Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże i świat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże i świat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 czerwca 2025

Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane? - Kelly Weinersmith, Zach Weinersmith

Autor: Kelly Weinersmith, Zach Weinersmith
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 21.05.2025
Liczba stron: 576


Ku gwiazdom!

Miasto na Marsie. Czy możemy skolonizować kosmos, czy powinniśmy to robić i czy naprawdę mamy to dobrze przemyślane?” to książka, która bierze na warsztat jedno z najbardziej fascynujących i kontrowersyjnych pytań XXI wieku – czy kolonizacja innych planet to logiczny i konieczny krok w historii ludzkości, czy raczej technologiczna megalomania podszyta ucieczką od problemów, które sami stworzyliśmy na Ziemi.


David Whitehouse, autor książki, podchodzi do tematu z zaskakującą równowagą. Nie daje się ponieść ani hurraoptymistycznemu entuzjazmowi Elona Muska, ani zgorzkniałemu sceptycyzmowi tych, którzy uważają, że to wszystko to tylko bajki dla dorosłych dzieci zapatrzonych w niebo. Zamiast tego proponuje rzeczowe, przemyślane spojrzenie na to, co kolonizacja Marsa i eksploracja kosmosu oznaczają dla nauki, technologii, etyki i samego człowieczeństwa.

Książka nie ogranicza się do technikaliów – choć ich tu nie brakuje. Whitehouse opisuje realia budowy bazy na Marsie, wyzwania logistyczne i fizyczne (brak atmosfery, promieniowanie, psychologiczne skutki izolacji), ale też zagląda głębiej: pyta, czy ludzkość ma moralne prawo rozciągać swoje wpływy poza Ziemię, skoro nie potrafi zadbać o własną planetę. Czy kolonizacja to akt odwagi i nadziei, czy raczej forma eskapizmu?


Sporą wartością tej książki jest również warstwa historyczna – autor przypomina, jak wyobrażano sobie Marsa i inne planety w różnych epokach, jak wyglądały wczesne marzenia o podróżach kosmicznych i jak zmieniały się one wraz z rozwojem technologii. W tle przewijają się nazwiska Saganów, von Braunów, astronautów i inżynierów – ale też filozofów, myślicieli, futurologów.

„Miasto na Marsie” to nie tylko opowieść o tym, czy damy radę polecieć dalej niż kiedykolwiek, ale przede wszystkim o tym, czy powinniśmy. To książka stawiająca pytania, które długo zostają w głowie: o odpowiedzialność, o granice postępu, o miejsce człowieka we wszechświecie. I właśnie dzięki temu, mimo że mówi o przyszłości, jest bardzo aktualna – bo dotyka decyzji, które podejmujemy tu i teraz.

To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto choć raz spojrzał w gwiazdy z myślą: „a gdyby tak…”.

Dziękuję Insignis za egzemplarz recenzencki.


#miastonamarsie #czymożemyskolonizowaćkosmos #insignis #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland










środa, 11 czerwca 2025

Burn Book. Technologia i ja: historia miłosna - Kara Swisher

Autor: Kara Swisher
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 26.03.2025
Liczba stron: 440


Technologia i cała reszta.

Kara Swisher nie owija w bawełnę – nigdy tego nie robiła. W „Burn Book” oddaje w nasze ręce coś więcej niż zbiór anegdot o Dolinie Krzemowej i jej nieprzyzwoicie bogatych demiurgach. To książka-pamflet, książka-spowiedź i książka-akta – a wszystko spisane z przenikliwością, ciętym językiem i bez śladu litości wobec tych, którzy przez ostatnie trzy dekady próbowali przekonać nas, że „działają w imię postępu”. Swisher to nie tylko kronikarka narodzin ery cyfrowej – to jej bezpośredni świadek i czasem niechciany uczestnik.


To, co najbardziej rzuca się w oczy, to szczerość – bez filtrów, bez PR-u, bez udawania symetrii. Swisher pisze, jak było: o rozmowach z Jobsem, który wyłączał rzeczywistość jednym spojrzeniem, o Zuckenbergu, który potrafił się spocić jak nikt inny (nawet bez pytania), o Elonie Musku, który swoją ekscentrycznością przewyższał wszystkie systemy operacyjne razem wzięte. Ale ta książka nie jest tylko listą nazwisk i spotkań – to pieczołowicie skonstruowany zapis przemian społecznych, politycznych i gospodarczych, które zachodziły obok nas, gdy klikaliśmy „zaakceptuj”.


Swisher wraca do lat 90., kiedy internet dopiero raczkował, a ona jako jedna z pierwszych wyczuła, że z tych cyfrowych strzępków powstanie nowy świat. „The Washington Post”, potem „The Wall Street Journal”, a dalej – All Things Digital, Recode, i cały imperium medialne zbudowane wokół bezkompromisowego spojrzenia na technologię. Dziennikarka nie ukrywa, że była zakochana w tym świecie – że wierzyła, że technologia może rozwiązać najtrudniejsze problemy ludzkości. To uczucie nie wygasło, ale – jak każda miłość – zostało wystawione na próbę.

„Burn Book” to także opowieść o tym, jak bardzo zawiodły nas wielkie obietnice. O tym, jak za hasłami o inkluzywności, otwartości i demokratyzacji technologii kryły się pieniądze, władzę i bardzo konkretne decyzje, które miały wpływ na realne życie milionów ludzi. Swisher nie oszczędza nikogo – ani Sandberg, ani Gatesa, ani siebie samej.


Mimo krytycznego tonu, książka nie wpada w pułapkę cynizmu. To, co naprawdę ją wyróżnia, to podskórny optymizm – przekonanie, że jeszcze nie jest za późno, że technologia może działać na rzecz dobra wspólnego, jeśli tylko zaczniemy podejmować mądrzejsze decyzje. To opowieść o miłości trudnej, złożonej, ale prawdziwej. Bo Swisher – wbrew wszystkim „burnom” – nadal kocha technologię. Tylko wie, że miłość to też odpowiedzialność.

„Burn Book” czyta się błyskawicznie – nie tylko ze względu na język i celne spostrzeżenia, ale także dlatego, że to książka pisana z pasją i gniewem, które się czuje. To pozycja obowiązkowa nie tylko dla zainteresowanych światem Doliny Krzemowej, ale dla wszystkich, którzy żyją w rzeczywistości ukształtowanej przez cyfrowe potęgi. A więc – dla każdego z nas.

Swisher napisała książkę, którą powinniśmy przeczytać, zanim znów klikniemy „zgadzam się”.

Dziękuję Insignis za egzemplarz recenzencki.


#burnbook #karaswisher #insignis #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland











niedziela, 23 lutego 2025

Biblia jadowitego drzewa - Barbara Kingsolver


Autor: Barbara Kingsolver
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 12.02.2025
Liczba stron: 544


Zderzenie kultur.

Barbara Kingsolver w powieści "Biblia jadowitego drzewa" przedstawia poruszającą sagę rodziny Price'ów, która w 1959 roku opuszcza spokojne życie w Georgii, by podjąć misję ewangelizacyjną w sercu Konga Belgijskiego. Fanatyczny kaznodzieja Nathan Price, wraz z żoną Orleanną i czterema córkami, trafia do wioski Kilanga nad rzeką Kwilu, nieświadomy wyzwań, jakie niesie ze sobą życie w Afryce oraz nadchodzących burzliwych przemian politycznych.


Narracja prowadzona jest z perspektywy żony i córek Nathana, co pozwala na wielowymiarowe spojrzenie na wydarzenia oraz ukazuje różnorodność doświadczeń i emocji każdej z kobiet. Ich relacje odsłaniają nie tylko zmagania z surowymi warunkami życia i kulturowymi różnicami, ale także wewnętrzne konflikty oraz ewolucję osobistych przekonań w obliczu nieprzewidzianych trudności.


Tłem dla rodzinnych perypetii są kluczowe wydarzenia historyczne: walka Konga o niepodległość, zamach stanu wspierany przez CIA oraz skomplikowane relacje międzynarodowe wpływające na losy młodego afrykańskiego państwa. Kingsolver z mistrzowską precyzją splata losy jednostek z wielką historią, ukazując, jak decyzje polityczne odciskają piętno na życiu zwykłych ludzi.


"Biblia jadowitego drzewa" to nie tylko opowieść o zderzeniu kultur i konsekwencjach kolonializmu, ale także głęboka refleksja nad moralnością, wiarą oraz ceną, jaką płaci się za fanatyzm i brak zrozumienia dla odmienności. Powieść skłania do zastanowienia się nad wpływem jednostki na otaczający świat oraz nad tym, jak przeszłość kształtuje naszą tożsamość.


Dla miłośników literatury pięknej oraz tych, którzy cenią wielowarstwowe narracje osadzone w historycznych realiach, "Biblia jadowitego drzewa" stanowi lekturę obowiązkową. Barbara Kingsolver stworzyła dzieło, które na długo pozostaje w pamięci, zmuszając do refleksji nad losem jednostki w obliczu nieubłaganych sił historii.

Albatros - dziękuję.

#bibliajadowitegodrzewa #barbarakingsolver #albatros #wydawnictwoalbatros #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #bookreview #instabooks #instabookspoland










niedziela, 5 stycznia 2025

Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz - Annie Jacobsen


Autor: Annie Jacobsen
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 25.09.2024
Liczba stron: 500


Końcowe odliczanie.

Tocząca się za naszą wschodnią granicą od niemal trzech lat wojna w naturalny sposób wzmaga obawy odnoszące się do możliwości rozpętania nuklearnej apokalipsy. Obawy te są szczególnie aktualne w obliczu regularnych gróźb rosyjskiego agresora... Jak taka apokalipsa mogłaby wyglądać w praktyce? Możemy się tego dowiedzieć dzięki pasjonującej książce Annie Jacobsen pt. "Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz" - chyba najbardziej przerażającej (ale i znakomitej!) książce 2024 roku, która nie zalicza się do literackiej kategorii "horror".


Czego potrzeba do rozpętania piekła? Wbrew pozorom bardzo niewiele. Wystarczy, że jakiś szaleniec - w książkowym przypadku północnokoreański - wyda rozkaz i wystartuje tym samym międzykontynentalny pocisk nuklearny Hwasong, kierując go w kierunku wybrzeży USA. Ludzkości nie pomoże nic: ani nowoczesne systemy wykrywania, ani rakiety przechwytujące. Padnie rozkaz uderzenia odwetowego. Amerykańskie rakiety skierowane w stronę Korei Północnej będą musiały przelecieć przez terytorium Rosji. Ktoś uzna, że to atak na Moskwę i wystrzeli własne rakiety... Reszta to kilkadziesiąt minut, po których nie zostanie nic poza burzą ognia, pożogą i śmiercią milionów. I niestety nie jest to scenariusz science-fiction, lecz bardzo realne domniemanie rzeczywistego przebiegu zdarzeń.

Wstrząsająca i pasjonująca książka Annie Jacobsen z narracją „minuta po minucie” prezentuje bardzo możliwy scenariusz przebiegu konfliktu jądrowego, który mimo że trwa zaledwie kilka godzin, niszczy całą cywilizację człowieka. Plany dotyczące powszechnej wojny nuklearnej to jedne z najtajniejszych dokumentów rządu Stanów Zjednoczonych. Książka ta zabiera czytelnika na granicę tego, co można legalnie poznać. Odtajnione dokumenty – skrywane przez dziesięciolecia – dopełniają obrazu z przerażającą jasnością.


Poza uderzeniem asteroidy jest tylko jeden scenariusz, który może położyć kres naszej cywilizacji w zaledwie kilka godzin: wojna nuklearna. Przyczyną jej wybuchu może okazać się głowica z ładunkiem jądrowym wystrzelona w kierunku Stanów Zjednoczonych.

Raz na jakiś czas pojawia się dziennikarz, który decyduje się zajrzeć w głąb nuklearnych struktur wojskowych: analizuje stosowane technologie, zabezpieczenia, plany oraz źródła ryzyka. Taki przegląd to klucz do zrozumienia sił, od których zależy przyszłość całej naszej planety: jedna wystrzelona głowica pociągnie za sobą stosowną odpowiedź, a choreografię końca świata ułożą brzemienne w skutki decyzje podjęte w zaledwie kilka sekund i bazujące wyłącznie na danych wywiadowczych.


Jacobsen stworzyła fantastyczny i przerażająco realny obraz sytuacji, w której kolejne następujące po sobie wydarzenia są niczym przewracające się kostki fatalistycznego domina, a jego zniszczenie wszyscy mogą - pomimo włożonego wysiłku - jedynie bezsilnie obserwować... Najgorsze w tej wizji jest to, że może ona okazać się realna (!). Oby nigdy do tego nie doszło!

Książka daje czytelnikowi bardzo mocno do myślenia. Z jednej strony przeraża nas scenariuszem, który jest straszliwie realny (oby nie!), a z drugiej uświadamia, że choć w teorii można go uniknąć, to jednak obecna światowa równowaga sił jest niesamowicie krucha i nawet rozsądek najważniejszych światowych przywódców może nie wystarczyć w obliczu ataku na obrane cele ze strony fundamentalistów, czy zdesperowanych fanatyków.


Finalistka Nagrody Pulitzera Annie Jacobsen w książce „Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz” opisuje tykanie śmiercionośnego zegara, opierając się na dziesiątkach wywiadów przeprowadzonych zarówno z ekspertami wojskowymi, jak i cywilami, którzy pracowali przy tworzeniu broni nuklearnej, zostali wtajemniczeni w plan reagowania oraz byli odpowiedzialni za kluczowe decyzje na wypadek niekorzystnego rozwoju wydarzeń.

„Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz” to wyjątkowa relacja z pierwszych minut po wystrzeleniu pocisku nuklearnego. To lektura obowiązkowa dla każdego, książka niepodobna do żadnej innej pod względem rzetelności researchu i głębi płynących z niego wniosków.

Bardzo interesująco prezentują się opisane przez Jacobsen techniczne szczegóły organizacji amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, a także radarowej - dobrze opisane, niezmiernie szczegółowe, a przez to wiarygodne. Technicznymi fragmentami książki jestem absolutnie zachwycony!


Jedyny szkopuł w tym wszystkim jest taki, że - jak okazuje się na podstawie wiarygodnego scenariusza Jacobsen - jeśli przyjdzie co do czego, to ludzkości nie ochroni nic. Żaden system ochrony przeciwrakietowej. Żadne rakiety przechwytujące (jeśli wierzyć autorce, to raczej broń o czysto eksperymentalnym charakterze, wadliwa, o skuteczności przechwytu na poziomie tylko kilkudziesięciu procent, istniejąca w liczbie kilkudziesięciu zaledwie rakiet). Po prostu nic. Wystarczy, że jakiś szaleniec naciśnie guzik, a ktoś inny pomyli się w interpretacji tego, dokąd zmierza wystrzelony pocisk (skutkiem czego naciśnie własne przyciski) i nuklearna apokalipsa gotowa.

Można mieć też wątpliwości, czy tak szczegółowe opisanie działania amerykańskich sił reagowania nuklearnego nie jest proszeniem się o tragedię. Wszak pod tym względem książka to wspaniały instruktaż dla każdego, kto chciałby ów system obrony ominąć, oszukać i pokonać (przy oczywistym założeniu, że ów ktoś dysponuje odpowiednimi środkami - ale jednak jest to instruktaż).

Poza garścią wątpliwości lektura jest fantastyczna. Ale i przerażająca w swej wymowie. To z jednej strony typowa literatura faktu spisana "ku przestrodze", ale także dowód niezwykłego zaangażowania autorki w proces zbierania materiału źródłowego. Wielkie brawa dla Jacobsen!

Dziękuję Wydawnictwu 
Insignis za egzemplarz recenzencki.

#wojnanuklearna #możliwyscenariusz #anniejacobsen #insignis 
#cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland











Na haju. Szokująca historia pewnej ćpunki - Tiffany Jenkins

Tytuł: Na haju. Szokująca historia pewnej ćpunki
Autor: Tiffany Jenkins
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Data wydania: 25.09.2024
Liczba stron: 384


W szponach uzależnienia.

Świadectwa osób dotkniętych jakimkolwiek rodzajem uzależnienia są zazwyczaj poruszające, jednak te zawarte w książce "Na haju" poruszają w sposób szczególny, pokazują bowiem skalę problemu z autentycznej, można powiedzieć pierwszoplanowej, perspektywy. Tiffany Jenkins proponuje nam lektur ważną, a także - na swój sposób - wstrząsającą.

Lektura to prawdziwa historia Tiffany Jenkins – szanowanej obywatelki i uzależnionej przestępczyni. Autorka tego amerykańskiego bestsellera, z urzekającą powagą i zaskakującym humorem, przedstawia, jak wygląda życie osoby uzależnionej od opioidów.


To opowieść o 120 dniach w więzieniu na Florydzie, o szantażach ze strony byłego chłopaka, o układach z handlarzem narkotyków. Wreszcie o niespodziewanej i inspirującej drodze do wyzdrowienia.

Jej osobista historia o uzależnieniu i desperackich decyzjach, które się za nimi kryją, to szczera opowieść o tym, jak narkotyki zniszczyły jej życie. To z jednej strony bezlitosna spowiedź. Z drugiej – intymna opowieść kobiety zmagającej się z chorobą, która w uniwersalny sposób pokazuje, że może to dotknąć każdego z nas.

Są takie książki, których chyba nie da się zapomnieć. "Na haju" jest taką lekturą bez cienia wątpliwości; pewnych rzeczy nie da się "odzobaczyć", a pewnych książek - "odczytać". Miejcie to na uwadze, a także zastanówcie się przed lekturą, czy aby na pewno macie mocne nerwy - będą Wam one potrzebne w trakcie czytania.


Wnioski płynące z lektury są porażające. Narkomania może dotknąć każdego i nie ma tutaj najmniejszego znaczenia ani płeć, ani status materialny czy społeczny osób dotkniętych tym problemem. Samo uzależnienie jest z kolei tak destrukcyjne, jak mało które - jest ono w stanie zniszczyć dosłownie wszystko.

Jaki z lektury może płynąć wniosek? Z całą pewnością taki, że każde uzależnienie - w tym przypadku od opioidów - trzeba leczyć. Jeśli nic się z nim nie zrobi, to zawładnie ono nami, naszym życiem, a przy okazji zniszczy życie naszych bliskich. Dla osoby chorej konieczne jest ich wsparcie, jednak bez chęci podjęcia leczenia przez chorego niewiele się może zmienić.

Kompania Mediowa - dzięki!

#nahaju #tiffanyjenkins #kompaniamediowa #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland










Dexter Procter. 10-letni doktor - Adam Kay

Autor: Adam Kay
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 13.11.2024
Liczba stron: 352


(Za) młody na ten fach?

Co  byście powiedzieli na niesamowicie śmieszną i absurdalnie ciekawą opowieść o dzieciaku, który stał się lekarzem? Nie, nie będzie to opinia o serialu z przełomu lat 80-tych i 90-tych ("Doogie Howser"), lecz słów kilka o najnowszej książce Adama Kay'a "Dexter Procter. 10-letni doktor".


Od najmłodszych lat było wiadomo, że Dexter Procter jest inny niż wszyscy. Dexter zaczął mówić już po czterech sekundach od swoich narodzin. W wieku trzech lat miał za sobą już 87 zdanych matur na poziomie rozszerzonym – od języka afrikaans aż po zoologię. Jak dziesięciolatek rozpoczął pracę na stanowisku pediatry w szpitalu Lilydale.

Mimo kochającej (choć czasem lekko irytującej) rodziny oraz dwojga dobrych przyjaciół (Rupi oraz Ottona) Dexter zawsze miał problem z wpasowaniem się w środowisko. Zmaga się też ze swoim śmiertelnym wrogiem (doktorem Drakiem) i dość poważnym incydentem w szkole (wszyscy nauczyciele cierpią na paskudny przypadek biegunki) – czy Dexterowi uda się zachować posadę, uratować szkołę i odnaleźć swoje miejsce? (Spoiler: tak!)


Oto rozśmieszająca do łez historia o najmłodszym lekarzu na świecie napisana przez znanego i lubianego Adama Kaya i ozdobiona niezwykłymi ilustracjami Henry’ego Pakera!

W trakcie lektury przypomina się człowiekowi baaardzo stary serial: "Doogie Howser, lekarz medycyny" :) Motyw młodego (aż do przesady!) lekarza to bardzo ciekawe rozwiązanie i motyw, który w fabule sprawdza się bardzo dobrze :)

Dziękuję 
Insignis za egzemplarz recenzencki.

#DexterProcter #10letnidoktor #adamkay #insignis #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland 










Megawystrzałowe wynalazki. Fascynujący i fenomenalnie figlarny przewodnik po wynalazkach, które zmieniły świat (albo i nie) - Adam Kay

Autor: Adam Kay
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 23.10.2024
Liczba stron: 432


Wynalazki takie, że booom!

Adam Kay to autor znany z ciętego humoru i licznych ripost oraz anegdot, które swą błyskotliwością wywołują liczne salwy śmiechu czytelnika (a przynajmniej jego - najczęściej szeroki! - uśmiech pod nosem). Nie inaczej jest w przypadku "Megawystrzałowe wynalazki" - kolejnej książki autora, tym razem o tematyce naukowej, która przybliży nam dokonania jednych z największych umysłów w historii.

Czy zastanawiasz się czasem, skąd wzięło się to wszystko, co widzisz wokół siebie? Nie, nie ze sklepu. Chodzi bardziej o to, kto wpadł na ten genialny pomysł, żeby stworzyć gry wideo albo komu zaświtała w głowie ta wkurzająca myśl, żeby zbudować szkołę?


Z najnowszej, przezabawnej książki autorstwa bijącego wszelkie rekordy sprzedaży oraz niezwykle przystojnego pisarza Adama Kaya, zilustrowanej przez wybitnego rysownika Henry’ego Parkera, dowiesz się o wszystkich wynalazkach ludzkości: od głupkowatych, przez te ohydne, aż do tych niebezpiecznych.

Jak zwykle Adam w swoim niepodrabialnym stylu zachwyca mnóstwem ciekawostek, na przykład…
…o królowej, która załatwiła się do pierwszej na świecie toalety,
…o rzepach, które zostały wynalezione… przez psa,
…o Grekach, którzy podcierali się talerzami (dlaczego to robili?!).


Jako były lekarz Adam Kay jest jak najbardziej wiarygodny we wszystkim, o czym pisze. Lektura kolejnych stron, poza tym że bawi, to jest także przesiąknięta sarkazmem i typowo brytyjskim humorem. Tę książkę napisano przede wszystkim po to, żeby się pośmiać :) Powodów do śmiechu znajdziemy tu co niemiara. Adam Kay jest jak zwykle błyskotliwy, prześmiewczy, sarkastyczny i nieco cyniczny. Co najmniej kilka wybuchów śmiechu po lekturze zawartych w książce historyjek macie zatem gwarantowane ;)

Dziękuję 
Insignis za egzemplarz recenzencki.

#megawystrzałowewynalazki #adamkay #insignis #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland 










niedziela, 6 października 2024

Wszy. Rodzinne przeprowadzki z głowy na głowę. Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć - Mathilde Dellatre-Josse

Autor: Mathilde Dellatre-Josse
Data wydania: 11.09.2024
Liczba stron: 44


Niechciani goście.

Czy mieliście kiedyś do czynienia z wszami? Jeśli tak, to na pewno wiecie jak bardzo są one uciążliwe i jak wiele trzeba zachodu, aby się ich pozbyć. Dzięki książce pt. "Wszy. Rodzinne przeprowadzki z głowy na głowę" dowiemy się całkiem sporo na temat tych owadów.

Rodzina Piotrusia Weszołka wiecznie się przeprowadza. Czego się boją? Przed czym uciekają? Dlaczego co rusz przenoszą się na kolejną głowę? I dlaczego swędzi ta, na której akurat mieszka ta baaardzo liczna rodzina? Jeśli chcecie przechytrzyć rodzinę Weszołków i skutecznie pozbyć się tych kłopotliwych lokatorów, koniecznie przeczytajcie książkę Wszy. Rodzinne przeprowadzki z głowy na głowę. Poznacie te owady i zrozumiecie, dlaczego sprawiają tyle problemów. Czy można ich uniknąć? Czy ich obecność świadczy o braku higieny? Czy wszy mogą być groźne?


Ta dowcipna książka w nowoczesny, mądry i pozytywny sposób pokazuje, jak mówić o wszawicy. Komiksową historyjkę o perypetiach rodziny pasożytów dopełnia część edukacyjna, zawierająca sporo ciekawostek. To użyteczny przewodnik informujący o tym, co zrobić, gdy problem dotyczy dziecka i/lub dorosłego. „Wszy. Przeprowadzki z głowy na głowę” mogą posłużyć jako pomoc dydaktyczna do rozmowy z dziećmi o wszach. Książka obala wiele mitów, które wciąż pokutują i są bardzo krzywdzące.

Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć! to seria książek popularyzujących naukę przeznaczona dla starszych przedszkolaków oraz uczniów szkół podstawowych. Dzięki bogatym, kolorowym ilustracjom i ciekawej formie książki wpisują się w zdobywający popularność nurt edutainment (od angielskiego education - nauka oraz entertainment - rozrywka), którego celem jest edukacja poprzez rozrywkę. Poruszana tematyka oraz przystępna forma przekazywania treści sprawiają, że są to doskonałe książki na nagrody szkolne (w konkursach lub na zakończenie roku).


Książki doskonale wpisują się w popularny nurt współczesnej edukacji – edutainment (od słów education – edukacja i entertainment – rozrywka), z którego czerpiemy, rozbudowując Akademia Mądrego Dziecka o pozycje dla starszych dzieci. Zaspokajamy ciekawość w sposób, który gwarantuje dobrą zabawę – a zdobywanie wiedzy jest jej częścią.

Autorzy kierują książkę do dzieci powyżej ósmego roku życia ze względu tematykę oraz realistyczne i sugestywne zilustrowanie omawianych zagadnień. Książka jest kolejną pozycją w serii „Chcę wiedzieć” Akademii Mądrego Dziecka, skierowanej do młodych czytelników, pragnących zaspokoić swoją ciekawość w różnych dziedzinach nauki w niecodzienny i intrygujący sposób.

Więcej tutaj:
https://harpercollins.pl/pl/products/wszy-rodzinne-przeprowadzki-z-glowy-na-glowe-akademia-madrego-dziecka-chce-wiedziec-3336.html

HarperKids / HarperCollins Polska - dzięki!

#wszy #rodzinneprzeprowadzkizgłowynagłowę #akademiamądregodziecka #chcęwiedzieć #harpercollinspolska #harperkids #dladzieci #cosnapolce #forkids #booksforkids












Jak różnie mieszkamy. Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć - Valerie Wilding, Åsa Gilland

Seria: Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć
Autor: Valerie Wilding, Åsa Gilland
Data wydania: 11.09.2024
Liczba stron: 48


Jak mieszkają inni?

Czy jesteście ciekawi, jak mieszkają dzieci (i nie tylko) pod różnymi szerokościami geograficznymi? Może to wyglądać naprawdę różnie! O tym, jak bardzo różnie przekonamy się dzięki najnowszej propozycji z serii Akademia Mądrego Dziecka pt. "Jak różnie mieszkamy".


W książce Jak różnie mieszkamy zaglądamy do najróżniejszych domów, mieszkań, apartamentów, chat, baraków, gospodarstw, jurt i łodzi. Dwadzieścioro dzieci z różnych kontynentów oprowadza nas po swoich domach. Jedne mają wiele pokoi, a nawet pięter, inne to skromne chatki. stojące wysoko w górach lub pod ziemią, w buszu i przy brzegu. Każdy z domów jest wyjątkowy tak jak jego mieszkańcy. Dzięki temu, że się różnimy, świat jest taki ciekawy!

Akademia Mądrego Dziecka. Chcę wiedzieć! to seria książek popularyzujących naukę przeznaczona dla starszych przedszkolaków oraz uczniów szkół podstawowych. Dzięki bogatym, kolorowym ilustracjom i ciekawej formie książki wpisują się w zdobywający popularność nurt edutainment (od angielskiego education - nauka oraz entertainment - rozrywka), którego celem jest edukacja poprzez rozrywkę. Poruszana tematyka oraz przystępna forma przekazywania treści sprawiają, że są to doskonałe książki na nagrody szkolne (w konkursach lub na zakończenie roku).


Książki doskonale wpisują się w popularny nurt współczesnej edukacji – edutainment (od słów education – edukacja i entertainment – rozrywka), z którego czerpiemy, rozbudowując Akademia Mądrego Dziecka o pozycje dla starszych dzieci. Zaspokajamy ciekawość w sposób, który gwarantuje dobrą zabawę – a zdobywanie wiedzy jest jej częścią.

Autorzy kierują książkę do dzieci powyżej ósmego roku życia ze względu tematykę oraz realistyczne i sugestywne zilustrowanie omawianych zagadnień. Książka jest kolejną pozycją w serii „Chcę wiedzieć” Akademii Mądrego Dziecka, skierowanej do młodych czytelników, pragnących zaspokoić swoją ciekawość w różnych dziedzinach nauki w niecodzienny i intrygujący sposób.

Więcej tutaj:
https://harpercollins.pl/pl/products/jak-roznie-mieszkamy-akademia-madrego-dziecka-chce-wiedziec-3341.html

HarperKids / HarperCollins Polska - dzięki!

#jakróżniemieszkamy #valeriewilding #asagilland #akademiamądregodziecka #chcęwiedzieć #harpercollinspolska #harperkids #dladzieci #cosnapolce #forkids #booksforkids












piątek, 27 września 2024

Obżartuchy i opilce - Jacek Komuda

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 30.08.2024
Liczba stron: 470


Na stole Sarmaty.

Pierwsza myśl po przeczytaniu "Obżartuchów i opilcówJacka Komudy (czyli najnowszej książkowej propozycji autorstwa tego znakomitego popularyzatora naszej szlacheckiej - i nie tylko - historii) jest niezmiernie klarowna: sarmacka kuchnia bogactwem smaków stoi! Jako żywo! Lecz czytelnicze dogadzanie naszym podniebieniom i kubkom smakowym to zdecydowanie nie wszystko, co książka ma do zaoferowania. Lektura jest fantastycznym przewodnikiem nie tylko po stołach i garach, ale także po kulturze, rzeczywistości oraz po historii dawnych, szlacheckich czasów.


Wyobraźcie sobie tylko: mamy wesoły XVI lub XVII-wieczny poranek... Co na śniadanie preferujesz, Waszmość? Może pożywną polewkę (z procentami)? Żeby mieć siłę w kościach na objazd swych włości? A może dla Ciebie będzie jednak (tylko) łyk prostej gorzałki i kawałek chleba, jeśliś jednak z gminu? Mięsiwa ci u nas tak czy inaczej dostatek, na dalszy posiłek wystarczy - ot, z guldynki cietrzewie lub głuszce ustrzelim, będą kapłony jak się patrzy! Są pożywne, będzie obficie, z pewnością Waszmości wystarczą (co najwyżej trzysta lat później, już po przetrzebieniu, obejmiemy gatunki ścisłą ochroną na terenie kraju). Najwyżej na niedźwiedzia pójdziemy, toż jego łapy to przysmak! Mięso musi być - wszak, mój Waszmość, leguminy (czyli warzywa) to dopiero melodia przyszłości; zwyczaje królowej Bony nie wszystkim są w smak, a pierwsze ziemniaki przywiezie do nas dopiero (prawdopodobnie on, bo wersji pierwszego źródła i procesu introdukcji tego warzywa w Polsce jest co najmniej kilka) nasz dobry król Jan III. Nie martw się więc, Waszmość - siadaj do stołu, jedz mięsiwo do syta i pij na zdrowie!

W telegraficznym skrócie tak właśnie można szlachecką - w tym przypadku stołową - rzeczywistość podsumować, lecz książka Jacka Komudy to coś o wiele więcej, niż tylko przekrój przez kucharskie zwyczaje I RP. To fantastyczna podróż w czasie i przestrzeni do okresu, w którym, co tu dużo mówić, byliśmy potęgą (w XVII wieku chylącą się co prawda stopniowo ku upadkowi, lecz w wieku XVI - czyli w naszym "złotym wieku" - potęgą pełną gębą). Lecz czy ta potęga znajdowała odzwierciedlenie także na szlacheckich stołach?


Patrząc na bogactwo i na obfitość posiłków (głównie mięsnych i to, jak można odnieść wrażenie, nie byle jakich) - tak, jak najbardziej. Trzeba jednak brać poprawkę na omawiany okres historyczny, a w nim próżno szukać choćby wzmianek o zdrowym żywieniu. Stąd ociekające sosami anty-wegetariańskie menu, które... brzmi niesamowicie wręcz smacznie!

Co myślisz, gdy słyszysz „kuchnia staropolska”? Wiadomo, karczma „U Sarmaty” na wakacjach w Borach Tucholskich. Bigos. Placek po zbójnicku. I te kluski, które babcia robiła w niedzielę. Tyle tylko, że to wszystko nie ma nic wspólnego z tym, jak jadali nasi przodkowie. A to, jak jadali, odzwierciedlało też to, jak żyli. Wyrusz z Jackiem Komudą w fascynującą podróż. Kulinarną, geograficzną, historyczną. Posłuchaj o tym, jak wyglądało życie, poczuj, co płynęło w żyłach naszych przodków. Bo półmiski i garnki to tylko pretekst. To będzie podróż przez żołądek do...wiedzy!


Wspomniana wiedza to z kolei nie tylko kuchenne informacje, lecz także twarda, historyczna edukacja w zakresie autentycznych ciekawostek, których Jacek Komuda nam nie poskąpił. Co za tym idzie, obok fantastycznych przepisów kucharskich (wielka szkoda, że w pewnych przypadkach nie do odtworzenia) poznamy m.in. dzieje nieznanych epizodów wojen polsko-szwedzkich, wojen inflanckich, a także genezę takich terminów jak "szwedzki stół" oraz wspaniałe, przekrojowe spojrzenie na zmiany polskiej kuchni na przestrzeni minionych wieków.

Skoro przy tych zmianach na przestrzeni czasu jesteśmy - czy zdajecie sobie sprawę, że np. klasyczny schabowy to rzecz na stołach I Rzeczpospolitej kompletnie nieznana? Można złapać się za głowę, prawda? A jednak! Podobnie zaskakująco sprawy wyglądają w materii tego, jak wielkie ilościowo było spożycie alkoholu w czasach szlacheckich - ale tutaj także czai się niespodzianka, albowiem takie choćby piwo cztery wieki temu liczyło sobie (tylko!) nieco ponad dwa promile alkoholu, a nie (jak dziś) w okolicach pięciu - siedmiu. Różnica, trzeba to przyznać, jest zasadnicza! Niemniej jednak sposoby na kaca z książki Pana Jacka (bo i takie tematy tu znajdziemy) pozostają aktualne także w bieżącej, XXI-wiecznej rzeczywistości.


Nasza kulinarno-historyczno-geograficzna podróż zaczyna się w Prusach Królewskich i Książęcych, trwa w najlepsze podczas omawiania dań (a także historii i geografii) Prowincji Wielkopolskiej i Małopolskiej, a kończy się na Litwie. Warto w tym miejscu podkreślić, iż takie ujęcie tematu jest celowe, ma kontekst wybitnie historyczne i nie ma zbyt wiele wspólnego z dzisiejszą geopolityką, odpowiada bowiem terytorialnemu podziałowi nie obecnej Polski, lecz I RP. Idąc tym tropem: przez Prusy Królewskie i Książęce należy rozumieć (z grubsza) obszar dzisiejszego Pomorza Gdańskiego, Kujaw i Mazur; Prowincja Wielkopolska to (z pewnymi korektami) generalnie zachodnie tereny I RP; Prowincja Małopolska to nie tylko dzisiejsze województwo małopolskie, lecz także wszystko, co na wschód od niego, w tym - dziś ukraińskie - rozległe aż po Dniepr Kresy I RP, wcielone do Korony na mocy Unii Lubelskiej z 1569 roku; przez Prowincję Litewską rozumieć należy z kolei tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego, tj. nie tylko dzisiejszą Litwę, lecz także tereny współczesnej Białorusi.

"Obżartuchy i opilceto realistyczna, barwna i niezwykle plastyczna próba przybliżenia nam czasów, w których zbrojny zajazd był prawem, a szlachecka hassa zjeżdżała do domów na obfite posiłki, których w większości próżno już szukać na dzisiejszych stołach. I to zarówno patrząc pod kątem charakteru stawianych przed szlacheckim nosem potraw (na pozostające dziś pod ochroną głuszce i cietrzewie raczej mało kto odważny zapoluje), jak również w kwestii oprawy posiłków, a także jakości i kultury towarzyszącego im spożycia - nie tylko potraw rzecz jasna! Jacek Komuda w pełnej pasji kulinarnej opowieści zabiera nas w podróż do dawno minionych, często słusznie darzonych sentymentem czasów - i za to należy być Mu niewątpliwie wdzięcznym! Trudno wszak zaprzeczyć, że żołądek i podniebienie często w trakcie lektury płaczą wręcz za tym, co już nie może stać się ich rozkoszą.


Książka wciągnęła mnie bez reszty. Przede wszystkim dlatego, że jako pasjonat historii mam swoje ulubione okresy historyczne, a jednym z nich jest czas istnienia I Rzeczpospolitej. "Obżartuchy i opilce" to fantastyczna podróż do szlacheckich czasów, które - co najlepiej widać po omawianej lekturze - obfitują w tyle barwnych i działających na wyobraźnię opowieści, że jest to w zasadzie ich niewyczerpane źródło. Jacek Komuda, jako propagator historii, wykonał w tej książce mnóstwo ogromnej i wartościowej pracy, której zbrodnią byłoby nie docenić. Wielkie brawa Panie Jacku!

Fabryko – dziękuję!

#ObżartuchyiOpilce #JacekKomuda #FabrykaSłów #historia #rzeczpospolitaszlachecka #szlachta#cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #czytamfantastyke #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












Gwiezdny posłaniec. Nasza cywilizacja z perspektywy kosmicznej - Neil deGrasse Tyson

Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 05.06.2024
Liczba stron: 408


Kosmiczna perspektywa.

Znakomity i dobrze znany popularyzator nauki i wiedzy o wszechświecie, Neil deGrasse Tyson, powrócił do nas jakiś czas temu z nową książkową propozycją. "Gwiezdny posłaniec" - bo o nim mowa - to potężna dawka popularnonaukowej wiedzy, za pomocą której autor proponuje nam nowe spojrzenie na całokształt ludzkiej cywilizacji. Oczywiście z kosmicznej perspektywy.


Spoglądając na naszą cywilizację z kosmicznego dystansu, Neil deGrasse Tyson rzuca nowe światło na najważniejsze linie podziału współczesnego społeczeństwa. Pisze o wojnie, polityce, religii, prawdzie, pięknie, płci i rasie w sposób, który zachęca nas do głębszego poczucia jedności. W czasach, gdy poglądy polityczne i postawy kulturowe ulegają wyjątkowej polaryzacji, Tyson przychodzi z bardzo potrzebnym antidotum na społeczne rozłamy, odwołując się z pasją do dwóch źródeł oświecenia: perspektywy kosmicznej i racjonalności nauki.


Przyjęcie takiego punktu widzenia – jak pokazuje niejedna historia – może wywołać nasz wewnętrzny reset i ponowną kalibrację życiowych priorytetów. Perspektywa kosmiczna sprawia bowiem, że społeczeństwo, cywilizacja i jej zdobycze kulturowe zyskują zupełnie inny wymiar. W „Gwiezdnym posłańcu” Tyson pokazuje, jak bardzo ludzka jest nauka: jak jej metody, narzędzia i odkrycia – w rzeczywistości bardzo dalekie od swojego zimnego, wyzbytego uczuć stereotypu – ukształtowały współczesną cywilizację i stworzyły krajobraz, w którym żyjemy, pracujemy i bawimy się. To dzięki nauce i racjonalnemu myśleniu nasz światopogląd może stać się głębszy i bardziej świadomy, pozbawiony bezpodstawnych uprzedzeń i nieuzasadnionych emocji.


Neil deGrasse Tyson odnosi sukces (nie tylko literacki) chyba przede wszystkim dlatego, że potrafi opowiadać. Jest w stanie zająć uwagę czytelnika, nie przynudza, sypie anegdotami i ma niesamowity talent do łopatologicznego wyjaśniania spraw z pozoru bardzo skomplikowanych z naukowego punktu widzenia. Do tego zwalnia narracyjnie kiedy trzeba, daje chwilę oddechu od naukowych treści jeśli jest ich zbyt wiele, wraca do najbardziej zawiłych kwestii przy wielu okazjach starając się jak najlepiej je wytłumaczyć. Nic dodać, nic ująć - narracyjnie, fabularnie i merytorycznie książka odmierzona została w idealnych proporcjach.


Autor tym razem nie patrzy wraz z nami tylko i wyłącznie w gwiazdy. Równie często opuszcza on wzrok i również nam proponuje, aby uważnie rozejrzeć się po własnym otoczeniu. To pouczające doświadczenie. Z całą pewnością wzbogacające naszą wiedzę i mogące skłonić nas do własnych przemyśleń. Śmiało można więc powiedzieć, że lektura niniejszej książki może przynieść tylko i wyłącznie pozytywne skutki :)

Dziękuję Wydawnictwu 
Insignis za egzemplarz recenzencki.

#gwiezdnyposłaniec #degrassetyson #insignis #kosmos #wszechswiat #nauka #popularnonaukowe 
#cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












niedziela, 26 maja 2024

Tego nie kupisz za pieniądze. 8 nawyków, które wzbogacą twoje życie - Robin Sharma


Data wydania: 10.04.2024
Liczba stron: 422


Dolegliwe Poczucie Niezasługiwania.

Co się tak naprawdę liczy w życiu? Sukces? Współczesny świat zdaje się nam mówić, że właśnie on - i tylko on - się liczy. A jednak powstaje pytanie: czy ten, kto osiągnął sukces jest rzeczywiście kimś lepszym od tego, któremu nie było dotąd dane zasmakować władzy, sławy i bogactwa? Jeśli z kolei nie liczy się sukces i jego efekty, to... co się liczy? Świetne pytanie. Spróbuje nam na nie odpowiedzieć Robin Sharma - uczyni to na łamach swej najnowszej książki pt. "Tego nie kupisz za pieniądze. 8 nawyków, które wzbogacą twoje życie".


Punktem wyjścia dla rozważań autora (co sam podkreślił) było obserwowane przez Sharmę zjawisko Dolegliwego Poczucia Niezasługiwania. Autor definiuje je jako stan, w którym ktoś, kto nie osiągnął dotąd sukcesu czuje się kimś gorszym, mniej ważnym, a w konsekwencji niezasługującym na jakiekolwiek dobre rzeczy. Do wspomnianego stanu doprowadza ludzi według Sharmy współczesna kultura konsumpcjonizmu, w której jedyną wartością jest odniesienie sukcesu. 


Błąd. Prawdziwe bogactwo to wszak znacznie więcej niż gotówka w banku, drogie samochody w garażu i luksusowe wakacje w dalekich krajach. Zbyt wielu materialnie bogatych ludzi jest zaskakująco biednych, jeśli chodzi o rzeczy, które naprawdę mają znaczenie.


W najnowszej książce Robina Sharmy „Tego nie kupisz za pieniądze”, w krótkich esejach, poznajemy ścieżkę i życiową filozofię jednego z najważniejszych współczesnych ekspertów w dziedzinie rozwoju osobistego. Te krótkie opowieści z życia Sharmy są formą lekcji, z których możemy wyciągnąć prostą mądrość – prawdziwym bogactwem nie są pieniądze.


Bogactwem według Sharmy jest umiejętność doskonalenia samego siebie, spoglądanie na świat z serdecznością i wyrozumiałością, budowanie bliskich relacji i otaczanie się przyjaciółmi. Czerpanie energii z doświadczania życia i poznawania ludzi oraz podejmowanie prób zmieniania świata na lepsze. To pomaganie innym, praktykowanie wdzięczności i uważności, kolekcjonowanie przeżyć, a nie przedmiotów.


Krótko mówiąc: według autora dużo ważniejsze od wartości doczesnych są wartości duchowe, których - jak sam tytuł książki wskazuje - nie kupimy za pieniądze. Przytoczona prawda jest poniekąd oczywista, a jednak czasem o niej zapominamy, a dzieje się tak za sprawą tego, co zaczynamy jako ludzkość powszechnie przewartościowywać w hierarchii potrzeb i skali osobistego spełnienia. Zakrawa to na pewne kuriozum, lecz tak właśnie jest...


Sharma zdziera maskę tej obłudy i przywraca właściwe rozumienie spraw i ludzkich potrzeb. Niesamowicie przykry jest fakt, że czasem trzeba napisać książkę o rzeczach oczywistych. Niemniej jednak żyjemy w czasach, w których tytuły takie jak najnowsza książka Robina Sharmy są coraz bardziej potrzebne.

Kompania Mediowa - dzięki!

#tegoniekupiszzapieniądze #8nawykówktórewzbogacątwojeżycie #robinsharma #kompaniamediowa #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland