niedziela, 15 grudnia 2019

Świąteczny dyżur - Adam Kay


Tytuł: Świąteczny dyżur (tytuł oryginału: Twas The Nightshift Before Christmas)
Autor: Adam Kay
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 30.10.2019r.
Liczba stron: 176


Lepiej nie choruj!

Adam Kay powraca z prześmiewczą kontynuacją bestsellerowego "Będzie bolało" :) Tym razem w wydaniu świątecznym, albowiem 176 stron niniejszej książki to zbiór opowieści wprost ze świątecznych dyżurów lekarskich. Będzie się działo! :)

Jako były lekarz Adam Kay jest (jako autor) jak najbardziej wiarygodny. Szkoda jedynie tego, że lektura kolejnych stron, poza tym że bawi, to jeży też włos na głowie; jest tu tyle samo sarkazmu i typowo brytyjskiego humoru, co przerażających realiów wprost z oddziałów ginekologiczno-położniczych, a owe realia... no, nie chcielibyśmy chyba ani chorować, ani się na owych oddziałach znaleźć ;) (mimo, że czasem jest to konieczność). Bo choć lekarze i pielęgniarki robią zwykle co mogą - wszak to ich zawód i powołanie - to jednak ludzka głupota, absurdy administracyjne oraz przesycona chorobą szpitalna atmosfera nie zachęcają do... chorowania ;)

Nie zapominajmy jednak o tym, że książkę napisano przede wszystkim po to, żeby się pośmiać :) Powodów do śmiechu znajdziemy tu co niemiara. Adam Kay jest jak zwykle błyskotliwy, prześmiewczy, sarkastyczny i nieco cyniczny. Co najmniej kilka wybuchów śmiechu po lekturze zawartych w książce historyjek macie gwarantowane ;)

Wielka szkoda, że książka nie jest dłuższa. Objętość rzędu 176 stron - jak tutaj - to naprawdę dobra zabawa na parę godzin, po zabawie tej zostaje jednak pewien niedosyt... Chciałoby się zwyczajnie poczytać jeszcze więcej ;)

Gorąco polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#adamkay #świątecznydyżur #będziebolało #insignis #służbazdrowia #sarkazm #dobryhumor #szpitalnyhumor






Nigdy więcej - Anna Zamojska


Tytuł: Nigdy więcej
Autor: Anna Zamojska
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 16.10.2019r.
Liczba stron: 180


Kat i ofiara.

To, co jest treścią niniejszej książki... nie dzieje się na drugim końcu świata. To może się zdarzyć wszędzie - także tuż obok nas, niemalże pod naszym nosem. Molestowanie seksualne. W dodatku w wydaniu pedofilskim... "Nigdy więcej" to niezwykle trudna, a jednocześnie szalenie potrzebna lektura. Potrzebna zarówno jako pewne świadectwo prawdy, ale także jako ukazanie drogi jaką może pójść każda ofiara po to, by móc w efekcie zawalczyć o własne "ja". 

Trudność tej lektury polega na tym, że dotyczy przeżyć 14-latki... Przeżyć dramatycznych, będących źródłem traumy i emocjonalnych strat, których nadrobienie jest niesamowicie trudne. Ale nie tylko dlatego "Nigdy więcej" jest książką trudną. Drugi powód dotyczy osoby, która zgotowała głównej bohaterce całe opisane tutaj piekło, a osobą tą jest... duchowny.

Ciężko mi wyrokować, na ile niniejsza publikacja ma związek z medialnie coraz głośniejszym tematem molestowań ze strony księży. Brzydko byłoby myśleć, że ukazanie się książki w takim a nie innym czasie ma z tym jakiś związek - a zatem nie zamierzam iść w tę stronę. Lepiej jest skupić się na sednie sprawy i na jej trudnym meritum, które - i tu kolejna mała dygresja - nie jest absolutnie żadnym elementem "nagonki" na "Bogu ducha winnych" księży, jak chciałaby to pewnie postrzegać ślepa i głucha na argumenty skrajnie prawicowa część społeczeństwa. TO SIĘ DZIEJE TU I TERAZ. A takie książki jak ta są ważnym głosem prawdy.

Kolejne rozdziały są... trudne. Trudne w czytaniu, więc nie chcę nawet sobie wyobrażać jak trudne musiały być to wydarzenia w odczuciu głównej bohaterki. Trzeba bowiem pamiętać, że "Nigdy więcej" oparto na faktach; jest to swoisty pamiętnik autorki, która przeszła przez całe piekło, które tutaj opisano. Anna odwiedziła wiele mrocznych miejsc... I to nie tylko tych rzeczywistych - dotarła także w mroczne rejony we własnej głowie. A wszystko przez cynicznego potwora w sutannie.

Muszę powiedzieć, że opisane w książce metody działania molestującego Annę pedofila z koloratką są obrzydliwe. To co robił ten człowiek to budowanie klasycznej psychologicznej pułapki, w której najpierw wzbudza się zaufanie ofiary, buduje się atmosferę bezpieczeństwa, a następnie przystępuje się do ataku i czyni zło, wzbudzając w ofierze poczucie współwiny i jednocześnie robiąc wszystko, ażeby proceder kontynuować. Całość zaś okryta jest płaszczykiem autorytetu, powagi i szacunku lokalnej społeczności, którymi darzony jest pedofil w sutannie. OBRZYDLIWOŚĆ. I jednocześnie potworność, która powinna uświadomić wszystkim czytelnikom jak ważne jest rozwiązanie tego problemu, który tak bardzo drąży polski (i nie tylko) Kościół.

Koniec lektury jest - pomimo całej wcześniejszej złości i oburzenia spowodowanych treścią - budujący. Anna uwolniła się z psychologicznej pułapki, naprawiła samą siebie i wyszła na życiową prostą. To wszystko wiele ją kosztowało, jej przykład pokazuje jednak, że MOŻNA. I niech to będzie optymistyczna puenta tej historii.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#nigdywięcej #annazamojska #insignis #molestowanie #pedofilia #kościół






sobota, 14 grudnia 2019

Kim, do licha, jest Carmen Sandiego? - Rebecca Tinker

Tytuł: Kim, do licha, jest Carmen Sandiego? (tytuł oryginału: Who in the World Is Carmen Sandiego?)
Tytuł: Rebecca Tinker
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 30.10.2019r.
Liczba stron: 220


Czerwień wszędzie.

Czerwony płaszcz i kapelusz - to znaki rozpoznawcze Carmen Sandiego, która jest... no właśnie, kim? Jak sugeruje tytuł książki tego właśnie mamy się dowiedzieć na kolejnych stronach. Póki co wiemy na starcie tyle, że Carmen jest sprytną i diabelnie dobrą złodziejką. A przy okazji główną bohaterką animowanego serialu Netflixa ;)

Książka w dużej mierze poświęcona jest dzieciństwu i wczesnej młodości Carmen. Mała Carmen to w tej opowieści mała Czarna Owca, która żyjąc na pewnej wyspie od niepamiętnych czasów pragnie wstąpić do akademii VILE. W końcu jej się to udaje i radzi sobie świetnie, chociaż jest najmłodsza z wszystkich adeptów szkoły. Jest w stanie podołać każdemu zadaniu i niejednokrotnie jest w ich wykonywaniu najlepsza. Wszystko jednak do czasu - oblewa jeden z najważniejszych testów akademii... Szanse na jej ukończenie przepadają. Carmen jednak opracowuje własny plan, dzięki któremu będzie mogła uciec z wyspy i zostać najlepszą złodziejką w swoim fachu.

Cóż tu dodać - Carmen dopina swego i zostaje ową najlepszą złodziejką w swoim fachu ;) Do tego nieuchwytną i niesamowicie zwinną - Interpol i ACME nadaremnie ją ścigają. Czerwony kapelusz i czerwony płaszcz to znaki rozpoznawcze dziewczyny; śnić się będą one po nocach niejednemu okradzionemu.

Do tytułowej bohaterki książki ciężko nie poczuć sympatii :) Cała ta opowieść to taka trochę przewrotna i pełna humoru historia o dziewczęcej sile, która pozwala osiągać cele i iść własną drogą, która jest co prawda drogą buntowniczki, ale jednak wybraną samodzielnie przez główną zainteresowaną. Carmen wszystko robi tak, jak chce - żyje na własnych zasadach. Komiksowa konwencja dodaje całości niezaprzeczalnego uroku, przez co czyta się tą niezbyt długą opowieść całkiem przyjemnie.

Serial też jest niczego sobie ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.

#carmensandiego #insignis #ginarozdriguez #netflix #czerwonykapelusz









czwartek, 12 grudnia 2019

Mity polskiego września 1939 - Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski


Tytuł: Mity polskiego września 1939
Autor: Sławomir Koper, Tymoteusz Pawłowski 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 14.08.2019r.
Liczba stron: 272


Fakty i mity (?).

Kampania wrześniowa 1939 roku - temat głośny co roku, choć w roku bieżącym nieco głośniejszy niż zwykle, a to za sprawą 80 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Czy tamten wrzesień sprzed 80 lat ma jeszcze przed nami jakieś tajemnice? Sławomir Koper i Tymoteusz Popławski przekonują, że tak - i próbują tym samym wyprostować to, co w sferze faktów na przestrzeni lat w tej materii skrzywiono. Czy jest jednak rzeczywiście co prostować? I czy panowie tak do końca rzeczowo podeszli do tematu?

Autorzy na kolejnych stronach usiłują przekonać czytelnika, że sedno prawdy na temat kampanii wrześniowej zostało w wielu miejscach wypaczone, a to za sprawą interesów konkretnych ludzi powodowanych konkretnymi pobudkami. Mowa tu zwłaszcza o ideologii PRL-owskiej, która rzecz jasna nigdy nie mogła przyznać, że 17 września 1939 miała miejsce agresja sowiecka. Ale i zwolennikom Sikorskiego się tutaj od Kopera i Pawłowskiego dostało. Można chwilami odnieść wrażenie, że autorzy książki szukają źródeł przekłamań ze strony wszystkiego i wszystkich... Cóż, czasem obaj panowie mają rację. A czasem jednak nie.

Generalnie rzecz ujmując przed przystąpieniem do lektury ważne jest podkreślenie jednego: ta książka dotyczy historii, ale jest jednak publicystyką. Tym właśnie tłumaczę sobie takie a nie inne podejście autorów do omawianych treści. A podejście to, bardzo często trafne (i z tym nie ma dyskusji), jest niestety czasem... irytujące. I, jak wspomniałem, momentami nie do końca rzeczowe. Przykłady? Proszę bardzo.

Irytujące w kolejnych rozdziałach bywa to, że Koper i Pawłowski tworzą tytułowe mity "na siłę" ze spraw, które mitami już dawno przestały być. Na przykład "mit"o tym, że agresor w 1939 roku był tylko jeden; dzięki Bogu PRL dokonał żywota już 30 lat temu, a zatem nie ma potrzeby przytaczać i właściwie przedstawiać jako mitu czegoś, co dawno temu odkłamali już historycy (przynajmniej według mnie). Co do rzeczowości z kolei, to chwilami jest ona wybiórcza - tak jak w kwestii mitu jakoby polska armia w 1939 była przestarzała, który to "mit" autorzy obalają przytaczając fakty na temat dysponowania przez Wojsko Polskie najnowocześniejszą wówczas bronią przeciwpancerną. Wszystko się zgadza, tylko czemu zabrakło tutaj odniesień do polskiego lotnictwa chociażby, które (poza świetnymi bombowcami typu "Łoś") miało się dosyć kiepsko? I czemu mamy w tej kwestii tak mało odniesień do faktu, że choć dysponowaliśmy technologią, to nie mieliśmy jako kraj środków żeby przełożyć ją na ilość sprzętu dającą właściwą jakość potencjalnej obrony? To, niestety, dość rażąca niekonsekwencja autorów...

Mam też po lekturze wrażenie, że chwilami obaj panowie bronią w niezasłużony sposób pewnych dowódców i nieco naginają fakty na potrzeby obranej w książce argumentacji (mowa zwłaszcza o "dokonaniach" wodza naczelnego). Szkoda, że tak to wygląda... Publicystyka i argumentacja dopasowana do postawionych tez zbyt często wygrywają w tej książce z historią.

Skupiłem się chyba tylko na wadach tej lektury ;) ... Cóż, musiałem. Może nie każdemu owe wady rzucą się w oczy, jednak ja jestem na coś takiego wyczulony - wszystko przez to, że uwielbiam historię :) Jeśli jest ona czyimś konikiem, to z całą pewnością taki ktoś dostrzeże mankamenty "Mitów polskiego września 1939". Wszystko jest jednak kwestią perspektywy i odpowiedzi na pytanie, czego od tej książki oczekujemy i czego się po niej spodziewamy. Jeśli zagłębienia się w historię IIWŚ, w której nie jesteśmy mocni i niewiele na ten temat wiemy - może być to ciekawy wybór. Jeśli zaś oczekujemy czegoś, co nas zaskoczy lub jeśli chcemy rozpływania się nad treścią przez podziw dla wnikliwości i rzeczowości autorów - spotka nas rozczarowanie.

Podsumowując polecam książkę wszystkim, którzy z historią września 1939 roku pozostają na bakier. Pomimo mankamentów lektura zawiera wystarczająco dużo faktów aby wzbogacić czyjąś niewielką wiedzę i, być może, skłonić do poszukiwania bardziej obszernych tematycznie lektur na ten temat. Tym bardziej obeznanym z wydarzeniami sprzed 80 lat książki jednakże nie polecam - nie znajdziecie tu raczej nic, czego byście już nie wiedzieli (a irytacja z powodów już w tej opinii opisanych nie musi stać się Waszym udziałem).

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

#wrzesień1939 #mitypolskiegowrześnia1939 #sławomirkoper #tymoteuszpawłowski #80latpóźniej #czarnaowca






środa, 11 grudnia 2019

Dekadencja. Życie i śmierć judeochrześcijaństwa - Michel Onfray


Tytuł: Dekadencja. Życie i śmierć judeochrześcijaństwa (tytuł oryginału: Décadence. Vie et mort du judeo-christianisme)
Autor: Michel Onfray
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 18.09.2019r.
Liczba stron: 672


Upadek Zachodu?

Szalenie interesująca, a z drugiej strony momentami przytłaczająca lektura (co nie oznacza jednak, że nie jest ona pouczająca - to i owszem). Czego dotyczy? W bardzo dużym skrócie szeroko pojętego upadku cywilizacyjnego zachodniego świata, w którym kryzys chrześcijańskich wartości - powiązany z coraz mniejszym autorytetem i realną siłą Kościoła - prowadzi do dzisiejszej ideowej pustki, w którą wpadł cały zachodni świat. Czy jest to objaw powolnego upadku naszego kręgu cywilizacyjnego? 

Tomiszcze jest zdecydowanie opasłe - 672 strony to nie byle co. Do tego Michel Onfray to de facto filozof, a zatem jego wywody bywają miejscami przydługie. Dla niektórych zapewne będą też męczące. Można się także nieraz na chwilę zgubić w licznych dygresjach autora. Cóż - nie brzmi to jak dotąd optymistycznie ;) Jednak bez obaw - wspomniane mankamenty co prawda są w książce obecne, nie przesłaniają jednak szeregu jej zalet.

Taką naczelną zaletą niniejszej pozycji jest niesamowita łatwość i trafność tego, w jaki sposób autor buduje swoje tezy w odniesieniu do omawianej problematyki. Onfray prezentuje także fascynującą umiejętność syntezy faktów, zdarzeń oraz idei, która prowadzi go do formułowania tez z jednej strony odważnych, lecz z drugiej strony - niepokojąco trafnych. To zaś sprawia, że lektura jest szalenie interesująca.

Owe odważne tezy autora dotyczą przede wszystkim powolnego upadku moralno-ideowego zachodniego świata. To, można powiedzieć, "główny punkt programu" w "Dekadencji". Czytając wywody Onfraya ciężko się z tym głównym punktem programu nie zgodzić. Niepokojąca jest przy tym diagnoza autora według której chrześcijaństwo jako zbiór pewnych wartości i idei jest konstrukcją kompletnie nielogiczną i pozbawioną sensu, wiodącą do autodestrukcji, którą - w ocenie Onfraya - możemy obserwować choćby w dzisiejszych czasach, kiedy to zachodni świat sam nakłada na siebie ograniczenia i staje się w efekcie bezradny wobec agresji islamu (zarówno jeśli mowa o terroryzmie, jak i o pogłębiającym się kryzysie migracyjnym, który z punktu widzenia Onfraya może być także rodzajem agresji w stosunku do Zachodu). Interesujący i bardzo niepokojący punkt widzenia...

Postawić można sobie pytanie na ile cała ta lektura jest filozoficzną konstrukcją, a na ile rzeczową analizą faktów. Cóż... Trochę tu i tego i tego. Parę rzeczy można tej książce zarzucić (jak choćby wspomniane na wstępie mankamenty, czy upodobanie do koncentracji autora na zdarzeniach i kwestiach lokalnych, a więc "okołofrancuskich"), ale sądzę, że raczej nie jakąś filozoficzną manipulację. Narracja książki jest bowiem zbyt spójna pod tym kątem, a Onfray przeanalizował zbyt duży wycinek czasu i rzeczywistości ażeby można mu było zarzucić wybiórczość. Pamiętajmy bowiem, że niniejsza lektura opisuje dwa tysiąclecia istnienia cywilizacji judeochrześcijańskiej - Onfray oddaje temu szmatowi czasu należny mu szacunek i wybiórczość jest tutaj bardzo nieadekwatnym zarzutem według mnie.

Osobiście gorąco książkę polecam. Nie jest to lektura łatwa, ale jednak istotna. Czemu? Otóż z tego prostego powodu, że przy całym filozoficzno-analitycznym podejściu do tematu, pełnym dygresji i (chwilami) narracyjnych dłużyzn Onfray stawia ważne pytania z rodzaju "kim jesteśmy i dokąd zmierzamy". W tej materii każdy głos jest ważny, warto bowiem (zawsze) spojrzeć nieco dalej przed siebie i podnieść czasem wzrok wyżej niż sięga bieżący horyzont zdarzeń.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

#upadekcywilizacji #kryzyscywilizacji #michelonfray #czarnaowca #judeochrześcijaństwo 








Ted Bundy. Rozmowy z mordercą - Hugh Aynesworth, Stephen G. Michaud


Tytuł: Ted Bundy. Rozmowy z mordercą (tytuł oryginału: Ted Bundy: Conversations with a Killer)
Autor: Hugh Aynesworth, Stephen G. Michaud 
Wydawnictwo: Bez Fikcji
Data wydania: 14.10.2019r.
Liczba stron: 264


Umysł psychopaty.

Theodore Robert Bundy, najsłynniejszy seryjny morderca Ameryki. To nie pierwsza książka dotycząca tej postaci, jednak zasługuje ona na uwagę z uwagi na fakt, iż jest zapisem autentycznie odbytych rozmów Bundy'ego z autorami niniejszej książki. Rozmowy odbywały się w celi śmierci Bundy'ego i trwały około 150 godzin. To chyba jeden z najpełniejszych książkowych obrazów zła, jakie może czaić się w umyśle zwykłego z pozoru człowieku.

Bundy był ujmującym, czarującym wręcz studentem prawa. Z niesamowitą łatwością - nawet na sali sądowej! - zjednywał sobie sympatię ludzi. Bez wątpienia pomogło mu to wydatnie w dokonaniu serii morderstw na młodych kobietach, a tych potwierdzono około trzydziestu. Strach myśleć ilu nie potwierdzono... Niniejsza książka to swoiste studium umysłu psychopatycznego mordercy, mistrza manipulacji i potwora czającego się za przemiłym, uroczym uśmiechem.

Wspomniane studium to cenny materiał z psychologicznego oraz czysto kryminalnego punktu widzenia, trzeba jednak czytać to wszystko tak, aby wyczytać istotę rzeczy pomiędzy wierszami. Bundy nie przyznaje się bowiem do wielu rzeczy wprost, opowiada nieraz w trzeciej osobie, a wszystko z uwagi na fakt, iż w czasie pobytu w celi śmierci liczył wciąż na apelację i nie chciał się w oczywisty sposób obciążać. Esencja tego czym i kim był jest jednak jak najbardziej do wyłowienia oraz do uchwycenia. Zbrodnia często fascynuje, również wielbicieli wszelkiej maści kryminałów i sensacji - z tego punktu widzenia patrząc książka może się jak najbardziej podobać.

Czy może być to literacki instruktaż zbrodni? Do pewnego stopnia, niestety, tak. Tutaj jednak autorzy zapewne liczyli na zdrowy rozsądek publiki i z całą pewnością ich intencją nie było napisanie podręcznika dla morderców-amatorów. Ta książka po prostu musiała powstać. Bundy był zbyt nagłośnioną medialnie postacią ażeby stało się inaczej. W końcu nie bez powodu nazwano go pierwszym "mordercą-celebrytą" w historii Ameryki.

Lektura może się z całą pewnością podobać, przede wszystkim z punktu widzenia tego, jak w ludzkim umyśle może narodzić się zło - ten schemat został według mnie bardzo dobrze opisany i nie trzeba się tutaj było specjalnie wysilać: Bundy bardzo chętnie, nawet jeśli czasem na okrętkę i w trzeciej osobie, ale jednak w otwarty sposób mówi o sobie, o swoim dzieciństwie, o zatargach z prawem, o tym jak i dlaczego wybierał swoje ofiary. Opisów zbrodni także nie zabraknie... To nieco makabryczna część publikacji, jednak jest ona konieczna; jeśli chcemy poznać zło istniejące w umyśle psychopaty, to należy opisać je w sposób kompleksowy.

Polecam. Przede wszystkim miłośnikom lektur budzących dreszczyk emocji. Fani kryminalnych historii także powinni być zadowoleni - wszak mamy do czynienia z najsłynniejszych zbrodniarzem Ameryki.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


#tedbundy #rozmowyzmordercą #mordercacelebryta #taniaksiążka #zabójstwa #conversationswithakiller





Przyjaciel człowieka Andrzeja Pilipiuka - premiera już 15.01.2020!!!


NOWY ZBIÓR OPOWIADAŃ BEZJAKUBOWYCH JUŻ 15 STYCZNIA!!!
OJ, BĘDZIE CZYTANE :) :) 
A wszystko rzecz jasna dzięki Fabryce Słów :)

Oto nadciąga czterech jeźdźców, a każdy ma swoją historię.
Wojna zacznie swoją opowieść od niemożliwego - oto doktor Skórzewski, uniewinniony decyzją samego Hitlera, dołącza do nazistowskiej ekspedycji naukowej.
Zaraza szepnie Ci do ucha, jak pozostawiła po sobie tylko zgliszcza starego świata, na których wbrew wszystkiemu wyrasta coś nowego. Bo trudniej jest złamać ludzkiego ducha, niż unicestwić ciało.
Głód pokaże Ci swoje nieoczywiste oblicze. Bo głód wiedzy, tak samo jak głód jedzenia, potrai zmusić człowieka do szalonych kroków.

Śmierć przypomni Ci, że żywi nie powinni zbliżać się do świata zmarłych, bo za przekroczenie cienkiej granicy przyjdzie im słono zapłacić.

Cztery opowiadania - cztery portrety ludzkiej natury. 





#andrzejpilipiuk #przyjacielczłowieka #opowiadaniabezjakubowe #fabrykasłów #premiera15stycznia







Virion. Szermierz - Andrzej Ziemiański


Tytuł: Virion. Szermierz
Cykl: Imperium Achai (tom 4)
Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 27.11.2019r.
Liczba stron: 648


To naprawdę już koniec...

Smućcie się, albowiem opowieść o młodości Viriona, szermierza natchnionego, dobiega nieubłaganie końca... Smutek jest uzasadniony - Andrzej Ziemiański rozkręcał się w tej historii z tomu na tom i dał nam kawał naprawdę smacznego tortu upieczonego na achajową modłę (rzecz jasna z wisienką na górze :) ) po to tylko, by po konsumpcji czytelnik z żałością stwierdził, że oto opowieść dobiegła końca... Ktoś mądry dawno temu stwierdził, że problem z dobrą książką (co w sumie można śmiało rozszerzyć na dobry literacki cykl) jest taki, że chce się czytać i jak najprędzej pędzić przez kolejne strony, a jednocześnie wcale się nie chce aby czytana książka (cykl) się skończyła... Tak właśnie jest z Virionem.

A co tam u naszego zabijaki? Ano wędruje sobie niezmiennie wraz z żoną Niki, mistrzem Anai i szermierzem Horechem próbując uniknąć śmierci. Imperialna prefektura niezmiennie zaś depcze mu po piętach. Zakon także ma tu trzy grosze do dorzucenia, podobnie jak Rada Czarowników. W całym tym zamieszaniu już od dawna wiadomo, że nie chodzi tylko o majątek po zamordowanym ojcu Viriona, czy o sam fakt jego uśmiercenia (o co Virion jest od samego początku oskarżony). Intryga jest grubymi nićmi szyta. Nie może być inaczej, skoro w całą sprawę zamieszany jest wszechwładny Zakon, a virionowa małżonka nie jest bynajmniej tak do końca człowiekiem... O co chodzi? Tego w dużej mierze się dowiemy - choć Andrzej Ziemiański nie byłby sobą, gdyby odkrył co do ostatniej wszystkie karty ;) Ważne, że historia znajduje w tomie numer cztery godny całej opowieści finał.

Mi osobiście cały czterotomowy Virion podobał się szalenie. Może dlatego, że mam taki sentyment do "Achai", a opowieść o młodości szermierza natchnionego w bardzo ładny sposób zarówno poprzedza chronologicznie rzeczoną "Achaję", jak również spina się z nią pewną sensowną fabularną klamrą. W tym uniwersum zakochało się wielu czytelników i czapki z głów przed autorem z jednej strony za to, że dał im to na co czekali, a z drugiej za to, że - pomimo kilkunastu w sumie lat dzielących "Achaję 3" od "Viriona 1" - potrafił do tego stopnia trafnie i adekwatnie nawiązać do tamtej opowieści. Czy cenię sobie cykl o Virionie przez wzgląd na czytelniczy sentyment do "Achai"? Z całą pewnością w dużej mierze tak :) Mój sentyment odgrywa tu dużą rolę, jednak dużo ważniejsze w tym wszystkim jest to, że cykl o Virionie to po prostu dobre książki :) 

W całej tetralogii o Virionie znajdziemy wszystko to, co u Andrzeja Ziemiańskiego najlepsze: wciągającą akcję, świetny czarny humor, mnóstwo w genialny sposób zabawnych absurdów oraz notoryczne wyśmiewanie ludzkiej głupoty. Czyż nie za to uwielbiamy tego autora? Dokładnie za to ;) A skoro tak, to zapewniam Was, że żadnego z powyższych przymiotów twórczości Pana Andrzeja nie zabraknie w "Szermierzu" (tak samo zresztą jak miało to miejsce w "Wyroczni", w "Obławie" i w "Adepcie"). Już tylko dlatego warto sięgnąć po wieńczący całą tetralogię tom. A jeśli macie wątpliwości co do formy autora - oto mała próbka :) :

"Virion nachylił się , by podać rzekome bogactwo kusznikowi. Ten nie zawiódł w teście na brak inteligencji. Opuścił broń i wyciągnął rękę. Wtedy Virion zakręcił łańcuchem szeroko i z impetem uderzył bandytę rzecznym kamieniem w głowę, zabijając na miejscu."

Jeśli coś mnie w "Szermierzu" irytowało, to... sam fakt końca tej czterotomowej historii. Andrzej Ziemiański pisarsko znajduje się w wybornej formie i mam w irytujący sposób nie dający spokoju wniosek, że autor rozpędził się i rozbujał w sposób który wszyscy lubimy tylko po to, żeby całą rzecz zakończyć... Niby "nie jest ważne jak się zaczyna, ale jak się kończy", ale... czy naprawdę zawsze trzeba kończyć w chwili, kiedy całokształt tak bardzo się podoba??? Żal... Po prostu jest mi żal, że to już koniec. Zżyłem się już trochę z Virionem ;) ... Tak samo zresztą jak dawno temu zżyłem się z Achają, a to świadczy tylko o jednym: poziom historii szermierza natchnionego nie jest wcale gorszy od historii księżniczki Troy, za którą to historię wszyscy pokochali twórczość Andrzeja Ziemiańskiego.

Nieutulony w żalu - POLECAM :)... 

Śpieszcie się czytać Viriona - ta tetralogia tak szybko się kończy... ;)

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.

#virion #virion4 #andrzejziemiański #fabrykasłów #imperiumachai #tonaprawdęjużkoniec #tetralogia #szermierznatchniony






wtorek, 10 grudnia 2019

Chciwość - Marc Elsberg


Tytuł: Chciwość (tytuł oryginału: Gier)
Autor: Marc Elsberg
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 30.10.2019r.
Liczba stron: 464


Pieniądz przede wszystkim (?).

Marc Elsberg - tego nazwiska nie trzeba chyba specjalnie przedstawiać miłośnikom sensacyjnej fikcji literackiej zmieszanej z elementami naukowymi, o niepokojąco prawdopodobnym przebiegu zdarzeń zarysowanych przez autora. Taki właśnie był m.in. "Blackout" Elsberga - rzecz o apokalipsie wywołanej atakiem na elektrownie zachodniego świata i o efektach pozbawienia ludzkości energii elektrycznej. To od tej książki począwszy wspomniany autor zdecydowanie zapadł mi w pamięć :) A jak ma się rzecz z "Chciwością"?

"Chciwość" to historia oparta fabularnie o efekty szeroko pojętego kapitalizmu, a więc wskazująca na wszechobecne nierówności społeczne, kontrasty pomiędzy biedakami, a uprzywilejowaną grupą bogaczy pomnażających swój majątek. Nierówności prowadzą do zaostrzających się konfliktów oraz protestów - również (a może przede wszystkim) na płaszczyźnie międzynarodowej. Świat zmierza w efekcie w niezbyt ciekawym kierunku... Laureat Nagrody Nobla, Herbert Thompson, ma plan jak cały ten kapitalistyczny bałagan "ulepszyć" i sprawić by dobrobyt był dostępny dla wszystkich. Zamierza przedstawić swój plan na międzynarodowym szczycie w Berlinie, jednak nie dociera na miejsce - ginie w wypadku wraz ze swoim asystentem... Przypadek? Umierający asystent w swych ostatnich chwilach wypowiada do przypadkowego świadka całego zdarzenia kilka słów, które wspomniany świadek będzie mógł spożytkować w sposób, który być może pozwoli ludziom lepiej żyć. Tylko czy to się uda? Jan ze świadka staje się bowiem głównym podejrzanym w sprawie dotyczącym wypadku Thompsona, a względnie niedługo później staje się celem do... likwidacji. Czyżby dowiedział się zbyt wiele, choć było to tylko kilka słów? Komu zależy na tym aby świat nie poznał remedium na swe kapitalistyczne bolączki?

Elsberg nie rozczarowuje :) Książka naprawdę wciąga i czyta się ją znakomicie. Akcja także stoi na wysokim poziomie i nie pozwala czytelnikowi na ani jedną chwilę nudy. Za to wszystko duże brawa :) To nie jest łatwa sztuka utrzymać się na pisarskim topie tworząc powieści o podobnej tematyce, a jednak będąc w stanie za każdym razem nieco zaskoczyć. Tak trzymać :)

Jeśli w książce jest coś negatywnego, to są to zawarte w niej zawiłe ekonomiczne teorie, przez które... ciężko momentami przebrnąć. Ba!, chwilami nie jest łatwo nie tylko za nimi nadążyć, ale także wszystko pojąć i zrozumieć... To niestety utrudnia nieco lekturę. 

Ryzykowne byłoby także zawierzenie autorowi jeśli chodzi o jego wizję remedium na bolączki współczesnego świata. Na papierze to wszystko prezentuje się ciekawie, ale czy Marc Elsberg rzeczywiście ma receptę na biedę, głód i szereg cywilizacyjnych chorób tego świata w kontekście ekonomicznym? Z pełnym uwierzeniem w słowa Elsberga byłbym ostrożny...

Tak czy inaczej - książka jak najbardziej do polecenia :) Elsberg jest już trochę taką marką samą w sobie i ważne, że nie rozczarowuje. Książki takie jak "Chciwość" znakomicie się czyta :)

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/chciwosc-marc-elsberg-p-1294442.html

#marcelsberg #chciwość #taniaksiazka #kapitalizm #sensacja #thrillerekonomiczny #bieda #nierównościspołeczne





Kraina Lodu. Droga do domu - Joe Caramagna, Kawai Creative Studio, Eduardo Francisco


Tytuł: Kraina Lodu. Droga do domu
Seria: Kraina Lodu
Autor: Joe Caramagna, Kawai Creative Studio, Eduardo Francisco
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 64


Manga + Marvel + Kraina Lodu = ??? (...)

Manga + Marvel + Kraina Lodu = ??? (...). To małe równanie jest nieco enigmatyczne, ale jednak - niestety, nad czym ubolewam... - na miejscu. Nie wiem czy jestem w tym momencie w mniejszości czy w większości, ale mam nadzieję, że komiksowe odsłony Krainy Lodu to tylko pewne epizody; małe, nazwijmy to, "wybryki" architektów serii - mam taką nadzieję z uwagi na to, że o ile fabuła komiksu jeszcze jako tako się trzyma pewnego sensu i ma w ostatecznym rozrachunku przyjemny wydźwięk, o tyle wykonanie ma z Krainą Lodu wspólną jedynie nazwę...

Co o komiksie pisze Wydawca?:
"Pewnej jesieni królowa Elsa i księżniczka Anna dostają zaproszenie na dożynki w królestwie Snoob. Ale gdzie leży Snoob?! Okazuje się, że bardzo daleko... Gdy tylko siostry odkrywają, że ich oddany przyjaciel Kaj ma tam brata, z którym nie widział się od wielu lat, postanawiają za wszelką cenę doprowadzić do ich spotkania. Wyrusz razem z bohaterkami i ich przyjaciółmi w emocjonującą podróż pełną zapadających się mostów, górskich przepaści, mrocznych lasów, dzikich zwierząt, zepsutych wozów, ale też nowych znajomych gotowych podać pomocną dłoń i wesoło przygrywać w trakcie wędrówki!"


Na papierze wygląda to wszystko fajnie. I rzeczywiście, co do fabuły można się w zasadzie nawet nie czepiać - gdyż ma ręce i nogi (w przeciwieństwie do mocno naciąganego fabularnie według mnie komiksu "Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie") - ale kwestia wykonania... Może nie spędza mi ona snu z powiek, ale jak dla mnie (o czym pisałem już przy okazji chwilę temu wspomnianego "W poszukiwaniu siebie") to się wszystko ze sobą GRYZIE... I nie tworzy spójnej całości. Manga to manga, nie wciskajmy jej na siłę do Arendelle... Marvelowskie elementy (reprezentowane przez osobę Joe'go Caramagna) także nie są w tej krainie potrzebne. Ale niestety je tutaj umieszczono... Szkoda. 


Czepiam się, wiem... Ale czepiać się muszę i będę. Nie tylko z w/w powodów, ale także z takiej przyczyny, że jeśli przyjrzeć się komiksowym odsłonom bohaterów Krainy Lodu, to oni wręcz samych siebie nie przypominają... To ich mangowe odsłony. A manga i Kraina Lodu nie jest dobrym połączeniem.

Podsumowując kolejny "arendellowy" recenzencki kielich goryczy... dzieciom się zapewne spodoba. To raczej pewne. Jednak sam fakt powstania takiego właśnie komiksu w takim a nie innym bajkowym uniwersum budzi mój niepokój o to, dokąd zmierza Arendelle i cała Kraina Lodu (której odsłona kinowa nr 2 była co prawda ciekawa, ale jednak bardzo daleko jest jej do odsłony nr 1, i to pod każdym względem)...

Więcej o komiksie:

#krainalodu #komiks #elsa #anna #olaf #kawaicreativestudio #egmontpolska #joecaramagna #eduardofrancisco






Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie - Joe Caramagna, Kawai Creative Studio


Tytuł: Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie
Seria: Kraina Lodu
Autor: Joe Caramagna, Kawai Creative Studio
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 64


Manga w Arendelle???

Przed nami komiks... wprost z Krainy Lodu... Nie, to nie pomyłka, dobrze przeczytaliście: KOMIKS. Z mangowymi naleciałościami (!). No, już samo to połączenie może się teoretycznie ze sobą gryźć... I chociaż fabuła komiksu ratuje do pewnego stopnia sytuację, to ów rozdźwięk... jest niestety widoczny aż do końca lektury.

Generalnie rzecz ujmując, jak na Krainę Lodu przystało, ma być miło, przyjemnie i z happy endem na końcu. Sugeruje to już sam opis:
"Księżniczka Anna marzy, aby dokonać czegoś wielkiego, co nada jej życiu sens i przysłuży się całemu królestwu. Kiedy na ulicach miasta popłoch sieje dzikie zwierzę, Anna rusza mieszkańcom na pomoc – i przy tej okazji poznaje Mari, nieustraszoną młodą kobietę, która również pragnie przekonać się, na co ją stać. Dziewczyny postanawiają razem poznać życie miasteczka od podszewki i spróbować swoich sił w różnych zawodach. 

Tymczasem królowa Elsa musi załagodzić narastający konflikt z sąsiednim państwem i rozwikłać zagadkę zniszczenia rezerwatu przyrody. Zarówno Elsa, jak i Anna – do spółki z Mari, młodzieńcem Kristoffem, ożywionym bałwankiem Olafem i reniferem Svenem – stają przed nie lada wyzwaniami. Czy uda im się znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania? Czy przywrócą pokój w Arendelle?"


Niby wszystko fajnie... Dzieciaki na sto procent będą zachwycone (wszak to Elsa i Anna... no i Olaf :) ), jednak trzeźwo na sprawę patrząc... coś tu nie gra. Fabuła jest na pierwszy rzut oka fajna, poprawna (również "politycznie"); grzeczna, pozytywna, a jednak... przekombinowana. Od kiedy to w Arendelle mają miejsce jakieś konflikty polityczne z sąsiadami?... Do tego ta MANGA... Przeciwko samej mandze nie mam absolutnie nic, wręcz ją szalenie lubię. Jednak - niestety! - do Krainy Lody pasuje ona jak pięść do nosa. Ok, można się nieraz bawić konwencją; czasem jest to wskazane - bo ożywcze, odświeżające, etc etc... Ale w Arendelle efekt takiej zabawy jest taki, że produkt finalny przeczy poniekąd esencji tej bajki i stoi w sprzeczności nie tylko z jej dotychczasową szatą graficzną, ale i z fabularnym sensem całej opowieści. Kawai Creative Studio wprowadza nowe wątki i postacie w sposób, który chyba nawet dla mało spostrzegawczych nosi znamiona wprowadzania nowych treści na siłę... Z całym szacunkiem dla twórców, ale moim skromnym zdaniem to NIE JEST TO, a całokształt nosi przykre znamiona odcinania kuponów...


Podsumowując niniejszy recenzencki kielich goryczy... dzieciom się zapewne spodoba. To raczej pewne. Jednak sam fakt powstania takiego właśnie komiksu w takim a nie innym bajkowym uniwersum budzi mój niepokój o to, dokąd zmierza Arendelle i cała Kraina Lodu (której odsłona kinowa nr 2 była co prawda ciekawa, ale jednak bardzo daleko jest jej do odsłony nr 1, i to pod każdym względem)...

Być może sięgniecie po niniejszy komiks. Jeśli tak się stanie, to mam nadzieję, że Wam się spodoba. Moje zdanie jest niestety bardziej na "nie", niż na "tak"... Ale pamiętajcie: nie jestem ani wyrocznią, ani alfą i omegą ;)

Więcej o komiksie:
https://egmont.pl/Kraina-Lodu.-W-poszukiwaniu-siebie,21252113,p.html

#krainalodu #komiks #elsa #anna #olaf #kawaicreativestudio #egmontpolska #joecaramagna





Oto Tosia. Gdzie jesteś, Panie Precel? - Marta Falkowska


Tytuł: Oto Tosia. Gdzie jesteś, Panie Precel?
Seria: Oto Tosia (tom 2), Konkurs im. Janusza Christy
Autor: Marta Falkowska
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 06.11.2019r.
Liczba stron: 48


Dziewczynka i... kot ;)

Tosia to sympatyczna dziewczynka, której najlepszym przyjacielem jest kot - Pan Precel :) Jak nietrudno jest się domyślić tematem komiksu są ich zabawne perypetie ;) Jednak będzie nie tylko śmiesznie - do fabuły zakradnie się bowiem odrobina grozy (!). Całość firmuje zaś swoim nazwiskiem Marta Falkowska.

Tak się jakoś złożyło, że wśród listopadowych nowości o których mowa na blogu znalazł się duet chłopca z psem ("Pryś i Bill" tom 5) oraz duet dziewczynki z kotem ;) ... Zestawienie niezamierzone, aczkolwiek równie zabawne i przyjemne dla oka jeśli chodzi o treść. Tosia jest wesołą, sympatyczną i ciekawską dziewczynką uwielbiającą swego kota. Pan Precel jednak gdzieś zniknął... czy ma to związek z porywającą zwierzaki Kacikralą? I najważniejsze pytanie: czy Pan Precel się odnajdzie???

Marta Falkowska to laureatka kolejnej edycji komiksowego Konkursu im. Janusza Christy. To moje pierwsze zetknięcie się z tą autorką, ale wydaje mi się, że wybór kapituły konkursowej był nieprzypadkowy. Komiks jest interesujący, przyjemny dla oka, z całą pewnością zainteresuje dzieci, a całość stoi na co najmniej przyzwoitym poziomie. Jeśli lubicie komiksy, to być może warto będzie śledzić poczynania tej autorki :) (tym bardziej, że "Gdzie jesteś, Panie Precel?" to już druga część przygód tytułowej Tosi).

Krótko mówiąc - polecam ;)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej o komiksie:

#ototosia #gdziejesteśpanieprecel #martafalkowska #egmontpolska #komiks #konkursimjanuszachristy






poniedziałek, 9 grudnia 2019

Ptyś i Bill. Przygody spaniela - Jean Roba


Tytuł: Ptyś i Bill. Przygody spaniela
Cykl: Ptyś i Bill (tom 5), Komiksy są super!
Autor: Jean Roba
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 13.11.2019r.
Liczba stron: 144


Pies + chłopiec = dobra zabawa!

Przed nami piąta odsłona komiksowego cyklu "Ptyś i Bill". Seria jest ostatnio chyba troszkę lepiej rozpoznawalna dzięki telewizyjnemu serialowi dla najmłodszych, jednak wielbiciele komiksów śmiało mogą (a może nawet powinni?) zerknąć do rysowanego oryginału. Nowych wielbicieli też nie zaszkodzi komiksowej serii przysporzyć ;)

144-stronicowe wydanie o którym mowa zawiera trzy klasyczne opowieści (rysowane jeszcze przez ojca serii, a jest nim Jean Roba), a są to: tytułowe "Przygody spaniela", "Psi zysk" oraz "Oto oni!". Każda z historii ma swój niezaprzeczalny urok i choć każda jest o czymś nieco innym (poznamy nieco bliżej m.in. tatę i mamę Ptysia), to jednak spoiwo wszystkich opowiastek jest takie samo: chłopiec i pies :) No i rzecz jasna ich szalone przygody :)

Jean Roba stworzył "Ptysia i Billa" dawno temu, w 1959 roku. Dziś jego dzieło kontynuują inni, jednak w trzymanej przeze mnie w rękach odsłonie cyklu zamieszczono komiksy stworzone przez ojca całego cyklu. I od razu rzuca się w oczy i na myśl refleksja, że brak komputerów, tabletów, gier, telewizji (przynajmniej w takim stopniu jak czasem dzisiaj) wcale nie jest w tych komiksach widoczny, a co więcej - nie jest to żadna przeszkoda w tym, żeby dziecięce zabawy były ciekawe, szalone i wesołe :)

Seria "Komiksy są super!" zwykle przedstawia swoiste komiksowe nowości, pewną ciekawostką może więc być fakt, że seria "Ptyś i Bill" wcale taką nowością nie jest (jako się rzekło chociażby akapit wyżej). Ale, jak widać, seria ma się dobrze mimo upływu lat, o co dbają kontynuatorzy pomysłu i rysownicy ;)

Więcej o komiksie:

#ptyśibill #komiks #egmontpolska #komiksysąsuper #jeanroba







Doktor Sen - Stephen King


Tytuł: Doktor Sen (tytuł oryginału: Doctor Sleep)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 07.11.2019r.
Liczba stron: 656


I świat znowu ZALŚNIŁ :)

Danny Torrance po latach. Historia nowa, a jednak bazująca - w pewnej mierze - na tym, co już znane. Ale na całe szczęście nie tylko, Stephen King potrafi bowiem - tak jak i w tym przypadku - pokazać, że jest w stanie zbudować na znanym czytelnikom fundamencie całkowicie nową opowieść. Tak czy inaczej demony z "Lśnienia" powracają. I to w nowym, doborowym towarzystwie. A Stephen King jest jak zawsze w wyśmienitej formie!

Chyba każdy, kto czytał kultowe już od dawna "Lśnienie" miał obawy biorąc do ręki napisaną trzydzieści lat z okładem później kontynuację... To bez wątpienia dzieła dwóch różnych pisarzy. Młodego Kinga, który stworzył jedną ze swych najbardziej przerażających książek, czyniąc z niej duszny, potworny obraz - de facto autoportret - owładniętego demonami człowieka walczącego z alkoholizmem. Z drugiej strony mamy dużo starszego Kinga, który toczy walkę już tylko ze swoimi wewnętrznymi lękami, które przelewa na papier; to King dojrzały, który czasem wraca do swoich starych postaci i bohaterów. Efekt? "Lśnienie" i "Doktor Sen" to dwie różne książki. Różne, lecz tak samo świetne - "Doktor Sen" bez dwóch zdań się broni!

Danny Torrance dorósł. I toczy sam ze sobą walkę podobną do tej, którą toczył z butelką jego ojciec... Czasem przegrywa, czasem wygrywa. I wciąż ma w sobie jasność. Jasność, która również rodzi i przywołuje demony - zarówno te z przeszłości, jak i te z teraźniejszości... Jednak to wszystko nic w porównaniu z tym, co czeka za horyzontem, a jest tym krwiożerczy korowód kamperów wiozących przez kraj przedwieczne, wtopione w tłum ludzi istoty polujące na takich jak Danny. Na ich liście znajduje się aktualnie pewna mała dziewczynka, która ma w sobie wyjątkowo silną jasność... Dziewczynka ta nawiązuje kontakt z Danny'm i... właściwa akcja rusza w tym miejscu z kopyta (!!!).

Książka jest KAPITALNA. Wszystkim żywiącym obawy, czy dorówna "Lśnieniu", powiem tak: to inna historia, jednak równie dobra. Inna, lecz to nie znaczy, że żaden z dawnych znajomych z Panoramy się tu nie pojawi :) ... Jednak szczegółów nie zdradzę :) Powiem tylko tyle, że King po mistrzowsku wykorzystał starych przyjaciół, wplótł w całość nowe demony, nowych bohaterów, wszystko spoił Danny'm Torrance'm i... to działa!!!

Polecam, ZDECYDOWANIE polecam! Każdy kto kocha Kinga i tak sięgnie po tę książkę, lecz zachęcam do tego wszystkich innych - uwierzcie na słowo: WARTO!

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/doktor-sen-stephen-king-p-1312008.html

#doktorsen #doctorsleep #stephenking #taniaksiazka #theworldwillshineagain #dannytorrance #lsnienie #shining





czwartek, 5 grudnia 2019

Demony czasu pokoju - Adam Przechrzta


Tytuł: Demony czasu pokoju
Cykl: Demony (tom 3)
Autor: Adam Przechrzta
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 22.11.2019r.
Liczba stron: 512


Demony stalinizmu...

Wojna skończona, III Rzesza pokonana... Czy to oznacza (s)pokój? I dobrobyt oraz "pokojowe" wzrastanie ludzi i społeczeństw w bratnim uścisku socjalistycznej przyjaźni? Bynajmniej :) Matuszka Rosija znów jest w potrzebie, a to za sprawą rozwydrzonych hord najgorszego elementu, który Krasnaja Armija wypluwa z siebie na łono kraju po zakończeniu frontowych walk. Któż inny może opanować sytuację jeśli nie Razumowski? :)

Zadanie rozprawienia się z frontowymi kryminalistami powracającymi z wojny to główne, aczkolwiek nie jedyne i nie najważniejsze zadanie naszego, obecnie milicyjnego, znajomka. Razumowski nie tylko będzie musiał zapanować nad sytuacją z punktu widzenia bezpieczeństwa i porządku publicznego, ale także - i to będzie zdecydowanie ciekawsze! - zostanie zmuszony do wypełniania specjalnych poruczeń i rozkazów wydawanych przez samego Wąsatego Gruzina, którego bliżej przedstawiać chyba nie trzeba ;) Będzie to zaś o tyle bardziej interesujące, że Razumowski nie tylko z ust Stalina otrzymuje rozkazy - Beria i Abakumow także wtrącają swoje trzy grosze (a nawet więcej), co w efekcie sprawia, że główny bohater musi coraz bardziej ostrożnie i coraz bardziej ekwilibrystycznie lawirować pomiędzy nieraz sprzecznymi ze sobą wytycznymi w trosce o... swoją głowę. Swoją oraz swoich bliskich. Niby nic w sowieckiej rzeczywistości niezwykłego, nieprawdaż? ;) W wydaniu Razumowskiego jednak nic nie jest jednak zwykłe :)

Zapewnić mogę Was o jednym - rozrywka na kolejnych stronach jest pierwszorzędna :) Trochę być może szkoda pewnego "chwilowego porzucenia" wątków paranormalnych (opisanych obszernie chociażby w "Demonach Leningradu"), jednak fabuła niniejszej części z nawiązką to rekompensuje. W "Demonach czasu pokoju" mamy bowiem z jednej strony fajnie zarysowane wątki kryminalne ze sporą dawką przemocy i niebezpieczeństw, które łączą się i rozwijają we właściwą tematykę pełną gierek i śmiertelnie niebezpiecznych rozgrywek służb aparatu bezpieczeństwa, w których stawką jest zdecydowanie więcej niż jedno życie. Adam Przechrzta znakomicie rozpisał ciężką sowiecką rzeczywistość, a jednocześnie tchnął w nią ducha pewnej nowości, którą zawdzięczać należy osobie Razumowskiego. Postać to bowiem wcale nie jednowymiarowa, lecz z niesamowitą głębią, nieustępliwością i taką z jednej strony sowiecką, ale i ludzką twarzą. Razumowski potrafi skonsternować czytelnika; raz odpycha, a za chwilę budzi sympatię, po czym nachodzi nas refleksja, że to jednak niebezpieczny i diabelnie cwany (i sprawny w tym co robi!) gość, którego należy się bać. Uwielbiam takie postacie :) Dzięki nim nawet stalinowska rzeczywistość może się wydawać interesująca.

Rzecz zdecydowanie dla miłośników fikcji historycznej, którzy nie gardzą także dobrą polityczną intrygą. No i rzecz jasna pozycja obowiązkowa dla wielbicieli Adama Przechrzty :) Postać samego Razumowskiego także doczekała się fanów, a zatem dla nich "Demony czasu pokoju" są bez wątpienia pozycją typu "must read" :) Od siebie dodam, że wznowienie prezentuje się znakomicie - okładka w punkt! :) Szkoda jedynie tego, że skrzydełek w miękkiej oprawie brak... No ale czasem nie można mieć wszystkiego ;)

Polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.

#razumowski #demonyczasupokoju #cykldemony #adamprzechrzta #fabrykasłów #matuszkarosija #krasnajaarmija






Grudniowe nowości od Wydawnictwa Psychoskok


WYDAWNICTWO PSYCHOSKOK JAK CO MIESIĄC MA DLA NAS KILKA CIEKAWYCH NOWOŚCI - MYŚLĘ, ŻE W GRUDNIU NIKT SIĘ RACZEJ NIE ZAWIEDZIE :)






Szantaż emocjonalny. Jak się obronić przed manipulacją i wykorzystaniem - Susan Forward, Donna Frazier


Tytuł: Szantaż emocjonalny. Jak się obronić przed manipulacją i wykorzystaniem
Autor: Susan Forward, Donna Frazier 
Data wydania: 04.10.2017r.
Liczba stron: 280



Szantaż = manipulacja.

Szantaż emocjonalny to jedna z najgorszych (jeśli nie najgorsza) forma destrukcyjnej manipulacji, która potrafi zamienić życie w piekło. Mało tego - potrafi doszczętnie zniszczyć szacunek do samego siebie i poczucie własnej wartości. Warto na coś takiego pozwalać? Zdecydowanie NIE. Niniejsza książka to świetny przewodnik zarówno po sferze teoretycznej omawianego problemu, ale przede wszystkim jest to znakomite studium kompleksowych działań pozwalających na uwolnienie się od toksycznego wpływu szantażu.

Emocjonalnym szantażem zwykliśmy nazywać sytuację, w której ludzie wokół nas (najczęściej - i to jest najsmutniejsze - bliscy) manipulują nami dla osiągnięcia własnej korzyści bazując na znajomości naszych mocnych i słabych stron w taki sposób, że pośrednio lub bezpośrednio grożą nam odebraniem potrzebnej nam akceptacji i/lub aprobaty w przypadku, gdy nasze zachowanie nie spełni ich oczekiwań. To najbardziej perfidny rodzaj manipulacji, godzi on bowiem w sedno naszego poczucia własnej wartości, w nasze najbardziej integralne "ja", z którego bierze się zarówno pewność siebie jak i pozytywne podejście do świata i ludzi. Nie wiem czy przesadą będzie nazwanie takiego działania zbrodnią emocjonalną, jednak w moim odczuciu szantaż emocjonalny jest właśnie czymś takim. Autorki niniejszej publikacji uczą nas na 280 stronach jak rozpoznać szantaż, szantażystę i jak się skutecznie przed jednym i drugim bronić.

Książka, jako się rzekło, rozpoczyna się w momencie wskazania przez autorki teoretycznych zagadnień związanych z problemem. Dowiadujemy się w związku z tym czym jest szantaż, a także jaka jest konstrukcja psychologiczna, motywacja i sposoby działania szantażysty. Poznamy też potencjalne skutki szantażu w odniesieniu do nas samych i do naszej psychiki. Można w związku z powyższym stwierdzić, że część teoretyczna to nie tylko jakieś nudne definicje, ale użyteczne informacje i wskazówki, które pomogą nam rozpoznać zagrożenie oraz pierwsze objawy znajdowania się pod czyimś toksycznym wpływem.

Dalsze rozdziały poświęcono opisom schematów którymi posługuje się szantażysta. W każdym szaleństwie jest metoda - w szantażu również. Poznamy w związku z tym najbardziej powszechne zachowania i schematy, którymi posługuje się w stosunku do nas szantażysta. Bardzo użyteczne informacje. Dużo ciekawsze jednak są opisane przez autorki strategie obronne oraz skuteczne przeciwdziałania, które mogą podjąć ofiary szantażu. Są to metody na tyle skuteczne, że mogą nie tylko umożliwić uwolnienie się od destrukcyjnych wpływów, ale nawet - być może - pomóc zawrócić szantażystę z obranej przez niego drogi. Dlaczego jest to takie ważne? Otóż dlatego, że - jak już wspomniałem - bardzo często szantażystami emocjonalnymi są najbliższe nam osoby... Jeśli więc istnieje jakaś szansa na uświadomienie im tego co nam robią... Warto spróbować.

Szalenie mądra i pouczająca lektura. Dotyka problemu manipulacji w jednym z najgorszych możliwych wydań, a przez to jest właśnie lekturą raz że wyjątkową, a dwa - cenną. Cenną zarówno dla ofiar szantażu, jak również dla wszystkich tych, którzy mogą paść jego ofiarą. Warto sobie "prewencyjnie" o tym problemie poczytać. Można uniknąć wielu potencjalnie bolesnych i destrukcyjnych historii. Jak to bowiem mawiają - "dobrze znać swojego wroga"... Poznajmy go zatem. I żywmy nadzieję, że nigdy go na swojej drodze nie spotkamy.

Gorąco polecam.

Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.

#szantaż #szantażemocjonalny #manipulacja #destrukcja #emocje #wnętrze #szantażysta #szacunekdosamegosiebie #poczuciewłasnejwartości #gwp






W pułapce myśli – dla nastolatków. Jak skutecznie poradzić sobie z depresją, stresem i lękiem - Louise Hayes, Ann Bailey, Joseph Ciarrochi


Tytuł: W pułapce myśli – dla nastolatków. Jak skutecznie poradzić sobie z depresją, stresem i lękiem
Autor: Louise Hayes, Ann Bailey, Joseph Ciarrochi
Data wydania: 30.10.2019r.
Liczba stron: 168


Burza hormonów i...lęków.

Nastolatek w okresie dojrzewania to chyba najbardziej ekspresywna oraz targana setką sprzeczności ludzka istota. Każdy z nas przeżył ten etap - wiecie w związku z tym ile prawdy jest w powyższych słowach. Jednak nastolatek to nie tylko wewnętrzna burza hormonów. To także nieobce wszystkim lęki, stres oraz trudne emocje towarzyszące okresowi dojrzewania. Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Niniejsza książka jest próbą odpowiedzi na to pytanie.

"W pułapce myśli - dla nastolatków..." to swoiste książkowe uzupełnienie innej lektury, a mianowicie "W sieci natrętnych myśli. Jak uwolnić się od bezustannej walki z lękiem i niepokojem" - różnica jest taka, że pierwsza książka przeznaczona jest przede wszystkim dla nastolatków. I jest to chyba bardzo celny strzał jeśli chodzi o stargetowanie potencjalnego odbiorcy - czyż bowiem dorastające dzieciaki nie przeżywają emocjonalnych problemów podobnych do tych, które są udziałem dorosłych? 

Lektura pełna jest ćwiczeń i rzeczowych przykładów, które mają na celu jedną, podstawową rzecz: pomoc nastolatkowi w zrozumieniu samego siebie i w efekcie w opanowaniu własnych emocji, w tym przede wszystkim lęku. Książka czerpie garściami z założeń terapii ACT, a więc skłania nastoletniego odbiorcę w pierwszej kolejności do akceptacji i zaangażowania rozumianych jako zaakceptowanie samego siebie z całym "dobrodziejstwem inwentarza", a więc ze wszystkimi niedoskonałościami i różnymi stanami emocjonalnymi włącznie oraz zaangażowanie w poznanie samego siebie tak, aby móc rozpoznawać złe momenty i posiąść umiejętność panowania nad nimi.

Sądzę, że omówione na przykładach założenia terapii ACT w odniesieniu do nastolatków mogą być takim małym (sporym? ;) ) strzałem w dziesiątkę. Czemu? Otóż z tego prostego powodu, że kilkunastoletnie dzieciaki potrzebują właśnie samoakceptacji, która jest im niezbędna do dalszego poruszania się w dorosłym świecie. Książki take jak ta mogę w osiągnięciu stanu owej samoakceptacji wydatnie pomóc. Bądź co bądź na pewno nie zaszkodzą - zatem cóż szkodzi przeczytać? 

Mocną stroną lektury - poza rzeczowymi przykładami i praktycznymi ćwiczeniami - jest język, który stosują na kolejnych stronach autorzy. To nie jest kolejny moralizatorski monolog skierowany do młodego człowieka, który pełen jest pouczeń, nakazów i zakazów. Autorzy traktują nastoletniego czytelnika jak dorosłego i pełnowartościowego partnera - to może być decydujący argument przemawiający za tym, że zawarte tutaj treści rzeczywiście trafią do serc i myśli odbiorców.

Polecam.

Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.

#wpułapcemyśli #nastolatek #lęk #strach #stres #depresja #emocje #dojrzewanie #terapiaact #gwp






piątek, 22 listopada 2019

Miedziaki - Colson Whitehead


Tytuł: Miedziaki (tytuł oryginału: The Nickel Boys)
Autor: Colson Whitehead
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 30.10.2019r.
Liczba stron: 288


Grzechy Ameryki.

Colson Whitehead - swego czasu (przy okazji "Kolei podziemnej") wspominałem, że jest to nazwisko jak najbardziej godne zapamiętania. "Miedziaki" to kolejna świetna książka tego autora, który... staje się (już się stał?) głosem sumienia Ameryki? Przynajmniej jeśli chodzi o minione dzieje niewolnictwa i segregacji rasowej? Coś w tym jest... "Miedziaki" to do bólu prawdziwa, mroczna, wstrząsająca, a jednocześnie przerażająca biorąc pod uwagę oparcie jej na faktach historia o segregacji rasowej w latach 60-tych XX wieku - wprost z amerykańskiego Południa.

Elwood Curtis - zwykły czarny dzieciak z Tallahassee. Floryda w latach 60-tych ubiegłego stulecia to nie było dobre miejsce dla jemu podobnych... Segregacja rasowa trwa w najlepsze, regulacje prawne Jima Crowa obowiązują (dotyczyły właśnie kwestii segregacji), a "kolorowa" społeczność postrzegana jest przez białych jako zło wcielone - i tak też jest traktowana. Elwood ulega wpływom oraz ideałom Martina Luthera Kinga i nabiera przekonania, że zasługuje w życiu na coś lepszego. Wspierany przez babcię (rodzice go porzucili) postanawia dostać się na uniwersytet dla kolorowych. W końcu zasługuje na lepsze życie, nieprawdaż? Niestety przez zbieg nieszczęśliwych okoliczności zostaje uznany za współwinnego przestępstwa, którego skutkiem jest osadzenie w okrytym złą sławą poprawczaku zwanym Miedziakiem...

Whitehead potrafi wstrząsnąć czytelnikiem. Przytoczone opisy bezwzględnych, sadystycznych "metod" wychowawczych potrafią zjeżyć włos na głowie... Jest tam wszystko, włącznie z wykorzystywaniem seksualnym oraz celowym działaniem na szkodę życia i zdrowia innych. Celem Whiteheada nie jest jednak szokowanie dla zasady; powieść napisano w oparciu o autentyczne wydarzenia mające miejsce w istniejącym na Florydzie przez 111 lat zakładzie poprawczym. I chyba właśnie przez wzgląd na oparcie fabuły na faktach powieść jest do tego stopnia przerażająca. To niesamowite, że w drugiej połowie XX wieku podobne rzeczy działy się na świecie, i to nie byle gdzie! - mówimy bowiem cały czas o kraju będącym ostoją demokracji i praw obywatelskich...

Oprócz tego, że książka przeraża (przynajmniej od ludzko-moralnej strony), to z całą pewnością także na swój sposób (w dobrym tego słowa znaczeniu) powala swoimi wartościami artystycznymi. Whitehead pisze w sposób prosty, wprost do czytelnika i dzięki temu niesamowicie łatwo jest zatopić się w każdej snutej przezeń opowieści. Ta prostota narracji jest największą siłą "Miedziaków" - dzięki niej przekaz bez wątpienia trafia do odbiorcy. Pamiętajmy także, że mówimy cały czas o autorze, który ma na swoim koncie Pulitzera 2017 oraz National Book Award 2016 (obydwie nagrody za "Kolej podziemną"). Tych nagród literackich nie przyznaje się byle komu. I nie za byle co.

Powieść godna polecenia. Sądzę, że nie będzie żadnej przesady w stwierdzeniu, że "Miedziaki" to absolutne "must read" jeśli chodzi o książki 2019 roku - i to z wielu powodów. Zarówno jako pewne świadectwo prawdy, jako swoisty literacki głos sumienia Ameryki, ale także przez wzgląd na walory samej książki - a tych bynajmniej nie brakuje.

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.



#miedzaki #colsonwhitehead #wydawnictwoalbatros #thenickelboys #segregacjarasowa #prawajimacrowa #poprawczak #usa #floryda









czwartek, 21 listopada 2019

VIRION 4 NADCHODZI - PREMIERA 27 LISTOPADA!

VIRION PRZYBYWA! :) :) :) WIELU FANÓW CZEKA NA FINAŁ TEJ HISTORII - ZARÓWNO FANÓW "ACHAI", JAK I SAMEGO "VIRIONA". DZIĘKI FABRYCE SŁÓW JUŻ 27 LISTOPADA POZNAMY FINAŁ HISTORII O TYM, JAK VIRION STAŁ SIĘ SZERMIERZEM NATCHNIONYM :) :)

RECENZJA, OCZYWIŚCIE, NIEBAWEM ;)


Kiedy następnym razem wyciągniesz miecz powiedz sobie jasno, że zginiesz w tym starciu. To cię uspokoi.
Na życie Viriona i Niki czyha zbyt wielu wrogów, by ucieczka mogła trwać w nieskończoność. Obława jest coraz bliżej, już słychać jazgot psów i tętent kopyt. Nieuchronnie zbliża się chwila ostatecznego rozstrzygnięcia. Chwila, w której wszystkie intrygi i tajemnice ujrzą światło dzienne. Moment, w którym interesy Cesarstwa, Zakonu i Rady Czarodziejów zderzą się z nieposkromioną furią Szermierza Natchnionego broniącego jedynej istoty, która się dla niego liczy.
Nadchodzi dzień ostatecznej próby, po której na zdeptanej, skrwawionej ziemi stać będzie tylko jeden człowiek. Albo upiór.
Finalny tom tetralogii o młodości Viriona – szermierza natchnionego.

Więcej o książce:

#virion #andrzejziemiański #fabrykasłów #achaja #imperiumachai #tom4






DEMONY CZASU POKOJU - PREMIERA JUŻ JUTRO!


FABRYKA SŁÓW NIEZMIENNIE O NAS DBA :) - "DEMONY CZASU POKOJU" UKAŻĄ SIĘ JUŻ JUTRO! :) 

A recenzja... lada chwila :) :)

Druga połowa tysiąc dziewięćset czterdziestego siódmego roku, od zakończenia wojny minęły dwa lata. Jednak upadek Trzeciej Rzeszy przyniósł też wiele problemów. Do kraju powróciła armia, która zobaczyła, jak wygląda życie poza granicami Związku Radzieckiego. Wrócili nie tylko zwykli, rozbestwieni frontową swobodą i oszołomieni bogactwem zamieszkanych przez burżujów państw żołnierze, ale i ci, których rozkaz Stalina wyciągnął z więzień i łagrów, którzy mieli własną krwią odkupić swoje winy. I odkupili. A teraz chcą powetować sobie czas spędzony w okopach i za kratami. Więźniowie polityczni, ofiary donosów, walk frakcyjnych i nadgorliwości NKWD, ale i zwykli bandyci. Ci ostatni nie boją się nikogo ani niczego, bo przeszli już piekło na ziemi, mają broń i wiedzą, jak jej używać: wojnę przeżyli tylko najlepsi, najtwardsi, najsprytniejsi. Kraj ogarnia niespotykana wcześniej fala zbrodni. Milicja nie daje sobie rady z doświadczonymi, kutymi na cztery nogi, zaprawionymi w walkach frontowcami. Ktoś musi zaprowadzić porządek. Razumowski otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Niestety to nie koniec jego kłopotów: towarzysz Stalin szykuje dla niego coś specjalnego. Jak zwykle...

Więcej o książce:
https://fabrykaslow.com.pl/zapowiedzi/demony-czasu-pokoju/

#demonyczasupokoju #razumowski #adamprzechrzta #fabrykasłów



niedziela, 17 listopada 2019

Kraina Lodu. Biblioteka Bajek - praca zbiorowa


Tytuł: Kraina Lodu. Biblioteka Bajek
Seria: Biblioteka Bajek
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 30.10.2019r.
Liczba stron: 304


Bajki z Arendelle.

Przed nami spora, naprawdę pokaźna porcja bajek wprost z Arendelle. Mówiąc "spora" mam na myśli osiemnaście osobnych opowieści (!) - tyle ich bowiem tutaj znajdziemy. Będzie zarówno coś co już znany, jak również coś nowego. A wszystko na 304 przepięknie ilustrowanych stronach. Gotowi na czytanie? :)


Bajeczek, jako się rzekło, znajdziemy w książce osiemnaście. Całość otwiera spisana wersja "Krainy Lodu 1", a zamyka do bólu spoilerowa wersja "Krainy Lodu 2"; chronologicznie patrząc mamy zatem bardzo logiczny układ treści.


Pozostałe szesnaście bajek to opowieści m.in. o dzieciństwie księżniczek, o świętojańskich paradach, audiencjach przyjmowanych przez Annę oraz o duchach Arendelle ;) Znajdzie się także miejsce na historię prezentu dla renifera, który ma wszystko, na opowieść o krysztale Buldy, o idealnych urodzinach, lodowych igrzyskach, czy o podążaniu śladem trolli. Krótko mówiąc - każdy z pewnością znajdzie tutaj coś dla siebie.


Większość zamieszczonych w książce opowieści to historie już znane, wydane jako osobne pozycje (np. "Kryształ Buldy", "Dzieciństwo księżniczek", "Duch Arendelle" - i inne). Czy warto zatem zaopatrzyć się w wydanie  Biblioteki Bajek? 


Moim skromnym zdaniem tak. Zaletą wydania bowiem jest przede wszystkim to, że mamy teraz wszystkie opowieści z Arendelle (a przynajmniej ich lwią część) zebrane w jednym miejscu. Wydawca dokłada także najnowszą "Krainę Lodu 2" w pigułce. Wydanie jest do tego naprawdę ładne, z całą pewnością warte swojej ceny. A że Mikołaj i Boże Narodzenie już tuż-tuż... Warto tę książkę rozważyć. Sprawdzi się na sto procent jako trafiony prezent ;)


Kończąc - jak najbardziej polecam. Arendelle nigdy nie jest zbyt mało ;) Osiemnaście odsłon opowieści z tej krainy, nawet jeśli w większości znanych, to dość duża dawka aby móc się Krainą Lodu wystarczająco nacieszyć :)

Więcej o książce:
https://egmont.pl/Kraina-Lodu.-Biblioteka-Bajek,20603905,p.html


#kraina lodu #krainalodu2 #bibliotekabajek #elsa #anna #arendelle #kristoff #olaf #sven #magia #egmontpolska #disney #dladzieci #bajki