Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lipca 2024

Im mroczniej, tym lepiej - Stephen King

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 22.05.2024
Liczba stron: 624


Dwanaście twarzy Kinga.

Stephen King kazał nam czekać na kolejny pełnoprawny zbiór swoich opowiadań przez 9 długich lat (ostatnią okazją, przy której mieliśmy w rękach jego wydane zbiorczo krótkie teksty był "Bazar złych snów" z 2015 roku). Czy warto było czekać na "Im mroczniej, tym lepiej"? Jako zdeklarowany fan oczywiście odpowiem: "TAK!". Ale wiecie co? Nawet ktoś, kto nie jest fanem Kinga doceni ten zbiór. Dlaczego? Tak równej pod kątem poziomu i jakości tekstów antologii (autorstwa Kinga, ale nie tylko) dawno bowiem nie wydano.

Co rzuca się w oczy na świeżo po lekturze? King pokazuje nam za sprawą tej książki mnóstwo swoich twórczych twarzy. Znajdziemy tutaj teksty, które mocno korespondują z jego etykietką "Króla Horroru", lecz znajdziemy tu także opowieści z wątkami paranormalnymi, opowiadania-thrillery, a także kryminalną nowelkę. Myślę, że taki dobór tekstów do zbioru był bardzo dobrym wyborem. Dzięki temu raz jeszcze mamy podkreślony fakt tego, że Stefan K. to nie tylko groza i horror (którą to etykietę ma przypiętą od całych dekad). Stephen King to także świetne wątki obyczajowe, szczypta nieznanego, trochę sensacji i kryminału, a także - przez jednych kochane, przez innych znienawidzone - CUDOWNEJ JAKOŚCI GAWĘDZIARSTWO! Cały King :) - i to w pigułce :)

Od krótkich nowel, przez dłuższe opowiadania, po minipowieści. Od klasycznych horrorów, przez kryminały, po prozę obyczajową. Od Derry, przez Castle Rock, po Florydę. Od dreszczy zgrozy, przez dramatyczne napięcie, po łzy rozbawienia. Każdy z tych utworów nosi znamiona kultowego i drąży mroczną stronę życia. A niezależnie od tego, o czym Mistrz Grozy pisze – o koszmarnych snach, trywialnych lękach, amerykańskiej rzeczywistości czy spotkaniach z Obcymi – zapewnia czytelnikowi nieskończoną przyjemność czytania, wzrusza go lub wywołuje dreszcz obrzydzenia, zaskakuje albo – jak klasyczny King – przeraża.

Mistrz wciąż zachwyca - ale i zdaje się powoli żegnać ze swoimi miejscami, historiami... A może to tylko taki wydźwięk nostalgicznej nuty w nawiązaniach do jego twórczości, które widać w zasadzie w każdym z zamieszczonych w zbiorze tekstów? Serce powiedziałoby, że to tylko nostalgiczne wrażenie, jednak rozum stwierdziłby, że to być może rzeczywiście jakaś forma (znowu! - już któryś raz dostrzegam to w jego książkach w ostatnich latach...) pożegnania z tym, co Mistrz dla nas w swojej twórczości zostawił. Cudownie jest móc czytać kolejne, nowe książki Kinga, jednak młodszy to on już niestety nie będzie... (i może stąd to wrażenie jego powolnego żegnania się...).

Dlaczego w ogóle piszę o pożegnaniach? Otóż z tej prostej przyczyny, że "Im mroczniej, tym lepiej" to cała masa nawiązań do niesamowicie rozbudowanego na przestrzeni lat, książkowo-popkulturowego uniwersum Mistrza. Natkniemy się tutaj na wzmianki o Castle Rock i o Derry, a także poznamy kontynuacje lub inne wersje znanych już historii (np. "Droga do Zajazdu Zjazd" to trochę inna wersja "Skrótu Pani Todd" ze zbioru "Szkieletowa załoga"; "Dwóch utalentowanych skubańców" to swoista wariacja "w drugą stronę" na temat motywu kosmitów, poznanego przez nas w "Łowcy snów"; z kolei "Grzechotniki" to z jednej strony kontynuacja "Cujo", a z drugiej... "Ręki mistrza" :) - ot, takie przyjemne dwa w jednym!).

Zbiór na tle innych (tych z przeszłości, od "Nocnej zmiany" poczynając, na "Bazarze złych snów" kończąc) wyróżnia się tym, że jest niesamowicie równy pod względem poziomu opowiadań. Jakość tekstów to zawsze (i od zawsze) bolączka każdej antologii, nie sposób bowiem uciec od tego, że każdy zbiór tekstów jest zróżnicowany za sprawą ich poziomu. "Im mroczniej..." nie jest na tym polu wyjątkiem, a jednak śmiało można stwierdzić, że każde zamieszczone tu opowiadanie ma właściwą jakość i w zasadzie nie odstaje za bardzo od innych. To w przypadku zbiorów/antologii (także w przeszłości wydawniczej Kinga) zdecydowanie pozytywne zaskoczenie.

Jak już przy tym jesteśmy - BEZAPELACYJNIE najlepszymi opowiadaniami zbioru są dla mnie "Grzechotniki", "Dwóch utalentowanych skubańców" i "Wszystkowiedzący". "Grzechotniki" - jak już wspomniałem - kontynuują z jednej strony mroczną historię morderczego bernardyna z "Cujo" (główny bohater to mąż i ojciec tych, którzy walczyli z psem w unieruchomionym aucie), a z drugiej strony są one także kontynuacją "Ręki mistrza" (do której to książki mam szczególny sentyment; za sprawą "Ręki..." powróciłem ponad dekadę temu do czytania Kinga po kilku latach przerwy i był to świetny wybór na książkę-powrót do jego twórczości!). Grzechotnikowy mrok niesamowicie wprowadza nas na powrót w konwencję "Cujo", a fantastyczno-horrorowe majaki to wypisz-wymaluj nadprzyrodzone tematy prosto z "Ręki mistrza". Super! :)

"Wszystkowiedzący" to tekst mocno niepokojący, namacalnie przerażający. Wyobraźcie sobie tylko: co kilka lat trafiacie przypadkowo na stragan z gościem, który przepowiada przyszłość, a wszystko co powie po prostu się sprawdza. Wszystko - zarówno to, że przeżyjecie nadchodzącą wojnę, że odniesiecie finansowy sukces... Że umrze Wasz syn... Brrr! - oto King w wersji, którą kochamy!

Powyższymi opowiadaniami można zachwycać się do woli (i wracać do nich - polecam!), a jednak to "Dwóch utalentowanych skubańców" ma u mnie złoty medal i palmę pierwszeństwa. W sumie sam nie wiem do końca dlaczego :) Jednak pomysł na to, że dwóch zwyczajnych kumpli co roku poluje przez kilka dni w lesie, a pewnego razu ratują kosmitę - którego pobratymcy obdarzają ich w podzięce wyjątkowymi darami, dzięki którym wspomniani kumple zdobywają sławę i pieniądze - jest mega fajny (oczywiście przede wszystkim od tego momentu, w którym poznajemy z detalami tę ściśle strzeżoną przez całe życie dwóch przyjaciół historię).

Po namyśle chyba jednak wiem, dlaczego to opowiadanie tak mocno złapało mnie za serducho :) Las, odludzie, kosmici, spotkanie trzeciego stopnia - to wszystko mocno mi podświadomie pachnie "Z archiwum X"! (za sprawą odludzia i lasu najmocniej pachnie mi to jednym z moich ulubionych odcinków tego serialu, "Darkness Falls" - i to nawet jeśli u Kinga nie ma żarłocznych, zielonych świetlików ;) ). Może jeszcze dlatego, że kocham klimat leśnego biwaku/campingu przez kilka dni, z dala od cywilizacji:)

Reszta tekstów ze zbioru też jest super, lecz wspomniane powyżej trzy - miodzio, pierwsza klasa! Zdecydowany top możliwości pisarskich i kreacyjnych Kinga.

Czy to już wszystko? Na ten moment (od Kinga i w tej recenzji) tak. Na koniec każdej jego książki dopada człowieka pewien smutek (no bo jak to, to już?; już koniec, przeczytane, ostatnia strona pękła?). Pozostaje wyczekiwać kolejnego książkowego spotkania z Mistrzem. Miejmy nadzieję, że będzie ich jeszcze wiele! Choć muszę przyznać, że któryś już raz dostrzegany przeze mnie w jego kolejnej książce motyw pożegnań ze znanymi miejscami i historiami mocno mnie niepokoi... Chcę od Niego jak najwięcej, jeszcze przez długie lata.

Wniosek jest prosty: Doceniajmy Kinga, póki go mamy.

Albatros - dziękuję.

#immroczniejtymlepiej #youlikeitdarker #stephenking #king #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookreview #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












niedziela, 2 lipca 2023

Cztery po północy - Stephen King

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 27.02.2023
Liczba stron: 832


Perełki pełne grozy.

Zbiór minipowieści "Cztery po północy" miał u mnie już na starcie bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę. Uprzednia lektura zbiorów "Cztery pory roku" i "Czarna bezgwiezdna noc" naprawdę mocno wywindowała moje oczekiwania, ale książka mnie nie zawiodła :) , podołała i zdecydowanie się obroniła. Zbiór jest bardzo dobry, zbalansowany i zawiera - w tym miejscu nie zgodzę się z częścią opinii - cztery naprawdę dobre, równorzędne, wciągające historie pełne grozy.


Chyba właśnie wyżej wspomnianej grozy w każdej opowieści ze zbioru brakowało mi najbardziej w "Czterech porach roku" i w "Czarnej bezgwiezdnej nocy". Nie przeczę, że tamte książki nie mają swoich mocnych stron (bo mają), ale jednak nie każda opowieść z tych zbiorów trzyma w takim samym napięciu. W "Cztery po północy" jest inaczej :)


Długo się zastanawiałem, która minipowieść z przeczytanego właśnie przeze mnie zbioru jest najlepsza i myślę, że palmę pierwszeństwa przyznam jednocześnie "Langolierom" i "Tajemniczemu oknu, tajemniczemu ogrodowi". "Langolierom" za niesamowity pomysł na podejście do podróży w czasie i nieustającą panikę obecną w poczynaniach bohaterów, przekładającą się na strach czytającego, a "Tajemniczemu oknu, tajemniczemu ogrodowi" za kolejną w dorobku Kinga psychodeliczną analizę ludzkiej osobowości i jej mrocznej strony. Po prostu palce lizać! :)


"Langoliery" mają u mnie jeszcze jednego plusa za sprawą ekranizacji z lat 90-tych (dwuczęściowy miniserial z 1995 roku). Dziś może się ona wydawać kiczowata (te "efekty specjalne"...), a jednak ma w sobie coś, co jest wybitnie "kingowe". Skoro o tej kwestii mowa, to film na podstawie "Tajemniczego okna..." ("Sekretne okno" z Johnny'm Depp'em z 2004) też jest niczego sobie. Wspomniane ekranizacje bardzo mocno zapadły mi w pamięć - powrót do tych historii był za sprawą literackich pierwowzorów prawdziwą przyjemnością.  


A co z pozostałymi opowieściami? Nie są o wiele gorsze od poprzednich :) "Policjant biblioteczny" z całą pewnością zaskakuje, trzyma w napięciu i znacznie zyskuje na swej wartości dzięki przerażającym retrospekcjom głównych bohaterów. "Polaroidowy pies" z kolei ma u mnie dużego plusa dzięki temu, że jest swoistym wstępem do powieści "Sklepik z marzeniami"; wiernym fanom Kinga - w tym mnie:) - wizyt i powrotów do Castle Rock nigdy nie jest zbyt wiele:) Przy okazji chciałbym zapewnić o jednym: wbrew wielu opiniom, "Polaroidowemu psu" jest bardzo daleko do sztuczności i kiczu.


ZDECYDOWANIE polecam Wam tę książkę. Właśnie takie pozycje jak ta uzasadniają przyznanie Kingowi nieoficjalnego tytułu "Króla Horroru". A czyż nie za to większość z nas Go uwielbia?:) 

Albatros - dziękuję.

#czterypopółnocy #stephenking #king #langoliery #tajemniczeoknotajemniczyogród #polaroidowypies #policjantbiblioteczny #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookreview #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












Cztery pory roku - Stephen King

Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26.04.2023
Liczba stron: 512


Cztery oblicza Mistrza.

Wydawać by się mogło, że godna uwagi twórczość Kinga to tylko mniej lub bardziej mroczne powieści z pogranicza horroru, kryminału, sensacji i fantastyki - nic bardziej mylnego. W "Czterech porach roku" dostajemy do ręki cztery świetne minipowieści, każdą trochę tylko dłuższą od zwykłego opowiadania i kolejny raz (w moim przypadku kolejny raz po "Czarnej bezgwiezdnej nocy" i "Po zachodzie słońca") dostałem dowód na to, że King jest mistrzem wszelkiego rodzaju historii i szufladkowanie Go jako autora tylko powieści grozy jest niemalże obelgą.


Na "Cztery pory roku" składają się minipowieści "Skazani na Shawshank", "Zdolny uczeń", "Ciało" i "Metoda oddychania". Patrząc na ten spis można by sądzić, że pierwsza pozycja bije inne na głowę, ale wcale tak nie jest. Najlepszą częścią książki jest bowiem zdecydowanie "Zdolny uczeń". W historii patologicznej przyjaźni trzynastolatka i wiekowego hitlerowca jest coś niewypowiedzianie złowrogiego, coś budzącego ciarki na plecach... I nie chodzi tylko o kontekst historyczny, tak bardzo oczywisty dla Polaka, lecz o mrok spowijający dusze tych dwóch bohaterów i o to, jak złowrogo mrok ten wylewa się z ich dusz prowadząc do kolejnych zbrodni... Brrr...


Na drugim miejscu postawiłbym ex aequo "Skazanych na Shawshank" i "Ciało". Więzienna historia jest powszechnie znana dzięki swej ekranizacji, więc nie będę może jej opisywać, ale powiem, że - co się bardzo rzadko zdarza - w tym przypadku literacki oryginał jest gorszy od ekranizacji. Film wypieścił tę opowieść. Jako twór literacki jest bardzo dobra, ale film jest lepszy. Co do "Ciała", to jest w tej opowieści o grupie dzieciaków idących na wycieczkę do lasu coś przyciągającego jak magnes. King pięknie pokazał jak może wyglądać przyjaźń czterech kolegów ze szkolnej ławy, dodał trochę grozy (Mój Boże, most i nadjeżdżający pociąg... mam lęk wysokości i uwierzcie mi, na długo zapamiętam tę scenę), nie do końca szczęśliwe zakończenie i efekt jest naprawdę fajny.


"Metoda oddychania" jest u mnie na ostatnim miejscu, ale tylko dlatego, że King przeszedł tu do finału trochę za szybko, trochę bez dłuższego wprowadzenia i przez to całość ciut zgrzyta. Ale ogólnie nie ma się do czego bardziej przyczepić. Ta historia ma swój klimat! :)


Na koniec chciałbym powiedzieć, że pomysł z porównaniem czterech historii do czterech pór roku jest naprawdę dobry. W zasadzie każda z opowieści pasuje do przypisanej jej pory roku. Najlepiej to widać w "Skazanych na Shawshank" i w "Metodzie oddychania". Oby więcej takich pomysłów Mistrzu:) Więcej takich pomysłów i więcej takich historii. Historii, które z czystym sercem polecam. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, weźcie do ręki "Cztery pory roku" i przekonajcie się, że Stephen King pisze nie tylko opasłe powieści grozy i nie tylko w nich jest mistrzem. 


Albatros - dziękuję.

#czteryporyroku #stephenking #king #skazaninashawshank #ciało #metodaoddychania #zdolnyuczeń #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookreview #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












niedziela, 25 czerwca 2023

Rose Madder - Stephen King


Tytuł: Rose Madder
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15.03.2023
Liczba stron: 448


Po drugiej stronie obrazu.

Świetna, wciągająca, momentami zaskakująca książka. Zdumiewający jest przy tym fakt, że jest tak naprawdę jedną z najmniej docenianych powieści Stephena Kinga, a nawet, jeśli dobrze pamiętam, jednym z Jego najgorzej sprzedających się dzieł. "Rose Madder" zdecydowanie zasługuje na docenienie - i to z więcej niż tylko z jednego powodu.


Na początek powiem, że King po raz kolejny mnie zaskoczył. Sądząc po rozlicznych opisach można by się spodziewać średniej jakości, umoralnionej opowiastki o maltretowanej kobiecie usiłującej odzyskać swoje własne ja, a tymczasem czytelnik dostaje w "Rose Madder" trzymający do ostatniej chwili w napięciu kryminał z elementami thrillera i klasycznej psychodeli, będącej jednym z najlepiej znanych znaków firmowych autora. Czyta się to po prostu świetnie!


Tytułowa bohaterka nie jest przy tym wcale taka kiepska w odbiorze, bezbronna i infantylna jak można by sądzić, jest w niej bowiem mnóstwo odwagi i ukrytej zadziorności. Nie można w tym miejscu także zapomnieć o czarnym charakterze numer jeden tej powieści, Norman Daniels jest bowiem po mistrzowsku przedstawionym psychopatą, którego skala szaleństwa i przerażające pomysły przelane na papier przez Kinga po prostu powalają na kolana i zostawiają czytającego z szeroko otwartymi ze zdumienia ustami. Tak wiernego, wiarygodnego i odstręczającego obrazu psychopaty, przyznam szczerze, nie pamiętam w dziełach Kinga, a i musiałbym się mocno wysilić żeby odnaleźć takowy u innych pisarzy. Niesamowita postać! Można się jej bać, oj można. Wielkie, naprawdę wielkie brawa dla Kinga za Normana Danielsa!


Element psychodeli o którym wspomniałem wiąże się nieodłącznie z centralnym elementem książki, czyli pewnym obrazem, i można by się było go w zasadzie czepiać jako przekombinowanego, ale sądzę, że w tej akurat książce ten pomysł się sprawdził. Nie chcę za wiele zdradzać z fabuły (mam nadzieję, że do tej pory nie wyszedłem za bardzo poza to, co można wyczytać o tej książce przed lekturą),ale myślę, że pomimo pierwszego zdziwienia jakie można odczuć w trakcie czytania, cała ta historia związana z obrazem ma na końcu książki ręce i nogi, i każdy dojdzie po chwili namysłu do takiego właśnie wniosku. A jeśli nie - trudno, każdy ma prawo do własnej opinii:) Mnie się w każdym razie podobało.


Gorąco polecam. Sądzę, że warto odkryć tę książkę, tak często wymienianą na szarym końcu wśród najlepszych dzieł Kinga - odkryć, i mieć nadzieję, że będzie wymieniana przy takich okazjach znacznie wcześniej niż na końcu.  

Albatros - dziękuję.

#rosemadder #stephenking #king #horror #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookreview #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












poniedziałek, 3 października 2022

Baśniowa opowieść - Stephen King


Tytuł: Baśniowa opowieść (tytuł oryginału: Fairy Tale)
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 07.09.2022
Liczba stron: 704


Król w szatach fantasy.

Czy inny świat może kryć się tylko (lub "aż") o 185 schodów od nas? Zastanówcie się nad tym, gdy będziecie przy najbliższej okazji schodzić do jakiejś głębokiej piwnicy ;) Być może nic niezwykłego w niej nie odkryjecie - a przynajmniej nic tak niezwykłego, jak Charlie Reade, który dzięki krętym schodom w starej szopie schodzi w dół ku przygodzie, ku urągającej zdrowemu rozsądkowi fantazji, ku realnie namacalnej baśni oraz ku innej rzeczywistości, której piękno jest tyleż niezwykłe i wspaniałe, co tocząca się w tym innym świecie odwieczna walka dobra ze złem... "Baśniowa opowieść" to znakomita odpowiedź Kinga dla wszystkich tych, którzy wieszczą koniec jego znakomitych pomysłów i schyłek jego pisarskiego mistrzostwa.


Czy Stephen King pisząc fantasy nas zaskoczył? Bynajmniej. To nie pierwsza książka, jaką napisał w tym stylu. Dość wspomnieć o "Oczach smoka", o napisanych wspólnie z Peterem Straubem "Talizmanie" i "Czarnym domu" (ogromnie żałuję, że Straub niedawno odszedł - obaj z Kingiem mieli plan na napisanie trzeciej książki z tego cyklu; w obecnej sytuacji nie wiem, czy istnieje tyle materiału źródłowego, aby ten pomysł mógł się ziścić), czy też o kingowym opus magnum, czyli o "Mrocznej Wieży" (wielbionej przeze mnie bez opamiętania!). Flirt Kinga z fantasy nie jest więc żadną nowością, a jego efekt jest jak zawsze wyśmienity!


Główny bohater książki to siedemnastoletni chłopiec. Charlie Reade jest przeciętnym nastolatkiem, świetnym sportowcem i nie najgorszym uczniem. Ale chłopak dźwiga też spory bagaż doświadczeń. Gdy miał dziesięć lat, jego matka zginęła w wypadku, którego sprawca zbiegł. Jego ojciec, pogrążony w rozpaczy i żalu, zaczął pić. Charlie musiał nauczyć się, jak dbać i o siebie, i o niego. W wieku siedemnastu lat poznał psa, Radara, i jego starzejącego się pana, Howarda Bowditcha, odludka mieszkającego w imponującej rezydencji na szczycie wzgórza. W głębi otaczającego ją rozległego podwórka, za domem, stała zamknięta szopa, z której dochodziły dziwne dźwięki. Jakby jakieś stworzenia próbowały wydostać się na zewnątrz i uciec…


Po śmierci Bowditcha siedemnastolatek otrzymuje w spadku niezwykłe dziedzictwo – klucz do równoległego wymiaru, w którym toczy się wojna między dobrem i złem; walka o najwyższą stawkę: przetrwanie zarówno tamtego świata, jak i tego, który znamy. Historia klasyczna jak baśń czy mit... Zaskakująca i świeża, lecz jednocześnie pełna motywów, które w twórczości Stephena Kinga lubimy najbardziej. Być może wszyscy tę opowieść znamy, lecz wciąż chcemy ją czytać - zwłaszcza gdy opowiadana jest na nowo przez pisarzy tej rangi, co Stephen King...


Co poza baśniowym światem znajdziemy wraz z Charliem na końcu spiralnych schodów w starej szopie? Otóż znajdziemy tam bardzo wiele z tego, za co kochamy Kinga. Będzie więc genialne gawędziarstwo (za które, nie wiedzieć czemu, część czytelników go nie lubi), świetne zarysowanie sylwetek bohaterów, dobrze zbudowana pod kątem narracyjnym opowieść oraz całe multum nawiązań - zarówno do klasycznych baśni, jak i do innych powieści samego Kinga!


Względem nawiązań do baśni najprościej będzie powiedzieć, że "Baśniowa opowieść" to coś pomiędzy "Jasiem i magiczną fasolą", "Rumpelsztykiem" braci Grimm, a "Czarnoksiężnikiem z krainy Oz". Część wydarzeń z fabuły można też śmiało skojarzyć z takimi klasykami, jak np. "Niekończąca się opowieść". Gdyby przyjrzeć się tej książce bliżej, to zapewne znajdzie się tu jeszcze kilka elementów z innych bajek i dzieł popkultury, ale te powyższe są wystarczające do tego, aby mieć choć poglądowe pojęcie o tym, z jakim światem mamy tutaj do czynienia.


Mnie osobiście dużo bardziej jednak interesują - ba!, wręcz JARAJĄ! - nawiązania do innych powieści Mistrza, a... jest ich kilka :) Nie chcę Wam psuć zabawy z ich wychwytywaniem, ale powiem tylko tyle, że na łamach "Baśniowej opowieści" nie zabraknie tego, na co po cichu liczyłem: nawiązań do "Mrocznej Wieży"! Cała ta powieść to bowiem, w gruncie rzeczy, jedno wielkie pytanie o to, czy nie mamy aby do czynienia z jeszcze jednym światem podtrzymywanym przez promienie Wieży, a im dalej w książkę brniemy, tym ta myśl staje się coraz bardziej natarczywa. Utwierdza nas w tym podobieństwo stolicy tego baśniowego świata do poznanego przez nas w "Ziemiach jałowych" (trzeci tom MW) miasta Lud oraz rozliczne wstawki głównych bohaterów w stylu "Długich dni i przyjemnych nocy" :) Tak, ja wiem - dla kogoś, kto nie czytał "Mrocznej Wieży" te spostrzeżenia nic nie mówią, jeśli jednak ją czytaliście, to znakomicie wiecie dlaczego tak się tym jaram :)


Co do samej fabuły... Ona po prostu urzeka :) To współczesna baśń o wszystkim tym, co kochamy w opowieściach spod znaku fantasy. Dostaniemy tutaj magię, walkę dobra ze złem, bezwarunkową miłość, pragnienie czynienia dobra i kruche piękno, które zagrożone jest przez "tych złych". Czy będzie tutaj także tak często spotykany w baśniach happy end? Tego nie zdradzę - choćby jedno słowo na ten temat byłoby zbyt oczywiste.


Po skończeniu "Baśniowej opowieści" żałuję tylko tego, że King nie wchodzi w takie klimaty częściej. Ale z drugiej strony patrząc - nie raz i nie dwa już w te tory wchodził i przeglądając jego bibliografię jest się czym w tej materii zachwycać. Cieszmy się więc przede wszystkim tym, że możemy dopisać do tej listy kolejną pozycję.


Gorąco polecam!

Albatros - dziękuję!

#baśniowaopowieść #fairytale #stephenking #albatros #wydawnictwoalbatros #fantasy #kingomaniacy #stephenkinguniverse #baśń #baśniowyświat #cosnapolce #czytamksiążki #dobraksiążka #czytamfantasy #bookstagram #bookstagrampolska #bookreview #recommendedbooks













piątek, 29 lipca 2022

Dziewczyna, która kochała Toma Gordona - Stephen King


Tytuł: Dziewczyna, która kochała Toma Gordona (tytuł oryginału: The Girl Who Loved Tom Gordon)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 06.07.2022
Liczba stron: 256


Zagubiona w lesie.

"Dziewczyna, która kochała Toma Gordona" to jedna z tych książek Kinga, które są strasznie niedocenione i w starciu z najbardziej znanymi tytułami Mistrza - często pomijane. Duży błąd! To tylko pozornie nic więcej, niż historia o zagubionej w lesie dziewczynce. To opowieść o lęku przed samotnością, o walce z samym sobą i z niemocą, która przeradza się w bezsilność w starciu z siłami przyrody. Jest to wreszcie opowieść o tym, do czego może być zdolna mała dziewczynka, jeśli tylko zostanie doprowadzona do ostateczności i zmusi się ją do walki o swoje życie. Wniosek? Nigdy nie lekceważcie dziewięciolatek i koniecznie przeczytajcie tę książkę!


Niniejsza lektura to kolejna pozycja na długiej liście bestsellerów Księgarni Tania Książka. Ten status nie dziwi, choć w dużej mierze wynika on (przynajmniej w tym przypadku) z powszechnie uznanej marki autora - Stephena Kinga SIĘ PO PROSTU CZYTA. I miliony fanów czynią to regularnie - stąd jeszcze jeden książkowy status bestsellera.


W ramach wniosku po lekturze mam chyba małe postanowienie... Mianowicie chyba przez dłuższy czas nie wybiorę się do lasu ;) ... Niesamowita książka! Nie wiedzieć czemu nie spodziewałem się po niej niczego specjalnego, a dostałem od Stephena Kinga znakomitą historię o zagubionej w lesie dziewięcioletniej Trishy, zmagającej się ze strachem, samotnością, własnymi słabościami i z lękiem przez Nieznanym. Mistrz Grozy zaskoczył mnie na całej linii - w życiu nie spodziewałem się, że taki temat może być jednocześnie mądry, wzruszający, straszny i do tego stopnia trzymający w napięciu. Chylę czoła przez Stephenem Kingiem! Zasłużył na to.


Jak to u Kinga bywa - mamy w książce sporo niedomówień. I to niedomówień, które, mówiąc kolokwialnie, "robią robotę"! Nie do końca bowiem możemy być pewni, czy książkowy niedźwiedź to rzeczywiście zwierzę, albo czy mała Trisha faktycznie widziała w lesie wysłanników Boga Zagubionych, czy miała może raczej np. zwidy ze zmęczenia? Nie wiemy tego. I to właśnie sprawia, że książka ma w sobie ten kingowy sznyt grozy i niepewności, za który kochamy Stephena Kinga!


Nie zdradzę jak kończy się ta historia, ale mogę ją podsumować jako niezwykły portret ludzkiej odwagi, wytrwałości i nadziei. Przeczytałem ją jednym tchem, a niezbyt często mi się to ostatnio zdarza. Nie jest to jakoś super znana książka Kinga, a powinna taka być. Z całego serca zachęcam więc wszystkich do poznania oblicza Kinga, którego jeszcze nie znacie.

A zachęcam Was tym bardziej, że książka ta jest moim zdaniem kompletnie niedoceniona. Wielu jest i było takich, którzy psioczą na jej (małą jak na Kinga) objętość (256 stron - i to dużym drukiem, ze sporymi odstępami między wierszami), czy też na - pozorny tylko - fakt, że w zgubieniu się w lesie nie może być nic zajmującego na dłużej, niż mała chwila. Otóż może - zapewniam!

Polecam raz jeszcze dział bestsellerów Księgarni Tania Książka!


Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl

#dziewczynaktórakochałatomagordona #stephenking #taniaksiazka #bloggujezTK #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #dobraksiazka #kingomaniacy #fanistephenakinga












czwartek, 7 lipca 2022

Czarny telefon (Upiory XX wieku) - Joe Hill


Tytuł: Czarny telefon (Upiory XX wieku)
Autor: Joe Hill
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 15.06.2022
Liczba stron: 448


Upiory pośród nas.

Premiera filmu pt. "Czarny telefon" to dobra okazja do tego, aby przypomnieć sobie książkowy pierwowzór kinowej historii, a zaczerpnięto ją ze znakomitego zbioru opowiadań Joe Hilla pt. "Upiory XX wieku". Zbiór ten dokładnie dziewięć miesięcy temu (15.09.2021) doczekał się pięknego i przez wiele lat wyczekiwanego przez fanów wznowienia od Albatrosa - teraz dostajemy do rąk jeszcze jedno wznowienie, tym razem z filmową okładką i pod zmienionym tytułem (pochodzącym od jednego zamieszczonych w książce tekstów). 


Przepiękne wznowienia książek Joe Hilla to od strony graficznej klasa sama dla siebie. Ale nie tylko - nie mniej ważna jest bowiem ich zawartość! "Upiory XX wieku" to pierwsza wydana książka Joe Hilla, na której wznowienie czekaliśmy naprawdę sporo czasu (jeśli się nie mylę, to coś około 12 lat!). To pierwsze opowiadania syna Mistrza Grozy, które są w swej istocie zapowiedzią skali talentu Joe Hilla oraz niezapomnianą podróżą przez ogrom lęków i strachów, które mogą towarzyszyć każdemu z nas - i to nie tylko w (minionym już) XX wieku.


"Upiory..." to znakomita antologia opowiadań grozy. Dużo sobie obiecywałem po tym zbiorku autorstwa Joe Hilla i, co tu dużo mówić: NIE ZAWIODŁEM SIĘ :) Opowiadania są naprawdę dobre, klimatyczne, wyważone, skończone dokładnie w tym momencie, w którym skończone być powinny; po prostu kawał świetnej roboty. Książka zostawia do tego po sobie pewien niedosyt, a to oznacza jedno: była naprawdę dobra.


Najlepsze opowiadania ze zbioru to zdecydowanie "Najlepszy nowy horror" (ależ klimat!, zwłaszcza pod koniec), "Synowie Abrahama" (Van Helsing po latach plus jego synowie plus sekrety jego "praktyki lekarskiej"... mocne), "Usłyszysz śpiew szarańczy" (nietypowe, a przez to ciekawe), "Ostatnie tchnienie" i "Maska mojego ojca" (na tyle dziwne, że po prostu niepokojące...). Małe perełki, dla których warto sięgnąć po całą książkę :)


Jak każda antologia, tak i niniejsza ma pewne wady i niedociągnięcia. Nie jest ich wiele i dotyczą głównie prowadzenia fabuły (najczęściej) oraz - czasami - średnio sprawnie wykreowanych bohaterów (choć czy z drugiej strony trzeba wymagać nie wiadomo jak dobrych postaci stworzonych na potrzeby, co by nie było, krótkich opowiadań?). Można chyba zrzucić te niuanse na karb tego, że pisząc opowiadania z "Upiorów XX wieku" Hill stosunkowo niedawno okrzepł jako autor tego rodzaju tekstów. Także wszystkie ewentualne zarzuty są tu chyba do wybaczenia.


Samo wydanie prezentuje się fantastycznie - zwłaszcza na tle innych wznowień książek Hilla, które od ubiegłego roku sukcesywnie ukazują się nakładem Wydawnictwa Albatros. To ozdoba każdej półki w każdej domowej biblioteczce! Ponadto, co tu dużo mówić, aktualne wydanie "Upiorów..." bije pod kątem jakościowym i graficznym poprzednie wydanie z 2009 roku na głowę. Aczkolwiek... ustępuje ono niestety wznowieniu z 2021 roku. I ogromna szkoda, że tym razem nie pokuszono się o twardą oprawę... Ale i tak jest nieźle ;)


Cóż można rzec więcej? POLECAM. Chwilami Hill jako autor opowiadań wypada lepiej od własnego ojca, a wypaść lepiej od Stephena Kinga, to naprawdę COŚ. Takie jest przynajmniej moje skromne zdanie. A że nie jestem ani żadną wyrocznią, ani tym bardziej alfą i omegą, to tym bardziej zachęcam do lektury. Sprawdźcie, czy nasuną się Wam podobne wnioski do moich :)


Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

#czarnytelefon #upioryXXwieku #20thCenturyGhosts #joehill #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #horror #opowiadania #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #bookreview












niedziela, 12 czerwca 2022

Ostatnia misja Gwendy - Stephen King, Richard Chizmar


Tytuł: Ostatnia misja Gwendy (Gwendy's Final Task)
Cykl: Pudełko z guzikami Gwendy (tom 3)
Autor: Stephen King, Richard Cizmar
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 18.05.2022
Liczba stron: 288


Powstrzymać apokalipsę...

Wielki finał trylogii poświęconej Gwendy Paterson nareszcie przed nami - w końcu się go doczekaliśmy! Złowrogie pudełko z guzikami powraca, rośnie w siłę i grozi zniszczeniem wszystkiego, co znajduje się na Ziemi. Jest niczym Pierścień Władzy z "Władcy Pierścieni" Tolkiena (do czego King i Chizmar pobocznie nawiązują i sami takiego porównania używają) - jedynym, co może powstrzymać moc pudełka, jest jego zniszczenie. Misji tej musi podjąć się jedyna osoba, która dostatecznie udowodniła, że jest w stanie opierać się jego złowrogiej sile: Gwendy Paterson. Ta sama Gwendy, która dostała do rąk pudełko jako nastolatka, a później jako dorosła kobieta. Dziś Gwendy jest już zaawansowana wiekiem i nie ma już tyle sił, co kiedyś... Czy podoła zadaniu? Mordor Kinga i Chizmara jest bardzo daleko... Dosłownie i w przenośni: poza granicami tego świata (a, jak przeczytaliśmy dawno temu w "Rolandzie": "(...) są inne światy, niż ten"!).


Przypomnijmy pokrótce na początek, o co chodziło w "Pudełku z guzikami Gwendy" oraz w "Magicznym piórku Gwendy". Oba te tytuły - do spółki z najnowszym - tworzą całość, którą wieńczy zakończenie tyleż przeczuwane, w pewien sposób oczywiste, co jednak zaskakujące i dające fanom Kinga CAŁE MNÓSTWO UCIECHY! Bo jeśli - tak jak ja! - kochacie kingową "Mroczną Wieżę", to uciechy tej będzie dla Was co niemiara :) :)


Kiedy Gwendy Peterson miała dwanaście lat, tajemniczy nieznajomy, Richard Farris, oddał jej na przechowanie tajemnicze pudełko. Można w nim było znaleźć słodycze i stare monety, ale trzeba było uważać, bo pudełko miało także swoją mroczna stronę. Naciśnięcie któregoś z kolorowych guzików ukrytych w jego wnętrzu wyzwalało groźną, niszczycielską moc. Wiele lat później magiczne pudełko ponownie pojawiło się w życiu Gwendy. Jako uznana pisarka i wschodząca gwiazda polityki raz jeszcze musiała zmierzyć się z pokusą, jaką stanowił ten przedmiot. Teraz, gdy siły zła chcą przejąć nad nim kontrolę, senator Gwendy Peterson jest jedyną osobą, która może je powstrzymać. I zrobi to za wszelką cenę. Bo wie o istnieniu miejsca, gdzie można je bezpiecznie ukryć, nawet przed najbardziej potężnymi siłami.


Cały haczyk z magicznym pudełkiem polegał od zawsze na tym, co tkwiło WEWNĄTRZ niego. Szufladki z monetami i czekoladkami kryły się bowiem po jego bokach, a w środku znajdowały się różnokolorowe guziki, które można było nacisnąć. Zupełnie jak w jakiejś maszynie. To nie była jednak zwykła maszyna. Każdemu guzikowi o określonym kolorze odpowiadał jeden z kontynentów; kiedy taki guzik zostawał wciśnięty, na którymś kontynencie mogło dojść do jakiejś tragedii... Był tam też jeszcze jeden guzik - czerwony. Usytuowany jakby obok pozostałych, na najważniejszym miejscu. Czuło się, że jego użycie sprowadzi na świat jakąś wyjątkowo przerażającą katastrofę. Dla dobra wszystkich lepiej więc byłoby go nie naciskać.


Gwendy o tym wiedziała i choć nieraz ją kusiło, to jednak nigdy nie sprowadziła na świat żadnej hekatomby (a przynajmniej nie celowo...). Farris wiedział, co robi, powierzając jej pudełko. Kiedy nadszedł czas zjawił się ponownie i odebrał je od Gwendy - czas, w którym mogła korzystać z dobrodziejstw tej magicznej skrzynki już się dla niej skończył... Jednak nie na długo! Świat jest bowiem w wielkim niebezpieczeństwie, moc pudełka rośnie, a wraz z nią ryzyko, że jego kolejny posiadacz naciśnie to, czego nie powinien (niektórzy z tych, którzy opiekowali się pudełkiem po Gwendy, nie wytrzymali tej mocy i zginęli...). Paterson zostaje więc raz jeszcze powierzona śmiercionośna skrzynka. Musi ocalić świat.


Nie będzie to jednak łatwe... Jedyna szansa to wyrzucenie skrzynki w bezmiar kosmosu, z dala od Ziemi (!). Gwendy, dziś jako senator Stanów Zjednoczonych, czyni więc wszystko, co tylko może, aby udać się wraz z misją NASA na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Da się to, teoretycznie, zrobić... Niestety Gwendy ktoś depcze po piętach. I ten ktoś za wszelką cenę spróbuje ją powstrzymać. Na domiar złego długie posiadanie pudełka odbija się na samej Gwendy - wszystko wskazuje na to, że ma początki demencji... Czy zdoła wypełnić swoją misję? Czy jej pamięć i wola nie zawiodą jej w decydującej chwili?


Tajemniczą siłą, która pragnie powstrzymać Paterson jest - TADAM!: ALERT DLA FANÓW "MROCZNEJ WIEŻY"! - korporacja Sombra "(!!!), taheeni (znani z cyklu o "Mrocznej Wieży" - i choćby ze zekranizowanego z Anthony'm Hopkinsem w roli głównej opowiadania "Mali ludzie w żółtych płaszczach", które pochodzi ze zbioru "Serca Atlantydów" - zwierzopodobne, zamaskowane ludzkim obliczem istoty, służące siłom pragnącym zniszczyć podtrzymującą wszystkie światy Mroczną Wieżę) oraz ich słudzy. W tym jeden biznesmen, który wyrusza wraz z Gwendy w kosmos na statku NASA... Siły od zawsze pragnące zniszczyć Wieżę chcą zdobyć pudełko. I wcisnąć najgorszy z możliwych guzik...


Mrugnięć okiem w stronę fanów Kinga jest w tej książce zaiste bez liku (do takowych można zaliczyć nawiązania do pennywise'owego Derry, oczywiście do Castle Rock, a także finał, który w pewien sposób przypomina "Uniesienie"). Pandemia COVID-19 także znalazła tutaj swoje miejsce (jak nietrudno się domyślić - za sprawą pudełka, w którym ktoś z jego poprzednich właścicieli nacisnął guzik odpowiadający Azji...). Mnie osobiście najbardziej cieszy to, że trylogia o Gwendy znalazła swoje miejsce w kingowych światach, które od zawsze - mniej lub bardziej - są ze sobą powiązane i (najczęściej) zebrane wokół motywu z Wieżą w roli głównej. To największy plus tej książki.


A sama historia... Ładnie spięto ją logiczną, trzymającą w napięciu klamrą :) To także cieszy. Pożegnanie z Gwendy Paterson jest godne, właściwe i dobre. Każdy fan Stephena Kinga powinien poczuć się usatysfakcjonowany.

Albatros - dziękuję.

#ostatniamisjagwendy #gwendysfinaltask #gwendypeterson #castlerock #derry #pudełkozguzikamigwendy #richardchizmar #stephenking #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #mrocznawieża #darktower #sombra #sombracorporation #czytamksiazki #dobraksiazka #bookstagram #bookreview