piątek, 27 maja 2022

Mój pierwszy komiks 5+. Opowieści z Bukowego Lasu. Chór - Loïc Jouannigot


Tytuł: Mój pierwszy komiks 5+. Opowieści z Bukowego Lasu. Chór 
Seria: Mój pierwszy komiks 5+. Opowieści z Bukowego Lasu (tom 2)
Autor: Loïc Jouannigot
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 18.05.2022
Liczba stron: 32


Przygody rodziny Rabatków.

Rodzina Rabatków, znana z francusko-kanadyjsko-luksemburskiego serialu animowanego (stworzonego na podstawie serii książek "Beechwood Bunny Tales" Geneviève Huriet oraz od 2006 roku Amélie Sarn, zebranych w języku polskim w wydanej w 1993 roku książce pt. „Wesołe przygody królików”) powraca do nas tym razem w komiksowej odsłonie.


Sowa Luna poszukuje chórzystów, którzy wystąpią na koncercie słynnego kociego śpiewaka Romea. Różyczka Rabatek jest wielką miłośniczką jego talentu. Razem z braćmi wyrusza na wyprawę przez las, żeby spełnić swoje największe marzenie... Zaśpiewać ze swoim idolem!

Rodzina Rabatków powraca na kartach komiksu. Wesołe króliczki zapraszają do wspólnej zabawy w swoim baśniowym, kolorowym świecie. To bardzo dobry wybór jeśli chodzi o komiksową treść dla najmłodszych - wesoła królicza rodzina zauroczy zapewne niejednego małego czytelnika :)


Na łamach komiksu nieraz się pośmiejemy, pozachwycamy się piękną szatą graficzną (jak dla komiks dla najmłodszych, raz jeszcze to podkreślę - bomba!), a całość - zgodnie z nadchodzącą, najlepszą dla wszystkich, letnią porą roku - będzie mieć iście wakacyjny, sympatyczny i bardzo ciepły finał! A dobre finały w opowieściach dla dzieci to coś, co jest bardzo ważne.


Komiks jest bardzo ładny, nieskomplikowany i pełen swoistego uroku. Tekstu nie ma w nim dużo, a przez to znakomicie nadaje się on jako jedna z pierwszych samodzielnych lektur dla dziecka, które ćwiczy naukę czytania. Cała historyjka jest do tego pełna ciepła, humoru i przepięknych ilustracji. Warto sięgnąć!

Polecam!

Dziękuję 
Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

#opowieścizbukowegolasu #chór #egmontpolska #światkomiksu #komiks #komiksdladzieci #dladzieci #komiksdlanajmłodszych #cosnapolce #bookstagram #booksforkids #światkomiksu #comicbook #comicbookforkids











Lucky Luke. Marcel Dalton - Morris, Bob De Groot


Tytuł: Lucky Luke. Marcel Dalton
Cykl: Lucky Luke (tom 67)
Autor: Morris, Bob De Groot
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 18.05.2022
Liczba stron: 48


Nowy Dalton!

Lubicie Lucky Luke'a? To świetnie! Przed nami bowiem kolejny z komiksów z tej serii, którą Egmont Polska sukcesywnie wznawia. Będzie to konkretnie mówiąc tom numer sześćdziesiąt siedem, w którym nie tylko spotkamy się z naszym ulubionym, Samotnym Kowbojem i z jego najbardziej chyba znanymi antagonistami - Daltonami! - ale jest to także tom, w którym poznamy... nowego członka tej wesołej, przestępczej rodzinki :)


Tym razem Luke pozna Marcela Daltona ze Szwajcarii, który bardzo się różni od swych bandyckich krewniaków. Po co przybył do Stanów Zjednoczonych? Dlaczego ma wsparcie jednego z amerykańskich gubernatorów? I z jakiego powodu właśnie Lucky Luke’a wybrano na jego przewodnika i ochroniarza? Pytań jest bardzo wiele, ale bez obaw - przed końcem lektury poznamy wszystkie związane z nimi odpowiedzi.

Humor, gagi, porcja znakomitej rozrywki – to wciąż znaki rozpoznawcze Lucky Luke’a. Szkoda tylko trochę, że tym razem nie uświadczymy Daltonów, ale nie można mieć wszystkiego. Bierzmy to, co jest – a jest kolejny świetny komiks będący wizytówką całej serii.


Najbardziej w tym wszystkim cieszy to, że po raz kolejny możemy podziwiać nieistniejącą już w rzeczywistym świecie scenerię Dzikiego Zachodu, dzięki której seria Lucky Luke podbiła niejedno serce wielbiciela komiksów :) Niniejszy tom wpisuje się w najlepsze tradycje cyklu i jestem więcej niż przekonany, że nie sprawi on zawodu wiernym fanom serii.


Serię „Lucky Luke” wymyślił znakomity francuski scenarzysta i rysownik Morris (właśc. Maurice de Bevere, 1923–2001), który później zaprosił do współpracy sławnego pisarza René Goscinnego (1926–1977). Po śmierci obu ojców Samotnego Kowboja scenariusze i rysunki kolejnych odcinków cyklu są tworzone przez licznych kontynuatorów."

Dziękuję 
Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

#luckyluke #marceldalton #daltonowie #egmont #egmontpolska #światkomiksu #komiks #cosnapolce #bookstagram #dzikizachód #dladzieci #comicbook #comicbookforkids #komiksdladzieci











Spotkanie z Łukaszem Czarneckim


W sobotę podczas Warszawskich Targów Książki będzie miało miejsce spotkanie z Łukaszem Czarneckim - autorem książki Apostata. Jeśli będziecie na miejscu - wpadajcie śmiało :)






Reder'44 - Piotr Czarnecki


Tytuł: Reder'44
Cykl: Reder (tom 1)
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 22.02.2022
Liczba stron: 352


Co by było gdyby.

Fikcja historyczna ma to do siebie, że niesamowicie działa na wyobraźnię. Można nie lubić historii, czasem wystarczy jednak tylko pomyśleć o alternatywnym rozwoju wydarzeń i iskra ciekawości jest w stanie błyskawicznie rozpalić się do rozmiarów wielkiego płomienia. Tak właśnie ma się rzecz z powieścią "Reder'44" Piotra Czarneckiego - znakomitą książką spod znaku political-fiction, której główna oś fabularna opiera się o założenie, że zamach na Hitlera z 1944 roku zakończył się sukcesem, a Polska (za sprawą dobrze przemyślanych akcji komandosów oraz umiejętnie prowadzonej gry wywiadów) zyskała szansę na odwrócenie teherańskich postanowień.


W lipcu 1944 roku porucznik Paweł Reder wraz z grupą komandosów w brawurowej akcji w Berghofie zabija Adolfa Hitlera. Wbrew pozorom nie rozwiązuje to jednak wszystkich problemów świata, a zwłaszcza Polski. W walącym się hitlerowskim kolosie bezwzględna walka o władzę i możliwość układania się z aliantami osiąga apogeum. Konferencja w Teheranie już się odbyła i los Polski wydaje się przypieczętowany. Aby go odmienić, należy doprowadzić do zmiany nastawienia najpotężniejszego z aliantów – Stanów Zjednoczonych. Ale nie da się tego zrobić z F.D. Rooseveltem u steru, zatem wybory prezydenckie musi wygrać jego rywal, Thomas Dewey…


Potencjalnych problemów na drodze do jakiejkolwiek samodzielności Polski po zakończeniu wojny jest sporo, jednak już sama śmierć przywódcy III Rzeszy otwiera tyle możliwości, że opcji fabularnego rozwoju wydarzeń jest naprawdę sporo. Autor skwapliwie z nich korzysta i wprowadza nas krok po kroku w zaawansowaną sieć dyplomatycznych powiązań, zakulisowych gierek, podstępów i naprawdę śmiałych planów, na które mogą porwać się tylko szaleńcy (tak to wszak brzmi - zwłaszcza w przypadku pomysłu dokonania przemocą zmiany na szczytach władzy w waszyngtońskim Białym Domu).


W political-fiction Piotra Czarneckiego nic nie jest jednak tak do końca szalone, jak można by sądzić. Ludowa mądrość głosi, że w szaleństwie jest metoda - na przykładzie "Redera'44" widać, jak wiele w tych słowach może tkwić prawdy! Im bardziej się bowiem w tę historię zagłębimy, tym bardziej realny do zrealizowania wydaje się być każdy, nawet ten najbardziej szalony plan.


Autor wykreował w powieści świat, w którym sojusznik może stać się wrogiem, a dotychczasowy śmiertelny wróg - cennym sojusznikiem. W efekcie każdy scenariusz zdarzeń wydaje się być możliwy, a nam pozostaje tylko śledzić z zapartym tchem, jak akcja mknie przez kolejne kontynenty zmierzając ku jednej wielkiej (ale jakże intrygującej!) polityczno-historycznej niewiadomej.


Fikcja literacka zawsze wciąga, jednak ta ukazana na tle wielkiej historii potrafi wciągnąć naprawdę mocno. Zwłaszcza jeśli doprawiona jest porządną dawka akcji w iście sensacyjnym wydaniu. Jeżeli lubicie tematykę II Wojny Światowej, a dodatkowo fascynują Was (lub choćby tylko ciekawią) alternatywne wizje wydarzeń historycznych, to po prostu nie mogliście lepiej trafić.

Polecam!

#reder44 #piotrczarnecki #rebis #politicalfiction #IIwojnaświatowa #historia #historiaalternatywna #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookreview











środa, 25 maja 2022

La danse macabre. Raciborz - Rybnik, zbrodnie na granicy - Marcin Szewczyk


Seria: Seria ze Zicherkōm
Autor: Marcin Szewczyk
Wydawnictwo: Silesia Progress
Data wydania: 05.03.2022
Liczba stron: 344


Czarna jak węgiel historia sprzed wieku.

Marcin Szewczyk (znany szerszej publice dzięki powieści "Silesia Noir") powraca w "La danse macabre" na Górny Śląsk, a także do poruszanej już przez siebie kilka lat temu kryminalnej tematyki. Autor powraca także do znanego nam już bohatera - detektywa Hermana Foxa. Zawitamy zatem ponownie do krainy kopalń i węgla, którą ujrzymy w nostalgicznych (ale i groźnych) barwach sprzed blisko wieku. Przed nami czarna jak węgiel historia o zbrodniach, które czyniły polsko-niemiecką granicę wybitnie niebezpiecznym miejscem.


Rzecz dzieje się, jako się rzekło, na polsko-niemieckim pograniczu pod koniec lat 20-tych XX wieku (konkretnie w 1928 roku). Detektyw Herman Fox staje wobec konieczności rozwiązania coraz bardziej palącego problemu kryminalnych zajść na linii Racibórz-Rybnik, które obejmują nie tylko zabójstwa, ale także szeroko zakrojony proceder przemytniczy. Szmugiel staje się na pograniczu zjawiskiem coraz bardziej powszechnym, a jest ono tym bardziej problematyczne, im więcej zostawia ono za sobą krwi i trupów... Foxa czeka szereg trudnych dochodzeń, a przeczytamy o nich za sprawą tej odmiany polszczyzny, która jest być może najbliższa jej lingwistycznego sedna - całość książki spisano bowiem po śląsku!


Fox nie jest w łatwej sytuacji, próbuje jednak zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się na geograficznie zawężonej do odcinka Rybnik-Racibórz linii. Nie pomaga mu bynajmniej otoczenie, zmowa milczenia, brak współpracy ze strony zatrzymanych oraz jego własne słabości, do których należy przede wszystkim zaliczyć zbyt częste zaglądanie do butelki i męczące go ciągle wyrzuty sumienia, które co jakiś czas dają Hermanowi o sobie znać w związku z tym, co zdarzyło się kiedyś w jego życiu... Czy Fox rozwiąże kryminalną zagadkę pomimo wszystkich przeciwności losu?


"La danse macabre" to nie tylko bardzo dobra kryminalna historia (już sama w sobie będąca argumentem wystarczającym do sięgnięcia po tę książkę), ale także znakomity portret epoki, która niestety przeminęła i już nigdy nie powróci. Mowa o zaklętych w książce obrazach rodem z Górnego Śląska sprzed wieku, a więc z czasów, w których węgiel wciąż był największym bogactwem tej krainy, a jej największą tragedią było rozdarcie pomiędzy odrodzoną Polską, a Republiką Weimarską. Biegnąca przez polską ziemię granica sprzed wieku rozdzielała serca, umysły i przede wszystkim rodziny, w łonie których bracia i siostry stawali się wrogami w imię odmiennych stempli w paszportach, wydanych przez obce sobie kraje. Tę prawdziwą tragedię i właściwy sposób jej postrzegania widać w "La danse macabre" bardzo dobrze - i  to nawet jeśli nie stanowi ona sedna tej historii, a tylko podskórne tło opisywanych tutaj zdarzeń.

Główną wartością lektury jest niesamowicie wyraziste oddanie tego, co zawsze leży na sercu wydawnictwu Silesia Progress, a mianowicie prawdziwego ducha Górnego Śląska, który stanowi o jego (zatraconej w dużej mierze, lecz sukcesywnie odzyskiwanej) prawdziwej tożsamości. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nie chodzi tylko o sentyment do czasów, w których ta ziemia była silna, bogata i ważna - i to nie tylko dzięki swym naturalnym bogactwom (choć po prawdzie także o to tutaj chodzi).


Sedno wymykającej się dzisiejszemu pojmowaniu tożsamości Górnego Śląska błąka się nie tylko gdzieś pomiędzy dawnym Rybnikiem, a Raciborzem, ale także gdzieś we mgle przeszłości, w której za drzwiami familoków kryły się prawdziwe tradycje, uczciwość, etos pracy i właściwy Ślązakom hart ducha, który brał się z przywiązania do rodziny, do tradycji i do ciężkiej pracy. Marcin Szewczyk bierze na tapetę co prawda przede wszystkim konwencję kryminału i wątki sensacyjne, jednak stara się to wszystko - mam na myśli to, co pod kątem zestawu wartości zawsze było na Górnym Śląsku najważniejsze - nieustannie w jakiś sposób pomiędzy wierszami uchwycić. I chwała Mu za to.


Wśród szeregu zalet książki pozostaje jeszcze kwestia napisania jej po śląsku. Być może część publiki będzie temu niechętna i/lub w efekcie pełna obaw co do zrozumienia treści, pragnę więc uspokoić i wyjaśnić - nawet, jeśli nie operujecie na co dzień śląskim, to jest on na tyle związany z polszczyzną i w wielu miejscach na tyle intuicyjnie zrozumiały, że pojęcie sensu lektury nie powinno Wam nastręczać wielkich trudności.

Cóż jeszcze dodać... Polecam! :)

Silesia Progress - dziękuję.

#ladansemacabre #marcinszewczyk #silesiaprogress #pośląsku #górnyśląsk #hermanfox #cosnapolce #dobraksiazka #seriazezicherkom #czytamksiazki #bookstagram #bookreview











Underground - František Kotleta


Tytuł: Underground
Seria: Underground (Ktoleta; tom 1)
Autor: František Kotleta
Wydawnictwo: Silesia Progress
Data wydania: 15.06.2021
Liczba stron: 328


Praga Anno Domini 2107.

Lubicie klimaty cyberpunkowe? Jeśli tak, to bardzo dobrze trafiliście, "Underground" to bowiem bardzo zręcznie poprowadzona historia właśnie w tej konwencji! A będzie to opowieść wprost zza naszej południowej granicy, za sprawą której zajrzymy do 2107 roku, a konkretnie do Pragi dwudziestego drugiego wieku, która przemieniła się w jedno wielkie, cybernetyczne megapolis! 


Powieść Františka Kotlety rozgrywa się w Boże Narodzenie roku 2107 w Pradze – gigantycznym megapolis. Republika Czeska, po wojnie toczonej z Polską o Śląsk, rozpada się. A Praga, znajdująca się pod dominacją właścicieli najpotężniejszych firm, ufortyfikowała się przeciwko reszcie świata. Wszystko, czego mieszkańcy miasta potrzebują, produkowane jest w praskich laboratoriach lub fabrykach, a to, co dzieje się poza granicą Pragi City, nikogo nie obchodzi, bo miasto ma wystarczająco dużo własnych problemów. Jak choćby kult cybernetycznych czarodziejek, który przenika głęboko do serc mieszkańców miasta, podczas gdy czarodziejki ktoś zaczyna zabijać...

O ich ochronę zatroszczy się weteran wojny czesko-polskiej, były policjant Vachten. Ta misja zaprowadzi go do bogactwa najwyższych pięter drapaczy chmur i sparszywiałego podziemia (gdzie zawsze można zarobić, pozwalając sobie dorobić trzy penisy). Łatwo nie będzie, a po drodze napotkamy wraz z Vachtenem wiele zagadek i niebezpieczeństw, które doprawi szczypta erotyki i futurystycznych wizji przyszłości.


Zacznijmy może od cyberpunkowej wizji, którą František Kotleta przedstawia nam w czeskiej wersji i odsłonie. Czy różni się ona w jakiś szczególny sposób od zazwyczaj pojmowanego cyberpunka?... Raczej nie. Standardowo mamy tutaj świat przyszłości, w którym dominuje cybernetyka, seks, uwypuklone nierówności społeczne i zdominowanie społecznej rzeczywistości przez bogate korporacje, które wyznaczają nie tylko bieżące trendy, ale także i treść życia zwykłych obywateli, których demograficzny przekrój w tego typu uniwersach - także i w tym - jest, można powiedzieć, klasyczny: od bogatych i uprzywilejowanych, do przegranych i upodlonych. Symbolicznie na rzecz patrząc, ci z wyższych sfer żyją na szczytach drapaczy chmur i oddychają prawdziwym powietrzem, a ci ze społecznych nizin gnieżdżą się z podziemnych rynsztokach, walcząc o każdy oddech i o szansę przeżycia każdego kolejnego dnia.


Ciekawą - i jakże mocno wpisującą się w klasyczny cyberpunk! - koncepcją są wspomniane już, cybernetyczne czarodziejki. Z magią nie mają one jednak nic wspólnego; to kobiety-transludzie, które dzięki wszczepom i licznym czipom (ot, moda) są w stanie sterować technologią, lecz w gruncie rzeczy te sztuczki to tylko użyteczny dodatek do ich prawdziwej profesji, którą jest luksusowa prostytucja. Klimatycznie patrząc - koncepcja po prostu w punkt!


Jestem tym praskim, miejskim tworem... oczarowany! Wsiąkłem w te śmierdzące uliczki pełne ziomeczków spod ciemnej gwiazdy i szemranych, zepsutych bogaczy, po prostu na amen! To wszystko jest takie swojskie... :) A wizja przyszłości w wykonaniu autora to istny majstersztyk! Gorąco polecam wszystkim fanom gatunku.

Silesia Progress - dziękuję.

#underground #FrantišekKotleta #silesiaprogress #cyberpunk #fantastyka #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #czytamfantastyke #bookstagram #bookreview











Dzieci Smoka - Ireneusz Borek


Tytuł: Dzieci Smoka
Autor: Ireneusz Borek
Wydawnictwo: Silesia Progress
Data wydania: 14.12.2020
Liczba stron: 192


Orient na Górnym Śląsku.

Górny Śląsk - zwłaszcza ten dawny, trochę zapomniany i pełen nostalgii - to bardzo wdzięczne miejsce i znakomite tło fabularne do snucia opowieści, które za tło obierają sobie nie tylko historię, dawno minione realia, ale także interakcje międzyludzkie, których treścią jest przyjaźń, odwaga i gotowość do odbycia wielkiej przygody. Kopalniane, industrialne tło przełomu XIX i XX wieku być może nie wygląda na sensowne uzupełnienie historii z orientem w roli głównej, jednak Ireneusz Borek spróbuje nas w "Dzieciach Smoka" przekonać, że ma to jednak sens. Czy autorowi się to uda?


Jeśli pokusić się o gatunkowe zakwalifikowanie "Dzieci Smoka", to jest to zdecydowanie książka przygodowo-historyczna. To opowieść o przyjaźni, miłości, wojnie i o Górnym Śląsku, która osadzona jest w realiach przełomu XIX i XX wieku. Prawdziwe postacie łączą się tutaj z tymi fikcyjnymi, tworząc barwny kobierzec, po którym ślizga się kanwa tej powieści, w której główną osią jest mityczna postać mnicha Shaolin. Czy takie połącznie - dalekowschodni mnich plus Górny Śląsk - ma jednak sens?

Pierwsze, cisnące się na suta pytanie, brzmi: co mnich z Shaolin robi na Górnym Śląsku? To osobna historia, którą odkryjecie w kolejnych rozdziałach, jednak zdradzić można tyle, że to właśnie on i jego wychowankowie nadali książce jej tytuł. Koncept jest bardzo ciekawy - czy jest to bowiem możliwe, że niepozorny gwardzista cesarza Chin, po niezliczonych wędrówkach przez świat, dociera na Górny Śląsk i tam staje się ojcem duchowym, najpierw gruzińskiej księżniczki (kwestia tego, jak gruzińska arystokratka znalazła się na Śląsku, to jeszcze inna sprawa...), a potem dwóch wyrostków, których przyjaźń zdaje się rozsadzać społeczne granice? Ciekawe...


Szczerze mówiąc - trochę się to wszystko ze sobą gryzie... Ideę książki jak najbardziej pojmuję: ot, jeszcze jedna (i w gruncie rzeczy, pod kątem pomysłu na przesłanie - wartościowa) historia o harcie ducha i o jego wykuwaniu pod okiem mistrza, który dba o dyscyplinę, o poszanowanie wartości oraz o to, by tkwiące w młodych uczniach dobro rozkwitło w pełnej krasie. Super. Tylko czy trzeba było ściągać w tym celu do krainy familoków kogoś aż z dalekowschodnich Chin, i dodawać do tego (a co! - tak na dokładkę...) gruzińską księżniczkę? Ireneusz Borek miał dobry pomysł, ale trochę - moim zdaniem - przekombinował...

Książkę "ratuje" (w jakiś sposób) bardzo ciekawy koncept przedstawienia losów głównych bohaterów, którzy przechodzą kolejno przez następujące po sobie historyczne zawieruchy (I Wojna Światowa, powstania śląskie, plebiscyt) i za każdym razem próbują - skutecznie, za sprawą wpojonych im przez mistrza Shaolin nauk - poukładać sobie (i w sobie) nową rzeczywistość. Sposób oddania historycznego tła w orientalnej tematyce jest, trzeba to przyznać, oryginalny i bardzo ciekawy, jednak... to wszystko "nie gra" ze sobą tak, jak grać powinno.


Trochę szkoda... Pomysł autora miał potencjał. Co się zatem nie udało?... Nie zagrało tutaj przede wszystkim połączenie wątków i sposób, w jaki tego połączenia dokonano. Śląsk to Śląsk (zwłaszcza ten Górny) - z klasztorem Shaolin i z jego naukami ma on formalnie niewiele wspólnego. Łączących mianowników można tutaj szukać w świecie wartości, które oparte są na regionalnych tradycjach (czerpiących z szacunku, z siły ducha, z wartości którą jest rodzina i przyjaźń), jednak na tym łączące to wszystko w jakąś całość nitki w logiczny sposób się kończą. Reszta jest - uroczą co prawda i pełną nostalgii, ale jednak - konfabulacją... Która się (moim zdaniem) niestety nie broni...


Na tle minusów można - na plus - podkreślić bardzo malownicze i wierne oddanie realiów Górnego Śląska z przełomu XIX i XX wieku. Regionalnie na rzecz patrząc sporym plusem jest także wplecenie (w napisaną po polsku całość) spisanych po śląsku dialogów. Wydawnictwo Silesia Progress znane jest z propagowania twórców, którzy pielęgnują regionalne - także te językowe - tradycje. Pod tym kątem warto zwrócić na książkę uwagę.

Silesia Progress - dziękuję.

#dziecismoka #silesiaprogress #ireneuszborek #górnyśląsk #silesia #shaolin #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki












poniedziałek, 23 maja 2022

[*]...


Szok... Niedowierzanie... Po prostu autentyczny brak słów...

Polska fantastyka straciła dziś w nocy IKONĘ... Wzór do naśladowania. Niesamowity umysł, który kreował znakomite fabuły, światy, historie... Nie jestem w stanie zliczyć, ile pięknych chwil spędziłem przy Jej książkach...
Pierwszy tom "Bram Światłości" był książką, od której zaczynałem moją recenzencko-blogerską przygodę we współpracy z Fabryką Słów... Przez te wszystkie lata przeczytałem (a także z wielką przyjemnością zrecenzowałem) mnóstwo książek Pani Mai i w takiej chwili... Po prostu nie wiem co powiedzieć... Czuję niesamowity żal. Smutek... Stała się rzecz straszna, nieodwołalna i chyba nie tylko ja mam problem z tym, żeby zaakceptować to, co się stało... Jednak jakikolwiek mój osobisty żal jest i tak niczym wobec żalu tych, dla których Pani Maja była najważniejsza i najbliższa. Ogromne kondolencje przede wszystkim dla Pana, Panie Jarosławie...
Będziemy o Pani pamiętać, Pani Maju.
[*]









niedziela, 22 maja 2022

Niebezpieczeństwa palenia w łóżku - Mariana Enriquez


Tytuł: Niebezpieczeństwa palenia w łóżku (tytuł oryginału: Los peligros de fumar en la cama & Las cosas que perdimos en el fuego)
Autor: Mariana Enriquez
Wydawnictwo: EchaCzarna Owca
Data wydania: 23.03.2022
Liczba stron: 368


Kiedy rozum śpi, budzą się demony.

Po ubiegłorocznej "Naszej części nocy" imprint literacki Echa zaprasza nas ponownie do spotkania z argentyńską autorką Marianą Enriquez. Pretekstem do tego spotkania będzie tym razem zbiór opowiadań pt. "Niebezpieczeństwa palenia w łóżku". Mroczne zakątki Buenos i okolic raz jeszcze staną nam przed oczami jak żywe, a autorka poda nam na tacy literackie danie, którego treścią będą nie tylko bardzo dobre historie, ale także lokalny folklor, doprawiony szczyptą grozy i makabry. Całość ma spore szanse mocno zapaść Wam w pamięć - pod warunkiem, że jesteście gotowi na nieoczywisty lęk, ukryty strach oraz na wysublimowane alegorie, za sprawą których Enriquez nawet nie tyle, że chce nam napędzić stracha, ale pragnie nam opowiedzieć coś więcej o południowoamerykańskich realiach, przesiąkniętych problemami, nędzą i beznadzieją, które pętają ludzkie czyny i umysły.


Do tej znakomitej mieszanki wrażeń i emocji bardzo dobrze pasuje tytuł sławnej ryciny Francisca Goi: "Kiedy rozum śpi, budzą się demony". Bo tak też bardzo często bywa w prawdziwym życiu, które bez wątpienia jest dla Enriquez wielką inspiracją: jeśli coś nas martwi, pęta umysł i niszczy nasze chęci do działania (najczęściej za sprawą czynników zewnętrznych, do których w tym przypadku należy społeczno-gospodarczo-polityczna sytuacja Argentyny), to jest to prosta droga do lęku, strachu oraz do skłonienia naszych myśli w stronę tego, co jeszcze bardziej potęguje czarne myśli i związany z nimi niepokój oraz grozę. Makabra i argentyński folklor to dla Enriquez tylko narzędzia wyrazu dla takiego właśnie stanu umysłów argentyńskiej społeczności, jednak są to narzędzia bardzo wymowne, udaje jej się bowiem dzięki nim uwypuklić sedno wszystkich towarzyszących jej bohaterom (podświadomych i realnych) lęków.


Sam lęk i strach nie są w żadnym tekście Enriquez oczywiste i namacalne. To nie są mrożące krew w żyłach i pełne spektakularnych efektów gore historie o straceńcach, którzy idą otworzyć drzwi, choć wiedzą, że czai się za nimi potwór. To raczej opowieści o czymś, co czai się na granicach ludzkiego umysłu i nie daje nam spokoju - a później wypełza na światło dziennie w chwili, gdy zawładnie nami zwątpienie i niepewność. Wtedy owo ukryte w umyśle "coś" nabiera sił, przejmuje stery i jeśli tylko damy temu czemuś szansę, to zada nam tylko jeden, ale jakże ostateczny cios. To co prawda wielkie uproszczenie, jednak właśnie do tego można sprowadzić sedno i wspólny mianownik tekstów Enriquez: opowiada nam ona o ukrytych lękach i o zakorzenionym w regionalnych tradycjach strachu, który podskórnie przez cały czas walczy z ludzką wolą i bardzo często zwycięża, gdy tylko damy mu na to szansę. A jeśli już tak się stanie, to wtedy zaczną dziać się rzeczy naprawdę straszne.


Z omawianym zbiorem (wydanym pod powyższym zbiorczym tytułem) nie jest do końca tak, że zawiera od w sobie teksty spisane w ramach tylko jednej antologii. Echa zdecydowały się tutaj bowiem wydać wspólnie tytułowy zbiór "Niebezpieczeństwa palenia w łóżku" oraz wcześniejszy zestaw opowiadań autorki pt. "To, co utraciłyśmy w ogniu". Pomysł w swej istocie jest bardzo dobry, albowiem obydwa zbiory znakomicie pasują do siebie tematycznie oraz klimatycznie, a niewątpliwym plusem całej sytuacji jest to, że wcześniejsza antologia opowiadań Enriquez jest w Polsce szalenie trudno dostępna. Mamy zatem dobrą okazję do jeszcze lepszego zapoznania się z tym, co Enriquez starała się przekazać swoim czytelnikom na przestrzeni lat.


"Niebezpieczeństwa palenia w łóżku" to pierwszy tom opowiadań Mariany Enriquez, który w oryginale ukazał się już w 2009 roku. W zawartych w nim historiach widać elementy, które uczyniły z autorki jeden z najbardziej charakterystycznych głosów literatury argentyńskiej: fascynujące postacie z różnych światów, śmiałe społeczne diagnozy i mieszaninę horroru z miejskim realizmem. Budzące dreszcze grozy opowieści to jednak tylko jedno oblicze skondensowanej prozy Argentynki. Strach to zaledwie pretekst do zbadania takich kwestii jak poczucie winy, patriarchat czy historia Argentyny. Horror jest tu próbą opisu codziennej obcości i odchyleń od normy.


W 2021 roku opowiadania Enriquez znalazły się w ścisłym finale Międzynarodowej Nagrody Bookera oraz Kirkus Prize. Na liście jej sukcesów warto wymienić także to, że wydany w 2016 roku tom opowiadań "To, co utraciłyśmy w ogniu" przebojem wdarł się na listy bestsellerów w Argentynie i w Hiszpanii.

Mariana Enriquez jak mało kto zasługuje na miano jednego z najważniejszych współcześnie głosów w literaturze latynoamerykańskiej. Wielkie brawa dla Tej Pani!

EchaCzarna Owca - dziękuję!

#niebezpieczeństwapaleniawłóżku #tocostraciłyśmywogniu #marianaenriquez #echa #imprintliterackiecha #czarnaowca #wydawnictwoczarnaowca #horror #groza #argentyńskifolklor #makabra #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookreview











Kontener - A.M. Ollikainen


Tytuł: Kontener (tytuł oryginału: Kontti)
Seria: Paula Pihlaja (tom 1)
Autor: A.M. Ollikainen
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 27.04.2022
Liczba stron: 336


Kontener ze zwłokami.

Pierwsza część kryminalnej serii o komisarz Pauli Pihlaja to mroczna historia o tajemniczym zabójstwie, nielegalnych interesach, strachu o własną rodzinę, a także o wszystkim tym, co śmiało można podpiąć pod dyskryminację klasową, rasową oraz pod stosowaną niegdyś przemoc, której konsekwencje mogą ujawnić się nawet po wielu latach. "Kontener" to bardzo dobra książka, dzięki której literacko pojęty fiński kryminał z całą pewnością tylko i wyłącznie zyskał.


W Helsinkach zostaje odnaleziony kontener ze zwłokami. Posesja, na której go odkryto, należy do jednego z najbardziej znanych biznesmenów w Finlandii. Związek zawartości kontenera z osobą biznesmena jest pozornie żaden (wszak sam go sobie przecież nie przysłał), jednak jego majątek został zgromadzony w nie do końca legalnych okolicznościach... Rzuca to cień na całą sprawę - i rzeczywiście: kiedy komisarz policji Paula Pihaja rozpoczyna śledztwo, ślady prowadzą do rodziny biznesmena, ujawniając dziesięciolecia podejrzanych przedsięwzięć biznesowych w Namibii. I nie tylko.

Tymczasem życiem osobistym Pauli wstrząsają stare wspomnienia, które pojawiają się na skutek ostatnich wydarzeń. Kiedy była młodsza, musiała oddać dziecko do adopcji. Chłopiec, jej syn, ma już dwadzieścia lat i jest oskarżony o morderstwo. Paulę dręczy nie tylko poczucie winy związane z dokonaną adopcją. Jak skończy jej dziecko? Kobieta nieustannie martwi się też o to, co stanie się z jej synem...


Pierwsze, co zwraca w książce uwagę, to z całą pewnością bardzo dobre tempo akcji i świetne zakończenie, które niejednego czytelnika zaprowadzi prosto na manowce. Przez sporą część lektury możecie snuć sobie domysły pt. "kto", "jak" i "dlaczego", a na końcu A.M. Ollikainen bardzo wielu z Was wystrychnie na dudka. Brawo!

Samo tempo akcji zasługuje na uwagę przede wszystkim dlatego, że nie jest wcale łatwą sztuką zbudować mroczny nastrój i klimat opowieści oraz połączyć go z narracją, która nie pozostawia czytelnika ani na moment w jednym miejscu. A.M. Ollikainen to potrafi - książkę czyta się dzięki temu z naprawdę ogromną przyjemnością.


Fiński kryminał ma być może nieco uboższe tradycje niż choćby kryminał w wydaniu szwedzkim, jednak mimo to znakomicie wpisuje się on w szeroko pojętą skandynawską szkołę budowania napięcia i intrygi, które za tło obierają sobie zbrodnię. "Kontener" to pierwsza odsłona nowej serii, po której kolejne części zdecydowanie warto będzie sięgnąć. Mam względem nich ogromne oczekiwania na jeszcze więcej tak pozytywnych wrażeń z lektury, jak teraz.

Czarna Owca - dziękuję.

#kontener #AMOllikainen #PaulaPihlaja #czarnaowca #wydawnictwoczarnaowca #kryminał #czarnaseria #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookreview











sobota, 21 maja 2022

Wilcze lato - Hans Rosenfeldt


Tytuł: Wilcze lato
Seria: Czarna seria
Autor: Hans Rosenfeldt
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 13.04.2022
Liczba stron: 404


Mafia, zabójstwa, intryga.

Po lekturze "Wilczego lata" Hansa Rosenfeldta wniosek nasuwa się w zasadzie jeden: skandynawski kryminał wciąż ma się znakomicie, a jego sztandary niesie o wiele więcej niż kilku bardzo dobrych autorów. Rosenfeldt, jako jeden z nich, raczy nas obiecującą historią o mafii, narkotykach i o powiązanych z nimi zabójstwach, których zagadkę musi rozwiązać miejscowa policjantka. A cała ta opowieść rozpoczyna się wraz z chwilą odnalezienia martwego wilka, w którego trzewiach znajdują się szczątki człowieka...


W ciągu zaledwie kilku dni życie Hannah Wester, policjantki w średnim wieku mieszkającej w miasteczku na północy Szwecji – Haparandzie, gwałtownie się zmienia. Kiedy okazuje się, że w żołądku znalezionego w lesie martwego wilka odkryto szczątki człowieka, Hannah rozumie, że nie będzie to lato jak każde inne. Zwłoki wkrótce zostają powiązane z krwawą transakcją narkotykową na granicy z Finlandią. Jak ofiara znalazła się w lesie pod Haparandą? I gdzie podziały się narkotyki oraz pieniądze?


Hannah i jej współpracownicy nie spoczną, póki nie dowiedzą się, co się stało. Ale czas ucieka, a oni nie są jedynymi, którzy poszukują zdobyczy. Kiedy w mieście pojawia się tajemnicza Katia, życie w Haparandzie zostaje wywrócone do góry nogami – nie tylko dla Hannah, która w końcu musi stawić czoło swojej przeszłości.

W zasadzie mamy tutaj wszystko to, co stanowi o sukcesie dobrego kryminału: ciężki klimat, tajemnice, zwroty akcji, wyrafinowane zbrodnie i zagadki z przeszłości, które rzutują na obfitującą w pełne akcji, bieżące wydarzenia. Cała historia rozkręca się, trzeba o tym wspomnieć, bardzo powoli, jednak początkowe wolne tempo zostaje nam później z nawiązką wynagrodzone.


Czepiać można się tego, że "Wilcze lato" nie jest tak naprawdę niczym odkrywczym jeśli chodzi o tradycje skandynawskiego kryminału - autor czerpie z nich garściami i po prostu umiejętnie przekształca dobrze znane wzorce na potrzeby własnej historii. Czy warto jednak czynić z tego zarzut? W budowaniu własnych opowieści na bazie dobrze znanych schematów nie ma w gruncie rzeczy nic złego - zwłaszcza jeśli w efekcie historie te się nam podobają. Ta ma wszelkie dane po temu, aby się spodobać. Więc chyba warto po nią sięgnąć.

Czarna Owca - dziękuję.

#wilczelato #hansrosenfeldt #czarnaowca #wydawnictwoczarnaowca #sensacja #kryminał #czarnaseria #cosnapolce #bookstagram #bookreview #dobraksiazka #czytamksiazki











Refleksologia dla rozkoszy Jak uaktywnić taoistyczne punkty miłości - Mantak Chia, William U. Wei


Tytuł: Refleksologia dla rozkoszy Jak uaktywnić taoistyczne punkty miłości
Autor: Mantak Chia, William U. Wei 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 13.04.2022
Liczba stron: 208