piątek, 13 marca 2020

SybirPunk Vol.1 - Michał Gołkowski


Tytuł: SybirPunk Vol.1
Cykl: SybirPunk (tom 1)
Autor: Michał Gołkowski 
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 11.03.2020r.
Liczba stron: 624


!!! PREMIERA !!!

Witamy w NeoSybirsku!

NeoSybirsk, Federacja Rosyjska, futurystyczna przyszłość za - plus minus - kilkadziesiąt lat od dziś licząc. Wyobraźcie sobie, że budzi Was piękny poranek - słońce świeci, ptaszki śpiewają... Wróć! - nie, to nie ta bajka :) Słońce się co prawda zgadza, ale ptaszki nie tylko nie śpiewają, ale nie mają nawet za bardzo czym (zdrowym) oddychać. Wokół mamy węglowy pył, syntetyczną żywność, nachalne cyfrowe reklamy, slumsy kontrastujące z dzielnicami bogaczy i ludzi napakowanych elektroniką oraz cybernetyką do tego stopnia, że coraz trudniej odróżnić ich od maszyn. W to wszystko z hukiem zostajemy wrzuceni my, czytelnicy. Witamy w NeoSybirsku!


Wizja przyszłości Michała Gołkowskiego jest z jednej strony przerażająco prawdopodobna, odpychająca, z drugiej jednak strony przyciąga ona uwagę jak magnes. Stawiam w ciemno na to, że to zasługa umiejscowienia akcji książki na terenie Rosji - nasz wschodni sąsiad to w polskiej zbiorowej świadomości szalenie wdzięczna arena dla wszelkich szemranych interesów, korupcji, typów spod ciemnej gwiazdy, syntetycznych prochów, nocnych ustawek, strzelanin i bijatyk w pełnym blasku dnia, a także dla amatorów picia wódki szklankami (ewentualnie z gwinta). Taki właśnie jest NeoSybirsk i jego esencja :) To miasto wyrzutków, aglomeracja bez przeszłości i przyszłości, która nie posiada nawet rdzennej ludności, wszyscy są bowiem albo potomkami zesłanych na Syberię, albo imigrantami z Chin, którzy wciskają się pomału w każdy możliwy kąt. Wszystko przykrywa zaś węglowy pył, a szara rzeczywistość filtrowana jest przez klimokurtki i noszone na ulicach respiratory chroniące przed zatruciem się unoszącymi się w powietrzu toksynami. Podoba Wam się? Jak dla mnie brzmi to szalenie swojsko ;) Tak bardzo, powiedziałbym, słowiańsko - z tym, że w wydaniu cyberpunkowym (!).


Tyle tytułem wstępu - teraz do rzeczy! O czym jest "SybirPunk"? Bo ta książka to oczywiście nie tylko wielka metafora przyszłości i jej niepokojąca wizja widziana cybernetycznymi oczami przez szkło pełne czterdziestoprocentowego napoju ;) To także pewna opowiedziana historia, a każda historia musi mieć swojego bohatera. W "SybirPunku" jest nim Sasza Chudy, były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, obecnie windykator. Wyróżnia go zaparkowany pod blokiem stary mercedes i pies Kusto, który z uwagi na niezbyt regularne wyprowadzanie na spacery wypróżnia się w domu gdzie popadnie. Saszka ma poza tym permanentne problemy z płynnością finansową, które stara się łatać poprzez paranie się handlem narkotycznymi syntetykami we współpracy z jedną z wielu grup lokalnego podziemia. Sytuacja ma szansę zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni wraz ze zleceniem od szemranego biznesmen Daniłowa, który chce odzyskać pieniądze od innego nowobogackiego, Marco Valenty. Kwota do odzyskania jest niebagatelna, a prowizja Chudego zdecydowanie do pozazdroszczenia. Żeby móc się nią jednak cieszyć trzeba wpierw wspomniany dług odzyskać - a to nie będzie takie proste...


... Co będzie dalej? Najprościej będzie powiedzieć, że PRAWDZIWA JAZDA BEZ TRZYMANKI! :) Windykacja długu od Valenty spowoduje szereg reperkusji, których nikt (a przede wszystkim Chudy) się nie spodziewa. W tle pojawią się pościgi samochodowe, trupy oraz duża i mała polityka, a sprawy skomplikują się znacząco z uwagi na wojnę gangów na lokalnym rynku narkotycznych syntetyków. Saszka zostanie zmuszony do działania na wielu frontach, z czego wypada się tylko cieszyć, nie tylko bowiem napędza to całą akcję, ale jest także znakomitym pretekstem do bliższego pokazania nam NeoSybirska i do uchylenia nam rąbka jego tajemnic - z którego też pretekstu Michał Gołkowski skwapliwie korzysta :) 

Czy zdradzę Wam szczegóły fabuły? Odpowiem krótko i radośnie: NIE :) Przeczytajcie i sami je odkryjcie - WARTO! Obstawiam w ciemno, że nie pożałujecie. Takie klimaty jak tutaj trzeba oczywiście lubić, ale są one na tyle doprawione słowiańską swojskością, że podejrzewam, iż staną się strawne nawet dla tych, którzy fanami takiej konwencji nie są :)


Saszka Chudy... Ta postać zdecydowanie zasługuje na bliższe poznanie. To tylko z pozoru zadłużony po uszy i zapuszczony pijak, mający zamiast mieszkania wiecznie zakurzony burdel pełny psich klocków i poprzewracanych butelek. Chudy to także inteligentny, sprawny windykator i... kombinator. A także niezły zabójca (oczywiście tylko w obronie własnej i w imię zasad). No ale jakie czasy, takie potrzeby - każdy orze w NeoSybirsku jak może... Sasza zdecydowanie stara się w tę zasadę wpisywać. Ale nie tylko - facet ma też swoją historię, której z zewnątrz, co oczywiste, nie widać. Przez lata służył w Legii Cudzoziemskiej (gdzie stracił rękę, zastąpioną dziś przez bioniczno-cybernetyczną protezę), nie wypełnił jednak kontraktu i wrócił do ojczyzny. Dlaczego? Z powodu żony i syna... Dziś jest rozwiedziony, a jego syn żyje bezpiecznie na Zachodzie, po drugiej stronie nowej żelaznej kurtyny - która, choć niewidzialna, to jednak powstała na granicy Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej. Czy naszego bohatera to rusza? Oczywiście. Chowa to jednak głęboko w sobie - tak jak wiele rzeczy, których nie może pokazać na zewnątrz. Faceta da się lubić. Pomimo wszystkich jego wad - a może właśnie dzięki nim?

NeoSybirsk... Wiem, że wracam do tego jak bumerang, ale PO PROSTU MUSZĘ ;) Jestem tym syberyjskim miejskim tworem oczarowany. Wsiąkłem w te śmierdzące uliczki pełne ziomeczków spod bloku na amen! To wszystko jest takie swojskie... ;) A wizja przyszłości w wykonaniu autora to istny majstersztyk! Ukochany prezydent Federacji Rosyjskiej wciąż miłościwie panuje narodowi, bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Kraj wyprzedawany jest Chińczykom za pół darmo (z Kaliningradu zrobili sobie oni swoją małą enklawę - nawet nazwę miasta zmienili!), wszędzie króluje syntetyka, cybernetyka i brutalne prawo silniejszego. Wizja jest niepokojąco prawdopodobna... Czy się ziści? Poczekamy, zobaczymy ;)

Poczekać będzie też trzeba na kolejną część "SybirPunka"... Mam wszakże nadzieję, że niezbyt długo - nie mogę się już doczekać kontynuacji!

Polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.


#SybirPunk #MichałGołkowski #SaszkaChudy #NeoSybirsk #FabrykaSłów





środa, 11 marca 2020

Przestrzeń zewnętrzna 5. Lewiatan - Jack Campbell


Tytuł: Przestrzeń zewnętrzna 5. Lewiatan
Cykl: Zaginiona flota (tom 11), Przestrzeń zewnętrzna (tom 5)
Autor: Jack Campbell
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 04.03.2020r.
Liczba stron: 424


Ostatnia misja Geary'ego (?)

Przed nami piąta część cyklu "Przestrzeń zewnętrzna" autorstwa Jacka Campbella - "Lewiatan". Z tej okazji wiadomości są dwie - dobra i zła. Dobra jest taka, że bardzo niedługo przyszło nam na "Lewiatana" czekać, poprzednia część miała bowiem premierę w styczniu br. ("Nieugięty"). Zła wiadomość jest taka, że... wszystko niby pięknie, seria budzi bowiem same dobre skojarzenia, lecz niestety wkrada się w tę premierę mały smutek... Czemu? Otóż z tego prostego powodu, iż wygląda na to, że to koniec cyklu "Przestrzeń zewnętrzna"...

Admirał Geary raz jeszcze staje na czele gwiezdnej floty, a jego zadaniem tym razem będzie ustalenie kto (lub co) unicestwiło dwa syndyckie systemy gwiezdne. Sprawa jest poważna - jeśli Geary nie wyjaśni sprawy, to konflikt między Sojuszem a Syndykatem może rozgorzeć na nowo... Cóż nasz admirał ustali? Na początek to, że flota będąca przyczyną zagłady wspomnianych systemów gwiezdnych jest w całości kontrolowana przez sztuczną inteligencję. Niefajnie... Problem zaś jest o tyle większy, o ile owa sztuczna inteligencja została stworzona z inspiracji... Sojuszu (!). Wygląda na to, że SI się zbuntowało. Cóż - wszystko to pachnie potencjalnym konfliktem, który może unicestwić wspomniany Sojusz. Pojawiają się także pytania o to, dlaczego ta cała sztuczna inteligencja się zbuntowała - lub też KTO doprowadził do jej zbuntowania się. Geary staje przed trudnym zadaniem, albowiem oprócz zagadki do wyjaśnienia wroga trzeba też pokonać. A jako że stawienie mu czoła w bezpośrednim starciu to samobójstwo, admirał musi udać się do tajnej bazy wrogiej floty... Czy wyjdzie stamtąd cały? A jeśli tak, to czy uda mu się rozwiązać problem i zażegnać niebezpieczeństwo (kolejne) grożące Sojuszowi?

Jack Campbell w "Przestrzeni zewnętrznej" pokazuje, że space opera i militarno-batalistyczne science-fiction mają się bardzo dobrze. Udowadnia też, że owe literackie nisze mają swoich wiernych fanów i czytelników, bez nich bowiem nie byłoby ani pięciu tomów "Przestrzeni zewnętrznej", ani w sumie jedenastu odsłon "Zaginionej floty". Wypada się z tego tylko cieszyć, Campbell wywołuje bowiem za każdym razem uśmiech na twarzy czytelnika przy okazji kolejnych takich premier - co dla fanów "Star Treka" (wychowanych na tego typu historiach) jest oczywiste ;) Moim skromnym zdaniem opowieści Campbella od początku były skazane na sukces.

Nie tylko jednak sentymentem do "Star Treka" "Przestrzeń zewnętrzna" stoi. Ta seria to przede wszystkim świetnie przemyślane, rozbudowane uniwersum, znakomite sceny batalistyczne, a także naprawdę niezły główny bohater w osobie admirała Geary'ego. Typa zdecydowanie da się lubić ;) To ma wielkie znaczenie dla całokształtu, albowiem kilkuczęściową serię coś musi zawsze "pociągnąć do przodu". Admirał Geary bardzo dobrze sprawdza się w roli tego "czegoś".

Co do samego kształtu cyklu i tego, że jest to właśnie cykl... Zdaję sobie świetnie sprawę z tego, że nie każdy lubi mniejsze lub większe tasiemce książkowe. Znajdą się zawsze czytelnicy, dla których historia powinna zawierać się w jednym tomie - ewentualnie w dwóch, maksymalnie w trzech. Bardzo dobrze to rozumiem; cykle literackie potrafią być czasem sztucznie rozwleczone i przegadane, a w efekcie przekombinowane i wywołujące irytację. Jednakowoż "Przestrzeń zewnętrzna" ucieka daleko od takiego zaszufladkowania, a wyróżnia ją jako cykl przede wszystkim pewna świeżość spojrzenia na militarne science-fiction, dzięki której chce się kolejne części z tego cyklu czytać. To cenne, nie zawsze bowiem stworzone przez pisarza uniwersum działa na czytelnika jak magnes. Tutaj jednak tak właśnie ono działa- jak magnes :)

Historia opowiadana przez Campbella wygląda na zamkniętą, jednak... zakończenie wcale nie pozostawia czytelnika z wrażeniem, że jest to koniec definitywny. Campbell zdaje się pewną opowieść kończyć, ale zostawia sobie tak jakby furtkę niczego w sposób ostateczny i kategoryczny (zwłaszcza co do losów głównych bohaterów) nie roztrzygając. To dobrze - iskierka nadziei na ciąg dalszy pozostanie ;)

Polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.


#lewiatan #przestrzeńzewnętrzna #zaginionaflota #jackcampbell #fabrykasłów #johngeary #sciencefiction





sobota, 7 marca 2020

Trzynaście - Steve Cavanagh


Tytuł: Trzynaście (tytuł oryginału: Thirteen)
Cykl: Eddie Flynn (tom 4)
Autor: Steve Cavanagh
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 12.02.2020r.
Liczba stron: 448



Kto zabił?

„Trzynaście” Steve’a Cavanagh to wyjątkowo dobrze pomyślany, skonstruowany i napisany thriller prawniczy, który nawiązuje do najlepszych tradycji tego gatunku. Fabuła skrojona jest, można powiedzieć, na miarę, nie ma w niej bowiem żadnych zbędnych słów czy opisów – jest w niej tylko istotna treść, która odmierzona w odpowiednich proporcjach dotyczy po równo każdego z głównych wątków tej historii. Wątki główne będą zaś w niej dwa – pierwszy został poprowadzony z perspektywy obrońcy oskarżonego, a drugi… z perspektywy mordercy (!).

Cała historia zaczyna się w momencie gdy znane aktorskie małżeństwo doświadcza niewyobrażalnej tragedii – żona Roberta Solomana zostaje zamordowana… Śmiało można powiedzieć: zbrodnia w błysku fleszy, Solomanowie byli bowiem pierwszej klasy celebrytami, regularnie goszczącymi na okładkach kolorowych magazynów. Gdy mija pierwszy szok - rusza akcja poszukiwania winnego. I wszystkie tropy jak po sznurku prowadzą do… Roberta Solomana.

Czy mąż rzeczywiście zabił żonę? W sprawę włącza się znany adwokat Eddie Flynn; dzięki jego uczestnictwu w sprawie Soloman zyskuje pierwszą potencjalną szansę na skuteczną obronę. Aktor-celebryta twierdzi bowiem, że jest niewinny… Proces tak czy inaczej rusza. I od samego początku wygląda on i przebiega co najmniej dziwnie. Zachowanie członków ławy przysięgłych także zaskakuje i pozostawia co nieco do życzenia… Co tu się dzieje? Czy Eddie Flynn odkryje prawdę?

Thriller wciąga już od pierwszych stron. Wątek kryminalny skonstruowano w książce bardzo dobrze i przekonująco, jednak najlepsze fragmenty książki to te pochodzące z sali sądowej i dotyczące prywatnego dochodzenia w intencji obrony oskarżonego wszczętego przez Flynna. Kawał świetnej i trzymającej w napięciu literatury!

Fabuła poprowadzona jest już od bardzo wczesnych etapów książki dwutorowo. Pierwszą perspektywą jest perspektywa Flynna i owdowiałego małżonka, drugą zaś… perspektywa mordercy-psychopaty. I do tego w gruncie rzeczy można by się przyczepić, albowiem niemal od samego początku książki wiemy, kto jest rzeczywistym mordercą! Nie tak powinny wyglądać thrillery prawniczo-kryminalne… Byłby to niewybaczalny błąd autora gdyby nie jedna rzecz: sama osoba mordercy TO NIE WSZYSTKO W TEJ HISTORII. W miarę czytania okazuje się bowiem, że w dokonanej zbrodni nie chodziło tylko o pozbawienie życia znanej aktorki, ale o dużo więcej. Sprawa ma więcej niż jedno dno, a wątki pojawiające się z biegiem czasu dodają całej historii pikanterii, aury tajemniczości i trzymają dzięki temu w napięciu aż do ostatniej strony. Wielkie brawa dla autora!

Cavanagh mógł się tą książką zapędzić w kozi róg i pogrzebać jako autor, a jednak… wybrnął :) To nie tylko jedna z lepszych książek jego autorstwa, ale także jeden z lepszych thrillerów prawniczych w ogóle – a już na pewno w ostatnich latach. Zabieg z dwutorową fabułą i przedstawieniem mordercy już w początkowej fazie rozwoju wydarzeń nie był wcale błędem nie do wybaczenia, ale obliczoną na podniesienie napięcia zagrywką autora, dzięki której poznajemy różne punkty widzenia na całą sprawę i, w miarę rozwoju wydarzeń, nowe wątki w niej istniejące. To był jednak świetny zabieg fabularny :)

Lektura była fantastyczna – coś czuję, że spodoba się niejednemu z Was :)

Gorąco polecam! Podobnie jak wcześniejszą książkę autora: "Wkręceni" ;)

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.


#trzynaście #thirteen #stevecavanagh #albatros #thriller #thrillerprawniczy #zabójstwo #sensacja





Prawda. Krótka historia wciskania kitu - Tom Phillips


Tytuł: Prawda. Krótka historia wciskania kitu (tytuł oryginału: Truth: A Brief History of Total Bullsh*t)
Autor: Tom Phillips
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 26.02.2020r.
Liczba stron: 320



Kity i mity.

Najnowsza książka Toma Phillipsa poświęcona jest kłamstwom, ściemom i totalnym manipulacjom mającym miejsce nie tylko dziś, w naszej codzienności, ale w zasadzie od zawsze w szeroko pojmowanej historii ludzkości. Na przestrzeni dziejów mieliśmy bowiem – jak się okazuje – do czynienia z tyloma przekłamaniami, że to wszystko aż się prosiło o napisanie książki na ten temat. Taka książka właśnie powstała – oto ona :)

Czy czarownice palono na stosach z rzeczywiście zasłużonych powodów? Czy kometa Halleya wytwarzała trujące opary? Czy w dziennikarskich tekstach ukazujących "prawdę" wszystko jest faktycznie jasne jak słońce od początku do końca? To tylko kilka pytań, na które odpowiedzi znajdziemy w niniejszej książce. Sama lektura pytań stawia dużo więcej i… na wszystkie z nich odpowiada :) Wniosków i refleksji po lekturze można mieć co najmniej kilka: od świętego oburzenia, poprzez uznanie dla geniuszu wszystkich wielkich ściemniaczy żyjących na przestrzeni wieków, aż po śmiech i ironiczny uśmiech pod nosem będący puentą dla opisywanych przez Phillipsa kłamstw, ściem i manipulacji.

Książkę podzielono na osiem pasjonujących rozdziałów. Chociaż tematyka tej publikacji dotyczy prawdy i jej przeinaczania, a więc z pozoru kwestii poważnych, to napisano ją w lekkim i przystępnym tonie. Całość czyta się po pierwsze szybko, a po drugie z niekłamaną ciekawością. Zainteresowanie wzrasta zaś z każdą kolejną przeczytaną stroną, zdumienie bowiem budzić może to, jak wiele zagadnień w historii świata zostało przeinaczonych, wypaczonych, czy wreszcie bezczelnie zmanipulowanych. Czytanie o czymś takim może być, jak się okazuje, szalenie interesujące :)

Lekki ton całej tej opowieści o prawdzie zawdzięczamy przede wszystkim osobie autora, który jest dziennikarzem i komikiem jednocześnie. Obydwie profesje Phillipsa w sposób oczywisty przekładają się na sposób prowadzenia narracji. Książka dzięki temu dosłownie „połyka się” sama ;)

Warto przy tym wszystkim zaznaczyć, że Phillips nie skupia się jedynie na aspekcie historyczno-współczesnym prawdy i kłamstwa, ale także próbuje pokazać nam, że sami też nie raz i nie dwa razy… ściemniamy. Robimy to i nie ma sensu zaprzeczać prawdzie. Phillips próbuje – aczkolwiek w lekki i humorystyczny sposób – dociec, czy czynimy to pod wpływem chwili, czy też może mamy tę zdolność zapisaną w genach. Ciekawe pytanie :)

„Prawda” nie ucieka też od współczesności, w której Internet i wszechobecne fake newsy codziennie przekłamują rzeczywistość. Także media nie są tutaj bez winy – wystarczy poskakać sobie pilotem po kanałach informacyjnych i zobaczyć, jak w diametralnie odmienny sposób można przedstawić z pozoru oczywiste i łatwe w ocenie wydarzenia. Kto tutaj kłamie, a kto mówi prawdę? Krótko mówiąc… wszyscy :) Wniosek ten nie jest może budujący, jednak przyprawiono go sporą dawką dobrego humoru, co znacząco osładza tę gorzką pigułkę do przełknięcia po przeczytaniu ostatniej strony.

Lektura jak najbardziej do polecenia i do samodzielnego przeczytania. Nie musicie być fanami prawdy bądź kłamstwa, ani też różnorakich teorii naukowych. Ta książka jest także o nas samych – to fajne doświadczenie móc przejrzeć się czasem w zwierciadle satyry ;)

Gorąco polecam! Podobnie zresztą jak poprzednią książkę autora: "Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko" :)

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za egzemplarz recenzencki.


#prawda #krótkahistoriawciskaniakitu #tomphillips #albatros #kit #fałsz #historia #fakenews





Poznaj prawdę. Agenci CIA zdradzą ci, jak przekonać każdego, by powiedział wszystko - Philip Houston, Susan Carnicero, Mike Floyd


Tytuł: Poznaj prawdę. Agenci CIA zdradzą ci, jak przekonać każdego, by powiedział wszystko (tytuł oryginału: Get the Truth: Former CIA Officers Teach You How to Persuade Anyone to Tell All)
Autor: Philip Houston, Susan Carnicero, Mike Floyd
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 26.02.2020r.
Liczba stron: 336



Czas na PRZESŁUCHANIE! ;)

Dlaczego czasem tak trudno jest dociec prawdy? Czy da się do niej dostać przez zasieki stawiane przez opornych? (przez „opornych” możemy tutaj rozumieć dosłownie każdego, od podwładnego, przez wspólnika, sprzedawcę w sklepie, na drugiej połówce kończąc); cóż – to dobre pytanie… Okazuje się, że na każdego są sposoby i do każdej prawdy można dotrzeć. Niniejsza książka prezentuje nam sposoby stosowane w tym celu przez nie byle kogo, albowiem jej twórcy to byli agenci CIA (!).

„Poznaj prawdę” to swoiste studium docierania do prawdy. Stwierdzenie, że książkę napisali agenci CIA z pozoru brzmi groźnie, ale bez obaw – nie będzie tutaj ani brutalnych przesłuchań, ani też świecenia nocną lamką po oczach ;) Będzie za to co najmniej kilka całkowicie niewinnych i… piekielnie skutecznych technik perswazyjnych do samodzielnego zastosowania :)

Wieloletnie doświadczenie agentów CIA procentuje w zasadzie na każdej stronie tej książki. Z jednej strony możemy się tutaj dowiedzieć dlaczego co poniektórzy ukrywają prawdę lub nie chcą się do niej przyznać, a z drugiej – poznamy sposoby na to, aby do tej prawdy dotrzeć. Częściowo „Poznaj prawdę” zahacza o tematy psychologiczne, częściowo zaś o metody śledcze (w tym o techniki stosowane podczas przesłuchań terrorystów). Uff… Muszę przyznać, że ta lektura jest zaiste pasjonująca!

Nic nie działa na wyobraźnię w takim stopniu i nie jest tak sugestywne jak konkretny przykład z życia wzięty. W związku z powyższym sporo takowych znajdziemy również w niniejszej książce. Autorzy zazwyczaj omawiają jakiś problem z dotarciem do prawdy na konkretnym, najzwyczajniejszym w świecie przykładzie z naszej codzienności, a następnie pokazują, jak przy zastosowaniu technik śledczo-perswazyjnych można cały problem rozwiązać i do sedna sprawy dotrzeć. Przytoczone przykłady są szalenie pouczające i… inspirujące ;) Jeśli nie będę wiedział w przyszłości co się dzieje i dlaczego ktoś nie mówi mi prawdy, to sądzę, że teraz spokojnie sobie w takiej sytuacji poradzę :)

Podczas lektury – a także po jej zakończeniu – warto pamiętać, że… to wszystko jest szalenie interesujące, ale do praktycznego zastosowania w dziele parcia do prawdy warto ograniczyć się do tzw. „metod soft” ;) Dom, miejsce pracy, czy też sklep to nie więzienie w Guantanamo – warto o tym pamiętać ;) I traktować znakomitą większość opisanych tutaj historii (prawdziwych!) z przeszłości operacyjnej byłych pracowników CIA tylko jaką pewną ciekawostkę.

Bardzo fajnym uzupełnieniem lektury są zawarte w książce uwagi Petera Romary’ego. Kim jest ten pan? To światowej sławy prawnik, ekspert i trener z zakresu praktycznego stosowania technik perswazyjnych w prawie, biznesie i we wszelkiego rodzaju negocjacjach. Komentarze Romey’ego spinają całość wywodów byłych agentów CIA ładną klamrą dodając im głębi komentarza i merytorycznego wyjaśnienia w bardzo wielu kwestiach.

Podsumowując: zdobytą wiedzę stosujcie z umiarem, rozważnie i w żadnym wypadku nie urządzajcie wokół siebie niczego na kształt Guantanamo ;) A tak całkiem serio – to bardzo dobra książka. „Poznaj prawdę” serwuje wiedzę z wielu dziedzin, zarówno naukowych, jak i śledczych oraz czysto praktycznych, z życia wziętych. Ta mieszanka jest w efekcie całkiem udana. I mam wrażenie, że wielu spośród czytelników tej książki może mieć po lekturze o wiele mniejsze problemy w dotarciu do prawdy, niż przed jej przeczytaniem ;)

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu SQN za egzemplarz recenzencki.

#poznajprawdę #cia #sqn #philiphouston #susancarnicero #mikefloyd #prawda #fałsz





Rozmowy z seryjnymi mordercami - Christopher Berry-Dee


Tytuł: Rozmowy z seryjnymi mordercami (tytuł oryginału: Talking with Serial Killers)
Autor: Christopher Berry-Dee
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 26.02.2020r.
Liczba stron: 352



Oblicza potworów.

Każdy z nich zabił – i to więcej niż raz. Dlaczego? Co było tego powodem? Co siedzi w  głowach potworów w ludzkiej skórze odbierającym innym to, co najcenniejsze: życie? Christopher Berry-Dee stara się odpowiedzieć na te pytania podejmując w książce „Rozmowy z seryjnymi mordercami” próbę znalezienia wspólnych mianowników łączących zbrodniarzy i ich motywacje.

Tytuł książki może być nieco mylący, mowa w nim bowiem o rozmowach odbytych z mordercami, tych jednak w książce doszukać się można raptem… dwóch. Tak naprawdę Berry-Dee nie przytacza i nie cytuje tutaj tytułowych rozmów, lecz próbuje na ich bazie dojść do pewnych wniosków i przedstawić świat oczami zbrodniarzy. Różnica względem tego co sugeruje tytuł książki jest więc spora.

Jak wygląda treść? Dosyć przerażająco momentami… To zdecydowanie NIE JEST lektura dla ludzi o słabych nerwach. Autor przytacza niejednokrotnie szczegółowe opisy zbrodni i dokładne poczynania morderców – już tylko to wystarcza do tego, żeby stwierdzić, że lektura jest naprawdę mocna. Lecz jeśli już się wczytamy w kolejne opisy, to okaże się, że jest ona… BARDZO mocna. Nie wiem czy tak dokładne opisanie brutalnych zbrodni było faktycznie w tej książce konieczne… Być może autor chciał jak najbardziej obrazowo owe zbrodnie ukazać, przydać im realizmu poprzez prezentację wspomnień zbrodniarzy (ze szczegółami)? Nie wiem. Z całą pewnością jednak momentami to książka tylko dla czytelników o mocnych nerwach.

Jako że Christopher Berry-Dee jest kryminologiem śledczym w książce nie obejdzie się bez wątków kryminalnych i, w pewnym stopniu, bez analizy psychologicznej skazanych. To bardzo ciekawa część książki, która może nie jest (jako całość) w jakiś szczególny sposób odkrywcza, jednak bardzo dobrze porządkuje wiedzę na temat seryjnych morderców w aspekcie psychologicznym i motywacyjnym. Możemy się tutaj dowiedzieć bardzo wielu interesujących rzeczy, jak choćby poznać schemat rozumowania mordercy, czy odkryć znaczenie, jakie dla jego czynów miały traumy z dzieciństwa. To zdecydowanie najciekawsza część książki.

Autorowi należą się wielkie brawa za ogrom pracy włożonej w tę lekturę. Już samo pofatygowanie się do cel śmierci i odbycie rozmów z seryjnymi mordercami zasługuje na szacunek (oraz na docenienie tego z punktu widzenia, było nie było, odwagi jaką wykazał się autor stając oko w oko z bezwzględnymi zabójcami). Usystematyzowanie i opracowanie zdobytego w ten sposób materiału także było tytaniczną pracą – wielkie brawa dla autora!

Książka jest interesująca, ciekawa i z całą pewnością zasługuje na uwagę. Nie jest może pozycją odkrywczą, ale jej wielką zaletą jest skupienie się na aspekcie psychologicznym oraz na motywach, które kierują seryjnymi mordercami. Jedyny poważniejszy minus lektury to zbyt miejscami drastyczne opisy zabójstw – zdaję sobie sprawę, że nawiązanie do nich jest w tej książce koniecznością, jednak aż tak duży poziom szczegółowości nie był chyba, według mnie, miejscami aż tak bardzo konieczny.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za egzemplarz recenzencki.

#rozmowyzseryjnymimordercami #seryjnimordercy #christopherberrydee #czarnaowca #zbrodnia







środa, 4 marca 2020

Mag bitewny - Peter Flannery [PREMIERA !!!]


Tytuł: Mag bitewny (tytuł oryginału: Battle Mag)
Cykl: Mag bitewny (tom 1)
Autor: Peter Flannery
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 04.03.2020r.
Liczba stron: 616


!!! PREMIERA !!!

Smoki i magia!

Ta książka to absolutne objawienie marca 2020 :) Być może nie tylko marca, ale to zweryfikuję już sobie później, bliżej końca roku ;) "Mag bitewny" Petera Flannery to powrót do korzeni fantasy pełnego smoków, zła i walczących z nim prawych rycerzy, a jednocześnie nawiązanie do tego, co obecnie w świecie fantasty święci triumfy - nie sposób tutaj bowiem dostrzec pewnych (przynajmniej jeśli chodzi o konwencję i o koncepcję przedstawionego świata) podobieństw do, chociażby, "Gry o tron". Jestem oczarowany :) W tej krótkiej recenzji nie obejdzie się wobec tego bez co najmniej kilku peanów ;)

Zacznijmy od początku - a więc od przedstawionego na kartach powieści świata. Rzecz dzieje się w Krainach Furii, które podzielone są na kilka królestw: Illicję, Clemonce, Beltane, Valencję, Acheron i Thraecję. W uniwersum jest jeszcze jedna kraina, Ferocja, ta jednak zwana jest mianem Utraconych Ziem, stała się ona bowiem siedliskiem zła... To z niej przychodzą do świata ludzi demony z piekła rodem, które pod przewodnictwem najpotężniejszego z nich, Marchio Dolora, prą ku podbiciu wszystkich pozostałych krain i do przemienienia ich mieszkańców w Opętanych - czyli najprościej tłumacząc w bezwolne, pełne nienawiści i piekielnej furii istoty, które niegdyś były ludźmi... Krainy Furii walczą, lecz na wielu odcinków frontu ponoszą kolejne klęski. Sprawy nie ułatwia fakt, że królestwa nie mają wspólnego przywódcy, są bowiem podzielone, skłócone i potrafią współpracować - nie wszystkie niestety - dopiero wobec widma klęski i zagłady. Czy dla świata ludzi jest jeszcze nadzieja?


Tak, nadzieja jest - zawsze. Upatrywać jej należy w sile stali, w odwadze prawych rycerzy, w tętencie kopyt pędzących do boju kawaleryjskich rumaków oraz... w magii. A konkretnie w magach bitewnych oraz w ich podniebnych rumakach - smokach. Dobrze wyszkolony mag bitewny i jego smok to potęga, z którą musi się liczyć każdy diabelski pomiot. Również taki, który z łatwością miażdży ludzkie pancerze i złożone z rycerzy armie. Potęga pojedynczego maga bitewnego zdolna jest do największych triumfów nad złem. Demony to wiedzą... Dlatego szykują coś, co pozwoli im zmieść z powierzchni ziemi zarówno bitewnych magów, jak i ich smoki (zwane przez demony wyrmami).


Opowieść rozpoczynamy w chwili, gdy front w Illicji zostaje przełamany, a armia potężnego demona zmierza ku granicy Valencji i Clemonce, gdzie znajduje się miasto Caer Dour. W mieście tym żyje chłopiec zwący się Falko Dante. To potomek potężnego niegdyś maga bitewnego, Aquili Dantego, który okrył się hańbą doświadczając wraz ze swoim smokiem szaleństwa podobnego do opętania, w którym zwrócił się przeciw swym braciom - w efekcie czego musiał zostać zabity. Falko ma świadomość tej hańby, rzutuje ona na całe jego dotychczasowe życie. Chłopak znajduje się pod opieką ślepego maga bitewnego, Symeona, który stracił wzrok... w walce z ojcem chłopca. Symeon przyłożył także rękę do zgładzenia Aquili...


To wszystko jednak przeszłość - do miasta zbliża się armia demona. Czas walczyć. Niestety sprawy komplikują się wraz ze śmiercią maga bitewnego, który miał być dla Caer Dour zbawieniem - mag ów miał przywołać podczas rytuału smoka, jednakże Falko w przypływie chwili wyrywa się i ostrzega bestię, w efekcie czego mag i smok toczą walkę, w której oboje giną. Wydaje się, że dla mieszkańców Caer Dour nie ma już ratunku... Ślepy Symeon raz jeszcze jednak stawi czoła wrogowi. Wspomoże go w tym armia Caer Dour dowodzona przez emisariusza z Clemonce - sir Williama Chevaliera.

Spoilery... Czas na nie (niestety) nadszedł ;) Kilka jest niestety koniecznych. Przyznacie bowiem, że gdyby główny bohater powieści, Falko, zginął w początkowej bitwie, to opowieść ta nie miałaby raczej sensu. Jak skończyło się starcie z demonem możecie się więc domyśleć ;) Dużo bardziej istotne jest to, co stało się później. Falko trafia bowiem do stolicy Clemonce, gdzie po wstawiennictwu Chevaliera i królowej zostaje przyjęty do akademii wojskowej, gdzie ma się kształcić na maga bitewnego (!). Nie każdemu jednak się to podoba...


Komu mianowicie? Otóż... magom. Nie tym bitewnym, ci bowiem akceptują chłopaka i w pełni popierają jego szkolenie, lecz "zwykłym" magom, którzy - jak Krainy Furii długie i szerokie - walczą o wpływy upatrując w magach bitewnych zagrożenia dla własnej potęgi. Magowie walczą o wpływy i o władzę każdymi możliwymi sposobami - w Thraecji uwięzili nawet tamtejszego monarchę, oficjalnie głosząc, że zlecił on im rządy we własnym imieniu z uwagi na ich mądrość (!). Falko Dante jest przez gildię magów ewidentnie postrzegany jako zagrożenie. Czy widzą w chłopcu coś, czego nie widzą inni? Czy ma to jakiś związek z ojcem chłopaka i jego śmiercią?


Tego jeszcze nie wiemy... Odpowiedź poznamy, być może, w kolejnym tomie ;) Narazie mamy w rękach strzępy prawdy, jak np. historię śmierci Aquili Dantego i jego smoka. Łuski smoka Aquili wraz z biegiem lat nabierały czarnej barwy; gdy stały się całkiem czarne - smok oszalał... Tak dzieje się od wieków: kiedy łuski smoka ciemnieją oznacza to, że smok zbliża się ku szaleństwu, a kiedy do tego dojdzie - zwraca się on przeciw ludziom... Wtedy bestię trzeba zgładzić. W przypadku smoka Aquli doszło do tego, że szaleństwo przeniosło się ze smoka na jego pana. Dlatego też Aqulia musiał zostać zgładzony wraz ze swoją skrzydlatą bestią. Taka jest przynajmniej oficjalna wersja zdarzeń... Coś mi się wydaje, że wersja ta nie jest do końca prawdziwa. Mam wrażenie, że poznamy jeszcze niejedną tajemnicę Aquli, jego syna Falka i magów, którzy wyrastają na prawdziwe czarne charaktery tej opowieści (tylko trochę mniej groźne niż demony z Marchio Dolorem na czele).


"Mag bitewny" mnie po prostu urzekł. Klasyczne fantasy w nowoczesnych szatach - tak to czytelnicze doświadczenie można opisać w największym skrócie. Magia, smoki, rycerstwo, zło, odwaga, hart ducha i beznadziejna z pozoru walka, do której ludzkość wszakże staje... W tej historii jest wszystko to, za co kochamy fantasy. Będę oczekiwał kolejnej odsłony cyklu z zaiste wielką niecierpliwością.

Gorąco polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.


#magbitewny #peterflannery #fabrykasłów #battlemag #smoki #magia #demony #falkodante #marchiodolor #opętani #fantasy #fantastyka #krainyfurii






Outsider - Stephen King


Tytuł: Outsider (tytuł oryginału: The Outsider)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 30.01.2020r.
Liczba stron: 640


Potwór z szafy...

Stephen King przyzwyczaił nas już całe lata temu do tego, że jest niekwestionowanym Królem Horroru. Królem wszystkiego, co związane z grozą. W ostatnich latach tego typu powieści pojawiało się jednak w Jego dorobku jakby mniej. Na ostatnią dekadę patrząc mieliśmy znakomite (ale dalekie od grozy) "Dallas'63", literacką próbę detektywistyczną w postaci trylogii o Billu Hodgesie ("Pan Mercedes", "Znalezione nie kradzione", "Koniec warty"), nieco postapokaliptyczne "Śpiące królewny", a także kilka powrotów do Castle Rock w "Pudełku z guzikami Gwendy" oraz w "Uniesieniu". Z naprawdę pełnych grozy powieści dostaliśmy od Mistrza kontynuację "Lśnienia", a więc "Doktora Sen", a także mocno lovecraftowskie i mogące napędzić stracha "Przebudzenie". "Outsider" to już gruby kaliber jeśli chodzi o nawiązanie do straszącego nas Stephena Kinga z Jego najlepszych lat. To nawiązanie jest z całą pewnością UDANE.

W zasadzie początek książki może nieco mylić, dostajemy bowiem opowieść kryminalną - bardzo w stylu spraw Billa Hodgesa. Jest zamordowany w bestialski sposób chłopiec, jest mnóstwo krwi, są ślady ugryzień, pojawiają się podejrzenia o wykorzystanie na tle seksualnym przed dokonaniem morderstwa... Jednym słowem: obrzydliwość. O zamordowanie Franka Petersona podejrzewany jest miejscowy trener baseballa, Terry Maitland. Świadczy przeciwko niemu wszystko - próbki DNA, dowody, odciski palców, świadkowie... Co jednak ciekawe Maitland ma alibi, które jest w stanie potwierdzić. Czy zatem to rzeczywiście on jest mordercą? Dylemat jest spory, jednak prokurator oraz dokonujący aresztowania Ralph Anderson nie mają większych wątpliwości - próbki DNA wykluczają pomyłkę. Anderson jednak zna Maitlanda od zawsze i w głębi duszy zaczyna się wahać... Sprawę pogarsza zaś to, że Maitland w drodze do sądu zostaje zastrzelony przez brata ofiary... 


Wybaczcie powyższy spoiler, ale był on konieczny. Od momentu śmierci Maitlanda cała historia rusza bowiem z kopyta i wkracza na tereny, które z pozoru do tej opowieści nie pasują, jednak są bardzo, ale to bardzo w stylu Stephena Kinga :)

Tutaj mam dopiero problem - jak bowiem zasugerować, w którą stronę poszła ta opowieść, bez jednoczesnego zdradzania fabuły?... Oto jest pytanie. No cóż - spróbujmy! (kolejne spoilery będą chyba nieuniknione...).

Wraz ze śmiercią Maitlanda coraz głośniejsze stają się głosy mówiące o tym, że miał on potwierdzone alibi. Wdowa po trenerze i jej adwokat postanawiają wynająć detektywa, który będzie w stanie oczyścić zastrzelonego z zarzutów. Wybór pada na znaną z trylogii o Billu Hodgesie... Holly Gibney :) Nasza dobrze znajoma neurotyczka o niepospolitym umyśle (i intelekcie!) wkracza do akcji. Zabiera się do pracy ochoczo, jednak wnioski do jakich dojdzie... Te będą przerażające. Dość powiedzieć, że Holly trafia na ślady podobnych morderstw popełnionych w różnych częściach Stanów Zjednoczonych, a zbrodnie te są do siebie zaskakująco podobne. Za każdym razem organy ścigania mają ewidentną dokumentację dowodową, a oskarżeni z kolei mają niepodważalne alibi. Co jest grane?... Racjonalne i logiczne wyjaśnienie sprawy Maitlanda i jemu podobnych okazuje się niemożliwe, a jeśli tak, to... czas zwrócić się ku temu co nielogiczne i z pozoru nieracjonalne. Ku temu, czego istnienie usilnie negujemy, choć dobrze pamiętamy z dzieciństwa czyhającego w szafie potwora. I jego oczy... Wpatrzone w nas diabelskie, nierzeczywiste oczy. 

Takie same jak oczy, które widziały po zmroku dzieci Terry'ego Maitlanda (!). Te dzieciaki wciąż je widzą - zaczęły się pojawiać w ich szafie i przy ich łóżkach wraz ze śmiercią ich ojca...


Nie mam zamiaru odsłaniać wszystkich kart i wszystkiego Wam zdradzać, ale powiem tyle, że rozwiązanie mrocznej zagadki kryć się będzie... w Meksyku. A także we wszystkich nienazwanych lękach, które mieszkańcy Kraju Azteków znają od pokoleń i które przywędrowały wraz z nimi do Stanów Zjednoczonych. Okazuje się, że nie tylko lęki przybyły wraz z nimi do kraju nad Missisipi. Przybyło wraz z nimi coś dużo gorszego, co będzie trzeba powstrzymać...

Dość spoilerów :) Krótko i na temat: Stephen King jest po prostu w znakomitej formie! :) Szalenie się z tego cieszę - i zapewne nie ja jedyny. Być może nie wszystkim przypadnie do gustu połączenie kryminału z typową dla Kinga grozą i horrorem, ale nie wszystkim da się zawsze dogodzić. Mi to co przeczytałem jak najbardziej w każdym razie odpowiada. Dla mnie to wciąż prawdziwy Stephen King, który robi to, o czym zawsze mówił: opowiada o własnych lękach i tworzy na tej bazie książki. Oby robił to zawsze i jeszcze przez długie lata :)

Bardzo wysoko cenię sobie "Outsidera". Może nie jest to mój kingowy "top of the top", ale blisko czołówki Jego dzieł ta powieść jak najbardziej się plasuje :)


Z mniejszych spostrzeżeń - King to w dalszym ciągu znakomity obserwator rzeczywistości. W tym tak naprawdę tkwi siła 90% napisanych przezeń powieści: oddają one realia swoich epok i są opowieściami o zwykłych ludziach, których codziennie spotyka się na ulicy. To zbliża do prozy Kinga i sprawia, że bardzo łatwo zaczynamy lubić kingowych bohaterów, że zaczynamy się z nimi utożsamiać, kibicować im. Tak właśnie wygląda to w "Outsiderze" - czujemy się jakbyśmy byli wśród swoich i szalenie łatwo nam to przychodzi. Stąd też siła tego potężnego "BUM!", które przychodzi wraz z eskalacją przemocy i grozy. To także wielka siła książek Kinga i Jego bodaj czy nie największy talent.

Gorąco polecam! :)

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


#outsider #stephenking #taniaksiazka #king #theoutsider #elcuco #hbo #groza #horror #potwórspodłóżka






Łowca - Marek Zatwarnicki


Tytuł: Łowca
Autor: Marek Zatwarnicki 
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 19.12.2019r.
Liczba stron: 148



Wulkaniczna zima…

„Łowca” to tytuł, do którego podszedłem z całkowicie niezasłużonym dystansem i sceptycyzmem. Owo podejście miało co prawda pewne podstawy, albowiem literatury w stylu postapo pojawia się na rynku czytelniczym ostatnimi czasy sporo, a z jej jakością… bywa różnie. Obawy te były jednak płonne, „Łowca” to bowiem bardzo umiejętnie napisana i wiarygodnie przedstawiona historia o granicach ludzkiej moralności w skrajnie nieprzyjaznych człowiekowi warunkach. Marek Zatwarnicki serwuje nam opowieść o próbie przetrwania oraz o cenie, jaką może przyjść ocalałym za to przetrwanie zapłacić. Tanio nie będzie ;)

Jak to zwykle w nurcie postapo bywa, przyczyną wszystkich opisanych w książce zdarzeń był pewien cywilizacyjny Armagedon. Jestem mile zaskoczony, albowiem autor uciekł od najczęstszego w tego rodzaju literaturze schematu z nuklearną zagładę w tle, a zamiast niej wykorzystał motyw naturalnej katastrofy. Naturalnym kataklizmem wykorzystanym w książce jest potężna erupcja wulkanu oraz wulkaniczna zima jaka po niej nastała. Ludzkość stoi nad przepaścią, ocaleją tylko nieliczni - w szybko ochładzającym się klimacie szansę mają tylko najsilniejsi i najlepiej zorganizowani.

Jedna z grup ocalałych znalazła schronienie w górach. Małą społecznością samozwańczo kieruje jegomość o pseudonimie Generał. Mała wioska jest dość dobrze zorganizowana - znajdziemy tutaj Kowala, Hodowcę, Drwala... A także niejakiego Łowcę, byłego pracownika naukowego, który para się obecnie myślistwem w celu wyżywienia małej grupy ocalałych. Wraz z nim udało się przeżyć jego żonie i synowi. Od wulkanicznej katastrofy minęło już kilka lat, ochłodzenie klimatu przybiera na sile...

Głównych bohaterów poznajemy w chwili, gdy wioska zaczyna podupadać przez coraz większe problemy ze zdobywaniem pożywienia. Zmartwieniem ludzi stają się także błąkający się po okolicy kanibale oraz samotny wilk, który może stać się nie lada zagrożeniem. Łowca robi co może, jednak z pustego i Salomon nie naleje - o mięso jest coraz trudniej. Sprawy nie ułatwia fakt, że do wioski przybłąkał się obcy mężczyzna... Chory mężczyzna, który wkrótce umiera, lecz zanim to zrobi świadomie zaraża Kucharkę i jej córkę, które zostają przez Generała wygnane. Problemy zaczynają się mnożyć, a jeszcze jednym z nich jest ciąża, w którą zaszła żona Łowcy. Były naukowiec nie ugina się w obliczu problemów, stara się robić swoje. Jednak pewne polowanie, podczas którego śledzi go własny syn, zmieni wszystko...

Pomysł na całą historię jest bardzo dobry. Skupienie się na małej społeczności i na panujących wewnątrz niej relacjach oraz umiejscowienie akcji we wrogiej rzeczywistości postapokaliptycznego świata to motyw znany, ale działający bez pudła - również w tym przypadku :) Klimat opowieści jest szalenie wiarygodny, potrafi wciągnąć. Końcowy twist fabularny też jest niczego sobie - może nie ma w nim czegoś odkrywczego, ale sposób rozegrania końcowych scen i mylenie czytelnika aż do samego końca wyszło naprawdę dobrze. Brawo!

Lektura jak najbardziej do polecenia :)

Dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki.

#łowca #marekzatwarnicki #psychoskok #apokalipsa #zimawulkaniczna #postapo #fantastyka






wtorek, 3 marca 2020

Natchnienie - Ewa Oleksiuk


Tytuł: Natchnienie
Autor: Ewa Oleksiuk
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 02.12.2019r.
Liczba stron: 52



Poezja chwili.

Tomik wierszy autorstwa Ewy Oleksiuk zatytułowany „Natchnienie” to zapis ulotnych emocji złapanych i uwiecznionych na kartach papieru. Emocji szczerych, prawdziwych i skłaniających do wielu refleksji. A także do zadumy nad ludźmi, nad uczuciami i nad wiarą – zarówno tą pokładaną w drugim człowieku, jak również tą dedykowaną Bogu.

Ewa Oleksiuk być może tym tomikiem nie zaskakuje, jednak zawarte tutaj wiersze opowiadają o pewnych uniwersalnych sprawach, które aktualne są w zasadzie zawsze. Mowa o miłości, o tęsknocie, o wierze, a także o nadziei – nadziei między innymi na to, że wszystko będzie dobrze, a to co utracone powróci. Sporo tutaj nostalgii, ale takiej powiedziałbym zdystansowanej, dojrzałej, której daleko do świeżej rozpaczy. Emocje oglądane z takiego perspektywy jak ta zaprezentowana przez autorkę są głębsze, bogatsze, a także – chociaż niejednokrotnie są one smutne – piękne.

„Natchnienie” w bardzo wielu miejscach odwołuje się do Stwórcy oraz do wiary w Niego. Intencjonalnie jest to bardzo czyste i szczere odwoływanie się w wykonaniu autorki, odwołaniom do Boga bardzo daleko jest tu bowiem do jakiegoś fanatyzmu, czy bezrefleksyjności. To dobrze, taki przykład czystej wiary zawartej w przeżyciach podmiotu lirycznego jest bardzo budujący. Czysta wiara jest zawsze prawdziwa i szczera.

Jak to zazwyczaj w przypadku wierszy bywa, i tym razem skłaniają one do refleksji i przemyśleń. Za ten efekt można bez wątpienia lubić każdego rodzaju poezję; pomaga ona się zdystansować, zwolnić, pomyśleć, zastanowić się. A także przeanalizować sobie sedno uczuć i odczuć o których pisze autorka – a te są uniwersalne dla każdego czytelnika. Warto tego doświadczyć.

Rzadko miewam w rękach poezję, jeśli jednak już ona do mnie trafi, to z reguły ją polecam. Znawcą może nie jestem, ale potrafię rozpoznać coś wartościowego. Takim właśnie mianem mogę z ręką na sercu określić zbiór pt. „Natchnienie”.

Polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Psychoskok za egzemplarz recenzencki.

#natchnienie #ewaoleksiuk #psychoskok #poezja #wiersze #emocje





Marcowe nowości od Wydawnictwa Psychoskok

Wśród marcowych zapowiedzi od Wydawnictwa Psychoskok każdy znajdzie z pewnością coś dla siebie ;)





niedziela, 1 marca 2020

Przestrzeń - Michael Mammay


Tytuł: Przestrzeń (tytuł oryginału: Spaceside)
Cykl: Planetside (tom 2)
Autor: Michael Mammay
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 21.02.2020r.
Liczba stron: 408


Carl Butler powraca!

Pułkownik Butler po zrobieniu tego co do niego należało na planecie Kappa Trzy (a nawet po zrobieniu dużo więcej niż od niego oczekiwano) POWRACA! Po wydarzeniach z pierwszej części cyklu i otrzymaniu co najmniej dwuznacznego przydomka "Rzeźnika" Butler zostaje zmuszony (znacząco ukierunkowany? ;) ) do rezygnacji z pełnionych dotąd obowiązków, w efekcie czego osiada na planecie Talca Cztery, gdzie pełni funkcję wiceprezesa do spraw bezpieczeństwa w firmie zajmującej się nowoczesnymi technologiami wojskowymi. To jedynie tytulatura, gdyż obowiązków Butler nie ma de facto żadnych (poza robieniem dobrego wrażenia). Sytuacja zmienia się, gdy ktoś włamuje się do sieci komputerowej konkurencji; szefostwo Butlera jest co najmniej zaniepokojone o własne interesy i zleca mu śledztwo w tej sprawie. Znów zaczynają się schody...

Michael Mammay wraz z kontynuacją "Planety" nie zszedł poniżej pewnego poziomu i jest to dla mnie szalenie miłe zaskoczenie. A także bardzo dobra wiadomość dla wszystkich czytelników, często bowiem bywa (o czym wszyscy wiemy), że kontynuacja pierwszej części cyklu jest tworem niższych lotów niż odsłona numer jeden. "Przestrzeń" trzyma poziom "Planety" i wypada się z tego BARDZO cieszyć, zyskuje na tym bowiem każdy: autor, czytelnicy, opowiadana historia, a także cały cykl, który jest zaskakująco dobrym połączeniem fantastyki i kryminału.

Carl Butler zrobił na Kappie Trzy swoje, ale wielu osobom się przy tym naraził. Normalka ;) Wydarzenia na Kappie przydały Butlerowi przydomku "Rzeźnika", a zatem - z uwagi choćby na opinię publiczną - rozsądnie dla pułkownika jest usunąć się w cień (przynajmniej na jakiś czas). Planeta Palca Cztery i fucha w firmie zajmującej się nowoczesnymi technologiami wojskowymi wydaje się być do tego idealna. Można by się nawet zastanawiać, czy nie jest to okazja na wygodną emeryturę - obowiązków wszak Butler nie ma żadnych, to idealne warunki do obrośnięcia w piórka. No ale sprawy, jak to zwykle w takich razach bywa, znów się komplikują...

Problem zaczyna się wraz z cybernetycznym włamaniem do sieci komputerowej u konkurencji firmy, dla której pracuje Butler. Szefostwo pułkownika zaczyna panikować w obawie przed podobną historią na własnym podwórku. Pułkownik otrzymuje zadanie przeprowadzenia śledztwa i odnalezienia włamywaczy, a także ustalenia ich celów i wskazania mocodawców. I wszystko byłoby super gdyby nie to, że Butler napotyka znów - a jakże! ;) - na mur milczenia. I na kolejną grubszą aferę... Włamanie u konkurencji okazuje się być jedynie przykrywką, a im więcej wątków pojawia się w tej sprawie, tym więcej wiedzie ich do... samego Butlera (!). O co tu chodzi? Na domiar złego okazuje się, że na Kappie Trzy nie unicestwiono bynajmniej wszystkich Kappian i próbują oni teraz skontaktować się z nie kto innym, jak właśnie z pułkownikiem. Butler chyba nieźle wdepnął... Ta gra to już dużo wyższy poziom intrygi niż w tomie pierwszym cyklu.

Mam ochotę udusić Mammaya za to, że zakończył tom drugi właśnie W TAKIM momencie... Aaaaa, dlaczego!... Oczekiwanie na odsłonę numer trzy serii będzie nieznośne :) Zdążyłem naprawdę polubić tego pełnego ciętych ripost i wielbiącego whiskey gościa :) Mam wielką nadzieję, że na kolejne spotkanie z nim nie przyjdzie mi czekać zbyt długo.

W "Przestrzeni" science-fiction i kryminał dalej w najlepsze ze sobą flirtują i współgrają, w efekcie czego powstała naprawdę interesująca hybryda obu gatunków literackich. Kryminał wciąż gra tutaj pierwsze skrzypce (może nawet nieco bardziej niż w "Planecie"), jednak science-fiction nic na tym bynajmniej nie traci. Klimat opowieści jest świetny, szalenie wciągający, a książkę czyta się raz-dwa. Do tego dochodzi genialnie wpisujący się w konwencję i budzący niekłamaną sympatię główny bohater oraz narracja pierwszoosobowa, dzięki której można jeszcze lepiej wczuć się w realia opowiadanej historii. Wielkie brawa dla Michaela Mammaya! :)

Carlu Butlerze - będę czekał na kolejne nasze spotkanie. I będzie to oczekiwanie naprawdę niecierpliwe... ;)

Polecam!

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.


#przestrzeń #spaceside #michaelmammay #fabrykasłów #carlbutler #fantastyka #kryminał #sciencefiction





Planeta - Michael Mammay


Tytuł: Planeta (tytuł oryginału: Planetside)
Cykl: Planetside (tom 1)
Autor: Michael Mammay
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 04.10.2019r.
Liczba stron: 424


Kosmiczne śledztwo.

Whiskey, cięta riposta, intelekt i olbrzymie doświadczenie. Tak w skrócie można przedstawić Carla Butlera, emerytowanego pułkownika, który z dość ciepłej posadki jaką jest fucha wykładowcy zostaje ściągnięty przez starego znajomego w celu poprowadzenia pewnego śledztwa. Rzecz dotyczy zaginięcia członka prominentnej rodziny, akcja zaś rozgrywa się na stacji kosmicznej orbitującej wokół planety Kappa Trzy. Czy Butlerowi uda się rozwiązać zagadkę i rozszyfrować tyleż misterną co mylącą sieć kłamstw, jakimi omotana jest ta sprawa?

Michael Mammay, muszę się tutaj przyznać bez bicia, nie mówił mi do tej pory jako autor absolutnie nic... Duże niedopatrzenie, oj duże! Ale ten błąd już nadrobiony - i nigdy więcej nie zamierzam go powtarzać. Na tego autora wypada od teraz zwrócić uwagę, albowiem "Planeta" to tyleż świetne co zaskakujące i tchnące powiewem świeżości połączenie kryminału i science-fiction, które jest w stanie przyjemnie orzeźwić czytelnika zaprezentowaną treścią. Ani jedno (science-fiction), ani drugie (kryminał) nie jest tutaj może - brane z osobna - przedstawione w jakiś odkrywczy sposób, ale połączone RAZEM! - no, to już robi RÓŻNICĘ :) Oczywiście na plus!

Jak mogliście się już wstępnie zorientować realia tej opowieści to futurystyczna przyszłość, w której ludzkość kolonizuje inne planety i światy, tocząc przy tym galaktyczne wojny. Areną takiego właśnie konfliktu jest planeta Kappa Trzy. Na orbitującą wokół planety stację kosmiczną zostaje przewieziony transportem medycznym niejaki porucznik Mallot, ranny uczestnik działań zbrojnych, który niedługo po przewiezieniu na stację... znika. Dziwne jest to już samo w sobie, sprawa jest jednak o tyle skomplikowana (i delikatna), że Mallot to członek wpływowej rodziny, która nie tylko chciałaby go odnaleźć, ale także zachować w miarę możliwości dyskrecję w całej sprawie. Wobec takiego obrotu zdarzeń wybór osoby mającej prowadzić poszukiwania pada na Carla Butlera - emerytowanego pułkownika, obecnie wykładowcę, który z uwagi na bogate doświadczenie oraz nietuzinkowe zdolności (zwłaszcza intelektualne) ma w teorii spore szanse na doprowadzenie sprawy do szczęśliwego finału...

Niby wszystko się zgadza, ale od samego początku nic w tej historii nie idzie tak, jak powinno. Butler napotyka na trudności niemal na każdym kroku. Mają miejsce przemilczenia, utrudnianie śledztwa, totalny brak współpracy ze strony tych, którzy pomóc mogą... Krótko mówiąc: coś tu śmierdzi. A ujmując rzecz nieco ładniej: pachnie to jakąś grubszą aferą... Czy Butler wpadnie na jej trop? Czy będzie to tylko jeden, właściwy trop, czy też wątków trafi się w tej sprawie więcej? I co właściwie odkryje Butler - o ile ktoś nie pokrzyżuje mu szyków?

Historia opisana na kartach tej książki jest zaskakująco dobra. Niby nic wielkiego - ot, kryminalna sprawa do rozwiązania. Jednak umiejscowienie takiej właśnie kryminalnej sprawy na stacji kosmicznej oraz na planecie w obcym układzie słonecznym robi różnicę :) Science-fiction i generalnie fantastyka rzadko mają po drodze z kryminałem. Czasem i owszem, ale z reguły wątki kryminalne odgrywają w takich połączeniach rolę drugoplanową (a przynajmniej ja mam takie właśnie doświadczenia czytelnicze). Tutaj jest zgoła inaczej: to kryminał gra pierwsze skrzypce. I jest to szalenie ciekawe rozwiązanie, okazuje się bowiem, że science-fiction (w zamyśle zepchnięta nieco do roli fabularnego tła) i tak się broni, a kryminał w takiej konwencji po prostu jako gatunek literacki odżywa! Ciekawe i nieoczekiwane spostrzeżenie :) Warte zapamiętania.

Główny bohater także przekonuje. Facet nie jest supermenem, ale ma jaja. A do tego łeb na karku i sporo oleju w głowie. Lubi też ten olej wspomagać przy pomocy whiskey, ale to tylko budzi względem gościa jeszcze większą sympatię ;) Tym większą, im więcej ciętych ripost padnie z jego ust :)

"Planeta" to książka jak najbardziej do polecenia. I to zarówno fanom fantastyki, jak i kryminalnych opowieści. Niech Was nie zwiedzie pozorna sprzeczność jednego i drugiego - to połączenie w wykonaniu Mammaya sprawdza się naprawdę dobrze.

Dziękuję Fabryce Słów za egzemplarz recenzencki.


#planeta #planetside #michaelmammay #fabrykasłów #fantastyka #kryminał #carlbutler





Zgasić Słońce. Szpony Smoka - Robert J. Szmidt


Autor: Robert J. Szmidt 
Wydawnictwo: SQN
Data wydania: 29.01.2020r.
Liczba stron: 448


Smoki z Imperium Wschodzącego Słońca.

"Zgasić Słońce. Szpony Smoka" to rozwinięcie historii, która pojawiła się w 2018 roku w antologii zatytułowanej "Inne Światy". To totalnie alternatywna wersja historii XX wieku, w której Japonia jest supermocarstwem usiłującym podbić świat i narzucić mu swą hegemonię, a środkiem wiodącym do tego celu jest użycie... smoków! Imperium Wschodzącego Słońca sprzymierzyło się bowiem z wezwanymi przezeń do boju bóstwami, wśród których znajduje się bogini słońca Amaterasu. Światowa koalicja mocarstw (ramię w ramię walczą m.in. USA, carska Rosja, Austro-Węgry, Imperium Brytyjskie) rzuca do boju wszystkie siły. Rok 1905 przynosi atak sprzymierzonych sił na stolicę wroga - Tokio...

Atak jest nie byle jaki. Od niego właśnie rozpoczyna się akcja powieści i w efekcie już od pierwszych stron przeżywamy wielkie "wow". Dlaczego ten atak jest nie byle jaki? Otóż dlatego, że dokonują go podniebne mechaniczne potwory, olbrzymich rozmiarów latające pancerniki i krążowniki (!). Atak na Tokio przeżywamy z perspektywy jednego z nich, a mianowicie z pokładu carskiego pancernika Pietropawłowsk. Jednym z członków jego załogi jest polski rekrut, Andrzej Horodyński. Patrząc na bitwę jego oczami widzimy jak wielką potęgą dysponują sprzymierzeni, ale także i Japończycy... Obronne Kręgi Śmierci rozmieszczone wokół japońskiej stolicy sieją śmierć i zniszczenie wśród podniebnej floty, a starcie między podniebnymi pancernikami, a japońską obroną przeciwlotniczą to tak naprawdę pryszcz, na podniebnym polu bitwy pojawiają się bowiem SMOKI (!).

Losów bitwy może nie będę zdradzał, powiem jednak, że Horodyński dostaje się do niewoli. Będzie to jeden z kluczowych bohaterów książki. W obozie jenieckim Horodyńskiego odnajduje... Józef Piłsudski (!), który usiłuje przeciągnąć go na swoją stronę. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że chociaż Polska nie istnieje na mapie świata, to Piłsudski usiłuje ten stan rzeczy zmienić. W międzynarodowym konflikcie wytypował już zwycięzcę. Sądzi, że z pomocą Japonii uda się odrodzić Rzeczpospolitą. Wpierw jednak trzeba sojusznikowi udowodnić, że Polska i Polacy zasługują na wsparcie swojej sprawy... Jak to zrobić?

Plan Piłsudskiego jest względnie prosty: należy założyć siatkę szpiegowsko-wywiadowczą, która zinfiltruje obozy jenieckie, w efekcie czego będzie można dostarczyć Japończykom wielu cennych informacji wywiadowczych na temat wroga. Horodyński staje się kluczowym elementem tej gry - to on ma za zadanie szpiegować i szukać wszystkich informacji, które mogą przysłużyć się polskiej sprawie. Czy ten plan jednak wypali?...

Przyznam szczerze, że... mam mieszane odczucia po tej lekturze. Zamysł na książkę, na fabułę i przyjęta konwencja są fantastyczne :) Latające pancerniki z początków XX wieku, przyzwane do walki mityczne smoki, japońskie bóstwa, międzynarodowy konflikt... WOW! Ta wizja robi wrażenie. Kiedy czyta się opis początkowej bitwy (dobre kilkadziesiąt stron), to napięcie i uwaga narastają z każdą chwilą i TO JEST TO, CO TYGRYSY LUBIĄ NAJBARDZIEJ :) Otwarcie książki jest znakomite, tylko że później... jak dla mnie jest - niestety!... - po prostu z każdym rozdziałem gorzej...

Być może stałem się podczas tej lektury zakładnikiem i ofiarą własnych oczekiwań, ale zdecydowanie nie tego się po tej historii spodziewałem. Liczyłem na kolejne - nie tylko podniebne - starcia, na epickie bitwy, na zakrojone na światową skalę ofensywy i kontrofensywy, może na jakieś polskie powstanie na tyłach frontu w ramach koordynacji działań z Japończykami i ich smokami (!), a dostałem... No cóż. Dostałem historię poniekąd szpiegowską, poniekąd będącą przewrotną metaforą względności pojęcia jakiejkolwiek lojalności, podano mi na tacy polityczne rozgrywki, gry, dyplomatyczno-szpiegowskie szachy, a na deser otrzymałem nieprzekonującą mnie kompletnie w tej książkowej odsłonie postać Piłsudskiego. Pewną osłodą było zaskakujące zakończenie, a także sporo uwag o japońskiej kulturze i mentalności oraz intrygująco dobre uwiarygodnienie całej alternatywnej wersji historii wydarzeń z początków XX wieku. Tak, to były elementy nad wyraz dobre. Jednak jako pewna całość książka mnie rozczarowała...

Nie mam pojęcia, czy powstanie jakaś kontynuacja... Historia została w książce zamknięta w takim momencie, że zarówno można by ją tak zostawić, ale aż się prosi o ciąg dalszy. Być może takowy powstanie. Co wtedy zrobię? Cóż... Dam temu szansę ;) Jednak, chcąc być szczerym, dam ewentualnej kontynuacji szansę tylko dlatego, że czytając o samym pomyśle na tę książkę zaświeciły mi się oczy i mam to wciąż w pamięci. Lektura mnie niestety rozczarowała, ale ta opowieść wciąż ma w sobie mnóstwo drzemiącej w niej mocy i potencjału. Miejmy nadzieję, że Robert J. Szmidt w ewentualnej kontynuacji zrobi to, czego nie zrobił tutaj... Miejmy nadzieję, że uwolni tę moc i ten potencjał.

Książka zrecenzowana dzięki uprzejmości Księgarni taniaksiazka.pl


Więcej o książce:
https://www.taniaksiazka.pl/zgasic-slonce-szpony-smoka-robert-j-szmidt-p-1345080.html

#zgasićsłońce #szponysmoka #robertjszmidt #taniaksiążka #fantastyka #japonia #smoki #amaterasu #fantasy #historiaalternatywna