niedziela, 10 września 2017

"Gru, Dru i Minionki. Książka z tatuażami" - praca zbiorowa


Tytuł: Gru, Dru i Minionki. Książka z tatuażami
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 28.06.2017r.
Liczba stron: 32


Tatuaże - czas start! :)

Nie spodziewałbym się, że Moje Dziecię oszaleje, poza naklejkami, na punkcie tatuaży ;) Cóż, stało się ;) Zresztą - zawsze uwielbiała tatuaże ;) , gdziekolwiek i u kogokolwiek je zobaczyła :) ... No to teraz mam - dziecko oszalało i w efekcie miało zrobiony prawie że "rękaw" ;) I tylko przychodziła z książeczką i szelmowskim uśmiechem, prowadziła tatę za rękę do łazienki i kazała sobie zrobić kolejny :) Podobno tatuaże uzależniają :P ;) - patrząc na Roksi stwierdzam, że być może coś w tym jest :)

Poza 25-ma fajnymi "dziarami" mamy jeszcze garść rysowanek, łamigłówek i tego typu rzeczy; z książeczką nie sposób się więc nudzić, i nie sprowadza się ona tylko do kolejnych wędrówek do łazienki celem wykonania dziecku kolejnego elementu "rękawa" ;)

Gorąco polecam :)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

"Gru, Dru i Minionki. Biblioteka filmowa" - Sadie Chesterfield


Tytuł: Gru, Dru i Minionki. Biblioteka filmowa
Autor: Sadie Chesterfield
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 12.07.2017r.
Liczba stron: 134


Najnowsze Minionki - w pigułce.

Skrócona wersja filmu w książeczce. Oczywiście bardzo przystępnie, prosto i ładnie napisana ;) Szkoda tylko, że nie w formie kolorowej. Obrazków tu ledwie kilka, na kolorowe nie ma przy tym co liczyć. Sam druk i tekst - najmłodszych nieco to może znudzić... w zasadzie książeczka nadaje się przede wszystkim jako czytanka do poduszki, lub - ewentualnie - dla nieco starszych dzieci (jeśli lubią, rzecz jasna, czytać).

Pozycja w gruncie rzeczy fajna. "Biblioteka filmowa" Egmontu ma już kilka pozycji. To tak naprawdę takie proste, fajne streszczenia scenariuszy filmowych. W ramach szeroko zakrojonych akcji promocyjnych - rzecz jak najbardziej potrzebna ;)

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.


"Gru, Dru i minionki. 1000 naklejek" - praca zbiorowa


Tytuł: Gru, Dru i minionki. 1000 naklejek
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 28.06.2017r.
Liczba stron: 40


Naklejkowe szaleństwo ;)

Tym razem w liczbie 1000 sztuk... O taaak, doświadczyłem tego co nieco... ;) Ja, JAK I WSZELKIE SPRZĘTY DOMOWE... Roksana kocha naklejki... we wszelkiej formie i postaci. Ostatnio wykleiła nimi cały telewizor - tym razem (tylko) stolik i panele w dużym pokoju... :) Kocham sprzątać po Mojej Córce... Ją samą też kocham (bardzo) - muszę sobie o tym czasem przypominać ... ;) 

A tak na serio - kolejna świetna sprawa od Egmontu :) Nie dość , że z samymi naklejkami jest cała masa zabawy, to mamy jeszcze do tego trochę łamigłówek, zadań logicznych, rysowanek; dla Roksi to jeszcze niekoniecznie taki poziom trudności, jaki mogłaby opanować, ale starsze dzieci powinny być zachwycone :)

Gorąco polecam :)

Dziękuje Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.


"Gru, Dru i minionki. Agnes kocha jednorożce!"- praca zbiorowa


Tytuł: Gru, Dru i minionki. Agnes kocha jednorożce! (tytuł oryginału: Despicable me 3: Agnes loves unicorns!)
Autor: praca zbiorowa
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 28.06.2017r.
Liczba stron: 32


Mała Agnes i jej urocze jednorożce :)

Przesympatyczna książeczka :) Całość jest o najmłodszej adoptowanej córeczce Gru, czyli o Agnes, i o jej małej-wielkiej pasji: o jednorożcach :) Nie sposób się nie uśmiechnąć kartkując i czytając tę książeczkę. To coś w sam raz dla najmłodszych :)

Z zasadzie ta pozycja może być już czymś, co może przeczytać szkrab, który przyswoił już naukę czytania. Mamy tu duży druk (we względnie małej ilości - w sam raz tyle, żeby nie zniechęcić), a do tego mnóstwo ilustracji i kadrów z najnowszego filmu o Minionkach. Brzmi fajnie :) - i, zapewniam, jest fajnie ;) (zapewniam zwłaszcza w imieniu Mojej 4-letniej Pociechy).

Polecam :)

Dziękuje Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.


"Ballada o Daltonach i inne opowieści" - René Goscinny, Morris, Michel Greg


Tytuł: Ballada o Daltonach i inne opowieści (tytuł oryginału: La Ballade des Dalton et autres histoires)
Cykl: Lucky Luke (tom 55)
Autor: René Goscinny, Morris, Michel Greg
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 07.06.2017r.
Liczba stron: 48



Raz jeszcze Daltonowie ;) - ale nie tylko!

Cóż nowego u Daltonów? Otrzymali spadek :) ... po wujku - co prawda nie odszedł niewinnie, albowiem został powieszony (niezbyt mu było, co do obranego życiowo fachu, daleko do innych krewnych), lecz spadek - jakby nie było - zostawił. I nie byłoby w tym wszystkim większego problemu, gdyby nie fakt, iż z odbiorem rzeczonego spadku mogą być problemy, spadkobiercy bowiem są (a jakże) w więzieniu :) ... Opuszczają je jednak, lecz i tu pojawia się problem - muszą, ażeby otrzymać spadek... uśmiercić tych, którzy skazali ich wujka. 

Świetna zabawa - po raz kolejny - gwarantowana :) Daltonowie i wątki z nimi związane to chyba najlepsze części tej komiksowej serii :) Ale, prócz nich, mamy w tym tomie także trzy inne historyjki o Luke'u i jego wiernym wierzchowcu :) - nic tylko czytać i oglądać!

Polecam!

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.



"Dalton City" - René Goscinny, Morris


Tytuł: Dalton City
Cykl: Lucky Luke (tom 34)
Autor: René Goscinny, Morris
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 2001r. (data przybliżona)
Liczba stron: 48



Lucky Luke once again!

Tym razem, prócz Luke'a, wśród komiksowych bohaterów mamy również jedne z najbardziej znanych w tej serii postacie - a mianowicie Daltonów! :) Cóż czynią tym razem? Ano... przejmują pewne miasteczko i... rządzą nim :) A w zasadzie próbują ;) Co z tego wyniknie? :)

To, co zwykle :) - mnóstwo zabawnych perypetii, kupa śmiechu i solidna dawka absurdalnego humoru, za który uwielbiam wprost tę serię :) Lucky Luke nigdy mi się chyba nie znudzi ;) Ale to dobrze - wszak nigdy nie powinno się pozwolić, by coś zabiło w nas samych tego małego, drzemiącego gdzieś w każdym z nas, dzieciaka :) 

Polecam!

Dziękuje Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

"Caspar Lee" - Emily Riordan Lee, Caspar Lee


Tytuł: Caspar Lee
Autor: Emily Riordan Lee, Caspar Lee
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 352


Biografia... 20-latka... czy na akty biograficzne aby nie za wcześnie? ...

No właśnie... Caspar Lee - kim on właściwie jest? Blogerem... Podobno sławnym ;) , choć... jakoś o nim dotąd nie słyszałem :) ... No ale cóż, jak widać... zasłużył już sobie na biografię :) (?...).

O czym może traktować "biografia 20-latka"? Och... rzecz jasna o niesamowicie burzliwych, pełnych życiowych doświadczeń, przygodach, perypetiach... i takich tam ;) ... które, razem wzięte, stają się podstawą (och, niewątpliwą...) do wydania tego wszystkiego w formie książki... Ok, dobra: książka jest i o wszystkim... i o niczym :) Zgoda: szata graficzna bardzo ładna, zdjęcia też fajne... i tyle. Rozumiem, że świat w swym szaleństwie pędzi naprzód coraz bardziej bez opamiętania, ale... ta książka (choć graficznie bardzo ładna...) to dowód na to, że szaleństwo o którym wspomniałem jest coraz bardziej... szalone. Biografie powinny dotyczyć tych, którzy sobie na to czymś zasłużyli... Ale 20-latek?... Może kiedyś czegoś wielkiego dokona, och, życzę mu tego... ale na dziś... :) Niech ten uśmiech starczy za komentarz.

Dziękuję Egmont Polska za egzemplarz recenzencki.

niedziela, 27 sierpnia 2017

"Między niebem a Lou" - Lorraine Fouchet


Tytuł: Między niebem a Lou (tytuł oryginału: Entre ciel et Lou)
Seria: Gorzka czekolada
Autor: Lorraine Fouchet
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 12.06.2017r.
Liczba stron: 352



Mały, literacki list w butelce... Chwytająca za serce, świetna, porywająca książka... to jedna z najlepszych rzeczy do czytania, jakie miałem ostatnio w rękach...

O czym jest ta książka?... Dla mnie przede wszystkim o pustce i o stracie... Strata kogoś najbliższego sercu to straszna rzecz. Zostaje pustka... Żal, rozpacz... Powstaje pytanie, jak tę pustkę zapełnić, żeby po prostu nie oszaleć? Świetne pytanie... Czasem, w życiu, to niewykonalne... w tym jednak literackim przykładzie mamy pewne rozwiązanie... Podaje je swojemu mężowi sama zmarła Lou, zostawiając mu list u notariusza... List,w którym wyznacza mu misję uratowania tego, co pozostało z ich rodziny... przede wszystkim ma na myśli ich dzieci: córkę, pocieszającą się w chorobie kolejnymi facetami, obrażonego na cały niemal świat (a na ojca w szczególności) syna, wnuczki... Tak, to może być cel - nawet dla kogoś, kto przeżywa tak ciężką żałobę jak Joseph. Tylko, czy mu się uda? ... Czy szereg nieporozumień, żalów, zerwanych niemal, kruchych rodzinnych więzi... czy zdoła to wszystko naprawić, skleić ponownie w jedną całość? I uporać się przy tym wszystkim z tym, co stracił - a stracił miłość swojego życia? Możecie być pewni jednego - nie oderwiecie się od tej książki dopóki nie poznacie odpowiedzi na te pytania.

Zastanawia mnie, już tak świeżo po lekturze... jak to się stało, że Joseph się nie poddał... Miał pełne prawo... tak po ludzku patrząc - przecież tyle na niego spadło... Chyba jednak, jak się okazuje, zwyciężyło to, że... miał dla kogo żyć. I w jego przypadku to było wystarczającym powodem do tego, by walczyć dalej. Życie bywa różne, niesie ze sobą (czasem) wiele nieszczęść, i część w ten sposób dotkniętych ludzi... poddaje się. Ale czy to dobre słowo? - "poddaje się? ... Może raczej... "świadomie nie idzie dalej", zostaje w pewnym punkcie czasu, który jest za nimi - bo inne, przyszłe punkty w czasie... nie chcą ich, bo wiedzą, że nie będą lepsze od tego miejsca, w którym mentalnie zostali... tak :) , to chyba lepsze określenie niż "poddać się" :) ... W każdym razie, dla pewnych ludzi pewne straty - to zbyt wiele. Życie - tak - może być piękne, ale, tak myślę, czasem trzeba też zrozumieć tych, dla których staje się ono w pewnym momencie ciężarem. Balastem, od którego chcą się uwolnić. Och, nie myślcie proszę, że ten mały ustęp to pochwała "rozwiązań ostatecznych"... ;) ... zastanawiam się tylko nad tą książką, i, patrząc na całokształt tej historii, trochę podziwiam Josepha. Nie poddał się. Miał... cel. Życzyłbym takiego "celu" każdemu, kto boryka się z podobną stratą. Czasem bowiem tego celu nie ma; nie widać go, jest gdzieś schowany, za jakimś zakrętem... albo jest po prostu szalenie daleki - i to też, tak myślę, należy zrozumieć. Tyle tytułem tej małej dygresji ;) ...

Książka zachwyca... skalą emocji. Tych wyrzucanych z siebie i targających człowiekiem na zewnątrz, jak i tych celowo chowanych za maską pozornego (i koniecznego) spokoju... szalejących wewnątrz... Piękny, psychologiczny obraz człowieka i jego uczuć... Może chwycić za serce to, co robi Joseph - przez całą książkę... piszę do Lou listy... rozmawia z nią w nich... zupełnie, jakby mieli swój prywatny zeszyt, w którym wciąż są razem. Piękne :) ... i mocne w przekazie jak wszyscy diabli... czasem nie trzeba wiele, żeby trafić do czytelnika - i nie trzeba do tego jakichś wymyślnych form literackich... A to jeszcze nie wszystko... całości towarzyszy bowiem... muzyka... autorka przywołuje kolejne piosenki, a one... och, po prostu cudowne się z nich robi tło zdarzeń :) ... na końcu książki jest lista tych wszystkich kawałków... można je sobie wyszukać, jeśli nie znało się ich wcześniej. Cudo... nie wiem, czy miałem kiedyś w rękach książkę, która - jak to książka - operując słowem pisanym, łączyłaby to jeszcze w tak zręczny sposób z muzyką... mistrzostwo świata. Po prostu cudne :) ...

Gorąco, gorąco, bardzo gorąco polecam... Naprawdę warto przeżyć emocje z tej książki samemu... :)

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

"Jutro będzie koniec świata" - Justyna Posłuszna


Tytuł: Jutro będzie koniec świata
Seria: Gorzka czekolada
Autor: Justyna Posłuszna
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 30.06.2017r.
Liczba stron: 264



Literacki powrót do filmowych "Nietykalnych"? :) ...

Trochę tak... chyba nie sposób uciec od tych porównań... Seria "Gorzka czekolada" po raz kolejny pokazuje, że ma w swych "szeregach" książki mądre i zmuszające do myślenia... do pewnej refleksji... :) ... Opowiedzianej tu historii polskiego emigranta i angielskiego dżentelmena w podeszłym wieku nie da się bowiem określić inaczej jak powyżej.

Ogólnie cała książka jest dosyć fajnym obrazem całej polskiej emigracji w Wielkiej Brytanii. Niedawno poszła w świat informacja, że w samym tylko Londynie jest nas już milion... sporo nas tam :) ... Takie książki będą zatem powstawać, to nieuniknione. Nie wiem, czy jest to obraz wybiórczy, czy miarodajny - na pewno jest pełen emocji. Świetnie pokazano, jak mogą układać się koleje losu kogoś na obcej ziemi. Pokazano rozczarowania, małe wzloty, upadki, tęsknoty i motywacje, jakie mogą być udziałem kogoś, kto chce poszukać dla siebie i "lepszego jutra" i ... trochę takiego "swojego miejsca na ziemi". To wyszło autorce naprawdę fajnie i wiarygodnie.

Sama relacja polski emigrant - angielski dżentelmen jest główną treścią tej książki. Mamy tu małe zderzenie kulturowe :) ...może nie jakoś strasznie drastyczne, pełne za to śmiechu, może (?) i potencjalnych łez, a na pewno refleksji i przyszłych przemyśleń (po lekturze) na temat tego, że zawsze można się czegoś od kogoś nauczyć... i ani różne pochodzenie, ani wiek, ani nawyki, nie są tutaj żadną przeszkodą. To akurat budująca myśl :) ... 

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za egzemplarz recenzencki.

"Wyklęte imperium. Irańskie opowieści" - Aleksandra Lisewska


Tytuł: Wyklęte imperium. Irańskie opowieści
Autor: Aleksandra Lisewska
Wydawnictwo: Bezdroża
Data wydania: 19.07.2017r.
Liczba stron: 160


Iran - miejsce do odkrycia... na nowo.

Oczywisty i zrozumiały niepokój może budzić sam pomysł wybrania się na wojaże w ten akurat zakątek świata... Jednak, na to wygląda, Iran jest jak dotąd spokojną częścią Bliskiego Wschodu (choć czy akurat stricte Bliskiego Wschodu... z tym można by polemizować, ale według mnie Iran należy do tego właśnie kręgu kręgu kulturowego - mimo wszystko; więcej przemawia tu - moim prywatnym zdaniem - za takim, a nie innym, zaklasyfikowaniem, niż mniej). A więc - ruszajmy w tę podróż :)

Iran, zarówno po treści tej książeczki (celowo używam słowa "książeczki", bowiem nie ukrywam, że chciałbym poczytać na ten temat, w tej pozycji, nieco więcej niż tylko to, co zawarto na 160 stronach...), jak i po weryfikacji tej treści w ogólnodostępnych mediach, jawi się jako kraj względnie, a nawet dość otwarcie, ustosunkowany do (i na) turystów. Wybaczcie te dygresje z domieszką niewypowiedzianych obaw... myślę, że są (obecnie) zrozumiałe. To dobrze ... :) Znaczy się, dobrze że Iran jest względnie otwarty i przyjazny ;) :) Iran jest bowiem pełen, czego możemy się dowiedzieć na kolejnych stronach, zarówno pięknych zabytków, jak i... pewnego ducha starożytnej wręcz (dosłownie) cywilizacji, która... będąc kiedyś potęgą, zostawiła po sobie wspaniałe, malownicze, zachwycające pomniki dawnej świetności... Głównie to mnie w tej pozycji zachwyciło... Chętnie zobaczyłbym to wszystko na własne oczy :) ...

Wydawnictwo Bezdroża, jak zwykle :) , daje nam w pakiecie mnóstwo cudownych zdjęć... Och, naprawdę zachwycają :) ... Wiecie, chciałbym... móc wsiąść kiedyś w samolot... mieć mnóstwo czasu... i odwiedzić, zobaczyć... wszystko to, co zawsze chciałem... to nie jest może dygresja na temat Iranu ;) , ale... chciałbym kiedyś zobaczyć tyle pięknych, wspaniałych, zachwycających nie tylko oczy, ale i duszę miejsc... Iran też ;) ... po prostu tam usiąść... w tych miejscach... poczekać na zachód słońca... i patrzeć... chciałbym :) ...

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Bezdroża i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki :)

"Korona polskich gór" - Krzysztof Bzowski


Tytuł: Korona polskich gór
Autor: Krzysztof Bzowski
Wydawnictwo: Bezdroża
Data wydania: 30.09.2016r.
Liczba stron: 184



Nic tylko wyruszać - tym razem w polskie góry :)

Bardzo, bardzo, bardzo fajny przewodnik. Rzeczowy, skrupulatny, dokładny - dokładnie taki, jaki sam (nie znając wcześniej tej książki) chciałbym mieć w rękach przed podróżą w polskie góry. Może i znajdzie się na rynku parę pozycji tego rodzaju; może (?) i jeszcze bardziej rzeczowych niż właśnie ta, ale ta akurat jest super: skrupulatna, i - jak już wspomniałem - dokładna, szczegółowa... a poza tym, bardzo "skondensowana" jeśli chodzi o informacje. Do tego, o czym warto wspomnieć, objętościowo patrząc - po prostu poręczna.

Co zawiera przewodnik? Jak wskazuje sam opis - 28 wyzwań zebranych w 23 trasach. Brzmi być może enigmatycznie, lecz wcale enigmatyczne nie jest. Zwłaszcza w opisach samych tras, bardzo (jak już napisałem) szczegółowych i wyczerpujących. Chyba nawet można się pokusić o stwierdzenie, że ta książka świetnie zastąpi na trasie zwykłą, tradycyjną mapę ;) ...

Całość uzupełniają zdjęcia, mapki, informacje dotyczące noclegu, dojazdu, a także grafiki obrazujące przebieg tras... czego chcieć więcej? :) Nic tylko ruszać w trasę - w polskie góry!

Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Bezdroża i całej Grupie Wydawniczej Helion za egzemplarz recenzencki.

sobota, 26 sierpnia 2017

"Odległość między tobą a mną" - Jennifer E. Smith


Tytuł: Odległość między tobą a mną (tytuł oryginału: The Geography of You and Me)
Autor: Jennifer E. Smith
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 304


Odległość między dwojgiem ludzi liczy się w emocjach, a nie w kilometrach... To fragment opisu, ale czy znalazłoby się piękniejsze zdanie o tej książce? Myślę, że nie.

Z pozoru infantylna to historia... Spotkanie w windzie, rzucenie dwojga ludzi przez los w dwie różne strony świata, ciągłe myśli o sobie nawzajem... i można by - pozornie - dodać do tego "ble ble ble", które mogłoby starczyć za całą treść tej pozycji... ale tak nie jest. Tak, pachnie... Disneyem ;) ... ale to też na swój sposób urocza opowieść. Opowieść z kartkami pocztowymi w jednej z głównych ról :) ... W dobie internetu pomysł, by słać do siebie kartki pocztowe... urocze, prawda? :)

W zasadzie to jest chyba powieść dla nastolatków... głównie... ale wcale nie jest napisana, o dziwo, językiem stricte "dla nastolatków". Jeśli w ogóle można by coś takiego w języku literackim wyodrębnić... Według mnie można, i ta akurat książka (na szczęście) nie jest takim przykładem. Lekka, przyjemna obyczajówka... z emocjami starymi jak świat ;) Powielanie schematów... chyba każda książka, jeśli nie jest odkrywczym arcydziełem, jakieś powiela... Ta też, zwłaszcza jeśli chodzi o emocje. Ale to jest konieczne dla dobra tej historii. Książka o uczuciach nie byłaby w końcu, bez emocji, książką o uczuciach, prawda? ;) ...

Czy mamy tu happy end? Nie mogę zdradzić ;) , ale można się spodziewać, co się dzieje... w finale ;) ... To po prostu przyjemna książka - i tak to zostawmy. Mi osobiście czytała się bardzo fajnie. Więc myślę, że jest jak najbardziej godna polecenia :) Co też niniejszym czynię - polecam!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las oraz Forever Young Books za egzemplarz recenzencki.


"Okrucieństwo" - Scott Bergstrom


Tytuł: Okrucieństwo (tytuł oryginału: The Cruelty)
Cykl: Okrucieństwo (tom 1)
Autor: Scott Bergstrom
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 05.07.2016r.
Liczba stron: 416


Jason Bourne... w wersji damskiej.

Dokładnie tak by to można było streścić w jednym zdaniu. Ale jedno zdanie to stanowczo zbyt mało :) ... Książka powiela, siłą rzeczy, pewne dobrze znane schematy dobrych powieści sensacyjnych, jednak... jednocześnie wywraca je do góry nogami, czyniąc głównym bohaterem nie faceta - maszynę do zabijania, lecz... dziewczynę, która z przemocą nie miała dotąd kompletnie nic wspólnego, jednak, by ratować ojca, jest w stanie poważyć się na wiele. I taka "obsada w roli głównej" to jest naprawdę coś!

Można by kręcić nosem, że to i tak powielanie schematów... Ok, na pewno można by tak uczynić... ale czy warto? Może jednak dać tej książce szansę? Ja jej tę szansę dałem - i nie żałuję. Kobieta w męskiej roli wypada arcy ciekawie :) A sama akcja też bynajmniej nie rozczarowuje - mamy fabularne zwroty, emocje, walkę z samym sobą i z bezwzględnymi wrogami, a wszystko jest tym bardziej jaskrawe (a przez to wciągające!), że oparte jest na bohaterce, która w ogóle na pierwszy rzut oka nie pasuje do roli, w jakiej postawił ją los. To fascynujące widzieć, jak z niewinnej dziewczyny wychodzi na światło dzienne ktoś tak pełen determinacji, uporu i... skuteczności w działaniu. To się naprawdę znakomicie czyta :)

"Okrucieństwo" jest pierwszym tomem zaplanowanego cyklu. Już nie mogę doczekać się następnych :) Pierwszy tom każe oczekiwać od kolejnych naprawdę wiele. Szalony rajd po Europie w poszukiwaniu ojca będzie miał, mam taką wielką nadzieję, godne kontynuacje. Oby :)

Polecam!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las oraz Forever Young Books za egzemplarz recenzencki.

"W ruinie. Opowiadania polskich fanów Uniwersum Metro 2033" (dodatek do "Prawa do zemsty" Denisa Szabałowa)


Tytuł: W ruinie. Opowiadania polskich fanów Uniwersum Metro 2033
Seria: Uniwersum Metro 2033
Autorzy: 12 laureatów konkursu Wydawnictwa Insignis i portalu metro2033.pl
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 14.06.2017r. (dodatek do "Prawa do zemsty" Denisa Szabałowa)
Liczba stron: 288



Coroczny konkurs na najlepsze opowiadania utrzymane w konwencji Metra 2033 zakończony!

Efektem - niniejsza książka :) Książka, dodam, nie przeznaczona do obiegu komercyjnego. To dodatek do "Prawa do zemsty" Denisa Szabałowa. I jest to dodatek... co najmniej tak ciekawy, jak samo "Prawo do zemsty! A może nawet i lepszy... :) Nie zawsze jestem przekonany do tej względnie krótkiej formy, jaką jest opowiadanie, nie zawsze bowiem takie rozwiązanie zdaje egzamin... czasem autorom brak jest miejsca na odpowiedni rozpęd, rozwinięcie historii... ale tutaj wyszło to bardzo fajnie. Wielkie brawa dla autorów - laureatów!

Dwanaście opowiadań... Muszę przyznać, że trzymają poziom i naprawdę czuć w nich klimat Metra :) To dobrze, to bardzo dobrze :) Widać, że coroczny konkurs Wydawnictwa Insignis i portalu metro2033.pl ma sens i że wiele jest jeszcze (i zapewne będzie) opowiadań - perełek, które powinny ukazać się drukiem. 

Mieszkam w Katowicach, więc szalenie mnie ucieszyło umieszczenie akcji jednego z opowiadań w moim mieście :) Tak jak i w leżących niedaleko Tychach i w okolicach Góry Żar - kilka opowiadań z akcją na Śląsku... super! :) Gdzie jeszcze? Oczywiście w Warszawie (metro ;) ), a ponadto w Ostrołęce, w Chicago, w Szczecinie, w Oleśnicy i w miejscowości Sława. To szalenie miłe uczucie, czytać coś z serii "Metro 2033", co swą akcją jest umiejscowione w Polsce :) ... 

Gorąco polecam :) "W ruinie" to wprawdzie dodatek do innej książki, lecz sądzę, że wydany samodzielnie również znakomicie by się obronił. Czwarty coroczny konkurs, którego efektem jest ta książka, pokazuje, że temat wciąż jest na czasie, a polscy fani bynajmniej nie zawodzą :) - i to również literacko :)

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzmplarz recenzencki.


"Prawo do zemsty" - Denis Szabałow


Tytuł: Prawo do zemsty (tytuł oryginału: Право на месть)
Seria: Uniwersum Metro 2033
Cykl: Konstytucja Apokalipsy (tom 3)
Autor: Denis Szabałow
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 480


Jeszcze jeden powrót do Uniwersum Metra 2033! Czy udany?

I tak - i nie. "Prawo do zemsty" zamyka swoistą klamrą trylogię Szabałowa "Konstytucja Apokalipsy", i jest to zwieńczenie... ciekawe, aczkolwiek pozostawiające pewien niedosyt. Tak to czasem z zakończeniami bywa :) ... Każdy znajdzie tu coś i na plus i na minus. A w czym rzecz?

Rzecz w tym, że czyta się to wszystko szybko, ciekawie... ale czegoś tu brak. Może problem tkwi w tym, że samo uniwersum już trochę... się wyczerpuje? Siebie, jeśli mówić o kreacji samego świata, jak i pewną, znaną już od lat, formułę? ... Być to może... Bardziej jednak, tak mi się wydaje, chodzi o pewien niedostatek znanego wszystkim, będącego znakiem firmowym tej serii, mrocznego klimatu post apo. Post apo, oczywiście, jest, ale... jakby nie tak do końca. Szabałow skupia się głównie na bohaterach, zemście, wzajemnej walce ludzi z ludźmi... postapokalipsy nieco tu mało, jest głównie tłem... nie treścią samą w sobie i nie główną osią fabuły. Nie tym razem.

Militarne i zbrojeniowe szczegóły, takie mam wrażenie, bardzo zdominowały tę książkę. Takie opisy można lubić, lub nie... Fakty są takie, że jest ich tu mnóstwo (autor był kiedyś wojskowym, i to widać). Fajny jest sam wątek zemsty, budowania sojuszów przeciw wspólnemu wrogowi, walka z tymże wrogiem... tak, to jest bardzo bardzo ok. Ale niedosyt pozostawia zakończenie :) ... Chciałoby się więcej. Oj, chciałoby się... Lecz, niestety - również nie tym razem.

Ogólnie rzecz biorąc - polecam. Fani Metra i tak po tę pozycję sięgną ;) A reszta? Nie mogę powiedzieć, że ta książka jest zła. Ale to głównie książka o walce i zemście. Post apo jest tu tylko pewnym tłem - i o tym należy pamiętać.

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.


"Czas zmierzchu" - Dmitry Glukhovsky


Tytuł: Czas zmierzchu (tytuł oryginału: Сумерки времени)
Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 14.06.2017r.
Liczba stron: 400


Przepowiednie Majów plus współczesna Moskwa... mmm, małe literackie cudo! :)

Niesamowicie wciągająca rzecz! Nie przypuszczałem, że ta książka będzie aż TAK DOBRA. A jednak :) ... Glukhovsky, który przyzwyczaił nas raczej do klimatów post apo, tym razem poszedł w nieco inną stronę (choć nie tak znowu bardzo odległą od tego, z czego jest najbardziej znany) - i mu to naprawdę wyszło. Brawo :) ...

Książka opowiada o pewnym rosyjskim tłumaczu, który zajmuje się właśnie przetłumaczeniem pewnego dziennika z XVI wieku, traktującego o wyprawie Hiszpanów po święte księgi Majów... W miarę jak praca nad tłumaczeniem posuwa się naprzód, sam tłumacz ulega coraz większej fascynacji swoim zleceniem... a tymczasem wokół zaczynają się dziać rzeczy co najmniej dziwne... Zupełnie jakby coś, co kryło się na kartach dziennika o wyprawie do kolebki Majów przenikało do współczesności... Brrr ... Dreszczyk emocji gwarantowany :) Wyszło to wszystko cudnie! :) A ja osobiście uwielbiam takie klimaty!

Być może książka jest tak dobra, ponieważ łączy w sobie dwie historie naraz - opowieść o hiszpańskiej wyprawie, na bieżąco tłumaczonej przez głównego bohatera, połączoną z historią tego, co dzieje się współcześnie w miarę jak praca nad tłumaczeniem posuwa się naprzód... Akcja ma dzięki temu fajny rytm. I wciąga! Szalenie opanowuje człowieka myśl, żeby jak najszybciej poznać finał każdej z tych historii.

Gorąco polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Insignis za egzemplarz recenzencki.


"Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik" - Jack Campbell

Tytuł: Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik (tytuł oryginału: Beyond the Frontier: Guardian)
Cykl: Zaginiona flota (tom 9)
Autor: Jack Campbell
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 17.08.2017r.
Liczba stron: 528



"Strażnik" w galaktycznej przestrzeni...

Jack Campbell to obecnie jeden z najbardziej uznanych twórców jeśli chodzi o militarne science-fiction. "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik" to kolejny przykład na to, iż osąd ten nie wziął się znikąd. Naprawdę jest co poczytać. No, i muszę to przyznać, jest tu parę batalistycznych scen (!), dla których warto było sięgnąć po tę książkę :) ... Ale nie tylko po to warto było po nią sięgnąć.

Campbell stworzył bardzo ciekawe uniwersum. Szalenie, że tak powiem, pojemne. I to zarówno jeśli chodzi o światy, rasy, ale i o wydarzenia i całą fabułę zawierającą się zarówno w tej, jak i w innych książkach cyklu "Zaginiona flota". To się naprawdę może podobać. Nawet niezaznajomionemu bliżej z tą serią czytelnikowi. Wciąga :) ... i chyba o to chodzi.

Spoilerować kolejnych przygód, zadań i losów admirała Geary i jego podwładnych nie będę ;) To jakby wyrwać pewną część tej historii z szerszego kontekstu. Znający serię z pewnością sięgną po tę część, co do tych zaś, którzy jej nie znają... myślę, że jeśli sięgniecie po "Strażnika", to prędzej czy później w Waszych rękach znajdą się i inne części ;) Bo chociaż jest to już kolejny tom, to sądzę, że będzie się dobrze czytać nawet bez znajomości innych. A że wzbudzi ciekawość co do tych innych - co do tego wątpliwości nie mam :)

Polecam!

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów za egzemplarz recenzencki.




środa, 16 sierpnia 2017

Blog ma już rok! :)))


Rok minął :) ... Z początku nie do końca chyba wierzyłem, że to się uda :) ... Że ktoś tu będzie zaglądał, czytał ... :) ... Dziękuję! :) Za to, że byliście tutaj ze mną przez ostatnie 365 dni :) Mam wielką nadzieję, że będziecie tu i przez dni kolejne - w zamierzeniu duuużo dłużej niż następne 365 ;)

Dziękuję przede wszystkim [ :) ] tym, którzy we mnie i w tego bloga wierzyli. Szczególnie [ :) :) ] dziękuję tym, którzy... świętowali (choć z braku czasu i możliwości nie zawsze ;) - ale świętowali, i to się liczy!) razem ze mną każdą nową recenzję :) ... I każde nowe Wydawnictwo, które nawiązało ze mną i z tym blogiem współpracę :) Ci, których mam w tym miejscu na myśli - wiedzą, że to do nich ;) Dziękuję!

Podziękowania należą się też tym, którzy kopali mnie w... :) :) ... w 4 litery ;) - żebym działał dalej. Czasem człowiek ma gorsze dni, czasem za dużo spraw na głowie, czasem po prostu się temu człowiekowi nie chce... Dziękuję też Tobie, Ande' :) - gdyby nie Twoja pomoc i inspiracja Twoim blogiem (Krótko acz treściwie - zapraszam wszystkich z tego miejsca! :) ), to mój blog by prawdopodobnie nie powstał :) Na szczęście jak widać jest na kogo liczyć :) Jesteście, kopiecie mnie (tak pozytywnie ;) - jeśli trzeba :P ) ... i za to bardzo bardzo bardzo Wam wszystkim dziękuję! :)

Nie sposób nie podziękować też wszystkim Wydawnictwom i ich przedstawicielom, którzy dali temu projektowi szansę i wspierają go do dzisiaj. Osób, Wydawnictw, przyjaznych dusz, mnóstwa sympatycznych ludzi... tego wszystkiego, tego faktu że jesteście - nie sposób nie docenić. Wam również, Moi Drodzy, dziękuję :) Tak jak i oficjalnym stronom i Wydawnictwom, z którymi współpracuję, więc - z prawdziwą przyjemnością! :) - raz jeszcze (poza stopką z prawej strony na blogu) pozwolę sobie te szacowne, ale i bardzo sympatyczne w osobach swoich przedstawicieli :) , instytucje tutaj wymienić :) : KojroBezdrożaAlbatrosEgmont Polskacała Grupa Wydawnicza HelionFabryka SłówWydawnictwo EdukacyjneForever Young BooksBukowy LasMedia RodzinaNapoleon VInsignisCzarna OwcaCzyTamSQNWydawnictwo PsychoskokGdańskie Wydawnictwo PsychologiczneSensusEdipresse KsiążkiSeptem. Dziękuję Wam wszystkim razem i każdemu z osobna! :) :)

Czas na ciąg dalszy blogowania ;) Z okazji roku istnienia tej maleńkiej strony w morzu internetu mam dla Was coś, co napisałem na temat mojego najukochańszego autora - Stephena Kinga :) Znajdziecie na blogu zamieszczone dziś recenzje wszystkich tomów "Mrocznej Wieży", jak i obszerny (jak na warunki czasowe którymi dysponuję po godzinach, w których Moje Dziecko pada i zasypia ;) ) artykuł -"Mroczna Wieża - czym innym książki, czym innym film" , na temat tego, co King napisał w książkach, w zderzeniu z tym, co od ostatniego weekendu możecie oglądać w kinach. Miłej lektury! :)

Pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejny rok tutaj będzie równie (lub bardziej!) udany od minionego :) Oby! ;)

Raz jeszcze dziękuję Wam wszystkim! - za wszystko :)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Mroczna Wieża - czym innym książki, czym innym film


W miniony weekend każdy fan Stephena Kinga doczekał się tego, na co czekał latami - premiery kinowej "Mrocznej Wieży". Ok, nie każdy fan na to czekał ;) ... Wieżę można bowiem albo tylko kochać, albo tylko nienawidzić - a nie wszyscy ją kochają... Jednak to wielkie wydarzenie. Wieża to coś, co w zamyśle samego Kinga jest zwieńczeniem jego twórczości. Jego opus magnum. Choćby tylko dlatego sprawa zasługuje na to, żeby się nad nią pochylić.

Zacznijmy więc od książek :) ... Kocham ten cykl! To, co będę za chwilę pisał, na pewno nie będzie więc obiektywne - tak do końca. Trudno ;) ... "Mroczna Wieża" to coś, co jest lepsze nawet od "Władcy Pierścieni", a Tolkiena przez dłuuugie długie lata stawiałem na piedestale na miejscu nr 1. Ale kilka lat temu to się zmieniło - dokładnie w chwili, kiedy wziąłem do ręki "Rolanda" . Zakochałem się w tym cyklu z miejsca :) ... Dlaczego? Bo tam jest wszystko :) ... Inne światy, coś z samego "Władcy...", legendy arturiańskie, westernowy klimat (Roland to wypisz wymaluj Clint Eastwood z dawnych filmów Sergia Leone; sam King pisał kiedyś, że to był jego wzorzec), skakanie w czasie i przestrzeni rodem z filmowej trylogii "Powrót do przyszłości" (tam mieliśmy samochodowy wehikuł czasu - tutaj mamy drzwi między światami, kamienne kręgi i portale), multum nawiązań do współczesności ("Gwiezdne Wojny", Harry Potter")... i do innych książek Kinga :) (by tylko "Bastion" i moje ukochane "Miasteczko Salem" wymienić). I to jest coś, co powala na kolana. Wbija w fotel. Można Kingowi zarzucać, że pisał to wszystko bez ładu i składu, prawie że na kolanie, że wymyślał i dorabiał ideologię tego świata jak mu pasowało... ok. Ale całość jednakowoż wyszła :) ... I to nie byle jak według mnie. Wyszła bardzo dobrze :)

W skrócie - w centrum wszystkiego stoi Mroczna Wieża. Gdzieś na krańcu świata. I grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Jeśli runie... zginą wszystkie światy, a tych jest nieskończenie wiele. Ktoś to wszystko musi powstrzymać... tym kimś jest Roland - ostatni rewolwerowiec, stróż prawa i porządku, strażnik Wieży, przeklęty podróżnik w czasie i przestrzeni. Człowiek złamany po trosze przeszłością, która ciąży mu już od najmłodszych lat... (przeszłość Rolanda przedstawiono w "Czarnoksiężniku i krysztale", a częściowo również w "Wietrze przez dziurkę od klucza"). Od lat wędruje ku Wieży ścigając Człowieka w czerni. Nie może jednak wędrować i walczyć sam - po konfrontacji z Człowiekiem w czerni powołuje kolejnych towarzyszy swej wędrówki ("Powołanie trójki"). Wraz z nimi przemierza Świat Pośredni, uzupełniając ka-tet rewolwerowców o Jake'a, chłopca z naszego świata ("Ziemie jałowe"). Toczą wiele bitew ("Wilki z Calla"), przeskakują między światami ("Pieśń Susannah"), by w końcu... osiągnąć cel ("Mroczna Wieża"). Cel okupiony krwią... cierpieniem... tak, także łzami. Choć bowiem rewolwerowiec nie płacze, takie uczucia są mu bowiem z reguły obce, nie rozumie ich... to jednak płakać może za niego czytelnik. A jest nad czym... tym bardziej, że "ka"... jest kołem. A podróże w czasie i przestrzeni... sama Wieża i dotarcie do niej nie muszą oznaczać ich końca. Ten kto czytał cykl - wie o czym mówię...

Zdaję sobie sprawę, że powyższe podsumowanie 8 tomów (7,5?) jest obrazoburcze, okrojone straszliwie i nie powinno mieć racji bytu... Stąd linki do moich recenzji wszystkich tomów w akapicie powyżej. Wybaczcie te skróty... To wszystko co piszę ma dotyczyć i książek i filmu - przejdźmy zatem do tego ostatniego.

Film... wiem, budzi skrajne emocje. Czy jednak mógł zostać nakręcony inaczej? I to przy tym, uszczuplonym zresztą, budżecie? Czy dało się nakręcić coś, co było by zrozumiałe dla nie znających książek widzów, i to tak, żeby coś pojęli? Według mnie nie. Film bazuje głównie na tomach pierwszym, trzecim i siódmym. I to jest dobre rozwiązanie. Reżyser wziął z sagi to, co można było sklecić w jakąś logiczną całość i przedstawić jako dosyć czytelny obraz na ekranie. A przy tym, miejmy nadzieję, wstęp do innych, na chwilę obecną do zaplanowanych jeszcze dwóch, filmów (co zależy od wyników kasowych pierwszego, więc... lećcie do kina!). Ci, którzy liczyli na wierną adaptację pierwszego tomu... taaak, są zawiedzeni. Pamiętajmy jednak, że to jest przede wszystkim filmowa wariacja na temat alternatywnej podróży Rolanda! :) No i, jak już pisałem, musiało to wyglądać jako jakaś zrozumiała dla laika tematu całość... Czy gdybyście, znając cały cykl, poszli do kina na adaptację "Rolanda", to, powiedzcie sami, czy stawiając się na miejscu kogoś, kto Wieży nie zna... to czy cokolwiek byście zrozumieli? Albo inaczej - czy gdybyście za kilka lat poszli, po tej pierwszej ekranizacji, na filmową wersję tomu drugiego (potem trzeciego, czwartego, etc)- było by to dla Was, wciąż załóżmy nie czytających laików, zrozumiałe? Mając w pamięci wrażenia z wiernej adaptacji pierwszego tomu? Bardzo bardzo bardzo wątpię. A w zasadzie mówię wprost: nie. A zatem to musiało wyglądać na ekranie tak, jak wyglądało...

Roland, Jake, Człowiek w czerni - to główne tryby tej kinowej machiny. Matthew McConaughey tworzy show nie z tej ziemi! :) Warto było obsadzić go w tej roli! Jednak i jego, według mnie, przyćmił... Jake. Chłopak z castingu, a udźwignął cały film. To on jest tu główną postacią. I fajnie to wyszło. Dał chłopak radę. Roland... już dawno przebolałem, że gra go Idris Elba. Przekonałem się do tego aktora w tej roli w zasadzie po tym, jak sam King publicznie powiedział, że to jest ok. Skoro Mistrz to widzi - ok, dajmy temu szansę. Elba poza tym jest na ekranie naprawdę dobry. I oceniłbym tę postać wyżej, gdyby nie... odarcie jej z książkowego nimbu celu, niezłomności... filmowy Roland ma ewidentny stres pourazowy po wojnie i nie chodzi mu o Wieżę, lecz o zemstę (przy okazji - nie podobało mi się strasznie zastąpienie przyjaciół Rolanda pod Jericho Hill jego ojcem - to akurat ni w ząb mi nie pasuje...). I to jest słabe niestety... gdzieś ulotnił się trochę rolandowy duch... Idris nadrabia to całą resztą, ale... to nie było potrzebne.

Film technicznie jest ok - lecz ma braki. Ewidentnie przez cięcia budżetowe w ostatniej chwili. Jak bowiem inaczej wyjaśnić choćby to, że na rysunkach z wizji Jake'a Wieżę podtrzymują promienie, a w filmie, w dalszej części ekranowego show, ich nie ma? I Łamacze atakują nie promienie, lecz bezpośrednio Wieżę? Cięcia... one są ewidentne. Skopana jest też końcówka... i to akurat mówię obiektywnie... Po zastanowieniu... może i musiała taka być, żeby, po pierwsze, zostawić furtkę twórcom do kontynuowania historii w nowych filmach, a po drugie... żeby film był zamknięty jako jakaś całość, w razie gdyby kolejne filmy nie powstały (która to okoliczność, miejmy nadzieję, nie będzie mieć miejsca). Zastrzeżenia można by mieć też co do długości filmu. Około półtorej godziny... to może się wydawać mało. Ale z drugiej strony... tu ukłon w stronę moich początkowych refleksji o filmie... być może to też dobre wyjście, bo osnowę świata podano w pigułce, po skleceniu kilku części sagi w jedną całość, a dłuższy czas ekranowy... to mogłoby, w teorii, nużyć niezaznajomionego z tematem widza. Więc, ok - chciałbym dłuższego filmu, ale nie jest to zarzut dyskwalifikujący.

Szalenie mi się gęba rozszerzyła w uśmiechu przy mrugnięciach okiem z ekranu do fanów innych książek Kinga :) Autko rodem z "Christine", ruiny parku zabaw w Świecie Pośrednim nawiązujące do Pennywise'a i "To" :) ... Ooooch, to mi się szalenie podobało! :) Oby później było tego więcej. I oby... było jakieś "później". Planowany jest serial na bazie tomu czwartego - super. To chyba jest już nawet klepnięte. Martwiłbym się tylko o dalsze losy następnych kinowych filmów... Jeśli ludzie zmieszają to, co od kilku dni widzą na ekranie, z błotem... może być ciężko. Oby tak się nie stało... Dlatego zastanówcie się, zanim to, co zobaczycie / zobaczyliście, zmieszacie z rzeczonym błotem... I przemyślcie proszę, jeśli jesteście "na nie", to, o czym tutaj napisałem. Według mnie naprawdę nie dało się tego nakręcić inaczej... Zakładam, że czytaliście książki, a zatem wiecie - świetnie wiecie - jaki tygiel pełen chaosu zaserwował w książkach King... Ok, dla fanów to jest zrozumiałe. Ale dla przypadkowego widza nie... Kinowe ekranizacje... one są też dla tych, którzy książek nie znają. Tak działa współczesna machina komercji... I trzeba się z tym pogodzić.

Mam nadzieję, ze tych kilka słów przypadło Wam do gustu ;) Wpadajcie na bloga, jeśli macie ochotę. King - i Wieża ;) - zajmują tu od zawsze szczególne miejsce :)

Pozdrawiam!

"Mroczna Wieża" - Stephen King

Tytuł: Mroczna Wieża (tytuł oryginału: The Dark Tower)
Cykl: Mroczna Wieża (tom 7)
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 18.11.2015r.
Liczba stron: 766


Ostatni tom... wszyscy, którzy czytali poprzednie, dotarli więc aż tutaj... niemal jak "do polany na końcu ścieżki"...

Koniec wieńczy dzieło... I jest to koniec godny całego cyklu. Monumentalny. Wielki. O, tak... Ta książka to rewelacyjne i porywające zakończenie monumentalnej sagi... To przy tym niewiarygodnie smutna, piękna i urzekająca historia. Książka wieńcząca cykl będący opus magnum Stephena Kinga... Jest tu tyle śmierci, smutku i krwi, że stojąc wraz z Rolandem na skraju Can-'Ka No Rey...  żądałem wręcz od Mrocznej Wieży, by była tego warta. Czy była?... Sami się przekonajcie.

Akcja pędzi w tej książce jak szalona... Trup ściele się gęsto. Jedno rozwiązanie zagadki goni drugie, zupełnie jakby King chciał nas tymi rozwiązaniami zasypać - po tak długim trzymaniu w niepewności. To dobrze :) ... Niektóre odpowiedzi są jednak bardzo smutne. A odpowiedź ostateczna, otrzymana w chwili gdy Roland dotrze do Wieży (tak, dotrze tam... nie powiem jednak, czy sam)... może przerażać...

King genialnie wplótł w fabułę kolejne elementy... tygla :) ... Między innymi swój wypadek z 1999 roku. I dorobił piękną ideologię do zamachu na WTC z 11 września :) ... W końcu Wieża rządzi wszystkimi światami... i wydarzeniami w nich... czemu by więc nie miała mieć związku z WTC?... Kinga można nazywać szaleńcem... ale czasami jest też geniuszem. I to częściej niż rzadziej :)

Zakończenie jest niewiarygodne. Pod koniec ostatnich stron osłupiałem. Potem pojawiła się złość, niedowierzanie... Dopiero po trzech dniach zrozumiałem, że zakończenie po prostu nie mogło być inne. "Ka" jest kołem... Bezlitosnym i ostatecznym. Lecz mimo to... ciężko jest nie ulec jego sile. Tak więc i Rolandowi się to nie udało... Jego historia to tak naprawdę opowieść o przeznaczeniu i przekleństwie. Czasem to jedno i to samo... Czy jest w tym wszystkim miejsce na odkupienie? I tak i nie... I musi tak być. Gorąco wszystkim polecam...  Ale muszę też ostrzec: kiedy nie pozostanie już ani jedna strona, ciężko jest znów nie sięgnąć po pierwszy tom. W końcu... "ka" jest kołem... Niesamowicie mnie korci, żeby Wam to wytłumaczyć, zdradzić koniec tej książki :)... Nie mogę. Ale sam... a robiłem to już trzy razy :)... znów za chwilę sięgnę po pierwszy tom ;) ...