piątek, 31 maja 2019

Batman. Bajki 5 minut przed snem - praca zbiorowa


Tytuł: Batman. Bajki 5 minut przed snem
Seria: Bajki 5 minut przed snem
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 192



Batman czuwa.

Zestaw dwunastu bajek z Batmanem w roli głównej :) Lecz nie tylko Batman się tutaj pojawi – trzy grosze pod stronie dobra dorzuci także Robin i komisarz Gordon. Z drugiej strony barykady mamy zaś całą gromadę czarnych charakterów próbujących zaszkodzić Gotham City. Jaki będzie wynik tego starcia? (a w zasadzie – dwunastu starć?).

Nie ma co ukrywać, że niniejsza książeczka przeznaczona jest głównie dla chłopców. Tak się właśnie sprawy mają ;) Zamieszczone w książce bajki powinno się w zamyśle autorów czytać dziecku tuż przed snem, nie jestem jednak do końca przekonany, czy rzeczywiście sprowadzą one ów sen ;) – ekstremalnie może nam grozić rozbudzenie się dziecka z uwagi na nadmiar batmanowych wrażeń, ale… warto podjąć ryzyko :)

Wśród adwersarzy człowieka-nietoperza znajdziemy na kolejnych stronach same typy spod ciemnej gwiazdy, na czele z Jokerem, Pingwinem i Kobietą-Kotem. Czy Batman sobie poradzi?... ;) Na to pytanie musicie sami znaleźć odpowiedź. Poszukiwania zaś tej odpowiedzi będą czystą przyjemnością – również od strony graficznej, książka jest bowiem przepięknie ilustrowana.

Polecam :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:





Robot Trains. Nowa kolekcja bajek - Magda Stojicic


Tytuł: Robot Trains. Nowa kolekcja bajek
Seria: BAJECZNA / Nowa Kolekcja Bajek
Autor: Magda Stojicic
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 128



Pociągi w akcji.

Nadciąga świat pociągów :) Ale nie takich zwyczajnych, na co wskazuje już sam tytuł (zarówno bajki jak i książki). Jeśli jeszcze nie znacie Robot Trains to myślę, że okazja do zapoznania się z sympatycznymi bohaterami bajki trafia się właśnie idealna ;)

Robot Trains to przede wszystkim Kay, Kaczor, Becky, Alf i Rufus. Pociągowo-robotyczni przyjaciele przeżywają każdego dnia mnóstwo przygód, uczą się współpracy, nawzajem sobie pomagają i wypełniają wspólnie wiele misji. Pomysł na bajkową fabułę być może nie jest odkrywczy, ale wiele dzieciaków będzie zachwyconych.


Samych bajek znajdziemy w książce pięć. Może się wydawać, że to mało, jednak to złudne wrażenie. Każda z opowiastek jest bogato ilustrowana, tekstu na każdej ze stron wcale nie jest dużo, a w efekcie każdą historyjkę czyta się bardzo szybko. I niemało w tym przyjemności zarówno dla rodzica jak i dla dziecka, Robot Trains budzą bowiem sympatię już od pierwszej strony.


Jak to zwykle bywa w serii „Nowa Kolekcja Bajek” – wydanie jest prześliczne. Kolorowe ilustracje, trwała okładka, duży format, wyraźna i łatwa w czytaniu czcionka to znaki rozpoznawcze serii – obecne rzecz jasna i w niniejszym wydaniu. Bardzo przyjemnie się to wszystko zarówno ogląda jak i czyta, a co ważniejsze, o samodzielne czytanie mogą się pokusić także dzieci. 

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:




Robot Trains. 600 naklejek - praca zbiorowa

Tytuł: Robot Trains. 600 naklejek
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 56


Naklejkowe love.

Dla dzieci lubiących naklejki będzie to bez wątpienia strzał w dziesiątkę :) Co prawda książeczka może być w efekcie pewną zmorą dla rodzica (zwłaszcza jeśli dziecko postanowi powyklejać przedmioty i sprzęty domowe ;) ), naklejek bowiem znajdziemy tutaj aż 600 (!), ale dobra zabawa jest tego warta.

Robot Trains to sympatyczna bajka o grupie pociągów-robotów. Przyjaciele przeżywają każdego dnia mnóstwo przygód, uczą się współpracy, nawzajem sobie pomagają i wypełniają wspólnie wiele misji. W każdej zaś przygodzie czyha na nich niebezpieczny i chcący bim nieustannie pokrzyżować szyki Duke.

Naklejki naklejkami, ale to nie wszystko co znajdziemy w książeczce. Na najmłodszych czekają tutaj także łamigłówki, labirynty, wykreślanki i zadania logiczne. Bardzo fajny pomysł, nie samymi wszak naklejkami człowiek żyje ;) – a zwłaszcza dziecko ;)

Myślę, że kilka godzin zabawy mamy dzięki tej pozycji gwarantowane. Uważajcie tylko, żeby dzieciaki nie powyklejały Wam wszystkiego w całym domu ;)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:





Super Przyjaciele DC. Książka z tatuażami - praca zbiorowa

Tytuł: Super Przyjaciele DC. Książka z tatuażami
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 32


Tatuaże czas-start!

Kolejny zeszycik-książeczka, który ucieszy niejedno dziecko :) W środku znajdziemy bowiem zestaw dziecięcych tatuaży, a poza tym… MISJĘ! – wraz z bohaterami DC mamy bowiem za zadanie przygotować przyjęcie :)

Będziemy projektować czapeczki, zajmiemy się balonami, policzymy urodzinowe babeczki i zrobimy wszystko co tylko możliwe, żeby nasze przyjęcie było udane :) Bohaterowie DC nam w tym pomogą. Przydadzą się zwłaszcza z uwagi na to, że na każdym kroku czyhać będą na nas super złoczyńcy… ;)

Zabawa, kreatywność i seria fajnych ćwiczeń w jednym :) Ciężko w związku z powyższym niniejszego zeszyciku nie polecić, minusów bowiem nie ma ;) (jedynym potencjalnym minusem może być tylko i wyłącznie konieczność bycia cierpliwym podczas zmywania dziecku tatuażów ;) ).

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:




Juventus. Drużyna walecznych serc - Marcin Kalita

Tytuł: Juventus. Drużyna walecznych serc
Seria: Kluby wszech czasów
Autor: Marcin Kalita
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 200


Stara Dama.

Turyńska legenda na futbolowej mapie świata. Klub wielkich sukcesów, gwiazd, trofeów w klubowej gablocie, ale także afer i skandali zabijających ideę fair play oraz ducha prawdziwego futbolu. Czym jest dziś Juventus Turyn? Czym był wcześniej? Tego dowiemy się w ogólnym zarysie z niniejszej książki.

Celowo używam sformułowania „w zarysie”, niniejsza lektura jest bowiem przeznaczona dla młodych czytelników, w związku z czym skupia się na rzeczach z punktu widzenia kibica ważnych tu i teraz, troszkę (z konieczności i wyboru) po macoszemu traktując w efekcie zarówno historyczne detale, jak również ciemne karty historii klubu. Ale to co w książce zawarto, to i tak sporo.

Czego się dowiemy z kolejnych stron? Poznamy piłkarskie legendy Juventusu, znakomitych graczy kojarzonych z klubem w dniu dzisiejszym, odwiedzimy turyński stadion, poczytamy o trofeach i najważniejszych meczach, a na deser pospacerujemy chwilę po samym Turynie i dowiemy się jakie jest związek kibiców i Juve oraz co sam klub dla nich znaczy.

Lektura ciekawa, choć z całą pewnością nie wyczerpująca tematu. Trzeba to jednak wybaczyć, jak już bowiem wspomniałem jest to przede wszystkim pozycja dla młodego czytelnika, napisana w sposób celowy tak, żeby go zainteresować, zadziałać na wyobraźnię i skłonić do drążenia tematu samemu. A kiedy wyrośnie z niego nieco starszy kibic prawdopodobnie sam nadrobi zaległości i uzupełni informacje o których w książce nie wspomniano ;) 

Dla kibica Juve – absolutne must read :) (niezależnie od wieku).

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:






czwartek, 30 maja 2019

Toksyczna miłość. I jak się z niej wyzwolić - Pia Mellody


Tytuł: Toksyczna miłość. I jak się z niej wyzwolić (tytuł oryginału: Facing love addiction)
Autor: Pia Mellody
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 27.03.2019r.
Liczba stron: 248



Dysfunkcje (w) miłości.

Pia Mellody dotyka w „Toksycznej miłości” tematu trudnego i chyba nie do końca prawidłowo definiowanego, a mianowicie toksycznych relacji między dwojgiem ludzi. Generalnie utożsamiamy takie zjawisko z wszelkiego rodzaju (potocznie rozumianymi) patologiami, jednak zakres tematyczny dysfunkcji w tego typu relacjach jest dużo większy.

Toksyczny, a więc niezdrowy, zły, przynoszący więcej strat niż zysków – tak generalnie postrzegamy związek dysfunkcyjny. To jednak tylko część prawdy, która jest szalenie złożona. W zasadzie w każdym przypadku można zaryzykować tezę, że wygląda to w praktyce inaczej. Wszędzie jednak można odnaleźć i wskazać w pewnych obszarach toksycznego związku kilka wspólnych i często zauważalnych mianowników.

Najczęstszym elementem dysfunkcyjnym toksycznych związków jest – uświadomione lub nie – niezdrowe uzależnienie od drugiej osoby oraz często także od samej relacji. Często towarzyszy temu niemożność uwolnienia się i poczucie uwiązania, tkwienia w pułapce bez wyjścia. Szalenie przypomina to syndrom sztokholmski – jest to jednak podobieństwo nieprzypadkowe, obydwa zjawiska są bowiem do siebie bardzo podobne (choć obserwowalne na innych płaszczyznach).

Dysfunkcja w dwustronnej relacji to także kwestie uczuciowe, które nie są wcale łatwo definiowalne. Z jednej bowiem strony może być tak, że „kocha się za bardzo” co prowadzi do patologii, a z drugiej zaś strony można otoczyć się emocjonalnym murem, chłodem i bronić się przed uczuciem wszelkimi możliwymi sposobami – co także jest rzecz jasna rodzajem emocjonalnego zaburzenia. Pia Mellody próbuje zebrać to wszystko w jedną całość i w sposób zrozumiały krok po kroku opisać oraz nazwać.

„Toksyczna miłość” to jednak nie tylko teoria, ale także sporo przydatnej praktyki. Książka zawiera wiele testów i ćwiczeń mających na celu udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy wykonujący ćwiczenie / test tkwi w toksycznej relacji i czy opisane na łamach książki problemy dotyczą właśnie jego. Lektura zawiera także sporo podpowiedzi i propozycji działań mających na celu wyjście z impasu w dysfunkcyjnej relacji, a docelowo – uwolnienie się od niej i uzdrowienie samego siebie. 

Pozycja bez wątpienia ciekawa i godna polecenia każdemu, kto może czuć, że w jego związku może być coś nie tak. Nikomu oczywiście takiego wniosku i stwierdzenia nie życzę, gdyby jednak problem istniał – książka może okazać się pomocna. 

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.







Idealna matka - Aimee Molloy


Tytuł: Idealna matka (tytuł oryginału: The Perfect Mother)
Autor: Aimee Molloy
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 03.04.2019r.
Liczba stron: 392



Bardziej sensacja niż thriller.

Mam pewien problem z tą książką… „Idealna matka” – jak można wywnioskować z opisu – to thriller, natomiast będąc już po lekturze i wnosząc po tym co przeczytałem, nie poważyłbym się na takie zakwalifikowanie książki. To raczej sensacja, która przez większość fabuły niekoniecznie zachwyca, ale wszystko to w dużej mierze wynagradza czytelnikowi finał całej opowieści.

Winnie to mama Midasa. Wspólnie z innymi matkami zakłada w sieci grupę dyskusyjną mającą na celu wymianę informacji, przemyśleń i wzajemne wspieranie się w codziennych trudach macierzyństwa. Znak szczególny grupy = urodzenie dzieci w maju (stąd „Majowe Mamy”). Ot, nic szczególnego. Pewnego dnia internetowe matki postanawiają się spotkać. Winnie idzie na spotkanie z oporami, nigdy dotąd bowiem nie zostawiała Midasa pod opieką niani. Wszystko jednak wydaje się być dopięte na ostatni guzik, a to przecież żadna zbrodnia wyjść gdzieś na miasto do ludzi. Niestety Winnie znika… Rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania… Jak skończy się ta historia?

Książka przez lwią część nie przynosi niestety zbyt wielu zaskoczeń. Przeciwnie – fabuła jest szalenie przewidywalna… I to do tego stopnia, że w pewnym momencie wydaje się, że czytając wpadliśmy już na właściwy trop, którego nic już do końca lektury nie zmyli. I wtedy ma miejsce wielkie BUM! :) Końcowy rozwój wydarzeń i rozwiązanie tajemnicy jest do tego stopnia zaskakujące, że zaryzykuję tezę iż mało kto wpadnie na to, jak skończy się ta książka :) To jedno z lepszych zakończeń fabularnych jakie miałem okazję czytać w ostatnim czasie – chociażby z tego powodu szczerze polecam tę lekturę :)

Dochodzę powoli do wniosku, że jeśli chodzi o thrillery, kryminały, czy wszelkiego rodzaju powieści sensacyjne, to coraz ciężej mnie chyba w trakcie lektury czymś zaskoczyć… ;) Być może to kwestia ilości przeczytanych książek, ale staję się chyba coraz bardziej wybredny… Na przykład niniejsza lektura, „Idealna matka” – podejrzewam, że ta książka będzie podobać się wielu odbiorcom, ja natomiast trochę kręcę nosem i doceniam tylko zakończenie… ;) Cóż, opinii jest zwykle tyle, ilu czytających. Dlatego kręceniem nosem nie musicie się sugerować, aczkolwiek zakończeniem (!) zdecydowanie warto się tutaj zainteresować :)

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.





Polowanie na lisy. Prawdziwa historia uciekiniera z Jemenu - Mohammed Al Samawi


Tytuł: Polowanie na lisy. Prawdziwa historia uciekiniera z Jemenu (tytuł oryginału: The Fox Hunt: Escape From Yemen)
Autor: Mohammed Al Samawi
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 03.04.2019r.
Liczba stron: 336



Zapomniane zagrożenie.

Jemen – niemalże anonimowy kraj na południu Półwyspu Arabskiego ogarnięty wojną domową. Arena zapomnianego przez świat konfliktu, który już od kilkudziesięciu w zasadzie lat wciąż się toczy pochłaniając kolejne ludzkie istnienia. To tutaj rozrywa się akcja „Polowania na lisy”, które jest swoistym studium rodzenia się nienawiści oraz indoktrynacji, która w niekontrolowany sposób przeradza się w czyste zło.

Główny bohater książki, Muhammed Al Samawi, wychowany jest w duchu nienawiści do Zachodu i Żydów. Od dziecka wmawiano mu, że Ameryka to zło, a Żydzi to syjoniści żyjący tylko po to, żeby zabijać Bogu ducha winnych Arabów. Szalejąca wokół wojna domowa i szerząca się zorganizowana partyzantka ekstremistów islamskich pogrąża kraj w ogniu i zniszczeniu, co nie wpływa korzystnie na poglądy i przekonania Muhammeda. Wszystko zmienia się gdy potajemnie czyta on Biblię. Zaskakuje go skala podobieństw trzech wielkich religii, które zioną do siebie z pozoru niezrozumiałą nienawiścią. Muhammed odkrywa – dzięki nawiązaniu kontaktów w sieci – że Zachód to wcale nie zło wcielone, a dobrzy ludzie żyją po każdej stornie barykady. Zdaje sobie także sprawę z tego, że w zapomnianym przez Boga Jemenie wszyscy wszystkich indoktrynują dążąc do tego, żeby każdy obywatel widział w obcych – zwłaszcza w innowiercach – wroga. Muhammed postanawia działać na rzecz pojednania. Z oczywistych przyczyn nie podoba się to zarówno ekstremistom, jak i całemu otoczeniu. Dochodzi do tego, że Al Samawi musi uciekać… Nikt nie chce (i nie może) mu jednak pomóc, w związku z czym jedynymi osobami na które może liczyć są anonimowi ludzie z sieci, których nie tak znowu dawno temu postrzegał jako wrogów…

Poruszająca książka. Do tego ważna, omawiająca bowiem temat praktycznie nieobecny w ogólnoświatowej debacie, a wcale nie mniej ważny niż wojna w Syrii, czy starcia z ISIS. Cynicznie można by stwierdzić, że świat o Jemenie nie pamięta, bo nie ma on nic, co było by ważne dla Zachodu (a już na pewno nie ma on ropy naftowej…). Ciężko nie przyznać częściowej racji temu przykremu wnioskowi. Niemniej jednak takie podejście do spraw Jemenu może okazać się perspektywicznie wielkim błędem. Oby nie, aczkolwiek historia zna wiele przykładów i dowodów na to, że chaos pozostawiony sam sobie nie skutkuje niczym dobrym – i to przede wszystkim dla tych, którzy ów chaos ignorują lub próbują go nie zauważać.

Gorąco polecam. Nie tylko jako pewien rodzaj fabularyzowanego dokumentu, ale także jako małe studium tego, jak poprzez ciągłą indoktrynację rodzi się w ludziach nienawiść i zło. Mechanizm ten jest co prawda znany (poprzez jego wiele przykrych skutków na przestrzeni dziejów), lecz ku przestrodze zawsze warto o czymś takim poczytać. I to tym bardziej, że lektura jest wielce pouczająca.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.






niedziela, 26 maja 2019

Zamachy na Piastów - Agnieszka Teterycz-Puzio


Autor: Agnieszka Teterycz-Puzio
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Data wydania: 03.04.2019r.
Liczba stron: 336



„Gra o tron” w rodzimym wydaniu ;)

Zamachy, mordy, porwania, skrytobójstwa… Dzieje dynastii piastowskiej – jak się okazuje - wcale nie były usłane różami. Porównanie do „Gry o tron” (tej w dobrym, wciągającym wydaniu z pierwszych sezonów) nasuwa się poniekąd samo ;) Jak nad Wisłą wyglądały zakulisowe walki o władzę? O tym dowiemy się z niniejszej książki.

Generalnie rzecz ujmując o krwawych bądź też zbrodniczych incydentach w stosunku do Piastów na lekcjach historii dowiadujemy się niewiele lub prawie nic. A szkoda, okazuje się bowiem że potomkowie legendarnego Piasta Kołodzieja nie byli wcale tak bezkrytycznie kochani ani przez poddanych, ani też przez wrogów i przeciwników politycznych. Sami też mają sporo za uszami. Autorka niniejszej książki przybliża nam nieco ciemne karty z dziejów naszej pierwszej dynastii królewskiej.

Agnieszka Teterycz-Puzio włożyła w tę książkę naprawdę sporo pracy. Widać to na każdym kroku i już tylko z tego tytułu winniśmy autorce wielkie brawa. Nie mniejsze jednak oklaski należą się jej także za samą treść niniejszej lektury. Metodologia i zakres badań, wnikliwe dociekanie i drążenie tematu, próba wydobycia faktów nawet przy małej liczbie danych – te wszystkie cechy charakteryzują zarówno samą autorkę, jak również trzymaną przeze mnie w rękach książkę.

Po małych peanach czas przejść do rzeczy! :) Agnieszka Teterycz-Puzio zaprasza nas w podróż przede wszystkim do średniowiecza – ale nie tylko :) W tym momencie dochodzimy do kwestii zdefiniowania zakresu badań i ich wyników zarówno co do okresu którego dotyczą, jak również do zakresu terytorialnego. I okazuje się – o czym nie każdy pamięta – że jeśli mówimy o Piastach, to powinniśmy mieć na myśli nie tylko ich główną (panującą) linię, ale także linie poboczne, jak choćby książąt śląskich czy mazowieckich (żyjących aż do XVI wieku). Warto o tym pamiętać, owo istotne spostrzeżenie sprawia bowiem, że zarówno terytorialnie jak i czasowo mamy do rozpatrzenia dużo większy okres czasu oraz obszar niż może się z pozoru wydawać.

Wniosków po lekturze należałoby wysnuć co najmniej kilka. Pierwszy i najważniejszy – w kwestii zamachów, porwań, czy zdrad dynastia piastowska wcale nie odstawała od rodów panujących w innych częściach Europy. Podobieństw na tym tle jest więcej, jak choćby generalna zasada, że wszelakim zamachom czy aktom buntu wobec panujących towarzyszyła zwykle niestabilna sytuacja polityczna oraz słabość władców. Jednak żelaznych reguł na tym tle bynajmniej nie było – świetnym przykładem może tu być zamach na życie Bolesława Chrobrego, który wszak był monarchą poważanym i w teorii uwielbianym, władającym stabilnie i rządzącym silną ręką. A jednak zamach na jego życie się przytrafił… Wyjątek potwierdzający regułę? Być może ;) 

Książka niesamowicie wciąga dzięki świetnemu przedstawieniu tła wydarzeń przez autorkę. Agnieszka Teterycz-Puzio, jak już wspomniano, włożyła w swoje dzieło mnóstwo serca oraz czasu i to jest naprawdę widoczne. Można wszak się w tym miejscu pewnej rzeczy przyczepić, autorka przyznaje bowiem, że niekiedy nie dysponowała dużą liczbą źródeł, a czasem musiała nawet snuć na jakiś temat własne teorie w obliczu wręcz braku owych źródeł… Wobec powyższego w kilku momentach można zadać sobie pytanie, na ile to co czytamy to fakty, a na ile luźne dywagacje i supozycje autorki… Trochę niefajne przemyślenie w obliczu ogromu wykonanej przez Panią Agnieszkę pracy, jednak w pewnych momentach jest to przemyślenie konieczne (szkoda tylko, że bez odpowiedzi…).

Pomimo powyższego małego zgrzytu pozycja ta jest po prostu fantastyczna :) Rzadko kiedy można spotkać się z tak rzeczowym, a jednocześnie zajmującym narracyjnie językiem, który opowiada o – było nie było – historii, a więc o czymś dawno minionym i teoretycznie nie wzbudzającym zbyt wielkich emocji. Nic bardziej mylnego: historia zarówno może, jak i JEST zajmująca :) Jeśli jesteście tego samego zdania, ta książka jest czymś zdecydowanie dla Was :)


Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl




Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/zamach-na-piastow-agnieszka-teterycz-puzio-p-1219889.html




środa, 22 maja 2019

Virion: Adept - Andrzej Ziemiański

Tytuł: Virion: Adept
Cykl: Imperium Achai (tom 3)
Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 592



Virion: w poszukiwaniu samego siebie.

I oto jest – trzecia odsłona przygód Viriona :) Przyznam, że z niecierpliwością na nią czekałem. Andrzej Ziemiański dawno temu – jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało ;) – skradł moje serce historiami z Achają, Zaanem, Syriusem i Meredithem w rolach głównych, w związku z czym każda kolejna książka osadzona w tym uniwersum wzbudza moje wielkie emocje i nie mniejsze oczekiwania. Opowieść o szermierzu natchnionym (nawet jeśli Virion ciągle nim jeszcze w pełni tego słowa znaczeniu nie jest) w dalszym ciągu wciąga okrutnie - co świadczy tylko o tym, że to dobra historia. Wiele można w teorii mówić o tym, że całe „achajowe uniwersum” powinno już dokonać żywota (bo „ileż można”, najfajniejsze historie w ramach tego świata według dużej liczby czytelników już opisano), jednak wcale jeszcze owo uniwersum nie wyczerpało swojego potencjału. Ani nie powiedziało też swojego ostatniego słowa. I bardzo dobrze :)

W poprzednich tomach poświęconych Virionowi („Wyrocznia” i „Obława”) poznaliśmy przyszłego zabijakę oraz byliśmy świadkami zniszczenia jego codzienności przez niefortunny bieg zdarzeń, który zaowocował uwięzieniem, ucieczką, małżeństwem z nie do końca „normalną” dziewczyną, imperialną obławą i uwolnieniem się z niej zarówno przez samego Viriona, jak i przez jego żonę Niki oraz grupkę ich towarzyszy (ze znanym z cyklu „Achaja” mistrzem tortur Anai we własnej sobie). Tom trzeci rozpoczyna się w chwili, gdy imperialne służby na czele z wszechwładną (choć tak „wszech” to nie do końca) Taidą nie odpuszczają i wysyłają śladem Viriona szermierza natchnionego Horecha. Horech to co prawda stary opój (którego jakimś cudem udało się doprowadzić do jako takiego stanu trzeźwości na okoliczność pościgu za zbiegami), aczkolwiek szermierzy natchnionych nigdy nie wolno lekceważyć. Ścieżki jego i Viriona nieuchronnie się skrzyżują…

Historia Viriona, muszę przyznać, z każdym tomem nabiera barw. Szalenie mnie to cieszy :) Gdyby ktoś obeznany z „Achają” wziął „Viriona” do ręki niczego wcześniej o nowym cyklu nie wiedząc, to zapewne zakładałby, że to tylko opowiastka dołożona do cyklu z racji ciekawej postaci pobocznej jaką Virion był w „Achai”. Nic bardziej mylnego - cykl o szermierzu natchnionym to coś więcej niż tylko jego własna historia i dużo więcej niż „spektakl jednego aktora”. Z tomu na tom mnożą się zagadki i tajemnice, znaczenia nabierają poboczne z pozoru wątki Niki i innych „upiorów”, a na arenę zdarzeń wkracza wszechwładny i dobrze znany wszystkim miłośnikom uniwersum Zakon – fabularna obecność tej właśnie instytucji świadczy zaś tylko i wyłącznie o tym, że żarty się skończyły, a w całej sprawie chodzi o coś dużo więcej niż o pochwycenie Viriona. Nim zresztą Zakon prawie wcale się nie interesuje. Dużo ważniejsze są „upiory” w osobie takiej na przykład Niki i tajemnicza moc istot, które Zakon od lat próbuje zarówno pochwycić jak i powstrzymać. Z tomu na tom robi się zdecydowanie coraz ciekawiej!

Wielkim spoilerem chyba nie będzie jeśli zdradzę, że Horech bynajmniej nie zaszlachtował Viriona, a wręcz przeciwnie – stary opój dostrzegł w nim coś wyjątkowego i wziął go poniekąd pod swoje skrzydła (przeciwstawiając się siłą rzeczy zarówno rozkazom imperialnych mocodawców, jak i – w konsekwencji – potędze samego Zakonu). Myślę, że dla dobra i sensu całego cyklu coś takiego było nieuniknione: Virion prędzej czy później musiał spotkać na swojej drodze kogoś, kto będzie jego nauczycielem i mistrzem oraz wskaże mu drogę, która doprowadzi go do tego, czym stał się w „Achai” – do bycia żywą legendą. Virion bynajmniej jeszcze nią nie jest, ale na drogę ku temu prowadzącą już wkroczył. Jak długa będzie to droga? Tego nie wie nikt. Być może nie wie tego sam autor, kiedyś bowiem czytając wywiad z Panem Andrzejem zapamiętałem jego wypowiedź o tym, że pisane przezeń książki poniekąd „piszą się same” i nieraz sam nie do końca wie dokąd zaprowadzi go fabuła. W związku z powyższym możemy być raczej pewni, że spotkań z Virionem trochę jeszcze pewnie przed nami będzie :)

Cóż dodać? Andrzej Ziemiański jest ciągle w świetnej literackiej formie, a „Adept” to kolejna dawka znakomitego humoru, naśmiewania się z ludzkiej głupoty, sporo twistów fabularnych i ciekawa narracja sprawiająca, że książkę czyta się raz-dwa. Innymi słowy Andrzej Ziemiański nie zawodzi oczekiwań, a „achajowe uniwersum” ma się znakomicie. Kolejna książka w nim osadzona nie jest bynajmniej żadnym odcinaniem kuponów, ale wciągającą historią o świecie, który – jak już wspomniałem – na całe szczęście nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i ma ciągle mnóstwo do opowiedzenia za pośrednictwem swojego twórcy :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.






piątek, 17 maja 2019

Okrągły stół. Wynegocjowany koniec PRL - Jan Skórzyński


Autor: Jan Skórzyński
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 25.03.2019r.
Liczba stron: 368



Wynegocjowana wolność.

W 2019 roku mija 30 lat od wydarzeń, które zmieniły oblicze nie tylko Polski, ale także całej Europy Środkowo-Wschodniej. Upadek bloku komunistycznego i przejście od totalitaryzmu do demokracji w bezkrwawy sposób nie byłoby możliwe gdyby nie Okrągły Stół. Publiczna debata na temat związanych z nim obrad trwa od lat budząc przy tym niemałe emocje, jak również dostarczając okazji do tworzenia społeczno-politycznych podziałów i wzajemnych oskarżeń (przy całkowitym niedocenieniu przez wielu osiągnięć tych, którzy 30 lat temu owe rozmowy toczyli). Wspomniana debata i skrajne oceny Okrągłego Stołu z pewnością będą mieć miejsce jeszcze przez długie lata, jednakże 30-lecie tamtych wydarzeń jest dobrą okazją do przypomnienia sobie – choćby w formie niniejszej książki – pewnych bezspornych faktów, które zmieniły oblicze zarówno Polski, jak i świata.

Jan Skórzyński pisząc „Wynegocjowany koniec PRL” podjął się zadania arcytrudnego. Niezwykle ciężko jest bowiem pisać w sposób obiektywny o czymś, co od lat nie tylko poddawane jest pod wątpliwość jako wydarzenie pozytywne w najnowszej historii Polski, ale także o czymś, co jako wydarzenie polityczne od szeregu lat zawłaszczane jest na własne potrzeby przez siły, które z jednej strony gloryfikują Okrągły Stół, z drugiej zaś próbują czynić zeń XX-wieczną wersję haniebnej Targowicy. Jan Skórzyński próbuje w swojej książce skupiać się na faktach, odcinać się od całej bieżącej dyskusji dotyczącej Okrągłego Stołu i cel ten w dużej mierze udaje się autorowi książki osiągnąć. Publikacja to przede wszystkim fakty, opisy oficjalnych i zakulisowych negocjacji, do których dołożono sporo ciekawostek i opisów okoliczności niekoniecznie powszechnie znanych. Z tego wszystkiego wyłania się bardzo ciekawy i spójny obraz sytuacji polityczno-gospodarczej u progu lat 90-tych XX wieku, która to sytuacja – przez swoją systemową niewydolność – musiała zmienić się w coś innego i przybrać nowe oblicze. Czym miało być owo „coś”? Jak miało to „coś” wyglądać i co miało oznaczać dla przeciętnego Polaka? O tym właśnie debatowali decydenci zasiadający przy Okrągłym Stole.

Opisywanych przez Skórzyńskiego powszechnie znanych ustaleń Okrągłego Stołu opisywać może w tej krótkiej opinii nie będę, za to może – na zachętę do przeczytania książki ;) – przytoczę w tym miejscu kilka niekoniecznie znanych i pamiętanych ciekawostek. Jakich? Otóż na przykład nie wszyscy pamiętają, że do porozumienia między stroną rządową a opozycyjną mogło w ogóle nie dojść przez postawę i swoistą woltę na tle postulatów socjalnych w wykonaniu Alfreda Miodowicza i OPZZ. Skórzyński bardzo szczegółowo opisuje tę sytuację starając się przedstawić ją w możliwie najbardziej obiektywny sposób, podobnie jak – w dużej mierze jako problem naczelny zapomniane – główne rozdźwięki pomiędzy negocjującymi stronami, które dotyczyły przede wszystkim kwestii gospodarczych, a nie politycznych (co ciekawe, to właśnie w pierwszej kolejności sytuacja gospodarcza zmusiła komunistyczne władze do rozmów i wydawać się mogło, że będzie to sfera generująca najmniej problemów negocjacyjnych – stało się całkowicie odwrotnie). Autor książki przytacza także ciekawe wystąpienia nie zawsze pamiętanych mówców, jak choćby Władysława Siły-Nowickiego, który upominał się m.in. o wyjaśnienie zbrodni katyńskiej oraz o udział w obradach nie biorących w nich udziału radykalnych odłamów „Solidarności”. Tego rodzaju ciekawostek i pomniejszych epizodów dotyczących przebiegu obrad Skórzyński przytacza w książce całe mnóstwo.

Ciężko tej książki nie polecić. Nie miałem może w rękach zbyt wielu publikacji na temat Okrągłego Stołu, jednak wydaje mi się, że niniejsza lektura jest na tyle w całej rozciągłości tematu obiektywna, że warto się nią zainteresować. O obiektywizm bowiem w tym akurat temacie i co do tego właśnie okresu najnowszej historii Polski jest szalenie trudno. Warto docenić w związku z tym starania autora – niezależnie i na całe szczęście w całkowitym odcięciu od często niegodnego kształtu debaty publicznej na wspomniany temat.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl



Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/okragly-stol-jan-skorzynski-p-1182327.html?q=okr%b1g%b3y+st%f3%b3






Gorące czerwcowe zapowiedzi :)


Gorące czerwcowe zapowiedzi od Wydawnictwa Psychoskok :)
Jak zawsze będzie do wyboru i do koloru! 




niedziela, 12 maja 2019

Złota klatka - Camilla Läckberg


Tytuł: Złota klatka (tytuł oryginału: En bur av guld)
Seria: Thriller psychologiczny
Autor: Camilla Läckberg
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 11.04.2019r.
Liczba stron: 400



Niestety – rozczarowanie…

Camilla Läckberg szumnie powróciła na rynek wydawniczy niniejszym tytułem, jednak coś w tym powrocie wybitnie nie zagrało jak należy. Książka ma swoje plusy, ale generalnie - niestety rozczarowuje. Dlaczego? Czy to wina wysoko zawieszonej dotychczasową twórczością poprzeczki? Czy może na szybko stworzonej i za szybko napisanej, niedopracowanej historii (bo takie można odnieść wrażenie), przez co ucierpiała każda prawie fabularna warstwa książki? Poniżej spróbuję do tego dojść…

Faye to piękna i utalentowana młoda kobieta z trudną przeszłością. Obecnie z pozoru niesamowicie szczęśliwa, ma bowiem wszystko: wspaniałego męża Jacka, córkę Julienne, a jej codzienne życie opływa w bogactwa, którymi cieszy oczy w luksusowych sztokholmskich apartamentach. To jednak tylko pozory – główna bohaterka to ofiara przemocy domowej, której sprawcą (oprawcą) jest notorycznie zdradzający żonę mąż-sadysta. Pewnego dnia Jack wybiera się z córką na wycieczkę, z której jednak żadne z nich nie wraca. W miejscu, w którym powinni się znajdować policja znajduje kałużę krwi… Pierwsze podejrzenie pada na Jacka – czyżby zabił swoją córkę? Być może… Nie jest to jednak takie oczywiste, a kolejne rozdziały serwują nam szereg zwrotów akcji ukazując całą opowieść w niespodziewanym początkowo świetle.

Pomysł na powieść bardzo ciekawy – to przyznać trzeba. Może i trochę oklepany, ale jednak interesujący. Ciekawy zwłaszcza ze względu na osobę autorki nazywanej przecież „Królową szwedzkiego kryminału”; ciężko nie być ciekawym, jak też Camilla Läckberg ugryzła taki temat. Książka – właśnie z uwagi na sam pomysł – może być ciekawa i może się podobać, jednak to trochę mało jak na takie nazwisko… 

Same pozytywy (które nie stanowią niestety większości końcowych wniosków po lekturze) to przede wszystkim wspomniany pomysł oraz (pomimo deprecjonowania przez czytelników) mimo wszystko warstwa psychologiczna książki. Są to jednak tylko takie, powiedziałbym, „pozytywy w zarysie”. Läckberg miała szereg dobrych pomysłów, ale albo przekombinowała, albo rozjechała się z wizją, którą można by uznać za dobrą. Nie rozumiem tego rozdźwięku przyznam szczerze… Pomysły autorki są godne uwagi, lecz ich wykonanie i przelanie na papier pozostawia już trochę do życzenia. 

Największe minusy książki to posunięta do granicy śmieszności przewidywalność kolejnych zdarzeń i do tego stopnia sztuczni bohaterowie, że aż bije to niestety momentami po oczach… Dla czytelników chcących szybkiej rozrywki może to być niezauważalne i do przyjęcia, jednak jeśli przeczytało się już sporo tego rodzaju lektur, to widać mankamenty… Faye to postać kompletnie (niestety) nieprzekonująca. Pełna werwy energiczna osoba pozwala zmienić swoje życie w piekło pełne przemocy stając się kurą domową? Wszystko zaś po to, żeby po tragedii wyszły na jaw brzemienne w skutki fakty z przeszłości głównej bohaterki, które znowu odmieniają rys charakterologiczny postaci o 180 stopni? Wielka szkoda, że tak to wygląda, ale centralna postać powieści jest kompletnie niewiarygodna. Fakty z jej przeszłości z kolei w tak oczywisty sposób rzutują na kolejne wydarzenia, że zakończenia książki można spodziewać się na długo przed przeczytaniem ostatniej strony.

W „Złotej klatce” razi też w oczy mocno zabarwione snobizmem, wygodą i obrzydliwym luksusem bogactwo całego tła fabularnego. Zgoda, przypomina to tytułową „Złotą klatkę” (jeśli o warunki życiowe chodzi), przez co ma to wszystko pozory wiarygodności, aczkolwiek jest to klatka mocno sztuczna. Całkowicie niepotrzebne wydają się też marnej „jakości” erotyczne wyczyny bohaterów umieszczone w pewnych częściach książki – to rzeczywiście wytwór autorstwa Camilli Läckberg, czy też szmira pokroju „Pięćdziesięciu twarzy Greya” i „365 dni”??? Niesamowity zawód…

Przez lwią część książki ma się wrażenie, że nie napisała jej Camilla Läckberg, a ktoś inny – i to ktoś o bardzo małym doświadczeniu twórczym. Jak to się stało, że światowej klasy pisarka popełniła w książce tyle błędów i jeszcze się pod nimi podpisała firmując całość swoim cieszącym się powszechnym uznaniem nazwiskiem? Niepojęte… I bardzo przykre. Nie odpowiem niestety na pytanie, czemu to wszystko wygląda tak, a nie inaczej. Chyba każdy biorąc tę książkę do ręki liczył na dużo więcej.

Chciałbym móc napisać o „Złotej klatce” jeszcze coś pozytywnego, naprawdę… Ale nie bardzo mogę (poza ciepłymi słowami na temat przepięknej okładki, i to w dwóch wersjach kolorystycznych). Miejmy nadzieję, że to wypadek przy pracy i Camilla Läckberg zatrze to nieprzyjemne wrażenie kolejną książką, napisaną już na miarę swoich możliwości i umiejętności. Oby tak się stało. Szkoda by było, gdyby takie nazwisko na rynku wydawniczym kojarzone było w przyszłości z negatywnymi opiniami…

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.






czwartek, 9 maja 2019

Narcyz i złotousty - Hermann Hesse


Tytuł: Narcyz i złotousty (tytuł oryginału: Narziß und Goldmund)
Autor: Hermann Hesse
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 25.10.218r.
Liczba stron: 464



Hermann Hesse w najlepszym możliwym wydaniu.

Uniwersalna opowieść o odwiecznym konflikcie logiki z emocjami oraz serca z rozumem ukazana na przykładzie przyjaźni ascetycznego mnicha z hedonistycznym rzeźbiarzem. Wszystko to zaś jest tylko pretekstem do rozważań nad ludzką naturą i nad indywidualną drogą do szczęścia i spełnienia się każdego człowieka.

Akcja książki została umiejscowiona w średniowieczu. Zabieg ciekawy, mający zapewne na celu uwypuklenie kontrastu pomiędzy stylami życia głównych bohaterów. Mogło by się wydawać, że osadzenie fabuły w takim właśnie okresie historycznym oraz znacząco różna od współczesnej perspektywa czasowa z jakiej książkę napisano – wszak Hessego od czasów obecnych także dzieli spora przestrzeń czasu – sprawią, że lektura może być nieaktualna, mało interesująca i oderwana od realiów XXI wieku. Nic bardziej mylnego: Hesse przedstawia prawdy uniwersalne z którymi – co może zaskakiwać, ale po namyśle jest to oczywiste – można się utożsamić również dzisiaj.

Narcyz i Złotousty to metaforycznie ujęte i spersonifikowane dwie strony ludzkiej natury. Z jednej strony ascetyczny mnich, który sens życia widzi w duchowym przeżywaniu i w kontemplacji, przy całkowitym odrzuceniu pokus życia doczesnego. Z drugiej strony eks-mnich, rzeźbiarz, hedonista, człowiek bogaty w życiowe doświadczenia czerpane z uciech oferowanych przez wielki świat. Dwa niesamowicie różne punkty widzenia, starcie światopoglądów, a w tym wszystkim – czytelnik. Czytelnik, który nie tylko wciąga się w lekturę, ale także prowokowany jest do własnych przemyśleń na temat przeczytanych treści. Zaskakujące, jak bardzo poruszane przez Hessego tematy są aktualne także dzisiaj…

Tematami tymi -  a właściwie jednym wiodącym – jest pytanie pt. „jak żyć”? Jaką drogę obrać, aby być w życiu szczęśliwym, spełnionym? Czy lepiej wybrać ścieżkę pełną życiowych uciech, zabaw, gwaru, innych ludzi dzielących z nami owe przyjemności, czy też może skupić się na sobie, na własnym wnętrzu, swoich emocjach i duchowym samorozwoju po to, żeby przeżyć życie świadomie, refleksyjnie oraz tak, żeby świat naszych wewnętrznych przeżyć był jak najbardziej pełny i bogaty? Ważne pytanie. Hesse nie mówi nam wprost co mamy robić, to kłóciło by się z jego sposobem narracji i nawiązywania więzi z czytelnikiem. Skłania jednak umiejętnie do refleksji nad samym sobą i prowokuje do stawiania pytań o sens życia oraz o cele, jakie chcielibyśmy w nim osiągnąć. Owych dróg i celów jest wiele, znajdzie się ich tyle ilu czytających – każdy jednak własną drogę musi wybrać sam. Hesse tylko pokazuje nam dostępne możliwości.

Świetny autor w kolejnej świetnej książce. Wszystkim na wstępie uprzedzonym do twórczości tego pana powiedzieć można jedno: nie wiecie co tracicie. Mam wielką nadzieję, że po Hessego sięgnie wielu z Was. Naprawdę warto.

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.







Demony Leningradu - Adam Przechrzta


Tytuł: Demony Leningradu
Cykl: Demony (tom 1)
Autor: Adam Przechrzta
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 08.04.2019r.
Liczba stron: 432



Historia wprost z Matuszki Rosiji.

Fantastyka w wydaniu komunistyczno-kanibalistycznym ;) Adam Przechrzta zabiera nas w podróż do oblężonego przez Niemców w czasie II Wojny Światowej Leningradu. Lecz nie tylko – odwiedzimy także nie tak bardzo od linii frontu odległą Moskwę. Centralną postacią opowieści jest major Razumowski oraz sekta, którą ma za zadanie rozpracować i zlikwidować. Wszak wszelkie ideologie odchodzące od tej jedynie słusznej są w ZSRR niedopuszczalne. Problem jednak w tym, że przeciwnik jest świetnie zorganizowany i dobrze zakamuflowany, a Razumowski odkrywa w trakcie śledztwa coraz więcej trupów na swojej drodze…

Ciekawa opowieść, chociaż momentami chyba przekombinowana. Adam Przechrzta świadomie podjął ryzyko napisania niniejszej powieści (otwierającej zresztą pewien szerszy cykl literacki). Ryzyko to sprowadza się do konieczności pogodzenia ze sobą realiów II Wojny Światowej ukazanych z perspektywy Sowietów z wątkiem potężnej sekty, która swym charakterem nie tylko odstępuje od wartości komunistycznych, ale także zahacza ideologicznie i sprawczo o wątki nadprzyrodzone. Ryzykowna próba… Względnie udana, aczkolwiek nie w każdym elemencie.

Major Razumowski to interesująca postać. Niby komunista, trybik w machinie miażdżącego wszelki opór reżimu, karierowicz, a jednak człowiek mający pewne własne zasady, które przydają mu pewnych cech prawdziwego człowieczeństwa. Nie jestem pewien, czy major wzbudzi sympatię wszystkich czytelników, lecz z pewnością nie sposób odmówić autorowi ciekawego pomysłu na tę postać.

Główny wątek fabularny – prócz majaczących na horyzoncie Niemców i wojennej grozy na leningradzkich i moskiewskich ulicach – to sekta kanibali. Zwą samych siebie „Doskonałymi”. Na ich trop naprowadzają informacje o handlu ludzkim mięsem (!), jednak w toku wydarzeń cała sprawa staje się coraz bardziej skomplikowana. Doskonali wierzą, że spożywanie „ludziny” oraz poddanie się i zwalczenie przez członków sekty specyficznej, celowo wywoływanej choroby, może ich obdarzyć długowiecznością oraz konieczną do przejęcia władzy nad ludzkością mocy. Co gorsza, członkowie sekty – która jest wynaturzeniem nie tylko jak na sowieckie „standardy” – ukrywają się na wysokich stanowiskach w sowieckich strukturach władzy, co nie ułatwia ani śledztwa, ani zwalczenia problemu jaki stanowią. Im bardziej Razumowski zbliża się do sedna sprawy, tym na drodze pojawia się na dokładkę coraz więcej trupów. Co więcej zaś, przy zwłokach odnajduje także powiązane z nim samym wskazówki i nawiązania do własnej osoby - zupełnie jakby ktoś celowo ni to naprowadzał go na trop, ni to łączył w niezrozumiały początkowo sposób z całą sprawą.

Im bardziej brnie się przez kolejne strony, tym jest ciekawiej. Sowiecka rzeczywistość jest ciężka sama w sobie; ciągłe zagrożenie ze strony Niemców dodaje jej tylko mroku, otrzymujemy więc w efekcie niesamowite tło fabularne całej historii. Klimat opowieści jest niesamowity. Dlatego trochę szkoda pewnych niekonsekwencji i sztucznie wyglądających zabiegów dokonanych przez autora…

Zarzut wobec książki nr 1 = niekonsekwencja w prowadzeniu akcji polegająca na nie kończeniu i nie rozwijaniu wątków i narracyjnym skakaniu pomiędzy różnymi lokacjami (Leningrad – Moskwa)… Ciężko się przez to momentami książkę czyta, można się pogubić i chwilami można się zirytować tym, że jedne wątki są zaczynane, podczas gdy wcześniejsze są jakby porzucane w połowie… Pojmuję cel autora (ukazanie skali problemu jaki stanowią Doskonali i wskazanie na to, że macki sekty sięgnęły sowieckiej stolicy), jednak według mnie nie do końca fajnie to wszystko wyszło. Trochę to skakanie pomiędzy lokacjami zgrzyta… Można poza tym doznać małej konsternacji, nie wiadomo bowiem chwilami co jest fabularnie ważniejsze: śledztwo, kolejne morderstwa, czy same mordercze poczynania kanibali. Tak to przynajmniej ja osobiście postrzegam… Moje zdanie może być odosobnione i – być może – kolejne odsłony cyklu Adama Przechrzty zatrą w mej pamięci te niekonsekwencje (a może nawet je przekonująco uzasadnią), ale na chwilę obecną to o czym wyżej napisałem nie za bardzo mi się (niestety) podoba…

Opowieść ma w sobie potencjał i to potencjał naprawdę spory. Mam – jak już napisałem – na dzień dzisiejszy parę zastrzeżeń do całej historii i do sposobu jej opowiadania, aczkolwiek jestem w stanie dać temu wszystkiemu kredyt zaufania w oczekiwaniu na lekturę kolejnej części.

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.





Astralker - Tomasz Sobiesiek


Tytuł: Astralker
Autor: Tomasz Sobiesiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 05.04.2019r.
Liczba stron: 400



Debiut godny uwagi!

Tomasz Sobiesiek debiutuje własną książką i warto na Tego Pana zwrócić uwagę. Nie miałem dotąd okazji czytać dotychczasowych prac tego autora i chyba będę musiał te zaległości nadrobić ;) „Astralker” to szalenie ciekawa opowieść o służbach bardziej niż specjalnych, których chlebem powszednim jest wszystko to, co niezwykłe.

Akcja książki rozpoczyna się dość niepozornie. Poznajemy Dawida – studenta informatyki jakich wielu. Zwykły z niego chłopak próbujący związać na studiach koniec z końcem. Problemy zaczynają się wraz z pewnym egzaminem, który jest swoistym być albo nie być Dawida na studiach. Oczywistym jest, że chłopak wybiera „być”. Jednak aby „być” trzeba się włamać do domu pewnego profesora i tutaj zaczynają się schody… 

Cały plan się sypie, a do akcji wkraczają służby specjalne. Jak się okaże - nawet bardziej niż specjalne. Przekonamy się również, że Dawid dysponuje szeregiem zdolności pożądanych przez owe służby, co skutkować będzie złożeniem chłopakowi propozycji nie do odrzucenia w zakresie współpracy. Rozsądnie jest ową propozycję przyjąć. Tak się dzieje, a my wkraczamy tym samym w świat innych wymiarów i doświadczeń pozazmysłowych.

Treść lektury jest nader interesująca. Snuta przez Tomasza Sobiesieka opowieść o innych wymiarach, o opętaniach, o istnieniu duszy oraz o doznaniach pozazmysłowych wciąga niesamowicie. Ciekawych zjawisk opisano na kolejnych stronach sporo i są one z całą pewnością – wraz z działalnością wspomnianych bardzo specjalnych służb – najmocniejszą stroną książki. Czyta się to wszystko bardzo lekko i szybko. Aż żal, że TAK szybko…

Idealnie wszakże nie jest. Chciało by się, żeby autor pewne wątki rozwinął bardziej, szerzej o nich opowiedział i jeszcze trochę nas przyjętą konwencją „poczarował”… Czuć po ostatniej stronie mały niedosyt spowodowany tym, że to już koniec. Ale kto wie, może to wcale koniec nie będzie? Przyjęta konwencja jak i tematyka mają w sobie olbrzymi potencjał. Być może więc uda się jeszcze kiedyś wziąć do ręki książkę tego autora o podobnej tematyce :)

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.





niedziela, 5 maja 2019

Żubr Pompik. Dziarskie puszczyki - Tomasz Samojlik


Tytuł: Żubr Pompik. Dziarskie puszczyki
Seria: Żubr Pompik. Wyprawy (tom 10)
Autor: Tomasz Samojlik
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 11.02.2019r.
Liczba stron: 24


Podróży po Polsce ciąg dalszy.

Żubr Pompik wraz z rodziną niestrudzenie podróżuje po polskich parkach narodowych. Jego kopyta dotarły tym razem do Wielkopolskiego Parku Narodowego, którego symbolem jest puszczyk :) 

Kilka sympatycznych sówek pojawi się przy tej okazji na drodze Pompika i jego siostry, Polinki. Dokładnie rzecz biorąc, spadną im one dosłownie z nieba ;) (a ściślej rzecz ujmując - z drzewa). Małe sówki są mimo młodego wieku bardzo samodzielne, co bardzo odpowiada bojowo i na samodzielność właśnie nastawionej Polince. Sowio-żubrze przygody zakończą się happy endem, aczkolwiek z tą samodzielnością to nie wszystko będzie tak do końca "samopas" - poczynania dzieci będzie bowiem obserwować zarówno sowia, jak i żubrza mama ;) Samodzielności najlepiej uczyć się krok po kroku i to pod czujnym okiem rodziców.

Przesympatyczna książeczka. Żubrza rodzina - piszę to przy każdej okazji, ale taka prawda ;) - wzbudza niesamowitą sympatię :) Świetnie, że Tomasz Samojlik stworzył tę serię. Dzięki niej można miło spędzić z dzieckiem czas czytając mu bajkę, a na dokładkę - być może - znaleźć inspirację do odwiedzenia ciekawych zakątków naszego kraju (wędrówki żubrów mają wszak miejsce po najbardziej malowniczych i ciekawych parkach narodowych w Polsce). 

Gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.





Żubr Pompik. Wodospad muflona


Tytuł: Żubr Pompik. Wodospad muflona
Seria: Żubr Pompik. Wyprawy (tom 11)
Autor: Tomasz Samojlik
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 11.02.2019r.
Liczba stron: 24


Żubrze przygody.

Żubr Pompik wraz z rodziną wędruje na Polsce - a konkretnie po parkach narodowych i krajobrazowych. Tym razem dotarł do Karkonoskiego Parku Narodowego.

Podróżujące żubry nigdy wcześniej jeszcze nie widziały tylu pagórków na raz ;) Na ich drodze pojawiają się także nowe, nieznane im wcześniej rośliny i zwierzęta - w tym mały, rogaty "ktoś", kto szybko na widok żubrzej rodziny czmycha między skały ; ) Pompik upiera się, żeby tego "ktosia" poznać, przez co pakuje się w kłopoty i o mały włos nie wpada do wodospadu. Przed upadkiem ratuje go mały muflon - o nim bowiem cały czas mowa - który zawiera znajomość z żubrzą rodzinką.

Pomysł zaczęty jakiś czas temu, a mający na celu propagowanie wśród najmłodszych rodzimej przyrody i wiedzy o parkach narodowych wciąż działa i cały czas się sprawdza :) Żubrza rodzina z Pompikiem na czele budzi nieodmiennie wielką sympatię - może więc i do wycieczek do Polsce zachęci małych (i tych trochę większych) czytelników.

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.





Kicia Kocia gra w piłkę - Anita Głowińska


Tytuł: Kicia Kocia gra w piłkę
Seria: Kicia Kocia
Autor: Anita Głowińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 11.03.2019r.
Liczba stron: 24


Na świeżym powietrzu.

Coś w sam raz do zainspirowania dzieci do wyjścia na dwór ;) Gra w piłkę - i z piłką - to coś, co każdemu sprawia frajdę. Kicia Kocia i jej przyjaciele nie są tutaj wyjątkiem - podobnie jak ich nowy, niepełnosprawny kolega.

Bardzo fajnie i trochę sprytnie przemycono w tej prostej i nieskomplikowanej opowieści ważne przesłanie: ktoś na wózku inwalidzkim wcale nie jest kimś gorszym i może bawić się z innymi tak samo fajnie jak ktoś, kto nie ma żadnego problemu ze swoją sprawnością. Miło, że Anita Głowińska pomyślała i o takiej odsłonie książeczkowej serii uwielbianej przez dzieci :)

Oczywistym plusem książeczki jest także wspomniane już przeze mnie zachęcenie najmłodszych do aktywności na świeżym powietrzu. Wiosna w toku, lato za pasem - najfajniejsze zabawy możliwe są właśnie na zewnątrz, a nie w czterech domowych ścianach :)

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.



Kicia Kocia i Nunuś. Pa, pa smoczku! - Anita Głowińska


Tytuł: Kicia Kocia i Nunuś. Pa, pa smoczku!
Seria: Kicia Kocia
Autor: Anita Głowińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 10.09.2018r.
Liczba stron: 14


Jak pozbyć się smoczka?

Dla dorastającego brzdąca smoczek z biegiem czasu staje się balastem i coraz bardziej przeszkadza. Mając z nim jednak do czynienia przez całe swoje krótkie życie Nunuś ma ewidentny problem z jego odstawieniem. Czy Kicia Kocia mu w tym pomoże? ;)

Na starszą siostrę zawsze można liczyć :) Nunuś przekonuje się o tym, kiedy Kicia Kocia tłumaczy mu, że mając smoczka w buzi nie może ani jeść, ani śpiewać, ani powiedzieć tego co chce. Siostra pokazuje także maluchowi na spacerze zwierzątka, które są już duże i nie potrzebują w buzi takiego rekwizytu jak smoczek. Efekt jest do przewidzenia ;) Smoczek ląduje w pudełku odstawionym na parapet, po który przyjdzie "Smoczkowa Wróżka" ;)

Bardzo fajna książeczka dedykowana dzieciom w wieku 1-3 lat. Jeśli Wasz Maluch ma problem z odstawieniem smoczka, to niniejsza książeczka być może w dziele jego odstawienia pomoże (niekoniecznie do pudełka, które ma zabrać "Smoczkowa Wróżka" ;) ).

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.



Wymiatasz! - Matthew Syed


Tytuł: Wymiatasz! (tytuł oryginału: You Are Awesome)
Autor: Matthew Syed
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.03.2019r.
Liczba stron: 160


Wzbić się ponad przeciętność.

Autor bestselerowej "Metody czarnej skrzynki" powraca z kolejną książką z dziedziny samorozwoju i motywacji. Jak to zwykle w tego rodzaju lekturach bywa, na horyzoncie pokazano czytelnikowi pewien cel: zostanie mistrzem w tym, w czym tylko się zechce. Syed próbuje w trakcie lektury przekonać nas, że wcale nie jest to takie trudne i na pierwszy rzut oka nieosiągalne.

Książkę zadedykowano w pierwszej kolejności nastolatkom (stąd nieco krzykliwa szata graficzna pełna bijących po oczach sloganów i komunikatów), ale tak naprawdę chyba każdy z powodzeniem może ją przeczytać. Podstawowe pytanie na wstępie brzmi, czy chcemy coś w swoim życiu zmienić, czy chcemy w nim osiągnąć coś wyjątkowego, a jeśli tak, to czy potrzebujemy w tym celu motywacji i jakiegoś specjalnego "kopa".

Jeżeli odpowiedź na powyższe pytania jest twierdząca to ośmielę się stwierdzić, że dobrze trafiliście z doborem lektury. Syed na kolejnych stronach sypie jak z rękawa przykładami na to, że warto odrzucić wszystkie stereotypy na temat tego, że wyjątkowość jest "nieosiągalna" - wyjątkowość rodzi się według Sayeda w nas samych i każdy z nas może być jednostką wybitną, w każdej możliwej dziedzinie. Oczywistym przeciwieństwem wyjątkowości jest jednak "przeciętność" i wewnętrzne przekonanie o niej należy odrzucić w pierwszej kolejności.

Co należy czynić dalej? Zdiagnozować sobie to, co nas powstrzymuje i to wyeliminować. Odrzucić toksyczny wpływ otoczenia, wszystkie wyśmiewania, słowa podcinające skrzydła... Nie można tego słuchać, trzeba robić swoje i w to co się robi WIERZYĆ. A później wsłuchać się we własne myśli, we własne pomysły, ciężko pracować, nie poddawać się, nauczyć radzić sobie z presją i małymi - oraz dużymi - krokami kroczyć po swoje. Proste? ;)

"Błędy nie popełnił nigdy tylko ten, kto nigdy nie próbował niczego nowego."

"Liczy się to, żeby zacząć, podjąć ryzyko, nie bać się porażki i dać z siebie wszystko."

Odkrywcze powyższe slogany nie są, aczkolwiek wzięte pod uwagę razem z kontekstem mają spore szanse zrobić swoje i przekonać czytelnika do tego, że WARTO. Moim skromnym zdaniem warto zdecydowanie :) Nie czekajcie z tym zatem - zacznijcie i idźcie po swoje (na dobry początek przy pomocy niniejszej książki ;) ).

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.





Krew świętego - Sebastien de Castell


Tytuł: Krew świętego (tytuł oryginału: Saint's Blood)
Cykl: Wielkie Płaszcze (tom 3)
Autor: Sebastien de Castell
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.03.2019r.
Liczba stron: 608


Wielkie Płaszcze powracają.

Sebastien de Castell przedstawia trzecią - po "Ostrzu zdrajcy" i "Cieniu rycerza" - część cyklu "Wielkie Płaszcze". I chociaż jest to już trzecia odsłona cyklu, to bohaterowie ani samo uniwersum wcale się nie nudzą, a co więcej wygląda na to, że to chyba najlepsza jak dotąd odsłona całej serii :)

Książęta Tristii spiskują przeciw wstąpieniu na tron niedoszłej (póki co) królowej Aline, a co gorsza zaczynają ginąć kolejni Święci stąpający po ziemi... Chętni do politycznego wykorzystania tego faktu zaczynają głosić, że to sami Bogowie nie chcą wstąpienia Aline na tron. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie - wokół pełno spisków, knowań, niechętnych spojrzeń i ukrytej oraz bezpośredniej walki o władzę oraz o wpływy. Falcio, Kest i Brasti mają przed sobą nie lada wyzwanie, najpilniejszą bowiem sprawą staje się odnalezienie zabójcy Świętych jak i wyjaśnienie motywów tego (tych?), którzy za owymi mordami stoją. Jedynym tropem jest pewna żelazna maska, która zdaje się przyprawiać Świętych o obłęd, a przez to ułatwia ona zadanie ich likwidacji... Sprawa nie cierpi zwłoki - niechętni Aline książęta oraz duchowni hierarchowie zaczynają podnosić głosy o konieczności rozbudowywania kościelnego aparatu, co grozi państwową teokracją i przejęciem przez nią faktycznej władzy nad całą krainą...

Tom bardzo dobry, wręcz nadspodziewanie dobry. Cała historia została przez de Castella zaplanowana na cztery tomy, przed ostatnią odsłoną serii mamy w efekcie - po lekturze odsłony numer trzy - bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Jestem jednak dziwnie spokojny o czwarty tom, de Castell bowiem zdaje się cały czas w tej opowieści rozkręcać. Największą siłą "Wielkich Płaszczy" jest ciągle to samo - umiejętność połączenia sensacji w wydaniu "płaszcza i szpady" z walką o władzę pełną intryg oraz z elementami prawdziwej fantastyki na czele ze stąpającymi po ziemi Świętymi. Zaskakująco fajnie to wszystko razem współgra. Nie pozostaje zatem nic innego, jak cieszyć się z tego co mamy i czekać na ostatnią odsłonę tej opowieści :) Myślę, że będzie równie dobra jak to, co dostaliśmy od de Castella do tej pory.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.




sobota, 4 maja 2019

Smętarz dla zwierzaków - Stephen King


Tytuł: Smętarz dla zwierzaków (tytuł oryginału: Pet Sematary)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 23.04.2019r.
Liczba stron: 416


"Czasami martwe jest lepsze"...

Arcydzieło! Od tej książki wieje grozą, esencjonalnym i nie do końca nazwanym strachem, a przez to czyta się ją znakomicie. Stephen King wykreował prostą historię młodej rodziny, akcję osadził (po raz kolejny) w małym miasteczku gdzieś na obrzeżach wielkiego świata, nie dodał ani za mało ani za dużo głównych bohaterów (jest ich tylko kilku, w sam raz żeby nadchodzący strach smakował jak najlepiej), a do tego wszystkiego dodał prastare zło czające się w lesie tuż za polną drogą. Nic tylko zasiąść w fotelu i zacząć się bać!

Sama historia jest ponura. Na tyle ponura, żeby być znakomitą. King wiedzie nas przez kolejne strony, powoli rozwija wszystkie wątki, dodaje coraz więcej grozy i zwiększa napięcie aż do samego finału. I robi to naprawdę po mistrzowsku.

Mistrz horroru po raz kolejny manipuluje słabościami ludzkiej natury. Znów okazuje się, że to czego pragniemy może okazać się przyczyną tragedii wszystkich wokół nas. Jednak "Smętarz dla zwierzaków" jest pod tym względem naprawdę wyjątkowy. Nie zawsze strach podczas lektury Kinga jest tak głęboki jak w tym przypadku. Czyni to tę książkę po prostu niezapomnianą. To jeden z najlepszych horrorów Stephena Kinga, jaki miałem okazję kiedykolwiek przeczytać.   

..........................................................................................................................    

Powyższe klika akapitów napisałem pięć lat temu, kiedy miałem okazję przeczytać "Smętarz..." po raz pierwszy :) Co się od tego momentu zmieniło? Co do odbioru książki - absolutnie nic :) To wciąż arcydzieło! Po odświeżeniu sobie lektury zmienia się jednak jej odbiór - kiedy jest się tatą historia było nie było o dziecku w takich a nie innych okolicznościach dość mocno mrozi... (brrr). Trzeba jednak zachować dystans; to klasyk napisany i przeznaczony do tego, ażeby się BAĆ :) W schizy więc nie warto wpadać.

Odnośnie niniejszego wydania filmowego - prezentuje się fantastycznie :) Szkoda wszakże trochę, że Prószyński i S-ka nie wypuścili tego wznowienia z pierwszą wersją okładki - prezentowała się według mnie o niebo lepiej! A miało (i mogło) wyglądać to tak:



Troszkę mi tej okładki żal... ;) Co nie oznacza jednak, że ta jest zła. Bynajmniej :) Co do książki - i jej wznowień - to dodać mogę jeszcze jako pewną ciekawostkę, że Prószyński i S-ka powraca niniejszym wydaniem do pierwotnego tytułu, tj. do "Smętarza dla zwierzaków". Poprzednie tłumaczenie tytułu brzmiało bowiem "Cmętarz zwieżąt". Generalnie obydwie formy są poprawne - wszak tłumaczymy z angielskiego "Pet Sematary", a więc z celowo użytego przez Kinga błędu gramatycznego (poprawnie powinno być "cemetery"), co jest świadomą stylizacją na dziecięce błędy w pisowni; wszak sam cmentarz był miejscem gdzie dzieciaki chowały swoje zmarłe zwierzątka, zatem dziecięce błędy są czymś zrozumiałym i do wybaczenia. Aczkolwiek obecny stary-nowy tytuł brzmi chyba lepiej niż ten dotychczasowy ;)

Cóż dodać? BÓJCIE SIĘ I IDŹCIE KONIECZNIE DO KINA! :) :) :) Seans jeszcze przede mną, za kilkanaście godzin, ale sądząc po opiniach, trailerach i pierwszych recenzjach - będzie cudnie :) :)