czwartek, 4 czerwca 2020

Jest krew… - Stephen King


Tytuł: Jest krew... (tytuł oryginału: If It Bleeds)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 28.04.2020r.
Liczba stron: 512



Stephen King wciąż w formie!

„Jest krew” to jedyna zaplanowana do wydania książka Stephena Kinga w bieżącym roku. Jest więc tym cenniejsza i była przez fanów wyczekiwana z tym większą niecierpliwością. Warto było czekać? King ostatnio trochę nas odzwyczaił od opowiadań na rzecz prozy (ostatni zbiór opowiadań Kinga, „Bazar złych snów”, ukazał się w 2015 roku). Przekonajmy się, czy Mistrz rzeczywiście wciąż jest w formie :)

Jak zawsze przy takiej okazji dotyczącej Kinga pragnę nadmienić, że opowiadania w jego wykonaniu to coś zupełnie niż jego proza. Krótsza forma to mniej miejsca, mniejsza objętość i w konsekwencji małe pole do rozpędu – a jak dobrze wiemy Stephen King uwielbia być gawędziarzem i mocno przegadywać sporą część swoich książek (co osobiście bardzo lubię, ale nie jest to rzecz, w której gustują wszyscy). Jednak paradoks z Kingiem w odsłonie a’la nowele polega na tym, że wbrew przeciwnościom i na przekór ograniczeniom tej konwencji zawsze odnajdywał się on w niej bardzo dobrze (a co najmniej poprawnie).


„Jest krew”, żeby nie trzymać Was dłużej w niepewności, zdaje egzamin :) To wciąż opowiadania godne Mistrza! Owo mistrzostwo najlepiej widać kiedy przyjrzymy się detalom: opisom świata, bohaterów, łączących ich więzi, wnikliwych obserwacji będących wizytówką tego autora. To wszystko wciąż jest na miejscu, rozczarowania w związku z tym raczej po lekturze nie będzie :)

Chyba najbardziej wyczekiwanym z czterech opowiadań tego zbioru było tytułowe „Jest krew”. Jego główną bohaterką jest znana nam dobrze z trylogii o Billu Hodgesie i z „Outsidera” Holly Gibney, a samo opowiadanie bardzo mocno nawiązuje do „Outsidera” i jest poniekąd jego kontynuacją (taką swoistą częścią nr 1,5). Bardzo się cieszę, że ta mała kontynuacja powstała! :) Nie zamyka ona ostatecznie całej historii o „Outsiderze” (nawet jeśli można by tak sądzić – King wielokrotnie pokazał, chociażby w przypadku „Mrocznej Wieży”, która doczekała się kolejnej odsłony w książce „Wiatr przez dziurkę od klucza”, że potrafi wrócić do z pozoru zamkniętych na głucho historii), ale czyta się ją świetnie i zostawia ona po sobie same pozytywne wrażenia.


Pozostałe trzy zawarte w zbiorze nowele to „Szczur”, „Życie Chucka” i „Telefon Pana Harrigana”. „Szczur” to nieco mroczna i niepokojąco historia zmagań pewnego pisarza (kolejny znany dobrze u Kinga motyw ;) ) z ciemną stroną jego ambicji; pewną rolę w tej opowieści odegra gadający zwierzak… „Życie Chucka” udowadnia, że każdy z nas może mieć wiele wcieleń i osobowości – King na przykładzie tej noweli pokazuje, do czego może dojść, gdy kilka z nich dojdzie do głosu… Ostatnia nowela, „Telefon Pana Harrigana”, to opowieść o życiu pozagrobowym. A także o sile więzów międzypokoleniowej przyjaźni.

Opowiadania są świetne, ale nie wszystkie stoją na tym samym poziomie. Moim skromnym zdaniem „Jest krew” i „Szczur” zdecydowanie się tutaj wyróżniają. Pozostałe dwa nie są złe, no ale… tamte dwa są jednak lepsze :) Zdanie wyróbcie sobie wszakże sami – w końcu gusta są różne.


Cóż jeszcze dodać… King jak zawsze po mistrzowsku żongluje swoimi spostrzeżeniami na temat otaczającej go rzeczywistości, znakomicie kreuje sylwetki bohaterów (zawsze mam się ochotę z nimi zaprzyjaźnić, są jak sympatyczni kumple z sąsiedztwa), pisze w zawoalowany sposób o swoich lękach, a także tradycyjnie opowiada o zmaganiach dobra ze złem, w których siła dobra najczęściej opiera się na przyjaźni, która musi pokonać najgorsze koszmary głównych bohaterów. Ot, cały Stephen King… :) I to dokładnie taki, jakiego wszyscy uwielbiamy.

Jeśli jesteś fanem tego Pana – przeczytasz na pewno. Jeśli jeszcze nie jesteś – zacznij może od czegoś innego… Nie jestem zwolennikiem zaczynania przygody z Kingiem od zbiorów opowiadań. Mimo wszystko lepiej zacząć od którejś z jego soczystych powieści, a do opowiadań przejść później. Jeśli jednak zaczniecie już przygodę z jego książkami, to jest wielce prawdopodobne, że ani się obejrzycie a sięgniecie po opowiadania – i to szybciej niż myślicie :)


Gorąco polecam!

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


#jestkrew #ifitbleeds #stephenking #taniaksiążka #hollygibney






Mały Królewic - Antoine de Saint-Exupéry, Stanisława Trebunia-Staszel


Tytuł: Mały Królewic (tytuł oryginału: Mały Książę; Le Petit Prince)
Autor: Antoine de Saint-Exupéry, Stanisława Trebunia-Staszel
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 15.05.2020r.
Liczba stron: 128



Spod samiuśkich Tater :)

Wydawnictwo Media Rodzina zapoczątkowało i kontynuuje w ostatnim czasie bardzo ciekawą i budzącą szerokie zainteresowanie serię wydań znanych książek przełożonych na gwary i dialekty regionalne. Jeśli o mnie chodzi, to jak dotąd miałem przyjemność recenzowania przekładów na śląski („Mały Książę”/„Mały Princ", „Kubuś Puchatek”/„Niedźwiodek Puch”) oraz na gwarę wielkopolską („Kubuś Puchatek”/„Misiu Szpeniolek”). Tym razem przyszedł czas na „Małego Królewica”, czyli na „Małego Księcia” w gwarze… podhalańskiej (!).


Czy oryginał przetłumaczony zgodnie z prawidłami gwary podhalańskiej wciąż jest oryginałem? Jak najbardziej tak. Jest tylko troszeczkę od niego odmienny, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przyjemnie się to czyta :) I to nawet jeśli nie ma się pojęcia o gwarze górali ;) W wielu miejscach użyte zwroty i sformułowania są na szczęście zrozumiałe w sposób intuicyjny, a nawet jeśli nie – na końcu książki znajduje się pożyteczny słowniczek dla ceprów ;)

Cały ten podhalański projekt nie powstałby gdyby nie autorka niniejszego przekładu, Stanisława Trebunia-Staszel - góralka, etnolog, wiceprezes Podhalańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Związku Podhalan w Polsce, Dyrektor Artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem. Patrząc na „Małego Królewica” widać ogrom pracy włożonej przez Panią Trebunię-Staszel w ten projekt. Wielkie brawa za ten wysiłek!


Jak dotąd piszę o „Małym Królewicu” wyłącznie w samych superlatywach… Dlaczego? Co w tym wszystkim takiego pięknego? Odpowiedź jest prosta: REGIONALNOŚĆ. Wielki ukłon i hołd dla tradycji, które powoli i nieubłaganie zanikają. I to nawet wobec pewnej "mody" na regionalne tradycje językowe; one są co prawda wciąż obecne, funkcjonują obok nas, bywają (okresowo) promowane, ale nie sposób odnieść wrażenia, że obecność ta jest z upływem lat mimo wszystko coraz słabsza. Język i gwara naszych dziadków odchodzi powoli na boczne tory, popada w zapomnienie, jest w defensywie i właśnie dlatego takie przekłady jak ten właśnie omawiany są takie ważne. Takie książki mogą być małymi impulsami do ożywienia czegoś, co w skali kraju - pomimo "mody" na regionalizmy - jest, co do trendu, w defensywie jeśli spojrzy się na tę kwestię przez szeroką perspektywę wielu minionych lat. Już choćby z tego względu doceńmy tę pozycję.


Poza wszystkim o czym powyżej napisałem - to wciąż "Mały Książę" :) A więc klasyka literatury, nie tylko tej dziecięcej. To książka o tym, co ważne, słuszne, dobre i piękne. To także pretekst do małej i dużej refleksji nad nami samymi; lektura ponadczasowa. Dobrze jest ją znać – i to niezależnie od tego, w jakim języku czy przekładzie się ją przeczytało.


Do książki dołączony jest audiobook czytany przez Stanisławę Trebunia-Staszel. Przedstawia on sobą co najmniej taką samą wartość jak książka, a być może jest to wartość nawet większa – w końcu dzięki audiobookowi mamy okazję nie tylko przeczytać, ale także usłyszeć „Małego Księcia” w gwarze podhalańskiej :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

#małykrólewic #małyksiążę #mediarodzina #AntoinedeSaintExupéry #StanisławaTrebuniaStaszel #gwarapodhalańska #klasyka #ponadczasowaklasyka






W orlim gnieździe. Legendy, podania i baśnie wielkopolskie - Błażej Kusztelski


Tytuł: W orlim gnieździe. Legendy, podania i baśnie wielkopolskie
Autor: Błażej Kusztelski 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 23.03.2020r.
Liczba stron: 292



Legendy i baśnie.

Podania, legendy, przekazywanie sobie z ust do ust na przestrzeni wieków opowieści – to one są głównymi bohaterami niniejszej książki. Książki, dodajmy, przepięknie wydanej i zilustrowanej. Jej tytuł brzmi naprawdę dumnie – „W orlim gnieździe”. Jak sama nazwa wskazuje, przeczytamy tutaj historie wprost z orlego gniazda, które w tym przypadku należy pojmować jako Wielkopolskę – kolebkę polskiej państwowości.

Na kolejnych stronach znajdziemy aż dwadzieścia cztery zamieszczone tutaj opowieści. Każda z nich jest pięknie ilustrowana, a cała książka wydana została na bardzo dobrej jakości papierze i opatrzona twardą okładką. Pięknie to wygląda. Ale dużo ważniejsza od oprawy graficznej jest tutaj treść.


Wśród wspomnianych 24 opowieści znajdziemy zarówno te odnoszące się do czasów średniowiecznych, jak również te osadzone fabularnie bliżej czasom nam współczesnym. Niektóre z nich są w Polsce – nie tylko w Wielkopolsce – powszechnie znane, inne z kolei mogą być dla czytelnika całkowitą nowością.


Wśród powszechnie znanych legend i podań wspomnieć należy na pewno o Lechu, Czechu i Rusie, a także o opowieści o królu Popielu, o rogalach świętomarcińskich, czy też o poznańskich koziołkach i o wdowim groszu. W książce pojawiły się także opowieści mniej znane, jak chociażby przypowieść związana z Władysławem Jagiełłą, historia zatytułowana „Trzy hostie”, czy też opowieści z czasów potopu szwedzkiego, a nawet historia powstała pod zaborami o tym, jak przechytrzono pruskiego króla.


Książka jest ciekawa i momentami bardzo wciągająca. Myślę, że każdy kto choć trochę interesuje się podaniami, legendami, czy chociażby historią doceni walory tej pozycji. I to nie tylko patrząc pod kątem regionalnym – wszak tytuł sugeruje przede wszystkim odniesienia do Wielkopolski – ale także w ujęciu ogólnopolskim. Ta lektura co prawda w jakiś sposób promuje regionalizm i go uwydatnia, ale bardziej w takim rozumieniu, które oznacza dumę z opowieści powstałych wprawdzie na pewnym obszarze, ale bardzo istotnych dla tożsamości całego kraju. Tak bym to w każdym razie rozumiał :)


Jeszcze jednym ważnym aspektem tej lektury (a także jej niewątpliwym plusem) jest to, że każdą z zamieszczonych tutaj historii z powodzeniem można – a nawet trzeba – przeczytać dzieciom. Być może niektóre historie mogą być nieco drastyczne dla naprawdę małych dzieci, ale myślę, że w przypadku kilkulatków można śmiało wziąć się za czytanie.

„W orlim gnieździe” to bardzo ładnie wydana, szczegółowa i bogata skarbnica wiedzy o wielkopolskich podaniach, legendach i baśniach. Tego typu publikacje są zawsze ciekawe i moim zdaniem szalenie ważne, pokazują one bowiem pewien dorobek jakiegoś regionu, z którego czerpie od stuleci cała zbiorowość, której ów region jest częścią. Warto ten dorobek poznać.


Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.


#worlimgnieździe #legendy #podania #baśnie #wielkopolska #mediarodzina #BłażejKusztelski






środa, 3 czerwca 2020

Mag bitewny: Księga II - Peter A. Flannery


Tytuł: Mag bitewny Księga II (tytuł oryginału: Battle Mage)
Cykl: Mag bitewny (tom 2)
Autor: Peter A. Flannery
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 22.05.2020r.
Liczba stron: 664



Smoki one more time!

Po krótkiej przerwie – wszak od marca nie minęło zbyt wiele czasu – Peter Flannery powraca z drugim tomem „Maga bitewnego”. Przed nami zatem kolejne spotkanie ze smokami, z demonami i z magami bitewnymi, którzy toczą w Krainach Furii zażarty bój o ocalenie całej ludzkości. Kto wyjdzie z tej walki zwycięsko? Czy Marchio Dolor na czele piekielnych hord podbije królestwa wolnych ludzi i zmieni wszystkich w Opętanych? A może Falko Dante ukończy szkolenie i stanie się magiem bitewnym, który przechyli szalę zwycięstwa na stronę ludzi? Przekonajmy się! :)

Przy okazji pierwszego tomu pełen byłem zachwytów i wygłaszałem tutaj peany na cześć Flannery’ego i stworzonej przez niego opowieści. Teraz, wraz z drugą częścią tej historii… peany będą kontynuowane :) Ta historia jest po prostu fantastyczna. Spójna, wciągająca, ale przede wszystkim świetnie nawiązująca do klasycznego fantasy ze smokami, z rycerzami i z magią w rolach głównych. To właśnie w tym nawiązaniu do najlepszych tradycji gatunku upatrywać należy sukcesu „Maga bitewnego” - jest to nawiązanie zaiste godne uwagi.


Tom drugi zaczynamy tam, gdzie skończyliśmy pierwszy. Falko Dante kończy szkolenie na maga bitewnego, lecz wciąż nie potrafi władać magią ofensywną. Czy sama defensywa wystarczy? Można mieć co do tego obawy, Rytuał Assai jest bowiem trudny i niebezpieczny, a można być pewnym, że stający w nim naprzeciw kandydata magowie zrobią wszystko ażeby młody Dante poniósł porażkę. Pewną nadzieją dla chłopaka jest jego opiekun, mag Meredith, ten jednak opuszcza Falka i tropi tajemnice Wielkiego Opętania sprzed 400 lat. Coś mówi Meredithowi, że oficjalna wersja zdarzeń jest kłamstwem… Ale jeśli nie było tak, że smoki uległy opętaniu i oszalały zwracając się przeciw ludziom, to co się tak naprawdę wydarzyło 400 lat temu? Dlaczego czarne smoki nienawidzą ludzi i dlaczego trzeba je w związku z tym zabijać (pozbawiając się tym samym potęgi, którą stanowią)? Tę zagadkę koniecznie trzeba rozwikłać -  Meredith czuje bowiem, że może mieć ona doniosłe znaczenie dla powodzenia Rytuału Assai. A kto wie, być może nawet dla powodzenia całej walki ludzkości o ocalenie.


Równolegle do wątku z młodym Dantem na całym froncie toczy się wojna. Piekielne hordy depczą resztki wojsk Illicji i napierają na granice Clemonce od wschodu i od południa. Ludzkie armie mają coraz większy problem z powstrzymaniem wroga, a ten ma w zanadrzu jeszcze jednego asa… Wróg powołał bowiem do życia Pogromcę, potężnego demona specjalizującego się w… zabijaniu magów bitewnych oraz ich smoków (!). Żaden Przeciwnik i żaden wyrm nie może czuć się bezpieczny dopóki gorejące wiecznym ogniem kopyta Pogromcy depczą po ziemi. Ten zaś zabija jednego maga bitewnego za drugim…


Nie wiem co jeszcze teraz Wam zdradzić, a czego nie… :) No dobra – uchylę rąbka tajemnicy! ;) Ale powiem Wam tylko tyle, że Falko pomyślnie przejdzie Rytuał Assai i że przywoła smoka. Smok ten będzie… czarny (!). Jednak Falko go nie zabije, albowiem prawda na temat Wielkiego Opętania ujrzy wreszcie światło dzienne. Meredith dotrze do prawdy, a jest ona taka, że 400 lat wcześniej smoki nie oszalały, lecz zostały zabite wraz z dosiadającymi ich magami bitewnymi, a za tą ohydną zbrodnią stali zwykli magowie - tak bardzo zazdrośni o znaczenie swych bitewnych pobratymców (!). Owa zdrada utrwaliła się w zbiorowej pamięci smoków, jednak pamiętają o niej tylko te czarne, ponieważ są one najstarsze… I właśnie dlatego gdy Przywołanie kończy się pojawieniem się czarnego smoka rzuca się on w furii na ludzi; czyni tak, ponieważ wie o zdradzie magów i w swej nienawiści chce ukarać każdego człowieka za zbrodnię sprzed 400 lat. Dzięki młodemu Dantemu czarne smoki i ludzie w końcu się pojednają. Jednak czy wystarczy to do pokonania armii demonów, Pogromcy i wreszcie do pokonania samego Marchio Dolora we własnej osobie? Siły Illicji, Clemonce i Walencji są na wyczerpaniu, a Acheron i Thraecja nie kwapią się do przyjścia im z pomocą… Co zwycięży – ludzka odwaga, wiara i nadzieja, czy też okrucieństwo i ogień wieczny będący orężem piekielnych hord z piekła rodem?


Zachwycałem się tą opowieścią od samego początku. Nie przestałem aż do końca i jedyne co mi w tym wszystkim przeszkadza to fakt, że wraz z drugą częścią Flannery zamyka tę historię i nie ma nam do powiedzenia już nic więcej. Chciałoby się po wszystkim przeczytać jeszcze choć kilka stron, doświadczyć jeszcze trochę adrenaliny, jeszcze odrobinę emocji, być świadkiem chociaż jeszcze jednej bitwy… Niestety – to tom drugi i ostatni. Szkoda. Ale trzeba też uczciwie przyznać, że przeciągnięcie tej historii na tom numer trzy byłoby jej zbyt dużym rozwleczeniem i rozmienieniem jej na drobne. Dwa tomy są w sam raz. A jeśli czuję zawód, to tylko dlatego, że egoistycznie chciałbym po prostu więcej :)


O Peterze Flannery’m będę od teraz pamiętał i coś mi się widzi, że nie ominę żadnej jego nowej książki – o ile tylko będę mógł ;) Ktoś, kto potrafi tak dobrze snuć opowieść, tak znakomicie konstruować sceny batalistyczne i genialnie oddać ducha klasycznego fantasy zasługuje w zupełności na to, ażeby mieć wiernych czytelników. Jednego już ma :) Ale coś mi się wydaje, że nie jestem – i nie będę! – jedyny :)

Gorąco polecam!


Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.

#magbitewny #peterflannery #fabrykasłów #battlemag #smoki #magia #demony #falkodante #marchiodolor #opętani #fantasy #fantastyka #krainyfurii






Nabici w Facebooka. Przestroga przed katastrofą - Roger McNamee


Tytuł: Nabici w Facebooka. Przestroga przed katastrofą (tytuł oryginału: Zucked: Waking Up to the Facebook Catastrophe)
Autor: Roger McNamee 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 15.04.2020r.
Liczba stron: 320



Rozrywka czy zagrożenie?

Korzystamy z niego codziennie (a przynajmniej większość z nas). Traktujemy jak coś, co jest całkowicie normalnym elementem naszej rzeczywistości i przyjmujemy korzystanie z niego jak oczywistość, którą przyjmujemy często całkowicie bezrefleksyjnie. Czy jest to słuszne podejście? Facebook, bo o nim oczywiście mowa, jest przede wszystkim narzędziem do zarabiania pieniędzy dla jego twórców. A każde narzędzie tego rodzaju nie jest wcale tylko niewinnym (choć niesamowicie rozbudowanym) portalem społecznościowym, lecz także czymś, dzięki czemu realizowane są czyjeś interesy. Również (przede wszystkim?) kosztem użytkowników. Ku takim właśnie wnioskom wiodą przemyślenia Rogera McNamee, autora niniejszej książki.

Roger McNamee wydatnie przyłożył rękę do powstania i rozwoju facebookowego fenomenu przez szereg lat pełniąc rolę współpracownika Zuckerberga. Wiedza tego człowieka dotycząca mechanizmów działania Facebooka oraz filozofii przyświecającej decyzyjnym osobom sterującym tym okrętem przydaje niniejszej książce wiarygodności i niepokojąco wysokiego prawdopodobieństwa, że zawarte tutaj wnioski są słuszne i trafne. Nie tylko to zresztą niepokoi – od lat słyszymy, że z serwerów FB wyciekają poufne dane klientów, a sam portal społecznościowy używany jest do celów polityczno-społecznych, jak chociażby rosyjskie manipulacje przy wyborach prezydenckich w USA w 2016 roku. McNamee uwiarygadnia te rewelacje podpierając je wiedzą z wewnątrz swojej dawnej firmy – i to właśnie niepokoi najbardziej.


Kolejne rozdziały to uchylenie rąbka tajemnicy na temat powstania Facebooka, historii jego sukcesu oraz zachodzących w firmie na przestrzeni lat zmian – w tym także ewolucji podejścia do użytkownika oraz do kwestii sposobów, w jaki Facebook ma zarabiać dzięki niemu (na nim?) pieniądze. Wszystko to po części już gdzieś w przeważającej większości słyszeliśmy lub czytaliśmy, ale nie zaszkodzi sobie o tym przypomnieć. Prawdziwą wartością tej lektury jest jednak odsłonięcie przez McNamee kart, które trzyma i trzymał w ręku Zuckerberg. Jakie to karty?

Przede wszystkim są to karty pełne czekających na podniesienie z ulicy dolarów. Jak to zrobić? Odpowiedź tkwi w samej istocie Facebooka i tego, czym on de facto jest. A jest on tak naprawdę przepotężną bazą danych ponad dwóch miliardów użytkowników, która zawiera nie tylko informacje na temat ich życia w świecie rzeczywistym, ale także ich preferencji, upodobań, czy sympatii politycznych. To potężny zasób wiedzy, który można spieniężyć – chociażby za pomocą dedykowanych konkretnemu użytkownikowi reklam. To jednak nie wszystko…

Tak olbrzymia baza danych to także kapitał społeczno-polityczny. Wystarczy go tylko spieniężyć, a można to zrobić poprzez manipulacje, fake newsy, podprogowe ukryte przekazy z treściami, które ich nadawca chce dosłownie wrzucić nam przed oczy. A wszystko z nadzieją na to, że ów przekaz do nas dotrze i się w nas zakorzeni. W tym momencie do gry wkracza psychologia i oddziaływanie na ludzką mentalność, jednak nie należy machać na to ręką i twierdzić, że to przesada – połączenie manipulacji, podprogowych przekazów, fake newsów i wsadzenie tego wszystkiego w ramy skrojonego pod konkretnego Kowalskiego przekazu (chociażby reklamowego) to potężna broń, która ma nieznaną jeszcze w pełni moc oddziaływania. McNamee przekonuje, że użyto jej w USA przed wyborami prezydenckimi w 2016 roku (oficjalnie niczego nie udowodniono, a śledztwo w tej sprawie nie przyniosło efektów), a także w czasie kampanii brexitowej w Wielkiej Brytanii. Jeśli rzeczywiście tak było, to skutki znamy. McNamee przekonuje jednak, że to nie wszystko co można dzięki Facebookowi osiągnąć…


Niniejszą lekturę można odbierać jako robienie burzy w szklance wody, szukanie taniej sensacji, tudzież jako próbę zarobienia kasy przez rozgoryczonego byłego pracownika, jednak niepokojąco wiele rzeczy się w tych wszystkich rewelacjach autora zgadza z tym, co możemy poskładać ze szczątków przekazów medialnych z ostatnich lat. Wygląda to naprawdę na część większej układanki. Jeśli rzeczywiście tak jest, to wnioski są bardziej niż złe, wynikać z nich może bowiem że w perspektywie czasu zagrożone mogą być wszystkie podwaliny zachodniego świata - z demokracją na czele.

Do wyrobienia sobie na ten temat zdania zachęcam we własnym zakresie, jednak przeczytanie w toku tego procesu niniejszej książki bynajmniej nie zaszkodzi. Być może pomoże. A nawet jeśli nie dacie jej wiary, to zawsze warto poznać zdanie każdej ze stron.

Polecam.


Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

#nabiciwfacebooka #facebook #mediaspołecznościowe #socialmedia #fakenews #polityka #manipulacja #mediarodzina






Dzieci i młodzież ze zdezorganizowanym stylem przywiązania. Podejście mentalizowania w empatycznej opiece opartej na wiedzy o przywiązaniu i traumie - Chris Taylor

Tytuł: Dzieci i młodzież ze zdezorganizowanym stylem przywiązania. Podejście mentalizowania w empatycznej opiece opartej na wiedzy o przywiązaniu i traumie (tytuł oryginału: Empathic Care for Children With Disorganized Attachments: A Model for Mentalizing, Attachment and Trauma-informed Care)
Autor: Chris Taylor
Data wydania: 28.04.2020r.
Liczba stron: 264



Życie po traumie.

Najnowsza pozycja Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, „Dzieci i młodzież ze zdezorganizowanym stylem przywiązania”, to istna kopalnia wiedzy na temat opieki nad dziećmi, które doświadczyły w swoim życiu krzywd, traumy, zaniedbań oraz braku uwagi ze strony swoich opiekunów. Chris Taylor serwuje nam w swojej książce mnóstwo pozwalającej zrozumieć omawiany temat teorii, ale także – co dużo ważniejsze – równie dużo praktycznych rad dotyczących postępowania wobec skrzywdzonego dziecka.

Zacznijmy może od tego, czym w ogóle jest tytułowy zdezorganizowany styl przywiązania. W największym skrócie jest to taki styl przywiązania ze strony dziecka (względem opiekuna), który nacechowany jest olbrzymią niepewnością, chaosem emocjonalnym, lękiem oraz nieprzewidywalnością względem zachowań ze strony dziecka (która w dużej mierze spowodowana jest dotychczasowymi doświadczeniami ze strony dorosłych). Takie dziecko nosi w sobie ślady wielu życiowych krzywd i lęków, nie jest nauczone że opiekun zapewnia bezpieczeństwo, nie potrafi do końca zaufać i w konsekwencji jego poczynania – a także opieka nad nim – nacechowane są niepewnością, ciągłą obawą, wycofaniem i niezrozumieniem na czym polega relacja oparta na zaufaniu oraz na poczuciu bezpieczeństwa.


Jak sobie z w ten sposób skrzywdzonym dzieckiem poradzić? Chris Taylor przedstawia w kolejnych rozdziałach koncepcję, według której najważniejsze jest tutaj zrozumienie dziecka, przyczyn jego zachowania i swoiste wniknięcie w świat jego myśli oraz emocjonalnych przeżyć. Najważniejszą rolę pełni tutaj mechanizm tzw. mentalizowania, które najprościej będzie porównać do szczególnie wyczulonej na dziecięcego partnera empatii i zrozumienia. To rzecz jasna ogromne uproszczenie, albowiem mentalizowanie to proces skomplikowany, trudny do przeprowadzenia i wymagający czasu, uważności, cierpliwości, a także zrozumienia dla dziecka, jego potrzeb oraz przeżyć. Docelowo proces ten ma na celu nie tylko zrozumienie wewnętrznych przeżyć dziecięcego partnera, ale także ma on pozwolić samemu dziecku na lepsze pojmowanie swoich emocji, zachowań, a także zachowań i ich przyczyn owych w stosunku do innych – również tych, którzy w przeszłości krzywdzili dziecko. Zrozumienie jest tutaj sprawą kluczową, dzięki niemu bowiem możliwe jest według Taylora osiągnięcie postępów na gruncie terapeutycznym, zdrowotnym oraz emocjonalnym u małego pacjenta, który boryka się ze zdezorganizowanym stylem przywiązania.


Kolejne rozdziały są bardzo rozbudowane pod kątem zagadnień teoretycznych, ale sądzę, że po prostu muszą one takie być – zagadnienie jest trudne, skomplikowane i wymaga ono wiele uwagi oraz pracy. Stąd bardzo szerokie omówienie przez Taylora teorii traumy, jej przyczyn oraz skutków, a w dalszej kolejności przedstawienie stylów przywiązania według klasyfikacji Johna Bowlby’ego (wyróżnił on styl przywiązania bezpieczny, a więc pozbawiony cech patologicznych i skutkujących traumą, styl lękowo-unikający, w którym opiekun nie zaspokaja potrzeb dziecka i je de facto krzywdzi, w konsekwencji czego jest ono pozostawione samemu sobie i w efekcie staje się lękliwe, wycofane oraz przepełnione traumą, a także styl lękowo-ambiwalentny nacechowany niekonsekwencją ze strony opiekuna, który raz zaspokaja dziecięce potrzeby, a raz nie, czego skutkiem jest dziecięca niepewność, brak poczucia bezpieczeństwa i w efekcie chęć kontrolowania przez dziecko sytuacji w celu osiągnięcia samowystarczalności, co absolutnie nie jest wykonalne i rodzi traumy oraz różne problemy na gruncie psychiczno-emocjonalnym).


Na gruncie teorii Bowlby’ego Marry Ainsworth wyróżniła czwarty styl przywiązania, a mianowicie zdezorganizowany, który jest głównym tematem tej książki. Łączy on elementy wszystkich poprzednich, co w konsekwencji podnosi tylko stopień niepewności u dziecka, zwiększa poziom jego stresu, leku, a to nieuchronnie rzutuje na jego postawy, zachowania i na relacje z otoczeniem.

W dalszej części książki Taylor omawia traumy rozwojowe oraz przechodzi płynnie do tematyki tak ważnego w całej tej koncepcji mentalizowania, które jest kluczem do nawiązania z dzieckiem uzdrawiającej relacji mającej pomóc mu przezwyciężyć traumy i lęki, a także otworzyć mu drogę do właściwego funkcjonowania teraz, a także w przyszłości.


Lektura jest pełna zagadnień ważnych i często skomplikowanych, ale na szczęście książkę napisano bardzo prostym i zrozumiałym językiem. Pozycja w sposób oczywisty łączy się w innymi nurtami współczesnej psychologii, jak chociażby z teorią uważności i zaangażowania (ACT), jednak po przebrnięciu przez książkę oraz przy choćby minimalnej znajomości innych nurtów współczesnej praktyki terapeutycznej związki te stają się dla czytelnika oczywiste i łatwo dostrzegalne. I pragnę od razu uspokoić – laik także się w tym wszystkim połapie :)

W moim odczucie to szalenie ważna książka. Pozwala ona zrozumieć nie tylko przyczyny i skalę krzywdy będącej udziałem wielu dzieci, ale podsuwa ona także praktyczne rozwiązania podstawowych problemów na tym polu, które mogą realnie pozwolić dziecku na uleczenie w każdym tego słowa znaczeniu. To bardzo istotne, pamiętajmy bowiem, że – co też Taylor na każdym kroku podkreśla – dziecko przekłada to, czego się nauczyło, na wiele nawiązywanych w swoim dorosłym życiu relacji (jeśli nie na wszystkie). Ważne jest także to, że dziecięca psychika jest podstawą psychiki późniejszego dorosłego, a jeśli nie zrobi się nic z początkowymi problemami wynikającymi z traum i krzywd, to później… może być w dorosłym życiu tylko gorzej. Warto o tym pamiętać.


Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.

#Dzieciimłodzieżzezdezorganizowanymstylemprzywiązania #GWP #ChrisTaylor #trauma #krzywda #mentalizowanie






Technologia kosmiczna dla maluchów - Chris Ferrie


Tytuł: Technologia kosmiczna dla maluchów
Seria: Uniwersytet malucha
Autor: Chris Ferrie 
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 11.03.2020r.
Liczba stron: 24



W kosmos.

Wasze dziecko uwielbia kosmos? Fascynują je podróże kosmiczne, startujące rakiety, widoki na naszą planetę z pokładu promu kosmicznego lub stacji kosmicznej? Świetnie – niniejsza książka może być czymś w sam raz dla Waszej Pociechy :) Dzięki niej bowiem od podstaw dowiemy się tego, na czym ta cała technologia kosmiczna w ogóle polega.

Tytuł książeczki sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z zagadnieniem dość trudnym, wszak związek z matematyką, z fizyką i z szeroko pojętymi naukami ścisłymi – w niełatwym wydaniu – jest tutaj oczywisty. Z pozoru może to wszystko wyglądać na trudne… I takie też jest, jednak w niniejszej książeczce podjęto próbę wytłumaczenia tego co trudne językiem prostym i zrozumiałym.


Od czego zaczęto? Od przykładu rakiety kosmicznej, której miejscem przeznaczenia jest Księżyc. Na kolejnych stronach zilustrowano obrazkami budowę rakiety, a także – krok po kroku – to, jakie w trakcie startu i lotu oddziałują na nią siły. Wszystko opatrzono strzałkami i komentarzami ograniczając treść i nowe zagadnienia teoretyczne do absolutnego minimum. Efekt? Zaskakująco dobry :)

Mimo wszystko jednak nie jest to książeczka dla najmłodszych odbiorców, lecz dla tych nieco starszych (sądzę, że optymalne będzie 6-7 lat; oczywiście wszystko zależy od tego, na jakim etapie rozwoju i chłonięcia wiedzy z jej zrozumieniem jest Wasze dziecko). Czemu? Przede wszystkim z uwagi na to, że pomimo starań autora jednak nie dało się tutaj uniknąć pojęć trudnych i wymagających ich dobrego zrozumienia. „Siła nośna”, „siła pchająca”, „przenikanie”, „ciąg wsteczny” – niby nic trudnego, a jednak minimalna wiedza i zrozumienie podstaw fizyki (choćby intuicyjne) jest tutaj niezbędne.


Książeczka bardzo przyjemna i zapewniająca maksimum wiedzy w jak najmniej utrudnionej do zrozumienia oprawie :) Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.


#technologiakosmicznadlamaluchów #mediarodzina #chrisferrie #uniwersytetmalucha






wtorek, 2 czerwca 2020

Pandemia - Jana Wagner


Tytuł: Pandemia (tytuł oryginału: Vongozero)
Autor: Jana Wagner
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 05.05.2020r.
Liczba stron: 436



Temat na czasie.

„Pandemia” Jany Wagner to kolejne w ostatnim czasie (np. obok „Oczu ciemności” Koontza) wznowienie książki, która tematycznie jest bardzo aktualna. Czy jednak tytuł ten jest w stanie wnieść coś nowego do postapokaliptycznej tematyki z wirusami i chorobami dziesiątkującymi ludzkość w rolach głównych? Przekonajmy się… Wizja z „Pandemii” jest pod tym kątem patrząc o tyle interesująca, że przedstawia - w warunkach tytułowej pandemii - rosyjski punkt widzenia na całą sprawę.

Szkielet fabularny tej historii nie będzie raczej dla nikogo zaskoczeniem: wirus, szybko postępujące zarażenia, rosnące słupki na wykresach z liczbą ofiar śmiertelnych, panika, upadek zasad i wartości rządzących współczesnymi społeczeństwami… Będzie także grupa ludzi, którzy postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i uciec od zagrożenia jak najdalej – wśród nich znajdzie się główna bohaterka, Anna, a także jej rodzina i znajomi. Lokacją zapewniającą ocalenie ma być zaś chatka położona nad jeziorem Wang w Karelii, tuż przy granicy z Finlandią.


Finału opowieści bynajmniej nie zdradzę, ale słów kilka na temat fabuły - i owszem, powiem. Najprościej można by rzec, że jest ona dość… ponura. A także w dużym stopniu realistyczna, co dodaje książce wiarygodności – nawet jeśli nie jest to w tego typu literaturze nic odkrywczego (a nie jest, wszak wielokrotnie takie wątki i taka konwencja w literaturze z nurtu postapo się pojawiały). Można także odnieść wrażenie, że cała fabuła skupia się tutaj na ciągłej ucieczce i na niekończącym się wędrowaniu drogą ku ocaleniu, które… może nadejdzie – może nie… ;)

W zasadzie czytało mi się tę książkę bardzo przyjemnie, ale… No właśnie: jest „ale”. I to chyba niejedno. Pierwszym minusem „Pandemii” jest postać głównej bohaterki, Anny. Chcąc nie chcąc pełni ona w tej historii do pewnego stopnia rolę przywódczyni grupki ocalałych, a w tej roli spisuje się ona dość kiepsko niestety. Ciężko w postaci Anny odnaleźć jakąś siłę, stanowczość, pewność siebie… W zamian za to kobieta często narzeka, utyskuje, wręcz jęczy, a wiele jej wypowiedzi i przemyśleń podszytych jest chyba jakimś kompleksem niższości, niepewności i pretensji do całego świata o to, że jest traktowana tak, a nie inaczej. Rzekłbym nawet, że sporo w niej klasycznego roszczeniowca. Kiepski materiał na przywódcę i – szczerze mówiąc – średnio ciekawa persona obsadzona w głównej roli.


Kolejnym minusem lektury jest jej wtórność. Tak naprawdę, w mniejszym lub większym stopniu, wszystko co tutaj zaprezentowano już kiedyś było – czy to u Kinga („Bastion”), czy to u Cormaca McCarthy’ego („Droga”). Niby na kimś trzeba się wzorować… To prawda. Jednak w takich przypadkach dobrze by też było, żeby autor dodał coś od siebie, żeby wymyślił coś oryginalnego co miałoby szansę zaskoczyć czytelnika. Nic takiego się w „Pandemii” niestety nie dzieje, a w efekcie – nawet jeśli czyta się to dobrze – puenta jest taka, że samo bazowanie na sprawdzonych wzorcach to jednak trochę za mało.

Do całej sprawy dochodzi jeszcze aspekt klimatu całej historii, który jest szary i ponury; jak dla mnie chyba trochę zbyt szary i zbyt ponury… Samo w sobie nie jest to oczywiście złe, ale na tle ostatnich – wiadomych – wydarzeń wokół nas wszystkich nie jestem przekonany, czy przyjęcie takiej właśnie konwencji komuś dobrze się skojarzy.


Po lekkim wahaniu… polecam. Głównie dlatego, że jeśli przymknie się oczy na minusy, to wiarygodność, realizm, a także dobrze zarysowana i poprowadzona historia wygrywają w ostatecznym rozrachunku z owymi minusami. W końcu w każdej książce przede wszystkim chodzi o dobrą historię, nieprawdaż? Na złe skojarzenia z rzeczywistością i na kiepskich bohaterów można przymknąć oko.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


#pandemia #janawagner #taniaksiążka #Vongozero






NORO-1. Przygody nieziemskiego przyjaciela - Joanna Pstrągowska


Tytuł: NORO-1. Przygody nieziemskiego przyjaciela
Autor: Joanna Pstrągowska
Data wydania: 29.04.2020r.
Liczba stron: 72


Robot i dziecko.

NORO-1 to robot. A właściwie kosmiczny robot, przybył on bowiem na Ziemię z kosmosu. Stało się to przypadkiem, jednak wizyta ta - chociaż od początku do końca nieplanowana - będzie świetną okazją do lepszego zrozumienia ludzkich zachowań. I to nie tylko przez gwiezdnego przybysza, ale także przez jego ludzkich towarzyszy. W tym wszystkim pojawi się zaś szansa na narodziny prawdziwej przyjaźni pomiędzy myślącą maszyną, a człowiekiem.

W centrum tej opowieści znajdą się przede wszystkim słowa, gesty, spojrzenia, uczucia oraz ich znaczenie - niejednokrotnie bardzo złożone, niejednoznaczne, trudne do pojęcia i właściwego zinterpretowania. Doświadczać będą ich wspomniany już NORO-1 i jego ludzki przyjaciel - ośmioletni chłopiec o imieniu Artur.


Kolejne rozdziały książki to krótkie opisy kolejnych dni i tygodni spędzonych przez robota na Ziemi wraz ze spostrzeżeniami na temat tego, jak dany dzień lub tydzień wyglądał i co przyniósł ze sobą szczególnego. Centralnym punktem tych opisów każdorazowo będą zabawne zdarzenia, niejednoznaczne sytuacje i ich wyjaśnienie. Po każdym rozdziale autorka książki zamieściła także pytania pomocnicze, w oparciu o które można sprawdzić ile z tekstu zapamiętaliśmy oraz nad czym w związku z jego treścią można - lub trzeba - we własnym zakresie popracować.


Całą historia jest zaskakująco ciepła i sympatyczna. Niesie ona ponadto ze sobą bardzo dużą dawkę zrozumienia dla ludzkich emocji i zachowań, które nie zawsze są dla każdego w pełni czytelne - jak chociażby dla dzieci z zespołem Aspergera, którym w szczególny sposób zadedykowana jest ta lektura. Nie tylko oni są co prawda jej odbiorcą, jednak szczególny nacisk jaki na kolejnych stronach położono na naukę poruszania się w świecie ludzkich emocji oraz na ich zrozumienie sprawiają, że dzieci ze wspomnianym problemem są chyba idealnym odbiorcą "NORO-1". Co jeszcze ważniejsze, lektura ta ma szansę pozwolić młodemu czytelnikowi na wyciągnięcie pewnych wniosków, które być może przełożą się efektywnie na jego codzienne funkcjonowanie w realnym świecie.


Rzecz jasna nie tylko Aspergerowcy mogą być odbiorcami tej książki. Poza wspomnianymi wyżej walorami edukacyjno-terapeutycznymi pozycja ta jest przede wszystkim ciepłą, miłą każdemu dziecku bajką, w której bardzo dużą rolę odgrywają przyjaźń i wzajemna życzliwość - uniwersalne przymioty opowieści, która w dziecięcym świecie sprawdza się zawsze i wszędzie.


Gorąco polecam.

Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.

#noro1 #emocje #asperger #bajka #gwp #joannapstrągowska #gwpdladzieci #przygodynieziemskiegoprzyjaciela






Powiedz komuś! - Elżbieta Zubrzycka, Agnieszka Żelewska


Tytuł: Powiedz komuś!
Seria: Bezpieczne dziecko
Autor: Elżbieta Zubrzycka, Agnieszka Żelewska 
Data wydania: 13.03.2020r.
Liczba stron: 72


Szacunek do siebie i do innych.

"Powiedz komuś!" - bardzo pożyteczna książeczka, która może okazać się pomocna w wytłumaczeniu kilkulatkom podstawowych zasad społecznych oraz właściwych zachowań wobec sytuacji, których nikt nie powinien akceptować. Przede wszystkim jednak z kolejnych stron dzieci mogą nauczyć się najwięcej na temat szacunku do siebie samych oraz do innych.

Książeczkę podzielono na cztery części odniesione tematycznie kolejno do otaczającego nas świata, do ludzi wokół nas, do dzieci oraz do własnego ciała. Część pierwsza dotyczy przede wszystkim podstawowych zasad dobrego współżycia społecznego jak utrzymywanie porządku wokół nas, a więc nie śmiecenie, szanowanie zieleni oraz zwierząt. W kwestii otaczających nas ludzi Elżbieta Zubrzycka podkreśliła wagę poszanowania dla drugiego człowieka ze szczególnym uwzględnieniem tego, że nie można nikogo obrażać, wyszydzać, opowiadać na czyjś temat kłamstw, a także, że nie wolno być biernym wobec krzywdzenia osób trzecich.


Jak nietrudno się domyślić w części poświęconej dzieciom uwypuklono jak istotne jest mówienie im prawdy, szanowanie ich oraz jak bardzo niewłaściwe jest krzywdzenie dzieci, nie reagowanie na to gdy ktoś im ją wyrządza, straszenie ich (a także zastraszanie), czy też okłamywanie i ciągłe, nieustanne krytykowanie - które jedynie podkopuje dziecięcą wiarę w siebie. Rozdział poświęcony własnemu ciału służy podkreśleniu jak ważna jest intymna sfera każdego z nas - w tym dzieci. Nawiązano tutaj w związku z powyższym do tego, iż całkowicie naganne i niedopuszczalne jest rozbieranie dzieci przez obcych, dotykanie ich w miejsca intymne, czy też skłanianie ich do intymnego dotykania dorosłych. Być może nieco dziwnie mogą takie treści wyglądać w książce stworzonej z myślą o kilkulatkach, ale nie ma się co oszukiwać - tego rodzaju prawdy warto zaszczepiać najmłodszym już wtedy, gdy zaczynają w wieku kilku lat coraz więcej rozumieć.


Książka jest pełna istotnych treści, które być może często są oczywiste, ale wymagają jednak przypomnienia - dobrze zatem, że się one tutaj znalazły. Lektura ma formę całostronicowych ilustracji opatrzonych każdorazowo dotyczącym ich komentarzem, z którego bardzo wyraźnie wynika dlaczego zilustrowane zachowanie jest niewłaściwe i złe. Przekaz jest prosty i sformułowany w formie obrazowych komunikatów, które powinny być w pełni zrozumiałe dla małego odbiorcy.


Część czytelników być może uzna - według mnie całkowicie bezzasadnie - że część zamieszczonych tutaj treści jest kontrowersyjna. Mam na myśli głównie formułowanie komentarzy do ilustracji w formie zakazów. Ciągłe powtarzanie zwrotu "nie wolno", czy "nie można" faktycznie może nieciekawie wyglądać na papierze, jednak trzeba pamiętać, że zabieg ten ma służyć podkreśleniu niewłaściwości danych zachowań i sytuacji, a wszystko jest jedynie pretekstem i zachętą do rozmowy z dzieckiem na temat przedstawionych problemów. Za kontrowersję nie uważam także wcale poruszania tematu molestowania dzieci, czy też skłaniania ich do wpuszczania dorosłych w ich intymną strefę - gdzie tutaj kontrowersja? Czy jeśli o czymś nie będzie się (nawet delikatnie) wspominać, to oznacza to, że temat owych zagrożeń przestanie w stosunku do dziecka istnieć? Otóż nie. I dlatego nie jest to żadna "kontrowersja", ale ważny temat, który poruszono w dobrej wierze i ku pewnej przestrodze.


Książeczka jest naprawdę bardzo wartościowa. Może być ona pretekstem do niejednej rozmowy wychowawczej i edukacyjnej, z której może wyniknąć bardzo wiele dobrego.

Polecam.

Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.

#powiedzkomuś #bezpiecznedziecko #gwp #elżbietazubrzycka #agnieszkażelewska