środa, 7 sierpnia 2019

H jak hamak - Marcin Sendecki, Agnieszka Surma


Tytuł: H jak hamak
Seria: Literkowe Przedszkole, Akademia Mądrego Dziecka
Autor: Marcin Sendecki, Agnieszka Surma
Wydawnictwo: Egmont Polska
data wydania: 17.07.2019r.
Liczba stron: 32


H jak hamak ;)

Tytuł może być nieco mylny, książeczka bowiem nie za bardzo utrzymana jest w wakacyjnych klimatach (z którymi hamak się nieodmiennie kojarzy), lecz nawiązuje ona do nowego roku szkolnego w przedszkolu. Tak czy inaczej - bohaterem głównym jest literka "h" :)

Nowy rok szkolny rozpoczyna się od elektryzującej wieści o tym, iż przedszkole pozyskało pewnego hojnego sponsora, który na pewno ufunduje dla placówki coś cennego (!). Dzieciaki - jak to dzieciaki: prześcigają się w domysłach :) Każdy ma swoje typy i małe marzenia ;)

Literkowe Przedszkole to ciekawa, niezobowiązująca seria książeczek, które mają za zadanie ćwiczenie dziecięcej znajomości alfabetu i utrwalenie wiedzy w tym zakresie. W każdej książeczce znajduje się wesoła historyjka, a także rebusy, zagadki i kolorowanki dzięki którym utrwalenie posiadanej wiedzy o alfabecie staje się nieco łatwiejsze :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:
https://egmont.pl/H-jak-hamak-Literkowe-przedszkole-AMD,17582084,p.html





G jak grom - Marcin Sendecki, Agnieszka Surma


Tytuł: G jak grom
Seria: Literkowe Przedszkole, Akademia Mądrego Dziecka
Autor: Marcin Sendecki, Agnieszka Surma
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 17.07.2019r.
Liczba stron: 32


Literek ciąg dalszy.

Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka "g" ;) Brzmi znajomo, aczkolwiek to nie Ulica Sezamkowa, a seria Akademia Mądrego Dziecka, która w jednej z podserii bierze "na tapetę" alfabet oraz ćwiczenia z zapamiętywania liter.

Książeczka jest bardzo krótka - ale treściwa. Wytłuszczono tutaj wszystkie słowa na literkę "g", opatrując całość mini-opowiastką z życia przedszkolnego, a w opowiastce tej królować będzie wiosna i wiosenne burze wraz z gromami ;)

Bardzo przyjemna książeczka, w sam raz dla przedszkolaków (do których jest zresztą skierowana). Szanse na utrwalenie w sobie rozpoznawania konkretnej litery - w tym przypadku "g" - są, tak myślę, dużo większe im więcej w tym zakresie ćwiczeń. Nie zaszkodzi zatem się tą pozycją zainteresować.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:
https://egmont.pl/G-jak-grom-Literkowe-przedszkole-AMD,17582108,p.html?utm_source=inis&utm_medium=onsite&utm_campaign=productpage






F jak foka - Marcin Sendecki, Agnieszka Surma


Tytuł: F jak foka
Seria: Literkowe Przedszkole, Akademia Mądrego Dziecka
Autor: Marcin Sendecki, Agnieszka Surma
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 17.07.2019r.
Liczba stron: 32


Literkowe przedszkole.

Przyjemna, króciutka i ciekawa propozycja dla przedszkolaków na poznanie i utrwalenie sobie wiedzy o alfabecie. Bohaterem tej małej książeczki jest literka "f" :)

Marcin Sendecki i Agnieszka Surma napisali i bardzo ładnie zilustrowali książeczkę być może nie odkrywczą, ale jednak z punktu widzenia dziecka bardzo ciekawą. Bohaterem jest tutaj, jako się rzekło, litera "f", a przyjęta w książeczce konwencja jest wybitnie świąteczna. Do Bożego Narodzenia jeszcze sporo czasu, ale chyba miło będzie w takiej konwencji choć trochę odpocząć myślami od upałów ;)

Każde słowo na literę "f" jest w książeczce specjalnie wytłuszczone, a króciutka fabuła ma za zadanie właściwie jedno: ćwiczenie znajomości słów na wspomnianą literkę i utrwalenie ich sobie. Długofalowo patrząc cel tej pozycji także jest dosyć jasny, a jest nim przygotowanie dziecka do płynnego czytania i pisania.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:





wtorek, 6 sierpnia 2019

Hazel Wood - Melissa Albert


Tytuł: Hazel Wood (tytuł oryginału: The Hazel Wood)
Cykl: The Hazel Wood (tom 1)
Autor: Melissa Albert
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 376



Mroczna „Alicja w Krainie Czarów”?

Wyhamowany optymizm. To pierwsze co nasuwa mi się na myśl tuż po lekturze. Okładka piękna (a nawet PRZEPIĘKNA!), opis sprawiający że chce się czym prędzej zacząć czytać, pierwsze strony i… wszystko w człowieku wyhamowuje. Stopniowo i powoli, ale jednak… „Hazel Wood” to książka z fantastycznym potencjałem i miejmy w związku z tym nadzieję, że kontynuacja (a takowa ma, jak wieść niesie, być) będzie lepsza, jednak odsłona nr 1 niewiele zostawia z ogromnego entuzjazmu z którym zaczynało się czytanie pierwszej strony…

Hazel Wood – mroczna, baśniowa kraina pełna stworów i niebezpieczeństw. Kraina fikcyjna, wykreowana przez Altheę Proserpine, babkę głównej bohaterki książki. W normalnym świecie fikcja pozostaje fikcją i prawo to dotyczy także fikcyjnych literackich krain, jednak nie dotyczy to Hazel Wood… Wnuczka Althei i jednocześnie główna bohaterka książki, Alice, przez całe w zasadzie życie ucieka wraz z matką przed prześladującym je pechem (czy pech ten jest tylko pechem, czy też czymś więcej, to już materiał do przemyśleń w trakcie lektury). Kiedy babka umiera „pech” tylko się nasila – matka Alice zostaje porwana i to porwana przez stwory z Hazel Wood… Baśniowa kraina naprawdę istnieje. Wraz z całym swoim mrokiem i mnogością niebezpieczeństw. Jedyną szansą na uratowanie matki jest wyruszenie przez Alice do Hazel Wood… 

Zamysł na fabułę jest fantastyczny. Magiczna kraina w zestawieniu z samym tylko imieniem głównej bohaterki nasuwa na myśl „Alicję w Krainie Czarów” :) Można było zrobić z tego niesamowitą literacką baśń, która zauroczy czytelnika magią, tajemnicą i – dla równowagi – grozą. Coś tu jednak po drodze (niestety!...) nie wyszło i ze sobą nie zagrało… Żal mi tego faktu strasznie. Cóż jednak począć… Pozostaje pytanie: co nie zagrało?

Przede wszystkim tempo akcji i pomysł na poprowadzenie świetnej w założeniu historii. Przykro to stwierdzić, ale w książce momentami (czasem długimi) niewiele się dzieje i tempo narracji zwyczajnie „siada”. Sami bohaterowie też nie są jakoś szczególnie dogłębnie wykreowani; po lekturze ma się wrażenie, że w zasadzie prawie się ich nie poznało, a nie jest ich w książce zbyt wielu, zatem taki wniosek nie jest zbyt optymistyczny. Szwankuje także relacja pomiędzy Alice a Ellerym Finchem, w którego towarzystwie dziewczyna wyrusza na pomoc matce; w zasadzie nie wiadomo, co to ma być za relacja – koleżeństwo, coś więcej, suche partnerstwo oraz połączenie sił tylko i wyłącznie dla osiągnięcia celu? Ciężko stwierdzić… Konwencja także ma w sobie co nieco chaosu, nie można bowiem po lekturze jednoznacznie powiedzieć, czy to mroczna baśń dla dorosłych, czy raczej książkowo-bajkowy dreszczyk grozy dla nastolatków (niczego młodszej publice nie ujmując). Ech… 

Nie wiem, może niepotrzebnie wybrzydzam… Chociaż – jak pisałem – momentami niewiele się w książce dzieje, to można by to zrzucić na karb tego, iż jest to de facto pierwsza część większego cyklu. Stąd też i moja nadzieja, że w odsłonie nr 2 będzie lepiej… Kto wie, może potencjał tej historii został tak przez autorkę pomyślany, żeby rozkręcać się stopniowo. Oby. Tej myśli się trzymajmy.

Z mniejszym – i to chyba sporo mniejszym – optymizmem niż przed zaczęciem lektury… polecam. Z nadzieją, że niniejsza książka to tylko przystawka przed głównym daniem, które będzie smakować dużo lepiej.

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.







Podróż na Wschód - Hermann Hesse


Tytuł: Podróż na Wschód (tytuł oryginału: Morgenlandfahrt)
Autor: Hermann Hesse
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 23.05.2019r.
Liczba stron: 124



Ojczyzna i młodość duszy.

Balansująca na pograniczu jawy i snu opowieść o duchowej podróży w głąb samego siebie w poszukiwaniu… No właśnie, czego? Jak to u Hessego bywa, przede wszystkim w poszukiwaniu szeroko pojętego sensu. Doskonałości. Właściwej drogi. Ale nie tylko, „Podróż na Wschód” to bowiem w pierwszej kolejności podróż w poszukiwaniu duchowego odrodzenia, młodości, witalności i witalnej siły oraz chęci do zmian, który przybliżą nas do szczęścia (czymkolwiek by ono nie było).

„Podróż na Wschód” często postrzegana jest jako swoista uwertura, wstęp do „Gry szklanych paciorków”, która jest bodaj czy nie najważniejszym dziełem Hermanna Hessego. Po lekturze „Podróży…” wydaje mi się, że powyższy pogląd jest słuszny; w niniejszej książce Hesse tak jakby zbierał siły na napisanie „Gry…” poprzez rozprawienie się z sensem szeroko pojętej duchowości, z poszukiwaniem jej, co miało chyba na celu ułatwienie rozważań o sprawach jeszcze ważniejszych.

Wędrówka czytelnika przez kolejne strony „Podróży na Wschód” pełna jest symboliki oraz odniesień do wybitnych osobowości – zarówno do tych istniejących realnie, jak również do tych fikcyjnych, które wszakże również mogą pełnić rolę duchowych przewodników i autorytetów. Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że Hesse w dużej mierze opowiada w ten sposób o własnych autorytetach i inspiracjach, a więc o własnych mentorach pomagających jemu samemu w odnalezieniu duchowej drogi do młodości duszy. Ciekawe i cenne to spostrzeżenia, które w toku lektury chyba nieco pomagają zrozumieć tok rozumowania samego autora.

Czym jest i czym może być młodość duszy? Do tego trzeba dojść samemu. Zapewne też dla każdego będzie to coś nieco innego, jednak uniwersalnie na sprawę patrząc, z całą pewnością można to pojmować jako pełnię witalnych i życiowych sił, które przekładając się na twórcze zasoby umysłu są w stanie przybliżyć nas ku właściwej drodze wiodącej do szeroko pojętego absolutu oraz ku pełnej życiowej mądrości doskonałości – do której, zgodnie z założeniem Hessego, dążymy wszyscy (a przynajmniej do której dążyć powinniśmy). Czy warto wybrać się w tę podróż? Zdecydowanie tak (przynajmniej, na dobry początek, literacko).

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.







Krowa Matylda się nudzi - Alexander Steffensmeier


Tytuł: Krowa Matylda się nudzi (tytuł oryginału: Lieselotte hat Langeweile)
Seria: Krowa Matylda (tom 9)
Autor: Alexander Steffensmeier
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 13.05.2019r.
Liczba stron: 28



Jak znaleźć sposób na nudę?

Krowa Matylda to przesympatyczna krowa płatająca mnóstwo figli i lubiąca się bawić :) To tak tytułem wstępu dla tych, którzy nie mieli jeszcze z Matyldą żadnej przyjemności. Z kolei dla obeznanych z tematem i z główną bohaterką – w niniejszej odsłonie Matylda będzie mieć pewien problem… Jaki? NUUUDĘĘĘĘ…. 


Gospodynia i listonosz obiecali Matyldzie puszczanie latawca, jednak cały plan bierze w łeb przez pogodę… Matylda zostaje pozostawiona sama sobie i, jak się okazuje, znalezienie samemu sobie zajęcia wcale nie jest takie łatwe. Zwłaszcza jeśli gra w gumę nie sprawia przyjemności, a układanie puzzli odpada przez zbyt dużą ilość zielonych elementów… Matylda niemiłosiernie się NUDZI. Cóż więc począć?... Ciekawska krowa znajdzie i na to sposób. Remedium na nudę znajdzie się zaś… na strychu :)


Sympatyczna i pełna humoru bajka, którą zapewne polubi niejedno dziecko. Główną bohaterkę także da się bez problemu polubić ;) Osobiście jestem Krową Matyldą zachwycony – zarówno samą bajką, główną bohaterką, jak również książkowym wydaniem jej przygód, to bowiem jest bogato ilustrowane, ciekawe, zwracające uwagę całokształtem szaty graficznej i formatem wydania, który jest bardzo duży, wygodny i trwały dzięki twardej oprawie. Nic tylko czytać ;)

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.







Kicia Kocia i Nunuś. Kto mieszka w lesie? - Anita Głowińska


Tytuł: Kicia Kocia i Nunuś. Kto mieszka w lesie?
Seria: Kicia Kocia i Nunuś
Autor: Anita Głowińska
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 13.05.2019r.
Liczba stron: 14



Leśna wycieczka.

Lato w pełni, czas na wszelakie wycieczki jest więc idealny :) Również do lasu, a o tym że leśny kierunek wakacyjnych wypraw może być ciekawy i fajny (a także pouczający) przekona nas Kicia Kocia i Nunuś :)


Co możemy odnaleźć w lesie? Bardzo wiele rzeczy, roślin oraz zwierząt – i to dużo więcej niż 38 zamieszczonych pod otwieranymi okienkami w niniejszej książce ;) Będą więc drzewa, ptaki, rośliny i cała plejada leśnych zwierzątek, o których można się co nieco dowiedzieć.


Wyprawa rodzeństwa jest kolorowa i zajmująca – ciekawe rzeczy mogą znajdować się za każdym leśnym zakrętem i można się ich spodziewać w zasadzie w każdej chwili. Leśną wycieczkę zwieńczy zaś fantastyczny piknik, którzy śmiało można powtórzyć – oczywiście pod opieką dorosłych – na własną rękę.


Kicia Kocia i Nunuś to świetna seria, która zyskała kolejną bardzo fajną odsłonę. Pomysł z dużą książeczką pełną otwieranych okienek to fantastyczny sposób na dobrą zabawę połączoną z nauką, a przy okazji także z edukacją w zakresie dbania o przyrodę oraz o środowisko naturalne. Książka jest przy tym bardzo ładnie wydana i ma świetną, cieszącą oczy szatę graficzną. 

Cóż dodać? Kolejna świetna odsłona świetnej serii :) Polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.






Baśń o dębowym sercu - Artur Jasiński


Tytuł: Baśń o dębowym sercu
Autor: Artur Jasiński
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 07.06.2019r.
Liczba stron: 50



Serca mają nie tylko ludzie.

Piękna baśń przypominająca o tym co dobre i ważne. Choć jest ona dosyć krótka, to jednak daje do myślenia oraz skłania do zastanowienia się nad naturą dobra i zła. Z kolei w najprostszej sferze odbioru jest to po prostu ładna bajka, idealna do czytania dzieciom na dobranoc :)

W pewnej wsi przez szereg lat wszystko było dobrze; ludziom się wiodło, zbiory się udawały, cała okolica niemalże płynęła mlekiem i miodem. Niestety do czasu… Za powszechny dobrobyt odpowiadał pewien potężny dąb, któremu jednak zły czarnoksiężnik wyciął podstępnie serce, przez co cała kraina zaczęła obumierać. Wydaje się, że nie ma już ratunku i wszyscy mieszkańcy opuszczą niebawem tę okolicę, a stary dąb umrze… Na scenie zdarzeń pojawia się jednak pewien mały, dzielny chłopiec – czy uda mu się odzyskać dębowe serce? Czy dziecięca odwaga będzie w stanie pokonać złe czary i ludzką złą wolę?

Bajka, chociaż krótka, chwyta za serce. Na kolejnych stronach znajdziemy wszystko, co powinno znaleźć się w dobrej opowieści dla dzieci: ciekawą historię, zło, dobro, walkę jednego z drugim, a wreszcie zwycięstwo tego ostatniego, które możliwe jest dzięki odwadze, szczerości i czystym, dobrym intencjom. Emocje w trakcie czytania także się pojawią, a to za sprawą złego czarnoksiężnika, strzegącego jego siedziby smoka oraz cały czas obecnego wyścigu z czasem, jeśli bowiem mały chłopiec nie zdoła odzyskać dębowego serca przed wschodem słońca, to wszystko przepadnie.

„Baśń o dębowym sercu” to także piękna opowieść o przyjaźni oraz o ludzkich wadach i zaletach. Opisywana w książce przyjaźń odnosi się przede wszystkim do więzi łączącej chłopca ze starym dębem, ale metaforycznie można rozszerzyć jej znaczenie do przyjaźni człowieka z całą otaczającą go przyrodą – to tylko przypomina jak ważny jest taki związek i jak istotne jest dbanie o środowisko oraz o całe nasze naturalne otoczenie. Z kolei obecne w książce dobro, zło i odwaga mają za zadanie utrwalenie w małym czytelniku właściwego podejścia oraz właściwych postaw; nie od dziś wiadomo, że czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał, w związku z czym każda bajka właściwie rozkładająca w dziecięcej świadomości akcenty jeśli chodzi o ludzkie postawy może kiedyś zaprocentować – warto o tym pamiętać.

Gorąco polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki.







Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk - Anka Mrówczyńska

Tytuł: Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk
Cykl: Młody bóg z pętlą na szyi (część 1)
Autor: Anka Mrówczyńska
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 03.07.2019r.
Liczba stron: 370




Chcieć przenosić góry, a jednocześnie wszystko tu i teraz skończyć. "Być albo nie być - oto jest pytanie"... 

"Młody bóg z pętlą na szyi"... Tytuł wymowny - po prostu w punkt. Dlaczego w punkt? Wyobraźcie sobie dziewczynę w kwiecie wieku, która nie skończyła jeszcze nawet 30-tki; jest inteligentna, ma w sobie mnóstwo pasji, zdolności, potrafi wiele i jest świetna w tym co robi, a jednocześnie każdego dnia cierpi. Miota się od bandy do bandy i… często chce to wszystko zakończyć... ostatecznie zakończyć. Wiem - nie do pojęcia, prawda? A jednak... Ta książka jest kolejną obok "Borderline: Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii" autobiograficzną książką Anki Mrówczyńskiej. Ta autorka budzi mój coraz większy szacunek. Przede wszystkim za odwagę. Odwagę, która jest w stanie pomóc całemu mnóstwu innych ludzi żyjących na co dzień z tym samym problemem. 

Kiedy cierpisz, cierpi w Tobie wszystko. A kiedy cierpisz tak bardzo, że nic nie ma już sensu... wtedy możesz zrobić dwie rzeczy: poddać się, lub walczyć. Jeśli nie umiesz lub nie masz już sił i chęci walczyć sam - szukasz pomocy. O tym jest właśnie ta książka: o rozpaczliwej walce o samego siebie, o codziennej walce przede wszystkim o to by się nie poddać. To co przeżywa Anka... całokształt jest straszny. Tygiel emocji, sprzeczne odczucia, gonitwa myśli, stany euforii, manii, przeplatające się z fazami depresji i impulsywnymi epizodami samobójczymi. Taka jest codzienność bohaterki, będącej jednocześnie autorką tej pięknej, smutnej, pełnej emocji książki. To dziwne, ale czytając można to wszystko zrozumieć - na ile się da, nie w całości oczywiście, ale... zrozumienie jest możliwe. A kiedy już przychodzi - książka wali jak obuchem w głowę. Tyle emocji w jednym człowieku, tak bardzo sprzecznych... z jednej strony uskrzydlających, z drugiej - tak bardzo destrukcyjnych. Borderline... pewną bezczelnością jest być może upraszczanie sprawy, lecz - z myślą o laiku czytającym tę recenzję - do tego właśnie, w bardzo ogólnym sensie (a przez uogólnienie w sensie bardzo nieuprawnionym, lecz na potrzeby tej recenzji koniecznym) sprowadza się problem, którego dotyczy ta lektura.

Anka (pozwolę sobie pisać w ten sposób o autorce, sama bowiem wielokrotnie to czyni) na łamach "Młodego boga..." opisuje być może najtrudniejszy etap (tylko "być może" - ciężko wskazać jakąkolwiek fazę czasową borderline jako tę najgorszą) swojego życia: pogorszenie własnego stanu, decyzję o pójściu do szpitala psychiatrycznego, sam pobyt w nim i jego skutki. Całość oparta jest o pisane w szpitalu dzienniki. Nie wiem jak mogę się do tego odnieść. Każdy przypadek borderline jest inny. Tak, są w nich podobieństwa - podobieństwa przerażające, lecz wspomagające zrozumienie. Pobyt w tym miejscu z pewnością autorce pomógł. Czy może pomóc innym?... To kwestia diagnozy, zaleceń, stanu własnego... Pewników jest tutaj bardzo niewiele, jeśli jednak unikanie tego miejsca - na oddziale dziennym czy też zamkniętym - ma oznaczać doprowadzenie do rozwiązań ostatecznych, to warto pójście do tego miejsca rozważyć. Szpital psychiatryczny to z pewnością jeden wielki strach. Niewiadoma. Przerażenie? Na pewno też... Ciężko się nie bać mając wciąż w głowie myśl, że można tam wejść, a później wyjść jako zupełnie inny człowiek. Człowiek, którego nie rozpozna się być może w lustrze? Być może... na tym właśnie polega strach. Książka, którą mam w rękach pokazuje, że strach będzie zawsze. Ale on jest do pokonania. A trudne decyzje bolą, przerażają, lecz mogą być odpowiedzią i rozwiązaniem na wiele pytań. Może nie na zawsze i nie całkowicie takie trudne decyzje (szpital) rozwiążą pewne problemy, jednak... to w końcu też pomoc, prawda? A jeśli cały człowiek, jego cała istota, jestestwo, krzyczą - i to już nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz, coraz głośniej, o pomoc - to krzyczą... po coś... I nieraz na taki krzyk remedium są tylko te trudne rozwiązania. "Młody bóg..." to niezwykle trudna pod tym kątem lektura. Trudna w treści, nie w odbiorze... Odbiór jest bowiem prosty i przystępny, treść zaś dotyka arcytrudnych kwestii... Jest to jednak książka budująca. Pozytywna. Śmiech przez łzy... tak, tak tę lekturę można podsumować... Co jeszcze? Chyba jeszcze to, że ciemny tunel nie zawsze kończy się ślepym zaułkiem z cegieł - czasem na jego końcu jest światełko... tyle, że nie widać go, bo jest za ostrym zakrętem... jeśli jednak spróbuje się pójść trochę dalej tym tunelem - światełko się pojawi... a w końcu powiększy, aż  wyjdzie się w końcu z ciemności prosto w krąg światła. Chciałbym żeby tak było w każdym przypadku :) ... Kto by nie chciał? Życie to nie bajka, nadzieję jednak trzeba mieć zawsze. I wierzyć w pewne rzeczy. Tej właśnie wiary życzę wszystkim tym, którym dedykowana jest ta książka. Wierzcie. Nie poddawajcie się. Walczcie o to, żeby się nie poddać. I się, do diabła, nie poddawajcie. Nigdy. I pamiętajcie o jednym - o czym również często mówi Anka - nie jesteście sami. Nigdy.

Na koniec małe odniesienie do innych opinii o tej książce. Wiele jest w sieci opinii - i to widać - pisanych przez osoby nie mające albo wiedzy, albo styczności z problemem będącym treścią tej pozycji. Przeglądając takie opinie mam nieodparte wrażenie, jakbym czytał entuzjastyczne relacje kogoś ze szkłem powiększającym w ręce, który przygląda się właśnie przez to szkło nowemu, interesującemu gatunkowi żuka gnojownika... Ludzie... dajcie sobie spokój z takimi recenzjami i opiniami... Zgoda, "zachwycacie" się żukiem... serio?, jest czym się "zachwycać"? I czy pomyśleliście w swym "zachwycie" jak czuje się też żuk? Co i jak on przeżywa - na co dzień? Mocno wątpię... Nie wskażę nikogo rzecz jasna palcem, ale mam nadzieję, że co poniektórzy opiniujący zerkną w tę recenzję i - może - najdzie ich chwila refleksji. Borderline, tak jak i inne zaburzenia natury psychologiczno-psychiatrycznej to w naszym pięknym kraju, jak już pisałem w innych recenzjach, wciąż temat tabu. Otoczony murem ciemnogrodu i stereotypów. Tacy autorzy jak Anka Mrówczyńska robią wyłomy w tym murze - i bardzo dobrze. Lecz ten mur pewnie jeszcze trochę, niestety, postoi (jak widać).

Teraz jeszcze coś na "koniec-koniec" ;) ... Książkę, tak jak i inne o tej tematyce, polecam w pierwszej kolejności wszystkim tym, których ten problem bezpośrednio dotyka. W drugiej kolejności - ich bliskim. Entuzjaści, studenci pewnych kierunków, osoby po prostu ciekawe tematu... Wam też tę książkę polecam... mała tylko prośba z akapitu powyżej: miejcie, na Boga, nieco refleksji w tym co i jak piszecie - i o samej książce i o osobach, do których jest ona skierowana.

Dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki.






Teraz zaśniesz - C.L. Taylor


Tytuł: Teraz zaśniesz (tytuł oryginału: The Sleep)
Autor: C.L. Taylor
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 03.07.2019r.
Liczba stron: 400



Strach i bezsenność.

Bardzo dobre budowanie napięcia, ciągłe niebezpieczeństwo i poczucie zagrożenia, tajemnice i śmierć – oto „Teraz zaśniesz” w pigułce. Przed nami chyba jeden z lepszych wakacyjnych tytułów z przyjemnym dreszczykiem grozy, świetny do czytania w letnie wieczory :)

Główna bohaterka „Teraz zaśniesz” nie miała dotąd łatwo. Jako jedyna ocalała z wypadku boryka się z ciągłym strachem, z traumą i ze stale nawiedzającą ją bezsennością. Jej nerwy skołatane są do tego stopnia, że postanawia rzucić dotychczasowe życie i przenieść się na spokojną szkocką prowincję, gdzie podejmuje pracę w miejscowym pensjonacie. I oczywiście nie wszystko idzie tak, jak powinno… Miejsce mające w założeniu przynieść spokój przynosi tylko eskalację strachu i autentyczne przerażenie… Czy i tym razem głównej bohaterce uda się przeżyć?

„Teraz zaśniesz” to jeszcze jeden tegoroczny hołd – zwłaszcza obok „Siedmiu śmierci Evelyn Hardcastle” – dla twórczości Agathy Christie i dla klasycznych kryminałów oraz powieści detektywistycznych w starym, dobrym stylu. Zamknięta przestrzeń pensjonatu, ciche prowincjonalne ustronie i siedmiu hotelowych gości, z których jeden jest mordercą… Tylko który? Kiedy uderzy? Jak go rozpoznać wśród pozostałych gości? Zagadka dla szarych komórek czytelnika pierwsza klasa. I jak to bywa w najlepszych książkach gatunku – wcale nie jest ona łatwa do rozwiązania. Fabuła nie raz i nie dwa podsuwa czytelnikowi fałszywe tropy i wiedzie czytającego na manowce. Końcowe rozwiązanie i finał książki zaskakują, co sprawia, że frajda z czytania jest naprawdę spora (!).

W książce zwraca uwagę przede wszystkim fantastyczne budowanie napięcia. Czuć dreszczyk grozy, zdecydowanie go czuć! Połączenie napięcia, grozy i ciągłego zagrożenia ze strachem, bezsennością i ze swoistym polowaniem na ludzi tworzy mieszankę wybuchową, która podejrzewam zaspokoi wybredne apetyty niejednego znawcy i wielbiciela gatunku. I o to chodzi :)

Gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.





poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Pamiętnik księgarza - Shaun Bythell


Tytuł: Pamiętnik księgarza (tytuł oryginału: The Diary of a Bookseller)
Autor: Shaun Bythell
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 19.06.2019r.
Liczba stron: 388



Wśród stosów książek.

Szkocka prowincja, małe miasteczko Wigtown. Podupadający antykwariat zostaje pod wpływem impulsu przejęty przez młodego Szkota, który usiłuje tchnąć w interes nowe życie… Wyniknie z tego cała masa perypetii i sytuacyjnych gagów, o których po prostu trzeba przeczytać :)

Życie księgarza wcale nie jest, jak się okazuje, łatwe. Można wręcz odnieść wrażenie, że to ekstremalnie trudny sposób zarobkowania, za który powinien odgórnie przysługiwać dodatek za pracę w warunkach szkodliwych ;) Smaczku wszystkim zamieszczonym w książce opowieściom dodaje zaś fakt, że są one de facto realnym odbiciem rzeczywistości, książka powstała bowiem w oparciu o prawdziwe zapiski księgarza prowadzącego realnie istniejący antykwariat :)

Jaka jest zatem rzeczywistość księgarza? Oj, różna… ;) Każdy dzień jest w stanie zaskoczyć i przynieść coś nowego. A to trafi się ekscentryczny personel, a to namolni klienci nie będą dawać żyć ciągłymi pytaniami o jakiś wolumin, inni z kolei przyjdą na pięć minut przed zamknięciem interesu i – oczywiście narzekając – nie dość, że nic nie kupią, to jeszcze porozrzucają książki i zostawią po sobie bałagan (trafią się także klienci odwiedzający księgarski przybytek bladym świtem ;) ). Będą także wyprawy po rzadkie egzemplarze książek w najdalsze zakątki Zjednoczonego Królestwa, wszystko zaś okraszone jest – i tu zaskoczenia nie ma – wielką miłością do książek i literatury :)

„Pamiętnik księgarza” jest na swój sposób lekturą ciekawą, a jednocześnie… momentami nużącą :/ Sytuację ratuje trochę sarkazm, ironia i pojawiający się momentami typowy brytyjski humor, jednakże są w trakcie lektury chwile, kiedy całość jest nieco monotonna. Prawdopodobnie wynika to po części ze specyfiki pracy księgarza, która często ową monotonią stoi, co jest także przyczyną dla której książka z początku szalenie ciekawi, a im bliżej końca – nieco nuży… Tak czy inaczej warto jednak przeczytać – chyba każdy wielbiciel książek chciałby się przekonać, jak wygląda życie i praca księgarza od kuchni ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.







czwartek, 1 sierpnia 2019

Chyba umieram! - Christopher Kelly, Marc Eisenberg



Tytuł: Chyba umieram! (tytuł oryginału: Am I Dying?!)
Autor: Christopher Kelly, Marc Eisenberg 
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 05.06.2019r.
Liczba stron: 424


Hipochondrycy! - coś dla Was :)

Biblia hipochondryka? Tak! ;) Ale nie tylko. Ta książka to dużo więcej i nie służy ona tylko i wyłącznie nasyceniu apetytów oraz potwierdzeniu wszelkich obaw u osób szukających w sobie objawów różnych jednostek chorobowych. To tak naprawdę szalenie przyjazny i rzeczowy zarazem przewodnik po najczęściej spotykanych objawach chorób - a do tego książkowa podpowiedź, czy w przypadku ich pojawienia się panikować, czy też raczej wyluzować i zacząć działać pragmatycznie oraz adekwatnie do sytuacji.

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tej książki. Czegoś takiego jeszcze nie czytałem. Lektury podobnej do niniejszej raczej się nie uświadczy na rynku wydawniczym. Oto bowiem autorzy (dwóch praktykujących specjalistów z amerykańskiego uniwersytetu medycznego) zebrali na nieco ponad 400 stronach zestaw praktycznych "porad pierwszej pomocy", które nie dość że uświadamiają co się właśnie może dziać (oczywiście orientacyjnie, książka nigdy nie zastąpi medycznej diagnozy), to w dodatku pozwalają na rzeczowe spojrzenie na sprawę i na odpowiednie zareagowanie na to co się dzieje. Taki swoisty prysznic na otrzeźwienie dla panikarzy i hipochondryków ;) - w dobrym tego słowa znaczeniu.

Książkę podzielono na osiem rozdziałów poświęconych odpowiednio: głowie i szyi, klatce piersiowej i plecom, brzuchowi, częściom kobiecej anatomii, analogicznie częściom męskiej anatomii, problemom łazienkowym, rękom i nogom oraz skórze i włosom. Całość spina postscriptum wskazujące, że cokolwiek by się nie działo - jeszcze nie umieramy; czasem wystarczy jakiś domowy sposób, czasem ochłonięcie i zaprzestanie panikowania, kiedy indziej zaś pójście do specjalisty. Rzeczowo, mądrze i na temat od początku do końca.

Czy przesadzę proponując, ażeby niniejsza lektura znalazła się w każdym domu? ;) Może i jest to przesada, ale faktem jest także, że mając coś takiego jak "Chyba umieram!" pod ręką oszczędzimy masę czasu na szukanie informacji w sieci, czy chociażby na zżerające nas nerwy i niepokój. Ot, wystarczy sięgnąć do stosownego rozdziału (lub do szalenie przydatnego indeksu na końcu książki), przeczytać co trzeba i... działać :) A przynajmniej nie panikować.

Gorąco polecam! Przewrotnie - bo tak też może sugerować zarówno tytuł jak i opis ;) - pisałem na początku, że oto mamy w ręku biblię hipochondryków ;) ... Poprawiam się: to raczej zimny prysznic na otrzeźwienie i rzeczowa riposta na hipochondryczne obawy wszelkiego rodzaju. Panikować nigdy nie warto - dzisiejsza medycyna to nie potrząsanie szamańską grzechotką i rozbijanie kurzych jaj na rozstajach dróg, ale ogromny zbiór wiedzy, która najczęściej pomaga. Wystarczy zachować spokój i opanować problem samemu lub przy pomocy lekarza (abstrahując rzecz jasna od tematu rzeka jakim jest stan polskiej służby zdrowia oraz terminy oczekiwania na wizytę u specjalisty ;) ...). Pamiętajmy też, że żadna książka prawdziwej wizyty u lekarza nie zastąpi. Z psychologicznego punktu widzenia jednak warto - nawet tylko jako pewne mentalne placebo - mieć tę książkę na półce :)

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.






W pogoni za słońcem. O świetle słonecznym i jego wpływie na ciało i umysł - Linda Geddes


Tytuł: W pogoni za słońcem. O świetle słonecznym i jego wpływie na ciało i umysł (tytuł oryginału: Chasing the Sun: The New Science of Sunlight and How it Shapes Our Bodies and Minds)
Autor: Linda Geddes
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 19.06.2019r.
Liczba stron: 336


Biologia i Słońce.

Można powiedzieć - kompendium wiedzy o Słońcu i o jego wpływie na organizm człowieka. Co więcej jest to kompendium ciekawe, błyskotliwe i pełne anegdot, a więc bardzo odległe od wyobrażenia o książce popularnonaukowej pełnej teorii i suchych faktów. Linda Geddes zabiera nas w prawdziwie słoneczną podróż :)

Autorka bazuje na najnowszych zdobyczach nauki - to niewątpliwy plus tej pozycji. W telegraficznym skrócie można rzec, iż Geddes przewertowała całą dostępną ludzkości wiedzę na temat naszej gwiazdy i podała ją czytelnikowi w skondensowanej formie na 336 stronach. Aczkolwiek wiedza ta jest ukierunkowana przede wszystkim na wpływ Słońca na człowieka oraz na konsekwencje braku owego wpływu - to najważniejszy aspekt na jakim skupiono się na kolejnych stronach.

Geddes sięga w swych rozważaniach aż do starożytności. Fakt faktem - starożytni Rzymianie wiedzieli o Słońcu niejedno. Ale okazuje się, że także współcześni nam amisze, którzy od szeroko pojętej cywilizacji trzymają się raczej z daleka, także mają w tej materii coś ciekawego do powiedzenia i do zaoferowania. Pewną spinającą całość klamrą tej opowieści są najnowsze badania samej gwiazdy i ludzkiego metabolizmu (z wnioskami płynącymi z obserwacji astronautów w przestrzeni kosmicznej włącznie) oraz wzajemne powiązania pomiędzy jednym i drugim.

Jakie wnioski płyną z rozważań autorki? Dość proste, jednakże poparte naukowo potwierdzonymi teoriami robią one wrażenie. A wnioski są takie, iż Słońce jest nam do życia i do prawidłowego funkcjonowania niezbędne, sami zaś się jego pozytywnego wpływu pozbawiamy - przez tryb życia, cywilizacyjny pęd, świadome spędzanie czasu wszędzie tylko nie na słońcu, czy wreszcie przez cały wpływ ludzkości na równowagę naszej atmosfery, który sprawia, że Słońce z przyjaciela staje się wrogiem. Konsekwencje wszystkich tych procesów widoczne są już dzisiaj, jednak konsekwencje najbardziej dalekosiężne - to już zagadka... Z niezbyt optymistycznymi prognozami niestety.

Cóż więc czynić? Szary człowiek nie zmieni raczej ani sposobu funkcjonowania naszej cywilizacji, ani też nie ograniczy chociażby emisji gazów cieplarnianych, a zatem pozostaje jedno - robić to, co można w odniesieniu do siebie samego. A więc kiedy tylko można (i kiedy jest to bezpieczne) należy na słońce się po prostu, najzwyczajniej w świecie, WYSTAWIAĆ :) Nie jest to odkrywcze, ale jednak niezbędne. Natura zaprogramowała związek Słońca nie tylko z roślinami i zwierzętami pozbawionymi ludzkiej inteligencji - człowiek jak najbardziej też podlega tym prawom. Stosujmy się więc do nich. Być może uzbrojeni w wiedzę zdobytą dzięki tej książce odnajdziemy w sobie większą motywację w tym zakresie niż dotychczas.

Polecam :)

Dziękuje Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.







środa, 31 lipca 2019

Fox - Frederick Forsyth


Tytuł: Fox (tytuł oryginału: The Fox)
Autor: Frederick Forsyth
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 03.07.2019r.
Liczba stron: 352


Wywiad i Zespół Aspergera.

Czy można w jednej książce pogodzić ze sobą wywiadowcze gry, zakulisowe zmagania o utrzymanie światowej równowagi sił i medycznie rozumiany Zespół Aspergera, który pomaga ową równowagę sił utrzymać? Frederick Forsyth pokazuje, że tak... Autor świetny, znany, z wieloma książkowymi hitami na koncie - czy jednak w przypadku "Foxa" jest tak różowo?

Cała historia zaczyna się od pozornie niewinnego hakerskiego włamania do amerykańskiej sieci bezpieczeństwa. Włamania dokonuje brytyjski, z pozoru zwyczajny, chłopak. Trump i spółka z początku chcą jego głowy (może nie dosłownie, ale jednak), jednak pewien emerytowany as brytyjskiego wywiadu (obecnie doradca brytyjskiej premier) ma zgoła inną propozycję... Chłopak zostaje współpracownikiem angielskich sił specjalnych odpowiadających przede wszystkim za cyberbezpieczeństwo. Lecz nie tylko za nie... Zakres zainteresowań brytyjskich sił specjalnych i wywiadowczych jest dużo szerszy. Zabawa dopiero się zaczyna.

Czegóż w tej książce nie ma? Jest przede wszystkim Putin (vel "Wożd" - rosyjski odpowiednik nazewniczy Führera) i jego taktyczne zagrywki w stylu prowokacyjnego wysłania najnowocześniejszego rosyjskiego okrętu w pobliże brytyjskich wybrzeży. Znajdzie się także miejsce dla irańskiego programu atomowego, dla Nocnych Wilków, czy dla atomowych aspiracji Korei Północnej. Będzie także gra wywiadów i zakulisowo planowane zamachy na brytyjskiego geniusza internetowego. Geniusz tez zaś - nic sobie z całego zamieszania nie robiąc - będzie prawie beztrosko spędzał czas na łamaniu haseł dostępowych do rosyjskich, irańskich i północnokoreańskich systemów bezpieczeństwa, które zdobywa z łatwością iście dziecinną. I dzięki temu ratuje świat...

Umiejętności wciągnięcia czytelnika, stworzenia napięcia, czy budowania akcji nie sposób Forsythowi odmówić, jednak... to już nie jest ten Forsyth co kiedyś. No niestety... Książkę czyta się znakomicie (i szybko), jednak można odnieść wrażenie, że zamiast potencjalnego książkowego hitu dostajemy tylko zlepek - owszem, ciekawych - historii, które połączono nieco chaotycznie i pozbawiono je tym samym mocnej końcowej puenty... Dobrą robotę robi w książce zaakcentowanie wciąż trwającej rywalizacji wywiadów świata zachodniego i postkomunistycznego, a także dosyć wierne oddanie współczesnych realiów globalnej polityki, jednak to troszeczkę za mało według mnie. Od tego autora można oczekiwać więcej.

Nie przekonuje też wątek siedemnastoletniego geniusza, który swoje umiejętności zawdzięcza Zespołowi Aspergera. Nie da się zaprzeczyć, że osoby (nie tylko dzieci) borykające się z tym problemem wykazują często wybitne zdolności w konkretnych dziedzinach, jednak wydaje się, że użycie takiego wątku w sposób w jaki zrobił to Forsyth jest jednak przegięciem... W dodatku średnio wiarygodnym w kontekście całej fabuły książki - przy całym szacunku dla społeczności osób cierpiących na Zespół Aspergera.

Cóż... Na kilka letnich wieczorów książka jak najbardziej się nada i prawdopodobnie wciągnie Was z miejsca ;) Jednakże dla osób znających dotychczasową twórczość Forsytha będzie to - jednak - pewne rozczarowanie. Jak duże? To zależy od tego, jak bardzo zaczytywaliście się dotąd w jego flagowych książkowych hitach...

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.






sobota, 27 lipca 2019

Martwy sad - Mieczysław Gorzka


Tytuł: Martwy sad
Autor: Mieczysław Gorzka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 19.06.2019r.
Liczba stron: 416



Leśna groza.

Debiuty pisarskie wypadają różnie… Niektóre zawodzą, inne zaś są okazałe i każą zwrócić baczniejszą uwagę na debiutanta. Jak pod tym kątem należy ocenić debiut Mieczysława Gorzka, który snuje historię o diabłach, morderstwach i o tajemniczych zaginięciach w dziwny sposób powiązanych ze sobą na przestrzeni lat? :) … Należy go ZDECYDOWANIE ocenić jako okazały!

W sumie niewiele – w sensie konwencji – wymyślono tutaj nowego. Mamy wieś pod Wrocławiem, mamy komisarza policji, jest morderstwo, pojawiają się dziwne słowa mordercy nawiązujące do wydarzeń sprzed lat, po czym w głowie komisarza zapala się swoista lampka i zaczyna on grzebać w przeszłości szukając w tym wszystkim związku. Im bardziej Marcin Zakrzewski (tak bowiem zwie się nasz komisarz) zagłębia się w sprawę, tym więcej niepokojących faktów wychodzi na jaw; wieś o której mowa od blisko 70 lat jest niemym świadkiem zbrodni i zaginięć, które są do siebie w niepokojący sposób podobne. W wielu wątkach śledztwa przewija się kwestia pewnej seryjności zdarzeń – czy to tylko przypadek? Wątpliwe, zwłaszcza że zbrodniarz (czy aby ten sam od 70 lat?; może jakiś naśladowca?) bierze, takie można odnieść wrażenie, Zakrzewskiego na celownik, w efekcie czego komisarz nie tylko próbuje rozwikłać sprawę, ale także walczy o życie – swoje i swoich bliskich…

Zdradzanie czegokolwiek jeśli chodzi o fabularne rozwiązania i wyjaśnienia zagadek tylko zepsuje Wam zabawę z czytania, zatem wybaczcie – poniecham spoilerów ;) Aczkolwiek książkę zdecydowanie zachwalam i polecam! Konwencja jest znana i nie zaskakuje, jednak uwagę zwraca umiejętne żonglowanie nią przez autora, przez co dreszczyk emocji bynajmniej czytającego nie opuszcza. Akcja i poczucie ciągłego zagrożenia też stoją na dobrym poziomie, a na dodatkowe kilka ciepłych słów pochwały zasługują kreacje głównych bohaterów, których zdecydowanie da się polubić (choć z różnych względów), przez co książkę czyta się naprawdę szybko i z ogromną przyjemnością.

Oby jak najwięcej takich debiutów :) Mieczysław Gorzki to autor, którym zdecydowanie trzeba się będzie zainteresować. Dobrych debiutów trafia się wiele, jednak nie każdy już na starcie potrafi tak dobrze wczuć się – i wciągnąć czytelnika – w przyjętą narracyjnie konwencję. To się chwali :)

Gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las za egzemplarz recenzencki.







Uwolnij się od depresji. Program 10 kroków - Simon Rego, Sarah Fader


Tytuł: Uwolnij się od depresji. Program 10 kroków (tytuł oryginału: The 10-Step Depression Relief Workbook)
Autor: Simon Rego, Sarah Fader
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 176



Program wychodzenia z depresji.

O depresji jako zjawisku cywilizacyjnym czy medycznym napisano już tak wiele, że można się zastanawiać raczej nad tym, czy czegoś o niej jeszcze nie napisano. Lub czy jest w związku z powyższym sens jeszcze coś na ten temat pisać, wydawać – skoro napisano i powiedziano na ten temat już tak wiele… Cóż, sens o depresji pisać jak najbardziej jest. Czytać również. Zwłaszcza jeśli na rynku wydawniczym pojawiają się tak ciekawe pozycje jak niniejsza, które nie tylko – raz jeszcze - opisują problem, ale na dodatek proponują sensowny oraz etapowy zestaw działań zmierzających do uporania się z problemem.

Książka bardzo mocno nawiązuje do nurtu terapii behawioralno-poznawczej. Patrząc na dotychczasową literaturę dotyczącą szeroko pojętego problemu depresji terapia behawioralno-poznawcza wydaje się być najbardziej sensownym sposobem na realnie skuteczną walkę z nią. Do czego się owa terapia sprowadza?

Najprościej rzecz ujmując sedno sprawy sprowadza się do tego, żeby przy pomocy specjalisty wejrzeć w swoje wnętrze, zrozumieć samego siebie, swoje emocje, ich przyczyny oraz skutki po to, by w efektywny sposób działać w celu poprawy sytuacji. Jak to rozumieć? Łopatologicznie rzecz ujmując chodzi o to, żeby – na początek - nauczyć się rozpoznawać własne stany i wychwytywać dzięki temu początki epizodów depresyjnych. Kolejny krok to stworzenie pewnego długofalowego planu działania, który pozwoli przełamywać schematy negatywnego, destrukcyjnego myślenia. To ważny krok, umożliwia on bowiem dalsze planowanie pracy nad sobą pod kątem tworzenia wzorców pozytywnego myślenia, pozytywnych oraz konstruktywnych zachowań, które pozwolą (w założeniu) wyrwać się ze stanów apatii, a także pomogą pozbyć się lęków i nawyku odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Ważna w tym wszystkim jest także sfera motywacyjna, jeśli bowiem uda się powyższe zmiany wdrożyć i przeprowadzić, a przy tym jeśli ujrzy się ich efekty, możliwe jest lepsze motywowanie samego siebie i utrwalanie w sobie pozytywnych wzorców. Na tym to wszystko w wielkim skrócie wygląda.

Skrót jest wielki, albowiem walka z depresją to nie są żadne przelewki ani też zadanie proste – to walka z samym sobą obliczona na miesiące jeśli nie na lata trudnych zmagań o powrót do stabilności emocjonalnej. Żadna książka nie zastąpi pracy ze specjalistą, jednak bardzo dobrze że takie pozycje jak niniejsza co jakiś czas się ukazują. Nie polecałbym nikomu samodzielnej „autoterapii” w oparciu o taką publikację, jednak wydaje mi się, że lektura sama w sobie może mieć działanie krzepiące i budujące – każdy element proponowanej w książce terapii 10 kroków opatrzony jest autentycznymi przykładami osób zmagających się z depresją i walczących z nią przy udziale specjalistów. To może być szalenie pozytywne dla czytelników, którzy cierpią przez podobny problem– móc się przekonać, że nie tylko oni mają toczą swoją walkę i że walka ta naprawdę może być skuteczna.

Gorąco polecam. Zarówno osobom zmagającym się z depresją, jak również wszystkim ciekawym tematu i chcącym pogłębić swoją wiedzę w omawianym zakresie. 

Dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.








Trump pod ostrzałem - Michael Wolff


Tytuł: Trump pod ostrzałem Tytuł oryginału: Siege. Trump Under Fire)
Autor: Michael Wolff
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 04.06.2019r.
Liczba stron: 464



Prezydentura twitterowa.

Donald Trump – prezydent (wciąż) największego mocarstwa współczesnego świata, a jednocześnie najbardziej znienawidzony przez rodaków Amerykanin. Budujący mury (nie tylko na granicy z Meksykiem), niekonsekwentny - a nawet według niektórych ocen chwiejny psychicznie - człowiek sterujący polityką USA za pośrednictwem Twittera. Kim jest Donald Trump i czy naprawdę słuszne są powody dla których jest on tak bardzo znienawidzony? 

„Pod ostrzałem” to kontynuacja bestsellerowego „Ognia i furii” Michaela Wolffa. Książka obejmuje okres od rozpoczęcia przez Trumpa drugiego roku prezydentury do opublikowania raportu Muellera dotyczącego ingerencji Rosji w kampanię prezydencką; Wolff swoje dziennikarskie śledztwo doprowadził do lutego bieżącego roku. Obraz prezydentury Trumpa jaki się z tego śledztwa wyłania jest co najmniej niepokojący.

Twitterowy szaleniec słusznie atakowany z każdej strony (również przez współpracowników oraz, co znamienne, także przez członków Partii Republikańskiej, dzięki której zasiadł w ogóle w Białym Domu), dążący do konfliktu zarówno w sferze politycznej (Iran, Korea Północna, Meksyk), jak również gospodarczej (Chiny), owładnięty ciągłą żądzą bycia podziwianym i sławnym. Człowiek zmienny, chaotyczny, chwiejny emocjonalnie. Nieprzewidywalny. Mający za nic standardy demokratyczne polityczny podopieczny Putina i petrodolarów. Takie – w wielkim skrócie – wnioski można wysnuć z lektury… Są mocne. I nie napawają optymizmem, można bowiem odnieść wrażenie, że w Białym Domu zasiada szaleniec, który pod wpływem impulsu jest w stanie wcisnąć czerwony przycisk…

Jeśli wierzyć Wolffowi, administracja Trumpa czyniła ogromne starania żeby nie dopuścić do publikacji zarówno tej, jak i poprzedniej książki jego autorstwa. Możemy sobie zadawać pytania na ile w tym wszystkim Wolffowi wierzyć i… tu mam zagwozdkę. Z jednej strony ciężko podważać rzetelność dziennikarskich ustaleń (za oceanem dziennikarstwo, zwłaszcza polityczne, stoi ciągle na bardzo wysokim poziomie), z drugiej jednak ustalenia te są do tego stopnia niewiarygodne, że aż przerażające… Analizując jednak na chłodno medialne doniesienia na przestrzeni ostatnich miesięcy trzeba jednak uczciwie przyznać, że w tym wszystkim jest ziarno prawdy. I to nie jedno… Ta myśl na swój sposób przeraża, jeśli bowiem za sterami największego mocarstwa świata (które dysponuje bronią atomową) stoi de facto szaleniec (w umiarkowanej i powściągliwej ocenie człowiek co najmniej chwiejny i niekonsekwentny), to dobrze nie jest…

Książka jak najbardziej warta przeczytania. Przede wszystkim z uwagi na jej wartości publicystyczne oraz przedstawione, często zakulisowe, ustalenia i opis funkcjonowania administracji Trumpa. Polemizować z treścią książki na płaszczyźnie różnych decyzji Trumpa rzecz jasna można (decyzje i polityka Obamy nie były bynajmniej nieomylne), jednak materiał odnoszący się do stylu sprawowania przez Trumpa prezydentury – bo tego głównie książka dotyczy i to w pierwszej kolejności krytykuje – to raczej materiał do głębokiej refleksji niż do podważania. Zresztą - wnioski po lekturze to kwestia osobna. Te zostawić można każdemu czytelnikowi, wątpię jednak szczerze mówiąc by były znacząco odmienne od ustaleń Wolffa…

Make America great again? Być może kiedyś się to uda – ciężko jednak zakładać, że stanie się tak za trwającej właśnie prezydentury.

Polecam.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/trump-pod-ostrzalem-michael-wolff-p-1247289.html






Oczy Wojownika. Opowieść o fotografie Macieju Macierzyńskim - Anna Bimer


Tytuł: Oczy Wojownika. Opowieść o fotografie Macieju Macierzyńskim
Autor: Anna Bimer
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 15.05.2019r.
Liczba stron: 192



Życie jak fotografia.

Fotoreporterzy to ludzie, którzy przemawiają do nas obrazem. Pewnie dlatego niewiele o nich wiemy – pamięta się i kojarzy ich dzieła, ale nie ich samych. Dobra fotografia wyraża więcej niż tysiąc słów i jest przekazem samym w sobie, nikomu zatem niepotrzebna jest wiedza o tym, kto stał po drugiej stronie obiektywu. Marcin Macierzyński stał po jego drugiej stronie wiele razy. Zarówno w czasie stanu wojennego, w czasie przemian ustrojowych po 1989 roku, a także podczas konfliktów zbrojnych na Bałkanach i na Bliskim Wschodzie. Jego zdjęcia być może pamiętamy, o nim samym nie wiemy prawie nic. Tak przynajmniej było aż do teraz, oto bowiem literackie wspomnienie o jednym z naszych najlepszych fotoreporterów spisane przez jego partnerkę, Annę Bimer.

„Oczy wojownika” to zlepek wielu treści. Bardzo różnych, ale jest tak pewnie dlatego, że oddają one – jako pewna różnorodność – kwintesencję tego, kim i czym jest człowiek. W przypadku Macieja Macierzyńskiego odnajdziemy więc fotograficzną pasję, poczucie pewnej misji, instynkt niezbędny do uchwycenia w kadrze świetnych ujęć, ale także przyziemne pasje jak dobre jedzenie, umiejętności kucharskie, czy pociąg do wszystkiego co indiańskie. Będą także słabości - jak strach, zbyt częste zaglądanie do butelki, czy poczucie odrzucenia. Znajdzie się również miejsce dla odwagi i pogody ducha w obliczu choroby i nieuchronnego końca, który majaczy na horyzoncie i w końcu dopadnie każdego z nas – Maciej Macierzyńskiego niestety wcześniej niż innych. „Oczy wojownika” to w końcu historia dwojga rozbitków życiowych, którzy trafiają na siebie w chwili, gdy niespecjalnie spodziewają się znaleźć jeszcze w życiu coś ważnego, co może ich z kimś połączyć. Kwintesencja człowieka… Być może coś w tym jest. Macierzyński nie był może (i nie jest) jakimś uniwersalnym przykładem tego, jak wygląda, do czego się sprowadza i co kieruje życiem każdego z nas, jednak patrząc przez pryzmat tego co po sobie zawodowo zostawił, co w życiu cenił, co dodawało mu skrzydeł, a co ciągnęło w dół – pod tym kątem patrząc można pokusić się o stwierdzenie, że przykład życia tego człowieka jest do pewnego stopnia reprezentatywny dla każdego.

Dlaczego? Bo każdy w życiu oczekuje szczęścia. Odrobiny radości. Czegoś, co da tę radość, uśmiech, co pozwoli realizować pasję i wyrażać samego siebie. Maciej Macierzyński do pewnego stopnia to wszystko miał – niektóre rzeczy wcześniej, inne później, jeszcze inne pod koniec życia, kiedy życiową ironią było to, że owe rzeczy ma, lecz musi się już z nimi żegnać; tak czy inaczej, na różnych etapach, miał wszystko to, do czego wszyscy dążymy: spełnienie (również zawodowe), miłość, zrealizowaną pasję, szczęście. Czytając kolejne strony jesteśmy świadkami losów człowieka, który nie był ideałem, lecz był po prostu kimś dobrym (nawet jeżeli w którymś momencie się życiowo pogubił). Całą opowieść snuje zaś ktoś, kto dzielił z tym człowiekiem życie – kobiecy punkt widzenia na całokształt jest tutaj nieunikniony, jednak nie powiedziałbym, że „gorszy”, czy też że narracja kobiety zaciemnia jakieś aspekty biografii Macierzyńskiego. To po prostu punkt widzenia, który nie wiem, czy nie jest – przez to że jest właśnie kobiecy – pełniejszy od „nie-kobiecego”, suchego i pełnego bezosobowych faktów.

Książka – poza aspektem biograficznym – to także ciekawy obraz polskich przemian mentalnych i ustrojowych z przełomu lat 80-tych i 90-tych widzianych od kuchni, za kulisami (lub, co może będzie bardziej na miejscu – widzianych przez pryzmat obiektywu fotograficznego). Nie zapominajmy także, że po części jest to przejmująca historia dwojga życiowych rozbitków, którzy odnajdują się niemal na końcu drogi jednego z nich, przez co cała historia chwyta za serce jeszcze bardziej. Może i jest to w pewnych momentach nieco ckliwe, jednak moim skromnym zdaniem warto o tym poczytać. Zapewniam – można się wiele nauczyć. I być może, choć na chwilę, zatrzymać się i docenić to, co się ma.

Jedna z lepszych biografii jakie miałem przyjemność mieć w ostatnich miesiącach w ręku. To nawet w sumie nie do końca biografia, lecz zapis słodko-gorzkich losów człowieka, który wiele w życiu zdziałał, wiele widział, a jednocześnie wiele stracił. I mimo to był sobą aż do końca, sam koniec zaś zniósł dzielnie i z godnością. Takie historie są cenne, przypominają bowiem o tym, czym jest tak naprawdę życie – i jak wielką ma ono wartość.

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.







Rodzic najlepszy pod słońcem. Cztery kroki do szczęśliwego dzieciństwa Twojego dziecka - Edyta Zając


Tytuł: Rodzic najlepszy pod słońcem. Cztery kroki do szczęśliwego dzieciństwa Twojego dziecka
Autor: Edyta Zając
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 18.06.2019r.
Liczba stron: 232



O rodzicielstwie słów kilka.

Jak być dobrym rodzicem? (lub, jak chce tytuł niniejszej książki – jak być najlepszym rodzicem pod słońcem?). Sprawa ta wcale nie jest łatwa, ale z drugiej strony jest jak najbardziej wykonalna. Czego więc potrzebujemy do szczęścia w tej materii?

Przed przejściem do meritum mała uwaga: książkę – według opisu – napisano w dużej mierze z myślą o rodzicach, którzy chcieliby naprawić lub nadrobić nieco zaniedbane relacje z dzieckiem. Do pewnego stopnia jest to prawda, jednak moim skromnym zdaniem zawarte w książce rady z powodzeniem stosować może każdy rodzic; także ten, który relacji z dzieckiem bynajmniej nie zaniedbuje i stara się wywiązać ze swojej roli jak najlepiej.

Rodzicielstwo i posiadanie dzieci to temat rzeka ;) Niniejsza pozycja to w dużej mierze szeroko zakrojone rozważania na ten temat, sprowadzające się jednakże do kilku kwestii kluczowych, jak poświęcanie dziecku czasu, uwagi, umiejętność tworzenia z dzieckiem więzi emocjonalnej przy jednoczesnym zachowaniu właściwego balansu między byciem kimś przez dziecko kochanym, a kimś, kto od dziecka wielu rzeczy wymaga i przez to je efektywnie wychowuje (a przynajmniej stara się to robić). Każda z powyższych składowych wymaga czasu, cierpliwości, konsekwencji i tak bardzo czasem potrzebnego spokoju. Stopień skomplikowania całej misji pt. „dziecko” wzrasta zaś wprost proporcjonalnie do ilości innych obowiązków. Jak to wszystko pogodzić? Jak wygospodarować czas, stworzyć relację, więź i jak w dobrze pojęty sposób wychowywać? To sedno zagadnień poruszanych na kolejnych stronach.

Trochę zapomnianym (ale równie ważnym!) elementem całej układanki dotyczącej bycia rodzicem jest… rodzic. Znakomita większość książek poświęconych dzieciom i ich wychowywaniu ukierunkowana jest – co w sumie logiczne – właśnie na dziecko, jednak zapomina się przy tym często w tego rodzaju publikacjach o osobie rodzica. A przecież ten rodzic to także człowiek, ma swoje słabości, dysponuje takim a nie innym zasobem sił, energii, chęci, a na dodatek rodzic stając się rodzicem nie rzuca nagle wszystkiego w kąt i jego życiowa rola nie sprowadza się tylko i wyłącznie do relacji z dzieckiem oraz do jego wychowywania – rodzic to w dalszym ciągu ten sam człowiek, który wcześniej miał swoje pasje, aktywności, obowiązki i potrzeby. Trzeba to wszystko pogodzić z rolą rodzica, a nie – jak można odnieść wrażenie w innych publikacjach – zarzucić nagle całą resztę w kąt, bo „liczy się tylko dziecko”… Nic bardziej mylnego. Rodzic potrzebuje własnych przestrzeni. Musi się w jakiś sposób spełniać w tym, co robił wcześniej i dążyć od tego by być szczęśliwym. Tutaj uwaga – szczęśliwym sam dla siebie, nie tylko i wyłącznie szczęśliwym dzięki / przez / w wyniku posiadania relacji z dzieckiem. To bardzo prosta zasada: szczęśliwy rodzic lepiej wychowuje, lepiej tworzy więź z dzieckiem i dzięki temu także samo dziecko jest bardziej szczęśliwe. Warto o tym pamiętać i przyswoić sobie tę prawdę – również z niniejszej książki.

Sensownych porad na temat rodzicielstwa znajdziemy w książce dość sporo. Choćby dlatego warto książkę przeczytać. Wszystkie sprowadzają się do tych kilku kwestii, o których pisałem wyżej, jednak warto poznać książkowy punkt widzenia kogoś, kto stojąc poniekąd z boku omawia podobne problemy do tych, jakie – jako rodzice – możemy mieć na co dzień.

Polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Sensus za egzemplarz recenzencki.