niedziela, 13 sierpnia 2017

"Częstotliwość serca Jak żyć w zgodzie z samym sobą i ze światem" - Iliana Ramírez Rangel


Tytuł: Częstotliwość serca Jak żyć w zgodzie z samym sobą i ze światem
Autor: Iliana Ramírez Rangel
Wydawnictwo: Sensus
Data wydania: 11.04.2017r.
Liczba stron: 224


Naturalna medycyna, filozofia życia, medytacja... dlaczego nie?

Tym razem wszystko w wydaniu wprost z Ameryki Środkowej. Konkretnie od "curanderos", ludowych uzdrowicieli, którzy swą liczbą - jak można się dowiedzieć już z opisu - czterokrotnie przewyższają w tamtych rejonach konwencjonalnych lekarzy. I czegóż możemy się o nich z tej książki dowiedzieć? Bardzo wiele. Jak się okazuje, nie są to bowiem tylko "ludowi lekarze", lecz także, po trosze, myśliciele, duchowi przewodnicy, a nawet, można by rzec - "filozofowie życia". Z książki dowiemy się zatem nie tylko jak można oczyścić i "ulepszyć" swój organizm na poziomie fizycznym, ale także na poziomie duchowym.

Trąci szarlataństwem? ;) Może i tak... dlatego właśnie polecam wpierw coś na ten temat poczytać (np. tę książkę), zanim wydacie osąd. Sam miałem kilka sceptycznych myśli, jednak po lekturze... jakoś zniknęły. Nie widzę w tym wszystkim co przeczytałem ani nic złego, ani głupiego. Żadna z opisanych na 224 stronach technik oczyszczenia organizmu, usprawnienia jego pracy, czy wyciszenia duchowego nie jest według mnie w żaden sposób "zdrożna", czy też pachnąca Ciemnogrodem. Nic nie szkodzi spróbować. A przynajmniej przeczytać coś na ten temat.

Autorka jest doktorem farmakologii, a jednocześnie wywodzi się z kręgów bardzo mocno powiązanych z "curanderos"; ta wzmianka miała być może na celu już na wstępie przygasić nieco sceptycyzm tych, którzy postrzegają to wszystko jako Ciemnogród. Fakt, że pisze tę książkę, jakby nie było, medyk, miał chyba na celu małe uwiarygodnienie całokształtu, ale chyba... nie jest to potrzebne. Książka jak na mój gust broni się sama. I jest naprawdę ciekawa. Jeśli więc wpadnie Wam w ręce - nie skreślajcie jej od razu. Sprawdźcie najpierw, czego możecie się dowiedzieć ;)

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sensus i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"Cudowna moc roślinnych koktajli. Blenduj dla zdrowia i urody!" - Magdalena Olszewska, Tomasz Olszewski


Tytuł: Cudowna moc roślinnych koktajli. Blenduj dla zdrowia i urody!
Autor: Magdalena Olszewska, Tomasz Olszewski 
Wydawnictwo: Septem
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 216


W zdrowym ciele zdrowy duch ;)

Roślinne koktajle - któż by pomyślał, że można ich tyle wyczarować ;) Kolejne strony tej książki pokazują, że jest to jak najbardziej wykonalne. I że można tego zblendować dużo więcej, niż można by z pozoru sądzić. A tym bardziej, niż mógłby sądzić jakiś laik - taki, jak na przykład ten, który spisuje właśnie tę recenzję ;)

Tym, co mnie zaciekawiło i sukcesywnie pacyfikowało mój sceptycyzm, były kolorowe zdjęcia - każdy koktajl wygląda nad wyraz zachęcająco na każdej fotce i tak sobie pomyślałem "kurczę, może to wcale nie jest takie złe?". No i chyba wcale takie złe to nie jest ;) A i książka fachowa, podzielona na sekcje dotyczące koktajli na każdą niemal okoliczność: są tu takowe na wzmocnienie odporności, oczyszczające organizm, wspomagające odchudzanie, podnoszące poziom energii, koktajle dla aktywnych fizycznie... Całość zaś uzupełniono o porady sprzętowe dla blendujących. Nieźle :) , naprawdę nieźle.

Znam mnóstwo osób, które byłyby tą książką zachwycone. Co znamienne, sam się nieco zainteresowałem ;) , a to już świadczy o tym, że książka zachęca do tego, czemu jest poświęcona. Chyba o to chodziło ;) Cóż więcej dodać? ... blendujcie więc :) I żyjcie zdrowo ;)

Dziękuję Wydawnictwu Septem za egzemplarz recenzencki.

sobota, 12 sierpnia 2017

"Zapiski podglądacza" - Gay Talese


Tytuł: Zapiski podglądacza (tytuł oryginału: The Voyeur's Motel)
Autor: Gay Talese
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 24.05.2017r.
Liczba stron: 240



Podpatrzone - zapisane... ;)

Nie dziwię się człowiekowi, który przez szereg lat podglądając swoich hotelowych gości i ich łóżkowe igraszki nie chciał się ujawnić ;) W końcu jednak to zrobił i powstała ta książka... I... cóż? Hm... Ciężko się odnieść jednoznacznie powiem szczerze. Sam pomysł podglądacza na to, jak (i żeby w ogóle) podglądać... miał facet tupet :) I szczęście, ani razu go bowiem nie przyłapano. A... treść? No cóż... :)

Treść nie bije może na głowę, ale... ciekawi :) Ludzie mają jednak naprawdę różne pomysły i choć nie są one z innej planety, to uśmiech [i aprobatę? ;) ] budzi fakt, że jednak ludzie decydują się na realizację tych fantazji ;) Budujące na pewno jest to, że ludzie nie zawsze - jak widać - chowają się w swojej skorupie wraz ze swoimi fantazjami zamkniętymi na cztery spusty w czarnych szufladkach w ich głowach :) O ile dawać wiarę treści tej książki od a do z, są bowiem głowy, że niekoniecznie wszystko spisane na tych stronach ma coś wspólnego z rzeczywistością. Cóż... nawet jeśli nie ma, to chwała Panowi Podglądaczowi za wyobraźnię i pomysłowość :) Inną sprawą jest ocena tejże pomysłowości ;) , no ale w końcu... każdy lubi to, co mu pasuje, prawda? ;) Dotyczy to zarówno Pana Podglądacza, jak i jego hotelowych gości. I nic nikomu do tego :) Generalnie, do sedna sprawy wracając, umówmy się - ma facet szczęście, że go nigdy nie przyłapano.

Czy można podtrzymać wniosek autora książki, że obrazuje ona zmiany w seksualności Amerykanów na przestrzeni lat? Czy ja wiem... Nie ma tu według mnie czegoś odkrywczego. Czegoś, co przed laty mogło nie istnieć w jednostkowych podświadomościach jako "niespełnialne fantazje", a potem, po latach, nagle tam zaistniało (i się ziściło). Według mnie to dość naciągana teza o tej lekturze. Co nie zmienia faktu, że... nieźle się czyta. Choć nie jest to literatura górnych lotów i (co dziwne, bo autor w pewnych kręgach jest znany i ceniony) jakiegoś świetnego pióra. Rzecz to jednak ciekawa, a zatem... polecam :) (przy wszystkich głosach krytycznych, z jakimi się zetknąłem w trakcie czytania opinii o tej książce - niech każdy wyrobi sobie opinię sam, takie moje zdanie w tej sprawie).

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki :)

"Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości" - Matthieu Ricard, Christophe André, Alexandre Jollien


Tytuł: Trzech przyjaciół w poszukiwaniu mądrości (tytuł oryginału: Trois amis en quête de sagesse)
Autor: Matthieu Ricard, Christophe André, Alexandre Jollien
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 10.05.2017r.
Liczba stron: 440



Dysputa-rzeka... o życiu.

Ciekawa forma i treść. Trzech przyjaciół - mnich, filozof i psychiatra. Temat: życie... Tytuł książki sugeruje wprawdzie, że "mądrość", lecz tak naprawdę tematem głównym jest tutaj po prostu "życie". I według mnie to, jak odnaleźć w nim szczęście... Pachnie patosem, prawda? ;) ... Owszem, pachnie. I momentami nawet zalatuje, ale... nie jest tak źle. Całość ciekawi i wciąga, a trzy różne punkty widzenia są naprawdę interesujące. Może niewiele tu "odkrywczych prawd"... lecz czyta się to wszystko przyjemnie.

Czy któryś punkt widzenia jest najbardziej godny uwagi? Psychiatry, filozofa lub mnicha? Ciężko stwierdzić. Chyba najwięcej - według mnie - ciekawych rzeczy miał do powiedzenia psychiatra ;) A spektrum tematów - ze wspólnym mianownikiem - było zaiste szerokie. Własne wnętrze, emocje, znaczenie rozmów i wymiany myśli, wewnętrzny spokój, cierpienie, wierność (samemu sobie i innym), altruizm, prostota, sztuka przebaczania, wolność... Wszystko o czymś i coś o wszystkim ;) ... Ta książka byłaby fajnym wstępem do jakiegoś cyklu książek o dysputach tych trzech panów; jako pojedyncza lektura jest ciekawa, lecz chyba nieco zbyt... szeroka tematycznie przy jednoczesnych ograniczeniach objętości. 

Czy warto sięgnąć po tę książkę? Myślę, że tak. Nie dało się na jej kartach uciec od patosu, miejscami od lania wody, niewiele tu też, jak wspominałem, czegoś odkrywczego, ale całość jest na szczęście bardzo zgrabnie napisana. I szybko się czyta. Tak więc, jeśli macie ochotę na kilka popołudni, w czasie których poznacie czyjś inny punkt widzenia na życie, wnętrze człowieka i to, jak żyć w zgodzie z samym sobą... to zapraszam ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

"Złodziej luster" - Martin Seay


Tytuł: Złodziej luster (tytuł oryginału: The Mirror Thief)
Autor: Martin Seay
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 10.05.2017r.
Liczba stron: 704



Niejednoznaczna, wielowątkowa, wciągająca powieść z historią w tle.

Martin Seay stworzył bardzo oryginalną i ciekawą konstrukcję fabularną. Trzy główne wątki tej książki (XVI-wieczny wenecki, Venice Beach z 1958r., Las Vegas z 2003r.) łączy wszechobecna metafora luster, tajemnic, zagadek... i pewnego dreszczyku emocji, którego książce odmówić nie sposób. Z pozoru wątki te są w żaden sposób ze sobą niezwiązane, ciężko znaleźć w głowie jakiś ich wspólny mianownik... a jednak takowy jest ;) I przewija się on przez całą książkę aż do samego finału. Co to takiego - oczywiście, że nie zdradzę ;) ... Po prostu przeczytajcie ;)

Fabularnie książka stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Jeśli zagłębić się w szczegóły, to powiem, że podobała mi się w "Złodzieju luster" zwłaszcza narracja i przeplatanie się wątków w czasie i przestrzeni. Zabieg znany, lecz nieczęsto spotykany. A przeze mnie osobiście bardzo dawno nie widziany (choć może to kwestia doboru lektur). Czasem może to zaburzać proces czytania, irytować, burzyć obraz książki, lecz nie tutaj. Fajnie to, przyznam, wyszło. Tak więc sam zabieg - jak najbardziej na plus.

Cóż jeszcze dodać żeby nie spoilerować? Jeśli lubicie sensację, trochę thrillera, ciekawą fabułę, kilka wątków z różnych punktów w czasie i przestrzeni, a wszystko z dodatkiem historii w tle - to książka właśnie dla Was. Tak, jest dość spora objętościowo. Ale nie czuje się tego w trakcie lektury. Ani się obejrzycie kiedy dotrzecie do finału. A warto wyczekać te 700 stron ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

"Bombowce nad Europą 1939-1945" - Richard J. Overy


Tytuł: Bombowce nad Europą 1939-1945 (tytuł oryginału: The Bombing War: Europe 1939-1945)
Autor: Richard J. Overy
Wydawnictwo: Napoleon V
Data wydania: 10.05.2017r.
Liczba stron: 794




Śmierć wprost z powietrza.

Wyczerpująca, fachowa, bardzo obszerna pozycja traktująca o historii działań bombowych w Europie w trakcie II Wojny Światowej. Książka poświęcona jednemu tylko aspektowi, lecz dzięki temu umożliwiająca wnikliwe przedstawienie danego zagadnienia. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem tego, co przeczytałem. Jak i pod wrażeniem pracy wykonanej przez autora. Działania bombowe jakoś nie są specjalnie szeroko omawiane w kontekście całej II Wojny Światowej (takie moje skromne zdanie), a wielka szkoda - ten aspekt to ważna część wojny, będącej bez wątpienia największą katastrofą ludzką XX wieku, nie tylko na naszym kontynencie.

Overy przedstawia wydarzenia i działania wojenne z perspektywy zarówno hitlerowskich Niemiec, jak i połączonych sił aliantów, co według mnie bardzo dobrze robi całej książce. Można by się oczywiście spierać, czy podejście autora do tematu nie jest aby stronnicze na korzyść którejś ze stron, jednak osobiście nie odniosłem takiego wrażenia. Książka skupia się przede wszystkim na faktach. Wzbogaconych dodatkowo o kontekst wydarzeń, przedstawiający działania wojenne z perspektywy właśnie działań bombowych. Szalenie ciekawa i zajmująca rzecz. Cenię sobie niezwykle takie opracowania. Na tym polu bynajmniej się nie zawiodłem.

"Bombowce nad Europą..." mają też zaletę tego rodzaju, że, generalnie rzecz ujmując, nie uciekają - jako książka - od tematu skutków, ofiar; od wszystkich kwestii moralnych związanych z bombardowaniami. Zwykle te zagadnienia i kwestie nie są zbyt chętnie w takich opracowaniach podnoszone. Tutaj jest inaczej. Nie wolno bowiem zapominać, że II Wojna Światowa była najstraszliwszą w skutkach wojną totalną, niosącą ze sobą największe w historii, zatrważające w liczbach straty ludzkie i materialne. Wszystko rzecz jasna za sprawą działań wojennych, a wśród tych właśnie bombardowania zajmują szczególne miejsce. Szczególnie destrukcyjne miejsce dodajmy. Ważne, że nie ominięto na łamach tej pozycji takiego tematu. To tylko dodaje książce obiektywizmu i autentyczności w oczach czytelnika.

Lektura niesamowita. Pouczająca. To trochę historia IIWŚ przedstawiona nieco na nowo z perspektywy... powietrza. Nieba. I tego, co z tego nieba spadało na ziemię przez wszystkie lata wojny. Każdy pasjonat IIWŚ będzie usatysfakcjonowany. Każdy po prostu tylko ciekaw tematu - również.

Gorąco polecam.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Napoleon V za egzemplarz recenzencki.

"Rozbroić narcyza. Jak radzić sobie z osobą zapatrzoną w siebie" - Wendy T. Behary


Tytuł: Rozbroić narcyza. Jak radzić sobie z osobą zapatrzoną w siebie (tytuł oryginału: Disarming the narcissist)
Autor: Wendy T. Behary
Wydawnictwo: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Data wydania: 13.09.2013r.
Liczba stron: 222




Narcyzi pośród nas... o, tak, można ich znaleźć... i to całkiem niedaleko.

Znaleźć to jedno. Funkcjonować wraz z rzeczonym narcyzem - to drugie. Niezależnie o jakiej konfiguracji we wzajemnej relacji mówimy. Czy to jest trudne? To zależy... Przede wszystkim od tego, jaką postać sam narcyzm przyjmuje. Jeśli niegroźną, nadającą się do zbycia machnięciem ręki, to pół biedy. Gorzej jeśli narcyzm przybiera rozmiary... większe. Trzeba bowiem powiedzieć jasno, że sam narcyzm... jest jednostką chorobową. To nie tylko kwestia takiej a nie innej postawy życiowej, wielkiego ego, etc; no właśnie nie tylko o to chodzi... Narcyzm jako taki to również pewien rodzaj zaburzenia osobowości (w tym miejscu ignoruję ewentualne chichoty i pobłażliwe uśmiechy czytających tę recenzję - to o czym piszę, to fakty). O tym własnie jest ta książka.


Wszystko może mieć pewien schemat. Narcyzm - również. Szalenie ciekawie się o tym czyta i, mając wokół co poniektóre jednostki z rzeczonymi, narcystycznymi cechami, czasem nie sposób się z autorką nie zgodzić. Bardzo to wszystko pouczające. Zwłaszcza opisywana teoria schematów. Nie będę się wgłębiał może w szczegóły, po takowe odsyłam do samej książki. Czym więc ma być ta recenzja? W moim zamyśle tylko uzmysłowieniem tym, którzy zechcą ją przeczytać (ale bez podejścia pełnego ignorancji), że to, o czym pisze Wendy T. Behary to nie tylko pewna postawa życiowa, ale także głębszy problem. Znam opinie takich, którzy sądzą, że wszelkie problemy wewnętrzne to "wymysły nierobów", znam też takich, którzy sądzą, że współczesna psychologia na siłę chce "zrobić ze wszystkiego chorobę". Cóż - tak po prostu nie jest. Świadczą o tym liczby, fakty, osoby przewijające się przez gabinety terapeutyczne i wymierne efekty, które nieraz takie wizyty przynoszą. Wystarczy pogrzebać trochę w sieci. I nie, to nie są podstawione, fikcyjne osoby. To są ludzie z krwi i kości. Ale z niewygodnymi faktami najłatwiej jest "polemizować" poprzez obrzucenie tych faktów błotem (z nadzieją, że iście goebellsowska zasada, w myśl której "zawsze coś z tego błota potem zostanie", zadziała i tym razem). Za takie głosy myślę, że można tylko "podziękować" i obrócić się na pięcie.


Dla kogo jest książka Wendy T. Behary? Chyba przede wszystkim dla tych, którzy obcują na co dzień z narcyzami i doświadczają z ich strony niekoniecznie przyjemnych rzeczy. Dla samych narcyzów... też. Ale tylko jeśli w jakimś stopniu (lepiej rzecz jasna w większym niż w mniejszym) zdają sobie sprawę z tego, że mają pewien problem i są gotowi o nim rozmawiać, słuchać, czytać... tylko wtedy ma to sens. Sama książka - bomba :) ... Jak najbardziej do polecenia. A zatem - polecam :)

Serdecznie dziękuję Gdańskiemu Wydawnictwu Psychologicznemu za egzemplarz recenzencki.

"Zakochani w świecie. Malezja" - Joanna Grzymkowska-Podolak


Tytuł: Zakochani w świecie. Malezja
Autor: Joanna Grzymkowska-Podolak
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 288



Kierunek: Malezja!

Bogata, zajmująca, ciekawa, pełna anegdot opowieść o wyprawie autorki do Malezji to świetny przykład tego, czym dziś powinna być (moim skromnym zdaniem) książka z szeroko pojętego gatunku literatury podróżniczej. To nie powinien być "jeden wielki suchy opis", lecz żywa, barwna historia. "Zakochani w świecie. Malezja" to właśnie taka książka :)

Autorka wraz z mężem odbyła fascynującą podróż. Podróż, w której na pierwszym miejscu są miejsca, ludzie, barwne anegdoty i... po prostu wielka przygoda. Czym bowiem innym, jeśli nie wielką przygodą, jest podróż w zakątek świata, w który można się zapatrzeć, zakochać w nim i którego częścią można się stać... choć na kilka chwil. Zazdroszczę ;) ... Uwielbiam tego rodzaju historie, relacje... Czasem nie trzeba wybrać się gdzieś samemu, czasem dobra książka, taka jak ta, wystarczy, żeby poczuć, że jest się przez chwilę w zupełnie innym miejscu. I to całym sobą. Na tym między innymi polega magia książek :) ... I magia miejsc, emocji, ludzi, które jakaś książka nam pokazuje :) ...

Czy warto pojechać do Malezji? O, tak :) Ta recenzja jest przede wszystkim o moich wrażeniach po lekturze, więc nie będę w tym miejscu spoilerował, ale jak najbardziej tak. Tak naprawdę nawet bez czytania, po pierwszym rzucie oka na zdjęcia, można odkryć w sobie wielką chęć spakowania się, a następnie zapakowania samego siebie wraz z bagażem w odpowiedni samolot ;) ... Świat jest wielki. I każdy jego zakątek ma w sobie coś, co warto zobaczyć. Przeżyć. Książki takie jak ta nieustannie mi o tym przypominają. Jeśli też chcielibyście tego doświadczyć - przeczytajcie tę pozycję koniecznie :)

Polecam!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki za egzemplarz recenzencki.

sobota, 8 lipca 2017

"Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk" - Anka Mrówczyńska


Tytuł: Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk
Cykl: Młody bóg z pętlą na szyi (część I)
Autor: Anka Mrówczyńska
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 12.10.2015r.
Liczba stron: 482

 

 

Chcieć przenosić góry, a jednocześnie wszystko tu i teraz skończyć... "Być albo nie być - oto jest pytanie"...

"Młody bóg z pętlą na szyi"... Tytuł wymowny... świetny... po prostu w punkt... Dlaczego w punkt? Wyobraźcie sobie dziewczynę w kwiecie wieku, która nie skończyła jeszcze nawet 30-tki; jest inteligentna, ma w sobie mnóstwo pasji... zdolności... potrafi wiele i jest świetna w tym, co robi, a jednocześnie... każdego dnia cierpi... miota się od bandy do bandy... i często chce to wszystko zakończyć... ostatecznie zakończyć... Wiem... nie do pojęcia, prawda? A jednak... Ta książka jest kolejną obok "Borderline: Autoterapia, czyli o sprawach poważnych z solidną dawką autoironii" autobiograficzną książką Anki Mrówczyńskiej. Ta autorka budzi mój coraz większy szacunek (pozdrawiam Panią w tym miejscu, może czyta Pani tę recenzję). Szacunek i... podziw. Przede wszystkim, jak już miałem okazję napisać przy okazji recenzji "Borderline: Autoterapia..."... podziw za odwagę. Odwagę, która jest w stanie pomóc całemu mnóstwu innych ludzi żyjących na co dzień z tym samym problemem. Aż chciałoby się w imieniu tych ludzi po prostu podziękować... I życzyć sobie, żeby ta książka dotarła do nich wszystkich.

Kiedy cierpisz, cierpi w Tobie wszystko... A kiedy cierpisz tak bardzo, że nic nie ma już sensu... wtedy możesz zrobić dwie rzeczy: poddać się, lub walczyć. Jeśli nie umiesz lub nie masz już sił i chęci walczyć sam - szukasz pomocy... O tym jest właśnie ta książka: o rozpaczliwej walce o samego siebie, o codziennej walce przede wszystkim o to... by się nie poddać. To co przeżywa Anka... całokształt jest straszny. Tygiel emocji, sprzeczne odczucia, gonitwa myśli, stany euforii, manii, przeplatające się z fazami depresji i impulsywnymi epizodami samobójczymi... Taka jest codzienność bohaterki, będącej jednocześnie autorką tej pięknej, smutnej, pełnej emocji książki... To dziwne, ale... czytając... można to wszystko zrozumieć... na ile się da, nie w całości oczywiście, ale... zrozumienie jest możliwe. A kiedy już przychodzi - książka wali jak obuchem w głowę. Tyle emocji w jednym człowieku... tak bardzo sprzecznych... z jednej strony uskrzydlających, z drugiej - tak bardzo destrukcyjnych. Borderline... pewną bezczelnością jest być może upraszczanie sprawy, lecz - z myślą o laiku czytającym tę recenzję - do tego właśnie, w bardzo ogólnym sensie (a przez uogólnienie w sensie bardzo nieuprawnionym, lecz na potrzeby tej recenzji koniecznym) sprowadza się problem, którego dotyczy ta lektura...

Anka (pozwolę sobie pisać w ten sposób o autorce, sama bowiem wielokrotnie to czyni) na łamach "Młodego boga..." opisuje być może najtrudniejszy etap (tylko "być może" - ciężko wskazać jakąkolwiek fazę czasową borderline jako tę najgorszą) swojego życia: pogorszenie własnego stanu, decyzję o pójściu do szpitala psychiatrycznego, sam pobyt w nim i jego skutki... Całość oparta jest o pisane w szpitalu dzienniki. Nie wiem jak mogę się do tego odnieść... Każdy przypadek borderline jest inny. Tak, są w nich podobieństwa... podobieństwa przerażające, lecz wspomagające zrozumienie... To jednak w tej chwili nieistotne - wracam do meritum... Pobyt w tym miejscu z pewnością autorce pomógł. Czy może pomóc innym?... To kwestia diagnozy... zaleceń... stanu własnego... Pewników jest tutaj bardzo niewiele, jeśli jednak unikanie tego miejsca... na oddziale dziennym czy też zamkniętym... ma oznaczać doprowadzenie do rozwiązań ostatecznych - warto pójście do tego miejsca rozważyć... Szpital psychiatryczny to z pewnością jeden wielki strach. Niewiadoma. Przerażenie? Na pewno też... Ciężko się nie bać mając wciąż w głowie myśl, że można tam wejść, a później wyjść jako zupełnie inny człowiek... Człowiek, którego nie rozpozna się być może w lustrze?... Być może... na tym właśnie polega strach. Książka, którą mam w rękach pokazuje, że strach... będzie zawsze. Ale on jest do pokonania. A trudne decyzje... bolą, przerażają, lecz mogą być odpowiedzią i rozwiązaniem na wiele pytań... może nie na zawsze i nie całkowicie takie trudne decyzje (szpital) rozwiążą pewne problemy, jednak... to w końcu też pomoc, prawda? A jeśli cały człowiek, jego cała istota, jestestwo, krzyczą - i to już nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz, coraz głośniej, o pomoc - to krzyczą... po coś... I nieraz na taki krzyk remedium są tylko te trudne rozwiązania. "Młody bóg..." to niezwykle trudna pod tym kątem lektura. Trudna w treści, nie w odbiorze... Odbiór jest bowiem prosty i przystępny, treść zaś dotyka arcy trudnych kwestii... Jest to jednak książka budująca. Pozytywna. Śmiech przez łzy... tak, tak tę lekturę można podsumować... Co jeszcze? Chyba jeszcze to, że ciemny tunel nie zawsze kończy się ślepym zaułkiem z cegieł - czasem na jego końcu jest światełko... tyle, że nie widać go, bo jest za ostrym zakrętem... jeśli jednak spróbuje się pójść trochę dalej tym tunelem - światełko się pojawi... a w końcu powiększy, aż  wyjdzie się w końcu z ciemności prosto w krąg światła. Chciałbym żeby tak było w każdym przypadku :) ... Kto by nie chciał? Życie to nie bajka, nadzieję jednak trzeba mieć zawsze. I wierzyć w pewne rzeczy. Tej właśnie wiary życzę wszystkim tym, którym dedykowana jest ta książka. Wierzcie. Nie poddawajcie się. Walczcie o to, żeby się nie poddać. I się, do diabła, nie poddawajcie. Nigdy. I pamiętajcie o jednym - o czym również często mówi Anka - nie jesteście sami. Nigdy.

Na koniec... małe odniesienie do innych opinii o tej książce. Wiele jest w sieci opinii - i to widać - pisanych przez osoby nie mające albo wiedzy, albo styczności z problemem będącym treścią tej pozycji. Przeglądając takie opinie mam nieodparte wrażenie, jakbym czytał entuzjastyczne relacje kogoś ze szkłem powiększającym w ręce, który przygląda się właśnie przez to szkło nowemu, interesującemu gatunkowi żuka gnojownika... Ludzie... dajcie sobie spokój z takimi recenzjami i opiniami... Zgoda, "zachwycacie" się żukiem... serio?, jest czym się "zachwycać"? I czy pomyśleliście w swym "zachwycie" jak czuje się też żuk? Co i jak on przeżywa - na co dzień? Mocno wątpię... Nie wskażę nikogo rzecz jasna palcem, ale mam nadzieję, że co poniektórzy opiniujący zerkną w tę recenzję i - może - najdzie ich chwila refleksji. Borderline, tak jak i inne zaburzenia natury psychologiczno-psychiatrycznej to w naszym pięknym kraju, jak już pisałem w innych recenzjach, wciąż temat tabu. Otoczony murem ciemnogrodu i stereotypów. Tacy autorzy jak Anka Mrówczyńska robią wyłomy w tym murze - i bardzo dobrze. Lecz ten mur pewnie jeszcze trochę, niestety, postoi (jak widać).

Teraz jeszcze coś na "koniec-koniec" ;) ... Książkę, tak jak i inne o tej tematyce, polecam w pierwszej kolejności wszystkim tym, których ten problem bezpośrednio dotyka. W drugiej kolejności - ich bliskim. Entuzjaści, studenci pewnych kierunków, osoby po prostu ciekawe tematu... Wam też tę książkę polecam... mała tylko prośba z akapitu powyżej: miejcie, na Boga, nieco refleksji w tym co i jak piszecie - i o samej książce i o osobach, do których jest ona skierowana.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki

"Skynet. Armia Cieni" - Caesar Starling


Tytuł: Skynet. Armia Cieni
Autor: Caesar Starling
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 19.05.2017r.
Liczba stron: 469


Rzecz w duchu i konwencji kultowego od lat "Terminatora".

Nierówna walka człowieka z maszynami... temat, z którego można czerpać garściami. "Skynet" tak właśnie czyni, aspirując do książki łączącej się z uniwersum znanym z kultowego "Terminatora". Zdziesiątkowana ludność, ukrywająca się przed dużo silniejszym przeciwnikiem, z ukrycia prowadząca nierówną walkę... To się wciąż może podobać. "Skynet" jest pierwszą częścią zaplanowanej trylogii. Sam jestem ciekaw, jak zaprezentują się kolejne części.

A w pierwszej części nie jest wcale źle. Jest bardzo ciekawie. Podziemie skupiające ludzkość wysyła małe oddziały z niebezpiecznymi misjami w głąb terytorium opanowanego przez przeciwnika (a jest nim tytułowy Skynet, sztuczna inteligencja sterująca przeważającymi siłami świata maszyn). Jeden z członków takiego oddziału otrzymuje misję, w ramach której musi... współpracować z wrogiem... wrogiem pod postacią terminatora... ciekawe i znajome, prawda?

Miejmy nadzieję, że autor w kolejnych częściach nie zawiedzie. Nie chciałbym tego, wyrosłem bowiem na historiach podobnych do tej i nie chciałbym być w kolejnych tomach świadkiem literackiej porażki... Tom pierwszy na nic takiego nie wskazuje, bądźmy więc wszyscy dobrej myśli :)

Polecam!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki.

"Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal" - Bartosz Malinowski, Joanna Lipowczan


Tytuł: Wielki Szlak Himalajski. 120 dni pieszej wędrówki przez Nepal
Autor: Bartosz Malinowski, Joanna Lipowczan 
Wydawnictwo: Bezdroża
Data wydania: 24.05.2017r.
Liczba stron: 280


Nepal pokazany od podszewki :) ... i, rzecz jasna, na szlaku ;)

Ta książka, prócz walorów podróżniczych, jest także pozycją o czymś więcej: o sile marzeń i o odwadze tych, którzy poważyli się te marzenia zrealizować. Nie zawsze bowiem marzenia udaje się przekuć na rzeczywistość... autorom tej książki ta sztuka się udała. W brawurowy, godny podziwu sposób. Przemierzenie bowiem we dwójkę 1700 km w 120 dni nepalskimi szlakami, bez pomocy osób trzecich... to robi wrażenie.


Nie do liczb sprowadza się ta książka, ale pozwolę sobie do nich wrócić (do czego zresztą zachęca sam opis na okładce): 1700 km, 120 dni, 2 ludzi, 64 kg bagażu, 1 cel... Wymowne, prawda? Region świata także, pod kątem podróżniczym, nie najłatwiejszy... Dodam w tym miejscu, że wyprawa autorów miała miejsce tuż po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi w Nepalu, a jego skutki, choćby z wiadomości, kojarzymy pobieżnie wszyscy... Panu Bartoszowi i Pani Joannie jednak się udało. Dopięli swego - Wielki Szlak Himalajski mogą uznać za przebyty... Sama zresztą historia jego wytyczenia jest bardzo ciekawa, lecz o tej idei i historii jej powstania odsyłam już do samej książki ;)

"Wielki Szlak..." czyta się bardzo przyjemnie. To książka w rodzaju reportażu, skupiająca się na całokształcie opisywanego świata: zarówno na kwestiach czysto podróżniczych, jak i na tym, co mnie osobiście interesuje w takich książkach najbardziej: na ludziach, kulturze, na charakterze danych miejsc i regionów... To udało się bardzo fajnie. Podobnie jak oddanie ducha walki z przeciwnościami na trasie (niewiele spraw poszło zgodnie z założeniami podróżników) i pokazanie, że, jak pisałem na wstępie... warto jest marzyć :) Naprawdę warto. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy marzenia przestaną być abstrakcją, a staną się czymś dostępnym na wyciągnięcie ręki.

Polecam.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bezdroża i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"Pijany martwym Gruzinem" - Witold Gapik


Tytuł: Pijany Martwym Gruzinem
Autor: Witold Gapik
Wydawnictwo: Bezdroża
Data wydania: 30.06.2017r.
Liczba stron: 336


Genialna podróż przez Kaukaz!

To coś więcej niż książka :) To mnóstwo świetnej zabawy przez wszystkie 336 stron! "Pijanego martwym Gruzinem" nie nazwałbym nawet niczym w rodzaju przewodnika turystycznego, czy nawet czymś zbliżonym do tego rodzaju konwencji - to jest po prostu zbiór historii z życia wziętych, i to historii momentami cudownie abstrakcyjnych, tak bardzo odmiennych od naszej zastanej codzienności!... :) Nie sposób się nie uśmiechnąć w trakcie czytania i nie poczuć dzikiej chęci rzucenia wszystkiego i pojechania w tamte rejony! :)

"Pijany martwym Gruzinem" ma w sobie cudowny urok postradzieckiej rzeczywistości, w której życie płynie wolno, leniwie, ludziom do niczego się nie spieszy, a owocowy samogon leje się strumieniami :) ... W dodatku rzeczywistość niesie ze sobą wiele okoliczności nie do pojęcia dla mieszkańca szeroko pojętego Zachodu, jak np. dokonane (oczywiście nie na trzeźwo) porwanie kandydatki na przyszłą żonę, relacje z bezczelnego wręcz przemytu... Zawadiacko pociągające to wszystko :) ... Choć przez moment ciągnie człowieka, by czegoś takiego doświadczyć ;) ... 

Kaukaz ma też, rzecz jasna, i mroczną stronę - korupcję, biedę, przestępczość... W niektóre miejsca lepiej się nie zapuszczać... Nie przesłania to jednak faktu, iż zakątek świata jest to arcyciekawy. Bardzo lubię inteligentnie napisane książki o czymś innym niż nasza szara rzeczywistość. Poszerzają wiedzę, horyzonty, a jeśli, tak jak ta pozycja, są napisane z humorem - tym lepiej! :) Świat jest szeroki - warto się czasem czegoś o nim dowiedzieć.

Gorąco polecam!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bezdroża i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

"W lesie" - Nele Neuhaus


Tytuł: W lesie (tytuł oryginału: Im Wald)
Seria: Gorzka czekolada
Autor: Nele Neuhaus
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 24.05.2017r.
Liczba stron: 712



"W lesie"... celny, nieokreślony, mglisty tytuł - idealny dla książki takiej, jak ta.

Sensacja, thriller, po trosze kryminał... rozbudowany dodam, do monstrualnych rozmiarów fabularnych, z ilością wątków, wśród których można się szybko pogubić straciwszy na moment koncentrację, a jednocześnie... lektura lekka i przyjemna. W sam raz na letnie wieczory ;) ... Wieczory, dodam, nie do końca pozbawione emocji... nie przy takiej lekturze.


Neuhaus wraca w książce do bohaterów znanych czytelnikom z innych pozycji z serii "Gorzka czekolada" - krótko mówiąc, wchodzimy w tematy kryminalne z perspektywy policji... Lecz nie tylko. "W lesie" ma w sobie mnóstwo wątków retrospekcyjnych, bieżące zbrodnie bowiem w niepokojący sposób łączą się z kryminalnymi wydarzeniami mającymi miejsce w tych samych okolicach przed kilkudziesięciu laty... łącząc się w tym miejscu z osobą jednego z głównych bohaterów, który jest z jedną ze zbrodni sprzed lat emocjonalnie powiązany... Pod tym kątem "W lecie" jest bardzo podobne do czytanego przeze mnie w zeszłym roku "Zdążyć przed zmrokiem" Tany French, jest jednak lekturą bez porównania bardziej rozbudowaną. To dobrze. Dzięki zastosowanej przez Neuhaus mnogości wątków można się wprawdzie, jak wspomniałem, zacząć gubić w lekturze, lecz to tylko ułatwia autorce wodzenie czytelnika za nos, wprost na manowce, ułatwia zaskakujące zwroty akcji... a to tylko zwiększa przyjemność z czytania :)

Książka jest na swój sposób mroczna. Lubię takie tytuły. Bardzo fajnie, że "W lesie" wpadło mi w ręce; na taką właśnie lekturę książkę chyba podświadomie od pewnego czasu czekałem ;) Nie przerażajcie się objętością - czyta się to wszystko naprawdę bardzo szybko. I przyjemnie. Nie pozostaje mi nic innego... jak po prostu polecić :) 

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

"Wilk stepowy" - Hermann Hesse


Tytuł: Wilk stepowy (tytuł oryginału: Steppenwolf)
Autor: Hermann Hesse
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 30.08.2016r.
Liczba stron: 360



Niesamowita, aktualna... ta książka zamknęła mi dosłownie usta... zaniemówiłem - i to nie raz ani nie dwa razy.

Hesse już raz zaskoczył mnie szalenie pozytywnie w niedawnym czasie, "Siddharthą" mianowicie, lecz "Wilk stepowy"... naprawdę, z ręką na sercu: nie spodziewałem się książki o egzystencji kogoś, kto może być do tego stopnia, w tak uniwersalny sposób... każdym z nas... również mną, czy nawet Tobą - tak, Tobą, osobą czytającą tę recenzję... "Wilk stepowy" może być na pierwszy rzut oka powieścią głównie o nieprzystosowaniu, o rozterkach, dylematach, lecz jeśli już zagłębimy się nieco bardziej w treść... nie sposób nie odnaleźć tutaj cząstki samego siebie... Co oczywiście nie oznacza, że każdy z nas jest nieprzystosowany... Chodzi bardziej o to, że główny bohater i jego sposób myślenia... to jest tak uniwersalny obrazek, tak bardzo ludzki, że mogący śmiało zostać przyrównanym do - jak wspomniałem - choćby cząstki każdego z nas... Niesamowite doświadczenie.

Nie sposób w kilku słowach oddać całości wrażeń po tej lekturze. To książka naprawdę ważna. Mądra. Zapadająca w pamięć, i to na bardzo długo jak podejrzewam. Jaki jest, płynący z niej, jakiś najważniejszy wniosek?... Jednego, najważniejszego, wskazać nie sposób... Myślę wszak, że dla mnie osobiście najważniejsze jest po lekturze przemyślenie... iż każdy ma swoje rozterki, wahania, pytania do samego siebie, odniesione do swego "ja" w kontekście konfrontacji własnego życia z rzeczywistością... i posiadanie ich jest czymś bardzo ludzkim... Nie ma w tym nic dziwnego, choćby nie wiem jak szalone, trudne, skomplikowane, czy wręcz psychodeliczne, balansujące na krawędzi psychicznej równowagi wewnętrznej byłyby to dylematy. Wiele opinii o tej książce niesie ze sobą zachwyt nad egzystencjalnymi walorami treści naniesionej na papier przez pióro Hessego... Zgadzam się z tym. Lecz dla mnie najważniejszy z tej książki jest wniosek mówiący, iż... tak naprawdę, zgodnie z filozoficzną maksymą, można rzecz, że "nic co ludzkie nie jest mi obce"... A ludzkim jest wszystko to, co tkwi w nas samych. Nieważne jak trudne, szalone, czy pokręcone. Człowieczeństwo jest w stanie pomieścić w swym znaczeniu naprawdę wiele. I dla mnie przede wszystkim o tym jest ta książka.

Gorąco polecam.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 2 lipca 2017

"Moje bajeczki o Bobie Budowniczym" - Paulina Kaniewska


Tytuł: Moje bajeczki o Bobie Budowniczym
Autor: Paulina Kaniewska
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 01.03.2017r.
Liczba stron: 128


Coś w sam raz dla małych chłopców :)

Ktoś nie zna Boba Budowniczego? Ręka w górę... nie widzę ;) Chyba każdy z nas zna tę bajkę, nieprawdaż? :) Bob powraca w ośmiu nowych odsłonach. Zarówno on, jak i jego przyjaciele, przeżyją wiele przygód i rozwiążą mnóstwo problemów - głównie konstrukcyjnej natury ;)

Mali chłopcy będą, mam nadzieję, zachwyceni :) Bob Budowniczy jest bowiem, nie czarujmy się, bajką głównie dla chłopców, chociaż powiem, że... moja córa też się zainteresowała :) To nieistotne "dla kogo jest, a dla kogo nie" jakaś bajka, dopóki wywołuje na dziecięcych buziach uśmiech. Prawda? :) ...

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

"Moje bajeczki o psikusach i psotach. Masza i Niedźwiedź" - opracowanie zbiorowe


Tytuł: Moje bajeczki o psikusach i psotach. Masza i Niedźwiedź
Autor: opracowanie zbiorowe
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 01.03.2017r.
Liczba stron: 128




Masza i Niedźwiedź w akcji!

Mała psotnica i jej duży towarzysz jak zwykle nie zawodzą ;) Tym razem, w ośmiu historyjkach, dostajemy do rąk przegląd kolejnych śmiesznych pomysłów, perypetii i... niezłą dawkę śmiechu :) I rzecz jasna uśmiechu :)

Książeczki z tej serii są naprawdę fajne. Pięknie ilustrowane, kolorowe, do tego sama oprawa flexi zdaje tutaj egzamin, książeczka bowiem nie niszczy się tak szybko w małych rączkach. Sam format, skoro już o technicznych kwestiach mowa, również fajnie pasuje do dziecięcych rączek :)

Polecam :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

"Moje bajeczki o lokomotywach. Tomek i Przyjaciele" - opracowanie zbiorowe


Tytuł: Moje bajeczki o lokomotywach. Tomek i Przyjaciele
Autor: opracowanie zbiorowe
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 01.03.2017r.
Liczba stron: 128


Wyspa Sodor powraca w kilku nowych odsłonach :)

"Tomek i Przyjaciele" - jedna z najbardziej znanych bajek "kolejowych", a z parowozami w roli głównej znana chyba najbardziej :) Miło było mieć tę książeczkę w rękach. Mnóstwo kolorowych ilustracji, ciekawych historii - bajeczki jak się patrzy ;)

Bajeczek mamy w tym wydaniu dziewięć. W każdej dobrze znane nam parowozy przeżywają nowe przygody. Dzieci powinny być zachwycone ;) Mi też ta książeczka poprawiła humor, dawno nie widziałem bowiem żadnego książkowego wydania nowych historyjek wprost z Wyspy Sodor. Fajnie, że się pojawiło ;)

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

"Smerfy. Poszukiwacze zaginionej wioski. Opowieść filmowa" - Stacia Deutsch


Tytuł: Smerfy. Poszukiwacze zaginionej wioski. Opowieść filmowa
Autor: Stacia Deutsch
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 26.04.2017r.
Liczba stron: 144


Najnowszy, smerfny hit :)

Filmowa premiera smerfnej nowości już za nami. Mamy na deser mnóstwo publikacji dla najmłodszych, w tym tę książeczkę. Takie małe, książkowe przybliżenie filmowego scenariusza. Bardzo, dodam, ciekawe. Jeśli nie widzieliście filmu... zobaczcie koniecznie ;), a i o tej książeczce możecie również pamiętać...



... co więc nowego u Smerfów? Otóż okazuje się, że ich wioska... nie jest jedyna... istnieją jeszcze inne Smerfy. Odkrycie o epokowym wręcz znaczeniu, szkoda tylko, że dowiaduje się o nim również Gargamel... Więcej nie zdradzę ;)

Książeczka bardzo fajna i sympatyczna. Może nie tak kolorowa jak inne smerfne publikacje ostatnio, ale to w końcu małe streszczenie filmowego scenariusza. Polecam :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

"My Little Pony. Krótkie opowieści na dobranoc" - Marta Jamrógiewicz


Tytuł: My Little Pony. Krótkie opowieści na dobranoc
Autor: Marta Jamróglewicz
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 25.04.2017r.
Liczba stron: 192


Kucyki - tym razem do poduszki!

Krótkie, kolorowe, bajeczne czytanki na dobranoc :) Kucyki mają szansę opanować nie tylko codzienne zabawy naszych Pociech, ale również ich sny ;) ... A co znajdziemy w samej książce? Tajemniczą i niebezpieczną wyprawę do Smokolandii, opowieść o otwarciu nowego butiku, czytankę o organizacji koncertu... i wiele innych :)

Książka wydana jest w przepięknej oprawie graficznej. Moja Córa sama bierze ją czasem z półki przed pójściem spać, przychodzi do mnie z uśmiechem i prosi, żeby Jej coś przeczytać :) ... Niech ten fakt będzie najbardziej wymowną częścią tej recenzji ;)

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.