środa, 31 lipca 2019

Fox - Frederick Forsyth


Tytuł: Fox (tytuł oryginału: The Fox)
Autor: Frederick Forsyth
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 03.07.2019r.
Liczba stron: 352


Wywiad i Zespół Aspergera.

Czy można w jednej książce pogodzić ze sobą wywiadowcze gry, zakulisowe zmagania o utrzymanie światowej równowagi sił i medycznie rozumiany Zespół Aspergera, który pomaga ową równowagę sił utrzymać? Frederick Forsyth pokazuje, że tak... Autor świetny, znany, z wieloma książkowymi hitami na koncie - czy jednak w przypadku "Foxa" jest tak różowo?

Cała historia zaczyna się od pozornie niewinnego hakerskiego włamania do amerykańskiej sieci bezpieczeństwa. Włamania dokonuje brytyjski, z pozoru zwyczajny, chłopak. Trump i spółka z początku chcą jego głowy (może nie dosłownie, ale jednak), jednak pewien emerytowany as brytyjskiego wywiadu (obecnie doradca brytyjskiej premier) ma zgoła inną propozycję... Chłopak zostaje współpracownikiem angielskich sił specjalnych odpowiadających przede wszystkim za cyberbezpieczeństwo. Lecz nie tylko za nie... Zakres zainteresowań brytyjskich sił specjalnych i wywiadowczych jest dużo szerszy. Zabawa dopiero się zaczyna.

Czegóż w tej książce nie ma? Jest przede wszystkim Putin (vel "Wożd" - rosyjski odpowiednik nazewniczy Führera) i jego taktyczne zagrywki w stylu prowokacyjnego wysłania najnowocześniejszego rosyjskiego okrętu w pobliże brytyjskich wybrzeży. Znajdzie się także miejsce dla irańskiego programu atomowego, dla Nocnych Wilków, czy dla atomowych aspiracji Korei Północnej. Będzie także gra wywiadów i zakulisowo planowane zamachy na brytyjskiego geniusza internetowego. Geniusz tez zaś - nic sobie z całego zamieszania nie robiąc - będzie prawie beztrosko spędzał czas na łamaniu haseł dostępowych do rosyjskich, irańskich i północnokoreańskich systemów bezpieczeństwa, które zdobywa z łatwością iście dziecinną. I dzięki temu ratuje świat...

Umiejętności wciągnięcia czytelnika, stworzenia napięcia, czy budowania akcji nie sposób Forsythowi odmówić, jednak... to już nie jest ten Forsyth co kiedyś. No niestety... Książkę czyta się znakomicie (i szybko), jednak można odnieść wrażenie, że zamiast potencjalnego książkowego hitu dostajemy tylko zlepek - owszem, ciekawych - historii, które połączono nieco chaotycznie i pozbawiono je tym samym mocnej końcowej puenty... Dobrą robotę robi w książce zaakcentowanie wciąż trwającej rywalizacji wywiadów świata zachodniego i postkomunistycznego, a także dosyć wierne oddanie współczesnych realiów globalnej polityki, jednak to troszeczkę za mało według mnie. Od tego autora można oczekiwać więcej.

Nie przekonuje też wątek siedemnastoletniego geniusza, który swoje umiejętności zawdzięcza Zespołowi Aspergera. Nie da się zaprzeczyć, że osoby (nie tylko dzieci) borykające się z tym problemem wykazują często wybitne zdolności w konkretnych dziedzinach, jednak wydaje się, że użycie takiego wątku w sposób w jaki zrobił to Forsyth jest jednak przegięciem... W dodatku średnio wiarygodnym w kontekście całej fabuły książki - przy całym szacunku dla społeczności osób cierpiących na Zespół Aspergera.

Cóż... Na kilka letnich wieczorów książka jak najbardziej się nada i prawdopodobnie wciągnie Was z miejsca ;) Jednakże dla osób znających dotychczasową twórczość Forsytha będzie to - jednak - pewne rozczarowanie. Jak duże? To zależy od tego, jak bardzo zaczytywaliście się dotąd w jego flagowych książkowych hitach...

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.






sobota, 27 lipca 2019

Martwy sad - Mieczysław Gorzka


Tytuł: Martwy sad
Autor: Mieczysław Gorzka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 19.06.2019r.
Liczba stron: 416



Leśna groza.

Debiuty pisarskie wypadają różnie… Niektóre zawodzą, inne zaś są okazałe i każą zwrócić baczniejszą uwagę na debiutanta. Jak pod tym kątem należy ocenić debiut Mieczysława Gorzka, który snuje historię o diabłach, morderstwach i o tajemniczych zaginięciach w dziwny sposób powiązanych ze sobą na przestrzeni lat? :) … Należy go ZDECYDOWANIE ocenić jako okazały!

W sumie niewiele – w sensie konwencji – wymyślono tutaj nowego. Mamy wieś pod Wrocławiem, mamy komisarza policji, jest morderstwo, pojawiają się dziwne słowa mordercy nawiązujące do wydarzeń sprzed lat, po czym w głowie komisarza zapala się swoista lampka i zaczyna on grzebać w przeszłości szukając w tym wszystkim związku. Im bardziej Marcin Zakrzewski (tak bowiem zwie się nasz komisarz) zagłębia się w sprawę, tym więcej niepokojących faktów wychodzi na jaw; wieś o której mowa od blisko 70 lat jest niemym świadkiem zbrodni i zaginięć, które są do siebie w niepokojący sposób podobne. W wielu wątkach śledztwa przewija się kwestia pewnej seryjności zdarzeń – czy to tylko przypadek? Wątpliwe, zwłaszcza że zbrodniarz (czy aby ten sam od 70 lat?; może jakiś naśladowca?) bierze, takie można odnieść wrażenie, Zakrzewskiego na celownik, w efekcie czego komisarz nie tylko próbuje rozwikłać sprawę, ale także walczy o życie – swoje i swoich bliskich…

Zdradzanie czegokolwiek jeśli chodzi o fabularne rozwiązania i wyjaśnienia zagadek tylko zepsuje Wam zabawę z czytania, zatem wybaczcie – poniecham spoilerów ;) Aczkolwiek książkę zdecydowanie zachwalam i polecam! Konwencja jest znana i nie zaskakuje, jednak uwagę zwraca umiejętne żonglowanie nią przez autora, przez co dreszczyk emocji bynajmniej czytającego nie opuszcza. Akcja i poczucie ciągłego zagrożenia też stoją na dobrym poziomie, a na dodatkowe kilka ciepłych słów pochwały zasługują kreacje głównych bohaterów, których zdecydowanie da się polubić (choć z różnych względów), przez co książkę czyta się naprawdę szybko i z ogromną przyjemnością.

Oby jak najwięcej takich debiutów :) Mieczysław Gorzki to autor, którym zdecydowanie trzeba się będzie zainteresować. Dobrych debiutów trafia się wiele, jednak nie każdy już na starcie potrafi tak dobrze wczuć się – i wciągnąć czytelnika – w przyjętą narracyjnie konwencję. To się chwali :)

Gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las za egzemplarz recenzencki.







Uwolnij się od depresji. Program 10 kroków - Simon Rego, Sarah Fader


Tytuł: Uwolnij się od depresji. Program 10 kroków (tytuł oryginału: The 10-Step Depression Relief Workbook)
Autor: Simon Rego, Sarah Fader
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 176



Program wychodzenia z depresji.

O depresji jako zjawisku cywilizacyjnym czy medycznym napisano już tak wiele, że można się zastanawiać raczej nad tym, czy czegoś o niej jeszcze nie napisano. Lub czy jest w związku z powyższym sens jeszcze coś na ten temat pisać, wydawać – skoro napisano i powiedziano na ten temat już tak wiele… Cóż, sens o depresji pisać jak najbardziej jest. Czytać również. Zwłaszcza jeśli na rynku wydawniczym pojawiają się tak ciekawe pozycje jak niniejsza, które nie tylko – raz jeszcze - opisują problem, ale na dodatek proponują sensowny oraz etapowy zestaw działań zmierzających do uporania się z problemem.

Książka bardzo mocno nawiązuje do nurtu terapii behawioralno-poznawczej. Patrząc na dotychczasową literaturę dotyczącą szeroko pojętego problemu depresji terapia behawioralno-poznawcza wydaje się być najbardziej sensownym sposobem na realnie skuteczną walkę z nią. Do czego się owa terapia sprowadza?

Najprościej rzecz ujmując sedno sprawy sprowadza się do tego, żeby przy pomocy specjalisty wejrzeć w swoje wnętrze, zrozumieć samego siebie, swoje emocje, ich przyczyny oraz skutki po to, by w efektywny sposób działać w celu poprawy sytuacji. Jak to rozumieć? Łopatologicznie rzecz ujmując chodzi o to, żeby – na początek - nauczyć się rozpoznawać własne stany i wychwytywać dzięki temu początki epizodów depresyjnych. Kolejny krok to stworzenie pewnego długofalowego planu działania, który pozwoli przełamywać schematy negatywnego, destrukcyjnego myślenia. To ważny krok, umożliwia on bowiem dalsze planowanie pracy nad sobą pod kątem tworzenia wzorców pozytywnego myślenia, pozytywnych oraz konstruktywnych zachowań, które pozwolą (w założeniu) wyrwać się ze stanów apatii, a także pomogą pozbyć się lęków i nawyku odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Ważna w tym wszystkim jest także sfera motywacyjna, jeśli bowiem uda się powyższe zmiany wdrożyć i przeprowadzić, a przy tym jeśli ujrzy się ich efekty, możliwe jest lepsze motywowanie samego siebie i utrwalanie w sobie pozytywnych wzorców. Na tym to wszystko w wielkim skrócie wygląda.

Skrót jest wielki, albowiem walka z depresją to nie są żadne przelewki ani też zadanie proste – to walka z samym sobą obliczona na miesiące jeśli nie na lata trudnych zmagań o powrót do stabilności emocjonalnej. Żadna książka nie zastąpi pracy ze specjalistą, jednak bardzo dobrze że takie pozycje jak niniejsza co jakiś czas się ukazują. Nie polecałbym nikomu samodzielnej „autoterapii” w oparciu o taką publikację, jednak wydaje mi się, że lektura sama w sobie może mieć działanie krzepiące i budujące – każdy element proponowanej w książce terapii 10 kroków opatrzony jest autentycznymi przykładami osób zmagających się z depresją i walczących z nią przy udziale specjalistów. To może być szalenie pozytywne dla czytelników, którzy cierpią przez podobny problem– móc się przekonać, że nie tylko oni mają toczą swoją walkę i że walka ta naprawdę może być skuteczna.

Gorąco polecam. Zarówno osobom zmagającym się z depresją, jak również wszystkim ciekawym tematu i chcącym pogłębić swoją wiedzę w omawianym zakresie. 

Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.








Trump pod ostrzałem - Michael Wolff


Tytuł: Trump pod ostrzałem Tytuł oryginału: Siege. Trump Under Fire)
Autor: Michael Wolff
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 04.06.2019r.
Liczba stron: 464



Prezydentura twitterowa.

Donald Trump – prezydent (wciąż) największego mocarstwa współczesnego świata, a jednocześnie najbardziej znienawidzony przez rodaków Amerykanin. Budujący mury (nie tylko na granicy z Meksykiem), niekonsekwentny - a nawet według niektórych ocen chwiejny psychicznie - człowiek sterujący polityką USA za pośrednictwem Twittera. Kim jest Donald Trump i czy naprawdę słuszne są powody dla których jest on tak bardzo znienawidzony? 

„Pod ostrzałem” to kontynuacja bestsellerowego „Ognia i furii” Michaela Wolffa. Książka obejmuje okres od rozpoczęcia przez Trumpa drugiego roku prezydentury do opublikowania raportu Muellera dotyczącego ingerencji Rosji w kampanię prezydencką; Wolff swoje dziennikarskie śledztwo doprowadził do lutego bieżącego roku. Obraz prezydentury Trumpa jaki się z tego śledztwa wyłania jest co najmniej niepokojący.

Twitterowy szaleniec słusznie atakowany z każdej strony (również przez współpracowników oraz, co znamienne, także przez członków Partii Republikańskiej, dzięki której zasiadł w ogóle w Białym Domu), dążący do konfliktu zarówno w sferze politycznej (Iran, Korea Północna, Meksyk), jak również gospodarczej (Chiny), owładnięty ciągłą żądzą bycia podziwianym i sławnym. Człowiek zmienny, chaotyczny, chwiejny emocjonalnie. Nieprzewidywalny. Mający za nic standardy demokratyczne polityczny podopieczny Putina i petrodolarów. Takie – w wielkim skrócie – wnioski można wysnuć z lektury… Są mocne. I nie napawają optymizmem, można bowiem odnieść wrażenie, że w Białym Domu zasiada szaleniec, który pod wpływem impulsu jest w stanie wcisnąć czerwony przycisk…

Jeśli wierzyć Wolffowi, administracja Trumpa czyniła ogromne starania żeby nie dopuścić do publikacji zarówno tej, jak i poprzedniej książki jego autorstwa. Możemy sobie zadawać pytania na ile w tym wszystkim Wolffowi wierzyć i… tu mam zagwozdkę. Z jednej strony ciężko podważać rzetelność dziennikarskich ustaleń (za oceanem dziennikarstwo, zwłaszcza polityczne, stoi ciągle na bardzo wysokim poziomie), z drugiej jednak ustalenia te są do tego stopnia niewiarygodne, że aż przerażające… Analizując jednak na chłodno medialne doniesienia na przestrzeni ostatnich miesięcy trzeba jednak uczciwie przyznać, że w tym wszystkim jest ziarno prawdy. I to nie jedno… Ta myśl na swój sposób przeraża, jeśli bowiem za sterami największego mocarstwa świata (które dysponuje bronią atomową) stoi de facto szaleniec (w umiarkowanej i powściągliwej ocenie człowiek co najmniej chwiejny i niekonsekwentny), to dobrze nie jest…

Książka jak najbardziej warta przeczytania. Przede wszystkim z uwagi na jej wartości publicystyczne oraz przedstawione, często zakulisowe, ustalenia i opis funkcjonowania administracji Trumpa. Polemizować z treścią książki na płaszczyźnie różnych decyzji Trumpa rzecz jasna można (decyzje i polityka Obamy nie były bynajmniej nieomylne), jednak materiał odnoszący się do stylu sprawowania przez Trumpa prezydentury – bo tego głównie książka dotyczy i to w pierwszej kolejności krytykuje – to raczej materiał do głębokiej refleksji niż do podważania. Zresztą - wnioski po lekturze to kwestia osobna. Te zostawić można każdemu czytelnikowi, wątpię jednak szczerze mówiąc by były znacząco odmienne od ustaleń Wolffa…

Make America great again? Być może kiedyś się to uda – ciężko jednak zakładać, że stanie się tak za trwającej właśnie prezydentury.

Polecam.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/trump-pod-ostrzalem-michael-wolff-p-1247289.html






Oczy Wojownika. Opowieść o fotografie Macieju Macierzyńskim - Anna Bimer


Tytuł: Oczy Wojownika. Opowieść o fotografie Macieju Macierzyńskim
Autor: Anna Bimer
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 192



Życie jak fotografia.

Fotoreporterzy to ludzie, którzy przemawiają do nas obrazem. Pewnie dlatego niewiele o nich wiemy – pamięta się i kojarzy ich dzieła, ale nie ich samych. Dobra fotografia wyraża więcej niż tysiąc słów i jest przekazem samym w sobie, nikomu zatem niepotrzebna jest wiedza o tym, kto stał po drugiej stronie obiektywu. Marcin Macierzyński stał po jego drugiej stronie wiele razy. Zarówno w czasie stanu wojennego, w czasie przemian ustrojowych po 1989 roku, a także podczas konfliktów zbrojnych na Bałkanach i na Bliskim Wschodzie. Jego zdjęcia być może pamiętamy, o nim samym nie wiemy prawie nic. Tak przynajmniej było aż do teraz, oto bowiem literackie wspomnienie o jednym z naszych najlepszych fotoreporterów spisane przez jego partnerkę, Annę Bimer.

„Oczy wojownika” to zlepek wielu treści. Bardzo różnych, ale jest tak pewnie dlatego, że oddają one – jako pewna różnorodność – kwintesencję tego, kim i czym jest człowiek. W przypadku Macieja Macierzyńskiego odnajdziemy więc fotograficzną pasję, poczucie pewnej misji, instynkt niezbędny do uchwycenia w kadrze świetnych ujęć, ale także przyziemne pasje jak dobre jedzenie, umiejętności kucharskie, czy pociąg do wszystkiego co indiańskie. Będą także słabości - jak strach, zbyt częste zaglądanie do butelki, czy poczucie odrzucenia. Znajdzie się również miejsce dla odwagi i pogody ducha w obliczu choroby i nieuchronnego końca, który majaczy na horyzoncie i w końcu dopadnie każdego z nas – Maciej Macierzyńskiego niestety wcześniej niż innych. „Oczy wojownika” to w końcu historia dwojga rozbitków życiowych, którzy trafiają na siebie w chwili, gdy niespecjalnie spodziewają się znaleźć jeszcze w życiu coś ważnego, co może ich z kimś połączyć. Kwintesencja człowieka… Być może coś w tym jest. Macierzyński nie był może (i nie jest) jakimś uniwersalnym przykładem tego, jak wygląda, do czego się sprowadza i co kieruje życiem każdego z nas, jednak patrząc przez pryzmat tego co po sobie zawodowo zostawił, co w życiu cenił, co dodawało mu skrzydeł, a co ciągnęło w dół – pod tym kątem patrząc można pokusić się o stwierdzenie, że przykład życia tego człowieka jest do pewnego stopnia reprezentatywny dla każdego.

Dlaczego? Bo każdy w życiu oczekuje szczęścia. Odrobiny radości. Czegoś, co da tę radość, uśmiech, co pozwoli realizować pasję i wyrażać samego siebie. Maciej Macierzyński do pewnego stopnia to wszystko miał – niektóre rzeczy wcześniej, inne później, jeszcze inne pod koniec życia, kiedy życiową ironią było to, że owe rzeczy ma, lecz musi się już z nimi żegnać; tak czy inaczej, na różnych etapach, miał wszystko to, do czego wszyscy dążymy: spełnienie (również zawodowe), miłość, zrealizowaną pasję, szczęście. Czytając kolejne strony jesteśmy świadkami losów człowieka, który nie był ideałem, lecz był po prostu kimś dobrym (nawet jeżeli w którymś momencie się życiowo pogubił). Całą opowieść snuje zaś ktoś, kto dzielił z tym człowiekiem życie – kobiecy punkt widzenia na całokształt jest tutaj nieunikniony, jednak nie powiedziałbym, że „gorszy”, czy też że narracja kobiety zaciemnia jakieś aspekty biografii Macierzyńskiego. To po prostu punkt widzenia, który nie wiem, czy nie jest – przez to że jest właśnie kobiecy – pełniejszy od „nie-kobiecego”, suchego i pełnego bezosobowych faktów.

Książka – poza aspektem biograficznym – to także ciekawy obraz polskich przemian mentalnych i ustrojowych z przełomu lat 80-tych i 90-tych widzianych od kuchni, za kulisami (lub, co może będzie bardziej na miejscu – widzianych przez pryzmat obiektywu fotograficznego). Nie zapominajmy także, że po części jest to przejmująca historia dwojga życiowych rozbitków, którzy odnajdują się niemal na końcu drogi jednego z nich, przez co cała historia chwyta za serce jeszcze bardziej. Może i jest to w pewnych momentach nieco ckliwe, jednak moim skromnym zdaniem warto o tym poczytać. Zapewniam – można się wiele nauczyć. I być może, choć na chwilę, zatrzymać się i docenić to, co się ma.

Jedna z lepszych biografii jakie miałem przyjemność mieć w ostatnich miesiącach w ręku. To nawet w sumie nie do końca biografia, lecz zapis słodko-gorzkich losów człowieka, który wiele w życiu zdziałał, wiele widział, a jednocześnie wiele stracił. I mimo to był sobą aż do końca, sam koniec zaś zniósł dzielnie i z godnością. Takie historie są cenne, przypominają bowiem o tym, czym jest tak naprawdę życie – i jak wielką ma ono wartość.

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.







Rodzic najlepszy pod słońcem. Cztery kroki do szczęśliwego dzieciństwa Twojego dziecka - Edyta Zając


Tytuł: Rodzic najlepszy pod słońcem. Cztery kroki do szczęśliwego dzieciństwa Twojego dziecka
Autor: Edyta Zając
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 18.06.2019r.
Liczba stron: 232



O rodzicielstwie słów kilka.

Jak być dobrym rodzicem? (lub, jak chce tytuł niniejszej książki – jak być najlepszym rodzicem pod słońcem?). Sprawa ta wcale nie jest łatwa, ale z drugiej strony jest jak najbardziej wykonalna. Czego więc potrzebujemy do szczęścia w tej materii?

Przed przejściem do meritum mała uwaga: książkę – według opisu – napisano w dużej mierze z myślą o rodzicach, którzy chcieliby naprawić lub nadrobić nieco zaniedbane relacje z dzieckiem. Do pewnego stopnia jest to prawda, jednak moim skromnym zdaniem zawarte w książce rady z powodzeniem stosować może każdy rodzic; także ten, który relacji z dzieckiem bynajmniej nie zaniedbuje i stara się wywiązać ze swojej roli jak najlepiej.

Rodzicielstwo i posiadanie dzieci to temat rzeka ;) Niniejsza pozycja to w dużej mierze szeroko zakrojone rozważania na ten temat, sprowadzające się jednakże do kilku kwestii kluczowych, jak poświęcanie dziecku czasu, uwagi, umiejętność tworzenia z dzieckiem więzi emocjonalnej przy jednoczesnym zachowaniu właściwego balansu między byciem kimś przez dziecko kochanym, a kimś, kto od dziecka wielu rzeczy wymaga i przez to je efektywnie wychowuje (a przynajmniej stara się to robić). Każda z powyższych składowych wymaga czasu, cierpliwości, konsekwencji i tak bardzo czasem potrzebnego spokoju. Stopień skomplikowania całej misji pt. „dziecko” wzrasta zaś wprost proporcjonalnie do ilości innych obowiązków. Jak to wszystko pogodzić? Jak wygospodarować czas, stworzyć relację, więź i jak w dobrze pojęty sposób wychowywać? To sedno zagadnień poruszanych na kolejnych stronach.

Trochę zapomnianym (ale równie ważnym!) elementem całej układanki dotyczącej bycia rodzicem jest… rodzic. Znakomita większość książek poświęconych dzieciom i ich wychowywaniu ukierunkowana jest – co w sumie logiczne – właśnie na dziecko, jednak zapomina się przy tym często w tego rodzaju publikacjach o osobie rodzica. A przecież ten rodzic to także człowiek, ma swoje słabości, dysponuje takim a nie innym zasobem sił, energii, chęci, a na dodatek rodzic stając się rodzicem nie rzuca nagle wszystkiego w kąt i jego życiowa rola nie sprowadza się tylko i wyłącznie do relacji z dzieckiem oraz do jego wychowywania – rodzic to w dalszym ciągu ten sam człowiek, który wcześniej miał swoje pasje, aktywności, obowiązki i potrzeby. Trzeba to wszystko pogodzić z rolą rodzica, a nie – jak można odnieść wrażenie w innych publikacjach – zarzucić nagle całą resztę w kąt, bo „liczy się tylko dziecko”… Nic bardziej mylnego. Rodzic potrzebuje własnych przestrzeni. Musi się w jakiś sposób spełniać w tym, co robił wcześniej i dążyć od tego by być szczęśliwym. Tutaj uwaga – szczęśliwym sam dla siebie, nie tylko i wyłącznie szczęśliwym dzięki / przez / w wyniku posiadania relacji z dzieckiem. To bardzo prosta zasada: szczęśliwy rodzic lepiej wychowuje, lepiej tworzy więź z dzieckiem i dzięki temu także samo dziecko jest bardziej szczęśliwe. Warto o tym pamiętać i przyswoić sobie tę prawdę – również z niniejszej książki.

Sensownych porad na temat rodzicielstwa znajdziemy w książce dość sporo. Choćby dlatego warto książkę przeczytać. Wszystkie sprowadzają się do tych kilku kwestii, o których pisałem wyżej, jednak warto poznać książkowy punkt widzenia kogoś, kto stojąc poniekąd z boku omawia podobne problemy do tych, jakie – jako rodzice – możemy mieć na co dzień.

Polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.





Zarządzaj swoim czasem. Jak skupiać się na tym, co najważniejsze - Jake Knapp, John Zeratsky


Tytuł: Zarządzaj swoim czasem. Jak skupiać się na tym, co najważniejsze
Autor: Jake Knapp, John Zeratsky
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 14.05.2019r.
Liczba stron: 322



A zegar tyka…

Czas – coś, czego zawsze jest za mało ;) Wielu z nas chciałoby wykorzystywać go jak najbardziej efektywnie i go zwyczajnie nie tracić, to nie jest jednak wcale łatwa sztuka. Zwykle żałujemy, że nie wykorzystaliśmy posiadanego czasu lub że na coś go zmarnowaliśmy, narzekamy że mamy go zbyt mało lub że niemożliwym jest upchnięcie w ramach jednej dobry sprawy X, sprawy Y i sprawy Z jednocześnie… Mission impossible? Jak się okazuje – niekoniecznie.

Kluczem do tego, żeby mieć poczucie efektywności w wykorzystaniu czasu jest odpowiednie zarządzanie nim. Jak to zrobić w nawale codziennych obowiązków tak, żeby wszystkie ze sobą pogodzić? Tego możemy spróbować dowiedzieć się z niniejszej książki.

Odkrywczo jeśli chodzi o treści zaprezentowane na kolejnych stronach może nie jest, ale jest za to bardzo konkretnie i na temat. Zarządzanie własnym czasem to temat poruszany w bardzo wielu publikacjach (rzecz jasna także w tej), stąd pewne powielanie treści, warto wszakże wspomnieć o pewnych podstawach. Jedną z takowych jest analiza tego, jak spędzamy czas i co zabiera nam go najwięcej; co pochłania energię, co jest bezproduktywne, co możemy robić inaczej, czego robić nie musimy oraz co wymaga zmian jeśli chodzi o kolejność wykonywania codziennych obowiązków. Kolejny krok to analiza całokształtu pod kątem konieczności podzielenia posiadanego czasu na zadania, obowiązki, przyjemności i relaks. Osobnym – ale nie mniej ważnym – elementem układanki są kwestie motywacji, znalezienia chęci, energii, sił, a także rozsądnego gospodarowania owymi siłami oraz energią tak, ażby wystarczało ich na każdą z istotnych dla nas i dla naszego dobra aktywności. To pewne podstawy – bynajmniej nie odkrywcze, ale z punktu widzenia poruszanego tematu kluczowe. Wszystko opisano na kolejnych stronach; warto przeczytać.

Na koniec pamiętajmy, że taka książka jak ta jest tylko pewną wskazówką. Zestawem porad, który brać pod uwagę w działaniach własnych możemy, lecz rzecz jasna nie musimy. Wszystko sprowadza się tak naprawdę do nas samych i do tego, co chcemy osiągnąć. Osiągnąć musimy to jednak – biorąc dobre rady i wskazówki pod uwagę lub nie – sami. Wystarczy nieco motywacji i chęci do pozytywnych zmian.

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.








Manipulacja odczarowana! 777 skutecznych technik wpływu - Marek Skała


Tytuł: Manipulacja odczarowana! 777 skutecznych technik wpływu
Autor: Marek Skała
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 07.09.2015r.
Liczba stron: 296



Wszystko o manipulacji.

Manipulacja – coś, z czym mamy do czynienia na co dzień, ale także coś, czego sami nieraz w stosunku do innych używamy. I to w każdej formie oraz na każdej płaszczyźnie – od tych niewinnych poczynając, na sprawach ciężkiego kalibru kończąc. Czym właściwie jest manipulacja? Jak ją stosować, jak wygląda jej praktyczne zastosowanie, na czym polegają techniki manipulacyjne? Tego dowiemy się z niniejszej książki.

Nie jest to bynajmniej pierwsza z książek poświęconych szeroko pojętej manipulacji i technikom wpływu jakie miałem okazję czytać. W związku z tym mam z niniejszą pozycją pewien problem i to na kilku płaszczyznach… 

Po pierwsze, z racji kilkukrotnego zaznajomienia się w pokrewnymi pozycjami w przeszłości, ciężko jest mi nie postrzegać niniejszej lektury jako do pewnego stopnia wtórnej, a bierze się to z tego, że w sferze czysto teoretycznej i definicyjnej książka w sposób nieunikniony powiela treści z innych publikacji. To z jednej strony przeszkadza, chociaż z drugiej – można dojść do wniosku, że samo zjawisko pojmowane jako manipulacja jest, jak widać, definiowane niemalże jednakowo w różnych książkach, a to z pewnością ułatwia praktyczne zbadanie tematu.

Drugim problemem dotyczącym „Manipulacji odczarowanej…” jest pewien chaos, który wkrada się w tę książkę… Meritum owego chaosu sprowadza się do tego, że okraszone teorią, konkretne przykłady, pomieszano nieraz z różnymi anegdotami, dygresjami i w efekcie trzeba się czasami mocno skupić żeby się nie pogubić i wyłowić sedno. Zapewne niektórym taki nieco gawędziarski i pełen anegdot styl przypadnie do gustu, jednakże trochę on w czytaniu niestety przeszkadza…

Pewne wątpliwości może także budzić fakt zawarcia w – było nie było – dość mało obszernej objętościowo książce aż 777 (!) technik wpływu i manipulacji. Aż się prosi żeby przytoczyć stwierdzenie „ilość a nie jakość”… Nie twierdzę wprawdzie, że omówienie aż tylu technik to błąd, jednak nie ma co ukrywać, że przy takiej ich ilości w dużej części przypadków wkraść się może w opisy skrótowość i traktowanie zagadnienia nieco „po łebkach”. Co prawda w kilku miejscach się z tego w książce wytłumaczono twierdzeniem, że pewna hasłowość poruszanych zagadnień ma za zadanie skłonić do dalszych indywidualnych poszukiwań (zwłaszcza w sieci), no ale to i tak rodzi pytanie, czy nie było by lepiej opisać coś od deski do deski, czy – tak jak zrobiono to tutaj - wszystko w niepełny sposób. Wydaje mi się – co jest oczywiście tylko moim skromnym zdaniem – że jednak lepiej jest napisać wszystko o czymś, niż coś o wszystkim.


Poza moimi zastrzeżeniami z akapitów powyżej – to naprawdę niezła książka. Same zastrzeżenia z mojej strony to także, pamiętajcie o tym proszę, żadne zarzuty dyskwalifikujące książkę, ale raczej indywidualne niedogodności jakie zauważyłem w odniesieniu do siebie samego. Wy możecie być tą książkę równie dobrze zachwyceni i, zgodnie z intencją autora, doczytać w sieci to, czego tutaj nie ma.

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.






piątek, 26 lipca 2019

Obudź swoją kreatywność. Jak aktywować twórczy potencjał umysłu - Dagmara Gmitrzak


Tytuł: Obudź swoją kreatywność. Jak aktywować twórczy potencjał umysłu
Autor: Dagmara Gmitrzak
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 25.06.2019r.
Liczba stron: 232



Czas na kreatywność.

Kreatywność – przereklamowana aktywność, czy rzeczywisty sposób na nudę, stagnację i życiową rutynę? Zdecydowanie to drugie :) Jednakże rutyna, zmęczenie, nuda, czy stagnacja mają niestety to do siebie, że lubią powracać i władać naszym życiem; jak w takich wypadkach odnaleźć w sobie jakiekolwiek chęci i tytułową kreatywność?

Książka to część teoretyczna oraz praktyczna. Jeśli o teorię chodzi, pokuszono się o zdefiniowanie kreatywności (choć czy potrzebnie?; wszak prawie każdy wie czym kreatywność jest ;) ), z kolei co do praktyki – pokazano jak można obudzić w sobie chęć do działania, zmian, aktywności, czyli innymi słowy jak odkryć w sobie chęć do wszystkiego co kreatywne. Ta właśnie część książki jest najcenniejsza, odnalezienie w sobie motywacji na tym polu jest bowiem czasem szalenie trudne.

W zasadzie można powiedzieć, że lektura jest jedną wielką pochwałą wszystkiego, co niesie ze sobą odmianę i daje pozytywnego kopa in plus ;) Co ważne, z kolejnych stron można dowiedzieć się jak można zarówno chęci do działania jak i samą kreatywność w sobie odnaleźć. Okazuje się, że kluczem do sukcesu na tym polu są przede wszystkim dobre chęci, ale także wolna od ciężarów głowa i odrobina pomysłów, które można przekuć w aktywne działanie. Nie jest to wcale proste - tym bardziej cenna jest ta książka.

Myślę, że nie ma wielkiego sensu przekonywanie iż bycie kreatywnym popłaca, ani też że warto w sobie ową kreatywność odnaleźć / pobudzić / wykrzesać (niepotrzebne skreślić / wszystkie powyższe zostawić). Każda pozytywna odmiana jest w życiu dobra, zwłaszcza jeśli jest przy tym ciekawa i pozwala zrobić zarówno coś fajnego jak i pożytecznego. Warto spróbować :)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.





sobota, 13 lipca 2019

Karpie bijem - Andrzej Pilipiuk


Tytuł: Karpie bijem
Cykl: Oblicza Wędrowycza (to 9)
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 17.07.2019r.
Liczba stron: 416



PRZEDPREMIEROWO !!!

Wędrowycz powraca!

Stęskniona gawiedzi – SĄ DOBRE WIEŚCI! Jeden z najbardziej ukochanych literackich degeneratów POWRACA!!! :) Powraca zaś oczywiście w towarzystwie nieodłącznego kozackiego kompana Semena ;) Od ostatniego spotkania z wiekowym bimbrownikiem, egzorcystą i napędzanym samogonem pogromcą rodu Bardaków w jednej osobie minęło już trochę czasu (zbyt wiele!), jednak Jakub i Semen ani na jotę się nie zmienili. I jest to prawdziwie wspaniała informacja!

Andrzej Pilipiuk – aka Wielki Grafoman – stworzył w osobie Jakuba Wędrowycza swoistą ikonę; może jeszcze nie powszechnie przyjętej i powszechnie rozumianej popkultury, ale kultury bimbrowniczej już na pewno ;) Ten stary dziad jest powszechnie uwielbiany, a dzieje się tak z tej prostej przyczyny, że nie ma chyba na dzień dzisiejszy lepszego niż cykl Pilipiuka opisu wszelakich polskich patologii, pachnących Ciemnogrodem stereotypów, powszechnych i niepochlebnych osądów dotyczących zapadłych wiejskich zaścianków i naszych ludzkich słabości niż skrystalizowanie ich i skupienie jak w soczewce w osobie Wędrowycza. Przecież my uwielbiamy śmiać się z samych siebie, a właśnie to umożliwia nam każdy zbiór opowieści o przygodach Jakuba i Semena :) Oto jest prawdziwy powód dla którego Wędrowycz jest niemalże na rękach noszony ;) Całość nieodmiennie podlana jest zwalającą z nóg ilością bimbru własnej produkcji oraz okraszona czarnym humorem – nie tylko sytuacyjnym – dzięki któremu wszystkie nasze narodowe wady (i zalety!), wszystkie pozostające ciągle w naszym sposobie myślenia stereotypy i cała mająca czasem miejsce mentalna zaściankowość zostają w fantastyczny oraz bezlitosny sposób wyśmiane i obśmiane (z każdej możliwej strony). A to nie wszystko, Jakub bowiem – pomimo wszystkich swoich wad; a może właśnie dzięki nim? – jest tak cudownie toporną, a z drugiej strony do rany (i do szklanki pełnej gorzały :) ) przyłóż postacią, że nie sposób go po prostu nie uwielbiać :)

Co nas czeka w dziewiątej odsłonie przygód Jakuba i Semena? Ha!, prościej byłoby powiedzieć czego tu nie będzie :) Będzie się działo, oj będzie! Doświadczymy bowiem m.in. wizyty kosmitów, poznamy prawdziwą historię dwóch nagich mieczy spod Grunwaldu, pomożemy lokalnej policji w zgładzeniu pożerającego ludzi i mszczącego się w ten sposób za los pobratymców (każdego 24 czerwca, a więc w każde równe pół roku licząc od Wigilii) Karpiego Króla, a także zawitamy do alternatywnych Wojsławic i spróbujemy ocalić ludzkość w starciu z obdarzoną zbiorową inteligencją gołębią chmurą, która poprzysięgła rodowi ludzkiemu zemstę i starcie ludzkości z powierzchni Ziemi. Nieodmiennie będziemy także zwalczać podłe i nędzne bardackie plemię, a także odkryjemy, że Jakub ma żonę (!). Na deser zaś zawitamy do niezbyt odległego od Wojsławic Chełma w celu wręczenia dziwnie znajomo przedstawionemu ministrowi obrony narodowej chałupniczo wytworzonej rakiety (w charakterze daru dla Wojsk Obrony Terytorialnej :) ) oraz spłatamy figla śmierci we własnej osobie :) Czy to mało na zachętę? :)

Wędrowycz to swoisty fenomen i mam graniczące z pewnością przekonanie, że niniejszy tom tylko ten fenomen umocni. Dlaczego „fenomen”? Otóż dlatego, że poza wszystkimi możliwościami śmiania się z samych siebie, z własnych przywar i z zaściankowego myślenia jakie dają nam opowiadania o Wędrowyczu, właśnie ta postać i ten cykl są nieograniczonym wręcz polem do tworzenia nowych opowieści, z których samogon się dosłownie przelewa ;) Wędrowycz to postać na swój sposób uniwersalna – raz daje szansę i pretekst do wyśmiewania wszystkich i wszystkiego, innym razem jest w stanie polecieć w kosmos, przenosić się w czasie, przeprowadzać egzorcyzmy, a na dokładkę potrafi telepatycznie porozumiewać się w otoczeniem. Ten stary dziad sprawdzi się chyba w każdej konwencji… Czy to mało? :) Jeśli tak, to możecie być pewni jednego: Andrzej Pilipiuk z całą pewnością wymyśli więcej :)

Szczerze muszę powiedzieć, że po lekturze jest mi po prostu… MAŁO. Strasznie, okrutnie, boleśnie MAŁO… Wędrowycza chciałoby się czytać zawsze i wszędzie, najlepiej w ilościach nieograniczonych (przynajmniej ja tak mam). Wszystko co dobre kiedyś się jednak kończy – tak jak i niniejsza odsłona opowiadań… Cieszmy się nią więc :) I to cieszmy się tym bardziej, że Andrzej Pilipiuk napisał bardzo dobry, równy jeśli chodzi o poziom zbiór historii, które śmieszą i bawią do łez. Oto Wędrowycz w najlepszym możliwym wydaniu :) Nie nudzi się on nigdy i chyba niewykonalne jest to, żeby znudził się on kiedykolwiek. Tym razem nuda nam z całą pewnością nie grozi, a zatem – MARSZ CZYTAĆ! :)

Warto! :)

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.






Las zna twoje imię - Alaitz Leceaga


Tytuł: Las zna twoje imię (tytuł oryginału: El bosque sabe tu nombre)
Autor: Alaitz Leceaga
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 19.06.2019r.
Liczba stron: 576



Leśne tajemnice.

„Las zna twoje imię” to pełna magii, czarów i leśnych tajemnic opowieść o kobiecej determinacji oraz o roli, jaką – czy tego czasem chcemy czy nie – pełni w naszym życiu przeznaczenie. To także literacka dywagacja na temat tego, jak wiele może w naszym życiu zmienić jedno tylko wydarzenie oraz jak bardzo jest ono w stanie rzutować na resztę naszych dni. Jesteście gotowi zajrzeć do pełnego tajemnic hiszpańskiego lasu?

Snuta przez autorkę opowieść rozgrywa się u schyłku lat 20-tych XX wieku w Hiszpanii, w niezwykle malowniczych i klimatycznych dla całej historii rejonach baskijskiego wybrzeża. Główne bohaterki to córki bogatego markiza, Estrella oraz Alma; rozkapryszone i zadzierające nosa, nieznośne dzieciaki nawet nie spodziewają się, że na ich życie wkrótce padnie złowrogi cień. Dzieje się tak za sprawą przepowiedni ich konającej babki, która przepowiada, iż jedna z dziewczynek nie dożyje swoich 15 urodzin. Z przepowiednią łączy się kategoryczny zakaz wchodzenia do Lasu Basondo, w którego cienistych zakamarkach na dziewczynki może czekać ich mroczne przeznaczenie. Całą sprawę komplikuje na dodatek fakt, że dziewczynki obdarzone są tajemną mocą, która w ich rodzinie dziedziczona jest z pokolenia na pokolenie. Las kusi dziewczynki coraz mocniej… Jak dobrze wiadomo najbardziej smakuje ten owoc, który jest zakazany…

Przepowiednia wypełnia się (i od razu mówię - nie zdradzę Wam w tym miejscu którą z dziewczynek dosięgnie przeznaczenie ;) ). Tę ocalałą zacznie z kolei prześladować pech oraz pewien czarny wilk… Przeznaczenie i ludzki los bywają czasem okrutne. Aczkolwiek są one z drugiej strony szansą na pokazanie hartu ducha, determinacji oraz niezłomności własnego charakteru – w tym przypadku w kobiecym wydaniu. Tak naprawdę pomimo całej otoczki pełnej magii, tajemnic i mroku o tym właśnie jest ta książka – o kobiecej sile i determinacji, która pozwala pogodzić się z przeszłością oraz kroczyć, pomimo przeszkód, w przyszłość.

Powieść obyczajowa miesza się na kartach książki z fantasy oraz z mrocznym kryminałem. Książce w zaskakujący sposób wychodzi to na dobre. Da się tutaj wyczuć strzępy niezapomnianego klimatu „Labiryntu fauna”, a to duży komplement dla autorki. Klimat tej książki jest naprawdę niepowtarzalny i niezapomniany. W trakcie lektury można się poczuć jak w prawdziwej Hiszpanii sprzed stu lat ;) Wielkie brawa za kreację tej opowieści.

Wbrew pozorom „Las zna twoje imię” nie jest książką tylko dla pań (choć z drugiej strony patrząc jest on pomyślany przede wszystkim dla nich). Niniejsza lektura dotyczy przede wszystkim rozważań na temat ludzkich decyzji, siły charakteru, potęgi człowieczej determinacji, a to cechy i wartości w pewien sposób uniwersalne dla każdego odbiorcy. Ja bym w związku z tym nie szufladkował bynajmniej tej książki jako czegoś tylko i wyłącznie dla pań ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.






Lech, Leszek. Wygrać wolność - Katarzyna Kolenda-Zaleska, Lech Wałęsa, Leszek Balcerowicz


Autor: Katarzyna Kolenda-Zaleska, Lech Wałęsa, Leszek Balcerowicz
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Data wydania: 03.06.2019r.
Liczba stron: 336



Rozmowy o wolności.

Literacki zapis moderowanej przez jedną z najlepszych w Polsce dziennikarek politycznych rozmowy Panów, dzięki którym transformacja ustrojowa, polityczna oraz gospodarcza Polski przebiegła po 1989 roku w sposób, który umożliwia dziś Polakom życie w europejskiej wspólnocie oraz na poziomie coraz bardziej zbliżonym do europejskiego. W tym momencie zapewne mogą podnieść się głosy zapiekłych w nienawiści pieniaczy podważających wszystko, co obaj Panowie osiągnęli, jednak zawsze najbardziej wymierne są pozytywne efekty jakichś działań (i sam fakt istnienia pozytywnych efektów), te zaś widoczne są po 30 latach gołym okiem - tylko głupiec by temu przeczył. Każdy popełnia błędy i nikt nie jest nieomylny, jednak każdy uczciwy obserwator przyzna, że gdyby nie działania tych dwóch Panów, to Polska jako kraj i naród mogła by być dziś w zupełnie innym miejscu, które niekoniecznie mogło by się nam wszystkim podobać. Polityczne awantury, demagogię, populizm oraz bezmyślną negację osiągnięć Wałęsy i Balcerowicza zostawmy pieniaczom – niniejsza książka dotyczy faktów i na nich się skupmy.

Kiedyś książki takie jak ta będą w cenie. Dziś, z powodów politycznych, zapewne nie będą (dotyczy to również tego tytułu), jednakże naprawdę warto zagłębić się w tę lekturę. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu: to właśnie Wałęsa i Balcerowicz nadawali ton wszelkim przemianom mającym miejsce 30 lat temu. Warto poznać ich punkt widzenia na tamte wydarzenia, jest on bowiem niezwykle cenny. Istnieje także drugi powód dla którego warto po tę lekturę sięgnąć: czas płynie, lata mijają nieubłaganie i tak naprawdę nikt z nas nie wie, ile jeszcze razy będziemy mieć okazję do bycia świadkami rozmowy tych dwóch Panów… Każdy rozsądny człowiek powinien mieć w sobie pewną refleksję, zgodnie z którą warto ich docenić póki są jeszcze z nami.

Rozmowa Lecha z Leszkiem to szalenie ciekawe spojrzenie na wszystkie procesy oraz zmiany mające w Polsce miejsce po 1989 roku. Z jednej strony mamy przywódcę Solidarności, który poniekąd z konieczności wziął na swoje barki odpowiedzialność, stał się przywódcą i politykiem, z drugiej – naukowca i teoretyka, który sterował całym procesem przemian gospodarczych w naszym kraju próbując podnieść go z komunistycznej ruiny. Rozmowa pełna jest ciekawostek, niuansów, opisów wszelakich trudności transformacyjnych i koncepcji na poradzenie sobie z nimi. Wałęsa i Balcerowicz przedstawiają swoje punkty widzenia w sposób subiektywny, jednakże obydwa stanowiska wpisują się w obiektywny obraz osiągnięć, do których doszedł zarówno nasz kraj jak i naród. Książka jest niezwykle cennym zapisem oraz oceną przemian po 1989 roku – moim skromnym zdaniem trzeba ją po prostu przeczytać.

Pewnym minusem lektury jest specyficzny sposób bycia i wypowiadania się zarówno Wałęsy jak i Balcerowicza. Zarówno jeden jak i drugi zaciekle bronią swoich stanowisk w sposób, który stwarza wrażenie, że nawet konstruktywna polemika (podkreślam: konstruktywna) jest czymś, co w obliczu ich osiągnięć nie ma racji bytu. Wałęsa bardzo podkreśla przy tym swój udział we wszystkim co miało miejsce po 1989 roku przez co można myśleć, że „tylko on” coś zmieniał i „tylko on” walczył; ten wielki i co rusz wyrażany indywidualizm oraz podkreślanie swojej roli troszkę przeszkadza w czytaniu, no ale cóż – Lech Wałęsa już taki jest… Balcerowicz z kolei bardzo sztywno trzyma się nieraz dogmatów i ekonomicznych teorii, co sprawia, że chwilami można się zastanawiać, czy aby nie jest to wszystko za bardzo oderwane od rzeczywistości oraz od czynnika społeczno-ludzkiego, na którym najbardziej odbił się po 1989 roku cały proces przemian. Z powyższych powodów tak naprawdę najbardziej ciekawymi fragmentami książki są te poświęcone poglądom obu Panów na temat przemian społecznych oraz społecznych kosztów przeprowadzonych reform. Chyba właśnie na tym polu ma miejsce źródło największych potencjalnych kontrowersji dotyczących niniejszej pozycji… Ocenę pozostawiam czytelnikom (każdy będzie miał zapewne inną), ale tak czy owak – warto o tym wszystkim sobie poczytać.

Z uwagi na ogólną atmosferę polityczną w naszym kraju – o czym już wspominałem – pozycja ta nie będzie zapewne doceniona, a być może nawet zostanie zmieszana z błotem już tylko z uwagi na osoby głównych bohaterów. Ba, dla pewnych środowisk powodem do ataku oraz do dyskredytowania książki będzie także zapewne osoba Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, która niniejszą rozmowę prowadziła oraz w pewien sposób ją moderowała. Przykre to wszystko, ale zapewne tak się właśnie stanie… Czasem mam wrażenie, że jako naród nie potrafimy oddać sprawiedliwości i okazać szacunku tym, którzy na to zasługują. Oby kiedyś się to zmieniło.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl



Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/lech-leszek-wygrac-wolnosc-katarzyna-kolenda-zaleska-p-1221826.html?q=lech.+leszek.+wygra%e6+wolno%b6%e6.&sgtype=prodonecol






"INSTYTUT" STEPHENA KINGA JUŻ 11 WRZEŚNIA!!!

Obraz może zawierać: tekst

PREMIERA NAKŁADEM WYDAWNICTWA ALBATROS JUŻ 11 WRZEŚNIA!!! :) :) 

Zjawiają się w nocy. 

W ciągu dwóch minut eliminują wszystkie przeszkody.
I uprowadzają obiekt. 
Interesują ich dzieci. Wyjątkowe dzieci…

Luke Ellis budzi się w pokoju do złudzenia przypominającym jego własny, tyle że bez okien. Wkrótce orientuje się, że trafił do tajemniczego Instytutu i nie jest jedynym dzieciakiem, którego tu uwięziono. To miejsce odosobnienia dla nastolatków obdarzonych zdolnościami telepatii lub telekinezy. W Instytucie zostaną poddani testom, które wzmocnią ich naturalną, choć nadprzyrodzoną moc. Opiekunowie nie mają skrupułów – grzeczne dzieci są nagradzane, nieposłuszne – są surowo karane. Wszyscy jednak, prędzej czy później, trafią do drugiej części Instytutu, a stamtąd nikt już nie wraca.

Gdy kolejne dzieci znikają w Tylnej Połowie Luke jest coraz bardziej zdesperowany. Musi uciec i wezwać pomoc. Bo jeśli komuś miałoby się udać, to właśnie jemu.
Tylko że nikt dotąd nie uciekł z Instytutu.





Sierpniowe zapowiedzi :)

Gorące sierpniowe zapowiedzi od Wydawnictwa Psychoskok :)
Jak zawsze każdy znajdzie coś dla siebie!



piątek, 12 lipca 2019

Podcięte skrzydła kanarka. Blaski i cienie brazylijskiego futbolu - Bartłomiej Rabij


Tytuł: Podcięte skrzydła kanarka. Blaski i cienie brazylijskiego futbolu
Autor: Bartłomiej Rabij
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 05.06.2019r.
Liczba stron: 336



Upadek Canarinhos?

Brazylia to światowy potentat futbolu – tak Kraj Kawy postrzegany jest od lat. Trudno tej logice odmówić Z POZORU słuszności (patrząc chociażby na ilość oraz skalę piłkarskich talentów objawiających się w tym kraju). Ale to tylko POZORY, bo jeśli zastanowić się nad sprawą głębiej – dlaczego nie przekłada się to w ostatnich latach na jakieś sukcesy? (bo trudno za takowy uznać 4 miejsce na mundialu w rodzimej Brazylii w 2014 roku). Dlaczego Brazylia od 17 lat nie zdobyła mistrzostwa świata skoro jest takim gigantem? Czemu tak niewiele – lub nic – nie słyszymy o brazylijskiej lidze, o której przecież (jak na potęgę przystało) powinno być głośno na świecie? Ciekawe pytania… Bartłomiej Rabij daje na nie w niniejszej książce jeszcze ciekawsze odpowiedzi.

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się po tej książce tak dobrego studium brazylijskiego futbolu. Zresztą – nie tylko brazylijskiego; opisane na kolejnych stronach mechanizmy oraz zjawiska są do pewnego stopnia reprezentatywne dla całego futbolu południowoamerykańskiego. W miarę czytania dowiadujemy się o Kraju Kawy i o jego sportowej religii którą jest piłka nożna coraz więcej, czego efektem jest... hm… Na pewno zdegustowanie. Refleksja o sile pieniądza oraz o tym, w jaki sposób niszczy on ten sport? Też… Myśl o korupcji, która jest rakiem toczącym brazylijski futbol? Takoż… Wnioski – choć w tej chwili przedstawione tylko hasłowo i pokrótce – są proste: Brazylia to niestety kolos na glinianych nogach… 

Mit o piłkarskich geniuszach werbowanych wprost z brazylijskich plaż jest na świecie wciąż żywy. Ile w nim dziś prawdy? Niewiele… Oczywiście przykłady wirtuozów można na przestrzeni ostatnich lat przytaczać (Ronaldinho, Robinho, Neymar), jednak nie samą wirtuozerią żyje piłka nożna. Gdzie światowej klasy brazylijscy bramkarze, jak niegdyś Tafarell, czy choćby (mimo wszystko) Dida? Gdzie znakomici obrońcy? (niczego nie chcąc ujmować tym obecnym… ale to jednak nie jest absolutny top). Gdzie pomocnicy o których w piłkarskim świecie głośno? No właśnie… Brazylijska młodzież może nie garnie się tak samo gorliwie do tego sportu jak kiedyś, jednak nie jest to jakiś drastyczny ilościowy spadek – gdzie więc są talenty? Rabij sprowadza problem do bardzo prostej kwestii, którą jest patologia na jednym, kluczowym polu: szkolenie młodzieży. Schematy wyszukiwania talentów. Nacisk kładziony na to, co efektowne – kosztem boiskowej przydatności. Brak specjalistów, ciągłe zmiany jeśli chodzi o taktykę klubową. Wreszcie korupcja i – paradoksalnie, tych powinno być bowiem w kraju futbolowej potęgi sporo – ciągły brak pieniędzy na sprawy najpotrzebniejsze… Nie ma co zaprzeczać: ze snutej przez Bartłomieja Rabija opowieści nie wyłania się wcale ciekawy obraz sytuacji.

Co gorsza, nawet tak na logikę patrząc, wszystko o czym pisze autor składa się, niestety, w pewną logiczną całość. Brazylijski futbol to dziś system naczyń połączonych, które – kiedyś naoliwione i składające się na dobrze działającą maszynę – dziś rdzewieją i coraz głośniej skrzypią… Że nie wspomnę o tym, że coraz gorzej działają. Bartłomiej Rabij pokusił się o niezwykle rzetelną analizę problemu o którym mowa, a że zrobił to naprawdę dobrze – czapki z głów. Szkoda tylko wniosków do których można dojść, te nie są bowiem wesołe… Jeśli dalej tak pójdzie, to nie tylko długo jako kibice poczekamy sobie na międzynarodowe triumfy Canarinhos (z całym szacunkiem, ale za taki nie uznam tak do końca mającego zaledwie kilka dni temu triumfu w Copa America – jeśli spojrzeć na sprzyjanie ze strony sędziów oraz na całą patologię południowoamerykańskiej federacji, to nie ma naprawdę z czego się cieszyć, to bowiem żaden „dowód” na piłkarską „siłę” Brazylii), ale być może doczekamy nawet jej futbolowego upadku… Oby tak się nie stało, ale powodów do optymizmu nie ma niestety zbyt wiele…

Kończąc – gorąco polecam! To naprawdę dobra, fachowa, pełna argumentów i rzetelnych analiz pozycja. Każdy fan futbolu będzie nią usatysfakcjonowany – przynajmniej jeśli chodzi o profesjonalizm włożony w jej powstanie i spisanie. Bo z wniosków z lektury płynących trudno się, niestety, cieszyć…

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu SQN za egzemplarz recenzencki.






Kapitan - Francesco Totti, Paolo Condò


Tytuł: Kapitan (tytuł oryginału: Un Capitano)
Autor: Francesco Totti, Paolo Condò
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 12.06.2019r.
Liczba stron: 416



Il Capitano.

Rzymski gladiator, Il Capitano, legenda i wieloletni kapitan AS Roma. Na biografię Francesco Tottiego wielu fanów futbolu czekało z niecierpliwością (zwłaszcza po odwieszeniu przezeń butów na kołek). Cierpliwość ta została właśnie nagrodzona :)

Francesco Totti budzi w futbolowym świecie wielkie emocje. Dzieje się tak z wielu powodów. Po pierwsze, rzadko kiedy we współczesnym futbolu można znaleźć tak budujące i pełne wierności przykłady przywiązania do klubowych barw (Totti grał w Romie przez cała sportową karierę). Po drugie, niewielu było, jest - i zapewne niewielu będzie - piłkarzy o takim harcie ducha, boiskowej niezłomności, charyzmie oraz umiejętnościach, które przez lata przydawały meczom Romy oraz Italii tej szczypty magii, która bierze się z talentu i z czystego piłkarskiego geniuszu. Powyższe fakty już na starcie budują zainteresowanie lekturą, która… daje radę, a jeśli zaskakuje, to tylko pozytywnie :)

Dlaczego pozytywnie? Głównie dlatego, że książkę napisano rzeczowo, sensownie i w naprawdę zajmujący sposób, a to tylko w pozytywny sposób obala mity dotyczące Tottiego, który chyba nie był postrzegany jako jakiś inteligent, czy choćby wystarczająco rozgarnięty mentalnie piłkarz ;)… Zdaję sobie sprawę, że książka ta musiała przejść przez wiele korekt, proces redagowania, składania, etc., jednak sama treść to wiele z Tottiego i z jego słów oraz przeżyć – nikt tego za niego nie napisał. I dobrze się stało że ta książka powstała, okazuje się bowiem, że to bardzo inteligentny gość – lektura rozprawia się zatem ze stereotypami na temat Francesco, które przez lata trwania jego kariery nie były dlań zbyt przychylne.

Książka zachowuje do pewnego stopnia chronologię jeśli chodzi o karierę Tottiego, lecz nie jest tak do końca i przez cały czas, rozgraniczono bowiem jego karierę klubową od reprezentacyjnej oraz opisano całość w taki sposób, że nieraz – chronologicznie patrząc – wkrada się w całokształt maleńki chaos. Nie jest to jednak wielki mankament dla fanów Tottiego, ci bowiem znają jego karierę bardzo dobrze ;) Sama zaś treść kolejnych rozdziałów wynagradza z nawiązką wszelkie chronologiczne nieścisłości.

Roma wielką miłością Tottiego była, jest i zapewne będzie (choć po ostatnich wydarzeniach medialnych, kiedy to Totti zrezygnował z funkcji jednego z dyrektorów sportowych rzymskiego klubu, można mieć w tej materii wątpliwości jeśli chodzi o bliższą i dalszą przyszłość). Książka nawiązuje do największych sukcesów klubu mających miejsce za czasów gry Il Capitano (scudetto), ale także do okresów gry nieco gorszej, pełnej przetasowań w składzie, czy do – można powiedzieć – „dwóch er” panowania w klubie Luciano Spallettiego, z których pierwsza era to czas wielkich sukcesów, druga zaś to czas niekoniecznie udanych eksperymentów oraz, jak utrzymuje główny bohater książki, okres niemalże szykanowania i spychania na margines jego osoby jako gracza i kapitana. Jeśli wierzyć Tottiemu, wszystkiemu winne są nieporozumienia na tle… gry w karty. Fransesco to wielki miłośnik kart, których z kolei – jako czynnika rozprężającego, przez który gracze zarywają noce przed ważnymi meczami – wielkim wrogiem jest Spalletti. Jaka jest prawda? To wiedzą tylko ci dwaj panowie, jednak coś chyba jest na rzeczy zważywszy na bardzo widoczne różnice w sposobie traktowania kapitana przez trenera w pierwszym i w drugim okresie sprawowania w Romie rządów przez Spallettiego.

O ile Romę Totti określa jako „kobietę swojego życia”, o tyle reprezentacja jest dlań „romansem” ;) Tak to przynajmniej przedstawia w książce, niemniej jednak mistrzostwo świata z 2006 roku to drugi – obok scudetto – najbardziej obszernie opisany epizod kariery Tottiego. Znajdziemy w książce zakulisowe wątki, stopniowe nabieranie przez kadrę Azzurrich wiary w końcowy sukces, a także dowiemy się kto jako jedyny spał przed wielkim finałem z Francją. Dla takich perełek warto tę książkę przeczytać :)

Niniejsza lektura to także życie Francesco poza boiskiem i podkreślenie roli jaką w jego życiu pełni rodzina. Tutaj Totti jawi się jako typowy, tradycjonalistyczny Włoch (w pozytywnym znaczeniu tego słowa). Przeczytamy także o wielu niby boiskowych, ale jednak bardzo zakulisowych wątkach z życia Il Capitano, jak choćby mająca swego czasu miejsce wielka przyjaźń między nim, a Antonio Cassano, czy też spekulacje na temat transferu do Realu Madryt i ostateczne powody dla których nie miał on nigdy miejsca.

Wielki kapitan = wielka książka :) Zdecydowanie WARTO przeczytać. Takiego Francesco Tottiego być może się spodziewaliście, ale mogę Was zapewnić, że spodziewanie się, a faktyczne przeczytanie tej biografii to dwie różne rzeczy. I sądzę, że po lekturze będziecie tylko i wyłącznie zadowoleni.

Dziękuję SQN za egzemplarz recenzencki.






Peter Crouch. Jak być piłkarzem - Peter Crouch


Tytuł: Peter Crouch. Jak być piłkarzem (tytuł oryginału: How to Be a Footballer)
Autor: Peter Crouch
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 368



Dwa metry śmiechu.

Chcąc być szczerym - nie spodziewałem się, że Peter Crouch może być aż tak sympatycznym gościem :) Ponad dwumetrowy facet kopiący piłkę z mega dystansem do siebie… niemożliwe? A jednak :)

Croucha fani światowych boisk kojarzą chyba głównie z uwagi na jego wzrost, może jeszcze z uwagi na jego występy w Liverpoolu i w Totenhamie (o skojarzenie występów w chociażby Aston Villi, czy w QPR posądzać można chyba tylko fanów Premier League). Crouch dokonania swoje ma – zaprzeczyć temu nie sposób – aczkolwiek ciężko zaliczyć go w poczet najlepszych piłkarzy kopiących kiedykolwiek piłkę… Dlaczego wiec niniejsza biografia (która biografią sensu stricte tak do końca nie jest, ale o tym za chwilę) cieszy się tak ogromną popularnością?

Jest tak przede wszystkim z uwagi na fakt, iż – oprócz biograficznego rysu w odniesieniu do kariery Croucha – książka ta jest ogromnym zbiorem anegdot, zdarzeń i zakulisowych opowiastek, które składają się na rzadki obraz współczesnego futbolu, z położeniem szczególnego akcentu na ligę angielską i występujących w niej piłkarzy. Dodatkowo nie znajdziecie tu taniej sensacji (jak to często bywa w „biografiach” tych mniej znanych kopaczy futbolówki), lecz niesamowitą dawkę dobrego humoru oraz dystansu – zarówno w odniesieniu do osoby samego autora, jak i do całej futbolowej rzeczywistości.

Crouch pisze o sobie oraz o angielskiej piłce w sposób ciekawy, barwny i niesamowicie humorystyczny. Porzuca przy tym jakąkolwiek chronologię zdarzeń skupiając się głównie na ich kategoriach (np. zachowanie piłkarzy w social mediach, wydarzenia w szatni, etc), co czyni książkę tym bardziej interesującą. Śmiało można rzec, że z takim podejściem do piłki nożnej nieczęsto można się spotkać :)

Nie łudzę się, że niniejsza publikacja będzie jakimś wydawniczym przełomem, który zmieni sposób pisania o futbolu, jednak z całą pewnością jest to miła odmiana od tego, do czego w tego typu książkach przywykliśmy. Najważniejsze, że książka zapewnia dobrą rozrywkę :) (ciężko żeby było inaczej, jeśli sam autor porównuje samego siebie do żyrafy, a zdobyte przez siebie gole przypisuje nie własnym zasługom, ale celności kolegów, którzy byli w stanie tak „nastrzelić” piłkę, żeby odbijała się od Croucha i wpadała dzięki temu do bramki ;) ). Dobry żart zawsze jest w cenie – również jeśli chodzi o świat piłki nożnej :) Dystans z kolei przyda się zawsze – i każdemu.

Polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu SQN za egzemplarz recenzencki.






czwartek, 11 lipca 2019

Upiór Południa - Maja Lidia Kossakowska


Tytuł: Upiór Południa
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 14.06.2019r.
Liczba stron: 744



Cztery historie, cztery wycieczki po meandrach ludzkiego umysłu oraz po jego najmroczniejszych zakamarkach, cztery puenty pełne grozy, nieoczywistości i budzącego pełną gamę emocji dreszczyku. Całość spięta ładnie układającym wszystko w całość prologiem i epilogiem. Maja Lidia Kossakowska to bez wątpienia Pierwsza Dama Polskiej Fantastyki i chociaż zebrane w „Upiorze Południa” historie znane są już od kilku lat, to jednak czytane na nowo – i do tego w takiej fajnej odsłonie! – robią ciągle niesamowite wrażenie.

Cztery składające się na „Upiora Południa” opowieści są od siebie bardzo różne, a jednocześnie szalenie do siebie podobne. Punkty wspólne? Towarzysząca fabule każdej noweli niepewność, poczucie zagrożenia, nie do końca określonej i ukierunkowanej grozy oraz niesamowitości. W klimaty grozy Pani Maja bardzo w „Upiorze Południa” wpada – czy to dobrze czy źle to już indywidualna ocena czytelnika, mi jednak osobiście bardzo się taki styl podoba :) A jak wyglądają konkrety jeśli chodzi o cztery części składowe zbioru?

„Czerń” to chyba najniżej oceniana dotąd część „Upiora Południa”, mi osobiście jednak podobała się ona najbardziej. Jest coś naprawdę wciągającego i niepokojącego zarazem w historii ni to szalonego, ni to opętanego korespondenta wojennego, za którym (dosłownie i w przenośni) chodzą krwawe afrykańskie bóstwa rządne krwi i składania sobie ofiar… 

„Pamięć umarłych” to z kolei niesamowicie klimatyczna i pełna grozy opowieść o zemście utrzymana w prawdziwie westernowym stylu. Brutalność bije tu z każdej strony. W zestawieniu z pełną napięcia fabułą noweli robi to piorunujące wrażenie, które niejednemu zjeży włos na głowie (!).

Psychodela w „Upiorze Południa” także się znajdzie :) Najlepszy przykład to pełen krwawych wizji i przebłysków przeszłości „Czas mgieł”, którego główny bohater cierpi na amnezję; finał tej opowieści może być dla niejednego naprawdę zaskakujący. 

„Burzowe kocię” jest - jak dla mnie - prawie tak samo dobre jak „Czerń” :) Podobieństw może między tymi nowelami nie ma zbyt wielu, jednak skręcająca w stronę „Alicji w Krainie Czarów” z jednej oraz w stronę „Pana Lodowego Ogrodu” z drugiej strony historia (powyższe inspiracje są aż nadto oczywiste ;) ) zostawia po sobie jak najbardziej pozytywne wrażenie. 

Po „Upiora Południa” sięgnąć po prostu trzeba. Nie tylko w imię uwielbienia i szacunku dla dotychczasowego dorobku Autorki, ale przede wszystkim dlatego, że to naprawdę dobre historie. W sam raz na letnie wieczory ;) , choć nie to jest w tych opowieściach najważniejsze; dużo ważniejszy jest ich niepowtarzalny klimat, który PO PROSTU TRZEBA poczuć :)

Gorąco polecam.

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.






Oprawca Boży - Eugeniusz Dębski


Tytuł: Oprawca Boży
Autor: Eugeniusz Dębski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 07.06.2019r.
Liczba stron: 258



W imię boga.

Szalenie ciekawa koncepcja, pomysł zahaczający o dobre dark fantasy, echa „Wiedźmina” w tle… Wszystko fajnie się zaczyna, aż tu nagle – po dobrym początku – wszystko wyhamowuje, a entuzjazm po początkowych stronach sukcesywnie spada… OGROMNA SZKODA. Eugeniusz Dębski miał dobry pomysł, lecz – nie wiadomo dlaczego – w zaskakujący sposób się w tej historii pogubił…

Durkiss, czołowa postać książki, to zabójca wymierzający sprawiedliwość w imieniu boga N'gadufala. Bóg to okrutny, aczkolwiek na swój sposób sprawiedliwy, a także nie pozbawiony pewnego ponurego poczucia humoru oraz skłonności do uciech zarówno ludzkich, jak i boskich. Durkiss w swojej życiowej misji walki w boskim imieniu posługuje się Żmijcem, niezwykle ciekawą ręczną bronią obdarzoną pewną samoświadomością, która niesamowicie pomaga we wszelkich starciach, walkach i potyczkach. Pewnego dnia N'gadufal wzywa Durkissa przed swe oblicze zlecając mu misję ukarania krzywoprzysięzcy bluźniącego przeciw jego imieniu… Do tego momentu fabuła wygląda dobrze, a kolejne rozdziały zapowiadają się znakomicie, lecz na tym fajerwerków, niestety, koniec…

„Oprawca Boży” ma w sobie zbyt wiele elementów z zasady niepotrzebnych. Jakich? Chociażby takich jak niezrozumiałe w kontekście całej fabuły (pasujące trochę jak pięść do nosa) intymne sceny, przesadna momentami wulgarność całokształtu, czy też brnięcie przez autora – chyba trochę na siłę… - w rubaszny humor. W książkę wkrada się na kolejnych stronach irytujący chaos narracyjno-fabularny, który zaskakuje biorąc pod uwagę osobę autora, który niejedną dobrą i wciągającą książkę raczył już napisać. Niestety – nie tym razem…

Nie twierdzę, że lektura „Oprawcy Bożego” to stuprocentowe rozczarowanie i jedna wielka pomyłka; odbiorcy oczekujący czegoś niezobowiązującego i niepozostawiającego po sobie śladu w pamięci przyjmą być może tę książkę życzliwie… Jednakowoż sam pomysł aż prosi się o nieco lepsze rozwinięcie i napisanie. Nie wiem co takiego się stało, że Eugeniusz Dębski tym razem rozczarowuje… Oby był to wypadek przy pracy. 

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.