sobota, 19 lutego 2022

Smutek, którego nikt nie chciał - Artur Gębka, Marcelina Gradowska


Autor: Artur Gębka, Marcelina Gradowska
Data wydania: 17.01.2022
Liczba stron: 88


Dziecięcy smutek.

Smutek... Stan emocjonalny, który towarzyszy czasem każdemu z nas. Także dzieciom, a właśnie o nich oraz o dziecięcych sposobach przeżywania smutku jest w tej książce mowa. "Smutek, którego nikt nie chciał" to połączona z dedykowanymi dzieciom (ale także rodzicom) ćwiczeniami bajka terapeutyczna, dzięki której każdy młody człowiek (według zapewnień autora nawet już 5-cioletni) pojmie i zrozumie, że chociaż smutek często odbiera nam radość, to jednak da się go oswoić i żyć razem z nim, nie pozwalając jednocześnie na przejęcie przez niego pełnej kontroli nad naszym życiem.

Akceptacja odczuwanego smutku jest bardzo ważna. W przypadku dzieci być może najważniejsza, najmłodsi nie potrafią bowiem poradzić sobie z emocjami w takim stopniu, w jakim potrafią to dorośli. Opowiedziana na łamach książki bajka jest znakomitym przykładem na to, jak można stan owej akceptacji osiągnąć.


Bohaterowie opisywanej historii to członkowie rodziny, do której domu zawitał pewien gość. Tym gościem jest Pan Smutek - gość nieoczekiwany, a jednak ktoś, kogo odwiedzin trudno czasem uniknąć. Pan Smutek towarzyszy dzieciom, ich rodzicom, a jego obecność prowadzi czasem do pojawienia się jeszcze innych, wynikających z niego emocji, i w efekcie sytuacja zdaje się powoli wymykać spod kontroli... Na szczęście domownicy zaczynają w pewnej chwili rozumieć, co jest najważniejsze i siadają razem, zaczynają ze sobą rozmawiać i doprowadzają do tego, że smutek zostaje opanowany, zaakceptowany i przekuty - paradoksalnie - w coś dobrego, co tylko wzmocni łączącą wszystkich więź.

Artur Gębka przedstawia nam w tej historii pewnego rodzaju bajkę terapeutyczną, która pod pozorem historii o zwykłej rodzinie pokazuje, że na pojawianie się smutku można znaleźć skuteczną metodę. Przedstawione przez autora sposoby całymi garściami czerpią z ACT – czyli z teorii akceptacji i zaangażowania. Co to w gruncie rzeczy oznacza?


W praktyce oznacza to, że dziecko powinno na początek zaakceptować sam smutek jako zjawisko, które po prostu jest, istnieje i będzie mu prawdopodobnie w dalszym ciągu towarzyszyć (nie da się go bowiem tak po prostu wyłączyć, jak np. włącznik światła). Trzeba się z tym zjawiskiem pogodzić i stopniowo je oswajać, ucząc się jednocześnie wyłapywania tych momentów, w których smutek przejmuje nad nami kontrolę. Kolejny krok to stopniowa nauka tego, jak tę emocję oswoić, zaakceptować i w jaki sposób zamienić nawyki polegających na zapadaniu się w smutek na zachowania mu przeciwstawne – a więc w swej istocie pozytywne i konstruktywne.


Brzmi to jak trudny, bardzo skomplikowany proces. To wszystko jest jednak wykonalne – także dla dziecka. Artur Gębka przekonuje, że również najmłodsi są w stanie nauczyć się definiować własne emocje i zachowania oraz kształtować je w sposób, który pozwoli wykształcić prawidłowe reakcje w obliczu takich zjawisk, jak omawiany w książce smutek. W efekcie możliwe będzie oswojenie zarówno samej emocji oraz sytuacji, które ją wywołują – a to może tylko i wyłącznie pomóc w tym, co dla dziecka powinno być najważniejsze: w czerpaniu radości z tego, że jest się dzieckiem :)


Dzięki tej książce twoje dziecko:
• oswoi smutek i zrozumie, kiedy się on pojawia;
• przekona się, że smutku nie trzeba ukrywać ani unikać;
• zrozumie, że przeżywanie smutku nie oznacza nic złego;
• dowie się, kiedy smutek bywa pomocny.

Polecam.

Dziękuję GWP za egzemplarz recenzencki.

#smutekktóregoniktniechciał #smutek #arturgębka #marcelinagradowska #bajkaterapeutyczna #emocje #act #terapiaact #dladzieci #ksiazkadladzieci #booksforkids #cosnapolce #bookstagram #bookreview #wewnątrzinazewnątrz #gwp #gdańskiewydawnictwopsychologiczne #gwpdladzieci











Niebo całe w diamentach - Julija Jakowlewa


Tytuł: Niebo całe w diamentach (tytuł oryginału: Небо в алмазах)
Cykl: Śledczy Zajcew (tom 3)
Autor: Julija Jakowlewa
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 09.02.2022
Liczba stron: 320


Sowieckie noir.

Kryminał osadzony fabularnie w realiach sowieckich lat 30-tych XX wieku brzmi co najmniej obiecująco - jak wiele bowiem dostajemy książek w takiej właśnie konwencji, które dodatkowo odnoszą się do tamtej epoki i sięgają za żelazną kurtynę, która jeszcze nie powstała (aczkolwiek której realia już w latach 30-tych kształtowały swoje zręby)? Takich lektur nie jest wiele... Dlatego szkoda, że to, co dostajemy przy okazji "Nieba całego w diamentach" jest... niestety średnie.

Słów kilka o fabule. ZSRR, lata 30-te. Propagandowa machina pracuje pełną parą. Przecież w Rosji lat 30. żyje się coraz lepiej. W kinach pojawiają się pierwsze sowieckie komedie, w teatrach afirmujące życie operetki, na ulicach odbywają się dumne parady. A w Leningradzie ginie aktorka filmowa… Śledczy Zajcew zostaje przydzielony do sprawy, która już na pierwszy rzut oka wydaje się mocno zagmatwana. Czy była to zbrodnia z namiętności, czy może napad w celu zrabowania cennej biżuterii? Zajcew już się jednak nauczył, że w sowieckiej Rosji nic nie jest tylko sprawą kryminalną. Grzebanie w tajemnicach przeszłości często prowadzi do ludzi na szczycie władzy, którzy wcale nie chcą być odkryci.


Książka pod kątem fabularnej intrygi kryminalnej nie zachwyca i jest raczej taka, jak opisywane na łamach książki czasy - toporna... Jednak nie o istotę narracyjnej intrygi tutaj chodzi, lecz o całe tło wydarzeń, które przybliża nam życie i realia radzieckiej Rosji z czasów sprzed II Wojny Światowej. Takich obrazów nie znajdziemy zbyt wiele w dzisiejszej literaturze, stąd też cykl Juliji Jakowlewej zasługuje na szczególną uwagę choćby tylko z tego względu. Naprawdę warto poświęcić tej książce i całemu cyklowi czas - może to być niezwykle pouczające doświadczenie. Szkoda jedynie tego, że jest to doświadczenie dalekie od satysfakcjonującego...


Z jednej strony odnoszę wrażenie, że można było tę książkę napisać lepiej...  Nie odbierajcie tego proszę jak wynurzenia "nadąsanego książkowego blogera", który pozjadał wszystkie recenzenckie rozumy (bynajmniej; mam w sobie bardzo wiele pokory na tym polu, i to wbrew osobnikom twierdzącym - co miałem kiedyś okazję usłyszeć -, że "blogosfera to strefa marazmu"; wszyscy, jako książkowi blogerzy, staramy się być rzetelni, a moi koledzy i koleżanki dzielący tę pasję codziennie zadają kłam tym słowom). Omawiana przeze mnie lektura jest po prostu dosyć słaba w odbiorze... Owa toporność może mieć jednak - i nie wykluczam tej możliwości - w sobie pewną celowość, która ma na celu podkreślenie realiów tamtych czasów i ducha całej, rażąco wręcz topornej (pod każdym kątem), radzieckiej epoki. Jeśli tak, to ok... Jednak i tak ciężko się to czyta, a książka (pomimo potencjału) nie spełnia niestety całego szeregu pokładanych w niej oczekiwań. 


Julija Jakowlewa ponownie oddaje ducha i koloryt epoki, rysując radziecki krajobraz lat 30-tych ubiegłego wieku. "Niebo całe w diamentach" to nie tylko kontynuacja kryminalnych przygód Zajcewa, ale także literacka aspiracja do oddania ducha pewnej epoki. Średnio, niestety, udana...

Dziękuję 
Czarnej Owcy za egzemplarz recenzencki.

#niebocałewdiamentach #julijajakowlewa #zsrr #zsrrikryminał #kryminał #czarnaowca #wydawnictwoczarnaowca #cosnapolce #bookstagram #bookreview










piątek, 18 lutego 2022

Zdrada ciała. Psychologia lęku i rozpaczy - Alexander Lowen


Tytuł: Zdrada ciała. Psychologia lęku i rozpaczy
Autor: Alexander Lowen
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 09.02.2022
Liczba stron: 336


Izolacja i lęk.

"Zdrada ciała" Alexandra Lowena to głęboko poruszająca (co jest być może dziwne w przypadku lektury psychologicznej, jednak w tym przypadku jest to fakt) książka dotykająca psychologicznych problemów, zaburzeń osobowości oraz związanych z nimi - i nadmienionych w podtytule - dwóch destrukcyjnych zjawisk: lęku i rozpaczy. Jedno i drugie łączy się ze sobą wręcz nierozerwalnie w przypadku schizoidalnego zaburzenia osobowości, o którym tutaj mowa. Nazewnictwo jest tutaj dość nieprzystępne, a chodzi o bardzo prostą w swej istocie rzecz - o izolowanie się od otoczenia (w dużej mierze przez strach związany z nawiązywaniem więzi), które powoduje fatalną w skutkach społeczną izolację oraz które generuje poczucie wewnętrznej rozpaczy i lęku. Istna samonapędzająca się machina destrukcji... Czy można z nią skutecznie walczyć?


Zacznijmy może od tego, czym jest schizoidalne zaburzenie osobowości. Czysto definicyjnie patrząc mówimy o zaburzeniu, które cechuje się tendencją do izolowania się, do niewytwarzania silnych związków oraz do wycofywania się z kontaktów emocjonalnych i społecznych oraz do uznawania ich za niepotrzebne. Przy dużej wewnętrznej wrażliwości wyrażanie uczuć jest ograniczone, co powoduje pozorny chłód i dystans uczuciowy.

Alexander Lowen przedstawia na łamach "Zdrady ciała" tezę, iż praprzyczyną schizoidalnego zaburzenia osobowości jest utrata przez pacjenta kontaktu z własnym ciałem, czyli wyparcie bądź zanegowanie płynących z ciała wrażeń i uczuć. Jest to mechanizm obronny wykształcający się zwykle we wczesnym dzieciństwie jako reakcja na świadomie lub nieświadomie okazywane przez rodziców niechęć i wrogość. Utrwala się on w postaci chronicznych napięć mięśniowych i blokuje wyrażanie uczuć u osoby dorosłej, a także powoduje trudności w relacjach z innymi czy kłopoty ze snem.


Autor twierdzi, że zaburzenia tego nie można leczyć wyłącznie za pomocą psychoterapii analitycznej i że niezbędna jest również praca z ciałem. Przedstawia opracowane przez siebie techniki: pozycje i ruchy terapeutyczne oraz ćwiczenia oddechowe, dzięki którym pacjent może uwolnić tłumione dotąd uczucia.

Lektura z całą pewnością daje do myślenia i chociaż dedykowana jest głównie tym, których opisywana przypadłość dotyczy, to jednak jest to książka na tyle w swej wymowie obrazowa, że każdy z nas bez problemu będzie w stanie wczuć się w sytuację osoby tym wszystkim dotkniętej. Powiązana z omawianym zaburzeniem swoista samoizolacja i unikanie nawiązywania więzi to bolesne i pełne rozpaczy zaprzeczenie społecznej natury człowieka, które nie ma szans skończyć się dobrze... Lowen uświadamia to nam wszystkim i dobrze jest wsłuchać się w jego przekaz. Ma on bowiem bardzo wiele mądrego do powiedzenia (i to nie tylko o samym zaburzeniu, ale - po prostu - o ludzkiej naturze, z którą walczyć nie sposób).


Bardzo wartościową częścią książki są zaprezentowane przez Lowena ćwiczenia i techniki terapeutyczne, mające w zamierzeniu pomóc osiągnąć pewną równowagę ciała i ducha. Lowen całymi garściami czerpie tutaj z praktykowanej przez siebie zawodowo bioenergoterapii; trzeba przyznać, że na papierze wygląda to wszystko bardzo sensownie.

Warto przeczytać – polecam :)

Dziękuję Wydawnictwu
Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

#zdradaciała #psychologialękuirozpaczy #lęk #rozpacz #lowen #alexanderlowen #psychologia #schozoidalnezaburzeneiosobowości #czarnaowca #wewnątrzinazewnątrz #cosnapolce #dobraksiążka #czytamksiazki #bookstagram #bookreview










czwartek, 17 lutego 2022

Pętla - Kamil Staniszek


Tytuł: Pętla
Autor: Kamil Staniszek
Wydawnictwo: Vesper
Data wydania: 30.11.2021
Liczba stron: 272


Koszmar w głowie i na jawie.

"Pętla" Kamila Staniszka to powieść grozy, która dotykając aspektów psychologicznych ludzkiej natury sięga dużo głębiej niż klasycznie pojmowany horror. Mamy tutaj co prawda do czynienia (przede wszystkim) z tradycyjnie pojmowanym klimatem grozy, na który składa się suma ludzi, ich otoczenia i zachodzących w nim zjawisk, ale mamy tu także do czynienia z trzymającym w napięciu, postępującym oderwaniem się udręczonego umysłu od rzeczywistości - i tak na dobrą sprawę nie wiemy, które z jego przerażających majaków są prawdą, a które ułudą. Demoniczne przerażenie jest w stanie udzielić się w efekcie każdemu czytelnikowi!


Książka to kolejna pozycja na długiej liście bestsellerów Księgarni Tania Książka. Ten status nie dziwi i jest pełnym potwierdzeniem tego, że literatura spod znaku grozy to niesłabnący magnes na żądnych krwawych i pełnych grozy wrażeń czytelników. Takie opowieści po prostu trzeba lubić i, jak widać, są one lubiane wręcz niezmiernie.


Rafał po rozstaniu z Martą traci sens życia i podejmuje próbę samobójczą. Z depresji próbuje wyciągnąć go babcia, którą odwiedza w Pogorzelisku, zapadłej wsi na Lubelszczyźnie, gdzie jako dziecko spędzał wakacje. Bardzo szybko okazuje się, że sielska atmosfera z pozoru prostszego życia skrywa jeszcze większe koszmary niż te, przed którymi uciekał. Rafał zaczyna balansować na granicy rzeczywistości i przerażających wizji, zrodzonych w jego udręczonym umyśle. Ta pozornie beztroska wieś staje się miejscem coraz dziwniejszych zdarzeń, przemieniających narastający niepokój w paniczny strach. Wkrótce demony, przebudzone w zapadłej i wyludnionej wsi, zaczynają wkraczać w życie Marty, dawnej ukochanej Rafała. Coraz brutalniej i z coraz większą bezwzględnością.


Udręczony Rafał ciągle zdaje się uciekać (zwłaszcza od swego własnego życia), jednak ucieczka nie jest żadnym rozwiązaniem,. Z biegiem czasu jest tylko gorzej, a mające miejsce w Pogorzelisku wydarzenia to kulminacja surrealizmu, przerażenia i wręcz najsilniejsza z możliwych personifikacja tego, czego główny bohater boi się najbardziej. Fabularna konstrukcja tego psychologicznego majstersztyku robi wrażenie!


Kamil Staniszek porusza także w powieści (poniekąd przy okazji, lecz wygląda to na celowy, właściwy przekaz) ważne tematy, w tym przede wszystkim kwestię tego, jak często w dzisiejszych czasach próbujemy uciekać od siebie samych i od swojej (czasem szalenie przytłaczającej) codzienności. Współczesny, wszechobecny pęd, spotykające nas po drodze nieszczęścia i ciosy od losu to bardzo często zbyt wiele na siły jednego człowieka, który żyjąc w tłumie jest tak naprawdę sam jak palec. I w pierwszym odruchu ciągle ucieka, bo tylko ucieczka wydaje się być racjonalną szansą na chwilę wytchnienia. To może jednak prowadzić do stopniowego osuwania się w obłęd, którego projekcją są w przypadku "Pętli" wszystkie sceny i wydarzenia jeżące włos na głowie. Metafora rzeczywistości jest w wykonaniu autora niezwykle trafna. Brawo!


Książka zdecydowanie warta jest uwagi. Nie dajcie się zwieść konwencji grozy - ta lektura ma do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko mocne wrażenia (które, skoro o nich mowa, stoją na naprawdę wysokim poziomie).

Polecam raz jeszcze dział bestsellerów Księgarni Tania Książka!

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


#pętla #kamilstaniszek #taniaksiazka #bloggujezTK #horror #groza #cosnapolce #bookstagram #bookreview #czytamksiazki #ksiazkigrozy #strach #dobraksiazka











Promocja!


16.02.2022 obchodzimy Międzynarodowy Dzień Listonoszy i Doręczycieli Przesyłek - z tej okazji Insignis przygotowało niespodziankę! - wciągająca bez reszty powieść „Telefonistka” jest dostępna za jedyne 9,99 zł przez 7 dni!

sobota, 12 lutego 2022

Przewaga - Jack Campbell


Tytuł: Przewaga (tytuł oryginału: Ascendant)
Seria: Narodziny Floty (tom 2)
Autor: Jack Campbell
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 11.02.2022
Liczba stron: 440


Nowe światy w potrzebie.

Wraz z ubiegłoroczną "Awangardą" Jacka Campbella rozpoczęliśmy cykl "Narodziny Floty", będący prequelem znakomicie przyjętej innej serii autora, "Zaginionej Floty". Wkroczyliśmy wraz z Campbellem do uniwersum, w którym nowe światy z trudem budują we wszechświecie podwaliny własnej niezależności. Ktoś bardzo chce im w tym przeszkodzić. Tym kimś są Scathianie, którzy za wszelką cenę pragną podbić i zdominować kosmiczne kolonie takie jak Glenlyon, czy Kosatka. Pierwsze starcie w tej walce o niezależność zakończyło się zwycięstwem wolnych kolonii. Wróg ponawia jednak po trzech latach swoje zakusy - czy i tym razem we wszechświecie zwycięży wolność? Czy też może jednak zapanuje w nim tyrania i dyktat silniejszego? Świetnie nam znany Robert Geary zrobi wszystko, aby tak się nie stało. Stoi on jednak po słabszej stronie tego konfliktu i w zasadzie na z góry przegranej pozycji - czy ma więc w ogóle jakieś szanse na ponowne zwycięstwo? Sprawdźmy!


Na początek proponuję podsumować to, co wiemy już po lekturze "Awangardy". A wiemy mniej więcej tyle:

Jesteśmy w odległym skrawku wszechświata. Kolonizowane przez ludzkość układy dają ludziom w uniwersum Campbella nowy dom wszędzie tam, gdzie istnieją realne szanse na przetrwanie. Takich miejsc jest w punkcie wyjściowym tej historii całkiem sporo i ciągle ich przybywa. Wszystkie zaś powstają teoretycznie pod egidą i pod przewodnictwem Starej Ziemi, jednak w rzeczywistości jest to fikcja - każdy rządzi się we wszechświecie po swojemu, Ziemia nie ma bowiem ani zasobów, ani floty, ani innych narzędzi, za pomocą których mogłaby kontrolować nowe światy i ich kolonie. Takim właśnie - rządzącym się po swojemu - obszarem są kosmiczne rubieże, na których nowe rządy powstały m.in. na planetach Glenlyon i Kosatka. Są to nowe, jeszcze nie do końca okrzepłe kolonie, które co prawda mają własny rząd, organizację, dochody i możliwości wytwórcze, jednak kuleją u nich kwestie obronności, wojskowości oraz wyposażenia w jakąkolwiek flotę, która byłaby w stanie owe światy i kolonie ochronić. Wrogiem nowych światów w opisanym skrawku wszechświata są agresywni i zaborczy Scathianie. Już raz spróbowali oni zdominować i podporządkować sobie wolne kolonie. Przegrali. Teraz jednak, po trzech latach, próbują tego ponownie (do spółki z Apulu i Turanem). Nowy świat znów potrzebuje obrońców - a skoro tak, to czas na to, aby znani już bohaterowie ponownie stanęli do boju.


Po trzech latach sytuacja w opisywanym skrawku wszechświata wydaje się być na początku "Przewagi" względnie stabilna. Glenlyon i Kosatka obroniły swoją niezależność i choć wciąż nie nawiązały one ze sobą formalnego sojuszu, to starają się jednak mozolnie budować swój dobrobyt i pozycję. Także handlową, a to jeszcze bardziej nie podoba się Scathianom. Od zawsze prowadzą oni z koloniami podjazdową kosmiczną wojnę i próbują zdominować wolne światy. Wraz ze zniszczeniem glenlyońskiego statku "Claymore" dla Scathy pojawia się realna szansa na to, aby przeprowadzić w końcu udaną inwazję. Glenlyon ponownie staje w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa.


Geary zostaje przywrócony do służby wraz z Mele Darcy (w poprzedniej części dowodziła siłami piechoty kosmicznej; oboje trzy lata temu zwyciężyli, jednak paradoksalnie przypłacili to swoimi stanowiskami) i obejmuje dowództwo "Rekina". Naprzeciw siebie ma scathiańską flotę i siły desantowe przygotowujące się do inwazji. Przewaga wroga jest zdecydowana. Sojusznikami mogą być statki podobnie zagrożonej Kosatki. Tylko połączone siły dwóch kolonii mają w obliczu przeciwnika jakąś szansę. Problem polega jednak na tym, że Kosatki i Glenlyona nie łączy formalnie żaden sojusz - jak więc ujednolicić dowództwo tak, aby skutecznie oprzeć się siłom Scathy? Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, że Scatha planuje desant także na Kosatkę...


Darcy i Geary z całą pewnością nie poddadzą się w obliczu zaistniałej sytuacji. To nie ten typ ludzi. Nie są poza tym tak do końca sami - mają sojuszników w osobach Carmen Ochoa (która prowadzi na Kosatce niebezpieczną grę, mającą pomóc wolnym światom) oraz Lochana Nakamurę (wyruszy on z misją uzyskania pomocy dla kolonii). Może więc Glenlyon i Kosatka mają jednak w starciu ze Scathą jakieś szanse?


Campbell kreśli przed nami wizję kosmicznego konfliktu, który przybiera wymiar polityczny, techniczny i militarny. Te trzy punkty to najmocniejsze jak dotąd atuty całej serii, ze zdecydowanym wskazaniem na sceny batalistyczne, które ukazane są po prostu FANTASTYCZNIE! Campbell jak mało kto potrafi wykreować, a potem oddać ducha kosmicznych starć i doprawić to wszystko technicznymi detalami oraz politycznym tłem o najwyższym możliwym stopniu realizmu i napięcia. Brawo!


Seria "Narodziny Floty" to bardzo dobry cykl. Nawiązuje on, jak wspomniałem, do "Zaginionej Floty" (mamy tu bowiem jej prequel, w ramach którego obserwujemy pra-początki zawiązania się dwóch stron konfliktu: Sojuszu i Syndykatu), jednak może on być śmiało traktowany jako osobna seria i tak też można go z powodzeniem (i bez znajomości innych książek) czytać.

"Przewaga" ma w sobie wszystko to, co jest znakiem rozpoznawczym książek Jacka Campbella: zapierające dech w piersi gwiezdne starcia, godne podziwu wizjonerstwo na polu kreacji świata przyszłości (w którym to wszechświat jest nową ojczyzną ludzkiej rasy), znakomite opisy scen batalistycznych oraz niesamowicie wciągającą fabułę, której szybkość akcji można porównać jedynie do prędkości napędu skokowego "Rapiera" znajdującego się pod komendą Roberta Geary'ego. Zapnijcie więc mocno pasy! - odlecicie wraz z tą książką szybko i daleko w sam środek wszechświata!


Gorąco polecam!

Moja Ukochana Fabryko Słów - dziękuję! :) :) :)

#przewaga #narodzinyfloty #jackcampbell #ascendant #thegenesisfleet #fabrykasłów #spaceopera #cosnapolce #czytamksiazki #fantastyka #bookstagram #bookreview 










Opowieść o Kullervo - Verlyn Flieger, J.R.R. Tolkien


Autor: Verlyn Flieger, J.R.R. Tolkien
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 14.01.2022
Liczba stron: 272


Tolkien i Kalevala.

"Opowieść o Kullervo" to przykład tej części twórczości Tolkiena, o której nie wszyscy wiedzą. Mało kto bowiem (poza jego fanami rzecz jasna) wie, że olbrzymią rolę w kształtowaniu się wizji Tolkiena na Śródziemie odegrała Kalevala, czyli słynny fiński epos narodowy, składający się z usystematyzowanych i zebranych w spójną całość pieśni ludowych (tzw. run) z terenów Finlandii, Estonii i Karelii. Mitologiczne poszukiwania Tolkiena pewnej baśniowej bazy pod własne uniwersum sięgają właśnie Kalevali. Docelowo stała się ona jednym z fundamentów, na których powstał "Silmarillion", wcześniej jednak Tolkien opracował "Opowieść o Kullervo" - jedną z pierwszych historii, dzięki którym możemy cieszyć się dziś Śródziemiem.


Nowości Księgarni Tania Książka zawsze mają wiele do zaoferowania. Może to być albo powiew świeżości, albo intrygująca zapowiedź czytelniczej przygody, albo - jak w tym przypadku - dawka zmieszanej w jedną całość fantastyki, mitów i klasycznie tolkienowskiego sznytu w sztuce snucia opowieści. Czasem i na takie historie warto się skusić, niosą one bowiem ze sobą wiele mądrości (oraz, rzecz jasna, przyjemności płynącej z czytania).

„Opowieść o Kullervo” to niepublikowana dotąd opowieść fantastyczna J.R.R. Tolkiena. Jej bohater jest chyba najmroczniejszą i najbardziej tragiczną spośród wszystkich stworzonych przez niego postaci. „Nieszczęsny Kullervo”, jak nazywał go Tolkien, wychowuje się w gospodarstwie swego wuja Untamo, który zabił mu ojca, porwał matkę, a w dzieciństwie trzy razy usiłował pozbawić go życia. Trudno się dziwić, że młody chłopak wyrasta na pełnego gniewu i goryczy samotnika – kocha go tylko siostra Wanōna, a strzegą magiczne moce czarnego psa Mustiego. Untamo, choć sam też włada czarami, boi się bratanka i sprzedaje jako służącego kowalowi Asemo. Kullervo zaznaje tam nowych upokorzeń ze strony żony kowala i w odwecie doprowadza do jej śmierci. Postanawia powrócić do domu i wywrzeć zemstę na zabójcy swego ojca, jednak okrutne przeznaczenie kieruje go na inną, mroczną ścieżkę i prowadzi do tragicznego finału.


Kullervo to bohater, który dał początek co najmniej jednej istotnej postaci z "Silmarillionu" (o czym za chwilę). Cała konwencja oparta na motywach Kalevali także ma dla powstaniu "Silmarillionu" (i całej mitologii Śródziemia) ogromne znaczenie, albowiem to właśnie z fińskiego eposu narodowego Tolkien zaczerpnął chociażby pomysł na elfie języki (quenya jest wzorowana na starofińskim), a także - uwaga! - na postać Gandalfa, który wzorowany jest na postaci czarodzieja Väinämöinena. 

Tolkien stwierdził swego czasu, że „Opowieść o Kullervo” była zalążkiem jego pierwszych prób tworzenia własnych legend. Niewątpliwie Kullervo był pierwowzorem Túrina Turambara, tragicznego bohatera „Opowieści o dzieciach Húrina”, jednej z najbardziej przejmujących historii składających się na legendarium „Silmarillionu”. Odczytana z rękopisu Tolkiena i opublikowana tu wraz z notatkami autora oraz jego szkicami na temat fińskiego eposu Kalevala, który stanowił główne źródło inspiracji pisarza – „Opowieść o Kullervo” okazuje się jednym z najważniejszych, choć głęboko ukrytych fundamentów wykreowanego później przez Tolkiena świata. Jej związki z głównymi dziełami autora „Władcy Pierścieni” przedstawia w szkicu (dołączonym do zredagowanych przez siebie materiałów) Verlyn Flieger, znana badaczka twórczości Tolkiena.


Książka jest z pewnością nie lada gratką dla każdego fana Tolkiena. Na jej łamach poznamy genezę zainteresowań Tolkiena Kalevalą, przeczytamy o sposobach na jej przekształcania na potrzeby Śródziemia, a także poznamy samą historię o Kullervo oraz wizję Tolkiena na jej kształt. "Opowieść o Kullervo" sama w sobie nie jest obszerna (to raptem kilkadziesiąt stron), książkę uzupełniają więc notatki Tolkien, zapisy wygłaszanych przez niego wykładów, a także oryginalne teksty w języku angielskim. Dla fanów to świetna rzecz, choć - być może - część publiki może się poczuć zawiedziona, albowiem tytułowa opowieść to, jak wspomniałem, tylko pewna część całej książki.

J.R.R. Tolkien był bez wątpienia geniuszem, i to geniuszem perfekcyjnym - widać to po ilości przytoczonych na łamach książki zmian koncepcji, wprowadzania nowych elementów, a przede wszystkim na zbudowaniu całej narracji wokół tak zmodyfikowanego na bazie fińskiego eposu fikcyjnego świata, w którym wszystko ma swą głębię, genezę, a nawet (jeśli mowa o rasach) swój odrębny język. Ten niesamowicie złożony świat zachwyca od pokoleń.


O samym wydaniu także warto wspomnieć, szata graficzna książki jest bowiem PRZEPIĘKNA. Czaruje tutaj zwłaszcza okładka. Książkę wydano na świetnej jakości papierze, a wizualnie wydanie prezentuje się genialnie i z całą pewnością może być ono ozdobą niejednej domowej biblioteczki.

Książkę polecam – i to gorąco! – wszystkim fanom Tolkiena i szeroko pojętej fantastyki. Właśnie tego rodzaju opowieści są fundamentem, na którym dziesiątki i setki autorów budowało później swoje światy i swoje historie. Tolkien jest niewątpliwie jednym z ojców fantastyki, warto znać zatem jego dzieła. Nawet te trochę mniej znane i (że się tak wyrażę) literacko lżejsze w porównaniu do klasyka wszech czasów, jakim jest „Władca Pierścieni”.


Polecam także inne dostępne w ofercie Księgarni taniaksiazka.pl książki zarówno samego Tolkiena, jak i dzieła zredagowane przez jego syna Christophera! Spośród pozycji, które ukazały się na przestrzeni ostatnich miesięcy, na uwagę zasługują zwłaszcza "Upadek Gondolinu", fantastyczna biografia Tolkiena "Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia" oraz  "Gospodarz Giles z Ham. Kowal z Przylesia Wielkiego. Przygody Toma Bombadila":)

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


#opowieśćokullervo #kullervo #tolkien #jrrtolkien #kalevala #taniaksiazka #bloggujezTK #fantastyka #mity #cosnapolce #czytamksiazki #bookstagram #bookreview










piątek, 11 lutego 2022

23 lutego ciekawa premiera!


Już 23.02.2022 będzie mieć miejsce premiera "Manifestu codziennego bohatera"!

Robin Sharma, autor bestsellera „Klub 5 Rano” jest jednym z czołowych guru rozwoju osobistego na świecie. Jego książki sprzedały się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy. Z rad Sharmy korzystały takie firmy jak Microsoft, NASA, Nike czy FedEx.

W „Manifeście codziennego bohatera” znajdziesz m.in.: techniki przekształcania słów i planów w realne czyny, porady, dzięki którym zyskasz spokój i koncentrację. Metody realizowania celów wykorzystywane przez najbardziej wpływowych ludzi świata oraz przykłady afirmacji, które – użyte w odpowiedni sposób – pozytywnie wpłyną̨ na twoją codzienność.

Premiera ukaże się dzięki Kompanii Mediowej :)













Premiera "Księżniczki w sercu"


09.02.2022 miała miejsce premiera kolejnej części z serii Kroniki Rosewood - „Księżniczki w sercu”.
Z tej okazji Wydawnictwo Insignis przygotowało promocję dla wszystkich, którzy chcieliby uzupełnić brakujące tomy. Lub dla tych, którzy nie poznali jeszcze losów „Księżniczki”.

Od 9 lutego przez dwa tygodnie wszystkie poprzednie części będzie kupić z fantastycznym rabatem – cena każdego z trzech wcześniejszych tomów spadnie aż o 35%. Akacja ma miejsce w salonach Empik lub na

sobota, 5 lutego 2022

Ewangelia dzieciństwa - Lydia Millet


Autor: Lydia Millet
Wydawnictwo: EchaCzarna Owca
Data wydania: 26.01.2022
Liczba stron: 224


Po co dzieciom rodzice?

Ciężko zebrać na świeżo po lekturze galopujące w głowie myśli (zwłaszcza w jakąś sensowną całość), ale spróbuję... Po pierwsze: ALEŻ TO BYŁO DOBRE! "Ewangelia dzieciństwa" autorstwa finalistki National Book Award robi wrażenie, daje niesamowicie szerokie pole do przemyśleń i ma tak wiele ukrytych w sobie znaczeń, że naprawdę trzeba to wszystko przede wszystkim poukładać sobie najpierw w głowie, zanim się coś na ten temat napisze. A jeśli się to już zrobi, to w dalszym ciągu nie sposób wyjść z podziwu dla Lydii Millet, której udało się (i to na nieco ponad 200 stronach!) pokazać zarówno zagrożenia, jak i degrengoladę naszych czasów, ale także - i to chyba najważniejsze - kompletne niezrozumienie się nawzajem kolejnych pokoleń, które możemy obserwować na własnych oczach. A także go doświadczać. Choć bowiem historia ta jest fikcją, to pamiętajmy, że jest także gorzkim obrazem nas samych i czasów, w których przyszło nam wszystkim żyć. Krótko mówiąc: Echa znów zachwycają!


Eve, podobnie jak jedenaścioro innych dzieci, znalazła się w letnim domku wbrew własnej woli. To jej rodzice – którzy właśnie pogrążają się ze swoimi znajomymi w alkoholowym otępieniu – wybrali to miejsce na wspólne spotkanie. No nic, trzeba będzie to jakoś przeżyć. Letnia sielanka nie trwa jednak długo – zapowiadany wcześniej huragan i gwałtowna burza niszczą część posiadłości. Okazuje się, że dzieci i rodzice mają zupełnie inne podejście do tego, co należy zrobić: wyjechać i ratować życie, czy zostać, żeby chronić to, co jeszcze zostało?

Posługując się kolejnymi metaforami i alegoriami, Lydia Millet kreśli świat zadziwiająco podobny do naszego (oba są de facto swoim lustrzanym odbiciem), nadając mu symboliczny rys czasów ostatecznych. W profetycznym i dającym do myślenia tonie opisuje zaostrzający się konflikt pokoleń, którego rozwiązanie wydaje się być niemożliwe...


Zacznę chyba od tego, że tło dla opowieści o międzypokoleniowym niezrozumieniu Millet dobrała wręcz perfekcyjnie. Kryzys klimatyczny narasta i objawia się za sprawą szalonych zmian pogodowych, które skutkują totalnie destrukcyjnymi huraganami. Grupka dzieci i dorosłych zostaje odcięta od świata, co staje się testem dla wszystkich zainteresowanych. Testem, który dorośli koncertowo oblewają (co, niestety, nie zaskakuje, albowiem nawet przed pogodowym kataklizmem nie spisywali się oni jak na rodziców i dorosłych ludzi przystało). W przeciwieństwie do dzieci.

Konflikt pokoleń, o którym na łamach książki mowa, nie dotyczy wbrew pozorom tego, co zazwyczaj jest jego treścią - a więc NIE wzajemnego niezrozumienia, które wynika z odmiennych obyczajów i pomysłów na to, jak kroczyć przez ścieżkę dorosłości. Konflikt ten polega na tym, że dorośli - chociaż otoczeni dobrodziejstwami cywilizacji, dysponujący pieniędzmi i czasem, który mogliby poświęcić członkom rodziny, zwłaszcza tym najmłodszym - są kompletnym przeciwieństwem właściwej z zasady rodzicom odpowiedzialności, przez co nie tylko nie wychowują swoich dzieci, ale także nie poświęcają im czasu (chociaż śmiało by mogli!). Dzieciaki pozostawione są samym sobie i niejednokrotnie prezentują wyższy poziom dojrzałości, rozsądku i trzeźwości oceny sytuacji, niż ich opiekunowie.


W efekcie to właśnie dzieci walczą w obliczu kataklizmu o przetrwanie (mając na to w ogóle jakiś pomysł - jako jedyni!), podczas gdy ich rodzice oddają się patologicznym libacjom i orgiom, wierząc w pomoc służb ratowniczych, snując się z kąta w kąt z młotkami, płachtami brezentu i workami na piasek, które układane są przez nich bez ładu i składu. I bez pomysłu, ci ludzie bowiem pomysłów NIE MAJĄ. Ani na życie, ani na sposób wychowania dzieci, ani na samych siebie. Myślą za nich technologie i pieniądze, więc wychodzą oni z założenia, że skoro ich pociechy też to wszystko mają, to nie tylko wszystkim zainteresowanym nic w obliczu huraganu nie może się stać (no bo jak to? - NAM?!...), ale także zdają się sądzić, że pieniądze i możliwości dokonają za nich dzieła wychowawczego. Owi "rodzice" uznają za "mądry" przejaw troski wychowawczej w zasadzie jedynie to, że ograniczyli swoim dzieciom dostęp do smartfonów (!). Absurd totalny!...


Dokąd doprowadzi rozwój sytuacji? Tego nie zdradzę. To zbyt ważna sprawa, więc musicie sami się o tym przekonać. Ja ze swojej strony podkreślę tyko raz jeszcze, że WARTO. "Ewangelia dzieciństwa" pomimo maleńkiej, zawstydzająco małej z pozoru dla autorki objętości, porusza tak wiele ważnych tematów (od konsekwencji klimatycznych naszych codziennych działań, poprzez współczesne uzależnienie cywilizacyjne od technologii i pieniędzy, aż do zaprzestania wychowywania własnych dzieci i - paradoksalne - do osiągnięcia przez owe dzieciaki poziomu dojrzałości w wieku, w którym absolutnie nie powinno to mieć miejsca), że PO PROSTU TRZEBA po nią sięgnąć. Nominacja do jednej z najważniejszych nagród literackich współczesnego świata nie była ani dla autorki (ani dla jej książki) przypadkowa.


Imprint literacki Echa przypomina o sobie w 2022 roku głośno i dobitnie, a czyni to za sprawą tej znakomitej powieści. Warto mieć wciąż ten projekt na uwadze i przez cały czas go śledzić - Echa nie powiedziały bowiem bynajmniej ostatniego słowa!

EchaCzarna Owca - dziękuję!

#ewangeliadzieciństwa #achildrensbible #lydiamillet #echa #czarnaowca #wydawnictwoczarnaowca #imprintliterackiecha #pocodzieciomrodzice #nationalbookaward #konfliktpokoleń #katastrofaklimatyczna #kryzysrodziny #wychowanie #brakwychowania #cywilizacjawkryzysie #cosnapolce #bookstagram #dobraksiazka #czytamksiazki










Jedno życzenie - Nicolas Sparks


Autor: Nicolas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26.01.2022
Liczba stron: 448


Ślad pierwszej miłości.

Znany z romantycznych historii Nicolas Sparks powraca do swoich wiernych czytelników z opowieścią pełną wzruszeń, sercowych uniesień, pełnej głębokich uczuć magii oraz - przede wszystkim - tajemnych pragnień, które czasami są w nas ukryte i żyją sobie w zakamarkach naszych serc swoim własnym życiem, lecz kiedy dojdą do głosu, to są w stanie zawładnąć nami bez reszty. Przed nami mistrz pięknych historii - i t mistrz, który jest aktualnie w wybornej formie!


Maggie Dawes nie opowiadała tej historii od lat. Dawno temu po raz pierwszy naprawdę się zakochała. Miała wtedy szesnaście lat i była daleko od domu. Wysłano ją do małej miejscowości na jednej z wysp w Karolinie Północnej, by tam oczekiwała narodzin swojego dziecka. Planowała oddać je do adopcji. Przystojny i inteligentny Bryce Trickett nie oceniał tej decyzji. Pokazał za to Maggie, jak robić dobre zdjęcia, zaszczepił w niej miłość do fotografii i do atmosfery sennych miasteczek. Ich pierwszy pocałunek był idealny. A uczucie − jedyne w swoim rodzaju.


Teraz Maggie jest słynną fotografką podróżniczą. Dzieli czas między swoją nowojorską galerię a wyprawy do najodleglejszych zakątków świata. Ale pewna rozmowa ze spotkaną na plaży kobietą wywróci jej życie do góry nogami. Maggie będzie musiała zmierzyć się z tym, co nieuniknione, lecz uświadomi sobie także, że ma jedno życzenie, które bardzo chce spełnić.


Jakie będzie życzenie Maggie - tego można się domyśleć. Opowieści Sparksa nie są nieprzeniknione i bardzo często jesteśmy w stanie przewidzieć dotyczący ich rozwój wydarzeń, tym razem jednak Sparks... trochę nas zaskoczy! To dobra wiadomość - nawet romantyczne i piękne historie nie powinny być bowiem w stu procentach przewidywalne.


Z twórczością tego akurat autora nie miałem dotąd zbyt wiele wspólnego na gruncie czytelniczym i muszę powiedzieć, że zaskoczenie oraz odbiór tej książki mogą być w przypadku faceta całkiem pozytywne (o czym zaświadczam :) ). Z reguły to Panie sięgają po Sparksa - i właśnie dlatego, tak trochę na przekór, spróbowałem. I nie żałuję, a skoro mówi to mężczyzna, to można to (chyba) wziąć za dobrą i obiektywną rekomendację ;)


Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.

#jednożyczenie #nicolassparks #thewish #pięknehistorie #czytamksiazki #albatros #wydawnictwoalbatros #sparks #cosnapolce #bookstagram