piątek, 17 listopada 2023

Córka Kości - Andrea Stewart

Tytuł: Córka Kości
Cykl: Tonące Cesarstwo (tom 1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 08.11.2023
Liczba stron: 496


Kości ludzkich losów.

Na moim blogu nadszedł czas na recenzję "Córki Kości" Andrei Stewart. W normalnych okolicznościach, goniony codziennymi sprawami, pewnie napisałbym ten tekst za (plus-minus) najwcześniej klika dni. Ale tego nie zrobię, napiszę go świeżo po lekturze. Bo jestem zachwycony i wstrząśnięty zarazem. Ta książka to NIE JEST jeszcze jedna - jakich wiele - opowieść z vibe'm Dalekiego Wschodu. To coś o wiele więcej: porywająca zagadka, porażająca wizja magii i pełna fantastycznych bohaterów (fretkowydrokotek!) opowieść o tym, co zrobić by świat był lepszy i jak to zrobić pozostając przy tym sobą (a także w zgodzie ze sobą). "Córka Kości" to jedna z najbardziej domagających się kontynuacji, a jednocześnie najbardziej fascynujących lektur tegorocznej jesieni!


Tak wiele tu wątków, tak wiele różnych kulturalnych i historycznych motywów oraz nawiązań do rzeczywistości (a także, tak swoją drogą, do innych literackich fikcji)! Trudno to w kilku słowach posklejać w jedną całość, ale spróbujmy. Warto zacząć od kontekstu, a tym jest niewątpliwie nawiązanie (częste w ostatnim czasie u fabrycznych autorów) do Dalekiego Wschodu - istniejące w powieści Cesarstwo Feniksa przypomina mi hybrydę Chin i Japonii; skojarzenia z Chinami mam z uwagi na podobieństwa rządzącej w książce dynastii Sukai do historycznego stylu prowadzenia rządów w Państwie Środka, a z Japonią przez wzgląd na to, że Cesarstwo Feniksa położone jest na wyspach (bardzo specyficznych tak na marginesie, bo jeśli dobrze zrozumiałem koncept autorki, to wszystkie one po prostu sobie pływają po Bezkresnym Morzu i bynajmniej nie tkwią w miejscu jak przystało na porządne, grzeczne wyspy).


Cesarstwo Feniksa istnieje według oficjalnej wersji po to, by chronić ludność przed dawnym wrogiem, którym są Alanga. Sukai pokonali kiedyś zarówno ich, jak również ich magię, a obecnie uzasadniają konieczność istnienia cesarstwa możliwością przebudzenia się złowrogich sił. Narazie niewiele dostaliśmy na temat Alanga konkretów poza tym, że ich dawne artefakty na naszych oczach rzeczywiście się budzą (posągi, rzeźby i postacie na malowidłach otwierają zamknięte dotąd oczy i takie tam). Na ten wątek przyjdzie jeszcze pora, póki co jednak ważne jest to, że dynastia Sukai obiecuje obronić ludność na wypadek powrotu dawnego wroga. A JAK Sukai zamierzają to zrobić? Otóż za pomocą magii kości, która działa w ten sposób, że każdemu ośmioletniemu obywatelowi cesarstwa przeprowadza się małą trepanację czaszki, wydłubując dłutem fragment kości zza prawego ucha, a każdy taki odłamek ma zostać po nasączeniu go magią zużyty (tj, może on, lecz wcale nie musi być (z)użyty; wszystko zależy od tego, czy cesarz go akurat potrzebuje - jeśli nie, to leży on sobie w zamkniętej szufladzie jako znakomite narzędzie zastraszania i utrzymywania ludności w posłuchu) jako materiał napędzający magiczne konstrukty służące m.in. do walki...


"Wyobraź sobie, że jesteś kilkuletnim dzieckiem, stoisz w tłumie innych kilkuletnich dzieci i czekasz na swoją kolej. Naokoło trwa wielkie święto. Święto, w czasie którego spełnisz swój obowiązek wobec Cesarza. Podejdzie do ciebie żołnierz i dłutem wybije odłamek kości z twojej czaski. Tak, poczujesz to, poczujesz to bardzo dobrze. Będzie bolało. Ale nie to jest najgorsze, chociaż jeszcze o tym nie wiesz. Odłamek twojej kości zostanie kiedyś wykorzystany do ożywienia magicznego konstruktu, który będzie potrzebny Cesarzowi. Będzie mu służył wiernie i bez wytchnienia. A ty zaczniesz umierać. Ale ty jesteś tylko malutkim, zupełnie nie istotnym trybikiem w wielkiej machnie Imperium. Cesarz nie ma pojęcia o twoim istnieniu, a o twojej śmierci dowie się dopiero, gdy jego konstrukt przestanie działać. Gdy zepsujesz jego magiczną zabawkę."


Czy tylko mi kojarzy się to z czymś na kształt trybutu z "Igrzysk Śmierci" Suzanne Collins? Różnica jest taka, że u Collins podbite dystrykty płaciły trybut z zabijających się ku chwale Panem ludzi, a u Stewart wydłubuje się tym ludziom fragment kości z czaszki, który albo posłuży do napędzania magią jakiegoś konstruktu (wysysając jednocześnie siły życiowe właściciela danego fragmentu kości i prowadząc do jego nieuchronnej, przyspieszonej śmierci), albo i nie. O wszystkim decyduje cesarz... W teorii dobry obrońca wszystkich swych poddanych, a w praktyce zamknięty w sobie, zraniony dawną stratą i chorobliwie nieufny wobec wszystkich i wszystkiego psychol bawiący się w doktora Frankensteina (bo inaczej tworzenia koszmarnych, zwierzęco-ludzkich, napędzanych magią ludzkich kości hybryd nazwać nie można).


Jak to często bywa (o czym uczy nas historia), Cesarstwo Feniksa pod pozorem ochrony swej ludności stworzyło coś na kształt systemu totalitarno-autorytarnego, gdzie całą władzę ma w rękach jednostka, a to w oczywisty sposób prowadzi do społecznych nierówności, niesprawiedliwości oraz do buntu. W powieści Stewart bunt podnoszą tzw. Bezkostni: sprzeciwiająca się instytucji cesarstwa organizacja dążąca do obalenia aktualnej władzy. Poznamy tych buntowników w książce nieco bliżej - podobnie jak głównych bohaterów (do których, wybaczcie, dochodzę dopiero teraz): córkę cesarza Lin oraz pozornie nieistotnego w tej historii przemytnika Jovisa (tylko pozornie nieistotnego :) ).


Cesarska córka wychowywana jest na dziedziczkę ojcowskiej schedy, czyli nieograniczonej niczym władzy i armii magicznych konstruktów, kontrolujących każdy obszar codzienności (od konstruktów z pałacowej służby począwszy, przez konstrukty zaopatrzeniowe i szpiegowskie, na wojennych kończąc). Ojciec-cesarz nie wychowuje jednak swej córki tak, jak zwykło się to robić. Poddaje ją raczej serii niekończących się testów, a zamiast miłością obdarza ją nieufnością i presją tego, by podołała jego oczekiwaniom. Normalny ojciec daje dziecku swój czas, uwagę, miłość, zabawki i radość, natomiast jedynym co daje Lin jej ojciec są, jeśli sprosta ona jego oczekiwaniom, klucze do kolejnych cesarskich komnat (mieszczących tajemnicę magii kości), albo pełne rozczarowania spojrzenia i kary. No tak, psychol - o tym już Was uświadomiłem... Lin niewiele może jednak poradzić na to, kim i czym jest jej ojciec. Bardziej interesuje ją to, by zasłużyć wreszcie na jego miłość oraz by... odzyskać pamięć. Bo, widzicie, dziwna sprawa: dziewczyna jest już w zasadzie prawie dorosła, a pamięta jedynie okres do pięciu lat wstecz. Dlaczego? Gdzie jest reszta jej wspomnień? Przecież pamięć ograniczoną do zaledwie pięciu lat mogą w sobie nosić co najwyżej sztucznie ożywione konstrukty, a nie cesarska córka...


Drugi interesujący nas (i to niezmiernie!) bohater to Jovis: prosty przemytnik, pragnący nie tylko przetrwać w szarej strefie za wszelką cenę, ale i odnaleźć dawną ukochaną, którą kilka lat temu uprowadziła ciemna łódź o niebieskich żaglach. Jovis podąża jej śladem, ciągle bowiem widuje się ją na różnych wyspach, a w ślad za nią tracą się kolejni ludzie (czyżby łódź uprowadzała ich na potrzeby makabrycznych cesarskich eksperymentów?). Podczas kolejnej z wielu pogoni za tajemniczą łodzią Jovis jest świadkiem zagłady wyspy Jelenia Głowa, która po prostu zapada się do morza (czyżby magia Alanga zaczęła się budzić?...). W czasie ewakuacji chłopak wyławia z morza dziwne stworzenie; ani nie jest to do końca kot, ani fretka, ani wydra (być może, jak napisała ostatnio na Instagramie Ula z Fabryki Słów, mamy do czynienia z jakimś "fretkowydrokotkiem" :) ), a jednak zmoknięty futrzak ma w sobie cechy każdego z tych stworzeń. Co więcej, chyba drzemie w nim jakaś magia - Mephi (skrót od Mephisolou) nie tylko jest uroczy, ale potrafi także nieźle dmuchać w żagle (zastępując bardzo skutecznie służący do napędu statków, szalenie drogi bystrokamień) i... mówi! Niby tylko proste słowa, lecz jego zasób słownictwa powiększa się w miarę tego, jak rośnie, a wraz z tym u Jovisa także pojawiają się ciekawe umiejętności. Nie każdy wszak potrafi wywołać mikro-trzęsienie ziemi lub przywołać na swe usługi zebraną wokół wodę lub posiąść siłę kilku ludzi. Trudno nie łączyć tych umiejętności z pojawieniem się małego - ale coraz większego - futrzaka. Z Mephi'm ewidentnie jest coś nie tak... I to w zdecydowanie magiczny sposób!|


Na tle poczynań Lin i Jovisa widzimy w kolejnych rozdziałach jak zgniła tkanka cesarstwa zaczyna się powoli rozpadać. Starzejący się, schorowany cesarz-psychol coraz mniej panuje nad sytuacją, Bezkostni szerzą bunt zdobywając przyczółki na nowych wyspach, jedna z tych wysp zapada się do morza, a stare artefakty Alanga budzą się do życia. Jovis i Mephi płyną na cesarską wyspę, a tam ich drogi skrzyżują się z Lin... Być może poznamy dzięki temu odpowiedzi na kilka pytań, jednak to nastąpi już w kolejnym tomie, na który CHOLERNIE nie chce mi się zbyt długo czekać! :)


Ta historia po prostu mnie porwała. Nie wiem, czy dla Andrei Stewart porównanie "Córki Kości" do połączenia świetnego fantasy z motywami tradycji Chin, Japonii i z vibe'm "Igrzysk Śmierci" (które - tak swoja drogą - cenię, lecz wkurza mnie zmarnowanie przez Collins potencjału jej własnej koncepcji; o czym możecie na moim blogu poczytać w innych miejscach, polecam lupkę na górze strony po lewej :) ) byłoby komplementem, ale tak tę historię postrzegam. I w moich oczach jest to spory komplement, nie tylko za sprawą tych porównań, bo absolutnie nie spodziewałem się, że opowieść o wydłubywanych z ludzkich czaszek kościach tak na mnie zadziała. I że tak mną wstrząśnie! Tak, Stewart to właśnie ze mną zrobiła: na początek mnie zaciekawiła, potem walnęła mnie w głowę, porządnie mną wstrząsnęła, a na koniec tak po prostu zostawiła w oczekiwaniu na to, co stanie się dalej z cesarską córką, sprytnym przemytnikiem i z magicznym fretkowydrokotkiem.


"Córka Kości" ma coś, co ją zdecydowanie na tle innych książkowych premier wyróżnia: GŁĘBIĘ. I nie jest to tylko głębia pomysłu na kolejny fantastyczny świat i na sposób jego przedstawienia, lecz jest to głębia całościowej koncepcji autorki, dzięki której czytelnik czuje się rozerwany między tym, czy kibicować niekochanej córce, pozbawionemu ukochanej przemytnikowi, niewinnie uroczemu, magicznemu stworzeniu, czy walczącemu o kres cesarskiej tyranii ruchowi oporu; do wyboru, do koloru! Można jednak zrobić coś jeszcze lepszego i kibicować wszystkim tym wątkom naraz. Dzięki temu dowiemy się na koniec, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi - a zapewniam, że nikt, kto sięgnie po tę książkę, nie będzie w stanie uciec od żądzy poznania odpowiedzi na to najważniejsze ze wszystkich pytanie.

Fabryko - dziękuję!

#córkakości #tonącecesarstwo #andreastewart #magiakości #fabrykasłów #cosnapolce #fantastyka #dobraksiazka #czytamksiazki #fantastyka #bookreview #bookstagram #bookstagrampolska #instabooks #instabookspoland












Tron z czaszek 2 (edycja jubileuszowa) - Peter V. Brett

 
Cykl: Cykl Demoniczny (tom 4.2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 12.10.2023
Liczba stron: 600


Wciąż żywa nadzieja i... kilka pożegnań.

Pierwsza odsłona "Tronu z Czaszek" Petera V. Bretta (czyli czwarta już część Cyklu Demonicznego) postawiła nas przed wyzwaniem ujęcia Księcia Ciemności, który miałby sprowadzić Arlena i Jardira na samo dno Otchłani, gdzie miałaby zostać przeniesiona najważniejsza część walki ludzkości z demoniczną hordą. Śmiały plan... Co jednak z poddanymi Jardira i z przyjaciółmi Arlena, pozbawionymi przywództwa w trudnych chwilach? Bales nie zdradził nikomu swoich zamierzeń; wszyscy myślą, że on i Ahmann odeszli lub że nie żyją. Czy w takich warunkach nie rozpęta się przypadkiem walka o władzę, schedę i przywództwo? Druga księga "Tronu z czaszek" pokazuje, że gdy zabraknie silnej ręki, to może rozpętać się wtedy prawdziwe piekło... I to wcale nie za sprawą demonów.


Wybawiciel ludu pustyni zniknął. Tron z Czaszek stoi pusty. Synowie Ahmanna rozpoczynają bezwzględną walkę o władzę. Wybawiciel z zielonych krain także zniknął. Wokół Bluszczowego Tronu wiąże się sieć intryg sięgająca aż po Zakątek, ale władcy Thesy nie przejmują się zagrożeniem ze strony Sharum. Świat się zmienia. Tylko demony jak co noc wychodzą z Otchłani. A z dala od dworskiej polityki rodzi się plan najważniejszej wojny. Wojny o przetrwanie całej ludzkości.


Zderzenie światów, kultur i prawdy jest na naszych oczach w dalszym ciągu nieuniknione i dobrze by było, gdyby ludzkość wyszła z tego starcia bez strat. Łatwo powiedzieć - dużo trudniej to zrobić... Logika podpowiada, że otchłańców jest zbyt wiele, by tracić bezsensownie siły w bratobójczych walkach. Alagai są bowiem potężne, a na scenę walk wkroczą wkrótce ci z nich, którzy dzierżą w szponiastych łapach najwięcej z owej potęgi. Przerażające demony umysłu. Książęta Ciemności, które są w stanie kierować demonicznym rojem i które są bez wątpienia zdolne do tego, aby zniweczyć cały (nawet jeszcze nie zaczęty!) trud powolnego jednoczenia się ludzkości w walce ze wspólnym wrogiem... Zapowiedziana w przepowiedniach Sharak Ka będzie prawdziwą walką o życie... Walką, której ostatnie akty rozgrywają się na naszych oczach.


A jednak, mimo to, pozbawiona przywództwa ludzkość zaczyna skakać sobie do gardeł. Znowu!... Pierworodny Jardira atakuje Lakton, a naprzeciw niego staje przybywająca Laktończykom na pomoc armia z Angiers. Armia, w której znajduje się ukochany Leeshy... W każdym razie jej najnowszy ukochany; niestałość naszej zielarki może być z jednej strony świetnym odzwierciedleniem kobiecej (często zmiennej) natury, z drugiej jednak... jej niezdecydowanie - Arlen, z którym prawie dochodzi do "czegoś więcej"?; Jardir, będący ojcem noszonego przez nią dziecka?; w pewnej chwili może Rojer?; a może jednak arystokrata Thamos, którego OBECNIE wydaje się szczerze kochać? - może wkurzać ;)


Co z tego starcia wyniknie? Nic dobrego - zarówno dla ludu pustyni, jak również dla mieszkańców Zielonych Krain... Tam, gdzie stają naprzeciw siebie duże armie, po prostu musi popłynąć krew. Podobnie dzieje się wtedy, gdy w ludzkich sercach wciąż żywa jest nienawiść, arogancja i przeświadczenie o własnej wyższości nad bliźnimi, z którymi - tak się w każdym razie wydaje tym, którzy snują niekończące się intrygi - można robić co tylko się chce. Efekt? Niestety pożegnamy w tej odsłonie cyklu kilku bohaterów... Jednych na polu nie do końca potrzebnej "chwały", innych w więziennej celi, do której wtrąci ich mściwa ręka wszechmocnych wielmożów. I tylko tego szkoda, że nie usłyszymy już pięknego brzmienia pewnych wyjątkowych skrzypiec...


Jeśli pomyśleliście teraz o Rojerze, to pamiętajcie - ja Wam tego wprost nie powiedziałem... Niezależnie jednak o tego, kogo na łamach powieści pożegnamy, walka trwa dalej. Przede wszystkim w nocy, to noc jest bowiem matką największych okropności tego świata. I czas z nimi skończyć; jest na to szansa, albowiem Arlenowi i Jardirowi udaje się pojmać Księcia Ciemności, małżonka królowej demonicznego roju we własnej osobie! Jeśli tylko uda im się zmusić go, by zabrał ich do Otchłani, to - być może - uda się zniszczyć cały demoniczny rój. "Jeśli tylko"...


Nieubłagany bieg spraw ku końcowym rozwiązaniom nabiera w "Tronie z czaszek" tempa, którego (być może) lekko w poprzednich odsłonach cyklu brakowało. Najnowsza część serii z nawiązką dodaje nam wrażeń, oferując dodatkowo istną karuzelę emocji, po których nic nie będzie już takie samo!


Niezależnie od tego, czy wolicie perspektywę silnych Rębaczy z Zakątka, czy punkt widzenia Sharum z Krasji, przyznać trzeba jedno: demoniczne uniwersum Bretta wciąga i zasysa czytelnika niczym najsilniejszy zew Otchłani. Dajcie się temu zewowi porwać - warto! Uważajcie tylko, żeby przypadkiem nie dorwały Was przy tym w swoje szpony żadne alagai ;)

Fabryko - dziękuję!

#tronzczaszek #theskullthrone #edycjajubileuszowa #cykldemoniczny #petervbrett #fabrykasłów #demony #runy #magia #otchłań #arlen #leesha #rojer #jardir #fantastyka #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #bookstagrampolska #instabooks #instabookspoland #everam #inevera 












Tron z czaszek 1 (edycja jubileuszowa) - Peter V. Brett

Cykl: Cykl Demoniczny (tom 4.1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 12.10.2023
Liczba stron: 601


Szalony plan ostatnią nadzieją ludzi.

Poprzednia odsłona Cyklu Demonicznego ("Wojna w blasku dnia": księga pierwsza oraz druga) pozostawiła nas w poczuciu niepewności - co będzie dalej? Kolejne bitwy wciąż nie przynosiły odpowiedzi na pytanie czy i jak ludzkość obroni się przed demoniczną plagą i w jaki sposób - o ile w ogóle - zdoła się w porę zjednoczyć w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Na domiar złego Arlen wyzwał Jardira na pojedynek, który potencjalnie mógł przynieść każdemu z nich śmierć, co dodatkowo osłabiłoby (z takim trudem jednoczone i szkolone do walki!) siły ludzi... "Tron z czaszek" od samego początku zapowiadał się wybornie! Nie zawiódł oczekiwań.


Tron Krasji stoi pusty. Zbudowany z czaszek poległych generałów i książąt demonów jest siedzibą honoru i dawnej, potężnej magii. Ze szczytu tronu, Ahmann Jardir miał podbić znany świat. Wykuwając z podbitych narodów jednolitą armię, zamierzał zakończyć wojnę z demonami raz na zawsze. Ale Arlen Bales, Malowany Człowiek, stanął mu na drodze, wyzywając Jardira na pojedynek, z którego honor wojownika nie pozwolił mu się wycofać. Nie ryzykując porażki, Arlen pociągnął przeciwnika w przepaść, pozostawiając świat bez Zbawiciela i otwierając walkę o sukcesję pomiędzy synami wodza. Czyżby los ludzi zajętych walką między sobą był przesądzony? Inevera, Leesha i Rojer muszą wziąć sprawy w swoje ręcę.


Zacząć wypada od tego, dlaczego Arlen nie ryzykował w starciu z Jardirem porażki. No cóż - dla zaznajomionych już z cyklem czytelników nie będzie tajemnicą, że Malowany Człowiek od dawna posiada specyficzne moce, dające bardzo wiele możliwości (i to nie tylko w starciach z demoniczną hordą; wszystko za sprawą wytatuowanych na ciele runów oraz dzięki... spożywaniu demoniego mięsa). W tym przypadku jego umiejętność rozwiewania ciała w niematerialną formę pozwala na ściągnięcie Jardira podstępem w przepaść, a następnie... na uprowadzenie go.


Połamany i unieruchomiony po upadku w przepaść Ahmann to łatwy cel, jednak Arlenowi nie chodzi o krwawą zemstę za pozostawienie go na pustyni na pewną śmierć (do czego, tak po ludzku patrząc, miałby pełne prawo po zdradzie ze strony dawnego przyjaciela). Chodzi mu jednak raczej o to, by Jardir znajdując się w takim stanie nie miał innego wyjścia, jak wysłuchać pewnego planu. A polega on nie na wylewaniu wzajemnych żalów i na dalszej walce, lecz na połączeniu sił, na porwaniu Księcia Demonów i na zmuszeniu przyszłego jeńca, by doprowadził on ludzi na same dno Otchłani, gdzie Arlen planuje przenieść właściwą i najważniejszą ze wszystkich odsłonę całej walki.


Czy ten plan ma w ogóle szansę się powieść?! Wygląda na wymysł szaleńca... Mimo to ludzkość nie ma chyba innego wyjścia, jak spróbować planu Arlena. No bo jaka jest alternatywa? Ciągła walka w każdą noc z przeciwnikiem, który zaczął się uczyć i omijać zastawiane przez ludzi pułapki... A jeśli walka zostanie przeniesiona do samej Otchłani, to kto wie? Może uda się położyć ostateczny kres całemu zagrożeniu.


Nieubłagany bieg spraw ku końcowym rozwiązaniom nabiera w "Tronie z czaszek" tempa, którego (być może) lekko w poprzednich odsłonach cyklu brakowało. Najnowsza część serii z nawiązką dodaje nam wrażeń, oferując dodatkowo istną karuzelę emocji, po których nic nie będzie już takie samo! A to dopiero pierwsza księga "Tronu z czaszek" - w drugiej będzie dziać się jeszcze więcej :)


Niezależnie od tego, czy wolicie perspektywę silnych Rębaczy z Zakątka, czy punkt widzenia Sharum z Krasji, przyznać trzeba jedno: demoniczne uniwersum Bretta wciąga i zasysa czytelnika niczym najsilniejszy zew Otchłani. Dajcie się temu zewowi porwać - warto! Uważajcie tylko, żeby przypadkiem nie dorwały Was przy tym w swoje szpony żadne alagai.

Fabryko - dziękuję!

#tronzczaszek #theskullthrone #edycjajubileuszowa #cykldemoniczny #petervbrett #fabrykasłów #demony #runy #magia #otchłań #arlen #leesha #rojer #jardir #fantastyka #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #bookstagrampolska #instabooks #instabookspoland #everam #inevera












Myśli samobójcze. Jak pokonać ból emocjonalny, odzyskać siłę i przywrócić życiu sens - Kathryn Hope Gordon

Autor: Kathryn Hope Gordon
Data wydania: 07.09.2023
Liczba stron: 232


Nad przepaścią.

Ból, rozpacz, cierpienie i stany depresyjne niejednokrotnie mogą zaprowadzić nas w naprawdę nieciekawe miejsca. Bywa także, że prowadzą nas one prosto nad przepaść, znad której może nie być już odwrotu. O tym, jak znad tej przepaści zawrócić i ocalić swoje zdrowie mentalne dowiemy się z bardzo ciekawej książki Kathryn Hope Gordon pt. "Myśli samobójcze. Jak pokonać ból emocjonalny, odzyskać siłę i przywrócić życiu sens".


Dlaczego ludzi w ogóle nachodzą myśli samobójcze? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, ale tym, co łączy doświadczenie osób w takiej sytuacji, jest ogromny, trudny do zniesienia ból. Myśli samobójcze nie są oznaką słabości, nie świadczą o tym, że ktoś jest gorszy czy wybrakowany, ani nie są czymś, czego należy się wstydzić. To sygnał, że cierpimy i potrzebujemy sposobu na uwolnienie się od bólu. Ta książka podpowie, co zrobić, by zmniejszyć ból oraz zapanować nad niebezpiecznymi impulsami i myślami samobójczymi w niedestrukcyjny, czyli zdrowy sposób.


Szalenie istotną sprawą w problemie dotyczącym samobójstw jest to, aby nie oceniać, lecz próbować zrozumieć. I pomóc - także samemu sobie, jeśli bowiem myśli samobójcze nas opanowują, to właśnie my możemy (lub nie) zrobić ten jeden, ostatni krok w złą stronę, lub... ten pierwszy krok w tył, byle dalej od przepaści. Pomoc z zewnątrz jest tutaj szalenie ważna, jednak "samopomoc" i próba zrozumienia samego siebie jest w tym wszystkim o wiele ważniejsza.

Niniejszy poradnik przeprowadzi czytelnika przez ten ważny proces. Będzie w nim swoistym przewodnikiem, pomagającym znaleźć ulgę i rozwiązanie, gdy myśli samobójcze przejmą kontrolę. Lektura pomoże przejść kolejne etapy procesu zdrowienia, a także będzie źródłem wsparcia w mierzeniu się z trudnościami oraz w budowaniu takiego życia, jakiego pragnie osoba w trudnej sytuacji życiowej – życia, w którym jest więcej nadziei, radości i sensu.


Kluczem do wszystkiego jest według autorki analiza nas samych. Taka trochę autoanaliza, innymi słowy przeprowadzony na zimno i na spokojnie rachunek sumienia, wiodący - w założeniu - do zrozumienia i akceptacji własnych uczuć, odczuć, przeszkód jakie sami sobie nieraz stawiamy... a wszystko to ma czytającego poprowadzić za rękę, krok po kroku, do zwalczenia blokujących go obaw i lęków. Poprzez ich zrozumienie - umożliwi ono bowiem pokonanie groźnych kryzysów, które mogą prowadzić do targnięcia się na swoje życie.


Lektura jest szalenie ciekawa, pełna rzeczowych analiz, przykładów; treść jest przystępna, zrozumiała i klarowna. Jeśli znajdzie się więc ktoś, dla kogo myśli samobójcze są prawdziwym problemem - może właśnie taka pozycja będzie małym remedium? Pierwszym krokiem do sukcesu w walce z tym, co potrafi człowieka wewnętrznie niszczyć i prowadzić do ostatecznej destrukcji? Z całą pewnością każdy krok z dala od przepaści jest tutaj dobrym rozwiązaniem.

Książka opiera się na trzystopniowej teorii samobójstwa i technikach poznawczo-behawioralnych, które pomagają skutecznie radzić sobie z myślami samobójczymi. Znajdziemy w niej wiele praktycznych narzędzi i sprawdzonych strategii służących temu, aby przetrwać kryzys i odnaleźć nadzieję.


Jeśli macie problem z myślami samobójczymi i sięgniecie po tę książkę, to świetnie. Jeśli jednak nie chcecie jej czytać, ale potrzebujecie pomocy, to proszę, szukajcie jej. Naukowo, medycznie i psychiatrycznie udowodnionym faktem jest to, że skuteczna pomoc z zewnątrz jest w stanie zawrócić człowieka w kryzysie znad przepaści, o której tyle w tej recenzji piszę. Taka pomoc jest niezbędna, albowiem ktoś znajdujący się nad krawędzią bardzo często sądzi, że na tym świecie nie ma już nic prócz łez i że nie warto dłużej żyć. Zapomina, że śmierć jest czymś ostatecznym, a życie - mimo wszystko i nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie ma już żadnego wyjścia - obfituje w możliwości. Dlatego każda pomoc jest w takiej sytuacji na wagę złota. A także każda publikacja i książka - także ta.

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne - dziękuję.

#myślisamobójcze #bólemocjonalny #kathrynhopegordon #gdańskiewydawnictwopsychologiczne #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #recommendedbooks #psychologia #ksiazkipsychologiczne #instabooks #instabookspoland












Moje niepokoje. Jak radzić sobie z lękiem i stresem, wykorzystując techniki uważności - Amy Nasamran

Autor: Amy Nasamran
Data wydania: 08.09.2023
Liczba stron: 144


Walka z lękiem.

Lęk i niepokój są czymś, co towarzyszy mniej lub bardziej każdemu z nas. Ta podstawowa emocja jest swoistym mechanizmem alarmowym naszego organizmu, która ma za zadanie ostrzegać nas przed sytuacjami trudnymi i przygotować nas na obronę przed nimi. Zasada działania lęku jest prosta i w jej podstawowym aspekcie nie ma nic złego - gorzej jednak, gdy się nad tym nie panuje, a bardzo często nie potrafią tego dzieci, co może się na nich bardzo negatywnie odbić. Jak zatem poradzić sobie z lękiem i niepokojem? Tego najmłodsi dowiedzą się z książki pt. "Moje niepokoje. Jak radzić sobie z lękiem i stresem, wykorzystując techniki uważności".


We współczesnym świecie dzieci zmagają się z silnym stresem i lękiem. Lęk może bardzo różnie na nas oddziaływać. Bywa, że mąci nam w głowie i zakłóca nasze myślenie, przez co mamy błędne przekonania na temat nas samych i świata wokół. Negatywne myśli napędzane lękiem są bardzo przekonujące, ale na szczęście da się je zmienić. Jak? Na przykład stosując techniki UWAŻNOŚCI. Pomogą one dziecku poczuć się lepiej, gdy tylko pojawi się lęk!


Uważność to skuteczne narzędzie, które pomaga rozwijać ważne umiejętności, takie jak kierowanie uwagą, regulowanie emocji i współczucie dla siebie. Dzięki niej dzieci lepiej sobie radzą z trudnymi sytuacjami w domu i w szkole. Amy Nasamran wprowadzi nasze  dziecko w magiczny świat uważności. W ciekawy i przystępny sposób wytłumaczy mu, na czym ona polega, dlaczego jest ważna oraz jak pomaga radzić sobie z fizycznymi odczuciami związanymi ze stresem i lękiem. Wspólnie wypróbujemy przyjemne techniki uważności i ćwiczenia relaksacyjne, między innymi rozluźnianie mięśni, oddychanie brzuszne, skanowanie ciała i wyobrażenie szczęśliwego miejsca.


Dzięki tej książce dziecko:
• odkryje swoje supermoce;
• zrozumie, czym są lęk i stres;
• pozna techniki radzenia sobie z nimi;
• dowie się, na czym polega uważność;
• nauczy się rozpoznawać niepokojące myśli i radzić sobie z nimi;
• poczuje się lepiej i nabierze pewności siebie.

Wszystko to można zrobić za pomocą niniejszej książki. Zawiera ona świetnie rozpisaną i wytłumaczoną w skondensowanej, zrozumiałej dla dziecka (dedykowany wiek: 8-12 lat) formie bazę teoretyczną, a także - wspomniany już w tytule - zestaw 55 ćwiczeń, dzięki którym dzieci jeszcze lepiej (jeszcze lepiej, bo na konkrecie) zrozumieją czym jest lęk, strach, niepokój, co może on nam dać i dlaczego warto te emocje okiełznać oraz lepiej je zrozumieć.


Książka jest bardzo ważna i cenna jako lektura, pokazuje ona bowiem problem lęku nie tylko od strony teoretycznej, ale także od strony praktycznej. Wszystko dzięki zamieszczonym w kolejnych rozdziałach ćwiczeniom, które mogą nam bardzo pomóc w dziele opanowania lęku i towarzyszącym mu destrukcyjnym stanom. Niniejsza lektura z całą pewnością pomoże na tym polu bardzo wielu dzieciom.

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne - dziękuję.

#mojeniepokoje #amynasamran #gwpdladzieci #gwp #gdańskiewydawnictwopsychologiczne #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #recommendedbooks #psychologia #ksiazkipsychologiczne #instabooks #instabookspoland












Tylkojai moc Wzespołków. Czyli jak wygrywać i jak przegrywać - Jovanka Tomaszewska, Wojciech Kołyszko

Autor: Jovanka Tomaszewska, Wojciech Kołyszko
Data wydania: 23.08.2023
Liczba stron: 80


Zdrowa rywalizacja.

Jak nauczyć dziecko zdrowego podejścia do rywalizacji? W jaki sposób przygotować je na związane z nią zwycięstwa i porażki, na radość wygranej oraz na gorycz nieuniknionych czasem rozczarowań? To dobre pytania. Odpowiedź na nie jest bardzo ważna, albowiem rywalizacja jest czymś, od czego nikt z nas (także dzieci) w życiu nie ucieknie. Bardzo ciekawą książką poświęconą tej tematyce jest "Tylkojai moc Wzespołków. Czyli jak wygrywać i jak przegrywać" autorstwa Jovanki Tomaszewskiej i Wojciecha Kołyszko.


Żyjemy w świecie nieustannej rywalizacji. Z jednej strony daje ona wielu osobom napęd do działania i jest motorem postępu. Z drugiej – dzieli ludzi na wygranych i przegranych, bywa też przyczyną wielu dramatów. Niniejsza książka przedstawia zdrowy model rywalizacji i pomaga uniknąć pułapek związanych ze współzawodnictwem.

Puenta, po wygranej w szkolnych eliminacjach, przygotowuje się do półfinału Wielkiego Turnieju – ważnego wydarzenia w fantastycznym świecie Filajków. Przebieg rywalizacji staje się źródłem wielu niespodziewanych i niezwykle trudnych dla dziewczynki przeżyć. Z kolei Fokus, mimo nadzwyczajnego talentu sportowego, nie chce dołączyć do zespołu trenera Temperamenta, co pozwoliłoby mu rozwinąć umiejętności. Jakie są motywy działania i decyzji obojga bohaterów? Jaką rolę odgrywa w całej historii tajemniczy stwór "Tylko ja"? Czy da się połączyć ambicję i wytrwałe dążenie do celu z radością z tego, co się robi?


Książka w bardzo mądry sposób pokazuje jak podejść do tematu rywalizacji. Autorzy dedykują proponowane rozwiązania zwłaszcza najmłodszym, lecz dla dorosłych także przygotowano całkiem sporo rad - zarówno w kwestii tego, jak wspierać własne dzieci, jak również w kwestii ich własnego postępowania na polu rywalizacji w świecie dorosłych. To bardzo mądra koncepcja podejścia do problemu: wszak czego Jan nie będzie umiał, tego nie nauczy on Jasia.


A sama rywalizacja... No cóż - na pewno nie sposób od niej w życiu uciec, a skoro tak, to dobrze jest się do niej (i na nią) przygotować. Jest to o tyle istotne, że środowisko szkolne (a nawet przedszkolne) bywa okrutne, a rówieśnicza hierarchia i społeczne relacje między dziećmi bardzo często kształtują się właśnie w drodze rywalizacji. Trzeba więc przygotować na to dziecko oraz pokazać mu, co robić w przypadku wygranej, a także przegranej.

Rady autorów książki są cenne i bardzo istotne. Niestety - przy całym szacunku dla wykonanej przez nich pracy - przygotowanie do właściwie pojmowanej rywalizacji jednego dziecka (np. za sprawą niniejszej książki) niewiele da, jeśli zmiany na polu edukacyjnego podejścia do rywalizacji nie będą kompleksowe. Jeden poświęcony tej problematyce tytuł jest w stanie COŚ zmienić, jednak będzie to tylko "coś" - na pewno nie wszystko...


"Łączy bajki dla Małych i Dużych" to książki w równej mierze dla dzieci i dla dorosłych. Są pomyślane tak, by zachęcać do rozmowy i do wspólnego rozwiązywania trudnych sytuacji. Wszystko, co trzeba wiedzieć na dany temat, znajduje się na stronach dla Małych i stronach dla Dużych. Te strony stanowią pomocne narzędzie dla rodziców i wychowawców oraz wszystkich osób pracujących z dziećmi.

Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne - dziękuję.

#tylkojaimocwzespołków #jovankatomaszewska #wojciechkołyszko #gwp #gdańskiewydawnictwopsychologiczne #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #recommendedbooks #psychologia #ksiazkipsychologiczne #instabooks #instabookspoland












Już niebawem!

Wydawnictwo Insignis już niebawem uraczy nas kilkoma fajnymi nowościami!

STAY IN TOUCH :)







Jesteś oszustką. Syndrom, który cię niszczy - Małgorzata Mielcarek

Autor: Małgorzata Mielcarek
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Data wydania: 25.10.2023
Liczba stron: 280


"Za mało dobra".

Syndrom oszustki - co to takiego? Być może spotkaliście się z tym określeniem. Być może nie. Niniejsza książka mocno drąży cały związany z nim temat oraz wyciąga na wierzch kilkanaście szczerych i prawdziwych (dokładnie: 15) perspektyw oraz punktów widzenia, z których wyłania się prosty wniosek: kobiety wcale nie są gorsze, a na pewno nie są "życiowymi oszustkami" i zasługują na wiele. A według dopuszczonych do dyskusji przez Małgorzatę Mielcarek głosów na łamach książki "Jesteś oszustką. Syndrom, który cię niszczy", zasługują one nawet na BARDZO wiele.


Czy kobiety to oszustki? Cokolwiek miałoby to znaczyć... Według klasycznej, psychologicznej definicji zjawiska, osoby doświadczające "syndromu oszusta" uważają, że inni zawyżają ich zdolności, więc boją się oceny. Obawiają się oskarżenia o bycie oszustem, który przypadkiem – z powodu korzystnego splotu okoliczności – znalazł się na poziomie znacznie powyżej swojej (nie)kompetencji. I nie powinien tego miejsca dalej zajmować.

Ergo? Wszystko wynika z poczucia winy i przeświadczenia o byciu kimś gorszym - zwłaszcza w odniesieniu do mężczyzn. To bardzo złożony problem, na który nakładają się aspekty związane z wychowaniem, osadzeniem w konkretnym modelu kulturowym (w Polsce to wciąż wiodący prym, aczkolwiek słabnący, patriarchat) oraz z rodzącym się z opisanego kontekstu psychologicznym przeświadczeniem o "byciu gorszą" i ze związanymi z tym konsekwencjami.


Jakie to konsekwencje? Głównie podskórne - i głęboko niesłuszne - przekonanie o tym, że nie warto "się wychylać". Że kobieta "ma swoje miejsce". Że płeć piękna ma pięknie wyglądać, leżeć, pachnieć, względnie zajmować się kuchnią i domem, i nie zabierać głosu tam, gdzie rządzą mężczyźni. A już nie daj Boże robić to, co oni.

Niniejsza książka burzy ten mur i uświadamia kobietom, że syndrom oszustki to MIT. Bardzo szkodliwy mit, za sprawą którego kobiety - cały czas walcząc o swe równouprawnienie - czują się na starcie słabsze, gorsze i że... nie warto nic z tym robić, bo to "niesłuszne".

W opisie książki przeczytamy na ten temat mniej więcej tyle:
"Hej, na pewno mogę tu być? Nikt mnie stąd nie wyprosi? A co jeśli oni się zorientują, że jestem oszustką? I że byłam nią od samego początku? Nawet teraz, kiedy piszę te słowa, w mojej głowie mnożą się ogromne znaki zapytania. Bo jak to. Ja? Piszę? Książkę? Kogoś obchodzi co Małgorzata Mielcarek ma do powiedzenia? Kim ona jest? Lepiej – kim jej się wydaje, że ona jest? To jasne, że cierpię na syndrom oszustki. Nie chcę Cię szczególnie martwić, ale jeśli jesteś kobietą, to Ty prawdopodobnie też. Nie jest to koniec świata. To w ogóle nie jest koniec. Teraz, kiedy już zdajemy sobie z tego sprawę, to może być początek fascynującej drogi po swojej ścieżce rozumowania. Naszej ścieżce. Bo wiesz co? Jest nas zdecydowanie więcej. Te mnożące się w naszych głowach pytania i wątpliwości nie są naszym wymysłem czy wytworem wyobraźni. Ktoś je w nas zasiał, przez lata podlewał i teraz my musimy się z nimi zmierzyć. I spokojnie, zrobimy to razem. Powoli, krok po kroku. Pomoże mi w tym 15 kobiet. Niektóre mówią, że oszustkami czują się całe życie. Inne – że nigdy tego nie poznały (taka perspektywa też jest niezwykle cenna!). Wszystkie mają jednak jedną wspólną cechę – zdają sobie sprawę z tego, że zmiana jest potrzebna."


Wychodzi na to, że "oszustka" to każda kobieta, która "chce", lecz czuje, że jest to społecznie nieakceptowalne. Nie ulega według mnie wątpliwości, że zmiana społecznego sposobu postrzegania tych spraw to tylko kwestia czasu, jednak - przy całej przyznanej przeze mnie słuszności dla postulatów autorki, która pragnie dodać kobietom wiary i skrzydeł - sądzę, że cała ta lektura pomija jedną szalenie ważną, fundamentalną wręcz, sprawę: kwestię zdefiniowania tego, co ma oznaczać równouprawnienie.

Dzisiaj oznacza ono w teorii całkowitą równię praw, która jednak wcale nie jest znakiem równości między płciami. Kobiety mają prawo robić to, co mężczyźni, a jednak mężczyźni wciąż mają być postrzegani przez pryzmat "męskości", co prowadzi do paradoksów. Przykłady? Proszę bardzo :) Facet ma zarabiać, żeby utrzymać rodzinę, ale jednocześnie kobieta ma zarabiać tyle samo, a facet ma poddawać decyzje pod wspólny osąd ich obojga (jak więc "zarabiać więcej żeby utrzymać", a jednocześnie "tyle samo co ona", żeby razem  mogli wspólnie i na równych oprawach decydować???); ma umieć płakać, ale ma też być macho i nie ma odpowiedzi na to, że ktoś z niego ciśnie bekę, kiedy roni niemęskie (wtf?!) łzy; ma być silny, ale nie być p*zdą...; ma być ojcem, ale wychowanie to domena kobiety... A kobieta ma być mu równa w prawach i należy się jej więcej uwagi, ponieważ cierpi (lub może cierpieć) na syndrom oszustki, przez co czuje się gorsza...


Oczywiście jeśli facet podniósłby argument o tym, że on też zasługuje na więcej uwagi, bo z jakiegoś powodu może psychicznie cierpieć, to... najpewniej zostanie wyśmiany jako niemęska piz*a :) Czy tylko ja dostrzegam w tym wszystkim książkową/narracyjną/ideologiczną/społeczno-psychologiczną niekonsekwencję?

Jak najbardziej pojmuję to, jakim problemom ta książka jest dedykowana. Lecz to kolejna pozycja na rynku, która próbując doprowadzić do pięknej - i słusznej skądinąd - realizacji idei równouprawnienia i wyzbycia się wszelakich związanych z własną płcią fobii, jednocześnie traktuje te kwestie WYBIÓRCZO, z pewnego punktu wyjścia zakładając, że mężczyzna jest uprzywilejowany i głos jego oraz głos jego potrzeb (a także obaw) jest w takiej debacie publicznej zbędny.

Sorry, ale to absurd.


Kobiety - pełna zgoda - wciąż czują się współcześnie gorsze i zalęknione, jednak... mogą wszystko. To jedynie kwestia mentalnego przełamania stereotypów. A facet? Zostałby w analogicznej do książkowej sytuacji wyśmiany. A co, jeśli taki facet miałby np. wejść w rolę kobiety i, dajmy na to, samotnie wychowywać dziecko wiedząc, że społeczny stereotyp to JEGO stawia w pozycji kwalifikowanej do "syndromu oszusta"?? O TYM KSIĄŻKA MILCZY, biorąc na tapetę jedynie perspektywę kobiet. A "syndrom oszusta" nie tylko ich może dotyczyć, o czym warto pamiętać (i warto by było coś w końcu na ten temat napisać - np. książkę, która byłaby bodaj czy nie pierwszą taką książką na rynku wydawniczym).

Dziękuję Kompanii Mediowej za egzemplarz recenzencki.

#jesteśoszustką #syndromktórycięniszczy #kompaniamediowa #rozwójosobisty #cosnapolce #bookstagram #czytamksiazki #bookreview #wewnatrzinazewnatrz #dobreżycie #równouprawnienie #bookstagram #bookstagrampolska #bookreview #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












Siła pięciu zmysłów. Poczuj więcej i odkryj radość życia - Gretchen Rubin

Autor: Gretchen Rubin
Wydawnictwo: Kompania Mediowa
Data wydania: 11.10.2023
Liczba stron: 312


Potęga zmysłów.

Czy w posiadanych przez nas zmysłach kryją się jakieś tajemnice, o których możemy nic nie wiedzieć? Okazuje się, że tak, a przekonuje nas o tym Gretchen Rubin za sprawą książki "Siła pięciu zmysłów. Poczuj więcej i odkryj radość życia", po lekturze której przekonamy się, że zmysły to nie tylko nasze narzędzia postrzegania świata, ale także wrota do jego doskonalenia w naszych oczach.


Jak w pełni wykorzystać potencjał naszych zmysłów? W jaki sposób słuchać, żeby usłyszeć? Jak patrzeć, żeby faktycznie dostrzegać? „Siła pięciu zmysłów” to wciągająca, wielowymiarowa opowieść, pełna odkryć oraz praktycznych sugestii na temat tego, jak wyostrzyć zmysły i wykorzystać nasze naturalne zdolności, aby mieć pełniejsze i bogatsze życie.


Autorka książki, Gretchen Rubin, udowadnia, że w zgiełku codziennych spraw, nasze zmysły mogą oferować natychmiastowy sposób na poprawę nastroju, uspokojenie, a także na zaangażowanie się w otaczający nas świat. Rubin bada tajemnice pięciu zmysłów i dostrzega w nich drogę do szczęśliwszego, bardziej uważnego życia. Praktykuje zdobytą wiedzę, czerpiąc z nauki, filozofii, literatury i własnych doświadczeń, dzięki czemu odkrywa głęboką moc płynącą z dostrojenia się ze światem.


Generalnie wniosek po lekturze jest prosty: zmysły mogą pomóc nam nie tylko lepiej dostrzegać wszystko wokół nas, ale także uczynić to w sposób będący z korzyścią dla nas samych. Czy ma to sens? Przecież zmysły to tylko zmysły... Ale może to także "aż" zmysły; książka daje na ten temat wiele do myślenia.

I tak po prawdzie - co nam szkodzi spróbować sposobów zaprezentowanych przez autorkę? "Siła pięciu zmysłów. Poczuj więcej i odkryj radość życia" jest ich pełna, a autorka proponuje nam sporo korzyści płynących z jej metod. Zyskana w ten sposób lepsza koncentracja i wewnętrzny spokój to kusząca propozycja; warto się tym nieco bliżej zainteresować.


Autorka „Projektu szczęście” okrzykniętego bestsellerem NYT w najnowszej książce przedstawia drogę do życia pełnego energii, kreatywności, szczęścia i miłości poprzez wykorzystanie SIŁY PIĘCIU ZMYSŁÓW.

Dziękuję Kompanii Mediowej za egzemplarz recenzencki.

#siłapięciuzmysłów #gretchenrubin #kompaniamediowa #rozwójosobisty #cosnapolce #bookstagram #czytamksiazki #bookreview #wewnatrzinazewnatrz #dobreżycie #równouprawnienie #bookstagram #bookstagrampolska #bookreview #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












niedziela, 12 listopada 2023

Basia. Wielka księga psów i kotów oraz innych zwierzaków domowych - Zofia Stanecka, Marianna Oklejak

Seria: Basia
Autor: Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Data wydania: 11.10.2023
Liczba stron: 112


Czworonożni przyjaciele.

Podobno w każdym domu powinien być jakiś zwierzak. Nie każdy się z tym zgadza (i nie każdy może takiego zwierzaka mieć), jednak wydaje się, że plusów takiego rozwiązania jest więcej, niż minusów. O tej prawidłowości możemy przekonać się dzięki najnowszej książce z obchodzącej właśnie 15-lecie serii Basia: "Basia. Wielka księga psów i kotów oraz innych zwierzaków domowych".


Basia najbardziej na świecie kocha psy, ale jej domowym zwierzęciem jest żółw Kajetan. Anielka ma kudłatego Paszczaka, a przyjacielem Titiego jest kotek Totek. Z kolei w domu Marcela mieszkają psy, koty, chomik i gadający papug Eugeniusz. Życie w otoczeniu zwierząt jest radosne i wspaniałe. Opieka nad nimi bywa jednak wyzwaniem i wiąże się z dużą odpowiedzialnością.


W kolejnym tomie z serii lubianych przez dzieci „Wielkich ksiąg” poznajemy czworonożnych przyjaciół Basi, ich codzienne problemy i niezwykłe przygody. To przepełnione emocjami historie o relacjach ze zwierzętami. Wszystkie je łączy ważne, pełne ciepła przesłanie o tym, co jest ważne - zarówno dla najmłodszych czytelników, ale także i dla nas, dorosłych.


W „Wielkiej księdze psów i kotów…” przeczytacie o niesamowitych przygodach zwierzęcych przyjaciół. Ta książka to również skarbnica wiedzy zarówno dla tych, którzy już mają własne zwierzątko, jak i tych, którzy dopiero marzą o futrzastym, śpiewającym czy pływającym przyjacielu. Dowiecie się z niej, jakie są zwyczaje różnych zwierzaków domowych, co jedzą, jak lubią się bawić i, co najważniejsze, jak się o nie troszczyć, żeby były z nami szczęśliwe. Bo zadbane i radosne zwierzę to prawdziwy skarb!


Pozycje z serii "Basia" to zawsze opowieści pełne ciepła, humoru i bezpieczeństwa jakie daje rodzina - to rodzina właśnie jest i w tym przypadku opoką, która wszystko przetrwa i jest w stanie przezwyciężyć najgorsze problemy. Miło się coś takiego czyta :) A jeszcze przyjemniej jest czytać takie opowieści własnemu dziecku :)


Książkę utrzymano w klimacie innych pozycji z serii "Basia" - zarówno pod kątem szaty graficznej, jak również w kwestii użytego w książce przyjaznego najmłodszym języka. Basia to jedna z najbardziej sympatycznych bohaterek polskich serii wydawniczych dedykowanych przedszkolakom - niniejsza książka może tylko i wyłącznie utwierdzić w tym przekonaniu :)


Seria Basia to książki napisane przez Zofię Stanecką, zilustrowane przez Mariannę Oklejak. Od ponad 15 lat towarzyszą przedszkolakom i mają duże grono zagorzałych fanów i fanek, a to znaczy, że jej pierwsi czytelnicy i czytelniczki są dziś pełnoletni! Pełne humoru, ale też wzruszeń, a także zwykłej codzienności są bliskie dziecku – ale też rodzicom!  Seria o Basi to książki o przygodach mieszkającej w Polsce pięciolatki, jej bliższej i dalszej rodziny oraz przyjaciół. Książki o Basi cieszą się niesłabnącym powodzeniem. W kolekcji jest już 40 tytułów z głównej serii, a także tematyczne zbiory opowiadań, czyli Wielkie Księgi, tekturowe książeczki, zawierające opowiadania dla najmłodszych wprowadzające maluchy do świata Basi.  

Więcej tutaj:
https://harpercollins.pl/pl/products/basia-wielka-ksiega-psow-i-kotow-oraz-innych-zwierzakow-domowych-2606.html

HarperKids / HarperCollins Polska - dziękuję.

#basiaiprzyjaciele #wielkaksięgapsówikotów #basia #seriabasia #zofiastanecka #mariannaoklejak #harperkids #harpercollinspolska #dladzieci #ksiazkidladzieci #forkids #booksforkids #cosnapolce