo małej objętości – jest odmierzona we właściwych proporcjach; po prostu nie potrzeba tutaj więcej słów, niż zostało ich użytych. Brawo :)

W „Salvatorze” na szczególną uwagę zasługuje fantastyczne odmalowanie świata francuskiej bohemy z początków XX wieku. Wszystkie dotyczące tamtego okresu opisy są niezmiernie interesujące, żywe, a przy tym sprawiające, że czytelnik autentycznie czuje się jakby siedział we francuskiej kawiarni w oparach wina i absyntu, otoczony i pochłonięty wręcz atmosferą sztuki, która nierzadko właśnie w takich urokliwych miejscach rodziła się na oczach współczesnych. Wielkie słowa uznania z mojej strony za ten efekt :)

Nowela nie jest długa, to prawda. Jednak czasem takie właśnie krótkie utwory mają nieraz bardzo ciekawy przekaz oraz zajmującą treść. Tak właśnie sprawy się mają w przypadku „Salvatora”. Kubistyczne początki, atmosfera francuskiej bohemy, puste stuletnie płótna, życie i śmierć ludzi zależna od jednego człowieka, spadek obarczony tajemnicą, o której wiedza trafia w ręce jednego człowieka… Stron tylko kilkadziesiąt, a treści mnóstwo! Do tego wszystkiego lektura jest zajmująca, nacechowana świetnym warsztatem literackim i mistrzostwem jeśli chodzi o operowanie słowem. Czy można chcieć od książki czegoś więcej? :)


Gorąco polecam! I to tym bardziej, że Coś Na Półce miało przyjemność objąć książkę patronatem medialnym :)


#salvator #tomaszkozlowski #wydawnictwopsychoskok #partonatmedialny #kubizm #tajemnice #fantasy







niedziela, 12 stycznia 2020

Nieoficjalny przewodnik po Grze o tron - Kim Renfro

Tytuł: Nieoficjalny przewodnik po Grze o tron (tytuł oryginału: The Unofficial Guide to Game of Thrones)
Autor: Kim Renfro
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 26.11.2019r.
Liczba stron: 384


Przeżyjmy to jeszcze raz!

Najwspanialszy serial świata? Do kwietnia 2019r. w zasadzie była co do tego (raczej) zgoda; później zdania mocno się podzieliły. Czy był to serial najbardziej popularny? W momentach swojej największej świetności na pewno tak. Najlepszy? Tutaj - zwłaszcza po ósmym sezonie - wypada być w ocenach ostrożnym. Na pewno nie ulega wątpliwości fakt, iż "Gra o tron" była fenomenem łączącym cały świat w jedną wspólnotę przy okazji premiery każdego nowego odcinka. Kto przeżył wstawanie w środku nocy w oczekiwaniu na sławetne "tam tam ta da dam dam...", ten wie o czym mówię. Tym serialem się po prostu żyło. Emocje dotyczące kolejnych fabularnych zwrotów akcji mających miejsce na przestrzeni ośmiu sezonów były udziałem milionów widzów na całym świecie. Kim Renfro próbuje podsumować te wszystkie emocje w jednej książce. W książce-przewodniku i swoistym hołdzie, na jaki serialowa "Gra o tron" z całą pewnością zasługuje.

Jeśli nie oglądaliście do końca - przestańcie czytać już w tym miejscu! Spoilerów za chwilę będzie naprawdę sporo :)

Książka nosi co prawda tytuł "Nieoficjalny przewodnik po Grze o tron", jednak spokojnie mogłaby być przewodnikiem oficjalnym. Kim Renfro wykonała kawał naprawdę świetnej roboty podsumowując, opisując i rozkładając na czynniki pierwsze w zasadzie każdy aspekt serialu - od kwestii początków, a więc spotkań Weissa i Benioffa z George'm R.R. Martinem, wizji na ekranizację "Pieśni Lodu i Ognia", poprzez trudny start serialu (pilot serialu był na tyle zły, że nakręcono go po raz drugi!), jego najbardziej przełomowe i zapadające w pamięć momenty, aż po sprawę jego popularności, aktywności fandomu, teorii związanych z serialem i z książkami, aż po spuściznę "Gry o tron" wraz ze wszystkimi kontrowersjami dotyczącymi skróconego sezonu numer osiem i falą oburzenia, która przetoczyła się przez internet po zakończeniu emisji całej produkcji. Renfro nie stroni także od opisania wpływu "Gry o tron" na współczesną popkulturę i telewizję. Będzie także dużo relacji zza kulis, refleksji odtwórców głównych ról, wypowiedzi samego Martina oraz kwestii technicznych jak montaż, efekty specjalne, czy całe mnóstwo detali, dzięki którym "Gra o tron" stała się z jednej strony bodaj czy nie produkcją o największym rozmachu w historii, a z drugiej strony - produkcją najbardziej w owej historii kosztowną.

Lekturę podzielono na siedemnaście rozdziałów. Dużo i mało zarazem. Jednak wydaje się, że jest to tyle, ile trzeba. Renfro rozpoczyna opowieść o serialu od nawiązania współpracy między Martinem a HBO, wspomina nieudany pilot całej produkcji, a także casting na odtwórców głównych ról, który z niejednego kompletnie nieznanego/nieznanej aktorki uczynił przed końcem serialu światową gwiazdę. W dalszej kolejności Renfro przytacza przełomowe zdarzenia z historii produkcji, jak ścięcie Neda Starka, Krwawe Gody, otrucie Joffrey'a Baratheona, bitwę bękartów, wysadzenie w powietrze Septu Baelora, zmiecenie z powierzchni ziemi armii Lannisterów przez Drogona i Dothrtaków, bitwę o Winterfell z siłami Nocnego Króla, czy wreszcie atak połączonych sił Północy i Daenerys Targaryen na Królewską Przystań, zakończony rzezią i spaleniem stolicy przez smoka (by tylko tyle wymienić). Wreszcie Renfro pisze o serialowej muzyce, o kostiumach, o efektach specjalnych (dowiemy się np. dlaczego smoki pojawiały się w każdym sezonie, a wilkory już nie), a także o prywatnych odczuciach aktorów oraz o zawiązanych pomiędzy nimi przyjaźniami poza planem. Będą także poruszone kwestie fanowskich teorii, rozczarowujących rozwiązań fabularnych, rozdźwięki pomiędzy wciąż nieukończonym dziełem Martina, a telewizyjną wizją Benioffa i Weissa, którą coraz trudnej było popychać naprzód od chwili, w której serial wyprzedził i przegonił akcję książek. Nie zabraknie rzecz jasna fali rozgoryczenia po tym, co widzowie zobaczyli w sezonie ósmym oraz refleksji na temat miejsca "Gry o tron" w zbiorowej świadomości oraz na temat przyszłości całej - że się tak wyrażę - "marki" i związanego z nią fandomu.

"Gra o tron" z całą pewnością była fenomenem. Obserwując coraz bardziej rozproszony rynek telewizyjny można być wysoce sceptycznym co do tego, czy pojawi się w jakiejś bliskiej przyszłości kolejny tego pokroju serial łączący miliony widzów przed ekranami wraz z chwilą emisji każdego kolejnego odcinka. Jest to dosyć wątpliwe. Podobnie jak wątpliwym jest, że jakaś nowa produkcja może mieć w najbliższym czasie taki rozmach, budżet, czy ogrom zawiłości fabularnych, które nie tylko nie przeszkadzają w oglądaniu, ale wręcz przykuwają przed ekran. Ktoś może powiedzieć - ok, ale pojawił się netflixowy "Wiedźmin", a wraz z jego sezonem pierwszym od razu zapowiedź drugiego. Ktoś wskaże, że czeka nas premiera serialowego "Władcy Pierścieni" od Amazona. Wszystko się zgadza, ale mam wrażenie, że sukcesu "Gry o tron" długo nic nie powtórzy (przy całej wierze w dzieło Amazona i przy całym swym uwielbieniu dla "Wiedźmina", którego serialowa odsłona numer jeden wypadła jak dla mnie świetnie). To po prostu będzie arcytrudne wskoczyć na tę samą półkę co GOT. Ten serial łączył w sobie fascynującą walkę o władzę, znakomite portrety psychologiczne bohaterów, szokujące widza zwroty akcji, w których nikt nie mógł być pewien przeżycia oraz elementy fantasy zahaczające o horror, które trzymały w napięciu i dodawały całej produkcji czegoś ulotnego, nieomal nieuchwytnego, co windowało ją na niebotyczny poziom popularności. Niezależnie od ocen ósmego sezonu - który rozczarował znaczną część publiki - całość GOT była co najmniej świetna. Momentami genialna. Na bardzo długo zapadająca w pamięć. Ktoś pewien czas temu napisał, że po "Grze o tron" telewizja już nigdy nie będzie taka sama. To prawda. Warto zatem tę produkcję obejrzeć, a potem... nie zaszkodzi przeczytać niniejszą książkę :) Naprawdę warto to zrobić (i jedno i drugie).

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/nieoficjalny-przewodnik-po-grze-o-tron-kim-renfro-p-1311272.html

#graotron #nieoficjalnyprzewodnik #kimrenfro #taniaksiazka #got





sobota, 11 stycznia 2020

Ojciec Chrzestny. Trylogia - Mario Puzo


Tytuł: Ojciec Chrzestny. Trylogia (tytuł oryginału: The Godfather / The Sicilian / Omerta)
Autor: Mario Puzo
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 1088


Trylogia ABSOLUTNIE NIE DO ODRZUCENIA! ;)

Klasyka. Do tego w fantastycznej odsłonie wydawniczej. Tak pokrótce można opisać owo przepiękne, trzymane przeze mnie w rękach wydanie zbiorcze "Ojca Chrzestnego", "Sycylijczyka" i "Omerty" w jednym. Zaiste, jest to wydanie godne zarówno zawartych w nim klasycznych powieści, jak i osoby samego autora, Mario Puzo. Nieodmiennie żałuję, że ten wspaniały pisarz od dawna nie jest już wśród nas... Pozostały jego dzieła. I ich godne osoby autora wydania.

Trzy opowieści - trzy oblicza włoskiej mafii. To właśnie otrzymujemy na 1088 stronach tej monumentalnej lektury. Można śmiało powiedzieć, że są to opowieści odpowiednio o genezie mafii w jej kolebce na Sycylii, o latach jej nowojorskiej świetności w latach 40-tych i 50-tych XX wieku oraz o jej nowym obliczu, które nastało wraz ze schyłkiem XX wieku i koniecznością zmian, które dotyczą nawet tak fundamentalnych mafijnych zasad jak legendarna omerta, nakaz milczenia. Jak rodziła się mafijna przestępczość? Na czym zbudowała swoje imperium Rodzina Corleone? Czy pieniądz wraz z końcem XX wieku stał się ważniejszy od lojalności w szeregach mafijnych struktur? Na te - i inne rzecz jasna ;) - pytania znajdziemy tu odpowiedzi. Mario Puzo udziela ich w bardzo obszernej formie, czyniąc ze snutych przez siebie opowieści prawdziwe epopeje, bez pudła działające na wyobraźnię i od całych dekad wywierające niezatarty wpływ na popkulturę w jej obecnym kształcie.

Tak naprawdę jednak każda mafijna opowieść autorstwa Puzo to coś dużo więcej niż tylko gangsterskie porachunki, przestępcze imperia, czy egzekucje w zaciszu nowojorskich kawiarni lub garota zaciśnięta przez siedzącego na tylnym siedzeniu pasażera na gardle tego, który siedzi z przodu. To - chcemy tego lub nie - historie o brutalności świata, w którym sprawiedliwość przegrywa z korupcją i pieniądzem; to historie o świecie, w którym zwykły człowiek nie ma szans na godne życie w starciu z przeżartą korupcją i rządzoną przez interesy możnych tego świata machiną rzeczywistości. W świecie tym człowiek, aby ochronić skutecznie siebie i bliskich, musi zmienić zasady gry. Musi wziąć sprawy we własne ręce, nawet jeśli oznacza to zatarg z powszechnie obowiązującym prawem i systemem wartości. Rodzina jest w tym świecie najważniejsza i nie ma rzeczy, której się dla niej nie zrobi. Nie ma takiej rzeczy zwłaszcza dla Włocha, a już na pewno nie dla takiego, który pochodzi z / ma związki z Sycylią. Czy oznacza to, że Sycylijczycy są najbardziej prawą nacją globu? Bynajmniej ;) To pewna przenośnia, a chodzi w niej o to, że człowiek stoi przed wyborem: czy być uczciwym, lecz zaszczutym i przegranym, czy też żyć godnie, zapewnić rodzinie to, na co zasługuje, lecz grać wbrew zasadom. Wybór jest prosty: jeśli człowiek kocha swoją rodzinę, to poważy się na wszystko.

Powyższa ogólna zasada dotyczy w sumie wszystkich głównych wątków zarówno w "Ojcu Chrzestnym", jak i w "Sycylijczyku" oraz w "Omercie". Mario Puzo po mistrzowsku ukazał owe konflikty, sprzeczności i wybory głównych bohaterów w różnych konfiguracjach czasowych - wszak "Trylogia" to dość spora rozpiętość fabularna jeśli chodzi o czas akcji, która to rozpiętość sięga kilkudziesięciu lat (z dygresjami nawet i więcej). Warto przy tym pamiętać, że owe kilkadziesiąt lat przypada na XX wiek, a co za tym idzie obejmuje wręcz rewolucję obyczajową i moralną - czy w realiach takich dynamicznych zmian wartości w rodzaju rodziny oraz lojalności mają szansę się ostać? Czy mają szansę przetrwać? To właśnie jest prawdziwą treścią książek Mario Puzo. Treść tę ubrano w mafijne szaty, jednak jej meritum i stawiane przezeń pytania są ponadczasowe.

"Trylogię" zdecydowanie TRZEBA mieć na swojej półce. To klasyka, bez której znajomości trudno właściwie pojąć co najmniej kilka zjawisk obecnych we współczesnej popkulturze. Te słowa wcale nie są przesadą - Mario Puzo wywarł niezatarty wpływ nie tylko na literaturę, ale także na całą (pop)kulturę. 

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

#ojciecchrzestny #sycylijczyk #omerta #trylogia #mariopuzo #wydawnictwoalbatros #albatros #mafia #klasyka






piątek, 10 stycznia 2020

Czarne lustro. Po drugiej stronie - Jason Arnopp, Charlie Brooker, Annabel Jones


Tytuł: Czarne lustro. Po drugiej stronie (tytuł oryginału: Inside Black Mirror)
Autor: Jason Arnopp, Charlie Brooker, Annabel Jones
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 320


Alternatywny świat.

"Czarne lustro" - znakomity, przykuwający od lat do ekranów niesamowite rzesze widzów serial (rzesze proporcjonalnie większe od czasu gdy Netflix przejął produkcję od Channel 4). Na czym polega fenomen "Black Mirror"? Co tak bardzo w tym serialu fascynuje i czy rzeczywiście jest to niepokojące, prawdopodobne, alternatywne odbicie naszej rzeczywistości i/lub niedalekiej przyszłości? Między innymi właśnie tego dowiemy się z niniejszej książki. A ponadto poznamy inspiracje autorów, scenarzystów, odczucia aktorów oraz źródła pomysłów na wszystkie odcinki do końca czwartego sezonu produkcji włącznie :)

Książka, trzeba to wyraźnie powiedzieć już na wstępie, przeznaczona jest przede wszystkim dla tych, którzy serial już widzieli (przynajmniej do końca sezonu numer cztery). Powód jest prozaiczny: wszystkie odcinki zostały tutaj od deski do deski omówione i rozłożone na czynniki pierwsze. Od spoilerów się aż roi :) Ale ma to swoją ogromną wartość, bowiem takiego spojrzenia na fabularne rozwiązania i ich inspiracje nigdy wcześniej nie było. A jest o czym poczytać, wszak swój punkt widzenia i rąbki wielu tajemnic uchyla m.in. sam twórca "Black Mirror" - Charlie Brooker.


Omówienie każdego odcinka to w zasadzie zapis ciągłego dialogu pomiędzy autorami, reżyserem i aktorami. Refleksji multum, tak jak i punktów widzenia. I jest to niezwykle cenne, poznajemy bowiem nie tylko kulisy każdego z odcinków, ale także snute przez twórców serialu wizje, inspiracje oraz przewidywania dotyczące przyszłości, których wynaturzoną, "czarnolustrzaną" wizję przedstawili odbiorcy. Fascynujące, a jednocześnie... niesamowicie niepokojące.


I na tym w zasadzie bazuje zarówno serial, jak i niniejsza, opisująca go książka - na stworzeniu alternatywnego świata, w którym technologia coraz bardziej wyręcza nas w codziennym życiu, co z jednej strony czyni życie łatwiejszym lecz za cenę jego spłaszczenia, zniekształcenia oraz przy akceptacji ryzyka tego, iż zła strona ludzkiej natury przy pomocy nauki i techniki weźmie górę, czyniąc tym samym z życia ludzkości istne piekło na ziemi. W serialu nie raz i nie dwa tak się właśnie dzieje. Wizje Brookera i spółki często wprawiały widzów w osłupienie, a najbardziej niepokojące jest to, że... wraz z upływem lat mają one coraz więcej wspólnego z naszą codziennością niż sami byśmy chcieli. Z tego właśnie (moim skromnym zdaniem) bierze się fenomen "Czarnego lustra" - z ukazania niepokojącej wizji przyszłości, która ma niesamowicie wiele wspólnego ze współczesnością. To podobieństwo fascynuje, a podążanie świata w kierunku serialowych wizji - co niestety ma miejsce częściej niż każdy by sobie tego życzył - napędza tylko popularność produkcji i staje się pretekstem do powstawania jej nowych odsłon. Aż się człowiek czasami boi, co zobaczy w kolejnym odcinku... Bo o tym, że pewne przewidywania autorów względem coraz większej roli technologii w naszym życiu (w negatywnym twego słowa znaczeniu) niestety się sprawdziły nie trzeba raczej żadnego z dotychczasowych widzów przekonywać...


Samo wydanie jest FANTASTYCZNE! Multum ilustracji, znakomitej jakości kredowy papier, duży format; wszystko wygląda pięknie :) To w zasadzie książka-album; czyta się ją świetnie i równie świetnie się ją ogląda. Takie wydania to perełki - zwłaszcza dla fanów!

Gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#czarnelustro #podrugiejstronie #blackmirror #insignis #charliebrooker #technologia #przyszlosc #nauka #ludzkosc






Kosmiczne rozterki - Neil deGrasse Tyson


Tytuł: Kosmiczne rozterki (tytuł oryginału: Death by Black Hole: And Other Cosmic Quandaries (Sections 4–7))
Autor: Neil deGrasse Tyson
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 352


Look up!

Wszechświat, kosmos, gwiazdy, fascynujące ludzkość od wieków nocne niebo oraz jego skryte za horyzontem tajemnice - po raz kolejny mamy okazję zagłębić się w ten (wszech)świat dzięki Neilowi deGrasse Tysonowi. Lubicie patrzeć w górę? Ja tak. Czytać "o patrzeniu w górę" też zresztą lubię ;) Dlatego muszę powiedzieć, że nowa książka tego autora to jak zwykle niezwykle inspirujące doświadczenie :)

"Kosmiczne rozterki" to trzecia po "Astrofizyce dla zabieganych" oraz po "Kosmicznych zachwytach" książka deGrasse Tysona poświęcona wszystkiemu co otacza Ziemię w bezmiarze kosmosu. Lektura jest typowo popularnonaukowa, jednak napisana - jak zwykle :) - tak prostym, fajnym, przystępnym i pełnym anegdot językiem, że czytać może tę pozycję dosłownie każdy. I to z pełnym zrozumieniem poruszanych tematów. To właśnie jest siłą książek deGrasse Tysona: niełatwe tematy opisane w prosty, zrozumiały i ciekawy sposób. Smęcenie, ciężkie do ogarnięcia rozumem naukowe teorie, niezrozumiały popularnonaukowy bełkot pełen niemożliwych do zapamiętania nazw i teorii? To nie ten adres :) Niczego takiego tutaj nie uświadczycie.

Co w takim razie jest w "Kosmicznych rozterkach" do uświadczenia? Tematy znane i nieznane; poruszane już wcześniej przez deGrasse Tysona i całkiem nowe jeśli chodzi o snute przez niego rozważania. A konkretnie? Konkretnie to będzie coś (znów) o czarnych dziurach i o tym, dlaczego śmierć po wpadnięciu do takowej może być najbardziej spektakularna ze wszystkich możliwych. Będzie słów kilka o asteroidach oraz o ich kursach kolizyjnych z Ziemią, tudzież o możliwościach przewidywania takich katastrof oraz o przeciwdziałaniu im. Dowiemy się też co nieco o występowaniu wody w kosmosie, o chaosie w Układzie Słonecznym, a także przeczytamy o rozważaniach autora na temat obcych cywilizacji. To tylko sloganowy wycinek poruszanych w książce tematów - na kolejnych stronach znajdziecie dużo dużo więcej :)

Neil deGrasse Tyson odnosi sukces (nie tylko literacki) chyba przede wszystkim dlatego, że potrafi opowiadać. Jest w stanie zająć uwagę czytelnika, nie przynudza, sypie anegdotami i ma niesamowity talent do łopatologicznego wyjaśniania spraw z pozoru bardzo skomplikowanych z naukowego punktu widzenia. Do tego zwalnia narracyjnie kiedy trzeba, daje chwilę oddechu od naukowych treści jeśli jest ich zbyt wiele, wraca do najbardziej zawiłych kwestii przy wielu okazjach starając się jak najlepiej je wytłumaczyć. Nic dodać, nic ująć - narracyjnie, fabularnie i merytorycznie książka odmierzona została w idealnych proporcjach.

"Kosmiczne rozterki", choć poruszają w zasadzie te same tematy co dwie wcześniejsze książki autora, to są jednak pełne treści nowych, dla których warto po tę pozycję sięgnąć. Pewnych powtórzeń w stosunku do "Astrofizyki..." czy "Kosmicznych zachwytów" nie dało się co prawda uniknąć, ale chciałbym uspokoić: treści nie są w żadnym wypadku powielone na potęgę. Wprawdzie niektóre rozdziały wyglądają dosyć podobnie, ale ja osobiście przyjąłem, że ogrom tematyki związanej ze wszechświatem jest tak ze sobą powiązany, że chcąc nie chcąc autor musiał się w pewnych miejscach powtarzać. Jeśli mimo to macie co do tej książki obawy, to mogę zapewnić, że styl autora jest w stanie wynagrodzić wszystkie powtórzenia treści z poprzednich publikacji.

Cóż dodać... Polecam! :) Myślę, że wielu czytelnikom ta książka ma sporą szansę się spodobać. Spróbujcie :) Zawodu raczej nie będzie.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#kosmicznerozterki #degrassetyson #insignis #kosmos #wszechswiat #ukladsloneczny #czarnedziury #asteroidy #nauka #popularnonaukowe





czwartek, 9 stycznia 2020

Szczerze - Donald Tusk


Tytuł: Szczerze
Autor: Donald Tusk
Wydawnictwo: Agora
Data wydania: 12.12.2019r.
Liczba stron: 416


Polityka i nie tylko.

"Szczerze" to książka, która zaciekawiła mnie już w momencie ogłoszenia jej premiery. Moją ciekawość budziła kwestia tego, na ile wspomnienia i książkowe wypowiedzi polityka mogą być zgodne chociażby z samym tylko tytułem tej publikacji - i to w całkowitym odcięciu się od moich sympatii czy antypatii politycznych (które nie są przedmiotem tej krótkiej recenzji). No cóż... Po lekturze okazało się, że na kolejnych stronach bywa ciekawie. Ale niekoniecznie odkrywczo.

Z całą pewnością "Szczerze" jako zapis wspomnień z okresu pełnienia przez Donalda Tuska funkcji Przewodniczącego Rady Europejskiej może zaspokoić czytelniczą ciekawość niejednego odbiorcy - książka jest interesująca, nasiąknięta duchem wielkiej, europejskiej polityki, o której daje ona pewne pojęcie w zakresie globalnym. Ciekawa perspektywa. Zwykle - skupieni na polskich, wewnętrznych sprawach - o takiej większej niż rodzima perspektywie nie pamiętamy i się na niej nie skupiamy. A przecież Polska i Polacy nie żyją w pustce, czy też w jakimś odcięciu od spraw europejskich i ogólnoświatowych. Perspektywa zdarzeń opisanych przez głównego aktora europejskiej polityki może być zaiste zajmująca. I często na kolejnych stronach jest.

Co takiego ujawnia Donald Tusk spośród spraw, o których zwykły zjadacz chleba może nie mieć pojęcia? Przede wszystkim ukazuje - co prawda subiektywny, ale jednak cenny - obraz oraz sylwetki najważniejszych aktorów globalnej polityki po obu stronach Atlantyku, których to aktorów opisuje nie tylko jako przywódców, ale także jako niemalże zwykłych ludzi zdolnych (lub nie) do prowadzenia dialogu, rozmowy, przy jednoczesnym wskazaniu ich słabostek, przyzwyczajeń i stylu załatwiania spraw na wysokich szczeblach. To, jak chwilę temu wskazałem, subiektywne spojrzenie Tuska na świat i ludzi, niemniej jednak nie mieliśmy dotąd rodzimego polityka będącego w stanie opisać owe kwestie z perspektywy przewodzenia Radzie Europejskiej - już choćby z tego względu warto ten punkt widzenia poznać.

Zawiodą się bez wątpienia wszyscy czytelnicy liczący na sensacje i rozliczenia z politycznymi oponentami. Tego w książce nie ma i... chyba bardzo dobrze się stało. Tusk pisze co prawda wiele o polskich sprawach, a także o politycznych przeciwnikach w europejskiej polityce, jednak unika i odcina się od polemik i słownych przepychanek / zaczepek, co ostatecznie wychodzi i jemu i książce na duży plus. Jeśli ktoś może być tym faktem zawiedziony... niech włączy telewizor w porze emitowania wieczornych serwisów informacyjnych; tam przepychanek, zaczepek i politycznego bagienka z pewnością nie zabraknie.

Tusk, poza tematami politycznymi, pisze także wbrew pozorom sporo o samym sobie oraz o swojej prywatności. Możemy się dowiedzieć jak spędza czas z małżonką, dziećmi, wnukami, poznamy jego pasję związaną z uwielbieniem sztuki (w tym malarstwa, o czym przyznam szczerze nie wiedziałem) oraz podróży. Wyłania się z tego wszystkiego obraz erudyty, który jest po prostu ciekawy świata i lubi go poznawać. Na polu rodzinnym zaś okazuje się, że były premier spędza czas jak niemal każdy zwykły człowiek.

Czy to wszystko tylko książkowe pozy? Wydaje mi się, że nie. Szczerości - zgodnej z tytułem - wydaje się być w tej książce całkiem sporo. Oczywiście pewności stuprocentowej mieć w tej materii nie można, wszak to jednak polityk, ale wywody i opowieści Tuska nie brzmią ani pretensjonalnie, ani górnolotnie, lecz... zwyczajnie. A to daje pewne podstawy do dania owym opowieściom (zwłaszcza na polu prywatnym) wiary. Jestem świadomy tego, że wielu czytelników będzie albo tę pozycję omijać z daleka, albo (nawet po lekturze) obrzuci ją błotem tylko ze względu na osobę autora, a to w mojej skromnej ocenie po prostu błąd. Radziłbym podchodzić do "Szczerze" w pewnym odcięciu się od swoich preferencji politycznych, bo to może tylko przesłonić opisywane treści. A, jak już pisałem, naprawdę warto poznać perspektywę kogoś, kto w unijnej polityce grał w ostatnich latach pierwsze skrzypce. Takiej perspektywy możemy nie mieć przez szereg najbliższych lat.

Polecam.

Dziękuję Księgarni taniaksiazka.pl za egzemplarz recenzencki.

Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/szczerze-donald-tusk-p-1317958.html

#donaldtusk #szczerze #tusk #taniaksiazka #radaeuropejska #wspomnienia #dzienniki #polityka #uniaeuropejska





poniedziałek, 6 stycznia 2020

Atlas szczęścia - Helen Russell


Tytuł: Atlas szczęścia (tytuł oryginału: Atlas of Happiness)
Autor: Helen Russell
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 296


Jak osiągnąć szczęście?

Przed nami książkowa podróż pełna szczęścia :) I to dosłownie oraz w przenośni, Helen Russell próbuje bowiem pokazać nam, jak owo szczęście wygląda i jak jest pojmowane w całkowicie odmiennych od siebie rejonach świata. Zawitamy w związku z tym pod niemalże każdą długość i szerokość geograficzną - od Finlandii po Australię oraz od Anglii po Chiny :)

Czy istnieje uniwersalna recepta na tytułowe szczęście? Niestety nie. No ale nic nie przychodzi łatwo i według takiego samego scenariusza zdarzeń - zwłaszcza szczęście. Wobec powyższego magicznej recepty na jego osiągnięcie tutaj nie poznamy, ale możemy się za to dowiedzieć, jak jest ono pojmowane w różnych krajach i jakie drogi do niego wiodące obierane są w różnych kręgach kulturowych.


Niektóre "recepty na szczęście" opisane w tej książce są dość oczywiste, by nie rzec trywialne (czas spędzany z rodziną, na łonie natury), inne trochę dziwne (popijanie herbaty i innych napojów w samej tylko bieliźnie), jeszcze inne z kolei bardzo filozoficzne (odnalezienie celu, który nada wszystkim naszym staraniom głębszy sens wiodący ku szczęściu) lub, rzekłbym, nieco "lekkoduchowe" ("wszystko jakoś się ułoży" czy też włoskie "dolce far niente"- sztuka nicnierobienia).


Taki "rozstrzał" metod i środków wiodących do celu unaocznia czytelnikowi z całą mocą, że dróg wiodących do szczęścia może być zaiste bez liku. A każda z nich zależna jest niesamowicie od kręgu kulturowego, w którym dana społeczność została jako ludzka zbiorowość ukształtowana i w jakim po dziś dzień funkcjonuje. No cóż - nic w tym w zasadzie dziwnego. Jak to się bowiem często mówi - "co kraj to obyczaj".


Dość zabawne - ale w pozytywnym sensie - było dla mnie zdefiniowanie przez autorkę polskiej recepty na szczęście. W telegraficznym skrócie sprowadza się ona do życiowej filozofii pt. "jakoś to będzie" :) Jako naród potrafimy nad Wisłą wspaniale narzekać, zrzędzić, jednakże dla równowagi jesteśmy według Helen Russell odważni i pracowici. Zdaniem autorki wystarczy zatem abyśmy nie wahali się ryzykować, przyjmowali jako prawdopodobny najgorszy scenariusz zdarzeń i wszystko co spotka nas potem dobrego traktowali jako miły bonus. Hmmm... podejście i diagnoza polskiego sposobu na szczęście zaiste ciekawa :)


Koniec końców punktów widzenia i dróg do osiągnięcia szczęścia Helen Russell zawarła w książce aż 34. Dużo? Z jednej strony nie. Z drugiej - jak najbardziej tak. Trzeba zdać bowiem sobie sprawę z tego i docenić fakt, iż autorka w ramach dogłębnego researchu musiała choć trochę poznać każdą z opisanych przez siebie kultur i narodów, a że praca była to niemała - o tym nie trzeba chyba przekonywać. Wystarczy zerknąć na spis rozsianych po całym globie krajów, które zostały na kolejnych stronach opisane. Brawa zatem za pomysł, za jego wykonanie oraz za ogrom włożonej w tę pozycję pracy.


Czy warto sięgnąć po "Atlas szczęścia"? Zdecydowanie tak. Nawet jeśli - co prawdopodobne - nie znajdziecie tutaj uniwersalnej drogi do szczęścia, to z całą pewnością poznacie możliwe ścieżki, które mogą do niego prowadzić. A to już będzie spora dawka wiedzy, która - być może - pomoże Wam w odnalezieniu własnej drogi do tego, co jest treścią tej lektury. I nieważne, czy będzie to skandynawskie hygge, czy też swojskie i - jak twierdzi autorka - bardzo polskie "jakoś to będzie" ;)

Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#atlasszczescia #szczescie #helenrussell #insignis









niedziela, 5 stycznia 2020

Świat według Clarksona. Jeśli mógłbym dokończyć… - Jeremy Clarkson


Tytuł: Świat według Clarksona. Jeśli mógłbym dokończyć… (tytuł oryginału: World According to Clarkson: If You’d Just Let Me Finish)
Cykl: Świat według Clarksona (tom 7)
Autor: Jeremy Clarkson 
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 460


Clarkson w akcji.

Jeremy Clarkson powraca z nowy zbiorem felietonów (uściślając dziewięćdziesięciu dwóch). Cięte riposty, błyskotliwe spostrzeżenia, niewygodne prawdy, powalenie na kolana więcej niż jednego absurdu - znaki rozpoznawcze Clarksona są w książce jak najbardziej obecne. I bardzo dobrze - pamiętajmy bowiem, że Jeremy Clarkson to ktoś więcej niż były współprowadzący bijącego swego czasu rekordy popularności "Top Gear". To także znakomity felietonista.

Czym raczy nas Clarkson w najnowszej książce? W zasadzie można powiedzieć, że zbiorem z pozoru chaotycznych przemyśleń z okresu tuż po zwolnieniu z "Top Gear" (2015-2017). Chaos jest jednak tylko pozorny, albowiem wyłania się z niego - jak zwykle u tego pana - dość spójna wizja absurdów dotyczących rzeczywistości, w jakiej przyszło jemu i nam żyć. Są to głównie spostrzeżenia poczynione z typowo brytyjskiego punktu widzenia (niepozbawione rzecz jasna wybitnie brytyjskiego poczucia humoru), co może nieco przeszkadzać polskiemu odbiorcy z racji różnych perspektyw piszącego i czytającego, jednak przemyślenia Jeremy'ego są z całą pewnością zajmujące. Godne uwagi. I, przede wszystkim - tutaj zawodu dla oddanej publiki nie będzie - prześmieszne ;)

A konkretnie? Konkretnie rzecz ujmując Clarkson pisze poniekąd trochę o wszystkim. O zwierzętach domowych, o internetowej aktywności w dobie wszechobecnych mediów społecznościowych, o potrzebie wprowadzenia urzędowego zakazu opuszczania kraju dla wielu Anglików, o energii jądrowej i jej związku z muzyką pop, o swych refleksjach na temat delegalizacji śmierci, czy też o prawach mężczyzn oraz o spostrzeżeniach dotyczących kreskówek i ich związku z rzeczywistością :) Wszystko rzecz jasna pełne jest humoru, ironii, piętnowania absurdów i niedorzeczności współczesnego świata - jak na Clarksona przystało ;)

Moim skromnym zdaniem pewnym ewentualnym minusem może być to, że Clarkson jakoś tym razem w swojej książce nie skandalizuje... Może być to minus z uwagi na fakt, że zapewne część publiki (ciężko powiedzieć jaka, ale zakładam że spora) właśnie na coś takiego liczyła. No cóż - nie tym razem. 

Czy warto sięgnąć po "Jeśli mógłbym dokończyć..."? Tak :) Nawet jeśli nie zgadzacie się z autorem, z jego spostrzeżeniami, sposobem bycia (aż nadto widocznym z spisanych przezeń słowach), poglądami na ludzi, świat i rzeczywistość, to w najgorszym razie po prostu się pośmiejecie. A w najlepszym również się pośmiejecie, a w bonusie być może poczujecie maleńką satysfakcję z tego, iż nie jesteście osamotnieni w ironicznym spojrzeniu na otaczający nas świat i jego absurdy.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#jeslimoglbymdokonczyc #swiatwedlugclarksona #jeremyclarkson #insignis #felietony







sobota, 4 stycznia 2020

Chłopiec, kret, lis i koń - Charlie Mackesy


Tytuł: Chłopiec, kret, lis i koń (tytuł oryginału: The Boy, The Mole, The Fox and The Horse)
Autor: Charlie Mackesy
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 128


Co jest w życiu ważne?

Książeczka niepozorna, ale treści...PEŁNA! Można by pomyśleć, że to pozycja dla dzieci (wszak okładka nie sugeruje niczego innego), a jednak mam nieodparte wrażenie, że niejeden dorosły mógłby się z kolejnych stron bardzo wiele nauczyć. O czym bowiem jest "Chłopiec, kret, lis i koń? Najprościej będzie powiedzieć, że o wszystkim tym, co jest w życiu ważne. Co daje siłę. Co pozwala wierzyć w siebie, w innych i w to, że na końcu wszystko będzie dobrze (nawet jeśli jeszcze nie teraz ;) ).

Tytułowi chłopiec, kret, lis i koń to czwórka przyjaciół, którzy z pozoru mogą mieć ze sobą niewiele wspólnego. A jednak nic bardziej mylnego - każdy z nich ma swoje mocne i słabe strony, każdy coś kocha, czegoś się boi, ma na coś nadzieję, każdy coś w życiu przeszedł i każdy jest istotą, która... czuje. Wszyscy mają uczucia i swoje momenty słabości, a piękne jest w tej książce to, że każdą z owych słabości można przezwyciężyć dzięki sile jaką daje przyjaźń, miłość, wzajemne zaufanie i udzielana sobie nawzajem pomoc. Niby nic wielkiego - ot, truizm - a jednak takie "nic wielkiego" ma, jak się okazuje, naprawdę wielką moc.


Sugerowane w opisie książki porównania do "Małego Księcia" czy "Kubusia Puchatka" nie są wcale na wyrost. Ta niepozorna książeczka zawiera w sobie bowiem wiele życiowej mądrości. Nie jest to może ten poziom, sława i ta półka literacka co wspomniane chwilę temu klasyki, ale książce Charliego Mackesy'ego wcale nie jest do nich aż tak daleko. Ta książeczka może okazać się fenomenem - o ile tylko zagości szerzej w zbiorowej świadomości i czytelnicy dadzą jej szansę. A na ową szansę "Chłopiec, kret, lis i koń" z całą pewnością zasługuje.


Dlaczego warto dać książce szansę? Przede wszystkim przez wzgląd na magię i moc zawartą w prostych słowach spisanych na kolejnych stronach. Książka napisana jest językiem prostym, nieskomplikowanym i chociaż - być może - treść pełna jest truizmów, to jednak są to truizmy zaiste wartościowe. Prostota często jest odpowiedzią na wiele problemów, lęków i na brak wiary w siebie - Charlie Mackesy zdaje się bardzo dobrze to rozumieć. W efekcie książka przynosi w trakcie lektury wiele otuchy, wiary, nadziei i nieraz potrafi najzwyczajniej w świecie wzruszyć :) 


Jeśli lubiliście "Kubusia Puchatka" i/lub "Małego Księcia" - sięgajcie po tę lekturę śmiało. Nie zawiedziecie się. Czytajcie ją też bez wahania Waszym dzieciom - wiele mogą się nauczyć. Tak jak zresztą Wy sami :) Warto czasem wrócić do fundamentów tego, co daje w życiu szczęście i co jest w nim ważne. "Chłopiec, kret, lis i koń" daje czytelnikowi taką szansę. Warto z niej skorzystać :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

#chlopieckretlisikon #charliemackesy #wydawnictwoalbatros #przyjazn #milosc #wiara #nadzieja #sila #wiarawsiebie #slabosci #prostota








Vademecum bezpiecznej rodziny. Poradnik postępowania w sytuacji zagrożenia - Dariusz Goźliński, Szczepan Dąbek


Tytuł: Vademecum bezpiecznej rodziny. Poradnik postępowania w sytuacji zagrożenia
Autor: Dariusz Goźliński, Szczepan Dąbek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Saperskie
Data wydania: 2019
Liczba stron: 336


Bezpieczeństwo przede wszystkim.

Współczesny świat obfituje w zagrożenia. I to każdego rodzaju, począwszy od tych możliwych do spotkania na co dzień (co nie oznacza wcale, że „banalnych”; mowa o zagrożeniach w rodzaju porażenia prądem, wypadku komunikacyjnego, napadu rabunkowego), skończywszy na tych może mniej prawdopodobnych, ale jednak możliwych do zaistnienia (jak zamach terrorystyczny, katastrofa budowlana, czy powódź). Czy jesteśmy w stanie przygotować się na każde z nich? Trwać zawsze w gotowości? Prawdopodobnie nie. Nie zaszkodzi jednak poznać swojego potencjalnego wroga i czyhające na nas teoretyczne zagrożenia. „Vademecum bezpiecznej rodziny” daje nam taką szansę.

Żeby uniknąć wszystkiego co może nam zagrażać trzeba by nie wychodzić z domu. A i w domu możemy nie zapobiec przysłowiowemu spadnięciu cegły na naszą głowę. Autorom książki, Dariuszowi Goźlińskiemu oraz Szczepanowi Dąbek, z całą pewnością nie chodziło ani o zamknięcie się w czterech ścianach, ani o czuwanie z zapałkami zatkniętymi w zamykających się od braku snu oczach. Panowie na kolejnych stronach w bardzo rzeczowy (a jednocześnie w łatwy do przyswojenia) sposób starają się poprowadzić nas przez teorię dotyczącą współczesnych zagrożeń, a także – co ważniejsze – przez praktyczne działania możliwe do zastosowania w ich obliczu.

Po co mielibyśmy to wszystko w ogóle czytać – ktoś być może zapyta. Pytanie trochę zbyteczne, a jednocześnie poniekąd oczywiste, na co dzień bowiem albo nie pamiętamy o sprawach związanych z bezpieczeństwem, albo je bagatelizujemy. Ewentualnie sądzimy, że nam nigdy nic się nie przytrafi – wypadki zdarzają się przecież komuś innemu, gdzieś bardzo daleko od nas. Nic bardziej mylnego. Każdemu z nas może się coś przytrafić, a doświadczenie życiowe każe sądzić, że stanie się to prawdopodobnie wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Warto zatem mieć w głowie choćby zarys tego, jak należy w danej sytuacji zagrożenia postępować. Nikt oczywiście nie każe nam uczyć się treści tej książki na pamięć, aczkolwiek mgliste pojęcie o jej treści zdecydowanie warto mieć. Na półce także się przyda – mam nadzieję nigdy tego nie sprawdzać i życzę temu każdemu kto czyta te słowa, jednak moim skromnym zdaniem posiadanie w zasięgu ręki przejrzystej i szybkiej do odnalezienia instrukcji działania może być kiedyś nieocenione. Wystarczy pomyśleć o tym logicznie – czy w przypadku zagrożenia i przy prawdopodobnie trzęsących się rękach wygodniej będzie szperać w wyślizgującym się z rąk telefonie, czy też sięgnąć po książkę, która po szybkim przekartkowaniu da nam odpowiedź na istotne w danej chwili pytanie? Odpowiedź jest oczywista.

Książkę bardzo sensownie podzielono na kilka tematycznych rozdziałów. Autorzy rozpoczynają od wypadków oraz zdarzeń w gospodarstwie domowym, przechodząc następnie do zdarzeń w ruchu lądowym, przemocy bezpośredniej, zagrożeń związanych z wszelakimi środkami psychoaktywnymi, zagrożeń naturalnych, a finalnie omawiają możliwe do zaistnienia katastrofy, zagrożenia cywilizacyjne, kończąc omówieniem zagadnień związanych z ewakuacją oraz z paniką i szeroko pojętą psychologią tłumu. Rozdziały i ich treść została przedstawiona w bardzo skondensowanej formie. Poszczególne teksty bardzo szybko się czyta, a sam przekaz wzbogacono o sporą ilość zdjęć oraz o w widoczny sposób wyróżnione (m.in. kolorem, w tabelkach) informacje dotyczące numerów alarmowych czy instrukcji postępowania w przypadku konkretnych sytuacji zagrożenia. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się to czyta, a przede wszystkim – przekaz trafia tam, gdzie powinien: do wyobraźni odbiorcy. Prewencja i wiedza o tym, co należy zrobić – te dwa elementy obecne są w książce na każdym kroku. To jej niewątpliwa zaleta.

Przejdźmy do konkretów. Rozdział pierwszym traktujący o gospodarstwie domowym to omówienie chyba najbardziej powszechnych zagrożeń jak pożar, porażenie prądem elektrycznym, czy wybuch i ulatnianie się gazu ziemnego. Niby instynktownie każdy z nas mniej więcej wie co w takich przypadkach robić, ale czy na pewno pamiętamy np. numer pogotowia gazowego, albo czy mamy w pamięci czym gasić konkretne substancje, lub żeby w przypadku pożaru trzymać się w miarę możności jak najbliżej podłoża? No właśnie – niekoniecznie. Przypadki tragicznych w skutkach wybuchów gazu ziemnego w jednym z mieszkań w Bytomiu w czasie tegorocznych wakacji, czy choćby głośnego pięć lat temu wybuchu gazu w kamienicy w Katowicach, w którym zginęła rodzina znanych dziennikarzy pokazują, że może się to zdarzyć zawsze i wszędzie. Pokusiłbym się także o stwierdzenie, że – abstrahując od ustaleń śledczych – gdyby użytkownicy butli czy instalacji gazowych w obydwóch przytoczonych przypadkach znali poruszone w tej książce zasady bezpieczeństwa, to istniałaby szansa na uniknięcie każdej z tych tragedii.

Zagrożenia w ruchu drogowym znane są każdemu kierowcy. Są jednak także często bagatelizowane, a warto jednak wiedzieć jakie w takiej sytuacji mamy prawa oraz obowiązki. Przyda się także wiedza na temat tego jak zachować się w przypadku tzw. podstawki (czyli aranżowanej stłuczki). Zamieszczony druczek oświadczenia o zdarzeniu drogowym także może okazać się nam pomocny (choć nikomu tego nie życzę).

Omówiona w książce przemoc bezpośrednia to nie tylko bezpośrednie zagrożenia natury fizycznej, ale także zagadnienia związane z Internetem, mobbingiem, stalkingiem, czy cyberprzemocą.  Bardzo obrazowy będzie tutaj jak sądzę przykład postępowania w przypadku ataku na nasz komputer, laptop, czy smart fon, czy też kradzież danych dostępowych do np. bankowości internetowej. To nie są sytuacje wzięte z sufitu – czy znajdzie się ktoś z nas, kto nigdy nie dostał na maila ostrzeżenia swojego banku o zakażonych wirusami wiadomościach linkujących do fałszywej strony banku, za pomocą której hakerzy uzyskują nasze dane i dostęp do naszych pieniędzy? Przydatności informacji na ten temat nie trzeba jak sądzę dodatkowo podkreślać.

Środki psychoaktywne, a więc temat kolejnego rozdziału książki, obecne są w naszym życiu powszechnie. Nikt oczywiście nie twierdzi, że używamy czy zażywamy jakieś narkotyki, ale takie np. lekarstwa, czy środki lotne jak kleje i rozpuszczalniki są jak najbardziej częścią naszej codzienności. Warto wiedzieć jak udzielić pierwszej pomocy w przypadku zatrucia takowymi substancjami. Podobnie rzecz się ma co do przytoczonych w kolejnym rozdziale zagrożeń naturalnych jak lawiny, burze, czy powodzie. Nie wiem czy zawarta tutaj wiedza pozwoliłaby uniknąć sierpniowej tragedii na Giewoncie, ale z pewnością można było się pokusić o stosowanie się do opisanych w książce zasad bezpieczeństwa na wypadek tego rodzaju zagrożenia.

Omówione w kolejnych częściach książki wszelakie katastrofy i zagrożenia cywilizacyjne są chyba jednymi z najczęściej bagatelizowanych oraz pomijanych z planowaniu bezpieczeństwa własnego i najbliższych. To spory błąd, nigdy bowiem nie wiadomo co może nas spotkać. Dlaczego? Otóż z tego prostego powodu, że znajdując się w większej grupie nie na wszystko mamy wpływ. Nie będziemy mieć go z całą pewnością ani na katastrofę w ruchu lądowym, ani na zagrożenia natury terrorystycznej. To się nie dzieje obok nas? Nic bardziej mylnego. Uczestnicy świątecznego jarmarku w jednym z niemieckich miast (a więc wcale nie tak daleko od nas w rozumieniu geograficznym) też tak być może myśleli…

Książkę kończą rozdziały poświęcone zagadnieniom ewakuacji oraz szeroko pojętej psychologii tłumu. Obydwie kwestie w wielu punktach się ze sobą łączą. Taka np. ewakuacja wymaga współdziałania ze świadomością istniejącego zagrożenia, a w takiej sytuacji nietrudno o panikę. Już w XIX wieku francuski autor napisał książkę pt. „Psychologia tłumu” (jest ona do dziś jedną z obowiązujących lektur dla przyszłych stróżów prawa), w której opisano zasady jego tworzenia się, kierunku reagowania oraz eskalacji możliwej agresji połączonej z nieprzewidywalnością zachowań jego członków. Nie trzeba szukać przykładów specjalnie daleko: bieżący rok, Białystok, marsz równości. Miały tam miejsce jedne z klasycznych schematów zachowań tłumu, który poskutkowały eskalacją agresji i, w efekcie, wieloma poszkodowanymi. Nawet jeśli nie bierzemy w takich wydarzeniach udziału, to czy zawsze wiemy lub mamy wpływ na to, że coś takiego nie stanie się tuż obok nas? Nie mamy takiej pewności. Nie zaszkodzi się zatem choć trochę na taką ewentualność przygotować.

Lektura jest obszerna, pełna użytecznych treści, a jednak napisana lekko i przystępnie. Jak już wspomniałem nikt nie każe uczyć się tych treści na pamięć, ale nie zaszkodzi mieć tę lekturę za sobą, a po lekturze warto mieć taką pozycję na półce w domowej biblioteczce. Nigdy nie wiadomo kiedy może się okazać przydatna. Oby nigdy, ale… czy nie lepiej jest zwiększać swoje szanse na zaradzenie problemowi niż liczyć na to, że nigdy nas on nie spotka lub że wszystko załatwią za nas wezwane służby? Pytanie retoryczne. Do pozostawienia pod rozwagę każdego kto czyta tę recenzję.

#bezpieczenstwo #rodzina #zagrozenie #poradnik #wydawnictwosaperskie






wtorek, 31 grudnia 2019

Wiedźmin. Pakiet. Tom 1-8 (wersja serialowa) - Andrzej Sapkowski


Cykl: Wiedźmin
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: superNOWA
Data wydania: 13.12.2019r.


Nowe szaty Wiedźmina.

Wiedźmin. Biały Wilk. Geralt z Rivii. Zmutowany łowca potworów, w mniemaniu ogółu pozbawiony ludzkich odruchów odmieniec, który jednakowoż nie tylko owe uczucia posiada, ale także się nimi kieruje. Mało kto nie zna tej postaci (rozsławionej nie tylko książkami Andrzeja Sapkowskiego, ale także serią gier). Kwestią czasu była zatem porządna ekranizacja. Netflixowy serial gości na małym ekranie od blisko dwóch tygodni. Wraz z jego premierą nieuniknione było pojawienie się na rynku wydawniczym wznowienia całej wiedźmińskiej sagi. Oto i ono.

Abstrahując od samego serialu (polecam !;) ) niniejsze wydanie mieni się być serialowym. I jest to w gruncie rzeczy prawda – okładkowy layout porządnie odświeżono, a czarna stylistyka kolorystyczna jest zaiste miła dla oka. Zamieszczone na okładkach poszczególnych tomów grafiki są może nieco minimalistyczne, ale za to – co trzeba przyznać – niezwykle klimatyczne. Mogą się podobać :) Mi osobiście podobają się wręcz szalenie :)


Wydań zbiorczych wszystkich ośmiu części przygód Wiedźmina jest na rynku kilka, pojawia się zatem pytanie: czy warto wybrać akurat tę? No cóż… Sądzę, że to kwestia gustu. Głownie jeśli chodzi o preferencje co do tego, jak dane wydanie może prezentować się na Waszych półkach i czy będzie się to Wam podobać. Ja osobiście byłbym za – czarna stylistyka to bezpieczny, klasyczny wybór, który częściej wygląda na półce ładnie niż brzydko ;)

A czy warto wrócić do „Wiedźmina” ze względu na treść? (jeśli jeszcze jakimś cudem nie czytaliście). Zdecydowanie tak! Ta opowieść jest ponadczasowa. Dotyczy co prawda fikcyjnych wydarzeń mających miejsce w fikcyjnym świecie (podobnym jednakże do naszego słowiańskiego, średniowiecznego poletka), aczkolwiek w gruncie rzeczy Sapkowski snuje opowieść o sprawach uniwersalnych: miłość, poświęcenie, wiara we własne wartości, dążenie do celu i pozostanie sobą w świecie, który już dawno zszedł wokół nas na psy. To także historia o zmianach, jakie zachodzą wokół ludzi i które są w gruncie rzeczy nieuniknione, a wraz z nimi pojawia się refleksja: co zyskujemy, a co tracimy? I czy rzeczywiście ostateczny bilans zysków i strat jest na plus? Takie właśnie pytania stawia Sapkowski za zasłoną opowieści o potworach, mutantach, czarodziejach i ogarniającej wszystko wojnie.


„Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich”. Pamiętajcie o tym cytacie z sagi zanim weźmiecie ją do ręki, Geralt z Rivii i jego przygody są bowiem opowieścią wyjątkową, która z pewnością się wyróżnia i w żadnym wypadku nie jest taka, jak „wszystkie” :)


A poniżej mała ściągawka dla nieznających jeszcze książkowego "Wiedźmina" ;)

Ostatnie życzenie

Znajomi często namawiali mnie do przeczytania książek o Wiedźminie, a ja za każdym razem odkładałem to na później. W końcu przyszedł taki jesienny dzień, w którym zabrakło mi wymówek... i sięgnąłem po pierwszy tom. Oniemiałem z zachwytu! To absolutne arcydzieło fantastyki. I to nie tylko polskiej, ale i światowej. Ten świat pokocha każdy, kto go odwiedzi. Mogę o tym zaświadczyć, gdyż sam tego doświadczyłem. Gwarantuję każdemu niedoszłemu (z różnych powodów) czytelnikowi, że białowłosy łowca potworów o prawym sumieniu i szybkich jak błyskawica dłoniach może zawładnąć sercem i duszą bez reszty, a zapamiętany obraz miecza wirującego w jego dłoni będzie obrazem widzianym jeszcze długo po zamknięciu oczu.

Miecz przeznaczenia

"Miecz przeznaczenia", czyli drugi tom opowiadań o Wiedźminie, jest wspaniałą kontynuacją najważniejszego dzieła życia (zgadza się, nie boję się użyć tego określenia) Andrzeja Sapkowskiego. Kolejna część jest tak samo dobra jak "Ostatnie życzenia", albo i lepsza - do dziś nie zdecydowałem, które opowiadania wolę… i nie zamierzam tego robić, gdyż każde jest według mnie klasą samą dla siebie. Świat Sapkowskiego jest wykreowany perfekcyjnie, a przy tym jest dziwnie znajomy i bliski czytelnikowi - nawet jeśli to czyjeś pierwsze przygody z Wiedźminem. Łatwość z jaką autor niepostrzeżenie kradnie czytającemu serce wywołuje uśmiech radosnego przyzwolenia i prośby o więcej. Niezapomniana lektura.

Krew elfów

Z pewną obawą brałem do ręki pierwszy tom pięciotomowej sagi Sapkowskiego. Mając za sobą "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia" byłem owładnięty żądzą dalszych przygód, lecz wiedząc jak znakomite są opowiadania bałem się, czy pisana prozą dalsza część historii czegoś nie zepsuje. Otóż nic się nie zepsuło!, a ja popadłem w jeszcze większy obłęd zachwytu. Proza dała Sapkowskiemu pole do bardziej obszernych opisów świata i do stworzenia dłuższej, wielowątkowej historii. I chociaż czyta się to już trochę inaczej niż opowiadania, to historia Wiedźmina wciąż jest historią wybitną.

Czas pogardy

Wojna rozdziela bohaterów, lecz przygody każdego z nich nawet z osobna pasjonują równie mocno jak wcześniej. Andrzej Sapkowski stworzył coś naprawdę wyjątkowego. Sprawił, że milionom czytelników na dźwięk słowa "Wiedźmin" błyszczą i rozszerzają się oczy. To jest właśnie bezcenne. Jest w tym przebłysk geniuszu. A w samej historii jest coś tak osobiście mi bliskiego, że, chociaż nie potrafię tego nazwać, czuję się jakby wszystko w tej książce było mi już znane, a każda napotkana na drodze postać była starym znajomym, a nieraz przyjacielem. Nawet wrogowie, bo czymże jest dobra opowieść bez złych do szpiku kości, podstępnych i okrutnych przeciwników? A, jak to na wojnie bywa, tych w "Czasie pogardy" nie brakuje... Pod koniec ręce same się wyrywają żeby odłożyć jeden tom i sięgnąć po następny!

Chrzest ognia

Towarzystwo zebrane wokół Wiedźmina w trakcie podróży na szlaku to dla mnie jedna z lepszych kompanii stworzona kiedykolwiek w jakimkolwiek świecie fantasy. O tym co tu się dzieje czyta się znakomicie. Po prostu oczu nie można oderwać! Jestem zachwycony, oczarowany i niespełniony, bo z każdym tomem chcę więcej. Geralt z Rivii... to imię budzi dreszcz emocji! Mógłbym czytać te historie bez końca. Chyba wpadłem w nałóg... Ale za nic bym z tego nie zrezygnował. A gdyby dano mi moc cofnięcia czasu, niczego bym nie zmienił i znów sięgnąłbym po tę wspaniałą przygodę. Chociaż nie, jest jednak coś, co bym zmienił: sięgnąłbym po tę przygodę zdecydowanie wcześniej.

Wieża Jaskółki

Po lekturze aż chciałoby się powiedzieć "im dalej w las, tym więcej drzew". Parafrazując wspomniane powiedzenie można by rzec "im dalej na szlaku, tym więcej niebezpieczeństw". Atmosfera gęstnieje w miarę zbliżania się do końca podróży, przygody i końca tej historii. Żal aż ściska człowieka za gardło na myśl o tym, że to już przedostatni tom. Sapkowski umiejętnie prowadzi akcję przedstawiając ją z różnych punktów widzenia i z perspektywy wszystkich zainteresowanych stron, co według mnie jest niewątpliwą zaletą tej książki i całej sagi. Nie zgadzam się z tymi, którzy są zdania, że takie podejście do tematu rozmywa historię i sprawia, że coraz mniej jest tutaj Wiedźmina w Wiedźminie. Ta historia ma w sobie moc, uzyskaną między innymi dzięki właśnie takiemu a nie innemu stylowi opowiadania jej przez Sapkowskiego. Saga zmierza do swojego finału i wciąga jak nigdy wcześniej wznosząc się przy tym na wyżyny literackiego mistrzostwa.

Pani Jeziora

W życiu coś się zwykle kończy, a coś się zaczyna. Czy historia Geralta z Rivii musiała się skończyć tak, jak się skończyła? Po namyśle i kilkudniowym okresie umiarkowanej frustracji, doświadczonej po zakończeniu lektury, doszedłem do wniosku, że tak. Każde inne zakończenie byłoby chyba banalne, a tak dostaliśmy od Sapkowskiego ogłuszający młot powalający nas w ostatnich stronach na ziemię i dzwoniący w uszach. Takie to wszystko proste, tak bezdusznie w głębi duszy spodziewane... ale i piękne. Będę tęsknić, pomyślałem, kiedy pogodziłem się już z tym, co przeczytałem. Geralt, Yennefer, Ciri, Jaskier i reszta kompanii na zawsze pozostaną moimi druhami na szlaku. Mam nadzieję, że jeszcze ich spotkam. Będę w to wierzył. Bez nich jest nieznośnie pusto.

Sezon burz

Jestem usatysfakcjonowany. Mogłoby się wydawać, że Andrzejowi Sapkowskiemu nie będzie łatwo wrócić do świata Geralta z Rivii, jednak ku mojej uciesze powrót ten okazał się łatwy, prosty i przyjemny. Wiedźmin z "Sezonu burz" to ciągle ten sam stary dobry zabijaka obdarzony sumieniem i przekonaniem o tym co słuszne i właściwe. A sama historia trzyma poziom opowiadań i pięcioksięgu. Przeczytałem jednym tchem (no, może dwoma). To kolejna godna polecenia książka z kręgu polskiej fantastyki.

#wiedzmin #geralt #bialywilk #geraltzrivii #andrzejsapkowski #gwynbleidd #taniaksiazka #wersjaserialowa #sagaowiedzminie #thewitcher