niedziela, 19 marca 2023

Idefiks i Nieugięci. Rzymianie obejdą się smakiem - Hervé Benedetti, Michel Coulon, Simon Lecocq, Nicolas Robin, Jean Bastide, Philippe Fenech

Seria: Asteriks, Idefiks i Nieugięci (tom 2)
Autor: Hervé Benedetti, Michel Coulon, Simon Lecocq, Nicolas Robin , Jean Bastide, Philippe Fenech 
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 22.03.2023
Liczba stron: 72


Potężny Pies!

Komiksy z Asteriksem i Obeliksem zna chyba każdy z nas. Historie o dzielnych Galach to niewyczerpane źródło śmiesznych gagów i kultowych scen, w których pozornie słabsi Galowie sprawiają łomot teoretycznie przepotężnym Rzymianom. Opowieści te mają jednak jeszcze jednego, cichego bohatera. Jest nim pies Idefiks, który otrzymał szansę na solowy, komiksowy występ - i to już po raz drugi!


Koncept na tę historię jest tyleż prosty i sprawdzony, co w dalszym ciągu trafiający do publiki (a przynajmniej do mnie osobiście - choć sądzę, że nie jestem jedyny). Historia jest wesoła i pełna niepodrabialnego humoru, za który całe rzesze czytelników pokochały wojowniczych, dzielnych Galów. Czas polubić także Idefiksa!


Jest 52 rok p.n.e. Cała Lutecja jest podbita przez Rzymian… Cała? Nie! Grupa nieugiętych zwierząt dowodzona przez Idefiksa nadal opiera się najeźdźcy! Po pokonaniu galijskiego przywódcy Kamulogena przez generała Labienusa dzielny piesek Idefiks organizuje ruch oporu, żeby bronić galijskiego miasta przed rzymskim okupantem. Idefiks wraz ze swoją przyjaciółką Frygą, kocicą Przecherą i buldogiem Rygoriksem przychodzi z pomocą tym, którzy ponieśli konsekwencje rzymskiej okupacji…


Na Teutatesa, tak im dadzą popalić, że Rzymianie zapomną od tego języka (łacińskiego) w gębach! Nieugięci co rusz wpadają w nowe tarapaty, ściągając na swoje głowy gniew rzymskiego wodza Labienusa i jego pupilki kotki Monalizy. Lecz błyskotliwość i waleczność Idefiksa, patriotyczny zapał gołębia Astmatiksa, oddanie i wierność suczki Frygi, siła oraz wrażliwość buldoga Rygoriksa i spryt kotki Przechery sprawiają, że szczęście nie opuszcza piątki urwisów, pozwalając im wyjść cało z wszelkich kłopotów, w myśl zasady: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Zaś nadgorliwość i zacietrzewienie ich rzymskich przeciwników, zarówno ludzi, jak i zwierząt, jeszcze bardziej potęgują zabawne sytuacje.


„Idefiks i Nieugięci” to całkiem nowa seria, ze świata Asteriksa. Jest to prequel, którego akcja dzieje się na dwa lata przed spotkaniem Idefiksa z Asteriksem i Obeliksem w Lutecji, w albumie „Wyprawa dookoła Galii”. Mały piesek ewoluuje w nowym świecie, gdzie funkcjonują wszystkie kody, dzięki którym Asteriks odniósł taki sukces. Komiks tworzony jest na podstawie serialu animowanego, emitowanego od września 2021 roku na ekranach France Télévisions, który już w tym roku będzie miał swoją premierę w TVP.


Album został narysowany przez Jeana Bastide'a („Ptyś i Bill”) i Philippe'a Fenecha („Kumpelki”), dwóch młodych, wielce utalentowanych autorów z powodzeniem trzymających poziom swoich mistrzów: René Goscinny’ego i Alberta Uderzo. Scenariusze stworzyli Hervé Benedetti, Michel Coulon, Simon Lecocq i Nicolas Robin. Drugi tom zawiera trzy historie, w których gościnnie występuje pisklę orła, złodziejaszek Larwiks oraz stado walecznych gołębi: „Jajko po rzymsku”, „Afera z obróżką” oraz „Posąg Labienusa”.

Egmont Polska - dzięki!

#idefiks #idefiksinieugięci #rzymianieobejdąsięsmakiem #egmont #egmontpolska #komiks #comicbook #comicbookforkids #cosnapolce #dladzieci #komiksdladzieci












Mój pierwszy komiks 5+. Rodzina Borsuków i Lisów przedstawia: Emocje - Brigitte Luciani, Eve Tharlet


Seria: Mój pierwszy komiks 5+. Rodzina Borsuków i Lisów przedstawia: Emocje (tom 1)
Autor: Brigitte Luciani, Eve Tharlet
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 08.03.2023
Liczba stron: 32


Świat emocji.

Znani nam bardzo dobrze bohaterowie komiksowej serii o przygodach rodziny lisów i borsuków zapraszają nas tym razem na całkiem nową odsłonę związanej z nimi historii. Mowa o opowieści z cyklu "Rodzina Borsuków i Lisów przedstawia", której pierwszą odsłoną będzie opowieść poświęcona emocjom.


Zapraszamy do leśnej szkoły pana Borsuka i pani Lisicy! Dzisiaj Pani Lisica porozmawia z nami o najważniejszych emocjach, jakie pojawiają się w naszym życiu. Świetnie się składa, ponieważ zwierzątka mają na ten temat do opowiedzenia wiele ciekawych historii! W leśnej szkółce nauczycielka Matylda w sposób zabawny i przystępny opowie, jakie emocje władają nami najczęściej, a co najważniejsze – wytłumaczy, czemu służą, i podpowie, jak możemy sobie z nimi radzić. Zachęcamy do wspólnej zabawy i nauki!


Na łamach komiksu odnajdziemy ludzkie charaktery w zwierzęcych maskach, zabawne perypetie i próby zmierzenia się z innością, która zamiast dzielić - łączy naszych sympatycznych bohaterów. To pozytywne i ciepłe przesłanie towarzyszy nam na każdym kroku lektury i sprawia, że staje się ona bardzo dobrą propozycją dla dzieci.


Komiks pomaga zrozumieć dziecku emocje i uczucia, które odczuwa. I to zarówno te pozytywne, jak i te negatywne. Ma to o tyle duże znaczenie, że w efekcie można wzmocnić u dziecka sposób odczuwania emocji pożądanych oraz poniekąd oswoić i zrozumieć te, które zwykle kwalifikujemy jako złe i destrukcyjne. Świat dziecięcych emocji jest niesamowicie bogaty, różnorodny i bardzo ważny - to na nim dzisiejsze dziecko zbuduje swój emocjonalny świat w dorosłym życiu. Dlatego warto zagłębić się w te odczucia już dziś - np. z pomocą takich historii, jak ta.


Komiks jest bardzo ładny i pełen swoistego uroku. Tekstu nie ma w nim dużo, a przez to znakomicie nadaje się on jako jedna z pierwszych samodzielnych lektur dla dziecka, które ćwiczy naukę czytania. Cała historyjka jest do tego pełna ciepła, humoru i przepięknych ilustracji. Warto sięgnąć!

Według dziennika „Le Monde” historia pana Borsuka i pani Lisicy to „przepełniona humorem i czułością piękna lekcja tolerancji”.


Dziękuję 
Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

#rodzinaborsukówilisówprzedstawia #emocje #mójpierwszykomiks #panborsukipanilisica #światkomiksu #egmontpolska #mójpierwszykomiks #cosnapolce #dladzieci #komiks #komiksdladzieci #comicbook #comicbookforkids #booksforkids #bookstagram #bookstagrampolska












Dino Ranch. Magazyn 1/2023 - praca zbiorowa


Seria: Dino Ranch. Magazyn (nr 1/2023)
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 28.02.2023
Liczba stron: 28


Ranczo dinozaurów.

Jeśli Wasze Małe Pociechy znają emitowaną w telewizji bajkę "Dino Ranch", to dedykowany bajce z małego ekranu magazyn może być ciekawą propozycją! Do wspólnej zabawy zaproszą nas m.in. Miguel wraz z triceratopsem Tango i Jon w towarzystwie welociraptora Blitza :)


Na kolejnych stronach znajdziemy łamigłówki, plakat i proste zadania logiczne (głównie na spostrzegawczość). Wśród takich warto wymienić proste labirynty, kolorowanki, a także kreatywne zadania polegające na wyklejeniu z dostępnych elementów własnego dinozaura!


W środku czeka nas także komiks. Opowieść o codzienności na dinozaurzym ranczo spisana została w komiksowej formie i stanowi sympatyczną zachętę dla najmłodszych do poznania nieco bliżej bohaterów magazynu :) Poza komiksem i wspomnianymi już zadaniami będziemy mieć też okazję do... zagrania w grę! W magazynie znajdziemy planszówkę zatytułowaną "Problemy z tinhornami" :)


Czasopismo to ciekawa propozycja dla wszystkich wielbicieli serialu emitowanego na kanale TVP ABC o tym samym tytule. Zachęcamy młodych fanów do zapoznania się z opowieściami pełnymi przygód przeżywanych przez głównych bohaterów. Czytelnicy znajdą także dużo humoru, łamigłówki, ciekawe i kreatywne zadania usprawniające grafomotorykę małych dłoni, oraz propozycje gier i zabaw a wszystko to w towarzystwie uroczej gromadki sympatycznych dinozaurów. W każdym numerze wyjątkowy prezent!


W numerze znajdziemy wspomnianą, tradycyjną niespodziankę! Załączonym do numeru prezentem jest zestaw, na który składa się latarka, odznaka i naklejki :)

Dziękuję 
Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.


#dinoranch #dinoranchmagazyn #egmontpolska #egmont #magazyn #magazyndladzieci #dladzieci #cosnapolce #bookstagram












niedziela, 12 marca 2023

Głos kobiecej duszy. Siedem opowieści o pożądaniu, miłości, wzrastaniu i sile - Maxine Mei-Fung Chung


Autor: Maxine Mei-Fung Chung
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 08.03.2023
Liczba stron: 352


Pragnienie to działanie.

Czy kobiety są w stanie każdorazowo wskazać to, czego chcą? Na czym im zależy, dokąd chcą zmierzać i co pragną osiągnąć? Wydawałoby się, że nie za bardzo jest to możliwe - wszak kobieta po pierwsze zmienną jest, a po drugie kieruje nią tyle sprzecznych pragnień, że wskazanie tego wiodącego zakrawa na niemożliwe. Okazuje się jednak - podobno - że za sprawą analizy własnego wnętrza można jednak w tej materii dojść do jakichś sprecyzowanych wskazań. Przekonuje o tym Maxine Mei-Fung Chung w książce pt. Głos kobiecej duszy. Siedem opowieści o pożądaniu, miłości, wzrastaniu i sile.


Po trzydziestu latach badań Zygmunt Freud wciąż nie znalazł odpowiedzi na swoje doniosłe pytanie: „Czego pragną kobiety?”. W trakcie piętnastoletniej przygody w roli psychoterapeutki Maxine Mei-Fung Chung zrozumiała, że wyjaśnienie zagadki Freuda kryje się w aktywnej współpracy z pacjentkami (może niezbyt to odkrywcze, jednak... sam trop wydaje się być dobry).

Lektura to siedem tak różnych od siebie opowieści, jak tylko różne mogą być od siebie kobiety. Same w sobie historie te bronią się bez problemu jako autonomiczne opowieści o ludzkich pragnieniach, jednak myśl autorki jest tutaj dużo głębsza - owych siedem opowieści składa się bowiem na psychologiczną analizę kobiecego wnętrza, które jest totalnie zmienne w zależności od sytuacji, w jakiej znajduje się kobieta. Wraz z sytuacją zmieniają się jej odczucia, emocje i priorytety, jednak jest coś, co owe odmienności łączy. Tym czymś są pragnienia, które pchają do jedynej rzeczy, jaka jest w stanie zmienić aktualny stan rzeczy: do działania. Właśnie do działania próbuje przekonać nas autorka książki.


W poruszających historiach siedmiu diametralnie różniących się od siebie kobiet Maxine Mei-Fung Chung rzuca nowe światło na problem naszych najbardziej podstawowych potrzeb i pragnień. Przyszła panna młoda, która staje przed problemem zaakceptowania własnej seksualności, matka zmagająca się z pytaniami dotyczącymi tożsamości i przynależności, kobieta ucząca się, jak wyzdrowieć po latach traumy: Głos kobiecej duszy to elektryzujący i intymny zapis badań nad wewnętrznym życiem kobiet.

Ta oparta na godzinach rozmów pomiędzy Maxine i jej pacjentkami książka odkrywa kobiece lęki, nadzieje, sekrety i zdolność do zdrowienia. Z ogromną empatią, a jednocześnie dbałością o szczegół autorka prezentuje nam pozbawione lęku i uprzedzeń spojrzenie w głąb tego, kim jesteśmy, abyśmy mogli lepiej zrozumieć samych siebie - a także siebie nawzajem.


Poznać kobietę i jej wnętrze... Niewykonalne? Kilka lat temu hitem była na rynku książka pt. "Wszystko, co mężczyźni wiedzą o kobietach" - jej wnętrze stanowiły lśniące czystością, puste kartki, szczerzące się do "czytelnika" swoją niezapisaną niczym bielą :) Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy doświadczamy jako czytelnicy swoistego zalewu literatury, która owe czyste karty zapełnia (choć może tylko mi się tak wydaje, a pozycje o tej tematyce obecne były zawsze). Tak czy inaczej to bardzo dobrze - każda analiza kobiecego wnętrza (nawet tylko literacka) to dobra rzecz.

Na koniec dobra wiadomość :) Od 8 do 12 marca książkę w postaci e-booka będzie można nabyć w wyjątkowo niskiej cenie 4,99 zł w większości księgarń e-bookowych, np.: empik.com, publio.pl, swiatksiazki.pl, woblink.pl. Macie więc czas jeszcze tylko dziś! Warto :)


Polecam.

Dziękuję Insignis za egzemplarz recenzencki.

#głoskobiecejduszy #siedemopowieści #maxinemeifungchung #insignis # #cosnapolce #dobraksiazka #czytamfantastyke #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland 












Legendy i Latte - Travis Baldree


Autor: Travis Baldree
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 22.03.2023
Liczba stron: 336


Fantasy i kawa.

Czy wyobrażacie sobie życie bez kawy? Mi osobiście nie jest chyba dana aż tak bogata wyobraźnia. Podobnie do tej sprawy podchodzi się w niniejszej książce - i to nawet, jeśli główna bohaterka z początku zupełnie nie wie, czym w ogóle jest kawa! A żeby było jeszcze ciekawiej, to mając na myśli bohaterkę mówię o... orczycy :) "Legendy i Latte" to oryginalne zaproszenie do świetnej historii, w której prym będą wieść dwie sprawy: dobra fantastyka i pyszna kawa!


Znużona dziesięcioleciami walk, krwawymi wyprawami i nieustannymi awanturami orczyca Viv uznaje, że nadeszła pora zawiesić miecz na kołku. Chce zrealizować swoje marzenie – zamierza otworzyć pierwszą kawiarnię w mieście Thune. Mimo że nikt tam nie ma bladego pojęcia, czym jest kawa… Jednak na tym zupełnie nowym, nieznanym szlaku nawet najdzielniejsza z wojowniczek nie poradzi sobie sama. Na drodze do sukcesu Viv stają jej rywale – dawni i nowi. Mroczne podziemie Thune może sprawić, że orczycy łatwo będzie znów chwycić za miecz, a przecież obiecała sobie, że więcej tego nie zrobi.

Dlatego właśnie, jak mawia stare porzekadło, przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. A jej członkowie mogą nadejść z najmniej oczekiwanych kierunków. Nieważne, czy ściągnie ich pradawna magia, smakowite słodkości czy też świeżo zaparzona kawa – staną się dla Viv bardziej nieodzowni, niż sobie wyobrażała. Bo prawdziwą nagrodą w wędrówce są ci, których spotykamy po drodze.


Na łamach książki dostajemy wszystko to, za co uwielbiamy klasyczne fantasy: wielką przygodę, humor i trudną misję do wykonania, w trakcie której poznamy realia całego uniwersum, które zostało przemyślane naprawdę dobrze i, co nieczęsto się zdarza, potrafi już samo w sobie wzbudzić wielkie zainteresowanie i sporo emocji.

Po skończonej lekturze czuć niedosyt, a to świadczy tylko o tym, że to bardzo dobra książka. Lektura wywołuje uśmiech na ustach i... chyba o to w tym wszystkim chodziło. Mamy się tą książką (i dzięki niej) przede wszystkim dobrze bawić. Jeśli taki był rzeczywiście zamysł, to udał się on znakomicie!


"Legendy i Latte“ Travisa Baldree to ciepła, napawająca optymizmem, życiowa fantasy o nowych początkach i o rodzinie, którą wybieramy sobie sami. Idealna dla fanów TJ Klune’a, Katherine Addison i T. Kingfisher.

Dziękuję Insignis za egzemplarz recenzencki.

#legendyilatte #travisbaldree #insignis # #cosnapolce #sensacja #fantastyka #dobraksiazka #czytamfantastyke #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












Assassin's Creed. Spisek maga - Kate Heartfield


Seria: Assassin's Creed
Autor: Kate Heartfield
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 22.03.2023
Liczba stron: 360


Nowy rozdział.

"Assassin’s Creed" to nie tylko zacna gra - to także wielopoziomowe i bogate uniwersum, w którym możemy przenieść się w czasie i w przestrzeni do fascynujących miejsc i okresów historycznych. Tym razem czeka nas w ramach serii coś wyjątkowego, a na dodatek będzie to coś na kształt zupełnie nowego rozdziału - przeniesiemy się do XIX wieku i spróbujemy zapobiec spiskowi, który ma na celu destabilizację całej Europy.


Wojna pomiędzy asasynami a templariuszami wstrząsa Europą epoki wiktoriańskiej. Oto pełen zwrotów akcji thriller otwierający zupełnie nowy rozdział w dziejach uniwersum "Assassin’s Creed"! Londyn, rok 1851. Pierrette, zuchwała akrobatka dająca popisy na Wielkiej Wystawie, ratuje przed porywaczami matematyczkę Adę Lovelace i wikła się w odwieczny konflikt pomiędzy asasynami i templariuszami.


Ada, która okazuje się nieuleczalnie chora, powierza Pierrette swoje tajemnice i nakazuje jej odnaleźć straszliwą broń, którą projektowała dla zagadkowego naukowca posługującego się pseudonimem „Mag”. Jedynym sprzymierzeńcem Pierrette jest Simeon Price, przyjaciel Ady z dzieciństwa i członek bractwa stawiającego ponad wszystko wolną wolę. Pierrette i Simeon wspólnymi siłami odkrywają zdumiewającą intrygę mającą za cel destabilizację Europy poprzez zamachy na tle politycznym. Ścigając się z czasem i zachowując ostatki nadziei, podążają tropem zabójców i bomb, by zniweczyć krwawy plan templariuszy.


Warto zwrócić uwagę na przedstawione na łamach książki realia. Wprawdzie całe sedno opowiedzianej tu historii jest literacką fikcją, jednak tło to już inna sprawa. Fajnie wygląda tu też tempo akcji i zaskakujące nas, fabularne twisty. W pewien sposób uwiarygadnia to wszystko całą opowieść i nadaje jej tak potrzebnych każdej dobrej historii barw.


"Assasin's Creed" posiada milionowe rzesze fanów na całym świecie, w związku z czym kolejne wydane pod tym szyldem tytuły to rzecz nieunikniona i wyłącznie kwestia czasu. I bardzo dobrze! Uniwersum asasynów to bowiem świat, który jak rzadko który przemawia do wyobraźni i wciąga do tego stopnia, że chciałoby się przenieść do niego na stałe. Niniejsza książka tylko tę tezę potwierdza.

Polecam.

Dziękuję 
Insignis za egzemplarz recenzencki.

#assasninscreed #spisekmaga #insignis # #cosnapolce #sensacja #fantastyka #dobraksiazka #czytamfantastyke #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #instabooks #instabookspoland












środa, 8 marca 2023

Córki Klanu Jeleni - Danielle Daniel


Autor: Danielle Daniel
Wydawnictwo: MOVA
Data wydania: 22.02.2023
Liczba stron: 328


Zmierzch indiańskiej tożsamości.

Dziki Zachód i związana z nim historia kolonizacji amerykańskiej ziemi znana jest w zasadzie wszystkim. Ameryka Północna w wymiarze dotyczącym rdzennej ludności to jednak nie tylko Wielkie Równiny, Apacze, Siuksowie i ich dramat spowodowany zwycięstwem białego człowieka. Ameryka ma w swej historii także tę mniej znaną kartę, która dotyczy losów kolonizacji jej północno-wschodniego wybrzeża. XVII-wieczny dramat Algonkinków, czy Irokezów był (dziejowo patrząc) wcale nie mniejszy, niż ten będący ponad dwieście lat później udziałem Siuksów i Apaczów. "Córki Klanu Jeleni" to lektura, która odkrywa przed nami tę mniej znaną (lecz równie ważną) dziejową kartę północnoamerykańskiego kontynentu.


Przed nami książkowa podróż w czasie o ponad czterysta lat wstecz. Jest rok 1657. Wschodnie (a w zasadzie: północno-wschodnie) wybrzeże Ameryki Północnej systematyczne kolonizowane jest przez Francuzów i Brytyjczyków, którzy nieuchronnie wbijają się klinem w rdzenne ziemie indiańskich plemion. Indianie ustępują bladym twarzom tocząc między sobą nieustanne walki, prowadzące do dramatycznych wyborów - w tym do wyborów między życiem, a śmiercią. Przed takim wyborem staje plemię Algonkinków, którzy mogą albo dumnie zginąć z rąk Irokezów lub Brytyjczyków, albo też mogą sprzymierzyć się z Francuzami, co oznaczać będzie jednak (prędzej czy później) ich tożsamościową tragedię oraz, tak czy inaczej, odwleczoną w czasie porażkę...

Książkowe Nowości TaniaKsiążka.pl to zawsze tytuły ciekawe, intrygujące, wychodzące poza dobrze znane schematy. Bardzo często towarzyszy im powiew świeżości, intrygująca zapowiedź czytelniczej przygody, lub też - tak jak w tym przypadku - niesamowita dawka emocji, które nie tylko odwołują się do przeszłości (co ciekawe: także do przeszłości dotyczącej samej autorki), ale stanowią także pewnego rodzaju rozliczenie się z ową przeszłością, co w nieuchronny sposób skłania czytelnika ku zadumie i refleksji. Na takie historie warto się skusić, zapewniają one bowiem nie lada rozrywkę i są szansą na całkiem nowe czytelnicze doznania.


„Córki Klanu Jeleni” to powieść o kobietach, które doświadczyły przemocy z rąk kolonizatorów. Ich historie zbyt długo pozostawały w zapomnieniu - aż do teraz. Przejmująca historia z XVII wieku oddaje nie tylko sprawiedliwość indiańskim ofiarom europejskiej cywilizacji, ale jest także poruszającym rozliczeniem się z przeszłością własnej rodziny ze strony autorki, której przodkowie należeli do indiańskiego plemienia Algonkinków.

Akcja „Córek Klanu Jeleni” rozgrywa się w XVII wieku w Nowej Francji, zagrabionym przez kolonizatorów terytorium dzisiejszej Kanady. Marie Miteouamegoukoue jest rdzenną kobietą, uzdrowicielką z Klanu Jeleni. Jej lud szanuje rytm i serce Ziemi, ale w związku z przyjazdem osadników zostaje pozbawiony swoich tradycji i zmuszony jest do przyjęcia obcej, chrześcijańskiej wiary.


Marie ma obowiązki wobec klanu, który potrzebuje sprzymierzeńca w obronie przed Irokezami i Brytyjczykami. Mimo że wciąż myślami jest przy swoim tragicznie zmarłym mężu, dla dobra ogółu poślubia zielonookiego Francuza Pierre’a. Choć wie, że mężczyzna ją kocha, ona nie odwzajemnia jego uczuć. Wkrótce zachodzi w ciążę i dowiaduje się, że według przepowiedni ich córkę czeka okrutny los. Stara się jednak żyć dalej i pielęgnować zwyczaje Klanu Jeleni. Na tyle, na ile to możliwe...

Pola manewru Marie nie ma jednak zbyt wielkiego. Nowi panowie jej ziem pragną, w duchu chrześcijańskich idei tamtych czasów, wyplenić rdzenne wierzenia i zwyczaje, a sama Marie (mimo, iż jest żoną Francuza) nie jest niczym więcej, jak pozbawionym de facto prawa głosu obywatelem drugiej kategorii. To samo dotyczy jej dzieci (które, paradoksalnie, mają przecież ojca Francuza - na nieszczęście dla siebie mają one jednak domieszkę w postaci indiańskiej krwi).


Każda nierówność społeczna prędzej czy później prowadzi do tragedii i nie będzie chyba zaskoczeniem jeśli zdradzę, że to właśnie czeka nas na łamach niniejszej powieści. Jako czytelnicy staniemy się świadkami dramatu, do którego doprowadzi ludzka chciwość, przekonanie o własnej wyższości i nienawiść względem wszystkiego, co obce. I w imię czego? Przynoszenia "dzikusom" światła "cywilizacji"?

Wszystko to zakrawa na niesamowitą hipokryzję białego człowieka. Niniejsza lektura jest dobrą okazją do zadumy nad tym, co Europejczycy wyczyniali od czasów Kolumba w Nowym Świecie. Dla rdzennej ludności ich przybycie oznaczało wywłaszczenie, choroby, a często także zniszczenie kulturowego dorobku i śmierć. Bilans zysków i strat tego rodzaju "kolonizacji" wydaje się być zatem z punktu widzenia Indian jednoznaczny.


Nic nie jest jednak tylko czarno-białe. W przypadku opisywanego przez autorkę plemienia Algonkinków wybór między własną tożsamością, a podporządkowaniem się Francuzom właściwie nie istniał - uznanie ich zwierzchności oznaczało co prawda systematyczny zanik tej tożsamości i odroczoną w czasie śmierć, jednak odrzucenie francuskiej protekcji równało się śmierci w zasadzie natychmiastowej (czy to z rąk wrogich Irokezów, czy też kolonizujących kontynent od południa Brytyjczyków). Ten fakt pogłębia tragizm odbioru całej historii, w której - tak się wydaje - to, co dobre i piękne i tak musiało umrzeć. Wybór polegał jedynie na tym, czy ma to nastąpić szybciej, czy też później...

Książka Danielle Daniel to niesamowite czytelnicze przeżycie i zdecydowanie polecam ją każdemu, komu bliskie są poruszające, ludzkie historie. "Córki Klanu Jeleni" to także dobrze opisany pod względem realiów wycinek historii Ameryki Północnej, której rozdział odnoszący się do XVII wieku wciąż nie jest jakoś szczególnie często przywoływany w szeroko pojętej literaturze (a szkoda: historia XVII-wiecznej kolonizacji północno-wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej oraz los indiańskich plemion z tego obszaru od zawsze są w cieniu opowieści z przełomu XIX i XX wieku dotyczących Dzikiego Zachodu). Nie bez znaczenia pozostaje także osobisty wydźwięk powieści, w której autorka oddaje hołd swoim przodkom.


Krótko mówiąc: same plusy!

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości TaniaKsiazka.pl


Zapraszam raz jeszcze do sekcji Nowości TaniaKsiazka.pl

#bloggujezTK #taniaksiazka #taniaksiazkapl #ksiegarniataniaksiazka #córkiklanujeleni #danielledaniel #cosnapolce #bookreview #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #recommendedbooks #bookreview #instabooks #instabookspoland













wtorek, 7 marca 2023

Ja Inkwizytor. Dziennik czasu zarazy - Jacek Piekara


Cykl: Cykl Inkwizytorski (tom 16)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 22.02.2023
Liczba stron: 616


Skwar i zaraza.

Stęskniliście się może przypadkiem za Mordimerem? Jeśli tak, to rzućcie wszystko w kąt i śmiało zamieńcie znane nam z "Trylogii Ruskiej" peczorskie bagna na duszne, upalne miasto Weilburg, w którym za chwilę rozszaleje się zaraza! Jacek Piekara zaprasza na książkowe studium ludzkiego szaleństwa w objętym kwarantanną mieście, za którego murami czekają nas żarliwe modły i równe im zapalczywością bluźnierstwa. Ludzie kaszlą, wariują, a zamknięte na głucho miasto to jedna wielka beczka prochu. Lont już podpalony... Święte Officjum będzie mieć pełne ręce roboty.


Po zakończeniu "Trylogii Ruskiej" (na którą składały się, przypomnijmy: "Przeklęte krainy", "Przeklęte kobiety" i "Przeklęte przeznaczenie") wielu fanów Cyklu Inkwizytorskiego ostrzyło sobie zęby na powrót do głównej linii narracyjnej serii i na kontynuację jej najbardziej popularnych wątków (w tym na kilka już od lat obiecanych), jednak Jacek Piekara, jak to często bywa, zaskoczył i zaserwował publice jednocześnie coś nowego, coś będącego jakimś rodzajem kontynuacji, ale także coś niespodziewanego (bo kontynuacja kontynuacją, ale takiego ciągu dalszego przygód Mordimera raczej się nie spodziewaliśmy). A żeby było jeszcze ciekawiej, to powyższą kwalifikację "Dziennika czasu zarazy" i jego miejsca w ramach cyklu równie dobrze można wyrzucić do kosza, gdyż - jak zauważa sam autor - książkę można równie dobrze potraktować jako całkowicie autonomiczną powieść względem pozostałych.


Co tak bardzo może nas w "Dzienniku..." zaskoczyć? Przede wszystkim zamiana ruskich, peczorskich bagien i wilgotnych, zimnych mgieł na palące słońce cesarskiego miasta Weilburg, w którym zaczyna się szerzyć zaraza. Oficjalnie od wydarzeń na Rusi minęło około roku, Mordimer nic jednak z tamtego okresu czasu nie pamięta i nic na ten temat nie wie. Do wiadomości otoczenia podano, że przez rok był ciężko, obłożnie chory i de facto żadnej wyprawy na Ruś nie odbył. Czasem powracają do niego jakieś majaki, niejasne w interpretacji koszmary i sny o zagrożeniu czającym się we mgle... Tyle. Żadnych konkretów. Specjaliści Świętego Officjum to rzeczywiście znakomici fachowcy, którzy potrafią perfekcyjnie wyczyścić człowiekowi pamięć.


Weilburg wita nas palącym słońcem i grozą inkwizytorskich lochów, w których przesłuchiwany jest aptekarz, niejaki Jonatan Baum. Wobec niemożności udowodnienia mu jakiejkolwiek winy aptekarz zostaje zwolniony i odprowadzony przez Mordimera do świeżo nabytej przez Bauma kamienicy. Podczas pierwszego spaceru po Weilburgu poznajemy nieco bliżej tę senną mieścinę, w której z pozoru grozi nam jedynie nuda, możliwa do zabicia głównie przez uciechy dostępne za sprawą trunków, kobiet i zamtuzów (czasu trawionego na żarliwych modłach nie liczę, oczywistym jest bowiem, że w towarzystwie inkwizytorów pochłoną one większość naszego czasu).


W mieście ewidentnie wisi coś w powietrzu i nie jest to tylko spowodowana upałem duchota. Weilburg po cichu opanowuje zaraza, na którą wkrótce zachoruje znaczna część lokalnej społeczności. Mowa o epidemii kaszlicy, szerzącej się w tempie tyleż niepojętym, co zatrważającym. Już wkrótce senne miasteczko zostanie odcięte od świata za sprawą kwarantanny, a my, wraz z wszystkimi zamkniętymi za jego murami mieszańcami, staniemy się naocznymi świadkami tego, co może stać się z ludźmi doprowadzonymi do ostateczności i jak szybko objawią się w tych warunkach ich prawdziwe, iście diabelskie oblicza. Szalejąca od tygodni spiekota to czynnik wystarczający do uruchomienia drzemiącego w nas szaleństwa, jednak w Weilburgu ludziom grozi coś o wiele gorszego, a katalizator zdarzeń w postaci epidemii to tykająca bomba z opóźnionym zapłonem. Ludzie najpierw kaszlą, potem wariują, a całe miasto to jedna wielka beczka prochu z podpalonym lontem. Krótko mówiąc: szykujcie popcorn!


Jak to często bywa w czasach próby, czekają nas poruszające świadectwa głębokiej wiary, a także liczne, potworne bluźnierstwa. Aż dziw, że bluźniących śmiałków nie ubił na miejscu piorun, jednak Wszechmogący poprzestał chyba w swej litości na zesłaniu na miasto zarazy. Skłoni ona ludzi do robienia rzeczy, które nigdy by im nie przyszły do głowy, a cały Weilburg zamieni się w arenę szaleństwa, gdzie jedna iskra to będzie aż nadto do wywołania pożaru. Za zatrzaśniętymi na głucho bramami zobaczymy otwarte i skryte mordy, a ich sprawcami będą nie tylko zawodowi przestępcy i zrzeszające ich organizacje (jak np. tongi), ale także szanowani obywatele o nieposzlakowanej opinii, ze znanymi lekarzami i miejskimi rajcami na czele. Świętemu Officjum nie zabraknie pracy, lecz i ono zostanie uwikłane w ostry spór z wysłannikami Watykanu, który to spór niebezpiecznie zbliży się do granicy otwartej wojny.


Krótko mówiąc: tylko patrzeć, aż ludzie zaczną skakać sobie do gardeł. Bo w sumie - co za różnica? Nie dziś, to jutro każdy może przecież zachorować i opuścić ten ziemski padół, czemu zatem sobie nie pofolgować i nie pokazać, na co nas stać! Katastrofa wisi nad Weilburgiem niczym całun śmierci, a my możemy tylko patrzeć na to studium szaleństwa, które obnaża nagą prawdę o tym, jak niewiele może znaczyć człowieczeństwo w warunkach całkowitego zaniku jakichkolwiek zasad.


Analogie do rzeczywistości są w "Dzienniku czasu zarazy" widoczne aż za dobrze. Jacek Piekara proponuje nam po części prawdziwe, po części fikcyjne studium pandemii i literackie rozliczenie się z tym, czego wszyscy byliśmy świadkami nie tak dawno temu. Książka jest dokładnie tym, co zapowiada jej tytuł: dziennikiem zdarzeń w odciętym od świata z powodu epidemii mieście. Odzwierciedla on częściowo to, co każdy z nas widział i przeżył (choroba, strach, niepewność, lockdown), a po trosze to, co mogło się w toku pandemii zdarzyć, lecz się na szczęście nie zdarzyło (rozruchy, mordy, bezprawie). Dystans czasu dzielący nas od najczarniejszych covidowych godzin jest obecnie chyba wystarczający, by mógł przyjść czas na refleksję i zadumę. "Dziennik czasu zarazy" jest do tego dobrą okazją.


Omawiana część Cyklu Inkwizytorskiego, nie ma co tego ukrywać, różni się od pozostałych. Wątki nieco inne, fabuła początkowo jakby senna, nawet Mordimer nie ten sam, bo chyba jakiś taki bez ognia... Wszystko jest jakby uśpione przez lejący się z weilburskiego nieba żar. Niby tak to wygląda, ale to tylko pozory i właściwie (chyba) celowa zmyłka przed tym, co się za chwilę w Weilburgu wydarzy. Te pozory to cisza przed burzą, a ta się niebawem na naszych oczach rozpęta. I nawet jeśli nie jest to powieść podejmująca dawne wątki (raczej jest to coś na kształt fabularnego przerywnika w serii), to myślę, że w pewnym stopniu była ona - patrząc na otaczającą nas jeszcze całkiem niedawno rzeczywistość - czymś nieuniknionym.


Spora część publiki być może powie, że nie na to czekaliśmy względem Mordimera. Z jednej strony to prawda - Cykl Inkwizytorski ma tyle otwartych wątków i furtek, że trudno jest się nie niecierpliwić w oczekiwaniu na to, aż autor podąży wreszcie w ich stronę. Czasem jednak życie weryfikuje pewne sprawy i myślę, że będąca w jakiś sposób inspiracją dla autora pandemia usprawiedliwia zarówno "Dziennik czasu zarazy", jak również to, że poczekamy na inne wątki cyklu nieco dłużej. Fakt, chciałoby się już nie czekać, pojawia się jednak w tym momencie pytanie, co byłoby lepsze: nie dostać do rąk "Dziennika..." i czekać dalej (i to o X czasu dłużej) bez żadnej kolejnej części cyklu, czy też lepszy jest jednak "Dziennik..." i możność powrotu już teraz do uniwersum inkwizytorów? Nawet jeśli ten powrót nie jest dokładnie tym, na co sporo ludzi czeka? Według mnie sprawa jest prosta - bierzmy to, co nam dają (bo, cytując klasyka, "mogło być nic").


Duszny Weilburg pożegna nas gęstymi obłokami snujących się nad pogorzeliskami dymów i widokiem masowych grobów, jakie pozostawi po sobie kaszlica. Mordimer opuści miasto na szczęście w jednym kawałku (choć niewiele brakowało, a byłoby inaczej!), a my podążymy wraz z nim dalej - póki co w kierunku Koblencji i, prawdopodobnie, w stronę kolejnych przygód, które (miejmy nadzieję) już niedługo.

Fabryko - dzięki!

#dziennikczasuzarazy #jacekpiekara #cyklinkwizytorski #mordimermadderdin #mordimer #zaraza #pandemia #fantastyka #weilburg #święteofficjum #fabrykasłów #cosnapolce #dobraksiazka #czytamksiazki #bookstagram #bookstagrampolska #instabooks #instabookspoland #bookreview