poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Mój pierwszy ogródek. Zeszyt z zadaniami i naklejkami - Christine Pym


Tytuł: Mój pierwszy ogródek. Zeszyt z zadaniami i naklejkami
Seria: Ekologia dla dzieci
Autor: Christine Pym
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.04.2020r.
Liczba stron: 32 (+4 arkusze naklejek)


Na łonie natury.

"Mój pierwszy ogródek" to zeszyt zadań wydany przez Egmont Polska w ramach serii "Ekologia dla dzieci". Seria bardzo pomysłowa, merytoryczna, a także na czasie - sporo wszak się wreszcie mówi o konstruktywnym podejściu do dbania o Ziemię i o jej przyrodę. "Mój pierwszy ogródek" wpisuje się w ten trend.


Co znajdziemy w środku? Zadania inspirowane - jak sam tytuł wskazuje - ogrodem. Tytuł zeszytu jest jednak trochę mylący, sugerować on bowiem może, że dziecko będzie być może zakładać coś w rodzaju swojego pierwszego ogródka, a tak naprawdę chodzi o obserwacje przyrodnicze i o związane z owymi obserwacjami ćwiczenia mające za zadanie przybliżyć najmłodszym świat roślin i zwierząt.


Ćwiczenia i zadania są dość proste i nie będą raczej dla nikogo zaskoczeniem. Będą zatem kolorowanki, labirynty, a także zadania na spostrzegawczość. Wszystko zaś z możliwością wykorzystania załączonych do zeszytu czterech arkuszy z naklejkami.


Troszkę merytorycznej wiedzy także na kolejnych stronach przemycono. Dzieci będą mogły nauczyć się jak rozpoznawać liście drzew, nazwy drzew, a także pospolite ptaki. Cały zeszyt utrzymano w bardzo ładnej i szalenie kolorowej szacie graficznej, co tylko zachęca do sięgnięcia po niego.


Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:

#mójpierwszyogródek #ekologiadladzieci #egmontpolska






Dzień z przyrodą. 101 zadań inspirowanych naturą - Debbie Powell


Tytuł: Dzień z przyrodą. 101 zadań inspirowanych naturą
Seria: Ekologia dla dzieci
Autor: Debbie Powell
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.04.2020r.
Liczba stron: 160


Przyrodnicze zadania.

Za oknem wiosna w pełni. Wypadałoby się z tego powodu cieszyć, jednak - jak wiadomo - o ile nie jest to konieczne, warto obecnie zostać w domu. Cóż jednak można w tym domu robić? No cóż - można na przykład zaprosić do niego wiosnę, skoro nie można za bardzo wyjść do niej. "Dzień z przyrodą" może się tutaj okazać bardzo pomocny.

Ta interaktywna książeczka to pokaźny zbiór zadań z wielu dziedzin. Ich wspólny mianownik to budząca się za oknem do życia przyroda, a także świat roślin i zwierząt. Zadań znajdziemy tutaj naprawdę dużo, a wiele z nich będzie okazją do kreatywnej zabawy.


Standardowe w tego rodzaju pozycjach są wszelkiego rodzaju kolorowanki, labirynty, a także zadania na dokładność i spostrzegawczość. Na kolejnych stronach z całą pewnością ich nie zabraknie. Nie będą też nudzić, każda strona jest bowiem bogato ilustrowana, a cała pozycja utrzymana jest w przepięknej i cieszącej oko szacie graficznej.


Najciekawszym elementem "Dnia z przyrodą" są zadania kreatywne i plastyczne. Znajdziemy ich tutaj dość sporo. Do czego będą się sprowadzać? Na przykład do wycięcia elementów muszli ślimaka, którą trzeba później samodzielnie posklejać. Będą także maski zwierząt, pudełko i koszyczek do własnoręcznego wykonania, a także elementy ozdobnych chorągiewek. Jest więc nad czym popracować i spędzić dzięki temu przyjemnie czas.


Bardzo fajnym elementem książeczki są bez wątpienia jej walory edukacyjne. Dzięki szczegółowym ilustracjom i obszernym opisom dzieci mogą poznać nazwy i charakterystykę drzew, ptaków, kwiatów i wielu innych elementów zwierzęco-roślinnego świata. Świetny pomysł przekuty w pełną pożytecznych informacji treść.

Książka zadań jak najbardziej do polecenia. Ćwiczeń, łamigłówek i kreatywnych zadań znajdziemy na kolejnych stronach naprawdę dużo, a jako że tych stron jest aż 160 książka z pewnością posłuży na długie godziny zabawy.


Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:

#dzieńzprzyrodą #ekologiadladzieci #egmontpolska






niedziela, 26 kwietnia 2020

Lucky Luke. Klondike - Yann, Jean Léturgie, Morris


Tytuł: Lucky Luke. Klondike 
Cykl: Lucky Luke (tom 65)
Autor: Yann, Jean Léturgie, Morris
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.04.2020r.
Liczba stron: 48


Gorączka złota.

Złoto - największa fatamorgana Dzikiego Zachodu. Nie zawsze jednak była to ułuda, o czym przekonać się możemy w najnowszej reedycji komiksu z Lucky Luke'iem w roli głównej. W trakcie gorączki złota w kanadyjskim Jukonie zaginął pewien kamerdyner. Jego chlebodawca prosi Luke'a o pomoc w jego odnalezieniu.

Co czeka nas w komiksie? Zima, mróz i wszelkiego rodzaju niewygody. Gorączka złota w czasach Dzikiego Zachodu (a wszak on jest zawsze tłem opowieści o Samotnym Kowboju) miała czasem tę zabawną cechę, że wybuchała w najmniej sprzyjających pogodowo okolicznościach. Tak właśnie jest i tym razem. Waldo Badmington, chlebodawca pewnego kamerdynera, bardzo pragnie go odszukać. Ten bowiem zaginął. Czy Luke'owi uda się go odnaleźć wśród kanadyjskich pustkowi? Być może... Nie będzie to jednak łatwe, albowiem teren ogarnięty gorączką złota wpadł w ręce szalenie groźnego bandyty, z którym Luke w nieuchronny sposób będzie musiał się zmierzyć.

Ech... komiks - klasyk :) Tak samo zresztą jak kreskówka ;) Wiele razy już o tym pisałem, ale kolejny raz chyba nie zaszkodzi - UWIELBIAM tę serię :) :) I mam szaloną nadzieję, że jeszcze niejedna jej część wpadnie mi w ręce.

Polecam.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej o komiksie:
https://egmont.pl/Lucky-Luke.-Klondike.-Tom-65,25426966,p.html

#luckyluke #klondike #egmontpolska #komiks





Lucky Luke. Na tropie Daltonów - Morris, René Goscinny


Tytuł: Lucky Luke. Na tropie Daltonów
Cykl: Lucky Luke (tom 17)
Autor: Morris, René Goscinny
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.04.2020r.
Liczba stron: 48


Daltonowie (znoooowu...) uciekają.

Lucky Luke ma w tomie nr 17 serii nowy / stary problem: z więzienia uciekli Daltonowie. Znowu... ;) Ten motyw jest jednym z filarów całej serii, jednak czy w końcu się on komuś nie znudzi? Być może kiedyś tak się stanie. Ale najwyraźniej jeszcze nie teraz. A ja osobiście... nie mam nic przeciw :)

Historiami z Daltonami w roli głównej cykl o Lucky Luke'u stoi. Nic w tym dziwnego, wszak to jeden z naczelnych wątków całej tej komiksowej serii. Czy jednak da się w tym temacie wymyślić cokolwiek nowego? Morris i René Goscinny spróbowali tego dokonać.

Braciszkowie, jako się rzekło, czmychnęli z paki. Luke ma teoretycznie za zadanie ich wytropić i ująć (etos niezłomnej prawości, dobro ponad zło, etc etc). Problem polega na tym, że... zwyczajnie czuje się tym już zmęczony i mu się nie chce. Co więc się wydarzy?... 

Wiele rzeczy ;) Będzie jak zwykle śmiesznie. A także niebezpiecznie, albowiem w pewnym momencie tej historii braciszkowie pojmą Samotnego Kowboja (!). A we wszystkim co tutaj opisano niebagatelną (a wręcz kluczową) rolę odegra pewien... pies :) 

Komiks jak najbardziej na plus. Ta seria to pewien komiksowy kanon - i niech tak zostanie. "I'm a poor lonesome cowboy and a long long way from home..." - ten podpis pod końcowym obrazkiem z Lukiem oddalającym się ku zachodowi słońca na Jolly Jumperze chyba na zawsze pozostanie w kolejnych reedycjach bez zmian ;) I całe szczęście - Lucky Luke to marka sama w sobie, a jej znaki rozpoznawcze powinny pozostać takimi, jakie wszyscy je znają :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej o komiksie:
https://egmont.pl/Lucky-Luke.-Na-tropie-Daltonow-.-Tom-17,25426954,p.html

#luckyluke #natropiedaltonów #egmontpolska #komiks






Instrukcja obsługi dzieci - Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska


Autor: Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
Wydawnictwo: Zwierciadło
Nowość
Data wydania: 19.02.2020r.
Liczba stron: 296


Premiera po (do?) liftingu (?).

"Instrukcja obsługi dzieci" ukazała się pierwotnie już w lutym bieżącego roku. Tematyka wychowawcza nie powinna w zasadzie budzić większych kontrowersji ze strony odbiorców, tym razem jednak stało się inaczej. Premiera ta wywołała olbrzymią falę krytyki - i to na tyle dużą, że książkę wycofano ze sprzedaży z zamiarem jej przeredagowania i ponownego wydania. O co poszło?

Poszło generalnie rzecz ujmując o kontrowersyjne treści. Nie miałem niestety okazji zapoznać się z wersją książki sprzed korekty (o ile taka nastąpiła, a mam wątpliwości...), lecz jeśli wierzyć doniesieniom medialnym treści były miejscami co najmniej dziwne... Nie sposób bowiem stwierdzić, że "normalne" są twierdzenia iż dziecko powinno czuć strach przed karą (!), a nadmierna opieka matki nad chłopcem może rozbudzić w nim homoseksualizm (?!). Jak sprawa wygląda na dzień dzisiejszy?

No cóż... Sprawa wygląda - niestety! - czysto kosmetycznie... O ile w ogóle dokonano tu jakiejś kosmetyki, albowiem sądząc po przeczytanych treściach naprawdę nie jestem pewien, czy jakowąś tutaj zastosowano...


Na stronie nr 97. możemy się dowiedzieć, że "Dziecko powinno czuć strach przed karą, jaka może je spotkać za złe zachowanie". Serio, naprawdę? Może się mylę, ale obowiązujące już od ładnych paru lat zasady wychowawcze mówią raczej o tłumaczeniu dziecku pewnych rzeczy i właściwych zachowań - a wszystko po to, by dziecko zrozumiało podstawowe zasady społeczne. W debatach wychowawczych raczej nie ma mowy o zaszczepianiu dzieciakowi  przekonania, że zachowanie "a" skutkuje rodzicielskim zachowaniem "b", które jest karą za owo "a". Czyż nie? I strach ma tutaj być "metodą"... Chyba coś się tutaj komuś bardzo mocno pomyliło...

Perełka nr 2 znajduje się na stronie nr 111.: "Nie rób z syna swojego partnera życiowego! To może się skończyć tym, że z przesytu energii kobiecej zostanie homoseksualistą" (!). Sam nie wiem - śmiać się, czy może zapłakać?... Absurd. Zastanawiam się skąd autorki wzięły takie "mądrości"... Bo chyba nie z ich codziennej pracy terapeutycznej / psychologicznej? Miejmy też nadzieję, że nie z własnych doświadczeń wychowawczych... [kurtyna]

Tłumaczenia autorek, że w/w książkowe treści zostały "wyrwane z kontekstu" w ogóle do mnie nie przemawiają. O strachu mowa jest w rozdziale pt. "Czy dziecko powinno czuć strach przed rodzicami?", a o rzekomym ryzyku homoseksualizmu w rozdziale pt. "Jak nie wychowywać chłopca? Czego unikać?". Autorki same umieściły takie treści w takich a nie innych rozdziałach i gołym okiem widać, że treści do rozdziałowych kontekstów jak najbardziej PASUJĄ. Co to więc za tłumaczenia?... Albo bierze się odpowiedzialność za własną książkę - albo nie (bo w jakieś błędy edytorskie czy wydawnicze ciężko mi uwierzyć - wszak autorki może i nie mają wpływu na kwestie techniczne związane z drukiem, łamaniem tekstu itd, ale podpisują się własnymi nazwiskami pod TREŚCIĄ, a tę zakładam że znają). W obliczu tego wszystkiego zastanawiam się więc, czy wydawnictwo w ogóle jakiejś korekty w tej książce dokonało...? Bo, szczerze mówiąc, wcale na to nie wygląda.


Poza kontrowersjami lektura jest całkiem przystępna. Ot, treści i problemy rodziców z życia wzięte. Można się doczepić, że wzięte tylko z perspektywy matek, ale tak to już zazwyczaj bywa w tego typu lekturach. Treść jest stylizowana na pogawędkę na dwa głosy; dany rozdział (jest ich 44) przedstawia problem, punktowane są na początek jego składowe, a następnie autorki prowadzą na ten temat dłuższą lub krótszą pogadankę. Ciekawe - ale czy rzeczywiście odkrywcze? Niekoniecznie. Aczkolwiek pewną wartość taka formuła książki w sobie ma, przydaje ona bowiem zaprezentowanym (niejednokrotnie trudnym) treściom pewnej lekkości i pozbawia je czasami sporego ciężaru gatunkowego.

Książka byłaby fajna, gdyby nie wspomniane już - nieszczęsne - kontrowersje. Nie rozumiem jakim cudem znalazły się tutaj takie twierdzenia jak te o strachu, czy o źródłach homoseksualizmu... To psuje obraz całości (poza w/w treściami nawet niezłej) i sprawia, że choćby zawarto w tej książce nie wiadomo jakie mądrości, to i tak przejdą one bez echa. Łyżka dziegciu w beczce miodu potrafi - zgodnie z przysłowiem - całkowicie zatruć jego słodki smak.


Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl

#instrukcjaobsługidzieci #wychowanie #rodzicielstwo






PREMIERA AUDIOSERIALU UPADEK GIGANTÓW W PREZENCIE NA ŚWIATOWY DZIEŃ KSIĄŻKI OD WYDAWNICTWA ALBATROS I AUDIOTEKI!


Od 24.04.2020r. dostępna jest superprodukcja audiobooka Upadek gigantów, na podstawie powieści Kena Folletta - w formie audio serialu. 


Opublikowana przez Wydawnictwo Albatros książka Upadek gigantów to opowieść o zwykłych ludziach uwikłanych w wielką historię – w I wojnę światową i wydarzenia burzliwych czasów, które po niej nadeszły. W książce przedstawione są losy pięciu rodzin – angielskiej, niemieckiej, rosyjskiej, walijskiej i amerykańskiej. Każda z nich w różny sposób doświadczyła wojny, rewolucji czy przyłożyła się do powstania ruchu sufrażystek. Upadek gigantów otwiera epicką trylogię Stulecie, która sprzedała się w Polsce w liczbie 150 000 egzemplarzy.

W superprodukcji audiobooka Upadek gigantów usłyszymy najlepszych polskich aktorów. W postaci występujące w powieści oraz w narratora wcielili się znani polscy aktorzy, m.in. Krzysztof Gosztyła, Łukasz Simlat, Eliza Rycembel, Antoni Pawlicki, Agnieszka Więdłocha, Robert Więckiewicz czy Maria Seweryn. Superprodukcję wyreżyserował Waldemar Raźniak.

Więcej na:
https://www.wydawnictwoalbatros.com/superprodukcja-wydawnictwa-albatros-i-audioteki/





"Wigilia Dnia Zmarłych" już 22 maja


"Wigilia Dnia Zmarłych" Filipa Zająca już od 22 maja w najlepszych księgarniach. Premiera nakładem Wydawnictwa Psychoskok.


Opis wydawcy:

Niezwykła historia, w której refleksja o degradacji człowieczeństwa miesza się z wątkiem miłosnym i fantastycznym.
Współczesny świat dla wielu może wydawać się demoniczny.  A gdyby tak zatrzymać się na chwilę i na wszystko popatrzeć z dystansu?
Oskar po rozstaniu z dziewczyną udaje się do pubu. Jego uwagę przyciąga troje młodych ludzi. Wrażliwy i sentymentalny chłopak w wyniku niespodziewanego zwrotu akcji wciągnięty zostaje w przerażające widowisko, stając się jednym z członków gangu.
„Fantastyczna czwórka” pojawia się na balu, na którym nie brakuje również Marylin Monroe, Markiza de Sade, czy nawet Winstona Churchilla…
Książka trzymająca w napięciu i wpływająca mocno na wyobraźnię.
Zróżnicowani, zadziorni, prowokujący i nieco groteskowi bohaterowie.






środa, 15 kwietnia 2020

Toy Wars - Andrzej Ziemiański


Tytuł: Toy Wars
Autor: Andrzej Ziemiański
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 15.04.2020r.
Liczba stron: 570


Zabaweczka.

Pulpowa konwencja, koszarowy i często ostry oraz pełen podtekstów język, wartka akcja, no i ona - była prostytutka i narkomanka, która zarabia na chleb fuchą prywatnego detektywa. Po prostu Toy we własnej osobie :) Przygody zabójczo skutecznej dziewczyny o wyglądzie licealistki mają swój niezaprzeczalny urok, dlatego też bardzo fajnie się złożyło, że Fabryka Słów niniejszym wznowieniem postanowiła nam o niej przypomnieć ;)

Andrzej Ziemiański autorem specyficznym był, jest i zapewne będzie. Oczywiście chodzi o specyficzność w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;) Jedno jest w każdym razie pewne: książki Pana Andrzeja nie każdemu przypadną do gustu, lecz jeśli polubi się chociaż jedną z nich, to z całą resztą idzie już z górki :) Nie inaczej jest w przypadku "Toy Wars".


Toy łatwo w życiu nie miała. Częściowo "dzięki" sobie, częściowo dzięki innym. Ćpanie i paranie się najstarszym zawodem świata w końcu nie kwalifikują się raczej do przyjemności. Toy jednak jako tako wychodzi w życiu na prostą i żywot ów staje się w efekcie nader interesujący. A także szybki, jego tempo jest bowiem zawrotne - jak to w trakcie różnorodnych misji zresztą bywa ;) Misje te zaś to mieszanka niebezpieczeństw, siły, wdzięku, brutalności, sprytu, uwielbianego przeze mnie humoru a'la Andrzej Ziemiański i... skuteczności :) Jeśli szukacie czegoś, co czyta się szybko, a do tego z przyjemnością - trafiliście pod właściwy adres.


"Toy Wars" może nie jest (jako lektura) urzekająca, górnolotna i porywająca, ale ma swój urok. Lwia w tym zasługa głównej bohaterki :) Jakoś nie da się tej dziewczyny nie lubić :) O ile rzecz jasna w porządku są dla Was twarde babki po przejściach, którym nie obce jest branie spraw we własne ręce i DZIAŁANIE - nieraz na granicy zasad i dobrego smaku. A także jeśli lubi się o takowym działaniu czytać, gdy okraszone jest ono iście koszarowym słownictwem i czarnym humorem. Brzmi to być może jak "czasozapychacz", ale... to ma być rozrywka :) Prosta i nieskomplikowana zanadto rozrywka. Takowa również ma swoją wartość.


Na początek przygody z Andrzejem Ziemiańskim "Toy Wars" najlepszym pomysłem być może nie jest (osobiście polecam zacząć od "Achai"), ale tak na drugie / trzecie podejście do tego autora... będzie w sam raz :)

Polecam.

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.

#toywars #andrzejziemiański #fabrykasłów






sobota, 11 kwietnia 2020

Wesołych Świąt! :)


Wesołych, radosnych i zdrowych Świąt Wielkanocnych :)
Przede wszystkim, z wiadomych przyczyn, zdrowych. Ale także mimo wszystko wesołych - będą wszak inne niż wszystkie dotychczasowe.

Wesołych Świąt!







Drugi sen - Robert Harris


Tytuł: Drugi sen (tytuł oryginału: The Second Sleep)
Autor: Robert Harris
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 25.03.2020r.
Liczba stron: 384


Sen... mara?

"Drugi sen" to najnowsza powieść Roberta Harrisa, którego aspiracje sięgają tym razem thrillera postapokaliptycznego. Założenie jest tyleż proste, co działające na wyobraźnię: świat za kilkaset lat od dziś licząc, sceneria rodem ze średniowiecza, znajdowane w ziemi przedmioty z czasów "starożytnych" (tj. z czasów nam współczesnych), a w tym wszystkim młody ksiądz, który stara się odkryć prawdę na temat śmierci pewnego proboszcza oraz na temat tajemnic przeszłości pilnie strzeżonych przez Kościół. 

Ambicją Harrisa było (tak przynajmniej głosi okładkowy opis) stworzenie krzyżówki konwencji zaczerpniętej z "Imienia róży" z postapokaliptyczną rzeczywistością stylizowaną na średniowiecze. Pomysł, muszę przyznać, niesamowicie działa na wyobraźnię. Stąd pochłonąłem książkę blwicznie po tym, jak tylko wpadła ona w moje ręce ;) I o ile czytało się bardzo szybko i przyjemnie, o tyle Harrisowi nie wszystko - niestety! - wyszło tak, jak sobie zapewne życzył...


Zacznijmy jednak od tego, co się na łamach powieści dzieje. Młody ksiądz Fairfax przybywa na angielską prowincję aby odprawić pogrzeb proboszcza małego miasteczka. Duchowny zgodnie z oficjalną wersją spadł ze skarpy zwanej w okolicy Czarcim Tronem. Fairfax odnajduje jednak szereg poszlak, które przeczą tej wersji zdarzeń, a najbardziej niepokojące są w tym wszystkim znalezione przezeń na plebanii heretyckie księgi... Czego dotyczą? Starożytności, w której ludzkość budowała szklane wieżowce i potrafiła porozumiewać się w niezrozumiały sposób na niemożliwe do ogarnięcia ludzkim rozumem odległości. Z ksiąg wynika, że istnieją badacze tamtych czasów i w świetle ich odkryć starożytni nie padli bynajmniej ofiarą biblijnej Apokalipsy (taka jest oficjalna nauka zawłaszczającego prawdę Kościoła), lecz jakiegoś kataklizmu, który nie miał absolutnie nic wspólnego z Szatanem... Dokąd zaprowadzą Fairfaxa owe księgi i zapiski? Czy wpadnie na trop prawdy na temat zagłady świata starożytnych?

Więcej z fabuły nie zdradzę, bo też... nie powala ona na kolana niestety... Akcja jest co prawda interesująca, spójna i logiczna, jednak nie ma to z thrillerem za wiele wspólnego. Zakończenie także nie zaspokaja apetytów, niczego bowiem na dobrą sprawę nie wyjaśnia. Tak to trochę wygląda, jakby Harris - co z trudem mi przechodzi przez gardło - zapędził się w kozi róg i nie potrafił z niego sensownie się wydostać. Szalenie szkoda! Książka bowiem zapowiadała się spektakularnie.


Powyższa ostra ocena nie oznacza jednak, że "Drugi sen" należałoby od razu wyrzucić do kosza. Bynajmniej. Wielką wartością lektury jest wykreowana przez Harrisa konwencja, w której ludzkość za kilkaset lat od dziś licząc żyje jak w średniowieczu, a znany nam dziś świat został pogrzebany przez nieznany kataklizm, na temat którego prawda skrywa się w cieniu oficjalnych nauk Kościoła. Wizja jest świetnie znana w literaturze i dość oklepana, ma jednak ona w sobie ciągle wielki potencjał. Harris nie do końca go wykorzystał (dlaczego?...), ale fragmenty dotyczące tego właśnie wątku są najlepsze w całej książce.

Mam wielka nadzieję, że niezadowalające rozwiązania "Drugiego snu" to po prostu w przypadku Harrisa wypadek przy pracy. Autor "Konklawe", "Vaterlandu", "Monachium", czy "Trylogii rzymskiej" od dawna jest na mojej liście tych twórców, których dokonania literackie cenię sobie najbardziej. Oby przy kolejnym spotkaniu z powieścią Harrisa było więc lepiej.


Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

#drugisen #thesecondsleep #robertharris #wydawnictwoalbatros






Banda Beti. Nowa kolekcja bajek - Magda Stojicic


Tytuł: Banda Beti. Nowa kolekcja bajek
Seria: Bajeczna / Nowa kolekcja bajek
Autor: Magda Stojicic
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 25.03.2020r.
Liczba stron: 128


Banda Beti w akcji.

Względnie nowa (ale rozpoznawalna już) bajka telewizyjna doczekała się niedawno wydania drukowanego w ramach egmontowskiej serii "Nowa kolekcja bajek". W środku zapoznamy się bliżej z sówką Beti, z dżdżownicą Pietrkiem, z wiewiórem Rysiem oraz z lisiczką Sylwią :) A okazji będziemy mieć do tego cztery, tyle bowiem bajek zawiera niniejsza pozycja.


Wspomniane bajki to "Magiczny kamień", "Do drzemki, gotowi, start!", "Burmistrz jednego dnia" oraz "Pocztowy zamęt". "Magiczny kamień" to opowieść o poszukiwaniu tajemniczego Kamienia Życzeń - czy bandzie uda się go znaleźć? "Do drzemki, gotowi, start!" to historyjka o wyścigu gokartów - czy da się w ogóle taki odbyć... śpiąc? ;) Pietrek będzie mógł co nieco na ten temat po wszystkim powiedzieć. "Burmistrzem jednego dnia" zostanie z kolei Beti, która zgłosi się na ochotnika do pełnienia tej funkcji w zastępstwie prawdziwego burmistrza. Czy sprawdzi się w tej roli? Ostatnia bajeczka, "Pocztowy zamęt", opowiada o perypetiach członków bandy, którzy będą próbowali dostarczyć zagubiony przypadkiem przez miejscowego listonosza list. Nie będzie to takie proste ;)


Bajeczki są tylko z pozoru długie. Na każdą przypada nieco ponad 30 stron, ale nie ma tutaj wcale aż tak dużo tekstu, lwią część stron zajmują bowiem bardzo duże, całostronicowe ilustracje. Tekst ograniczony jest do owalnych dymków i czyta się go bardzo szybko, zatem każda z zawartych tutaj opowiastek jest możliwa do naprawdę szybkiego przeczytania.


Co do samej treści, to składają się na nią nie tylko zabawne przygody i dużo humoru, ale także kilka morałów oraz dobrych rad na temat codziennego postępowania i traktowania innych. Wydźwięk jest rzecz jasna pozytywny i niesie dzieciom nienachalne, aczkolwiek ważne przesłanie.


Książka ma twardą oprawę i wygodny format, dzięki czemu czyta się ją bardzo wygodnie. No i nie zniszczy się tak szybko, może więc z powodzeniem być lekturą więcej niż jednorazową. To także ważne :)

Polecam :)


Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:
https://egmont.pl/Banda-Beti-Nowa-kolekcja-bajek,24352775,p.html

#bandabeti #nowakolekcjabajek #beccasbunch #egmontpolska






Banda Beti. Wodne kolorowanie - praca zbiorowa


Tytuł: Banda Beti. Wodne kolorowanie
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 15.01.2020r.
Liczba stron: 16


Pędzle w dłoń ;)

Banda Beti - względnie nowa bajka, jednak dosyć już chyba rozpoznawalna :) Jej cechy charakterystyczne to niesamowicie sympatyczne postacie i mnóstwo frajdy wraz z każdą ich kolejną przygodą. Niniejszy zeszycik przybliża nam bohaterów Bandy Beti - wystarczy woda i pędzel :) 

Książeczka (o ile można książeczką nazwać 16-stronicowe wydawnictwo) jest w sam raz na spędzenie przez dziecko kilkudziesięciu minut na dobrej zabawie. Będzie trochę chlapania wodą podejrzewam ;) , ale w zasadzie nie tylko - postacie po pierwsze są sympatyczne, a po drugie same obrazki oferują także inne możliwości. Jakie?

Bardzo kreatywne. W trakcie "malowania" dziecko może zgadywać, jaki kolor za chwilę ukaże się po przejechaniu po nim mokrym pędzlem, a po wyschnięciu obrazka można go ozdobić na inne sposoby: kredkami, flamastrami, papierem kolorowym lub bibułą. Ograniczeniem jest tutaj tylko i wyłącznie wyobraźnia :)

Obrazków do wodnego pokolorowania jest osiem. Może i troszkę mało, ale z drugiej strony w sam raz. Ani nie za dużo (w związku z czym dziecko się nie znudzi), ani nie za mało (nie będzie więc niedosytu). Ciekawy pomysł na troszkę inną, kreatywną zabawę plastyczną :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

Więcej na:
https://egmont.pl/Banda-Beti.-Wodne-kolorowanie,22452235,p.html

#bandabeti #wodnekolorowanie #egmontpolska






Skończ to, co zacząłeś. Sztuka samodyscypliny, czyli jak zabrać się do pracy i doprowadzić ją do końca - Peter Hollins


Tytuł: Skończ to, co zacząłeś. Sztuka samodyscypliny, czyli jak zabrać się do pracy i doprowadzić ją do końca (tytuł oryginału: Finish What You Start: The Art of Following Through, Taking Action, Executing, & Self-Discipline)
Autor: Peter Hollins
Wydawnictwo: Onepress
Data wydania: 16.03.2020r.
Liczba stron: 152


Samodyscypilna.

Cytat, który wszedł już dawno temu do użytku powszechnego głosi, że "prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna" :) Wiele jest w tych słowach prawdy, ale odnosi się ona nie tylko panów, ale także do pań. Krótko mówiąc: do nas wszystkich. Niniejsza książka to krótki podręcznik i instrukcja wybrnięcia z sytuacji, w której coś zaczęliśmy, ale za nic w świecie nie chce nam się tego kończyć.

Peter Hollins daje nam lekcję pokonywania własnego lenistwa, prokrastynacji i pokazuje nam, jak znaleźć w sobie motywację do skończenia niedokończonych spraw. Przeważnie są to sprawy i zadania, które nie kojarzą nam się z przyjemnościami - skończenie ich może więc być trudne... 

Najprościej będzie powiedzieć, że w omawianej tematyce naszym największym wrogiem jest prokrastynacja, czyli odkładanie wszystkiego na (wieczne) później. Sprawy nie ułatwia także lenistwo, a także niechęć z jaką nieraz patrzymy na nasz niedokończony projekt. Hollins wylicza w związku z tym szereg zadań, jakie musimy wykonać aby zabrać się w końcu za skuteczne dokończenie niezałatwionych spraw.


Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest wyrobienie w nas samych pewnego poczucia obowiązku i egzekwowanie tego od siebie. Pewna obowiązkowa rutyna będzie tutaj nieodzowna, nikt nie twierdzi jednak, że to wszystko ma być nieprzyjemne. Autor twierdzi wręcz, że wskazane jest tutaj łączenie konieczności z przyjemnością - Hollins podaje przykład kończonego z niechęcią projektu drewnianej łódki, który został połączony ze słuchaniem ulubionych płyt. To już brzmi inaczej, prawda? Mechanizm dawania sobie przyjemności w trakcie wykonywania obowiązków oraz nagradzania się po każdym kolejnym kroku na nieprzyjemnej drodze do celu to coś, co może sprawdzić się w praktyce.

Autor serwuje nam także sporo przypomnień o tym, jak ważna jest automotywacja, nastawienie na realizację, na cel, na sukces oraz napędzanie go codzienną pracą, która przybliża nas do celu. Chodzi po prostu o to, aby dostrzec, że nasze działania dają powoli efekty i ma to nas zmotywować do dalszego brnięcia ku celowi. Proste? Pozornie tak. Hollins nie ukrywa, że wszystko to wymaga sporego samozaparcia. Ale to może się w efekcie opłacać.

Mądra, pełna słusznych wniosków i użytecznych wskazówek lektura. Polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu Onepress za egzemplarz recenzencki.


#skończtocozacząłeś #peterhollins #onepress






Sztuka samodzielnej nauki. Jak zdobyć dowolną umiejętność w krótszym czasie i jak pokierować własną edukacją - Peter Hollins


Tytuł: Sztuka samodzielnej nauki. Jak zdobyć dowolną umiejętność w krótszym czasie i jak pokierować własną edukacją (tytuł oryginału: The Science of Self-Learning: How to Teach Yourself Anything, Learn More in Less Time, and Direct Your Own Education)
Autor: Peter Hollins
Wydawnictwo: Onepress
Data wydania: 24.03.2020r.
Liczba stron: 120


Czas na trochę nauki.

W dzisiejszych czasach nauka w szkole to nie wszystko. Wielu z nas dokształca się na własną rękę - i to w praktycznie każdej dziedzinie. Tematyka takiego samodokształcania się (i samodoskonalenia się przy okazji) jest szalenie różnorodna. Niezależnie jednak od niej kształcenie się na własną rękę wymaga od nas szeregu działań przeprowadzanych na własną rękę. Jakich? O tym właśnie jest ta książka.

Peter Hollins nie pierwszy raz pisze książkę z zakresu szeroko pojętego samodoskonalenia się. Tym razem temat przewodni to samodzielna nauka. Czego takie zadanie od nas wymaga? Szeregu bardzo ważnych czynników oraz działań, które tylko łącznie mogą dać wymierny i pożądany efekt.

Hollins na wstępie omawia różnice pomiędzy nauką zinstytucjonalizowaną (np. w ramach nauki szkolnej), a samodzielną. Następnie przechodzi do głównych zasad, którymi należy się w procesie samodzielnego kształcenia się kierować. Ważna jest tutaj przede wszystkim odpowiednia organizacja czasu, sposób interakcji z informacjami, a także sztuka automotywacji - wiadomo bowiem, że w omawianej sytuacji sami jesteśmy sobie sterem i okrętem, bez właściwej motywacji zatem ani rusz.

Niebagatelne znaczenie w poruszanych kwestiach ma także według Hollinsa wykształcenie w sobie odpowiednich nawyków i umiejętności, które w swoisty sposób zautomatyzują nasz proces nauki. Przyda się tutaj także zdolność szybkiego czytania.

Autor pokazuje na kolejnych stronach w jaki sposób możemy zsynchronizować ze sobą wszystkie wyżej wymienione czynniki i jak z tych zmiennych ułożyć nasze własne równanie, które da nam pożądany wynik oraz zadowalający efekt końcowy. Książka jest niezmiernie interesująca i zawiera szereg bardzo przydatnych porad oraz wskazówek. Jej zaletą jest także mała objętość - całą treść można przeczytać i przyswoić w bardzo krótkim czasie.

Dziękuję Wydawnictwu Onepress za egzemplarz recenzencki.


#sztukasamodzielnejnauki #peterhollins #onepress






Dom minimalisty. Pokonaj bałagan i ciesz się uporządkowanym życiem - Joshua Becker


Tytuł: Dom minimalisty. Pokonaj bałagan i ciesz się uporządkowanym życiem (tytuł oryginału: The Minimalist Home: A Room-by-Room Guide to a Decluttered, Refocused Life)
Autor: Joshua Becker
Wydawnictwo: Septem
Data wydania: 11.03.2020r.
Liczba stron: 264


Minimalizm.

Macie wrażenie, że każdy zakątek Waszego domu jest graciarnią, która Was przytłacza i nie daje żadnej szansy na uwolnienie się od nadmiaru rzeczy? Chcielibyście zredukować czas przeznaczany na sprzątanie po to, aby mieć go więcej dla siebie i / lub bliskich? Dobrze trafiliście - ta książka jest właśnie dla Was.

Joshua Becker pisze o sprawach z pozoru oczywistych i z punktu widzenia laika intuicyjnie zrozumiałych, jednak podejmuje się ich usystematyzowania. O czym mowa? W wielkim skrócie o PORZĄDKU. Na początek w przestrzeni wokół nas, a docelowo także w naszym życiu. Brzmi to co prawda jak patos, ale naukowo udowodnionym faktem jest to, że w przestrzeni pozbawionej zbędnego balastu żyje się łatwiej i nie ma się poczucia ani wrażenia przytłoczenia - na początek to już coś.

Becker na kolejnych stronach próbuje zdiagnozować przyczyny naszego "zbieractwa" (tak to nazwijmy), a następnie płynnie przechodzi do omawiania zalet tytułowego minimalizmu. Później zaś daje praktyczne rady zmierzające do wprowadzenia owego minimalizmu w życie.

Dużą rolę w kolejnych rozdziałach odgrywają kwestie psychologiczne. Autor podkreśla korzyści dla naszej psychiki płynące z uporządkowania naszej przestrzeni życiowej przypominając co rusz o tym, że mniej to w efekcie więcej (zwłaszcza czasu) na polu rodzinnym, czy też w kwestii komfortu i estetyki własnej. Brzmi to jak hygge w czystej postaci ;) Ale sporo jest w tych wywodach racji.

Pewną ciekawostką są ustępy traktujące o tym, jak przygotować najbliższych na domową rewolucję w duchu minimalizmu oraz porady dotyczące tego, aby w miarę rozwoju owej rewolucji pomyśleć o zmianie mieszkania / domu na... mniejszy. O ile pierwsza kwestia jest ciekawa i przydatna (w naszym najbliższym otoczeniu wielu może być osobników niechętnym zmianom), o tyle druga porada jakoś do mnie nie przemawia... Wywody autora są co prawda logiczne, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ewentualna zmiana domu na mniejszy może prowadzić do tych samych problemów, które na wstępie skłaniały do rewolucji minimalistycznej - w końcu im mniej miejsca, tym większe ryzyko ponownego zagracenia. A poza tym... czyż komfort własny nie jest tym większy im więcej mamy wokół siebie własnej przestrzeni (w tym tej użytkowej, domowej)? 

Fajna lektura z wieloma praktycznymi radami do przemyślenia. Niejeden na nich skorzysta :)

Dziękuję Wydawnictwu Septem za egzemplarz recenzencki.


#domminimalisty #joshuabecker #septem






niedziela, 5 kwietnia 2020

Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia - John Garth


Tytuł: Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia (tytuł oryginału: Tolkien and the Great War: The Threshold of Middle-earth)
Autor: John Garth 
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 03.03.2020r.
Liczba stron: 444


U progu Śródziemia.

Fantastyczne opracowanie poświęcone pisarzowi-legendzie: Johnowi Ronaldowi Reuelowi Tolkienowi. Książka nie jest jednak całościową biografią Mistrza, lecz skupia się ona w swej treści na okresie tuż przed oraz w trakcie I Wojny Światowej, która dla pokolenia Tolkiena była istnym pandemonium oraz kresem pewnej epoki, której koniec wyznaczyły huk dział, krew, śmierć, wojna i zniszczenia dotykające każdej sfery życia codziennego. W takich właśnie realiach w głowie Tolkiena narodziło się Śródziemie - owym narodzinom oraz procesowi ostatecznego ukształtowania się Tolkiena jako twórcy i człowieka poświęcone jest niniejsze opracowanie.


Wniosek pierwszy po lekturze jest taki, że ani Tolkiena ani Śródziemia i genezy jego powstania nie da się zrozumieć w oderwaniu od I Wojny Światowej. To właśnie w wojennych okopach narodziły się (przynajmniej w zarysie) postacie hobbitów, orków, Saurona, Elendila, Aragorna, czy też Gandalfa i Galadrieli. Wszyscy oni wywodzą się bezpośrednio lub pośrednio z okopów nad Sommą i z innych miejsc, w których ludzkie tragedie wydarzały się w obecności Tolkiena codziennie przy akompaniamencie huku dział i krzyków szarżujących na okopy wroga brytyjskich żołnierzy. "Hobbit" i "Władca Pierścieni" jawią się w tym świetle jako mityczna metafora pandemonium jakim była wojna i związana z nią trauma. W stwierdzeniu tym z całą pewnością jest wiele prawdy.

Książkę rozszerzono o okres przedwojenny w celu lepszego i bardziej dokładnego przedstawienia samego Tolkiena i jego młodości. Ważne w tej kwestii są zwłaszcza tolkienowskie czasy studenckie, kiedy to zawiązał on najważniejsze dla swojego życia przyjaźnie i kiedy ukształtował się on na płaszczyźnie zainteresowań i przyszłych naukowych kierunków rozwoju. Okres przedwojenny w życiu Tolkiena jest szalenie istotny, położył on bowiem podwaliny pod to, co Tolkien wkrótce stworzył.


A jaką rolę odegrała w tym wszystkim wojna? Równie kluczową, albowiem to, co młody John przeżył chociażby nad Sommą (gdzie pełnił rolę oficera sygnałowego), czy też trauma po stracie dwójki najlepszych przyjaciół ukierunkowała w dużym przyszłe dążenia twórcze oraz literackie młodego Anglika. Patrząc na Środziemie i na jego historię przez pryzmat I Wojny Światowej nie sposób odnaleźć jej echa chociażby w Bitwie Nieprzeliczonych Łez (Nirnaeth Arnoediad), czy też w Bitwie Nagłego Płomienia (Dagor Bragollach) mających miejsce w Pierwszej Erze Śródziemia. Owe echa nietrudno także dostrzec w hobbitowej Bitwie Pięciu Armii, czy też w Wojnie o Pierścień z "Władcy Pierścieni". Cała zresztą historia krwawych i brutalnych zmagań sił dobra reprezentowanych przez elfy, ludzi i krasnoludy z siłami ciemności Morgotha, a później Saurona, nabiera w świetle wojennych doświadczeń Tolkiena całkowicie nowego, bardzo wymownego wydźwięku. Gdyby nie wojna, to można śmiało zakładać, że Śródziemie nie byłoby tak bardzo przepełnione łzami, krwią i chwytającymi za serce tragediami, w których każda klęska była rzezią, a zwycięstwo okupione nieprzeliczoną ilością łez.

Książkę z całą pewnością warto przeczytać. Jeśli jest się fanem twórczości Tolkiena, to nawet TRZEBA to zrobić. "Tolkien i pierwsza wojna światowa" to bowiem nie wiem czy nie najlepsze opracowanie biograficzne dotyczące tak dobrze znanego miłośnikom fantastyki starszego pana z nieodłączną fajką między zębami. Warto mieć je na liście przeczytanych lektur.


Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/tolkien-i-pierwsza-wojna-swiatowa-u-progu-srodziemia-john-garth-p-1347628.html

#tolkien #tolkienipierwszawojnaświatowa #johngarth #taniaksiążka









Dlaczego jesteśmy ateistami - Russell Blackford, Udo Schuklenk


Tytuł: Dlaczego jesteśmy ateistami (tytuł oryginału: 50 Voices of Disbelief: Why We Are Atheists)
Autor: Russell Blackford, Udo Schuklenk 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 11.03.2020r.
Liczba stron: 408


Głos z drugiej strony barykady.

Osobista niewiara w siłę wyższą (jakkolwiek by jej nie rozpatrywać i nie ujmować). Oto czym jest potocznie rozumiany ateizm. Czy niniejsza książka do niego zachęca? BYNAJMNIEJ (choć zapewne znajdą się tacy, którzy osądzą tę pozycję w taki właśnie sposób już po okładce). Lektura zredagowana przez Blackforda i Schuklenka jest tylko próbą pokazania punktu widzenia ateizmu - bez jakiegokolwiek podprogowego przeciągania czytelnika na drugą stronę barykady. 

"Czy Bóg chce zapobiegać złu, lecz nie może? Zatem nie jest wszechmocny. Czy może, ale nie chce? Jest więc niemiłosierny. Czy może i chce? Skąd zatem zło? Czy nie może i nie chce? Dlaczego więc nazywać go Bogiem?"

Powyższy cytat zaczerpnięty z Epikura mógłby z powodzeniem stać się podtytułem książki, albowiem przewija się on w niej niesamowicie często. Motto ateistów? Być może... Słowa te zawierają w sobie pewną uniwersalną dla osób niewierzących ścieżkę rozumowania i dedukcji, która zawiodła ich poza sferę wiary. Dróg do odrzucenia wiary w Boga (lub w jakikolwiek pojmowany sposób siłę wyższą) jest wiele, wszystkie jednak w mniejszym lub większym stopniu sprowadzają się do w/w słów Epikura.


Książka jest de facto zbiorem esejów. Jest ich ponad pięćdziesiąt. Są to świadectwa i wywody różnych myślicieli, którzy wywodzą się nie tylko z chrześcijańskiego kręgu kulturowego - można tu znaleźć przedstawicieli w zasadzie większości wiodących na świecie kultur religijnych. Wniosek z tego płynący jest zatem taki, że ateizm możliwy jest w przypadku każdego wyznania. A co przywiodło twórców zawartych w książce esejów do odrzucenia wiary?

Bardzo wiele różnych było ku temu przyczyn. Droga do niewiary (jeśli mogę tak to nazwać) może wieść przez różne manowce. Prowadzić może do niej nieubłagana ścieżka rozumu i logiki, niemożność przyjęcia do wiadomości argumentów opierających się na wierze, osobiste tragedie, a także obserwacje niesprawiedliwości i krzywd ludzkich, dla których niebiosa nie znalazły recepty. Można by tak wymieniać bez końca. Warto mieć jednak na uwadze, że niniejsza książka nie jest - jak już wspomniałem - pochwałą ateizmu, ani też próbą namówienia do niego. To jedynie zbiór świadectw ludzi, którzy odrzucili wiarę i starają się wytłumaczyć powody, dla których tak postąpili.


W tym miejscu będzie wspomniany - niestety! - minus tej lektury... A jest nim pewien chaos, który wkrada się w treść książki. Sprowadza się on do tego, że zawartych w niej esejów w żaden sposób nie posegregowano ani też nie usystematyzowano... Nie ma tutaj żadnego klucza. Stąd wrażenie chaosu. Ponadto zawarte w książce rozważania mają w sobie każdorazowo sporo powtórzeń i podobnych treści, co może (choć nie musi) w pewnym stopniu przeszkadzać w lekturze. A nawet nużyć... Weźcie na to poprawkę.

Generalnie książka jest warta przeczytania. Ateizm to nie żaden diabeł wcielony lecz ludzki wybór, do którego każdy z nas ma prawo. Ludzką rzeczą jest bowiem możność dokonania wyboru - ma ją każdy z nas. Z intelektualnego punktu widzenia lektura pełna świadectw dotyczących przyczyn owego wyboru może być niezwykle interesująca.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

#ateizm #dlaczegojesteśmyateistami #eseje #russellblackford #udoschuklenk #czarnaowca






Jezus największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie Ewangelii - Mark W. Baker


Tytuł: Jezus największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie Ewangelii (tytuł oryginału: Jesus The Greatests Therapist Who Ever Lived)
Autor: Mark W. Baker
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 11.03.2020r.
Liczba stron: 312


Jezus a psychologia.

Pierwszy raz mam w ręku książkę, która próbując pogodzić sferę wiary z rozumem i nauką nie faworyzuje żadnej ze stron, a zamiast tego skupia się na łączeniu wspomnianych elementów w celu wyciągnięcia z nich pewnej esencji, będącej do przyjęcia w zasadzie dla każdego. "Jezus największy terapeuta wszech czasów. Psychologiczne przesłanie Ewangelii" to bardzo udana próba z jednej strony uczłowieczenia postaci Jezusa i jego nauk, z drugiej zaś - pogodzenia ze sobą wiary i współczesnej psychologii.

Mark W. Baker zdecydowanie zasłużył sobie na moją uwagę za sprawą tej lektury. Mam także wrażenie, że przykuje ją również w przypadku innych czytelników, którzy zdecydują się sięgnąć po tę pozycję. Próba przetłumaczenia nauk Jezusa na język współczesności - i to w ujęciu psychologicznym - już z samego założenia brzmi bowiem ciekawie.


Nauki Jezusa przedstawione w Piśmie Świętym to swego rodzaju religijny dogmat, z którym na płaszczyźnie wiary ciężko toczyć dyskusję. Co więcej, spora część dzisiejszego duchowieństwa - nikomu niczego nie ujmując, ale jednak stwierdzając fakt - samą taką dysputę byłaby w stanie odebrać jako lewacki atak na filary chrześcijaństwa (ewentualnie, jak stwierdzili nie tak znowu dawno pewni świeccy, mógłby to być także atak nihilizmu - wszak mogliśmy wszyscy niedawno usłyszeć, iż "wszystko co nie jest związane z Kościołem to nihilizm"). Niniejsza książka to jednak w żadnym wypadku ani podważanie nauk Kościoła, ani postaci i znaczenia Jezusa, ani też nie jest ona atakiem na chrześcijańskie wartości. Wręcz przeciwnie - jest szansą na ich lepsze poznanie i rzucenie nań nieco innego (ale jak najbardziej pozytywnego) światła.


Rozpatrując postać Jezusa w ujęciu historycznym należy przyznać, że z całą pewnością był on wielkim myślicielem, nauczycielem, w pewnym sensie także filozofem oraz pocieszycielem sobie współczesnych. Ten ostatni rys biograficzny Jezusa najbardziej zainteresował Bakera, w kolejnych rozdziałach stara się on bowiem wykazać, że chrystusowe nauki niosą ze sobą bardzo wiele wartości psychologiczno-terapeutycznych. Lektura owych rozważań Bakera jest niezmiernie zajmująca i odkrywcza, nie sposób się bowiem z nim w przytłaczającej części twierdzeń nie zgodzić. Okazuje się bowiem, że nauki Jezusa można z pełnym powodzeniem odnieść do dzisiejszego sposobu pojmowania życia wewnętrznego człowieka, do sposobu postrzegania samego siebie oraz innych, a także do badanego pod kątem psychologicznym sposobu przeżywania przez nas wielu kwestii nierozerwalnie związanych z naszą egzystencją. Pod tym kątem patrząc lektura jest naprawdę wyjątkowa - odrzuca wszelki fanatyzm i wydobywa z biblijnie udokumentowanych działań Jezusa to, co jest w nich rzeczywiście najlepsze i najbardziej wartościowe.


Książkę mogę śmiało polecić... każdemu. Ta lektura naprawdę nie jest ani naukowo fanatyczna, ani też w żadnym stopniu antychrzescijańska. Prochrześcijańska też zresztą nie jest. To tylko pewna próba nawiązania do Jezusa i do jego nauk poprzez pryzmat dzisiejszego sposobu rozumienia człowieka na gruncie psychologicznym. Według mnie próba ta jest bardzo udana.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

#jezus #największyterapeutawszechczasów #markwbaker #czarnaowca