Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2025

Tolkien w XXI wieku. Co dziś znaczy dla nas Śródziemie - Nick Groom

Autor: Nick Groom
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 23.04.2025
Liczba stron: 600


Śródziemie wiecznie żywe.

Śródziemie już od dawna nie jest tylko krainą hobbitów, elfów i smoków. To fenomen kulturowy, który rozrósł się daleko poza karty powieści J.R.R. Tolkiena. Właśnie temu fenomenowi poświęcona jest najnowsza książka Nicka Groom’a – „Tolkien w XXI wieku”. Ta fascynująca lektura zabierze nas w pełną erudycji, radosną podróż poprzez ogrom znaczeń dorobku unieśmiertelnionego za naszych (i nie tylko za naszych) czasów profesora z Oxfordu, i to niemal w dziewięć dekad po rynkowym debiucie „Hobbita” – nawet po tak długim okresie czasu dorobek Tolkiena pozostaje bowiem dla nas jak żywy, wciąż inspirujący (i potrzebny!) katalizator wyobraźni oraz kreatywności dla ludzkich umysłów.

Zanim przejdę do meritum tekstu… będzie mały żal (szpila?) – wielka to bowiem szkoda, że niniejsza książka ukazała się 23 kwietnia, a nie troszkę wcześniej, np. 25 marca, w Światowy Dzień Czytania Tolkiena. Marcowa data premiery byłaby zdecydowanie lepsza, fajniejsza i… chyba (naj?)bardziej na miejscu. Może coś nie zagrało, może ktoś z czymś nie zdążył? Być może. W każdym razie – szkoda (pozytywnie patrząc: zawsze jest pretekst do mówienia i do pisania o Tolkienie w majówkę, po nieuniknionych kilku dniach zwłoki względem premiery przeznaczonych na lekturę i przemyślenia po tejże ;) ).


Co do meritum – Groom rozpoczyna swe opracowanie od szeptu historii: od dzieciństwa Tolkiena, jego pasji językoznawczych i wpływu skandynawskich sag, poprzez doświadczenia wojennych okopów, aż po kuluary akademickiej kariery profesora. To właśnie te elementy życia autora nadały Śródziemiu głębię, czyniąc zeń odbicie zarówno pradawnej mitologii, jak i osobistej tęsknoty Tolkiena za utraconym za sprawą wojny światem.

Rozdział o „genezie elfów” czyta się jak opowieść o tym, jak jeden człowiek potrafi ożywić prastare języki i wyczarować dzięki nim nowe ludy. Dalej Groom przechodzi do sedna fenomenu kulturowego wszystkich dzieł autora: do adaptacji filmowych Petera Jacksona (wszak to one zapoczątkowały ponad 20 lat temu swoisty boom na Tolkiena), które na zawsze zmieniły oblicze kina fantasy, ale i do najnowszego serialu „Pierścienie Władzy”, który, choć budzi kontrowersje, to jednak udowadnia, że Śródziemie ciągle żyje w wyobraźni milionów widzów (hejt na wiele elementów tego tworu jest według mnie uzasadniony, niemniej jednak liczby mówią same za siebie – liczone w miliony widzów zainteresowanie świadczy o tym, że Tolkien to wciąż top topów; niezależnie od „artystycznej” wizji twórców serialu…). Autor nie boi się przy tym krytyki: zwraca uwagę na to, co przyciąga widza dziś, w trzeciej dekadzie XXI wieku – i definiuje te czynniki wprost jako rozmach batalistyczny, wizualny przepych, ale też nowe interpretacje takich wartości jak przyjaźń, braterstwo, czy poświęcenie.


Najciekawsze z punktu widzenia dzisiejszego czytelnika są części książki poświęcone tematom współczesnym: różnorodności, ekologicznym przesłaniom („Enty jako strażnicy drzew”), a nawet „eukatastrofie” – nadziei, że po wielkich zniszczeniach można obrócić świat ku lepszemu. Groom przekonuje, że Tolkien (na swój sposób) przewidział dzisiejszy „zielony ład”: jego opowieść o utracie i o odrodzeniu natury rezonuje dziś mocniej niż kiedykolwiek, zwłaszcza gdy zmiany klimatu stają się naszą codziennością.

Na łamach lektury czeka nas wreszcie spojrzenie na „tolkienowską inspirację” w literaturze i grach: od młodzieżowych fan-fiction, przez uznane powieści fantasy, aż po gry komputerowe, w których Śródziemie bywa tłem dla nowych opowieści. Środowisko i uniwersum stworzone przez Tolkiena to już nie tylko miejsce dla dawnej epiki, lecz żywy materiał, z którego każdy może tkać własną historię.


Dla fanów głębokiego lore światów Tolkiena i wszelkiej maści tolkienistów (bez znaczenia, czy domorosłych, czy fachowo wykwalifikowanych) „solą tej ziemi” będą z pewnością wywody Grooma poświęcone procesowi tworzenia uniwersum Śródziemia i jego szeroko pojętego legendarium. Tolkien to na tym polu niedościgniony mistrz. Wiele już na ten temat napisano w innych książkach (nie da się temu zaprzeczyć), lecz warto to znów podkreślić: TOLKIEN STWORZYŁ COŚ Z NICZEGO. Połączył motywy nordyckich sag i fińskich poematów narodowych, tchnął w nie ich własną duszę, dołożył epickie w swej złożoności kalendarium zdarzeń, całą historię tego fikcyjnego uniwersum oraz od zera opracowane języki. Groom nawiązuje do tego wszystkiego i pokazuje nam (raz jeszcze) z jak wielkim gigantem literatury (nie tylko spod znaku fantasy) mieliśmy i mamy po dziś dzień do czynienia.

Miłą – i wartościową! – sprawą jest także kwestia nawiązania przez autora do innych dzieł Tolkiena, niezwiązanych bezpośrednio ze Śródziemiem. Mowa przede wszystkim o takich opracowaniach jak „Łazikanty”, „Pan Błysk”, czy „Listy Świętego Mikołaja”. Wszystkie wymienione pozycje powstały dla… dzieci Tolkiena! Profesor, choć zapracowany aż ponad miarę, znalazł jednak czas na twórczość przeznaczoną dla osób bliskich jego sercu. Tak, zgadza się – J.R.R. miał także ludzką (nie tylko epicką i fantastyczną – dosłownie i w przenośni) twarz. Warto o tym pamiętać.


Podsumowując: ŚWIETNE OPRACOWANIE! „Tolkien w XXI wieku” udowadnia, że magia Śródziemia nie wygasła wraz ze śmiercią profesora. To dzieło otwarte – tak polifoniczne, jak nigdy dotąd, pełne nowych głosów i interpretacji. Groom pisze i opowiada nam o nim żywo, z humorem i szacunkiem, ale też z refleksją na temat tego, że jeśli coś naprawdę trwa, to nieuchronnie podlega ciągłej przemianie.

Dla każdego fana Tolkiena – i miłośnika kulturowych analiz – lektura obowiązkowa! Książka jest niczym podróż ze Starego Świata do Rokliny na Wichrowe Wzgórza, tyle że z kompasem współczesnych wyzwań w ręku.


Książkę polecam – i to gorąco! – wszystkim fanom Tolkiena i szeroko pojętej fantastyki. Właśnie tego rodzaju opowieści są fundamentem, na którym dziesiątki i setki autorów budowało później swoje światy i swoje historie. Tolkien jest niewątpliwie jednym z ojców fantastyki, warto znać zatem jego dzieła – a także wszystkie poświęcone im opracowania, w tym niniejsze.

Dziękuję Insignis za egzemplarz recenzencki.


#tolkienwXXIwieku #codziśznaczydlanasśródziemie #nickgroom #insignis #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland











niedziela, 5 stycznia 2025

Lady Makbet - Ava Reid

Tytuł: Lady Makbet
Autor: Ava Reid
Wydawnictwo: InsignisStoryLight
Data wydania: 25.09.2024
Liczba stron: 392


Klasyka po nowemu!

Krwawa, genialna opowieść o tyranii, zbrodni i szaleństwie. Trup ściele się w niej gęsto, szaleństwo osiąga swe szczyty, a czytelnik może tylko podziwiać kunszt autora w ukazaniu głębi degeneracji ludzkiej natury, pchanej ku własnej zagładzie przez żądzę władzy. To fragment mojej baaardzo już starej recenzji "Makbeta" - bez wątpienia arcydzieła światowej literatury. A co powiecie na rewrite tej klasyki dokonany z kobiecego punktu widzenia? Zainteresowani? W takim razie musicie sięgnąć po "Lady Makbet".


Ona już nie raz słyszała, że jej oczy wzbudzają w mężczyznach szaleństwo. Ona wie, że zostanie zmuszona wyjść za szkockiego brutala, który nie wyzbywa się barbarzyńskich przyzwyczajeń, kiedy wchodzi do ślubnego łoża. Ona wie, że przeżycie na jego wrogim, podejrzliwym dworze będzie wymagało strategii, silnej woli oraz całej skrywanej przez nią dotąd mocy.

Ale nie zdaje sobie sprawy, że jej mąż ma własne spowite magią sekrety. Nie wie, że pewna przepowiednia uciska go niczym za ciasna zbroja. Nie wie też, że jej magia ma większą moc i jest bardziej niebezpieczna, i że zagrozi porządkowi tego świata. Ona jeszcze tego nie wie, ale już wkrótce odkryje prawdę…


Trzeba przyznać, że lektura robi wrażenie. Przede wszystkim za sprawą niezwykle plastycznej umiejętnością autorki do takiego retellingu szkockiej opowieści, że staje się on wiarygodną alternatywą (i uzupełnieniem) dla klasyki. Hmmm... Przynajmniej tak to wygląda na papierze...

Bo patrząc na całokształt książki i postaci centralnej bohaterki muszę zauważyć, że - niestety! - postać ta jest... sztuczna. Talk do bólu sztuczna!... Pomimo całej wspaniałości opowiedzianej historii i umiejętności autorki na polu retellingu/rewritingu główna kobieca bohaterka jest niczym martwy manekin w teatrze kukiełek. A szkoda! Myślę, że można było tę postać zbudować (może nawet i od zera, a nie tak sztucznie?) zdecydowanie lepiej.


I na dodatek powiem, że moim zdaniem za taki stan rzeczy odpowiada w dużej mierze zbytnie skupienie się przez Reid na aspekcie magii i magicznych mocy. To, co w oryginale było tylko mistyką i przepowiednią, tutaj (na siłę?) stało się magią pełną gębą. I ten zabieg prawdopodobnie bardzo wiele we wszystkim w "Lady Makbet" zepsuł, co złości mnie niesamowicie, bo szekspirowski oryginał szalenie lubię i cenię po dziś dzień.

Niemniej jednak lektura (pomimo swych poważnych mankamentów) i tak zmusza do przemyśleń na temat władzy, ludzkich słabości i szeroko pojętej, ludzkiej moralności. Tego rodzaju dylematy są czymś na tyle dla ludzkości ponadczasowym, że nie zblakną prawdopodobnie nigdy. ale chyba bardziej w przypadku oryginalnego "Makbeta", aniżeli "Lady Makbet"...

Dziękuję 
Insignis i 
StoryLight za egzemplarz recenzencki.

#LadyMakbet #AvaReid
 #insignis #storylight #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland 










niedziela, 26 maja 2024

Harry Potter i Czara Ognia - J.K. Rowling


Tytuł: Harry Potter i Czara Ognia (tytuł oryginału: Harry Potter and the Goblet of Fire)
Seria: Harry Potter (tom 4)
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 13.03.2024
Liczba stron: 780


Turniej magów.

Czwarta część przygód magicznego wybrańca z blizną na czole zabierze nas raz jeszcze do Hogwartu, który w czwartym roku nauki Harry'ego zamieni się w arenę Turnieju Trójmagicznego - prastarych magicznych zawodów, które są tyleż prestiżowe, co niebezpieczne. "Harry Potter i Czara Ognia" to niezapomniana podróż w świat magii, którą przeżyjemy w pięknej oprawie graficznej zapewnionej przez Wydawcę w niepowtarzalnej edycji domów.


W tym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart rozegra się Turniej Trzech Czarodziejów (zwany także Turniejem Trójmagicznym), na który przybędą uczniowie z Bułgarii i Francji. Zgodnie z prastarymi regułami w turnieju uczestniczyć ma trzech uczniów - reprezentantów każdej ze szkół, wybranych przez Czarę Ognia. Dziwnym zbiegiem okoliczności wybranych zostaje czterech... Co z tego wynika dla Harry'ego, jego przyjaciół i całego świata czarodziejów, dowiecie się z lektury 780 stron czwartego tomu Harry`ego Pottera!


Czwarta odsłona serii z całą pewnością jest zapowiedzią nadchodzącego w świecie czarodziejów mroku. Nieunikniony powrót Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać wstrząśnie fundamentami bezpieczeństwa wszystkich, którzy się do niego nie przyłączą... Tymczasem jednak więzy przyjaźni nabierają u naszych bohaterów coraz większej mocy, a trudne doświadczenia hartują ich ducha sprawiając, że chyba nigdy wcześniej nie byli oni tak zjednoczeni przeciw nadchodzącemu zagrożeniu.


Potter to ukochany czarodziej świata i nic nie wskazuje na to, aby w bliższej lub dalszej przyszłości ten stan rzeczy miał się zmienić. Omawiane jubileuszowe wydanie bardzo dobrze potwierdza tę tezę – czy byłby bowiem sens wznawiać coś, co nie cieszy się w dalszym ciągu niesamowitą popularnością? Samo wydanie jest naprawdę wyjątkowe. Media Rodzina przygotowało jego cztery wersje - każda w barwach innego z domów Hogwartu. Mamy więc edycję Gryffindor, Slytherin, Hufflepuff oraz Ravenclaw. Ja miałem przyjemność mieć w rękach edycję Gryffindor :) Wydanie jest fantastyczne: czerwone barwy (w tym brzegi kartek!), pełne detali godło, w środku zaś tradycyjne już w tej edycji ciekawostki (tym razem na temat Hargida oraz magicznych portretów Hogwartu). Całość jest na dodatek wspaniale zilustrowana.


Harry Potter to bez wątpienia seria, która odmieniła świat. Nie tylko świat książek i fantastyki, ale także realia całej popkultury. Ci z Was, którzy pamiętają wyczekiwanie na kolejne części serii i kolejki pod księgarniami w dniach premiery dobrze wiedzą, co mam na myśli. Potter do spółki z Rowling zaczarowali nas na zawsze - i czar ten trwa nieprzerwanie już od ponad dwudziestu lat!


Dla fanów Harry'ego to wydanie to absolutne MUST HAVE! A jeśli jakimś cudem jeszcze tej książki nie czytaliście i nie wiecie kim jest Harry Potter (abstrakcja, ale wszystko jest możliwe - również to, że ktoś tego gościa nie zna)... to macie świetną okazję aby te braki nadrobić :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

#HarryPotteriCzaraOgnia #edycjadomów #HarryPotter #JKRowling #Magia #MediaRodzina #Hogwart #Gryffindor #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












Harry Potter i więzień Azkabanu - J.K. Rowling

Tytuł: Harry Potter i więzień Azkabanu (tytuł oryginału: Harry Potter and the prisoner of Azkaban)
Seria: Harry Potter (tom 3)
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 15.02.2024
Liczba stron: 464


Harry po raz trzeci.

Harry’ego Pottera nikomu przedstawiać raczej nie trzeba. Chłopiec, Który Przeżył czaruje nas swą magią nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat, i to nawet pomimo faktu, iż jego książkowa historia została już przez J.K. Rowling zamknięta. Nie oznacza to jednak, że cokolwiek z mocy tej magii gdzieś się zatraciło – wprost przeciwnie. Świadczy o tym niesłabnące zainteresowanie i pamięć fanów. Stąd też niezwykle cieszy wznowienie kolejnej (już trzeciej) części przygód Harry’ego wydane w niepowtarzalnej, przepięknie wydanej przez Media Rodzinę w edycji domów. Zajrzyjmy zatem raz jeszcze do "Harry'ego Pottera i więźnia Azkabanu".


Z pilnie strzeżonego więzienia ucieka niebezpieczny przestępca. Kim jest? Co go łączy z Harrym? Dlaczego lekcje przepowiadania przyszłości stają się dla bohatera udręką? W trzecim tomie przygód Harry`ego Pottera poznajemy nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, oglądamy Hagrida w nowej roli oraz dowiadujemy się więcej o przeszłości profesora Snape`a. Wyprawiamy się również wraz z trzecioklasistami do obfitującego w atrakcje Hogsmeade, jedynej wioski w Anglii zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów. Kto o Potterze do tej pory nie słyszał, ten nabierze po tej lekturze przekonania, że omija go coś, czym interesują się wszyscy.

Harry, Ron i Hermiona przeżyją w tej części wiele niezapomnianych przygód, a także otrą się o śmierć, co jednak tylko ich wszystkich do siebie zbliży. Jeśli w serii książek o Harry’m jest poza magią coś pięknego, to jest to z całą pewnością wspaniała historia przyjaźni tej trójki – wspaniale jest móc obserwować, jak z każdą częścią jej więzy są coraz silniejsze!


Trzecia część serii przez wielu fanów uważana jest za jedną z najlepszych - dzieje się tak nie bez przyczyny. Poza rozwijanym systematycznie przez Rowling uniwersum dostajemy tu bowiem ogrom nowych wątków i działających na wyobraźnię pomysłów (Zmieniacz Czasu!), które podsycają legendę i czar całej serii.

Potter to ukochany czarodziej świata i nic nie wskazuje na to, aby w bliższej lub dalszej przyszłości ten stan rzeczy miał się zmienić. Omawiane jubileuszowe wydanie bardzo dobrze potwierdza tę tezę – czy byłby bowiem sens wznawiać coś, co nie cieszy się w dalszym ciągu niesamowitą popularnością? Samo wydanie jest naprawdę wyjątkowe. Media Rodzina przygotowało jego cztery wersje - każda w barwach innego z domów Hogwartu. Mamy więc edycję Gryffindor, Slytherin, Hufflepuff oraz Ravenclaw. Ja miałem przyjemność mieć w rękach edycję Gryffindor :) Wydanie jest fantastyczne: czerwone barwy (w tym brzegi kartek!), pełne detali godło, w środku zaś tradycyjne już w tej edycji ciekawostki (tym razem na temat zaklęcia Patronusa). Całość jest na dodatek wspaniale zilustrowana.


Dla fanów Harry'ego to wydanie to absolutne MUST HAVE! A jeśli jakimś cudem jeszcze tej książki nie czytaliście i nie wiecie kim jest Harry Potter (abstrakcja, ale wszystko jest możliwe - również to, że ktoś tego gościa nie zna)... to macie świetną okazję aby te braki nadrobić :)

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu
 Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

#HarryPotteriWięzieńAzkabanu #edycjadomów #HarryPotter #JKRowling #Magia #MediaRodzina #Hogwart #Gryffindor #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












poniedziałek, 25 marca 2024

Światowy Dzień Czytania Tolkiena!


Jak co roku 25 marca obchodzimy Światowy Dzień Czytania Tolkiena!

Fajnie byłoby w tym dniu pamiętać, że autor "Hobbita" i "Władcy Pierścieni" może nas zabrać nie tylko do Śródziemia, ale także - za sprawą opracowań swego syna Christophera - w inne, równie ciekawe rejony. Głównie mitologiczne. W ten sposób możemy poznać na nowo przezeń opracowane, a następnie zebrane i wydane przez Christophera Tolkiena legendy nordyckie, starofińskie, a także staroangielskie.

Skąd u Tolkiena takie kierunki zainteresowań? Żeby to zrozumieć trzeba cofnąć się nieco w głąb jego biografii, a konkretnie do czasów profesury Tolkiena oraz jego zainteresowania szeroko pojętą mitologią, w tym przede wszystkim jego odwiecznym ubolewaniem nad tym, iż jego ojczysta, angielska mitologia w zasadzie nie istnieje (a jeśli nawet, to w formie szczątkowej, nieporównywalnie uboższej w stosunku do choćby mitologii greckiej, rzymskiej, czy nordyckiej). Na tej płaszczyźnie zrodziła się w umyśle Tolkiena chęć nadrobienia braków rodzimej mitologii, którą postanowił opracować poniekąd od podstaw, czego skutkiem powstało tak dobrze nam znane Śródziemie :)

Przed jego stworzeniem Tolkien usilnie poszukiwał inspiracji. Jego przekonanie o pokrewieństwie kulturowym ludów Brytanii i Skandynawii doprowadziło go do studiów nad starofińską "Kalevalą", a także nad skandynawskimi podaniami i legendami. Efektem są autorskie opracowania wspomnianej "Kalevali", a także takich legend jak "Beowulf" oraz - to chyba jedna z niewielu historii o rodowodzie wprost z Brytanii po którą sięgnął - "Upadek Króla Artura".

Czy warto po wspomniane tytuły sięgnąć? Jak najbardziej! Echa opracowanych na nowo przez Tolkiena mitów są ciągle żywe w historiach ze Śródziemia. Podobieństwa są na tym polu szczególnie widoczne w wątkach z "Dzieci Hurina", czy z "Upadku Gondolinu". Wniosek? Po mitologiczne prace J.R.R. Tolkiena zdecydowanie warto sięgnąć - zwłaszcza w Światowym Dniu Czytania Tolkiena!












sobota, 20 stycznia 2024

Dómek Szpeniolka - Alan Alexander Milne

Autor: Alan Alexander Milne
Przekład na gwarę wielkopolską: Juliusz Kubel
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 27.09.2023
Liczba stron: 208


Kubuś Puchatek w wydaniu regionalnym!

Misia o małym rozumku (oraz o wielkim apetycie na miodek) znają, nie boję się tego stwierdzić, wszyscy :) Owo uogólnienie "wszyscy" odnosi się do - będącej w znakomitej większości - tej części publiki, która przez szereg dziesięcioleci zachwycała się tradycyjnym przekładem "Kubusia Puchatka". Od końcówki 2019 roku sprawy przybrały jednak całkowicie inny obrót, możemy bowiem od niedawna poznać zupełnie nowe oblicze Kubusia. A wszystko dzięki temu, że na rynku wydawniczym pojawiły się wydania zredagowane w językach regionalnych - takie jak wydany w gwarze wielkopolskiej "Dómek Szpeniolka".


Historię Kubusia, Krzysia, Prosiaczka, Kłapouchego, Tygryska i spółki znamy i kochamy od lat. Na tych opowieściach wychowały się już całe pokolenia czytelników nieodmiennie ucząc się dobra, znaczenia przyjaźni, czy po prostu czerpiąc przyjemność z leśnych przygód całej gromadki oraz z licznych kubusiowych mądrości. To klasyka bajek i klasa sama dla siebie na tym polu. Ktoś może więc spytać - po co ową klasykę zmieniać? Po co tłumaczyć ją na regionalne gwary? Czy ma to sens? Ma jak najbardziej :) I to z wielu powodów, o których słów kilka poniżej.


Co w tym wszystkim takiego pięknego? REGIONALNOŚĆ. Wielki ukłon i hołd dla tradycji, które powoli i nieubłaganie zanikają. I to nawet wobec pewnej "mody" na regionalne tradycje językowe; one są co prawda wciąż obecne, funkcjonują obok nas, bywają (okresowo) promowane, ale nie sposób odnieść wrażenia, że obecność ta jest z upływem lat mimo wszystko coraz słabsza. Język i gwara naszych dziadków odchodzi powoli na boczne tory, popada w zapomnienie, jest w defensywie i właśnie dlatego takie przekłady są bardzo ważne. Takie książki mogą być małymi impulsami do ożywienia czegoś, co w skali kraju - pomimo "mody" na regionalizmy - jest, co do trendu, w defensywie jeśli spojrzy się na tę kwestię przez szeroką perspektywę wielu minionych lat. Już choćby z tego względu doceńmy te pozycje.


Poza wartościami językowo-wydawniczymi książkę po prostu fantastycznie się czyta :) Lektura może co prawda sprawić niejakie trudności (być może dla części czytelników nawet całkiem spore),ale wiele zagadek lingwistyczno-językowych wyjaśnia załączony do książki słowniczek. On bardzo wiele ułatwia, ale do pewnego stopnia treść obydwu książek jest zrozumiała w sposób intuicyjny - i to nawet jeśli nie zna się użytej przekładzie gwary. A samo czytanie może być także... świetną zabawą :) 


Wielkim atutem książek są także oryginalne ilustracje autorstwa E.H. Sheparda . Dzięki nim dorosłym czytelnikom być może zakręci się w oku łezka. Książki są także bardzo ładnie wydane - twarda okładka, dobrej jakości papier, przyjemna dla oka szata graficzna i spora czcionka. Świetnie to wygląda i równie świetnie się to czyta. Sentymentalna podróż do czasów dzieciństwa gwarantowana :)


Na koniec wielkie słowa uznania dla autora przekładu. Juliusz Kubel wykonał fantastyczną pracę! Wielkie brawa dla tego pana :)

Gorąco polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

#domekszpeniolka #aamilne #juliuszkubel #gwarawielkopolska #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #boostagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












poniedziałek, 10 kwietnia 2023

Hobit, abo tam i nazŏd - J. R. R. Tolkien (przekłŏd: Grzegorz Kulik, Mirosław Syniawa)

 


Autor: J. R. R. Tolkien
Przekład: Grzegorz Kulik, Mirosław Syniawa
Wydawnictwo: Silesia Progress
Data wydania: 08.03.2023
Liczba stron: 336


Drach, czarownik i cwergi.

Czy wspominałem już, że każda wyprawa do Śródziemia to przygoda, którą zawsze warto przeżyć? Pewnie tak, bo Tolkien regularnie gości na tym blogu, jednak słowa te warto powtórzyć raz jeszcze. I to tym bardziej, że mamy ku temu dobrą okazję, a jest nią śląskie wydanie "Hobbita" (w tym przypadku: "Hobita"). Krasnoludzka wyprawa do Ereboru to niezapomniana przygoda, w którą zawsze warto wyruszyć kolejny raz! Przed Wami "Hobit, abo tam i nazŏd" - świetna lektura, za której wierny duchowi oryginału, śląski przekład odpowiada Grzegorz Kulik i Mirosław Syniawa, a całokształt jest zasługą niezastąpionego wydawnictwa Silesia Progress!


"We jednyj norze pod ziymiōm miyszkoł sie hobit."

Pięknie to brzmi, prawda? Dla mnie tak. Śląską mowę można kochać lub jej nie lubić, jednak prawda (niewygodna?) na jej temat jest taka, iż w wielu przypadkach jest ona bliższa staropolskiej polszczyźnie, niż funkcjonujący współcześnie w obiegu język polski. Moje skromne zdanie na ten temat jest takie, że o śląską mowę trzeba po prostu dbać. Jednym z najlepszych sposobów na osiągnięcie tego celu (rzecz jasna poza posługiwaniem się śląskim na co dzień) jest wydawanie i czytanie książek po śląsku. Właśnie dlatego śląski "Hobit" to tak ważna i pozytywna książkowa premiera.


O krasnoludzkiej wyprawie do Ereboru powiedziano i napisano już chyba wszystko, więc nie będę zanudzał. Pozwolę sobie jedynie w tym miejscu podkreślić, że książka to nie tylko wstęp do "Władcy Pierścieni" i początek wspaniałej przygody z literackim Śródziemiem, ale także (sam w sobie) kawałek znakomitej fantastyki. Ta pozornie niewielka objętościowo książeczka to coś, od czego na dobrą sprawę zaczęła się ta prawdziwa, znana nam dziś fantastyka - warto o tym pamiętać.


Wrażenia po lekturze są tylko i wyłącznie pozytywne - o ile oczywiście ktoś przebrnie przez książkę po śląsku. Ja przebrnąłem, przez co z dumą mogę się zaliczyć do przewidywanych przez Grzegorza Kulika 10% tych, którzy rzeczywiście książkę przeczytają, zamiast traktować ją tylko jak cenny artefakt w domowej biblioteczce (powyżej pozwoliłem sobie przytoczyć słowa tłumacza ze spotkania autorskiego w katowickim Teatrze Korez z 28.03.2023). Nie chcę wchodzić w smutny wątek ilościowy dotyczący tego, ile osób faktycznie czyta książki po śląsku - chcę jednak mocno do tego czytania zachęcić. Tylko czy warto to zrobić w tym akurat przekładzie?


Odpowiedź jest prosta i jednoznaczna: jak najbardziej TAK! "Hobit" w przekładzie Grzegorza Kulika (i Mirosława Syniawa, który odpowiada za śląski przekład piosenek, wierszy i wszystkich rymowanych fragmentów oryginału) to piękny pomnik śląskiej mowy, który doceni każdy czytelnik władający tym językiem. Warto podkreślić w tym miejscu nie tylko trafność przekładu, ale także pomysłowość tłumacza w miejscach, które wymagały kreatywności. No bo jak na przykład przetłumaczyć na śląski odpowiednik oryginalną nazwę pancernej koszulki z mithrilu (dar krasnoludów dla Bilba) albo samo określenie "hobbit"? Przecież w śląskiej mowie te pojęcia nigdy wcześniej nie funkcjonowały. Propozycje Grzegorza Kulika to, odpowiednio, "pancermantel" i "hobit" (z jednym "b" głównie dlatego, aby odróżnić przekład śląski od polskiego). Ładnie, zgrabnie, trafnie i przyjemnie dla ucha (oraz dla oka).


Co do zamieszczonych w książce smaczków, to zdradzę jeszcze jedną rzecz, a mianowicie kwestię dotyczącą trolli - jako jedyne w całym "Hobicie" mówią one po polsku! Powód takiego stanu rzeczy Grzegorz Kulik zdradził w jednym z wywiadów, a jest ona taki, że... jest to zabieg celowy. Dlaczego? Po pierwsze pamiętajmy, że ta książka jest po śląsku. Po drugie: jeśli sięgniemy pamięcią do polskich książek, w których wskazuje się kogoś zacofanego, niedouczonego lub głupiego, to ten ktoś aż nader często mówi... po śląsku. Tak więc tym razem niedouczone, głupie, ociężałe i wredne trolle dla kontrastu mówią po polsku. Ot, taka mała, celna, zawoalowana riposta względem wszystkich mających o mieszkańcach Śląska błędne mniemanie.


W całej tej książkowej historii trudno też nie wspomnieć o znakomitej okładce, której autorem jest Grzegorz Chudy - akwarelista z katowickiego Nikiszowca. Motywem przewodnim jego twórczości jest co prawda głównie Śląsk, ale w Śródziemiu czuje się, jak widać, równie dobrze!


Lektura to bez wątpienia wspaniała przygoda. "Hobbit" (a po śląsku "Hobit") w sposób prosty i bez wątpienia działający na wyobraźnię wprowadza czytelnika w świat znany najbardziej dzięki "Władcy Pierścieni". Wcale nie czuć tutaj mroku, który dopiero nastanie, ale to dobrze - to zawsze miało być (i jest) przyjemne fantasy o krasnoludach, hobbitach, czarodziejach i smokach. Książka wciąga, a jej bohaterowie na długo zapadają w pamięć. Aż chce się wędrować i walczyć u ich boku. Tolkien w swojej pierwszej książce wspaniale zarysował kształt świata, którego koncept dopiero rodził się w Jego głowie. Według mnie wędrówkę przez Śródziemie najlepiej zacząć właśnie od tej pozycji.


Dodam jeszcze, że warto mieć nadzieję na to, iż nie jest to śląski koniec względem dzieł Tolkiena. Silesia Progress i Grzegorz Kulik starają się o prawa do wydania śląskiej wersji "Władcy Pierścieni"! Trzymajmy kciuki: "Pōn Piestrzyni” to brzmi dumnie!

Silesia Progress - dziynkujã!

#hobit #hobitabotaminazod #silesiaprogress #śląskamowa #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagrampolska #bookstagramsilesia #bookreview #instabooks #instabookspoland #instabookssilesia #dobrŏksiōnżka #Ślōnsk #tolkien #fantastyka #grzegorzkulik #mirosławsyniawa

--------------------------------

Drach, czarownik i cwergi.

Spōminołch już, iże kożdŏ rajza do Strzōdziymia to przigoda, co dycki wacho przeżyć? Pewnie ja, bo Tolkien czynsto je gościym na tyj strōnie. Wacho to powtōrzić rŏz jeszcze i to tym barzij, iże mōmy ku tymu dobrõ przileżytość, a je niōm ślōnski "Hobit". Cwergowo rajza do Ereboru to niyzapōmnianŏ przigoda, w kerõ dycki wacho rajzować dalszy rŏz! Przed Wami "Hobit, abo tam i nazŏd" - szumnŏ ksiōnżka, za kerymu wiernymu duchowi ôryginału, ślōnski przekłŏd ôdpadŏ Grzegorz Kulik i Mirosław Syniawa, a cołkość je zasugōm wydŏwnictwa Silesia Progress!

"We jednyj norze pod ziymiōm miyszkoł sie hobit."

Piyknie to brzmi, pra? Dlō mie ja. Ślōnskõ mŏwã idzie przŏć abo jeji niy lubić, ino iże prŏwda (niyporyncznŏ?) na jeji tymat je takŏ, iże w moc przipŏdkach je ôna bliższŏ staropolskiyj mŏwie, aniżeli funkcjōniyrujōncy terŏźnie w ôbiegu polski. Moje skrōmne zdanie na tyn tymat je take, iże ô ślōnskõ mŏwã trza dbać. Jednym z nojlepszych spōsobōw na ôsiōngniyńcie tego cylu (rzecz jasnŏ poza posugowaniym sie ślōnskim na co dziyń) je wydŏwanie i czytanie ksiōnżek po ślōnsku. Bez to ślōnski "Hobit" to tak ważnŏ i pozytywnŏ prymiera.

Ô cwergowej rajzie do Ereboru pedziano i napisano było już chyba wszyjsko, tōż niy bydã mierzić. Przizwolã sie jyno w tym placowi podkryślić, iże ksiōnżka to niy ino wstymp do "Pōna Piestrzyni" i zaczōntek szumnyj przigody ze Strzōdziymiem, ale tyż (sōm w sie) kōncek perfekt fantastyki. Niywielkŏ ksiōnżeczka to je coś, ôd czego na dobrõ sprawã zaczła sie ta prŏwdziwŏ, znanŏ nōm dzisioj fantastyka - wacho ô tym pamiyntać.

Wrażyniŏ po lekturze sōm ino i jyny pozytywne - ô wiela toć ftoś poradzi i przebrnie bez ksiōnżkã po ślōnsku. Jŏ żech przebrnoł, bez co z hyrōm mogã sie liczyć do przewidowanych bez Grzegorza Kulika 10% tych, kerzi richtich ksiōnżkã przeczytajōm, a niy jã ino trzimajōm jak cynny artefakt w dōmowym buchschranku (powyżyj przizwolōłch sie przikulać co pedzioł dolmeczer z trefu autōrskigo w Tyjatrze Korez z 28.03.2023). Niy chcã ôzprawiać o wōntku tykajōncym tego, wiela ôsōb czytŏ ksiōnżki po ślōnsku - chcã ino fest do tego przeprzić. Ino eli wacho siōngnōńć po "Hobita"?

Ôdpowiydź je prostŏ i klarownŏ: jak nojbarzij JA! "Hobit" kerego przełożōł Grzegorz Kulik (i Mirosław Syniawa, kery ôdpadŏ za ślōnski przekłŏd śpiywek i wierszōw ôryginału) to piykny dynkmal ślōnskij mŏwy, co doceni kożdy czytŏcz włŏdajōncy tym gŏdkōm. Wacho podkryślić w tym placowi niy ino trefność, ale tyż idyjŏ dolmeczera w placach, co wymŏgały idyje. Jak bez tyn przikłŏd przełożyć na ślōnski ôdpowiednik ôryginalny miano pancernyj treski z mithrilu (darōnek krasnoludów dlŏ Bilba) abo samo ôkryślynie "hobbit"? Przecã w ślōnskij mŏwie te pojyńciŏ nigdy wczaśnij niy funkcjōniyrowały. Propozycyje Grzegorza Kulika to, ôdpednio, "pancermantel" i "hobit" (jenyn "b" z wiynksza bez to, coby ôdrōżnić przekłŏd ślōnski ôd polskigo). Przijymnie dlŏ ucha (jak tyż dlŏ ôka).

Co do zamieszczōnych w ksiōnżce kwiŏtkōw, to zdradzã jednã tajla, kwestyjõ tykajōncõ trolli - za jedyne w cołkim "Hobicie" gŏdajōm ône po polsku! Powōd takij idyje Grzegorz Kulik zdradziōł w jednyj ôzprŏwce, a je ôna tako, iże... je to zabiyg cylowy. Czymu? Po piyrsze pamiyntejmy, iże ta ksiōnżka je po ślōnsku. Po druge: jeźli siōngnymy pamiyńciōm do polskich ksiōnżek, co w nich skazuje sie kogoś gupigo, to tyn ftoś aże nader czynsto gŏdŏ... po ślōnsku. Tak tōż tym razym gupie, ôciynżałe trolle dlŏ kōntrastu gŏdajōm po polsku. Ot, takŏ małŏ, cylnŏ riposta wzglyndym wszyjskich niy majōncych anungu abo majōncych ô miyszkańcach Ślōnskŏ błyndne myślynie.

W cołkij tyj książkowej historyje ciynżko tyż niy spōmnieć ô perfekt ôkładzina, co autorym je Grzegorz Chudy - malyrz akwarelista z Nikiszowca. Głownym motywym jego twōrczości je co prŏwda z wiynksza Ślōnsk, ale w Strzōdziymiu czuje sie tyż kōmfortowo!

Ksiōnżka to bez wōntpiyniŏ szumnŏ przigoda. I piykny przekłŏd. Ślōnski "Hobit" we spōsōb prosty i bez wōntpiyniŏ fungujōncy na fantazyjõ wkludzŏ czytŏcza do światu znany nojbarzij dziynki "Pōnowi Piestrzyni". Baj niy czuć tukej mrokwie, co dopiyro bydzie - to ino przijymne fantasy ô cwergach, hobitach, czarownikach i drachach. Ksiōnżka wciōngŏ, a jeji bohatyry na dugo zapadajōm w pamiyńć. Aże chce sie wandrować i bić sie u jejich boku. Tolkien we swojij piyrszyj ksiōnżce spaniale pokŏzoł koncept, kery dopiyro rodziōł sie w Jego gowie. Podle mie wander bez Strzōdziymie nojlepij zaczōńć prawie ôd tyj pozycyje.

Przidōm jeszcze, iże wacho mieć nadziejã na to, iże niy ma to ślōnski kōniec wzglyndym Tolkiena. Silesia Progress i Grzegorz Kulik starajōm sie ô prawa do wydaniŏ ślōnskij wersyje "Władcy Piestrzyni"! Trzimmy krzciuki: "Pōn Piestrzyni” bydzie wyglōndoł piyknie!













czwartek, 19 stycznia 2023

Beren i Luthien - J. R. R. Tolkien, Christopher Tolkien



Autor: J. R. R. Tolkien, Christopher Tolkien
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 08.11.2022
Liczba stron: 368


Miłość w Śródziemiu.

Śródziemie to miejsce, do którego wielu z nas wprost uwielbia wracać. Każdy pretekst jest przy okazji takiego powrotu dobry - na przykład wznowienia dzieł, które są trudno dostępne lub które od kilku lat były niewznawiane. Takim dziełem jest bez wątpienia "Beren i Luthien": opowieść o miłości elfki i śmiertelnika, którzy w imię swojego uczucia rzucili wyzwanie samemu Morgothowi. Ta piękna historia to jedna z najważniejszych legend całego Śródziemia. Warto zatem skorzystać z okazji i poznać ją (lub też przypomnieć ją sobie) dzięki niedawnemu, książkowemu wznowieniu.


Lektura to kolejna pozycja na długiej liście bestsellerów Księgarni TaniaKsiazka.pl. Ten status nie dziwi i jest absolutnie zasłużony! To tylko świadczy o tęsknocie czytelnika za dobrymi historiami, które nie tylko będą w sam raz na długie, zimowe wieczory, ale które także od dawna i na stałe wpisały się do literackiego kanonu, pojmowanego jako klasyka gatunku. Kogo jak kogo, ale Tolkiena należy w owym kanonie bez dwóch zdań zapisać na pozycji numer jeden.

Opowieść o Berenie i Lúthien była (lub z biegiem czasu stała się) zasadniczym elementem w ewolucji "Silmarillionu", zbioru mitów i legend Pierwszej Ery świata stworzonego przez J.R.R. Tolkiena. Wróciwszy z bitwy nad Sommą we Francji pod koniec 1916 roku, Tolkien napisał tę opowieść w następnym roku (tj. w 1917). A przynajmniej uczynił to wtedy po raz pierwszy - na przestrzeni lat opowieść bowiem ewoluowała, zmieniał się jej fabularny zarys, poboczni bohaterowie i choć finalny wydźwięk całej historii nie uległ zmianie, to jednak mająca na przestrzeni laty ewolucja tolkienowej koncepcji była zasadniczo w bardzo mocny sposób zmienna.


Nigdy nie zmienionym elementem opowieści jest fatum wiszące nad miłością Berena i Lúthien, Beren był bowiem (przynajmniej w finalnej wersji) śmiertelnym człowiekiem, a Lúthien pochodziła z rodu nieśmiertelnych elfów. Jej ojciec, ich wielki władca, bardzo nieprzychylny Berenowi, jako warunek poślubienia Lúthien wyznaczył mu niemożliwe do wykonania zadanie: ukraść Silmaril z korony Melkora - największego nieprzyjaciela eflów i Valarów, który niegdyś ukradł trzy przepiękne Simlarile z Valinoru, rozpoczynając tym samym ciąg zdarzeń pełnych śmierci, rozpaczy i łez wszystkich tych, którzy związali swój los z cennymi klejnotami. Misja przeciw Melkorowi (vel Morgothowi) stanowi jądro legendy i prowadzi do konieczności udowodnienia przez zakochanych, jak mocna jest ich miłość.


J.R.R. Tolkien był bez wątpienia geniuszem, i to geniuszem perfekcyjnym - widać to po ilości przytoczonych przez jego syna (redaktora książki) zmian koncepcji, wprowadzania nowych elementów, a przede wszystkim na zbudowaniu całej narracji wokół opracowanego od zera fikcyjnego świata, w którym wszystko ma swą głębię, genezę, a nawet (jeśli mowa o rasach) swój odrębny język. Ten niesamowicie złożony świat zachwyca od pokoleń i zachwycać prawdopodobnie nie przestanie.


Lektura jest o tle ciekawa, że przytoczono w niej nie tylko zmiany całej koncepcji (w której Beren był pierwotnie jednym z Elfów Ciemnych, które nigdy nie żyły w Valinorze - dopiero potem Tolkien ubrał go w człowiecze szaty), bohaterów (innym przykładem zmian jest to, że początkowo Beren został uwięziony przez władcę kotów, Tevilda, którego miejsce zajął następnie Sauron pod imieniem Thu), ale także oryginalne teksty w języku angielskim, dzięki czemu możemy prześledzić w oryginale całą historię oraz związaną z nią ewolucję fabuły.

O samym wydaniu także warto wspomnieć, szata graficzna książki jest bowiem PRZEPIĘKNA. Czaruje tutaj zwłaszcza okładka. Książkę wydano na świetnej jakości papierze, a wizualnie wydanie prezentuje się genialnie (ogromna w tym zasługa wspaniałych ilustracji Alana Lee - genialnego ilustratora całego Śródziemia!) i z całą pewnością może być ono ozdobą niejednej domowej biblioteczki.


Śródziemie to miejsce, w którym niejeden (i niejedna) z nas zaczął swą wielką, książkową przygodę z fantastyką. Tolkien to ciągle aktualny fenomen, geniusz i literacki mistrz nad mistrzami, którego dzieła, notatki i szeroko pojęta spuścizna od kilkudziesięciu już laty są niesłabnącą inspiracją dla całej rzeszy fanów, pisarzy i twórców z innych dziedzin sztuki. Pojawienie się w Polsce "Berena i Luthien" pod redakcją Christophera Tolkiena to okazja do wielkiego świętowania, mamy bowiem okazję dostać do rąk historię, na której w dużej mierze zbudowano "Silmarillion" i wszystko to, co w świecie Tolkiena związane jest z pierwszą i drugą (a na dobrą sprawę także z trzecią - wszak echa opowieści o Berenie i Luthien można odnaleźć także w historii Arweny i Aragorna) erą stworzonego przezeń świata.

Książkę polecam – i to gorąco! – wszystkim fanom Tolkiena i szeroko pojętej fantastyki. Właśnie tego rodzaju opowieści są fundamentem, na którym dziesiątki i setki autorów budowało później swoje światy i swoje historie. Tolkien jest niewątpliwie jednym z ojców fantastyki, warto znać zatem jego dzieła.


Polecam także inne dostępne w ofercie TaniaKsiazka.pl książki zarówno samego Tolkiena, jak i dzieła zredagowane przez jego syna Christophera! Spośród pozycji, które ukazały się na przestrzeni ostatnich miesięcy, na uwagę zasługują zwłaszcza:
"Upadek Gondolinu",
- fantastyczna biografia Tolkiena "Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia",
"Gospodarz Giles z Ham. Kowal z Przylesia Wielkiego. Przygody Toma Bombadila":)
Każda z w/w pozycji to wspaniała przygoda i niezapomniane doświadczenie, które sprawi, że jeszcze nie raz i nie dwa zapragniemy powrócić do Śródziemia.


Polecam raz jeszcze dział bestsellerów TaniaKsiazka.pl :)


Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni TaniaKsiazka.pl

#bloggujezTK #taniaksiążka #bereniluthien #jrrtolkien #tolkien #christophertolkien #fantastyka #klasykafantastyki #śródziemie #recenzjaksiążki #bookreview #cosnapolce #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks












sobota, 7 stycznia 2023

Mitologia. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu - Kathleen Sears


Autor: Kathleen Sears
Wydawnictwo: Zwierciadło
Data wydania: 12.10.2022
Liczba stron: 304


Mitologia - współcześnie.

Mity greckie i rzymskie to... czyste piękno :) I nie chodzi tu tylko o piękno snutych opowieści. Mitologia nie jest bowiem tylko zbiorem starych historii z zamierzchłych, antycznych czasów, lecz jest ona także jedną z podwalin zachodnioeuropejskiej cywilizacji - przede wszystkim na polu jej tożsamości, ale także względem takich obszarów jak moralność, istota walki dobra ze złem, czy próba zrozumienia i oswojenia sił rządzących przyrodą. Z reguły każdy z nas coś na temat mitów słyszał lub coś na ich temat pamięta. Niniejsza książka - "Mitologia. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu"w fantastyczny sposób może nam tę wiedzę przypomnieć, uzupełnić i uporządkować.


Dlaczego warto sięgnąć właśnie po tę pozycję? Wszak książek poświęconym mitologii i mitom można znaleźć całe mnóstwo... Powód jest bardzo prosty: sposób narracji omawianej książki jest nie tylko prosty i przystępny, ale także inspirujący do dalszych poszukiwań, ciekawy i genialnie odbiegający od nudnego i zniechęcającego sposobu, w jaki (niestety często) mitologia omawiana jest na szkolnych lekcjach.

Książkowe Nowości TaniaKsiążka.pl to zawsze tytuły ciekawe, intrygujące, wychodzące poza dobrze znane schematy. Bardzo często towarzyszy im powiew świeżości, intrygująca zapowiedź czytelniczej przygody, lub też - tak jak w tym przypadku - dawka historii, legend, tajemnic i tradycji, które są w stanie rozpalić wyobraźnię i zaintrygować od pierwszej do ostatniej strony. Na takie historie warto się skusić, zapewniają one bowiem nie lada rozrywkę i są szansą na całkiem nowe czytelnicze doznania.


Zbiór najwspanialszych i najpiękniejszych opowieści naszej części świata. Spisane tu historie ukształtowały europejską oraz światową literaturę i odcisnęły niezatarte piętno na setkach pokoleń żyjących począwszy od starożytności, aż do dnia dzisiejszego. Czyta się tę książkę z uśmiechem i największą z możliwych przyjemnością. Nie przesadzę mówiąc, że ją... uwielbiam :) Grecka i rzymska mitologia jest jak stary dobry przyjaciel, którego zawsze miło jest odwiedzić i chwilę z nim pogawędzić. Każda historia ujęta w mitologii zachwyca. Nie sposób wskazać, która z nich jest najlepsza. I dobrze. Prawdziwego piękna nie można hierarchizować i nie sposób oceniać go słowami.


Mity o bogach i herosach znane ze szkoły często są przedstawiane w sposób, który zniechęciłby nawet Homera. Ten nieskomplikowany przewodnik pomija nudne szczegóły, a zamiast tego zapewnia ekscytującą lekcję klasycznej mitologii. "Mitologia. Przewodnik dla lubiących rozkminiać bez bólu" to niezapomniana podróż przez mity stworzone w starożytnej Grecji i Rzymie - i to podróż, której daleko jest do nudnego, suchego, szkolnego przekazu.

Opowieść o pięknej Helenie i wojnie trojańskiej, historia o zabiciu Meduzy przez Perseusza, zapis o smutnych losach Edypa czy fascynujące prace Heraklesa to tylko niektóre mity warte poznania. Przeczytajmy o nich - a także o innych, niezwykłych istotach: cyklopach, syrenach, harpiach, Minotaurze, Sfinksie - na łamach niniejszej książki, która, choć dotyka tematów znanych od dziesięcioleci, to jednak, jako finalne dzieło, wypada bardzo dobrze.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości TaniaKsiazka.pl



Zapraszam raz jeszcze do sekcji Nowości TaniaKsiazka.pl

#bloggujezTK #taniaksiazka #taniaksiazkapl #ksiegarniataniaksiazka #mitologia #mitologiagrecka #mitoogiarzymska #wierzenia #tradycje #historia #cosnapolce #bookreview #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks